0:00
0:00

0:00

Pod koniec stycznia 2022 na szczycie "Obronić Europę" w Madrycie europejska populistyczna prawica - w tym polskie Prawo i Sprawiedliwość - podpisała wspólną deklarację, gdzie znalazła się wzmianka o "rosyjskich działaniach militarnych", które doprowadziły Europę "na skraj wojny". Winą za ten stan rzeczy "siły patriotyczne" obarczyły oczywiście Unię Europejską i jej "nieskuteczną" dyplomację.

Marine Le Pen, szefowa francuskiej partii Zjednoczenie Narodowe (następcy Frontu Narodowego), choć dokument podpisała, w mediach społecznościowych udostępniła wersję bez wzmianki o Rosji. Na konferencji prasowej wprost mówiła, że nie ma w sprawie polityki Putina takiego samego zdania jak pozostali.

Przeczytaj także:

Inny uczestnik szczytu, węgierski premier Viktor Orbán, trzy dni później (1 lutego 2022) udał się do Moskwy na spotkanie z Władimirem Putinem. Pytany przez dziennikarzy, jak godzi to z zapisami madryckiej deklaracji, odrzekł: "Business as usual", pokazując, ile w istocie znaczy dla niego ten dokument.

Mimo to Mateusz Morawiecki przekonywał, że szczyt był polskim sukcesem, który raz na zawsze przeciął dyskusję o prorosyjskości europejskich sojuszników PiS.

Jak zareagowali na zbrojną agresję Rosji na Ukrainę? Części z nich przyniosła potrzebne otrzeźwienie. Inni nadal próbują lawirować.

Marine Le Pen nie chce sankcji

Najbardziej "wyważone" stanowisko prezentuje Marine Le Pen. Szefowa Zjednoczenia Narodowego prowadzi obecnie prezydencką kampanię (wybory we Francji już w kwietniu), jest więc szczególnie aktywna w mediach. Na temat Ukrainy na Twitterze pisze jednak niewiele, próżno szukać tam wyrazów solidarności czy wsparcia.

"Nic nie usprawiedliwia wojskowej operacji przeciwko Ukrainie zainicjowanej przez Rosję. To zerwanie pokoju w Europie, które musi zostać jednoznacznie potępione. [...] Marine Le Pen apeluje o natychmiastowe wstrzymanie rosyjskich działań militarnych w Ukrainie" - czytamy w oficjalnym i suchym komunikacie polityczki z 24 lutego 2022.

Potem jednak zaczęła niuansować przekaz: wojnę wywołaną przez Putina nazywa "konfliktem w Ukrainie" i wskazuje na gospodarcze skutki uchwalanych sankcji, np. wzrost cen gazu, które mogą negatywnie odbić się na Francji. Przypomina także, że sankcje uchwalone po agresji Rosji na Krym w 2014 roku uderzyły we francuskich rolników.

Le Pen zaznaczyła też, że jej zdaniem dyplomacja francuska powinna opierać się na "niepodległości, równej odległości i stałości". "Równa odległość" to polityka równego dystansu w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi - wyjście z NATO Le Pen postuluje od lat, jak i z Rosją - co jest novum. To maksimum krytyki Putina, na jakie Le Pen zdobyła się w ostatnich dniach.

Tweet Marine Le Pen
Wpis Marine Le Pen o potrzebie zachowania przez Francję "równej odległości" w stosunkach międzynarodowych. Fot. Twitter.
"Uważam, że Rosja może być sojusznikiem w walce z islamskim fundamentalizmem. To nie tylko mój pogląd - Emmanuel Macron też tak uważał"

- stwierdziła natomiast w wywiadzie dla telewizji BFMTV z 25 lutego 2022.

Polityczka sprzeciwiła się też wysłaniu do Ukrainy francuskich wojsk i zaznaczyła, że z kryzysu należy wyjść "drogą dyplomatyczną".

Przekaz ten nie może dziwić. W OKO.press pisaliśmy, że Marine Le Pen od lat pozostaje w ciepłych stosunkach z Władimirem Putinem. Jeszcze w grudniu 2021 mówiła w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", że Ukraina “należy do strefy wpływów Rosji”. "Próbując naruszyć tę strefę wpływów, tworzy się napięcia, lęki i dochodzi się do sytuacji, jakiej dziś jesteśmy świadkami” – stwierdziła.

Wcześniej mówiła też, że w aneksji Krymu "nie było nic nielegalnego", bo na półwyspie odbyło się referendum.

Orbán nie dostarczy broni

Niepewność widać także po stronie Viktora Orbána. Węgierski premier to największy dziś sojusznik rządu PiS w Unii Europejskiej, jednocześnie od lat trzymający się blisko Władimira Putina.

Orbán odwiedził Moskwę na początku lutego, by dyskutować o rosyjsko-węgierskiej współpracy w dziedzinie energetyki - zwiększeniu dostaw gazu, rozbudowie elektrowni atomowej na Węgrzech przez rosyjski koncern Rosatom. Wizyta wzbudziła ogromne kontrowersje, bo już wtedy rosyjskie wojska gromadziły się na granicy z Ukrainą. Dla Putina to był sygnał, że Europa nie jest w tej sprawie zjednoczona.

Było to zresztą już dwunaste spotkanie Orbána z Putinem, od kiedy ten pierwszy został premierem w 2010 roku. W dodatku szczególnie istotne, bo na Węgrzech w kwietniu odbędą się wybory parlamentarne. Wynegocjowanie niższych cen gazu mogłoby pomóc Orbánowi w zwycięstwie.

Jeszcze

we wrześniu 2021 roku Węgry podpisały z Rosją wieloletni kontrakt na dostawy gazu z pominięciem terytorium Ukrainy. Ukraińskie MSZ nazwało to "zagrożeniem dla interesów Ukrainy i relacji węgiersko-ukraińskich".

Mimo to, w dniu rosyjskiej agresji na Ukrainę Orbán opublikował na Facebooku wideo, w którym stwierdził, że Węgry popierają zbrojny atak "wraz z sojusznikami z NATO i Unii Europejskiej". Podkreślił zarazem, że nie zamierza wysyłać broni ani żołnierzy na Ukrainę, by nie dać "wciągnąć się w tę wojnę". Potwierdził to ostatnio także węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó. Dodał, że Węgry nie zgodzą się też na tranzyt broni przez ich terytorium.

Stanowisko Orbána w kwestii sankcji ewoluuje - także pod ogromną presją ze strony pozostałych krajów UE. Jeszcze na nadzwyczajnym szczycie w Brukseli 24 lutego 2022 Węgry miały blokować część zaproponowanych sankcji, w tym odcięcie Rosji od systemu międzynarodowych rozliczeń SWIFT.

W kolejnych dniach węgierskie władze dementowały jednak te doniesienia. Minister spraw zagranicznych Węgier zapewniał, że zachęcał władze Rosji i Ukrainy do podjęcia rozmów pokojowych w Budapeszcie. Obecnie rządowy przekaz skupia się na pomocy dla ukraińskich uchodźców, których Węgry od początku wojny miały przyjąć ponad 62 tys.

Salvini modli się o pokój

Na rosyjską agresję dość jednoznacznie zareagowali politycy włoscy.

Matteo Salvini, szef partii Liga, jeden z głównych architektów porozumienia "sił patriotycznych" w UE, kilka lat temu fotografował się na placu Czerwonym w koszulce z wizerunkiem Putina i zapewniał, że w Moskwie czuje się jak w domu. Partia Salviniego w 2017 roku podpisała umowę o współpracy z putinowską Jedną Rosją. Już jako wicepremier Salvini mówił, że aneksja Krymu była prawomocna. Krytykował też ukraińską rewolucję lat 2013-2014 jako finansowaną przez "obce siły".

Mimo to rządy, w których skład wchodziła Liga, dotychczas regularnie opowiadały się za przedłużeniem sankcji gospodarczych UE wobec Rosji.

Dziś także Matteo Salvini - nazywany "człowiekiem Putina w Europie" - jest członkiem włoskiego rządu. Na agresję w Ukrainie zareagował wyrazami wsparcia dla Ukraińców i Ukrainek. W filmiku opublikowanym na Twitterze 24 lutego 2022 wieczorem Salvini składa bukiet białych kwiatów przed ambasadą Ukrainy w Rzymie, wykonuje znak krzyża i przez chwilę zastyga w modlitwie.

Tweet Matteo Salviniego
Matteo Salvini modli się o pokój pod ambasadą Ukrainy. Fot. Twitter.

"Straszny czwartek, widoki, jakich nie chcielibyśmy już nigdy oglądać. Mamy nadzieję, że wszystko szybko się skończy i rozsądek zwycięży. Liga ostro potępia jakąkolwiek wojskową agresję. Liczymy na powstrzymanie przemocy i popieramy stanowisko Draghiego [premiera Włoch, Mario - red.] oraz sojuszników" - czytamy we wpisie Salviniego z tego samego dnia, opatrzonym zdjęciem eksplozji.

"NIE dla wojny. Zawsze. Tak dla życia. Zawsze" - pisze Salvini kilka godzin później, wrzucając wideo, na którym słychać syreny w centrum Kijowa. W kolejnych wpisach udostępnia materiały ze zbombardowanych szpitali, wzywa do ratowania dzieci. W Senacie namawia także do przyjmowania we Włoszech ukraińskich uchodźców i podkreśla, że to nie czas na wzajemne wytykanie się palcami za "prorosyjskość".

Jednocześnie Salvini jednak - być może nieprzdpadkowo - unika stwierdzenia wprost, że za wojną w Ukrainie stoją decyzje jego kolegi Władimira Putina.

Podczas unijnego szczytu rząd Włoch miał się domagać, by sankcjami wobec Rosji nie zostały objęte dobra luksusowe - produkty znanych włoskich marek, chętnie kupowanych przez bogatych Rosjan.

Dużo bardziej jednoznacznie od Salviniego zareagowała na informację o wojnie jego polityczna konkurentka - Giorgia Meloni, szefowa partii Bracia Włosi, która współpracuje z PiS w Parlamencie Europejskim. Bracia Włosi to obecnie jedyna partia opozycyjna we włoskim parlamencie.

"Niedopuszczalny atak putinowskiej Rosji na Ukrainę. Europa wraca do przeszłości, której mieliśmy nadzieję już nigdy nie widzieć. Zachód i społeczność międzynarodowa wspólnie pracują nad wdrożeniem wszelkich potrzebnych narzędzi pomocy dla Kijowa i poszanowania prawa międzynarodowego" - napisała na Twitterze Meloni.

Słowa jednoznacznego wsparcia dla "narodu, który uczy nas wszystkich, jak walczyć o wolność" przekazała później także na Konferencji Konserwatywnych Działań Politycznych (ang. Conservative Political Action Ceonference, CPAC) na Florydzie w USA.

Abascal oskarża lewicę

Ostro o rosyjskiej agresji wypowiada się Santiago Abascal, lider hiszpańskiej partii VOX. To Abascal był gospodarzem ostatniego spotkania prawicowych populistów w Madrycie.

"Podczas szczytu w Madrycie VOX i partnerzy ostrzegali przed zamiarami Rosji i potępili jej groźby. Musimy teraz potępić brutalny atak na suwerenność Ukrainy i żądać, by Władimir Putin się wycofał" - napisał Abascal na Twitterze 24 lutego 2022.

Zarazem jednak wykorzystuje inwazję Putina, by uderzać w swoich politycznych przeciwników, a zwłaszcza w rząd Pedro Sáncheza.

"Problem polega na tym, że polityczni partnerzy sojuszników Putina są w hiszpańskim rządzie. Dlatego nie mamy wiarygodności i siły. Sojusze Sáncheza z kryminalistami niszczą reputację naszego narodu i zmniejszają nasze znaczenie" - stwierdził w jednym ze wpisów.

"Sánchez nie ma kwalifikacji, by kierować Hiszpanią podczas tego kryzysu. Sojusznicy Putina są w rządzie Sáncheza, chronieni przez Grupę Puebla i jej bandyckie interesy. Przez Sáncheza hiszpański rząd trzyma zarówno z NATO, jak i z Putinem" - napisał znowu.

"Sojusznicy Putina" to według Abascala politycy Podemos, lewicowej partii wchodzącej w skład rządu, w tym zwłaszcza jej lider Pablo Iglesias.

Grupa Puebla to natomiast stowarzyszenie lewicowych polityków z Ameryki Południowej, do której należy także Irene Montero, hiszpańska ministra ds. równouprawnienia i działaczka Podemos. Część członków Grupy Puebla - ale nie Montero - wyraziła sprzeciw wobec nakładania na Rosję sankcji gospodarczych, które mogą uderzyć w zwykłych obywateli.

Lewica regularnie odpowiada Abascalowi, udostępniając grafiki, na której lider VOX brata się z pozostałymi sojusznikami Putina w Europie, m.in. Le Pen, Salvinim i Orbánem.

Abascal i Putin - porównanie
Jedna z grafik porównująca Santiago Abascala do Władimira Putina. Fot. Twitter.

Część lewicy przypomina też, że jeszcze w 2015 roku Abascal opublikował tweeta, w którym cytował słowa Putina: "pojedziemy za tobą na koniec świata i tam cię zabijemy" - to reakcja na zestrzelenie rosyjskiego samolotu pasażerskiego nad Egiptem. Swojego tweeta Abasacal opatrzył hasztagiem #SiVisPacemParaBellum, czyli "jeśli chcesz pokoju, szykuj się na wojnę". Wpis został już skasowany.

FPÖ i Vlaams Belang przeciwko "eskalacji"

W madryckim szczycie pod koniec stycznia wzięła udział także austriacka polityczka Marlene Svazek. Jej Wolnościowa Partia Austrii (niem. Freiheitliche Partei Österreichs, FPÖ), to ugrupowanie skrajnie prawicowe, znane z serdecznych kontaktów z putinowską Rosją.

W 2019 roku austriacki rząd współtworzony przez FPÖ upadł po tzw. aferze z Ibizy, czyli doniesieniach o kontaktach ówczesnego lidera partii Heinza-Christiana Strachego z rosyjskimi oligarchami. Inna polityczka związana z FPÖ i była minister spraw zagranicznych, Karin Kneissl, w 2018 roku zaprosiła na swój ślub Władimira Putina. Świat obiegły potem zdjęcia, jak tańczy z rosyjskim prezydentem.

Dziś politycy FPÖ lakonicznie komentują wydarzenia w Ukrainie. Na ich mediach społecznościowych znaleźć można wezwania do przyjęcia ukraińskich uchodźców, powrotu do "dyplomacji i rozmów pokojowych" oraz zachowania neutralności przez Austrię. Jeden z przewodniczących FPÖ Harald Vilimsky napisał też na Twitterze, że Austria powinna uczestniczyć w mediacjach, ale sprzeciwiać się sankcjom wobec Rosji. Vilimsky wykorzystuje też okazję, by bić w Unię Europejską i "lewaków", których polityka miała doprowadzić do wojny. Bawi go też, że nagle świat skupił się na "konflikcie ukraińskim" i przestał zajmować pandemią COVID-19.

Jeszcze dzień przed początkiem rosyjskiej inwazji belgijscy politycy z Interesu Flamadzkiego (nid. Vlaams Belang, VB) na Twitterze żartowali, że Putnin powinien uznać też niepodległość... Walonii. VB politycznie opowiada się za odłączeniem niderlandzkojęzycznej Flandrii od francuskojęzycznej Walonii.

Tweet Vlaams Belang
Tweet zachęcający Putina do zajęcia Walonii podany dalej przez Toma Van Griekena z Vlaams Belang. Fot. Twitter.

Tweeta podał dalej Tom Van Grieken, przewodniczący VB i jeden z uczestników "spotkania patriotów" w Madrycie. Potem udostępnił wpis, którego autor zamartwiał się, że decyzja o wysłaniu broni NATO na Ukrainę doprowadzi do "eskalacji konfliktu" i dalszego "rozlewu krwi". I kolejne, w którym ostrzega przed "konfrontacją zbrojną".

Ale choć Van Grieken zaprzeczał, by tak było, VB również ma na koncie wspieranie putinowskiej Rosji. W 2014 roku dwaj członkowie partii (podobnie jak m.in. przedstawiciele francuskiego Zjednoczenia Narodowego) wybrali się z wizytą na zaanektowany Krym. Jako "międzynarodowi obserwatorzy" mieli przyglądać się zorganizowanemu na życzenie Putina referendum i je legitymizować.

Wszystkiemu winna UE

Estońska Konserwatywna Partia Ludowa (EKRE), której przedstawiciel Mart Helme również spotkał się w Madrycie z PiS i VOX, wyraźnie sprzeciwia się wojnie i ostro krytykuje Putina. Zarazem jednak antyrosyjskie i eurosceptyczne ugrupowanie wykorzystuje okazję, by demonstrować "słabość" Unii Europejskiej i NATO.

Rumunię na szczycie reprezentowali dwaj prawicowi politycy: Aurelian Pavelescu - do niedawna związany z Narodowo-Chłopską Partią Chrześcijańsko-Demokratyczną (PNTCD) oraz George Simion ze Związku dla Jedności Rumunów (AUR). O ile ten pierwszy w ostatnich dniach skupia się - nie bez racji - na wieszczeniu globalnych konsekwencji wojny w Ukrainie, w tym masowej migracji, to ten drugi bez ogródek krytykuje Putina i wyraźnie staje po stronie Ukrainy.

Politycy Bułgarskiego Ruchu Narodowego (WMRO-BND), który w Madrycie reprezentował przewodniczący Krasimir Karakaczanow, w pierwszym odruchu wzywali rząd zwłaszcza do zaopiekowania się osobami pochodzenia bułgarskiego mieszkającymi w Ukrainie. Dość jednoznacznie sprzeciwiają się agresji Rosji.

Rob Roos - inny uczestnik madryckiego szczytu - to eurodeputowany z nowej holenderskiej partii JA21. W dniu rosyjskiej agresji na Ukrainę opublikował na swoim Twitterze grafikę z napisem "We stand with Ukraine"(ang. "jesteśmy z Ukrainą"). Napisał, że "rosyjski atak to karygodne naruszenie suwerenności i jedności terytorialnej Ukrainy", a jego partia wspiera ukraiński naród. Potem jednak wrócił do innych interesujących go tematów - np. sprzeciwu wobec obowiązku szczepień i covidowych restrykcji.

Na spotkaniu w Madrycie był obecny także Waldemar Tomaszewski z Akcji Wyborczej Polaków na Litwie - Związku Chrześcijańskich Rodzin. Partia ta, obecnie w ogromnym kryzysie i poza parlamentem, od lat prezentuje prokremlowskie poglądy. W obliczu agresji na Ukrainę Tomaszewski jak dotąd nie zabrał głosu.

;

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka, absolwentka ILS UW oraz College of Europe. W OKO.press od 2018 roku, od jesieni 2021 w dziale śledczym. Wcześniej pracowała w Polskim Instytucie Dyplomacji, w Komisji Europejskiej w Brukseli, a także na Uniwersytecie ONZ w Tokio.

Komentarze