28 lutego 2021

Lichocka skarży do sądu aktywistów za billboardy z jej słynnym gestem. Grozi im rok więzienia

Posłanka PiS Joanna Lichocka domaga się ukarania pomysłodawców akcji plakatowej ze zdjęciem, na którym pokazuje opozycji w Sejmie środkowy palec. Akt oskarżenia złożyła także przeciwko Borysowi Budce, który miał stać "na czele grupy nacisku"

"Przyjacielskie pozdrowienie posłanki stało się częścią polskiej popkultury. Doceniamy jej determinację, by utrwalić to skojarzenie" - czytamy w oświadczeniu oskarżonych Bartosza Kramka i Marcina Mycielskiego, na co dzień działaczy Fundacji Otwarty Dialog.

Joanna Lichocka zarzuca im, że dopuścili się wobec niej przestępstwa zniesławienia z kontrowersyjnego art. 212 kodeksu karnego.

Chodzi o akcję plakatową z wizerunkiem Lichockiej pokazującej opozycji w Sejmie środkowy palec. Zdjęcie zrobiono 13 lutego 2020. Posłowie i posłanki głosowali wówczas nad ustawą, w ramach której mediom narodowym przekazano 1,95 mld złotych rekompensaty za niewystarczające wpływy z abonamentu.

Mycielski i Kramek wpadli na pomysł, by wykorzystać nośny medialnie gest posłanki i umieścić go na billboardach z hasłem: "2 miliardy zł na TVP zamiast na leczenie raka. PiS pozdrawia chorych". Poniżej, nieco mniejszą czcionką, krótkie wyjaśnienie: "PiS przegłosował ustawę przekazującą 2 mld złotych dla mediów publicznych, zamiast na onkologię".

Billboard z Lichocka 1
źródło: Zrzutka.pl

W innych wersjach billboardy przypominają format znany z satyrycznego portalu Demotywatory.pl. Oprócz wymachującej środkowym palcem Lichockiej widzimy na nich także zdjęcia, na których pozuje z Andrzejem Dudą. Bo sejmowa dyskusja o wsparciu propagandy PiS miała miejsce przed wyborami prezydenckimi.

Aby opłacić plakaty, Kramek i Mycielski zawiązali Spontaniczny Sztab Obywatelski i rozpoczęli zbiórkę funduszy na portalu zrzutka.pl. Przekazując min. 1000 zł dana osoba mogła poprosić o umieszczenie billboardu w konkretnym miejscu. Aktywiści dokumentowali, jak setki plakatów pojawiały się w kolejnych polskich miejscowościach.

Lichocka czuje się poniżona

"Cieszymy się, że opinia publiczna będzie miała kolejną okazję przypomnieć sobie, jaką rolę odegrała Joanna Lichocka i jej ugrupowanie w decyzji, która pozbawiła służbę zdrowia miliardów złotych. Dzięki niej nie zapomnimy też o tym, jaką patologię stanowi finansowanie mediów »publicznych« pod rządami PiS" - napisali w oświadczeniu Kramek i Mycielski.

Skąd związek ze służbą zdrowia?

Kiedy dyskusja o miliardach rekompensaty dla TVP przetoczyła się przez parlament na przełomie 2019 i 2020 roku, opozycja zaproponowała, by zamiast na medialną propagandę dodatkowe fundusze poszły na onkologię. Poprawkę do budżetu zaproponował Senat. Ta przepadła w Sejmie zdominowanym przez PiS.

Po głosowaniu Lichocka z satysfakcją pokazała opozycji gest powszechnie rozumiany jako "f*ck you", czyli "pier*olcie się".

Tłumaczyła się wpierw, że "pocierała oko", w końcu jednak przeprosiła tych, "którzy poczuli się urażeni". O jej jednoznacznym w wymowie geście usłyszała wtedy cała Polska, co potwierdził sondaż OKO.press. Mimo to we wrześniu 2020 Prezydium Sejmu uchyliło naganę, którą na Lichocką nałożyła Komisja Etyki Poselskiej.

Teraz posłanka zarzuca Kramkowi i Mycielskiemu, że umieszczając jej wizerunek na plakatach sugerowali, że jej wolą było "pozbawienie osób chorych nowotworowo dofinansowania ich leczenia onkologicznego". A także, że jest ona odpowiedzialna za zły stan polskiej służby zdrowia. Tym samym aktywiści mieli poniżyć ją i narazić na utratę zaufania.

Lichocka zaznacza, że domniemanego przestępstwa dokonano za pomocą mediów, przez co oskarżonym może grozić nawet rok więzienia.

Art. 212 - Zniesławienie

§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Posłanka domaga się, by w razie ich skazania Mycielski i Kramek zapłacili 40 tys. zł Fundacji Rak'n'Roll - Wygraj życie i publicznie poinformowali o treści wyroku. Chce także zwrotu kosztów procesowych.

Kramek: "Racja jest po naszej stronie"

"Nie jest to dla nas szczególnie stresująca sytuacja, bo to nie pierwszy spór prawny, jaki toczymy z obecnym rządem. Fundacja Otwarty Dialog, którą reprezentujemy, oraz my sami byliśmy i jesteśmy stronami różnych postępowań" - przyznaje w rozmowie z OKO.press Bartosz Kramek. Zarzuty posłanki ocenia jako "kuriozalne".

"Nie obawiamy się rozstrzygnięcia, bo uważamy, że racja jest po naszej stronie" - podkreśla.

Jak przypomina Kramek obaj aktywiści jeszcze we wrześniu 2020 otrzymali od Lichockiej wezwanie przedsądowe.

"Wtedy jednak był to tryb cywilny, a nie karny. Jej pełnomocnicy domagali się od nas usunięcia zbiórki na portalu zrzutka.pl i wystosowania przeprosin. Oczywiście odmówiliśmy, choć byliśmy świadomi ew. konsekwencji. Minęło pół roku, wydawało się, że pani poseł zrezygnowała z dalszych kroków. Tymczasem dostaliśmy akt oskarżenia" - podsumowuje.

Kramek przypomina, że na początku akcja plakatowa miała ograniczyć się do postawienia jednego billboardu w okolicy Suwałk.

"Sądziliśmy, że na tym się skończy. Zainteresowanie przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Do chwili obecnej pozyskaliśmy niemal 460 tys. złotych. Przez weekend wpłynęło kolejnych kilka tysięcy. Pieniądze te wpłacili polscy obywatele i obywatelki, to oni nadali tej kampanii taki rozmach" - wskazuje Kramek.

Poza gestem Lichockiej na plakaty Spontanicznego Sztabu Obywatelskiego trafiły także inne treści krytyczne wobec rządu PiS.

"Teraz idziemy w kierunku praw kobiet, plakatów związanych z prawem do aborcji. Akcja trwa. Wydaje się, że posłanka Lichocka tylko nam pomaga, bo zainteresowanie medialne bezpośrednio przekłada się na kolejne wpłaty" - uważa Kramek.

Budka też jej podpadł

Poza Kramkiem i Mycielskim Joanna Lichocka chce ukarania szefa Koalicji Obywatelskiej Borysa Budki. Jak podało TVN24 19 lutego 2021 posłanka złożyła wniosek o uchylenie mu immunitetu, a w sądzie czeka już akt oskarżenia o zniesławienie. Prawnicy Lichockiej zapowiadają także pozew cywilny przeciwko Budce.

"Głosowała za przyznaniem 2 mld złotych na finansowanie kłamstwa, hejtu i propagandy w tzw. publicznych mediach zamiast na ratowanie życia. Cała Polska widziała jej środkowy palec, który stał się symbolem buty i arogancji władzy. Zamiast przeprosić, #Lichocka robi z siebie ofiarę" - skomentował na Twitterze Budka.

Tweet Budki o Lichockiej

W sprawie przeciwko szefowi KO Lichocką reprezentuje mec. Andrzej Lew-Mirski - wieloletni współpracownik Antoniego Macierewicza. Reprezentował MON w sprawach odszkodowań, których domagały się rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej.

"Pani Lichocka została pomówiona o to, że dzięki jej postawie te pieniądze trafiły nie tam, gdzie trzeba. To się wiązało oczywiście z całym kompleksem ataków billboardowych na nią. W całej Polsce pojawiły się billboardy, które musiały kosztować krocie [...] Ja upatruję tutaj takiej działalności, poniekąd grupy nacisku, na której czele stoi pan Budka" - mówił Lew-Mirski, cytowany przez TVN24.

Zdaniem Bartosza Kramka całość wygląda na medialną kontrofensywę posłanki.

"Kilka dni temu jej adwokat Andrzej Lew-Mirski zdawał się sugerować, że billboardy mają związek z działalnością Borysa Budki i Platformy Obywatelskiej - przeciwko nim także skierowano akt oskarżenia i wniosek do sejmowej komisji etyki. Oczywiście PO nie miała z billboardami nic wspólnego, to była nasza inicjatywa. Nie wypieramy się odpowiedzialności i uważamy, że działaliśmy w interesie publicznym" - zaznacza Kramek.

Znany adwokat od Ziobry

Ponad 300-stronicowy akt oskarżenia przeciwko Kramkowi i Mycielskiemu sporządził w imieniu Lichockiej mec. Maciej Zaborowski, nominowany przez PiS sędzia Trybunału Stanu. To prawnik znany z reprezentowania polityków związanych z koalicją Zjednoczonej Prawicy.

Zaborowski jest m.in. pełnomocnikiem Zbigniewa Ziobry w procesie cywilnym, który wytoczyła ministrowi (i wygrała) sędzia Beata Morawiec. W przeszłości Zaborowski reprezentował Ziobrę także w procesie zdegradowanej sędzi Justyny Koski-Janusz. Był również pełnomocnikiem Patryka Jakiego, Cezarego Gmyza i syna byłej premier Beaty Szydło, Tymoteusza.

Jego związki z ekipą PiS sięgają jeszcze jej pierwszych rządów w latach 2005-2007, kiedy pracował w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Dziś zasiada w radach nadzorczych państwowych spółek: PZU (od grudnia 2015) i PKP Intercity (od stycznia 2016). W 2019 roku został odznaczony przez Andrzeja Dudę Medalem Stulecia Odzyskanej Niepodległości „za aktywną działalność społeczną i zawodową, w szczególności za działalność pro bono i edukację młodzieży”. W grudniu 2020 Zaborowski kandydował też do władz warszawskiej adwokatury.

"W swojej pracy zajmuję się sprawami z zakresu prawa prasowego i dóbr osobistych. I po prostu w życiu jest tak, że ci ludzie polecają mnie dalej. Tak to działa" – tłumaczył Zaborowski portalowi naTemat.pl.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne