Morawieckiemu ciąży dziedzictwo PiS. W UE kojarzone z łamaniem praworządności, w Polsce z antyeuropejską narracją, którą latami współtworzył. Jego nowy projekt ma być konserwatywny, lecz mniej wojowniczy wobec Brukseli i łatwiejszy do zaakceptowania przez europejski mainstream.
Rozłam w Prawie i Sprawiedliwości stał się faktem. W piątek 24 lipca 2026 prezes PiS Jarosław Kaczyński poinformował, że posłowie, którzy nie złożyli w terminie oświadczenia o nieprzynależności do żadnych stowarzyszeń politycznych poza Prawem i Sprawiedliwością, zostaną wydaleni z partii. Decyzję w tej sprawie ma podjąć we wtorek 28 lipca Komitet Polityczny partii.
Dwie godziny po wystąpieniu Kaczyńskiego głos zabrał Mateusz Morawiecki, lider stowarzyszenia Rozwój Plus. Morawiecki oznajmił, że żaden z członków stowarzyszenia nie zdecydował się podpisać partyjnej „lojalki” i stowarzyszenie, liczące obecnie 40 osób, w tym trzech europosłów, kontynuuje działalność.
Mit założycielski nowej partii jest już gotowy: chcieliśmy zostać w PiS-ie, ale ze względu na działalność różnych „intrygantów”, zostaliśmy wypchnięci z partii. Z koniem się bić nie będziemy, bo nie interesują nas partyjne rozgrywki, tylko praca na rzecz Polski i „obozu patriotycznego”.
„Sytuacja, która się wyłania na polskiej prawicy, jest taka, że polska prawica nie ma hegemona, ma wiele nurtów. I warto w tym kontekście powiedzieć, że spory na tej prawicy dla nas są sporami w rodzinie, a tak naprawdę ostrze naszego ataku kierujemy w stronę tego bardzo niedobrego rządu Donalda Tuska, który dewastuje nasz dom” – zapewniał Morawiecki.
Ale prawda jest taka, że „ostrze ataku” Morawieckiego skierowane jest nie tyle wobec Tuska, ile rzecz jasna w sam PiS, a były premier chce się w ten sposób sam odciąć od trudnej, politycznej przeszłości, która – także na forum UE – jest ciężką kulą u nogi.
Morawiecki partyjną działalność na rzecz nowego ugrupowania prowadzi praktycznie już od wielu miesięcy. Na spotkaniach, które dość licznie odbywa po całej Polsce, przedstawia konkretny program. Jest w nim wszystko:
Aktywność Morawieckiego zdaje się wskazywać na przekonanie, że wyborcy Prawa i Sprawiedliwości zmęczyli się dotychczasową, agresywną retoryką PiS-u, zorientowaną na mniej lub bardziej wyimaginowanych wrogów: złowrogą Brukselę, zadufanych w sobie Niemców, czy obecnie Ukraińców.
Morawiecki zdaje się przekonany, że dotychczasowymi sposobami PiS przyszłorocznych wyborów nie wygra.
Jego przekaz jest nieco łagodniejszy i bardziej proludzki. Lider stowarzyszenia Rozwój Plus na spotkaniach z wyborcami mówił w ostatnich miesiącach o konieczności pchnięcia Polski „ponownie” na ścieżkę wzrostu, o naprawie służby zdrowia, edukacji, problemie z dostępnością mieszkań, rzekomo rosnącym bezrobociu wśród młodych.
Mówi o trzech „O”: odwadze, odbudowie i ofercie.
Poprzednie lata swych rządów maluje jako okres dynamicznego rozwoju Polski, a po latach „wojen kulturowych” zdaje się proponować powrót do „normalności”: jego wyborcy już wiedzą, kim są i kto jest „tym złym” (lewicowo-liberalne elity, osoby LGBT, migranci itp.), więc nie trzeba ich w tym utwierdzać. Teraz już można zająć się z powrotem „życiem”: patrzeniem w przyszłość, dbaniem o rozwój, wzmacnianiem państwa.
Mateusz Morawiecki sprawia wrażenie, że garściami czerpie ze zwycięskiej kampanii Petera Magyara na Węgrzech. Jego stowarzyszenie chce zaoferować ludziom to, co zaoferowała Tisza: m.in. partycypację.
To stąd pomysł „pikniku merytorycznego”, okrzykniętego w mediach mianem „grilla u Morawieckiego”, to stąd pomysł stowarzyszenia, do którego dołączyć może każdy. To stąd trasa po Polsce, która – uwaga – trwa już ponad półtora roku.
Na spotkaniach z wyborcami mówi: nie lubię Unii Europejskiej, ale czy w dobie ogromnej niepewności związanej z wojną w Ukrainie, „zimną wojną” między USA a Chinami, czy niepewnego zaangażowania USA w NATO, chciałbym, by Polska była osamotniona? Nie.
Dlatego nie widzi drogi dla Polexitu. Na pytania o pójście drogą Wielkiej Brytanii i wyjście z UE odpowiada wprost: to nie jest dobry pomysł.
Jego narracja na temat UE jest obecnie dużo mniej zajadła niż Konfederacji czy Przemysława Czarnka, kandydata PiS na premiera. W ten sposób Morawiecki rysuje linie podziału między jego stowarzyszeniem a Konfederacją i PiS-em, które dużo mocniej bazują na antyeuropejskich nastrojach.
Konfederacja na forum Parlamentu Europejskiego należy do dwóch grup skrajnie prawicowych i antyeuropejskich: Patriotów dla Europy i Europy Suwerennych Narodów. To grupy zrzeszające partie dużo bardziej eurosceptyczne niż EKR, do której należy PiS.
Odłączając się od PiS, być może chce też zrzucić z siebie jarzmo partii, która na forum PE wciąż jest trochę na cenzurowanym. O ile bowiem szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber mówi, że grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów należy do „szerokiego, europejskiego centrum”, to robi wyjątki, i takim wyjątkiem wciąż jest PiS.
PiS to obciążenie: historia uporczywych wet na forum Rady Europejskiej, procedura artykułu 7 wobec Polski, wstrzymane środki unijne z powodu łamania praworządności.
PiS to, obok Fideszu Viktora Orbána, partia najmocniej kojarzona z erozją demokracji w UE.
Tymczasem wszystko wskazuje na to, że Morawieckiemu marzy się bycie europejską centroprawicą. Taką, która stanie się częścią nowego, europejskiego mainstreamu, w którym główne skrzypce wreszcie będą grali narodowi konserwatyści z grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, a progresywnych liberałów, socjaldemokratów, Zielonych i „pseudochadeków” z Europejskiej Partii Ludowej uda się wreszcie wypchnąć na polityczny margines.
To wizja końca Europy kształtowanej przez centroprawicowy (chadecki) i centrolewicowy (socjaldemokratyczny) konsensus, końca „wielkiej koalicji”, która decydowała o kształcie zjednoczonej Europy od momentu jej powstania.
To centrum zresztą przestaje istnieć na naszych oczach. Coraz więcej decyzji w Parlamencie Europejskim podejmowanych jest prawicową większość: Europejską Partię Ludową do spółki z EKR i Patriotami dla Europy.
Mimo to Europejska Partia Ludowa, do której należy Koalicja Obywatelska, to wciąż największa grupa polityczna w UE. To ona decyduje o tym, z kim podejmuje decyzje. EKR-owi marzy się jej zdetronizowanie i rozdawanie kart w Unii.
Największa grupa polityczna wystawia bowiem szefa Komisji Europejskiej, decyduje o podziale najwyższych stanowisk w UE i ma decydujący głos o agendzie prac Parlamentu Europejskiego. A to daje realny wpływ na działanie Unii.
EKR usilnie próbuje też malować obraz EPL jako grupy, która – podobnie jak Demokraci w Stanach Zjednoczonych – stała się „praktycznie lewicą”. Europejska Partia Ludowa nie ułatwia tego zadania. Od dłuższego już czasu, w obawie przed wzrostem prawicowych nastrojów, przejmuje skrajnie prawicowe narracje w takich tematach jak chociażby Zielony Ład, migracja czy deregulacja.
W czasach gdy ze względu na wojnę Rosji przeciw Ukrainie w państwach UE rośnie przekonanie o dużym znaczeniu Unii dla europejskiego bezpieczeństwa, partie z tych grup nie chcą być już kojarzone z hasłami antyeuropejskimi, w tym otwarcie postulującymi wyjście ich krajów z UE. Wolą pozować na „konstruktywnych krytyków” obecnego kształtu UE; nie tyle eurosceptyków, ile „eurorealistów”. Tę przemianę usiłuje przejść nawet PiS, choć jest w niej mało przekonujący. Taki wizerunek dla swojego stowarzyszenia budować chce także Morawiecki.
Widać to co najmniej od momentu, gdy były pisowski premier w styczniu 2025 roku objął stery w partii Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Skończyły się żywiołowe, publiczne tyrady o Brukseli jako „transnarodowej bestii” i publiczne folgowanie antyniemieckim obsesjom prezesa Kaczyńskiego. Morawiecki zaczął ciche tournée po kraju jako apostoł nowej, zreformowanej UE. Takiej, która – jego zdaniem w opozycji do obecnej – szanuje suwerenność państw członkowskich i sprzyja prawdziwej „normalności”. Żadnych „rojeń” o „równości małżeńskiej”, wielokulturowości europejskich społeczeństw, czy aborcji jako prawie kobiety do decydowania o swoim ciele.
Morawiecki – jak większość europejskich narodowych konserwatystów – chce stać się politycznym reprezentantem „normalnych ludzi”. Tych, co chcą bezpiecznych granic, bezpiecznych miast i „zdrowych”, „normalnych” rodzin, w których „nie morduje się dzieci”. Ale wciąż przestrzega przed rzekomo „hegemonicznymi zapędami w UE Niemców i Francuzów”, „groźnymi tendencjami centralizacji UE”, czy rzekomym notorycznym przekraczaniem przez UE swych własnych kompetencji.
To wciąż narracja „suwerenistyczna”, antyliberalna, a w związku z tym i antyeuropejska. Ale narodowi konserwatyści dziś twierdzą, że to nowy, (pro)europejski mainstream.
Ten trend – przesuwania centrum na prawo i normalizacji skrajnej prawicy – widoczny jest w wielu krajach UE, czy w Stanach Zjednoczonych, gdzie osoby takie jak np. Elon Musk twierdzą, że mają „normalne, centrowe poglądy”. Skrajna prawica chce by nacjonalizm, ksenofobię, homofobię czy szowinizm uznać za normę, a obronę praw człowieka, promowanie równości, czy zasad niedyskryminacji, za lewicowe szaleństwo. Morawiecki niczego w tej kwestii nie będzie zmieniał. To oblicze konserwatyzmu spod znaku MAGA.
W budowaniu takiego ruchu politycznego dotychczas pomagał mu fakt, że stoi na czele partii Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Wiele jego aktywności w ciągu ostatniego półtora roku odbywało się właśnie w ramach i za pieniądze EKR.
Pytanie, czy to stanowisko zachowa.
PiS to obecnie druga co do wielkości partia w grupie parlamentarnej EKR i w związku z tym zarówno w grupie, jak i partii, ma wiele do powiedzenia.
Usunięcia Morawieckiego ze stanowiska szefa EKR-u na pewno domagał się będzie Patryk Jaki, współprzewodniczący grupy i wiceprezes PiS. O takim scenariuszu już mówią zresztą europosłowie PiS, m.in. Ryszard Legutko. Ale i tak najwięcej w tej sprawie do powiedzenia będą mieli najliczniejsi w grupie Bracia Włosi, partia włoskiej premier Giorgii Meloni. A Morawiecki o dobre relacje z Meloni bardzo zawsze zabiegał.
Prawo i Sprawiedliwość na pewno nie pozwoli też Morawieckiemu napisać swojej politycznej biografii od nowa. Morawiecki będzie – i już jest – obarczany winą za
Każda próba przedstawienia się jako twórcy „nowego otwarcia” będzie zderzana z ośmioma latami jego własnych rządów. Morawiecki może zmienić język, złagodzić przekaz i odciąć się od Kaczyńskiego. Nie zmieni jednak faktu, że dla wielu wyborców pozostanie twarzą rządów PiS z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Opozycja
Patryk Jaki
Jarosław Kaczyński
Mateusz Morawiecki
Parlament Europejski
Prawo i Sprawiedliwość
Unia Europejska
Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy
prawica w Europie
skrajna prawica
stowarzyszenie rozwój plus
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Komentarze