0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto: Unia Europejska mat. pras.Foto: Unia Europejsk...

Rozłam w Prawie i Sprawiedliwości stał się faktem. W piątek 24 lipca 2026 prezes PiS Jarosław Kaczyński poinformował, że posłowie, którzy nie złożyli w terminie oświadczenia o nieprzynależności do żadnych stowarzyszeń politycznych poza Prawem i Sprawiedliwością, zostaną wydaleni z partii. Decyzję w tej sprawie ma podjąć we wtorek 28 lipca Komitet Polityczny partii.

Dwie godziny po wystąpieniu Kaczyńskiego głos zabrał Mateusz Morawiecki, lider stowarzyszenia Rozwój Plus. Morawiecki oznajmił, że żaden z członków stowarzyszenia nie zdecydował się podpisać partyjnej „lojalki” i stowarzyszenie, liczące obecnie 40 osób, w tym trzech europosłów, kontynuuje działalność.

Nie ogłosił powstania nowej partii, ale w jego wystąpieniu było wszystko:

  • partyjne hasło („Polska jednej prędkości”),
  • zapowiedzi programowe (nowa oferta dla przedsiębiorców i samorządowców, nowoczesny konserwatyzm dla młodych, postawienie na inwestycje),
  • oraz wielka mobilizacja: jego stowarzyszenie rusza w wielką trasę po Polsce, w trakcie której chce zaktywizować politycznie tych, którzy z różnych powodów w ostatnich latach od Prawa i Sprawiedliwości się odsunęli.

Mit założycielski nowej partii jest już gotowy: chcieliśmy zostać w PiS-ie, ale ze względu na działalność różnych „intrygantów”, zostaliśmy wypchnięci z partii. Z koniem się bić nie będziemy, bo nie interesują nas partyjne rozgrywki, tylko praca na rzecz Polski i „obozu patriotycznego”.

„Sytuacja, która się wyłania na polskiej prawicy, jest taka, że polska prawica nie ma hegemona, ma wiele nurtów. I warto w tym kontekście powiedzieć, że spory na tej prawicy dla nas są sporami w rodzinie, a tak naprawdę ostrze naszego ataku kierujemy w stronę tego bardzo niedobrego rządu Donalda Tuska, który dewastuje nasz dom” – zapewniał Morawiecki.

Ale prawda jest taka, że „ostrze ataku” Morawieckiego skierowane jest nie tyle wobec Tuska, ile rzecz jasna w sam PiS, a były premier chce się w ten sposób sam odciąć od trudnej, politycznej przeszłości, która – także na forum UE – jest ciężką kulą u nogi.

Przeczytaj także:

Trzy raz „O”

Morawiecki partyjną działalność na rzecz nowego ugrupowania prowadzi praktycznie już od wielu miesięcy. Na spotkaniach, które dość licznie odbywa po całej Polsce, przedstawia konkretny program. Jest w nim wszystko:

  • konkretna orientacja światopoglądowa (wizja „dwóch skrzydeł”, na których oparta jest Polska: jedno to jedyna prawdziwa wiara chrześcijańska, drugie to „patriotyzm gospodarczy”, który ma gwarantować rozwój),
  • wizja problemów, które planuje rozwiązać (Dlaczego największe państwowe kontrakty trafiają do zagranicznych firm?; Dlaczego polski kapitał nie jest chroniony?; Dlaczego młodzi nie mają pracy i mieszkań?; Dlaczego Polska uzależnia się gospodarczo od zagranicy?; Dlaczego rezygnujemy z zadań domowych w szkołach, skoro to sprawi, że polskie dzieci będą gorzej wykształcone od chińskich? Itp. – to tylko kilka przykładów poruszanych przez niego na spotkaniach z wyborcami wątków),
  • wyraźne odróżnienie się od konkurencji politycznej: zgniłych liberałów z lewej i promujących darwinizm społeczny i państwo minimum konfederatów z prawej, choć – co istotne – w Konfederację w żaden otwarty sposób nie uderza.

Aktywność Morawieckiego zdaje się wskazywać na przekonanie, że wyborcy Prawa i Sprawiedliwości zmęczyli się dotychczasową, agresywną retoryką PiS-u, zorientowaną na mniej lub bardziej wyimaginowanych wrogów: złowrogą Brukselę, zadufanych w sobie Niemców, czy obecnie Ukraińców.

Morawiecki zdaje się przekonany, że dotychczasowymi sposobami PiS przyszłorocznych wyborów nie wygra.

Jego przekaz jest nieco łagodniejszy i bardziej proludzki. Lider stowarzyszenia Rozwój Plus na spotkaniach z wyborcami mówił w ostatnich miesiącach o konieczności pchnięcia Polski „ponownie” na ścieżkę wzrostu, o naprawie służby zdrowia, edukacji, problemie z dostępnością mieszkań, rzekomo rosnącym bezrobociu wśród młodych.

Mówi o trzech „O”: odwadze, odbudowie i ofercie.

Poprzednie lata swych rządów maluje jako okres dynamicznego rozwoju Polski, a po latach „wojen kulturowych” zdaje się proponować powrót do „normalności”: jego wyborcy już wiedzą, kim są i kto jest „tym złym” (lewicowo-liberalne elity, osoby LGBT, migranci itp.), więc nie trzeba ich w tym utwierdzać. Teraz już można zająć się z powrotem „życiem”: patrzeniem w przyszłość, dbaniem o rozwój, wzmacnianiem państwa.

Mateusz Morawiecki sprawia wrażenie, że garściami czerpie ze zwycięskiej kampanii Petera Magyara na Węgrzech. Jego stowarzyszenie chce zaoferować ludziom to, co zaoferowała Tisza: m.in. partycypację.

To stąd pomysł „pikniku merytorycznego”, okrzykniętego w mediach mianem „grilla u Morawieckiego”, to stąd pomysł stowarzyszenia, do którego dołączyć może każdy. To stąd trasa po Polsce, która – uwaga – trwa już ponad półtora roku.

Ale Morawiecki na prawicy wyróżnić się chce czymś jeszcze: stosunkiem do Unii Europejskiej.

Na spotkaniach z wyborcami mówi: nie lubię Unii Europejskiej, ale czy w dobie ogromnej niepewności związanej z wojną w Ukrainie, „zimną wojną” między USA a Chinami, czy niepewnego zaangażowania USA w NATO, chciałbym, by Polska była osamotniona? Nie.

Dlatego nie widzi drogi dla Polexitu. Na pytania o pójście drogą Wielkiej Brytanii i wyjście z UE odpowiada wprost: to nie jest dobry pomysł.

Jego narracja na temat UE jest obecnie dużo mniej zajadła niż Konfederacji czy Przemysława Czarnka, kandydata PiS na premiera. W ten sposób Morawiecki rysuje linie podziału między jego stowarzyszeniem a Konfederacją i PiS-em, które dużo mocniej bazują na antyeuropejskich nastrojach.

Konfederacja na forum Parlamentu Europejskiego należy do dwóch grup skrajnie prawicowych i antyeuropejskich: Patriotów dla Europy i Europy Suwerennych Narodów. To grupy zrzeszające partie dużo bardziej eurosceptyczne niż EKR, do której należy PiS.

Odłączając się od PiS, być może chce też zrzucić z siebie jarzmo partii, która na forum PE wciąż jest trochę na cenzurowanym. O ile bowiem szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber mówi, że grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów należy do „szerokiego, europejskiego centrum”, to robi wyjątki, i takim wyjątkiem wciąż jest PiS.

PiS to obciążenie: historia uporczywych wet na forum Rady Europejskiej, procedura artykułu 7 wobec Polski, wstrzymane środki unijne z powodu łamania praworządności.

PiS to, obok Fideszu Viktora Orbána, partia najmocniej kojarzona z erozją demokracji w UE.

Gdy centrum przesuwa się na prawo

Tymczasem wszystko wskazuje na to, że Morawieckiemu marzy się bycie europejską centroprawicą. Taką, która stanie się częścią nowego, europejskiego mainstreamu, w którym główne skrzypce wreszcie będą grali narodowi konserwatyści z grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, a progresywnych liberałów, socjaldemokratów, Zielonych i „pseudochadeków” z Europejskiej Partii Ludowej uda się wreszcie wypchnąć na polityczny margines.

To wizja końca Europy kształtowanej przez centroprawicowy (chadecki) i centrolewicowy (socjaldemokratyczny) konsensus, końca „wielkiej koalicji”, która decydowała o kształcie zjednoczonej Europy od momentu jej powstania.

To centrum zresztą przestaje istnieć na naszych oczach. Coraz więcej decyzji w Parlamencie Europejskim podejmowanych jest prawicową większość: Europejską Partię Ludową do spółki z EKR i Patriotami dla Europy.

Mimo to Europejska Partia Ludowa, do której należy Koalicja Obywatelska, to wciąż największa grupa polityczna w UE. To ona decyduje o tym, z kim podejmuje decyzje. EKR-owi marzy się jej zdetronizowanie i rozdawanie kart w Unii.

Największa grupa polityczna wystawia bowiem szefa Komisji Europejskiej, decyduje o podziale najwyższych stanowisk w UE i ma decydujący głos o agendzie prac Parlamentu Europejskiego. A to daje realny wpływ na działanie Unii.

EKR usilnie próbuje też malować obraz EPL jako grupy, która – podobnie jak Demokraci w Stanach Zjednoczonych – stała się „praktycznie lewicą”. Europejska Partia Ludowa nie ułatwia tego zadania. Od dłuższego już czasu, w obawie przed wzrostem prawicowych nastrojów, przejmuje skrajnie prawicowe narracje w takich tematach jak chociażby Zielony Ład, migracja czy deregulacja.

Jednocześnie trwa ruch narodowych konserwatystów, a nawet Patriotów dla Europy, w drugą stronę.

W czasach gdy ze względu na wojnę Rosji przeciw Ukrainie w państwach UE rośnie przekonanie o dużym znaczeniu Unii dla europejskiego bezpieczeństwa, partie z tych grup nie chcą być już kojarzone z hasłami antyeuropejskimi, w tym otwarcie postulującymi wyjście ich krajów z UE. Wolą pozować na „konstruktywnych krytyków” obecnego kształtu UE; nie tyle eurosceptyków, ile „eurorealistów”. Tę przemianę usiłuje przejść nawet PiS, choć jest w niej mało przekonujący. Taki wizerunek dla swojego stowarzyszenia budować chce także Morawiecki.

Widać to co najmniej od momentu, gdy były pisowski premier w styczniu 2025 roku objął stery w partii Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Skończyły się żywiołowe, publiczne tyrady o Brukseli jako „transnarodowej bestii” i publiczne folgowanie antyniemieckim obsesjom prezesa Kaczyńskiego. Morawiecki zaczął ciche tournée po kraju jako apostoł nowej, zreformowanej UE. Takiej, która – jego zdaniem w opozycji do obecnej – szanuje suwerenność państw członkowskich i sprzyja prawdziwej „normalności”. Żadnych „rojeń” o „równości małżeńskiej”, wielokulturowości europejskich społeczeństw, czy aborcji jako prawie kobiety do decydowania o swoim ciele.

Morawiecki – jak większość europejskich narodowych konserwatystów – chce stać się politycznym reprezentantem „normalnych ludzi”. Tych, co chcą bezpiecznych granic, bezpiecznych miast i „zdrowych”, „normalnych” rodzin, w których „nie morduje się dzieci”. Ale wciąż przestrzega przed rzekomo „hegemonicznymi zapędami w UE Niemców i Francuzów”, „groźnymi tendencjami centralizacji UE”, czy rzekomym notorycznym przekraczaniem przez UE swych własnych kompetencji.

To wciąż narracja „suwerenistyczna”, antyliberalna, a w związku z tym i antyeuropejska. Ale narodowi konserwatyści dziś twierdzą, że to nowy, (pro)europejski mainstream.

Ten trend – przesuwania centrum na prawo i normalizacji skrajnej prawicy – widoczny jest w wielu krajach UE, czy w Stanach Zjednoczonych, gdzie osoby takie jak np. Elon Musk twierdzą, że mają „normalne, centrowe poglądy”. Skrajna prawica chce by nacjonalizm, ksenofobię, homofobię czy szowinizm uznać za normę, a obronę praw człowieka, promowanie równości, czy zasad niedyskryminacji, za lewicowe szaleństwo. Morawiecki niczego w tej kwestii nie będzie zmieniał. To oblicze konserwatyzmu spod znaku MAGA.

W budowaniu takiego ruchu politycznego dotychczas pomagał mu fakt, że stoi na czele partii Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Wiele jego aktywności w ciągu ostatniego półtora roku odbywało się właśnie w ramach i za pieniądze EKR.

Pytanie, czy to stanowisko zachowa.

PiS to obecnie druga co do wielkości partia w grupie parlamentarnej EKR i w związku z tym zarówno w grupie, jak i partii, ma wiele do powiedzenia.

Usunięcia Morawieckiego ze stanowiska szefa EKR-u na pewno domagał się będzie Patryk Jaki, współprzewodniczący grupy i wiceprezes PiS. O takim scenariuszu już mówią zresztą europosłowie PiS, m.in. Ryszard Legutko. Ale i tak najwięcej w tej sprawie do powiedzenia będą mieli najliczniejsi w grupie Bracia Włosi, partia włoskiej premier Giorgii Meloni. A Morawiecki o dobre relacje z Meloni bardzo zawsze zabiegał.

Prawo i Sprawiedliwość na pewno nie pozwoli też Morawieckiemu napisać swojej politycznej biografii od nowa. Morawiecki będzie – i już jest – obarczany winą za

  • Zielony Ład,
  • warunkowość w dostępie do unijnych środków,
  • czy zgodę na wspólne, europejskie zadłużanie się, które po raz pierwszy zadziało się za jego rządów, gdy utworzony został popandemiczny Fundusz Odbudowy.

Każda próba przedstawienia się jako twórcy „nowego otwarcia” będzie zderzana z ośmioma latami jego własnych rządów. Morawiecki może zmienić język, złagodzić przekaz i odciąć się od Kaczyńskiego. Nie zmieni jednak faktu, że dla wielu wyborców pozostanie twarzą rządów PiS z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Na zdjęciu Paulina Pacuła
Paulina Pacuła

Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.

Komentarze