26 czerwca 2020

Najdziwniejsza kampania w historii

W tej kampanii wyborcy wielokrotnie zmieniali zdanie. Krążyli od kandydata do kandydata. Nagonka na osoby LGBT pchnęła do działania wielu młodych. A kandydaci omijali media i mówili do wyborców na żywo, na live chatach. Przypominamy co jeszcze odróżniało zakończoną właśnie kampanię od innych i jaka była dynamika zdarzeń

Między 5 lutego 2020 - kiedy zaczęła się kampania do wyborów, które się nie odbyły 10 maja - a 28 czerwca, kiedy wybory się odbędą, zawiera się polityczna epoka. Andrzej Duda przestał być niekwestionowanym faworytem, na opozycji zmieniali się nie tylko liderzy sondaży, ale nawet kandydaci. A w trakcie wybuchła epidemia Covid-19.

Wyborcy szukają kogoś nowego

„W trakcie tej kampanii ok. 50 proc. wyborców zmieniło swoje preferencje" - zauważa Maciej Gdula, profesor socjologii i poseł Lewicy, autor głośnego badania w "Miastku" dotyczącego wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Uważa, że to najważniejsza obserwacja z minionej już kampanii.

Pierwszą część kampanii zdominowały spory o to, czy wybory w ogóle mają się odbyć, czy nie. Prawo i Sprawiedliwość chciało je przeprowadzić mimo epidemii 10 maja. Kiedy sytuacja epidemiczna się zaostrzała, PiS wrzucił nocą projekt głosowania korespondencyjnego. I wtedy PiS się potknął. Zbuntował mu się koalicjant - Jarosław Gowin. W wyniku politycznych przepychanek wybory zostały przeniesione na 28 czerwca.

W międzyczasie Andrzej Duda tracił poparcie.

Ale czas sporu o wybory nie pozostał też bez wpływu na sytuację na opozycji. Większość opozycyjnych wyborców nie chciała głosować w podejrzanych wyborach. Paradoksalnie jednak wyborcy opozycji życzliwie spoglądali na kandydatów, którzy deklarowali, że chcą startować. Zyskiwali kandydaci walki - Hołownia i Kosiniak-Kamysz. Poparcie dla Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, kandydatki Koalicji Obywatelskiej, spadło do 2 proc. Do politycznej historii przejdzie moment, kiedy ogłaszała swoją rezygnację - stojąc sama w Sejmie.

"Zmiana preferencji dotyczyła przede wszystkim wyborców opozycji, ale również Andrzej Duda stracił prawie 25 proc. poparcia.

Ludzie poszukiwali kogoś, kto na nowo opowie Polskę" - mówi Gdula.

W różnych momentach kampanii, która zaczęła się w lutym, zyskiwali: Małgorzata Kidawa-Błońska, Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia. Ten ostatni tuż przed rezygnacją Kidawy ze startu w wyborach mógł liczyć na drugą turę. Wszystko się zmieniło, kiedy do gry wszedł Rafał Trzaskowski i to on zebrał największą część wyborców opozycji.

„Na opozycji walczą dwie tendencje. Z jednej strony chęć odsunięcia PiS-u od władzy. Ten odruch jest bardzo mocny, czasem zahacza wręcz o histerię, prowadzi do walki z tymi, którzy nie chcą popierać Rafała Trzaskowskiego. Z drugiej jest pragnienie poszukiwania kogoś nowego, kto będzie w stanie złamać podział na PO i PiS. To było źródłem przepływów: walka o to, kto będzie w stanie lepiej reprezentować te tendencje” - uważa Gdula.

„Najpierw się wydawało, że kandydatem, który je połączy będzie Kosiniak. Jego zaletą było wykroczenie w stronę spokojnej polityki końca wojny polsko-polskiej. Zwłaszcza kiedy był spór o bojkot wyborów. Ten moment bardzo zaważył, wielu ludzi się wahało, co zrobić, było rozdarte. On prezentował się jako ktoś, kto wykracza poza ten spór. Na moment zdobył zainteresowanie i poparcie. Skończyło się, kiedy do gry wkroczył Trzaskowski”.

Co odróżnia tę kampanię od innych?

Zdaniem Macieja Gduli udział młodych ludzi. „Pierwsza faza sprzeciwu wobec PiS-u należała do tzw. pokolenia boomersów. Teraz dominują młodzi. Wokół Rafała Trzaskowskiego nie ma nikogo starszego”. Aktywność młodych ludzi wykraczała poza tradycyjny udział partyjnych wolontariuszy w rozlepianiu plakatów. Zaangażowanie widać było w mediach społecznościowych. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, którego przedstawiciele chodzili na spotkania z kandydatami i domagali się uwzględnienia ich postulatów.

Młodych przyciągali też młodzi kandydaci. Najstarsi z tych, którzy walczyli o co najmniej kilkuprocentowy wynik, Duda i Trzaskowski, mają 48 lat.

Młodzi głosują, sondaż IPSOS dla OKO.press

Na zupełnie inny aspekt zwraca uwagę Filip Konopczyński z Fundacji Kaleckiego:

„Decydujące było to, że mamy coraz bardziej zamknięte obiegi medialne. Jeden prawicowy - wzmacniany przez TVP i radio, drugi liberalny - po stronie PO. Jest też niewielki obieg lewicowy i duży podziemny obieg populistyczno-narodowy” - uważa Filip Konopczyński. Dlaczego „podziemny”? „Bo komunikacja przebiega w nim bezpośrednio, z pominięciem tradycyjnych mediów. To kanały na YouTubie, reklamy bezpośrednie, grupy w mediach społecznościowych. Mają duże zasięgi, można domniemywać, że ważną rolę odgrywa tam „czynnik zewnętrzny”.

Kampania w pandemii bez pandemii

„To była kampania, w której programy czy wizje polityk państwowych miały wyjątkowo małe znaczenie" - mówi Konopczyński. „W 2015 był Kukiz i jego Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (JOW-y). Teraz na poziomie ustrojowym nie było dużych projektów prezydenckich. Widać było jeszcze większą celebrytyzację, kampanię jeszcze bardziej sprofilowaną na osobowość”.

Choć kampania toczyła się w trakcie epidemii, niewiele miejsca zajmowały tematy, które by z niej wynikały. Nie było debaty o programach zmian w systemie ochrony zdrowia, niewiele uwagi zajmowały sprawy gospodarcze. Kandydaci pozostawali często na poziomie ogólników. Dlaczego temat, który leżał na ulicy, nie zdominował kampanii?

„Ludzie chcą, żeby epidemia się skończyła - to jest dziś dominująca emocja społeczna" - uważa Maciej Gdula. "Baliśmy się do maja, a teraz chcemy zapomnieć. Ludzie się cieszą, spotykają, chodzą na piwo, lody. W miarę suchą stopą udało się przejść przez epidemię. I ludzie chcą uciec od tego tematu, a nie naprawiać służbę zdrowia, nie chcą chorować. PiS ucieka od tego tematu, bo ma problem z ministrem Szumowskim”.

„Programowo w tej kampanii dominował język socjaldemokratyczny. To też odpowiedź na pytanie, czemu Robertowi Biedroniowi gorzej szło. Ciężko uprawiać politykę, jeśli wszyscy biorą Twoje pomysły” - uważa Gdula.

Kandydat na żywo

O kampanii 2015 komentatorzy mówili, że po raz pierwszy na taką skalę kandydaci korzystali z mediów społecznościowych. Najlepiej robił to Andrzej Duda, Platforma Obywatelska przespała technologiczną zmianę. Czy w kampanii 2020 technologia miała znaczenie? W polityce zaistniało jakieś nowe narzędzie?

„Streaming internetowy, bezpośrednia komunikacja” - uważa Filip Konopczyński z Fundacji Kaleckiego. Tutaj wyróżniał się Szymon Hołownia. „Formaty na na żywo to był nasz świadomy wybór” - opowiada Olga Adamkiewicz ze sztabu Hołowni. Uważa, że sprawdziły się, bo Hołownia był jednocześnie przygotowany merytorycznie i miał duży komfort przebywania przed kamerą.

Trzaskowski świeży kandydat z przeszłością

Najpierw przekonał partyjnych kolegów, że jest lepszym kandydatem niż Radek Sikorski i Tomasz Grodzki, potem ogłosił, że „idzie się bić o Polskę". I był w tej deklaracji wiarygodny. A jego kampania nie przypominała tych organizowanych wcześniej przez Platformę Obywatelską.

„Jest samorządowcem, a nie kandydatem wielkomiejskim. Musi postawić na samorząd, społeczności lokalne" - mówił OKO.press jeszcze w maju Krzysztof Brejza. Trzaskowski jest samorządowcem o krótkim, niespełna dwuletnim stażu. Jednak właśnie tego samorządowego wymiaru używał, żeby pokazać, że jest blisko ludzi, rozumie problemy nie tylko Warszawy. Symbolicznie jego samorządowy rodowód zaznaczyły spoty, którymi Trzaskowski odpowiedział na wizytę Andrzeja Dudy u Donalda Trumpa. W spotach burmistrzowie kilkunastu europejskich miast życzą mu powodzenia i mówią - po polsku - że trzymają za niego kciuki.

„Miał bardzo dobry wynik w Warszawie, co sprawiało, że ludzie myślą o nim jako o zwycięzcy. Był wypoczęty. Nie jest bardzo kojarzony z Platformą, ludziom nie kojarzy się z ośmiorniczkami, ze Schetyną. Głosowanie na niego to nie jest obciach. Jest świeży, nie tylko w sensie młodości” - ocenia Maciej Gdula.

Trzaskowski nie miał zbyt wiele czasu, by popełnić jakieś błędy. Ale sztab Andrzeja Dudy - zwłaszcza jego część zatrudniona na Woronicza i przy Placu Powstańców - bardzo pracował na to, by się potknął. Większość pułapek omijał i to z szerokim uśmiechem, jak wtedy gdy odpowiadał na pytania TVP Info.

Popełnił jakieś błędy? „Nie zajął wyraźnego stanowiska w sprawie osób LGBT. Widać, że doradzają mu ludzie ułożeni przez starych: pewnych tematów nie należy tykać, nie wygrasz w Polsce, jak o tym powiesz. Przestraszył się i stracił. Jego słowa zostały jednoznacznie odebrane jako kluczenie. Młodzi nie chcą czekania, ezopowego języka. Chcą szacunku, mówienia wprost, żeby ich bronić” - uważa Maciej Gdula.

„Rafał Trzaskowski jest kandydatem, którego ciężko zidentyfikować programowo. Wszyscy pozostali kandydaci są bardziej wyraziści” - ocenia Filip Konopczyński.

Trzaskowski dopiero w czwartek (25 czerwca) wieczorem opublikował swój program wyborczy. Pytanie, czy będzie to miało znaczenie dla jego wyborców? Mogą chcieć go za to usprawiedliwić - przecież nie miał zbyt wiele czasu na przygotowanie wszystkich elementów kampanii.

„Platforma zaczęła kampanię bardzo mocno. Skupiła się na pokazywaniu afer PiS i to był dobry ruch” - ocenia Konopczyński. „Ale później PiS-owi udało się przekierować kampanię na swoje tematy, zwłaszcza na temat LGBT. I udało się poróżnić wyborców liberalnych z lewicowymi. Liberałowie zaczęli walczyć z lewicą o kwestie tożsamościowe”.

Olga Adamkiewicz, przedstawicielka sztabu Szymona Hołowni, największego rywala Trzaskowskiego, mówiła: "Trzaskowski jest politykiem z historią partyjną, jednocześnie mającym wysoki negatywny elektorat, który wpływa znacząco na jego szanse w drugiej turze, a dokładniej ich niepewność. Szymon Hołownia praktycznie nie ma negatywnego elektoratu, co widać w symulacyjnych wynikach drugiej tury, w której prawie w każdym sondażu wygrywa z Dudą".

Wygrana Trzaskowskiego może zależeć od tego, jak zachowa się po pierwszej turze. Pisze o tym naczelny OKO.press Piotr Pacewicz: „Kluczowa wydaje się społeczna interpretacja wyniku I tury. Czy Trzaskowski (jego otoczenie) da do zrozumienia, że źle się stało, że stracił głosy na rzecz np. Hołowni i wyrazi rozczarowanie dużą przewagą Dudy? Może to prowadzić do demobilizacji. Czy też powie, że jest zachwycony wynikiem Hołowni, pogratuluje pozostałym kandydatom-demokratom i obieca, że postara się reprezentować wspólne interesy polskiej demokracji".

Teleewangelizator Hołownia

„To kandydat katolickiej nauki społecznej” - uważa Filip Konopczyński z Fundacji Kaleckiego. Prezenter TVN-u ogłosił, że będzie kandydował 8 grudnia 2019. Kończy z sondażowymi wynikami ok. 10-13 proc. w pierwszej turze i prognozowanym zwycięstwem w drugiej, gdyby się do niej dostał. OKO.press powiedział, że nawet jeśli wybory przegra, będzie organizował ruch społeczny, a potem założy partię.

Komentatorzy powtarzali, że w każdych wyborach jest ktoś taki: trochę spoza układu, choć niekoniecznie bez partyjnego doświadczenia. Mówi, że ma wszystkich po równo dość. Lepper, Petru, Kukiz, Biedroń. Jednak każdy z nich trafił też w pewien moment historyczny, odczytał to, co sporej grupie ludzi akurat w duszach grało.

Co było źródłem sukcesu Hołowni? „Kryzys Kościoła katolickiego” - nie waha się Maciej Gdula. „To katolik, który nie boi się mówić, że w Kościele jest źle. Dla mnóstwa ludzi jest nadzieją na jakiś rodzaj odnowy życia publicznego i samej instytucji Kościoła. Ludzie nie chcą się już wstydzić za Kościół. Chcą chodzić do Kościoła, ale nie chcą tam słuchać tego, co teraz. Mają nadzieję, że Hołownia będzie umiał Kościół zdyscyplinować, rozliczyć, nie będzie wchodził w bycie blisko władzy, nie zamknie się na nowoczesność”.

„Jest teleewangelizatorem” - mówi o Hołowni Konopczyński. „Jego argumentacja jest religijna, wywołuje emocje w stylu religijnym. Wiele mówi o wspólnotowości”.

Głosowanie na Hołownię deklarowały osoby o bardzo różnych poglądach. W jego programie są elementy zarówno z półki liberalnej, jak i lewicowej. Opowiedział się za podniesieniem podatków dla najbogatszych, choć w wywiadzie z OKO.press podkreślał, że trzeba zmienić stosunek państwa do przedsiębiorców. W debacie o kulturze w Onecie zadeklarował, że podpisałby ustawę, która zniesie paragraf karzący za obrazę uczuć religijnych. Na taką deklarację nie zdecydował się Rafał Trzaskowski. „Powiedziałbym, że to opcja zielono-chadecka” - mówi Konopczyński.

„W trakcie pandemii ludzie potrzebowali kogoś, kto będzie nazywał i opowiadał szczerze rzeczywistość. Szymon Hołownia postawił na autentyzm, mówił, co myśli, w sposób emocjonalnie istotny" - szefowa komunikacji sztabu Hołowni. Dodaje:

"15 tys. wolontariuszy, którzy zebrali się wokół Szymona to największy ruch obywatelski, który zbudował się w w tak krótkim czasie, czyli de facto w 6 miesięcy. Nasza zbiórka obywatelska zamknie się na ponad 7,3 mln zł (stanowiąc ciągle nawet nie połowę budżetów największych partii). Nigdy w Polsce nikt nie zrobił takiego wyniku".

Duda: Nie znamy wyborców, do których on dociera

Miał łatwo wygrać te wybory, dać PiS-owi pewność sprawowania władzy na kolejnych kilka lat. W sondażach w marcu i kwietniu poparcie dla urzędującego prezydenta sięgało nawet 65 proc. (Kantar). A przede wszystkim nie miał z kim przegrać. Zaczął kiepsko. O jego pierwszej konwencji pisaliśmy, że była smętna. Pod koniec rozkręcił się tak bardzo, że osoby LGBT nazwał ideologią.

„Andrzej Duda zrobił profesjonalną kampanię wzorowaną na tej Donalda Trumpa z 2016 roku. Wykorzystywał mikrotargetowanie” - mówi wbrew wielu opiniom Filip Konopczyński. Opowiada, że reklamy Andrzeja Dudy były targetowane na powiaty, które wcześniej objechał. "Jego sztabowcy zdają sobie sprawę, że medialna dyskusja ma coraz mniejsze znaczenie, ludzie są impregnowani na źródła, które nie są ich źródłami”.

Na wynik Andrzeja Dudy pracowała państwowa telewizja i Kościół.

„Jego zasobem są ludzie, którzy nie śledzą pilnie informacji, mniej interesują się polityką, o mniejszym kapitale kulturowym, dociera do nich bezpośrednio. Zyskuje, bo jest ciepły, troskliwy. Do tych ludzi trafiają też portale i grupy społecznościowe, o których nie wiemy zbyt wiele” - podsumowuje Filip Konopczyński, który uważa, że wynik urzędującego prezydenta może nas zaskoczyć.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne