Po słowach Trumpa obrażających pamięć m.in. polskich żołnierzy koalicja biła w Nawrockiego, że odpowiedział „na kolanach”, ale słowa Kosiniaka zanadto się nie różniły. Na przykładzie Meloni i Starmera pokazujemy, jak niewyraźna była odpowiedź polskiego premiera i pytamy, jak postępować z tym Trumpem
Obraźliwa wypowiedź Donalda Trumpa o sojusznikach z NATO stała się dla polityków Zachodu testem na polityczną odwagę (w odpowiedniej mieszance z rozwagą) i zarazem okazją do sprawdzenia różnych strategii reagowania na nieobliczalnego 47. prezydenta USA. Zestawimy pięć odpowiedzi najważniejszych polskich polityków i porównamy z reakcją brytyjskiego premiera i włoskiej premier, zasygnalizujemy wnioski.
„Nigdy ich nie potrzebowaliśmy. Nigdy tak naprawdę o nic ich nie prosiliśmy. Powiedzą, że wysłali jakieś wojska do Afganistanu, czy tu, czy tam. I tak zrobili — pozostali trochę z tyłu, trochę poza linią frontu” – mówił Trump prawicowej telewizji Fox News 22 stycznia 2026 (z lekceważącym uśmieszkiem). To jeden z najgłośniejszych cytatów pierwszego roku jego prezydentury.
Te nieprawdziwe i obraźliwe słowa mogą wydawać się jakimś horrendalnym wygłupem bądź przypadkową historyczną konfabulacją, ale nawet jeśli nie do końca zaplanowane, wpisują się w dwie narracje polityczne, jakie Trump forsuje:
podważanie znaczenia i sensu Zachodu jako wspólnoty wartości i interesów oraz głoszenie bezwzględnej przewagi Ameryki nad resztą świata.
Siłę USA prezydenci widzieli do tej pory w sojuszach, Trump zrywa z polityką transatlantycką, jaką zapoczątkował prezydent Franklin Roosevelt, ulegając po Pearl Harbor namowom Churchilla i przystępując w 1941 roku do wojny z faszyzmem.
Nowa polityka znalazła drastyczny wyraz w groźbach zajęcia siłą Grenlandii, a także w niewydarzonym pomyśle „Rady Pokoju”, alternatywnej instytucji ładu globalnego pod pełną kontrolą Donalda Trumpa, który sam się namaścił jako globalny monarcha (patrz – na koniec tekstu).
Trump zapewne świadomie prowokował państwa Zachodu, ale mógł nie docenić reakcji w 50 krajach, które uczestniczyły w inwazji na Afganistan w odwecie za atak Al Kaidy na Nowy Jork 11 września 2001 r. (Okazało się, że amerykańskie argumenty były naciągane, a efekty okazały się fatalne w skutkach zarówno dla USA, jak społeczeństwa, które wpadło w ręce talibów, ale to inna kwestia).
Media w krajach sojuszników dały głos weteranom, w tym osobom poszkodowanym (np. pozbawionym kończyn), a także wdowom i rodzicom poległych żołnierzy. Pojawiły się listy protestacyjne i wezwania do stanowczej reakcji, szczególnie w Wielkiej Brytanii, która w Afganistanie straciła 457 żołnierzy. Powszechne oburzenie stworzyło presję na liderów, którzy stanęli przed próbą, jak zareagować na taką infamię jednocześnie nie zrywając osłabionych więzów transatlantyckich.
Reakcje pięciu najważniejszych polskich polityków przedstawiamy chronologicznie, co okazuje się zarazem uporządkowaniem od najłagodniejszej do najostrzejszej odpowiedzi. Wszyscy podkreślają zasługi, odwagę i poświęcenie polskich żołnierzy w Afganistanie. Zwracamy uwagę, czy ponadto:
Prezydent Karol Nawrocki stwierdza na X 23 stycznia 2026 o godz. 10.32: "Nie ma wątpliwości, że Polscy żołnierze to Bohaterowie. Zasługują na szacunek i słowa podziękowania za ich służbę. W Afganistanie poległo 44 odważnych Polaków: 43 żołnierzy i cywil.
Na zawsze zostaną w naszej pamięci!".
Nawrocki broni dobrego imienia żołnierzy bez najmniejszej nawet sugestii, że przeciwstawia się narracji Trumpa, co można określić jako polemikę widmo. Komunikat jest uderzająco krótki, przypomina narodowy nekrolog, z egzaltacją, która każe pisać przymiotnik „polscy” z dużej litery. Nawrocki wykręca się z sytuacji, w której powinien wyjść z roli wiernego kamrata i admiratora Trumpa. Egzaltowane pochwały Trumpa typu „Karol jest świetny, wykonuje niesamowitą pracę”, stanowią wszak amunicję Nawrockiego w wojnie politycznej, jaką toczy w kraju z Tuskiem, a także z Kaczyńskim. A sklejenie z Trumpem umacnia jego pozycję na całej prawicy, w tym zwłaszcza Konfederacji.
Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz pisze na X 23 stycznia o 11.35: "Polska zawsze była, jest i będzie odpowiedzialnym i wiarygodnym sojusznikiem, który w momencie kiedy zagrożone jest bezpieczeństwo staje w jego obronie. Wojsko Polskie ramię w ramię z sojusznikami brało udział m. in. w misjach w Afganistanie i Iraku. Jest obecne dziś w misjach i operacjach prowadzonych przez NATO. Tragiczne momenty, kiedy ginęli nasi żołnierze pokazały, że w obronie bezpieczeństwa międzynarodowego, bezpieczeństwa Polski jesteśmy gotowi zapłacić najwyższą cenę.
Ta ofiara nigdy nie zostanie zapomniana i nie może być umniejszana.
Polska to wiarygodny i sprawdzony sojusznik i nic tego nie zmieni".
Sformułowanie, że ofiara polskich żołnierzy nie może być zapomniana czy umniejszana jest możliwie grzeczną krytyką słów Trumpa, ale Kosiniak-Kamysz nie używa nazwiska prezydenta, a cały komentarz jest przede wszystkim deklaracją polskiej lojalności, co można określić jako wytyk z dużą pokrywą lukru.
To typowa dla Kosiniaka-Kamysza polityczna asekuracja: pozostaje w Koalicji 15 października, ale uważa, by nie narazić się amerykańskiej czy europejskiej prawicy. Podobnie w kraju, ideowo jest bliski PiS (związki partnerskie, edukacja zdrowotna, prawo do aborcji), a w bieżącej polityce gra na dwa fronty. O wizycie PSL w Pałacu Prezydenckim 29 stycznia 2026 mówił, że chce „realne odbudowywać wspólnotę narodową. W sprawach kluczowych potrafimy szukać porozumienia i brać odpowiedzialność za sprawy państwa”.
Radosław Sikorski pisze na X 23 stycznia o 16.54: "Znam Afganistan z młodości. Byłem tam także jako szef MON i MSZ. Prowincja Gazni, gdzie służył nasz kontyngent, na pusztuńskim południu, była frontowa, 7/10 na afgańskiej skali trudności i niebezpieczeństw.
Nikt nie ma prawa drwić ze służby naszych żołnierzy".
Słowo „drwić” jest mocne, bo zakłada jak najgorsze, wrogie intencje Trumpa. Tym co osłabia wypowiedź jest ogólnikowy opis „podmiotu drwiącego”. Zdanie „prezydent Trump nie ma prawa drwić ze służby naszych żołnierzy” byłoby jak wybuch bomby, wersja bez adresata jest jak granat hukowy. Wartość polskiego zaangażowania w Afganistanie została wyrażona w żargonie wojskowym, co daje efekt wiarygodności. Sikorski słynie na arenie międzynarodowej z morderczych polemik z Rosją Putina, tutaj zachował się ostrożniej.
Donald Tusk jako pierwszy z polskich polityków używa nazwiska Trumpa. Pisze na X, 23 stycznia o 18.35: "22 grudnia 2011 roku w afgańskim Ghazni uczestniczyłem jako premier Polski w pożegnaniu pięciu poległych polskich żołnierzy. Towarzyszący mi wówczas amerykańscy oficerowie mówili, że Ameryka nigdy nie zapomni polskich bohaterów.
Może przypomną o tym prezydentowi Trumpowi".
To typowa dla Tuska poetyka: sięga po konkret, anegdotę. Wytyka Trumpowi porzucenie dotychczasowej postawy amerykańskiej wdzięczności, co jest krytyką przewrotną, bo domyślnym jej podmiotem są oficerowie amerykańskiej armii, którzy mieliby pouczać zwierzchnika armii USA. Całość robi wrażenie odpowiedzi trochę przekombinowanej, efekciarskiej, anegdotycznej. Tusk traci okazję, by pokazać powagę i patriotyczną determinację, nie stawia kropki nad i. Tak samo jak wtedy, gdy nie decyduje się na symboliczny udział polskich żołnierzy w „obronie Grenlandii”, czy boi się zadeklarować udział polskich żołnierzy w przyszłej misji pokojowej czy rozjemczej w Ukrainie. Osłabia pozycję Polski w europejskiej koalicji chętnych do obrony przed Putinem, a także – winnym sensie oczywiście – przed Trumpem.
Pięć dni po wypowiedzi Trumpa Włodzimierz Czarzasty w długim jak na dzisiejszą politykę wideo (2 min. 15 sek), stojąc na „wojennym” czerwonym tle, ostro ocenia: „Prezydent Trump odniósł się w sposób pogardliwy w stosunku do żołnierzy innych niż amerykańscy, którzy walczyli na misjach. To jest wypowiedź skandaliczna”.
Ta krytyka służy jednak przede wszystkim do uderzeniu w Nawrockiego. Czarzasty cytuje jego słowa (patrz wyżej) i pyta: "Naprawdę?! Nie stać Pana na to, żeby powiedzieć panu prezydentowi Trumpowi: zrobiłeś rzecz haniebną, zapomniałeś o żołnierzach innych niż Amerykanie?
Panie prezydencie, na kolanach niczego pan dla Polski nie załatwi".
Czarzasty cytuje też słowa premiera Wielkiej Brytanii jako przykład właściwej reakcji i zwraca uwagę na ugodową na nie odpowiedź Trumpa (patrz dalej). Kończy retorycznie: „Panie Prezydencie Nawrocki, można? Można”.
Czarzasty ocenia, że wypowiedź Trumpa jest „skandaliczna”, „haniebna” – nie przebiera w słowach. Marszałek Sejmu zna już reakcje przywódców Zachodu i częściowe przynajmniej wycofywanie się Trumpa, co sprawia, że jego odwaga jest „tańsza” niż gdyby to mówił 23 stycznia. Atakuje Nawrockiego za postawę „na kolanach”. To wpisuje się w polityczny plan marszałka i lidera Lewicy, by w ten sposób określać swoją tożsamość polityczną i przewagę nad umiarkowanymi reakcjami liberałów.
Pięciu polskich polityków tak czy inaczej podkreśla zasługi i bohaterstwo polskich żołnierzy, przy czym Nawrocki i Kosiniak-Kamysz operują patosem ogólników, a Tusk i Sikorski sięgają po konkrety. Trzej pierwsi unikają podania adresata. Krytyka przekazu Trumpa jest wyważona u Kosiniaka-Kamysza i Tuska, ostrzejsza u Sikorskiego, najmocniejsza u Czarzastego. Nawrocki nie krytykuje wcale.
Używając metafory kościelnej, Nawrocki klęczy na obu kolanach, Kosiniak-Kamysz na jednym, Tusk i Sikorski unoszą się z kolan, ale ich odpowiedź nie ma politycznego ciężaru. Dopiero Czarzasty stoi wyprostowany i poucza Nawrockiego ostro oceniając Trumpa.
Czarzasty jako jedyny nagrał wypowiedź, pozostali ograniczają się do krótkich wpisów na X, co należy już niestety do kanonu politycznego. Reakcja Starmera jest mocniejsza także dlatego, że widzimy i słyszymy emocje brytyjskiego premiera, a scenografia nagrania podkreśla rangę sprawy.
Reakcja premiera Wielkiej Brytanii kontrastuje z głosem polskiego premiera nie mówiąc o prezydencie. Keir Starmer odczekał jeden dzień (żeby chwilę pomyśleć?) i 24 stycznia zaprosił BBC, by zabrać głos na tle brytyjskiej flagi.
Zaczyna od deklaracji, że „nigdy nie zapomni odwagi i bohaterstwa żołnierzy brytyjskich, którzy zginęli i zostali ranni w Afganistanie”. Kluczowa jest jednoznaczna, bezkompromisowa ocena:
„I dlatego uznaję uwagi prezydenta Trumpa za obraźliwe i szczerze mówiąc przerażające”.
Starmer odwołuje się do uczuć społecznych, czego nie zrobił żaden z polskich polityków: „Nie dziwi mnie, że [te słowa] przysporzyły tak wiele bólu bliskim tych, którzy zginęli lub zostali ranni”.
Jednak i Starmer nie wypowiada Trumpowi wojny.
BBC pyta, czy zgodnie z sugestiami matki jednego z poległych żołnierzy (Diany) zażąda przeprosin od Trumpa. Starmer tego nie deklaruje, mówi tylko (i aż), że „gdyby sam powiedział coś takiego, z pewnością by przeprosił Dianę, więc ją za to przepraszam”.
BBC zauważa, że premier po raz kolejny krytykuje wypowiedzi Trumpa i pyta, czy nie staje się to trudne do wytrzymania [exasperating]. Starmer łagodzi: „Mamy bliską relację z USA, która jest ważna dla naszego bezpieczeństwa (...) Ale właśnie ze względu na tę relację walczyliśmy u boku Amerykanów o nasze wartości w Afganistanie. W takim kontekście ludzie tracili życie czy doznawali obrażeń. Walcząc o wolność, walcząc z naszymi sojusznikami o to, w co wierzymy”.
Tego samego dnia BBC informuje, że Starmer rozmawia z Trumpem. Rzecznik premiera podaje, że Starmer przypomniał [Trumpowi] „o odważnych i bohaterskich żołnierzach brytyjskich i amerykańskich, którzy walczyli ramię w ramię w Afganistanie, z których wielu nigdy nie wróciło do domu. Nie wolno zapominać o ich poświęceniu”, co jest krytyką delikatną (w stylu Kosiniaka-Kamysza), ale w kontekście bezpośredniej rozmowy nabiera mocy.
Tuż po spotkaniu Trump na platformie Truth Social koryguje swoją wypowiedź, choć tylko w odniesieniu do brytyjskich żołnierzy. Popada przy tym we właściwą sobie ckliwą przesadę jak w serialu klasy B:
„Wielcy i niezwykle dzielni żołnierze Zjednoczonego Królestwa zawsze będą ze Stanami Zjednoczonymi. W Afganistanie zginęło 457 osób, wielu zostało ciężko rannych, a oni sami należeli do najwspanialszych wojowników. To więź zbyt silna, by ją kiedykolwiek zerwać. Brytyjskie wojsko, z ogromnym sercem i duszą, nie ma sobie równych (poza USA).
Kochamy Was wszystkich i zawsze będziemy kochać!”.
Na reakcję polskich polityków wystarczył wpis ambasadora USA w Polsce z 25 stycznia:
"Polska nie ma większego przyjaciela niż prezydent Trump.
Wielokrotnie podkreślał on głęboki szacunek dla poświęcenia Polski i jej niezachwianego zaangażowania w Sojusz Północnoatlantycki, w tym solidarności i służby u boku sojuszników w Iraku i Afganistanie. Ten dorobek jest szanowany i podziwiany przez wszystkich Amerykanów, wszyscy cenimy wspaniałych polskich przywódców @NawrockiKn @donaldtusk. Nasza wspólna siła nadal opiera się na wzajemnym szacunku, który czyni sojusz wspaniałym i wyjątkowym – i ta zasada pozostanie w centrum uwagi! Możecie być tego pewni".
Porównania z reakcją Starmera można uznać za oderwane od realiów, bo Wielka Brytania, choć traci na znaczeniu, pozostaje szóstą gospodarką świata, mocarstwem atomowym i członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, a poza tym leży na drugim niż Polska końcu kontynentu, prawie 3 tys. km od Moskwy.
Niekorzystne dla polskich polityków będzie jednak porównanie z reakcją Giorgii Meloni na X, polityczki pozostającej w bliskich relacjach z Trumpem (jako jedyna z liderek/liderów UE była na zaprzysiężeniu prezydenta 20 stycznia 2025). Zamiast publicystycznych uwag, anegdot i metafor premierka Włoch 23 stycznia wypowiada się twardo w imieniu rządu:
„Włoski rząd ze zdumieniem przyjął oświadczenie prezydenta Trumpa, zgodnie z którym sojusznicy NATO «pozostawali w tyle» podczas operacji w Afganistanie”.
Meloni podkreśla, że Włochy „natychmiast dołączyły do ogromnej operacji przeciwko tym, którzy podsycali terroryzm”, a za zaangażowanie podczas prawie dwóch dekad w Afganistanie zapłaciły wysoką cenę; "53 włoskich żołnierzy zginęło, a ponad 700 zostało rannych podczas operacji bojowych, misji stabilizacyjnych oraz programów szkoleniowych dla sił afgańskich”.
Na koniec Meloni kategorycznie ocenia, że
„z tego powodu nie można akceptować stwierdzeń, które minimalizują wkład krajów NATO w Afganistanie, zwłaszcza jeśli pochodzą od państwa sojuszniczego”.
Protrumpowska telewizja Fox News uznała to za „odrzucenie uwag Trumpa o roli NATO w Afganistanie”.
.
Z kolei premier Kanady Mark Carney, podziwiany za przedstawiony w Davos program stawiania oporu polityce mocarstw (w tym USA) ograniczył się do wskazania na udział oddziałów kanadyjskich w misjach NATO, ale nie posunął się do tego, zażądać przeprosin od Trumpa. Ba, nawet nie wymienił nazwiska prezydenta USA, co przypominało wypowiedź Kosiniaka-Kamysza.
Jak reagować na Trumpa? Na jego decyzje i wypowiedzi, które łamią normy prawa międzynarodowego, dobre obyczaje, demokratyczne procedury, wymierzone są w interesy państwa czy całej Unii Europejskiej, naruszają poczucie godności osób i narodów?
Po 13 miesiącach prezydentury to byłby temat na traktat z przykładami. Tutaj zaznaczymy tylko, że przywódcy państw euroepejskich (UE ale też Wielkiej Brytanii czy Norwegii) stosują dwie strategie.
Pierwsza to ustępować jak tylko się da, stosując metodę ugłaskiwania (appeasement), pomijać wątki niewygodne, przymilać i fałszywie chwalić, wyrażać podziw dla Trumpa. Z nadzieją, że zaspokojony i udobruchany Trump ostatecznie nie zrobi tego, co zapowiada (a jego słowa można ignorować, bo wiadomo, że „ten typ tak ma”).
Polscy politycy stosują metodę ugłaskiwania mniej lub bardziej wprost wyjaśniając, że jest to konieczne wobec zagrożenia ze strony Rosji. Trumpa trzeba udobruchać, bo – jak pokazują jego decyzje o wycofywaniu wsparcia dla walczącej Ukrainy – mógłby obrazić się na Polskę i zabrać amerykańskich żołnierzy czy wsparcie logistyczne, od którego jesteśmy militarnie uzależnieni.
Ten sposób myślenia oznacza przyjęcie za dobrą (czy raczej złą) monetę przekazu Trumpa, który sam daje przepis na dobre stosunki z USA:
Trzeba uznawać wolę prezydenta i bezgranicznie podziwiać go za wszystko, co robi.
Druga strategia to stawiać opór, przeciwstawiać się, idąc nawet na ryzyko eskalacji konfliktu.
W sporze o Grenlandię przywódcy Europy odrzucili strategię deeskalacji. Drastyczną odpowiedzią na drastyczną zapowiedź inwazji na Grenlandię było wysłanie tam w ramach operacji Przetrwanie Arktyki (Arctic Endurance) niewielkich sił wojskowych przez sześć państw UE (Niemcy, Francję, Holandię, Finlandię, Danię i Szwecję) oraz Wielką Brytanię i Norwegię. Kolejnym krokiem była zapowiedź Komisji Europejskiej retorsji celnych w odpowiedzi na groźbę Trumpa ukarania ósemki wysokimi cłami.
Strategia oporu przyniosła skutek: prezydent USA zachował się zgodnie ze złośliwym skrótem TACO, który oznacza, że Trump zawsze w końcu stchórzy (jak przestraszony kurczak). Inna metafora to gra na giełdzie: widząc twardą postawę Europy Trump kalkulował, że koszty operacji byłyby za wysokie.
Reakcja Trumpa na reakcję Starmera dowodzi, że strategia oporu może działać także wtedy, gdy chodzi o słowa, które w polityce liczą się podobne jak czyny.
Jak zresztą widzieliśmy, Starmer nie pojechał po bandzie, stosując de facto mieszankę obu strategii, ale w zasadniczej sprawie Trumpa potępił, a jeszcze mocniej zrobiła to Meloni. Niewykluczone, że tak jak w przypadku innych narcystycznych liderów, krytyczna ocena raczej powstrzyma działania Trumpa niż je nakręci.
Zwłaszcza, że Trump i jego doradcy przedstawiają politykę jako sferę siły i przemocy a nie dialogu i kompromisu. Twardy sprzeciw może budzić w Waszyngtonie rodzaj uznania. Słuchają języka siły, ignorując siłę argumentów.
Polscy politycy nie są zdolni do „postawienia się Trumpowi” i jesteśmy skazani na reakcje co najwyżej niewyraźne. To oznacza, że premier Tusk traci atut polityka, z którego reakcji społeczeństwo może być dumne.
Oczywiście mówimy tu o części społeczeństwa, która nie popiera polityki Trumpa (z sondaży wynika, że stanowi większość). Także w USA sondaże prezydenta pikują po kolejnych błędach i niegodziwościach.
Reakcje na Trumpa wynikają z tego, jak postrzegana jest ranga i kondycja sojuszu z USA.
Nawrockiego, a do pewnego stopnia także Kosiniaka-Kamysza, cechuje silna – jak to nazwał Piotr Buras w OKO.press – iluzja strategicznego partnerstwa z USA, które jest tak trwałe i silne, że pozwala odkleić się od europejskich sojuszników. Idzie za tym zauroczenie prezydentem USA z uwagi na jego skrajnie prawicowy przekaz ideologiczny, a także imponującą – zwłaszcza Nawrockiemu – „siłę” i stosowanie przemocy.
W tym kontekście reakcja Nawrockiego na pogardliwe słowa o sojuszników z NATO nie mogła być inna. Jak cała polska prawica, gloryfikuje on USA i dezawuuje Unię Europejską.
Warto w tym kontekście odnotować odważny komentarz Donalda Tuska do „sprawy grenlandzkiej” z 20 stycznia 2025: "Ustępstwa są zawsze oznaką słabości. Europa nie może sobie pozwolić na słabość – ani wobec wrogów, ani wobec sojuszników. Ustępstwa nie przynoszą żadnych rezultatów, a jedynie upokorzenie.
Europejska asertywność i pewność siebie stały się potrzebą chwili".
Szkoda, że Tuskowi po tej wypowiedzi godnej europejskiego lidera, zabrakło asertywności, by wysłać na Grenlandię kilku polskich oficerów w geście „nieformalnego Artykułu 5”.
Krótko mówiąc, prowadzenie otwartej i merytorycznej polityki wobec Trumpa wymaga
odrzucenia z jednej strony lęku przed reakcją nieobliczalnego prezydenta USA, a z drugiej urealnienia oceny, że sojusz z Ameryką jest pewnym i jedynym gwaratem bezpieczeństwa.
Przykłady, także omówione w tym tekście, pokazują, że stawianie Trumpowi granic może być skuteczne, a opcja europejska zaczyna – także „dzięki” Trumpowi – odgrywać znaczącą rolę.
Szymon Opryszek opisał w OKO.press inny przykład – skuteczną politykę prezydenta Kolumbii, Gustava Petro, który się Trumpowi nie kłania, a „dla świata stanowi przykład, że z prezydentem USA najlepiej rozmawiać jego językiem”.
Na koniec. Problem relacji z Trumpem jest wizerunek, jaki przedstawia światu "zachwyconego sobą globalnego przywódcy, który dokonuje najwspanialszych rzeczy na świecie i zasługuje na wszystkie honory. Nawet jeśli zachowania są błazeńskie, skojarzenie z monarchą absolutnym jest oczywiste, a to może paralizować reakcję.
Bo jak tu krytykować króla?
19 czerwca 2025 roku brałem udział w energetycznej demonstracji w uniwersyteckim Providence w stanie Rhode Island pod hasłem „No kings”. Od tamtego czasu monarchiczne ambicje Trumpa stały się jeszcze bardziej widoczne. Domaga się oddawania mu królewskich honorów, żąda nagród i wyróżnień, nie mówiąc o terytoriach i pieniądzach.
Skrajnym, karykaturalnym wręcz przykładem jest Rada Pokoju, w której Trump ma pełnić dożywotnią rolę monarchy, i to jako osoba a nie prezydent USA. Może też wyznaczyć następcę, jak królewskiego syna (może zięcia?). Interesującym szczegółem ceremonii powołania Rady w Davos 22 stycznia 2026 były kolory krzeseł. 19 przywódców siedziało na szarych, dla Trumpa ustawiono białe, co i tak należy uznać za koncesję, bo nie był to tron.
Generalnie rzecz biorąc, Karol Nawrocki, a wraz z nim PiS i Konfederacja, widzą swoje miejsce w orszaku Trumpa i jako wierni dworzanie liczą, że to umocni ich pozycję.
Polsce liberałowie powinni spojrzeć na zimno, że ta królewska władza jest krucha i słabnie, a możliwości jej sprawowania ograniczone. Siłą króla jest – jak to pokazał cytowany Carney – jest słabość reakcji.
Bezpieczeństwo
USA
Mark Carney
Włodzimierz Czarzasty
Władysław Kosiniak - Kamysz
Giorgia Meloni
Karol Nawrocki
Władimir Putin
Radosław Sikorski
Keir Starmer
Donald Trump
Donald Tusk
Ministerstwo Obrony Narodowej
Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Prezydent
Rząd Donalda Tuska (drugi)
Unia Europejska
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze