0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.plFot. Jacek Marczewsk...

Stowarzyszenie Mateusza Morawieckiego, de facto (choć jeszcze nie de jure) oswobodzone już z pęt Nowogrodzkiej, ustami swojego lidera jasno zadeklarowało, że chce iść po wyborców centrum.

Chce łowić w ramach obozu „republikańskiego, propaństwowego”, a mówiąc konkretniej, po przedsiębiorców, samorządowców, a także „osoby obecnie popierające koalicję rządzącą”.

To słowa samego byłego premiera. Zaskakujące. Czy to w ogóle możliwe, żeby były premier, przez lata atakujący ostro Donalda Tuska, miał szansę przekonać do siebie jakąkolwiek część wyborców z drugiej strony barykady?

Swingujący elektorat i nieprzekraczalna linia boiska

Łatwych odpowiedzi można dać kilka.

Nie – bo od lat elektoraty przepływają tylko w ramach jednej połowy boiska, na drugą się nie zapędzają. To już za daleko.

Tak – bo w koalicji rządzącej zostało sporo sierot po Trzeciej Drodze i Szymonie Hołowni, którzy są konserwatywni i są po tej stronie barykady z braku laku.

A przypomnijmy, że w szczycie formy sam Hołownia w wyborach prezydenckich w 2020 roku zebrał prawie 14 proc. głosów, a zaraz potem założona partia Polska 2050 w najlepszych czasach osiągała nawet 20 proc. poparcia w sondażach (jak w tym Ipsos dla OKO.press z listopada 2020 roku).

Tak – bo oceny obecnego rządu są bardzo słabe. Z sondażu Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu” w czerwcu wnikało, że źle rząd Donalda Tuska ocenia 54 proc. badanych, dobrze tylko 33 proc.

W lipcu wyniki Sondażu SW Research dla Onetu są podobne: 51 proc. ocenia obecny rząd źle, 27 proc. dobrze.

Lipcowy komunikat Centrum Badania Opinii Społecznej wygląda dla rządu Tuska równie ponuro.

„W lipcu notujemy pogorszenie uogólnionego stosunku do rządu. Po raz pierwszy od września 2025 roku poparcie spadło poniżej 30% – deklaruje je obecnie 29% respondentów. Jednocześnie na przestrzeni ostatniego miesiąca znacząco (o 6 punktów procentowych) wzrósł odsetek zdeklarowanych przeciwników rządu. Obecnie stanowią oni 48% ogółu badanych” – pisze CBOS.

Widać też zresztą brak wiary w zwycięstwo w 2027 roku i kolejne cztery lata rządów. Badanie przeprowadzone przez United Surveys dla Wirtualnej Polski zaledwie kilka dni temu pokazuje, że 58 proc. Polaków uważa, że obecna koalicja w 2027 roku straci władzę. Tylko 23 proc. wierzy w ponownie zwycięstwo rządu.

I jeszcze raz „nie” – bo wyborcy koalicji rządzącej nie zapomną Morawieckiemu tego, co mu wytykali, gdy był premierem. Dla nich Morawiecki jest po prostu niewybieralny – mówił OKO.press niedawno prof. Antoni Dudek.

I to mimo że badania (sondaż CBOS z lutego 2026 roku) pokazują, że aż 47 proc. wyborców, właściwie w ogóle nie czuje się związana z partią, na którą zagłosowała. Jest to więc tzw. elektorat swingujący.

Nadal – nie! – uważa prof. Dudek. Chyba że…

Przeczytaj także:

Samokrytyka za kobiety i TVP

„Chyba że rzeczywiście dokona radykalnego rozliczenia. Powie, jakie to błędy on popełniał jako premier, złoży samokrytykę" – mówił OKO.press prof. Dudek.

Dodawał jednak, że na razie zupełnie tego nie widać: „On na razie mówi, że był najlepszym premierem, wszystko było świetnie, tylko w PiS-ie go nie doceniono.”

Rozmawialiśmy jednak z prof. Dudkiem na kilkanaście godzin przed tym, jak w środowy poranek 29 lipca Mateusz Morawiecki ogłosił, że wraz ze swoimi ludźmi zakłada własny klub parlamentarny. W ten sposób stowarzyszenie Rozwój Plus wyrwało się z uścisku PiS, a Morawiecki ograł Kaczyńskiego, choć wieczór wcześniej wydawało się, że to Kaczyński ograł Morawieckiego.

Ale w ten środowy poranek zmieniło się coś jeszcze. To właśnie wtedy Mateusz Morawiecki zaczął opowiadać siebie na nowo. Stał się nowym Morawieckim, który w dodatku publicznie dokonuje rozliczeń ze starym Morawieckim.

W krótkiej rolce w social mediach dla Wirtualnej Polski Mateusz Morawiecki powiedział wprost, że jego największym błędem jako premiera było

„tolerowanie tej podległem prezesowi PiS propagandy telewizyjnej, która tak wielu ludzi odstręczyła”.

Owszem, w tych słowach za samą propagandę były premier obwinił prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Ale jednocześnie przyznał, że sam to tolerował. Nazwał to własnym błędem.

Na tym froncie zresztą akurat było mu łatwo. Jasne jest, że jednym z liderów grupy stojącej za wypchnięciem Morawieckiego z PiS jest Jacek Kurski. Tak jak innych „intrygantów” Morawiecki z nazwiska wymieniać nie chce, unika ciosów personalnych, tak na Jacka Kurskiego w środę wskazywał bez wahania w innych licznych tego dnia wywiadach.

Łatwość wynikała zresztą nie tylko osobistych animozji. Jacek Kurski ma łatkę bulteriera, który często przekracza granice. Łatwo obwiniać go za zło bez ryzyka wzbudzenia kontrowersji nawet w elektoracie PiS.

Dość zacytować byłego rzecznika tej partii, Adama Hofmana, który również w środę w kanale Zero powiedział:

„Kiedyś zapytałem Jarosława Kaczyńskiego, o co chodzi z tym Kurskim. On powiedział: to jest taki zawodnik, którego lepiej mieć w namiocie, bo jak go masz w namiocie, to sika na zewnątrz, a nie daj Boże go wypuścisz, to nasika ci na poduszkę.”

View post on Twitter

Wzięcie na siebie winy za propagandę w TVP i nawet nazwanie jej wprost „propagandą” to jeszcze nie tak wielki kaliber.

Ale w dalszej części rolki Mateusz Morawiecki przyznaje również, że błędem, który kosztował PiS przegraną w wyborach w 2023 roku było

„wymuszenie na Trybunale Konstytucyjnym zajęcie się sprawą aborcji. Tamten kompromis był rzeczą, którą trzeba było pozostawić, chuchać i dmuchać na niego.

Mówię to, chociaż jestem jednoznacznym przeciwnikiem aborcji jako takiej” – powiedział były premier.

A to już jest duże mea culpa. Morawiecki się nie tłumaczy z tego, nie lawiruje, że on w sumie nie chciał, nie zrzuca winy. Więcej, mówi nie tylko o kwestii aborcji, ale też o „wymuszeniu” na Trybunale Konstytucyjnym. Przyznaje się więc do dwóch grzechów rządów PiS.

To nic innego jak samokrytyka. A samokrytyki nie składa się po to, żeby udobruchać swoich zwolenników, tylko właśnie tych po drugiej stronie boiska.

Podczas tego ostatniego road show po studiach telewizyjnych byłemu premierowi, owszem, zdarzało się też jednak zwalać winę na kogoś innego. Na przykład za to, że w kampanii wyborczej w 2023 roku używał „radykalnego języka”. Zupełnie innego niż dziś.

To był ewidentnie zarzut ze strony rozmawiającego z byłym premierem Michała Wróblewskiego w programie Twit Wirtualnej Polski. Morawiecki stwierdził, że takiego języka używał, bo mu tak kazał sztab wyborczy.

Już nawet Danuta Holecka załamuje ręce

Teraz Morawieckiemu już nikt niczego nie każe i ewidentnie zmienił język. Ciągle mówi o „bardzo złym rządzie Donalda Tuska”, ale uśmiecha się serdecznie do kamer TVN-u. Nie atakuje przeciwników, choć ci ciągle atakują jego.

Kiedy Tobiasz Bocheński pisze na X: „Zdradzeusz”, Mateusz Morawiecki mówi w mediach: „psy szczekają, karawana jedzie dalej”. I opowiada siebie na nowo, mówi o przyszłości, o inicjatywach, o pomyśle na „wielką Polskę”.

Kiedy nawet sam Jarosław Kaczyński go atakuje – subtelnie, ale jednak – mówiąc w wywiadzie dla Kanału TAK:

„Wydawało mi się przy tak bardzo licznych deklaracjach ze strony premiera Morawieckiego, że jest patriotą, takim twardym polskim patriotą, że niczego takiego nie będzie. Wydawało mi się, że on, który był kiedyś obecny w tym establishmencie III Rzeczpospolitej i to mocno obecny, po prostu z tego zrezygnował, widząc, że to jest miejsce, w którym ludzie o patriotycznym nastawieniu i przy tym uczciwi, nie bardzo mają co robić. Ale teraz widzę, że jest inaczej”.

Morawiecki świętości, jaką jest dla wyborców PiS Jarosław Kaczyński, nie rusza. Co najwyżej opowiada, że to inni, ci źli, chcą prezesowi zrobić krzywdę. Świętość jest więc narzędziem do pokazania, jak bardzo zły jest wróg. A zarzut wobec wroga jest mocny:

„Idą po głowę prezesa” – mówił Mateusz Morawiecki w Wirtualnej Polsce.

Wyjaśniał, że maślarze celowo działają na spadek notowań PiS. Po to właśnie, by PiS stracił, wycinają jedno płuco. A jak partia spadnie poniżej 20 proc. i straci 100-120 mandatów w Sejmie, głowę można będzie ścinać nawet samemu Jarosławowi Kaczyńskiemu. „I położyć rękę na pieniądzach Prawa i Sprawiedliwości” – mówił wprost Morawiecki.

Ale poza tym Morawiecki odcina się już od awantury o rozłam. Zostawia go za sobą. Choć jego oponenci jej wcale nie zostawiają, co – jak można odnieść wrażenie po komentarzach pod słynnym „Zdradzeuszem” Tobiasza Bocheńskiego – nie podoba się nie tylko samym wyborcom PiS.

View post on Twitter

To już nawet powoduje, że Danuta Holecka w Telewizji Republika załamuje ręce i zaleca:

„Koniec akcji, panowie! Polska czeka!”

Prawicowa dziennikarka, stojąca po stronie „maślarzy”, proponuje też nadal awanturującym się posłom PiS sen. Albo zimny prysznic.

View post on Twitter

Co z tego wszystkiego wynika?

Morawiecki pod kurnikiem

Choć ostatnie sondaże dają potencjalnej partii Mateusza Morawieckiego zbudowanej na bazie stowarzyszenia Rozwój Plus ok. 6-7 proc. poparcia (pierwszy sondaż partyjny uwzględniający Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego – Opinia24 dla „Faktów” TVN i TVN24 daje Morawieckiemu 6,2 proc.), to warto spojrzeć na potencjał, a nie wyniki tu i teraz.

Ten potencjał zbadała kilka dni temu pracownia SW Research na zlecenie Onetu. Wynika z niego, że prawie 1/3 Polaków bierze pod uwagę głosowanie na ewentualną partię Mateusza Morawieckiego. Dokładnie 32,9 proc.

Skąd do Morawieckiego mogą przepłynąć ci ludzie? Głównie z PiS, co oczywiste. 14 proc. badanych wskazuje, że rozważa głosowanie na partię Mateusza Morawieckiego, ale obecnie bliżej im do PiS.

Zaskakujące, że na drugim miejscu są właśnie wyborcy koalicji rządzącej (KO, Lewicy, Polski 2050, PSL) – 7,4 proc. tych wyborców rozważyłaby oddanie głosu na partię Morawieckiego.

Dopiero na trzecim miejscu jest kurnik Konfederacji, z którego były premier może podbierać – 7,1 proc. tych wyborców bierze pod uwagę głosowanie na Morawieckiego, choć obecnie bliżej im do Konfederacji.

To oczywiście nie znaczy, że Morawiecki na tych wyborców może liczyć, to raczej wyznacznik, gdzie jest jego sufit. Pamiętajmy, że nie dość, że w sondażu pytano, „czy rozważał(a)by Pan/Pani oddanie głosu”, a rozważenie jeszcze nie oznacza podjęcia takiej decyzji, to w dodatku zaszyta jest tam warunkowość: „gdyby Mateusz Morawiecki utworzył nową partię polityczną…”, a warunkowości zawsze w jakimś stopniu zafałszowuje wynik.

Niemniej Mateusz Morawiecki może mieć nadzieję, że ma na czym budować. Dlatego szybko zakasał rękawy i próbuje to robić.

Wysysanie młodych z PiS?

Sondaż SW Research dla Onetu pokazuje jeszcze jedną ciekawą kwestię. O ile w całej badanej grupie 1/3 Polaków bierze pod uwagę głosowanie na ewentualną partię Mateusza Morawieckiego, to jak tę grupę podzielimy ze względu na wiek, Morawiecki najlepiej wypada wśród osób do 24 lat.

W tym gronie głosowanie na niego rozważa łącznie 45,3 proc. badanych, czyli wynik jest prawie o połowę lepszy niż w całej populacji.

I w tej właśnie grupie wiekowej partia Mateusza Morawieckiego mogłaby PiS uszczknąć najwięcej. Szczegółowe wyniki wyglądają bowiem tak:

  • 21,4 proc. młodych, którym obecnie bliżej do PiS rozważałoby głosowanie na partię Morawieckiego, jeśli powstanie (w całej populacji było to 14 proc.);
  • 9,5 proc. młodych, którym którym obecnie bliżej do Konfederacji;
  • Tyle samo młodych, którym dziś bliżej koalicji rządzącej.

PiS z całą pewnością tę presję czuje. Być może nie tylko intuicyjnie, partia słynie bowiem z tego, że dużo inwestuje w badania i robi je dobrze. Tak czy inaczej, efekt strachu przed odpływem młodego elektorat od PiS już widać.

W ostatnich dniach PiS wyciągnął z kapelusza nowe młode twarze i pokazuje je jak małpki w cyrku. Bardzo nieudolnie zresztą. Przy czym, pisząc „młode”, nie mam na myśli trzydziestolatków, ale dwóch młodych mężczyzn, z których jeden właśnie zdał maturę, a drugi zmierzy się z egzaminem dopiero za rok.

View post on Twitter

Podczepić się pod popularność prezydenta

Samokrytyka i uśmiechy do widzów TVN nie znaczą wcale, że Mateusz Morawiecki wyrzeka się tego, kim jest. Nadal na ustach ma patriotyzm i wartości chrześcijańskie. Te ostanie zresztą podkreślił, załatwiając u księży dyspensę na piątkowy post, by na jego słynnym grillu można było jeść kiełbasę. I by nikt w ten sposób nie grzeszył.

A patriotyzm? Jest na pierwszym miejscu w dekalogu ogłoszonym przez stowarzyszenie Rozwój Plus. Na drugim miejscu zaś jest: „Szanować Prezydenta wybranego przez naród”.

View post on Twitter

Prezydenta szanować zresztą się zapewne opłaca, bo to polityk, który cieszy się największym zaufaniem społecznym. W lipcowym rankingu zaufania IBRiS dla Onetu Karol Nawrocki jest numerem jeden (co jest typowe dla prezydentów) i ma 51,3 proc. wskazań pozytywnych, co jest wysokim wynikiem.

Dla porównania Andrzej Duda w tym samym sondażu w lutym 2016 roku, a więc w pierwszym roku swojego urzędowania, miał 37 proc. wskazań pozytywnych. W styczniu 2025 roku, czyli w ostatnim roku prezydentury, miał wskaźnik pozytywnych wskazań na poziomie 41 proc. A w październiku 2025 roku, gdy już prezydentem nie był, spadł poza pierwsza dziesiątke do 31,5 proc.

Tymczasem Mateusz Morawiecki na łamach „Super Expressu” kreśli wizję, że właśnie Karol Nawrocki, jako mąż stanu na prawicy, pomaga w budowie przyszłego koalicyjnego rządu PiS–Rozwój Plus–Konfederacja. Według byłego premiera to będzie fundamentalna rola prezydenta.

Jeśli więc komuś się przez chwilę wydawało, że nowy Mateusz Morawiecki jest kimś innym niż stary Mateusz Morawiecki, to powinien pozbyć się tych złudzeń. To, że przyszła partia Rozwój Plus miałaby ochotę zakraść się do kurnika koalicji rządzącej, zupełnie nie znaczy, że nawet po schwytaniu kilku kur nie weźmie nóg za pas z powrotem na swoją stronę boiska.

Na zdjęciu Agata Kołodziej
Agata Kołodziej

Dziennikarka ekonomiczna, absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych Studiów Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Publicystka, producentka wideo online, autorka podcastów, host w studio TV na żywo. Byłam przywiązana do tematyki gospodarczej od kilkunastu lat, głównie w zakresie makroekonomii, finansów i bankowości oraz rynku mieszkaniowego. Obecnie gospodarka jest dla mnie interesująca przede wszystkim w połączeniu z kontekstem społecznym oraz politycznym. Wcześniej byłam związana ze Spidersweb.pl, Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowałam także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”.

Komentarze