Projekt "Zatrzymaj aborcję" ominie komisję Biejat. Skierowano go do czytania na posiedzeniu Sejmu
22 listopada 2019 roku obywatelski projekt radykalnie zaostrzający prawo antyaborcyjne, dostał nowy numer druku i skierowano go do "pierwszego czytania na posiedzeniu Sejmu". Jak dowiedziało się OKO.press w Centrum Informacyjnym Sejmu, oznacza to, że projekt omija komisję i w pierwszej kolejności będzie się nim zajmował cały Sejm na posiedzeniu plenarnym
"Ta sprawa wkrótce zostanie rozwiązana. Chcę wszystkich uspokoić: dla nas sprawy rodziny są najważniejsze i dopóki jesteśmy przy władzy, nie dopuścimy do tego, by ktoś przeprowadzał eksperymenty, których efektem będzie krzywdzenie dzieci i rozbijanie rodziny", tak w wywiadzie dla "Gazety Polskiej" Jarosław Kaczyński odpowiedział na pytanie o przewodniczącą komisji rodziny Magdalenę Biejat (Lewica, partia Razem).
Wybór Biejat na szefową komisji wywołał na początku listopada ogromne poruszenie wśród prawicowych dziennikarzy i polityków.
„Projekt »Zatrzymaj aborcję« w rękach lewicy” – oburzali się posłowie Konfederacji. Twierdzili, że w związku z tym projekt ustawy o zakazie aborcji zostanie „zamieciony pod dywan”. O odwołanie Biejat wnioskowali politycy Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry.
Po wypowiedzi Kaczyńskiego odezwali się także politycy PiS, m.in. zastępca rzecznika PiS Radosław Fogiel: "Potrafimy przyznać się do błędu" - zadeklarował.
22 listopada OKO.press pisało, że ustawa o niemal całkowitym zakazie aborcji nie jest w rękach szefowej komisji, ale marszałkini Sejmu Elżbiety Witek. Nie wiadomo było jednak, co Witek z tym zrobi.
Przeczytaj także:
Także 22 listopada okazało się, że obywatelski projekt ustawy "Zatrzymaj aborcję" ma już nowy numer druku (nr 36). Wiemy już, że został skierowany do I czytania na posiedzeniu Sejmu.
Jak dowiedziało się OKO.press w Centrum Informacyjnym Sejmu, oznacza to, że
projekt omija komisję i w pierwszej kolejności będzie się nim zajmował cały Sejm na posiedzeniu plenarnym. Nie wiadomo jeszcze, na którym.
Zgodnie z regulaminem Sejmu czytanie projektu obywatelskiego, który przechodzi z poprzedniej kadencji, musi odbyć się w ciągu sześciu miesięcy od pierwszego posiedzenia Sejmu.
To wszystko oznacza, że teraz tym bardziej losy "Zatrzymaj aborcję" nie zależą od Magdaleny Biejat, ale od Elżbiety Witek.
Aborcja - temat niewygodny
PiS unika tematu aborcji jak ognia i próbuje zrzucić z siebie odpowiedzialność za jakiekolwiek projekty dotyczące przerywania ciąży. Po tym, jak w 2016 roku na ulice wyszły setki tysięcy kobiet w sprzeciwie wobec zaostrzenia i tak już restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej, partia Jarosława Kaczyńskiego nie chce dawać kolejnego powodu do tak masowej mobilizacji obywatelek i obywateli.
A projekt „Zatrzymaj aborcję” oznacza faktyczny zakaz aborcji w Polsce.
Według oficjalnych danych Ministerstwa Zdrowia w 2018 roku przeprowadzono 1076 zabiegów przerwania ciąży. Przytłaczającą większość z nich wykonano po tym, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazywały na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Było aż 1050 takich zabiegów, czyli 97,6 proc. wszystkich legalnie wykonanych i oficjalnie odnotowanych aborcji.
Te dane nie uwzględniają zabiegów przerywania ciąży dokonywanych w tzw. podziemiu aborcyjnym ani poza granicami Polski.
Obecnie obowiązująca ustawa zezwala na przerwanie ciąży w takim przypadku. I właśnie ten przypadek chcą wykluczyć autorzy projektu „Zatrzymaj aborcję”.
PiS się wije i próbuje grać na dwa fronty. Z jednej strony posłowie PiS złożyli wniosek, by Trybunał Konstytucyjny sprawdził konstytucyjność tej właśnie przesłanki do wykonania aborcji. Z drugiej – Trybunał wnioskiem się nie zajął, pozwolił mu się zdezaktualizować. Mimo że naciskają biskupi i Radio Maryja.
Z kolei Andrzej Duda mówi, że gdyby ustawa „Zatrzymaj aborcję” trafiła na jego biurko, złożyłby pod nią swój podpis.

Komentarze