0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jakub LandowskiFot. Jakub Landowski

Emilia Sułek: Zacznijmy od filologii. Na Białorusi czy w Białorusi?

Andrzej Poczobut*: Dla mnie nie ma różnicy. To jest tak jak z Ukrainą: na czy w Ukrainie? Czytałem niedawno wiersz Tarasa Szewczenki „Testament”. Nie sądzę, żeby Szewczenko chciał poniżyć Ukrainę, a pisał ewidentnie „na Ukrainie”. Як умру, то поховайте / Мене на могилі / Серед степу широкого / На Вкраїні милій – po polsku tego nie widać w tłumaczeniu. To samo odnosi się do Białorusi. Toczą się ważniejsze walki niż te o filologię.

Ile wiedziałeś z tego, co się dzieje na świecie przez te pięć lat w kolonii?

Znałem najważniejsze wydarzenia, niuansów już nie. Trochę dowiadywałem się od adwokata. Dostawałem też listy. Tylko od rodziny, bo reszta była rekwirowana. Każdy pisał o tym, co się w świecie dzieje, ale zdawkowo, bo listy były kontrolowane. Czasem docierały szybko. Potem wcale. Fragmenty były wymazane albo z wielostronicowego listu docierała tylko jedna kartka. Zabrano mi je wszystkie przed wymianą, tak jak inne notatki. Dla administracji więziennej wszystko, co pisałem, było podejrzane. Oddano mi tylko dwa zeszyty, w których robiłem notatki ze sprawy karnej. Nie wiem, czemu mi to oddali.

Wypisywałeś cytaty z książek. Z jakich?

Kolonia karna podzielona jest na części. W jednej z nich – to tak zwana żywaja zona – są budynki w stylu akademików, po jakichś sto osób na oddział. Pokoje są otwarte. Dookoła jest lokalnaja zona, tak zwana lokałka. Tam więźniowie mogą się swobodnie poruszać. Dalej jest promzona, gdzie się pracuje. Ale tam idzie się już z funkcjonariuszem. W kolonii jest też więzienie. Tam siedzą ci, którzy z punktu widzenia państwa nie poddają się resocjalizacji.

Czyli ty?

Tak. Siedzisz zamknięty w celi, dostajesz kwadrans na spacer. W karcerze nie masz nawet tego spaceru.

Przeczytaj także:

Dostojewski? Nie, dziękuję

Ale była biblioteka.

W karcerze oczywiście nie możesz czytać, ale w celi już tak. W bibliotece był dość ograniczony wybór literatury. Głównie rosyjska klasyka, która jest wybitnie depresyjna. Wziąłem się za książki o Syberii, bo lubiłem czytać Jacka Londona, książki o podboju Dzikiego Zachodu. Tam jest siła, motywacja, to dobrze robi na morale. No i był taki pisarz Dmitrij Mamin-Sibiriak. Bierzesz książkę „Złoto”, a ostatnie zdanie w jednej z powieści brzmi: „Łapusza się powiesił”. W kolonii to czytać? No, dziękuję.

Dostojewski też jest wybitnie dołujący. Odradzam czytanie go w więzieniu.

Dobór polskich postaci u Dostojewskiego jest dość specyficzny. Buntownicy, oszuści i inne kreatury.

Powiedziałbym nawet, że jest wybitnie tendencyjny. Ale kiedy byłem młody, lubiłem Dostojewskiego. W więzieniu przeczytałem go po raz drugi i kompletnie mi przeszło. Wydał mi się przerysowany. A przecież naoglądałem się różnych ludzi pod celą. Dziś zgadzam się z Tołstojem, który twierdził, że Dostojewski był chory i myślał, że cały świat jest chory. Gdybym nie poszedł do więzienia, nadal bym uważał, że go lubię. Dla mnie to było odkrycie. Wydawało mi się, że w ciągu mojego życia tak bardzo się nie zmieniłem. A tu nagle bach i widzisz, że masz zupełnie inną percepcję. Cały czas szukałem jakichś plusów w pobycie w więzieniu.

No i jakie były te plusy?

Plusem było to, że czas się zatrzymał, mogłem zastanowić się nad sobą, nad swoim życiem, nad tym, co robiłem dobrze, a co nie. W życiu codziennym człowiek goni. Refleksja jest raczej płytka, nie masz czasu analizować siebie. A tam miałem ten czas. No i przeczytałem całego Platona. To było ważne, zmuszało mózg do pracy.

Te książki były po rosyjsku czy po białorusku? Bo listy z kolonii mogłeś pisać tylko po rosyjsku, w innym języku nie było wolno.

W Białorusi dominuje rosyjski, a w więzieniu to w ogóle. Ale o ile samych Białorusinów mogą szykanować za używanie białoruskiego, to Polakom dają wybór: na, masz tu po białorusku, jak chcesz. W bibliotece był też Jung, Schopenhauer i Nietzsche. A tam przecież siedzą ludzie, którzy czasem całe życie książki w ręku nie mieli.

A telewizja była?

W kolonii oglądanie telewizji było obowiązkowym punktem programu dnia. Ale w więzieniu już nie. Myśmy tego przywileju nie mieli. Nieważne, że w programach informacyjnych leci propaganda. Z jej natężenia i tak da się wyciągnąć wiele wniosków. Nam tylko włączano radio, takie wmontowane w ścianę, za kratą. Puszczali pogadanki o szkodliwości alkoholu albo o rozwiązywaniu konfliktów. I mnóstwo gadaniny ze słowem „współpraca”.

Chodziło o współpracę z władzami?

Niekoniecznie wprost. Ale że trzeba współpracować, być empatycznym. Że współpraca to rozwiązanie wszelkich problemów, świadczy o szacunku dla obu stron. Współpraca, współpraca. Wbijano nam to jak młotkiem do głowy.

To z radia dowiedziałeś się, że Rosja zaatakowała Ukrainę?

Tak. Wyprowadzono nas na spacer. Coś wisiało w powietrzu. Jakieś takie emocje, jakby miała przyjechać kontrola z góry. Włączyli radio, poleciała muzyka, potem wiadomości. Z tych szumów dało się zrozumieć, że Rosja weszła do Ukrainy. Nie było wątpliwości, że to wojna, bo zaraz potem z radiowęzła puszczono piosenki z drugiej wojny światowej. Leciały aż do nocy, te wszystkie „Wstawaj, strana ogromnaja” – w polskim tłumaczeniu: „Wstawaj, kraju ogromny, wstawaj na śmiertelny bój z faszystowską ciemną siłą” – a strażnicy biegali jak opętani. Pełna ekscytacja. Resorty siłowe masowo kibicują Rosji.

Ja nie ukrywałem swojego stosunku do Rosji, przez co narażałem się na dodatkową wrogość.

A jeśli chodzi o współwięźniów?

Ze współwięźniami dobrze żyłem. Wiadomo, żyjesz zamknięty z ludźmi, którzy przyzwyczaili się naruszać zasady, narzucać innym swoją wolę. Ale ten świat więzienny wypracował sobie takie zasady współżycia, by jak najmniej skakać sobie do gardła. Ja tych zasad przestrzegałem. Byli tacy więźniowie polityczni, co się przeciwko temu buntowali. I mieli konflikt na dwóch liniach: i z władzą, i ze społecznością więzienną. Nie wytrzymywali, podpisywali papiery, aby tylko wyjść. Ja uważałem, że nie należy dodatkowo pogarszać swojej sytuacji. Różnych ludzi do mnie wsadzali. Tylko tych z samego dołu więziennej hierarchii trzeba od razu wyrzucić z celi, jak ci kogoś takiego dokooptują, chyba że sam chcesz dołączyć do tej kasty.

Zwykły człowiek w trudnej sytuacji

Kto jest na samym dole, pedofil?

Rzecz w tym, że w więzieniu są zasady i są wyjątki, i tych wyjątków jest cholernie dużo. Raz byłem w miejscu, gdzie pedofil był w tej kaście, a w kolonii w Nowopołocku był w agenturze, współpracował z administracją i doskonale mu się żyło. Mówiąc krótko, to ludzie, którzy z punktu widzenia więziennych wartości popełnili czyny amoralne, zszargali swoją reputację i nie są traktowani jak ludzie. Albo po prostu tak wyszło. Administracja więzienna potrafi też dobrać człowieka psychologicznie, tak żeby ci było ciężko. Tak w ogóle to zwykły człowiek, ale twój charakter i jego w jednej celi – no nie da się. Oni cały czas szukają twojego słabego punktu i jeśli go znajdą, będą w niego walić bez przerwy.

Ty, człowiek niezłomny, masz słabe punkty?

Słuchaj, ja już mam tak dosyć tego ciągłego gadania, że jestem człowiekiem niezłomnym, tego takiego patosu. Jestem zwykłym człowiekiem, który poradził sobie w trudnej sytuacji. Na dodatek jestem w tej trudnej sytuacji od dwudziestu lat, byłem przecież wielokrotnie aresztowany. Ta presja narastała powoli, więc mogłem się do niej adaptować. Mnie nie należy porównywać z osobami, które trafiły do więzienia po protestach 2020 roku. One nie były przygotowane na taką dawkę przemocy.

Spotykałeś wielu ludzi, których zgarnęli z ulicy, bo szli po papierosy i dołączyli do demonstracji?

Oczywiście. Najgorzej mieli ci, których zamknęli nie za demonstracje, ale za dwa lajki pod jakimś postem w internecie. Wyobraź sobie: w kraju chaos, wszystko stoi na głowie, a tu jedyne, co znajdują na człowieka, to dwa lajki. To jaki jest poziom zaangażowania społecznego takiej osoby, jaka jest twardość jej poglądów? To byli ludzie, którzy nawet ze światem ulicy nigdy się nie zetknęli. A tu więzienie, kryminaliści, przemoc. Nie wszyscy zachowywali się dobrze. Ale ta pierwsza fala, która w 2020 roku walczyła z milicją, dobrze się trzymała. Oni mieli charakter.

A u ciebie skąd ten charakter?

Chyba od przodków.

Zdarzało ci się płakać?

Raz obudziłem się we łzach. Siedziałem w karcerze, w celi numer 11, która jest naprzeciwko drzwi wejściowych do budynku. W nocy otwierali te drzwi, a u mnie w celi było otwarte okno i tak siedziałem w przeciągu. To było zimne lato, 2024 rok, w nocy na dworze pięć stopni. To był może dwudziesty dzień w karcerze. Było strasznie zimno. W nocy śniła mi się córka jako dziecko. Biegała po łące, taka radosna, wesoła, nawet ubranie bardzo realistyczne. I ja patrzę na nią, mając w podświadomości wszystko, co się wydarzyło, i mówię:

„Córeczko, ja ciebie przepraszam, że nie miałem czasu”. Budzę się z mokrymi oczami.

Patrzę, a tu kamera to nagrywa, bo w celi jest przecież kamera. Odwróciłem się do ściany. Poza tym byłem osobą bardzo pogodną. Psycholog więzienny czasem zagląda do ciebie, otwiera klapę w drzwiach i pyta, jak jest. A ja mówię: „Super”. Za pierwszym razem pomyślał, że coś ze mną jest nie tak.

Trudno w to uwierzyć, jak ma się w oczach twoje zdjęcie z procesu w 2023 roku, na którym masz taką bardzo zawziętą twarz.

Pogodny byłem w więzieniu, na sali sądowej było inaczej. Oni chcieli zarejestrować moje upokorzenie. Oczywiście miałem w sobie wtedy dużo nienawiści.

Emocje trzeba wyłączać

Nienawidzisz Łukaszenki?

Nie żywię do niego żadnych silnych emocji. Tak jak i do reszty tego aparatu władzy. Ten cały aparat jest jak samochód, który spowodował wypadek. Nie czuje się przecież nienawiści do samochodu. Poza tym ja jestem dziennikarzem. Gdybym dawał się ponosić emocjom, to nie napisałbym żadnego normalnego tekstu. Tu trzeba wyłączać emocje i ja je wyłączałem. Stosowali jakieś metody presji, ale ja wiedziałem, że chcą wymusić na mnie przyznanie się do winy i napisanie prośby o ułaskawienie. Miałem na to tracić siły? Każda ich presja na mnie była dla mnie powodem, bym nie robił tego, czego oni chcą.

Byłeś w takim stanie zen?

No, dokładnie. Ja nie reagowałem na tych ludzi, na ile mogłem nie reagować.

A modliłeś się?

Co wieczór. Jeśli człowiek jest przekonany, że ma tylko tu i teraz, a dalej już nic, to jest dramat. Bo tu i teraz mu zabierają i traci wszystko. Większość więźniów nie rozumiała, po co się upierać. Lepiej podpisać jakiś papier i wyjść wcześniej.

Skazano cię na osiem lat. Liczyłeś się z tym, że odsiedzisz cały wyrok?

W moim przypadku rozpoczynano procedurę wszczęcia nowego postępowania karnego. Liczyłem się z tym, że będę siedział nie wiadomo ile.

A ile razy sugerowano ci, byś poprosił o ułaskawienie?

Nie robiono tego wprost, tylko przez agenturę, czyli współwięźniów, którzy współpracują z aparatem.

Czułeś, że jesteś prywatnym więźniem Łukaszenki?

Na pewno Łukaszenka traktował tę sprawę emocjonalnie, bo takie były jego wypowiedzi na mój temat. Od strażników słyszałem, że jestem niby największym wrogiem reżimu, ale ja tego tak nie odbieram. Nie jestem politykiem, nawet Białorusinem nie jestem. Chodzi mi tylko o wycinek rzeczywistości, o mniejszość polską. Są tacy, co zarzucają mi, że po wyjściu na wolność za mało mówię o Białorusinach. Ale Białorusini mają masę przywódców, każdy każdemu do gardła skacze. Niech oni wypowiadają się w imieniu Białorusi. A kto mówi o Polakach na Białorusi? Nikt. Poza tym mam bardzo mało czasu, zanim wrócę do Białorusi, a nie wiadomo, co będzie potem.

Jaki zakładasz scenariusz?

Optymistyczny. Nie wiem, czemu wszyscy są takimi pesymistami. Ale i tak trzeba się liczyć ze wszystkim. Przede wszystkim mam nadzieję, że będę mógł wjechać do kraju.

Taliowie, Ak-Kaida, Poczobut

Według prawa białoruskiego muszą cię wpuścić, nawet gdybyś nie miał przy sobie paszportu. Przynajmniej w teorii. Ale od 2022 roku jesteś wpisany w Białorusi na listę terrorystów. To nie oznacza, że od razu zamkną cię znowu?

Na tej liście są talibowie, ludzie z Al-Kaidy. I ja. Mam numer 920. Ale to nie znaczy, że od razu trafię za kratki. Muszę najpierw popełnić jakieś przestępstwo. Na Białorusi jest prawo i będę go przestrzegał. Ale na pewno będą mnie mieć pod ścisłą kontrolą.

I wszędzie dookoła będą czerwone linie, których nie będziesz mógł przekroczyć. Już teraz są. Widzisz je wokół siebie?

Jasne. Wszystkie niezależne media białoruskie poza granicami kraju uznane są przez Łukaszenkę za organizacje ekstremistyczne. Ja nie rozmawiam z tymi mediami. Jeśli chcę wrócić na Białoruś, to nie mogę. Bo za wywiad dla takich mediów można trafić do aresztu.

Jakąś godzinę temu w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku dziennikarz z Europejskiego Radia dla Białorusi zrobił sobie z tobą zdjęcie. Czy jeśli wrzuci je do mediów społecznościowych, to nie będzie już powód dla białoruskich organów ścigania?

Ale chwileczkę, ja jestem terrorystą, a on ekstremistą, to kto z nas jest w gorszej sytuacji? Ja jestem gorszy niż oni wszyscy. Wiadomo, że przyznawanie mediom statusu organizacji ekstremistycznej to świadome nadużywanie prawa, ale jestem realistą i będę starał się stosować do kodeksu karnego na Białorusi.

Wasz niezależny Związek Polaków na Białorusi, mimo że nie jest uznawany przez tamtejsze władze, nie ma statusu organizacji ekstremistycznej.

Gdyby było inaczej, to zostałby zaorany tak samo jak reszta kraju. A ludzie ze Związku zostali, mimo że każdego dnia żyli w świadomości, że mogą zostać aresztowani. Niewiele zostało z relacji Polska–Białoruś. Współpracy gospodarczej nie ma, granica jest w dużej części zamknięta. Jest tylko mniejszość polska, która wciąż interesuje Warszawę. To jest płaszczyzna do szukania porozumienia.

Czyli mówisz, że z Aleksandrem Łukaszenką powinno się rozmawiać?

Ja nic nie mówię. Mnie teraz wszyscy pytają, jak postępować wobec Łukaszenki. A skąd ja mam wiedzieć? Byłem pięć lat w zamknięciu. Sporo wiem, ale nie wszystko. Ja muszę najpierw wrócić na Białoruś i porozmawiać z ludźmi.

„Panowie, ja nigdzie nie idę”

Wróćmy jeszcze do wymiany więźniów, w ramach której opuściłeś więzienie. Czy ciebie uwolniono wbrew twojej woli?

Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce siedzieć w więzieniu. Ale kiedy wieźli mnie na granicę, mówiłem: „Panowie, ja nigdzie nie idę. Proszę mnie zawieźć z powrotem do celi. Albo do Grodna”. Wyjść z więzienia mogłem i wcześniej, ale nie chciałem wyjeżdżać z kraju. Teraz powiedzieli, że mogę wrócić do Grodna, ale przez Polskę. Mogę wrócić nawet tego samego dnia, jeśli sobie tego życzę, ale najpierw muszę wyjechać. Wręczenie mi paszportu było oznaką, że moja sprawa jest szczególna.

A dali ci jakiś wypis z kolonii, cokolwiek, jakiś papier w ogóle?

Nie. Odczytali tylko akt ułaskawienia. Liczyli się z tym, że będę odmawiał przekroczenia granicy, więc ściągnęli Andżelikę Borys i jakiegoś urzędnika z administracji Łukaszenki, który pokazywał mi w telefonie zdjęcie: „To jest Christopher Smith, zastępca asystenta sekretarza stanu ds. Europy Wschodniej z Departamentu Stanu USA. On jest gwarantem, że będziesz mógł wrócić. Czeka po polskiej stronie”. Faktycznie czekał. Czytają ten akt ułaskawienia. Pytają, czy zrozumiałem.

Mówię, że o łaskę nie prosiłem, winy nie uznaję, ale skutki prawne ułaskawienia rozumiem.

Jako terrorysta wielu rzeczy nie będziesz mógł. Kupić karty SIM, założyć konta w banku.

Zobaczymy. W każdym razie nie będę mieć nadzoru policyjnego. Zostałem ułaskawiony.

A o tym, że toczą się rozmowy w sprawie twojego uwolnienia, wiedziałeś?

Tak, oczywiście. Z zachowania funkcjonariuszy daje się wiele zrozumieć.

Walczysz o prawa mniejszości polskiej w Białorusi, ale państwo polskie niespecjalnie interesuje się losem Polaków na Wschodzie. Dotacje z programu Senat – Polonia 2026 dla polskich mediów w Białorusi, Litwie i Ukrainie zostały właśnie obcięte o, bagatela, trzy czwarte. To oznacza powolne umieranie polskich mediów.

Odbyłem dużo spotkań na ten temat i mam nadzieję, że to zostanie naprawione. Obiecano mi to. Chodzi nie tylko o media na Białorusi, bo wielu Białorusinów odbiera też media z Litwy, choćby Wilnotekę. Obcinanie im funduszy to poważny błąd. No bo jakie szanse mają polskie media na Białorusi na dofinansowanie skądinąd?

Zerowe.

No właśnie. Jak śpiewa Lady Pank: mniej niż zero.

Kiedy 3 maja otrzymywałeś Order Orła Białego, powiedziałeś, że nie czujesz się bohaterem. Wymieniłeś za to nazwiska osób, które za bohaterów uznajesz. Między innymi Zygmunta Szendzielarza, pseudonim Łupaszka. Łupaszce jednak zarzuca się wydanie rozkazu mordowania ludności cywilnej w osadzie Dubinki w czerwcu 1944 roku. Nadaje się na bohatera?

Są różne wersje tego, co się tam wydarzyło. Poza tym nie należy wyrywać wydarzeń z kontekstu. Łatwo jest wyobrażać sobie, że żołnierze polskiego podziemia byli święci. Albo ci z bitwy warszawskiej. Albo ci pod Grunwaldem. Wina tak zwanych żołnierzy wyklętych polega na tym, że przegrali i dlatego są tak surowo oceniani. Historię piszą zwycięzcy, ta historia została napisana z punktu widzenia bezpieki sowieckiej. Armia Krajowa i podziemie niepodległościowe w najmniejszym stopniu nie stosowali odpowiedzialności zbiorowej. Ale stosowana była przez wszystkich.

Lajki i czyny

Użyłeś kiedyś sformułowania, że żyjemy w niebohaterskich czasach. W Ukrainie czasy są wybitnie bohaterskie.

Tak, czasy są niebohaterskie, ale z wyjątkiem Ukrainy. Tam trwa wojna, ludzie giną za swoje wartości. Ale poza Ukrainą? Ludzie łatwo zmieniają poglądy, ceni się wyrazistość, to, żeby ktoś był mocny w gębie. Z czynami jest już gorzej. Lajki w internecie stawia się łatwo. Wziąć odpowiedzialność, zrobić coś, to co innego. W Polsce wyraziste poglądy decydują o popularności w polityce. Gorzej jest z weryfikacją słów w czynach. Królują slogany, emocje i wielkie słowa. Tym bardziej razi mnie nazywanie mnie niezłomnym. Wolę normalne słowa i fakty zamiast bicia piany.

To bicie piany to jest jakaś nowość w Polsce? Nie było cię w kraju parę lat.

Pieniactwo było zawsze, ale internet i media społecznościowe jeszcze to napędzają. Zawsze mnie ciekawiło, kto pisze te nienawistne komentarze w sieci. No i w więzieniu zobaczyłem. Łukaszenka wyłapał wszystkich, którzy pisali krwiste komentarze pod adresem milicji. I okazywało się, że to są osoby, które muchy w życiu nie skrzywdziły, tylko tak odreagowywały swoje kompleksy. Jak teraz ktoś wypisuje w internecie takie rzeczy, to przypominam sobie tych biedaków w więzieniu. W zderzeniu z rzeczywistością radzili sobie marnie. To pomaga mi spokojnie patrzeć na ten cały internetowy ściek.

Na wojnie w Ukrainie walczą też Białorusini. Znasz wielu?

Znam, ale niestety większość walczy po stronie Rosji. Kaciaryna Andrejewa napisała o tym, razem z mężem Iharem Iljaszem, książkę „Białoruski Donbas”. Obydwoje dostali wyroki, Andrejewą zwolnili w marcu.

A co powiedziałbyś komuś – a znam takie osoby z Białorusi – kto mówi, że bohaterstwo musi mieć sens, a twój powrót do Białorusi nie ma sensu?

Jest taki białoruski filozof Walancin Akudowicz, który pisał, że z punktu widzenia Białorusinów bohaterstwo to głupota.

Że Białorusini mają mentalność partyzantów, ale nie na zasadzie wysadzania pociągów, tylko na zasadzie: schować się i przetrwać.

To nie jest moja opinia, to mówi białoruski filozof, na dodatek powszechnie szanowany. Standardy białoruskie różnią się od polskich i Białorusini inaczej widzą te sprawy. Trudno mieć do nich pretensje.

Spotkałeś się dziś z robotnikami w stoczni. Jeden z nich, zresztą też Andrzej, poprosił: „Niech pan nie jedzie z powrotem, bo będzie jak z Aleksiejem Nawalnym”. Nawalny wrócił do Rosji w 2021 roku, trzy lata potem zamordowano go w łagrze.

Gdzie mnie do Nawalnego? Ja nie jestem politykiem.

5 minut wolności

To inny przykład. Mikałaj Statkiewicz, były kandydat na prezydenta Białorusi, zwolniony z więzienia we wrześniu 2025 roku, odmówił wyjazdu z kraju. Wrócił za kratki, doznał udaru mózgu, wysłali go do domu, ma kłopoty z mówieniem.

Ale pisze. I to jest jedyny człowiek na Białorusi, który wypowiada się, nawet jeśli tylko na swoim kanale na Telegramie. Percepcja kogoś z Białorusi i kogoś, kto mieszka w Polsce, jest różna. Statkiewicz poszerza dziś granice wolności. Na Białorusi mamy totalitaryzm bez pięciu minut.

Zaraz, a gdzie jest dowód na tych pięć minut wolności? Wielu moich znajomych z Białorusi może mieć na ten temat inne zdanie.

To, że Związek Polaków nadal istnieje i działa, jest tym dowodem. System nie został całkiem domknięty. Każde działanie, które minimalnie poszerza ten margines pięciu minut wolności, jest dobre. Dlatego działania Donalda Trumpa, które nie są jednoznaczne – bo przecież Łukaszenka jednych zwalnia, a na ich miejsce wsadza nowych – witane były z radością. Bo w ogóle zaczęli kogoś wypuszczać. W więzieniu widziałem radość, że jest dialog.

Skąd wie się takie rzeczy?

Kryminalni mają prawo do rozmów telefonicznych. Od nich można się dowiedzieć tego i owego. Poza tym w telewizji mówili o zwolnieniach. Jakąś tam wiedzę się miało. Tylko że to jest taka wiedza jak statystycznego człowieka na ulicy, który uważa, że dużo wie, a wie niewiele.

A co powiedziałbyś tym, którzy wierzą, że więcej mógłbyś zdziałać za granicą?

To jest totalne głupstwo. To czemu Łukaszenka wypycha z kraju całą opozycję? Bo za granicą opozycja może zdziałać więcej?

Ja rozumiem te osoby, które myślą: Poczobut siedział, Polska go wyciągnęła z więzienia, Poczobut chce wrócić na Białoruś, znaczy się, jest nienormalny. Już w 2021 roku powiedziałem polskim dyplomatom, że nie chcę wyjeżdżać z Białorusi. Gdyby nie dano mi możliwości powrotu, nie wyjechałbym i teraz. Ale podkreślam: doceniam to, że mnie wypuszczono.

Internet i tak będzie wiedział swoje.

Mnie nie chodzi o internety. Wielu ludzi autentycznie przejmuje się moim losem. Po pięćdziesiąt, po sto razy tłumaczę: tu nie chodzi o mnie, tu chodzi o dzieci na Białorusi, które chcą się uczyć polskiego.

A w młodych pokoleniach jest w ogóle zainteresowanie nauką polskiego?

Polska jest atrakcyjna gospodarczo i dlatego popyt na naukę polskiego nadal jest. A kiedy Polska przestanie być atrakcyjna, będzie tak jak w ZSRR i tylko ideowcy będą się uczyć polskiego. Dziś dominują względy pragmatyczne, a one służą wzmocnieniu polskości.

Obywatel Białorusi, Polak, patriota?

Masz plan minimum?

Tak. Na Białorusi za polskie pieniądze zbudowano dwie szkoły, w Grodnie i Wołkowysku, i one zostały zrusyfikowane w 2022 roku. Ta kwestia ciąży nad relacjami z Polską. Jeżeli władzom zależy na jakiejś normalizacji, a z przyczyn gospodarczych zależy, to Warszawa i Mińsk muszą zacząć o tym rozmawiać.

A plan maksimum?

Żeby Związek Polaków na Białorusi został zarejestrowany, żeby mniejszość polska mogła realizować wszystkie prawa, które gwarantuje jej ustawodawstwo Republiki Białorusi.

Nadal myjesz się zimną wodą, tak jak w więzieniu?

Przyzwyczaiłem się do zimnej wody. Myję się już ciepłą, ale płuczę zimną. Jednak w zimnym pomieszczeniu wolałbym nie siedzieć.

Masz jeszcze ten więzienny odruch trzymania zawsze rąk z tyłu?

Czasem mi się włącza.

A jak reagujesz na hymn Białorusi? W kolonii grany był co rano.

Nie słyszałem go od kwietnia. Ale jak byłem na Rakowieckiej, w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, dziwnie mi się zrobiło. Poczułem się, jakbym wracał do siebie.

Nie żal ci?

Żal.

Czego najbardziej?

Czasu. Że nie spędziłem go z synem.

I mimo tego nie żywisz nienawiści.

Nie ma sensu tracić sił na takie emocje. Mam dużo do zrobienia na wolności.

No właśnie, jak smakuje wolność?

Fajnie. Ale to nie jest wolność. Bo jestem pomiędzy jednym światem a drugim. Formalnie jestem wolny, ale wszystko, co robię, jest podporządkowane celom, które mam. I wciąż jeszcze nie wróciłem do domu. Chcę wrócić do domu.

A ty jesteś patriotą lokalnym, białoruskim, polskim – jakim?

Jestem lojalnym obywatelem Białorusi, kocham Grodno i jestem Polakiem. Znaczenie słowa „patriota” zostało już tak wymamłane, że nie chcę uczestniczyć w tym wyścigu.

*Polsko-białoruski dziennikarz, publicysta i bloger związany z Grodnem, działacz mniejszości polskiej i opozycji na Białorusi. Represjonowany przez władze białoruskie, więzień polityczny. Kawaler Orderu Orła Białego. 17 czerwca 2026 w Strasbourgu odebrał nagrodę im. Sacharowa za wolność myśli za rok 2025. Poczobut otrzymał nagrodę wraz z gruzińską dziennikarką Mzią Amaglobeli w grudniu 2025 roku, kiedy każde z nich przebywało jeszcze w więzieniu w swoim kraju.

Na zdjęciu Emilia Sułek
Emilia Sułek

reporterka, doktorka antropologii z Uniwersytetu Humboldtów, zajmuje się Europą Wschodnią i Azją Środkową. Na podstawie badań terenowych napisała książkę „Trading caterpillar fungus in Tibet” (Amsterdam University Press). Laureatka Recherchepreis Osteuropa (2024) i Gliwickiej Nagrody Literackiej (2025) za książkę „Baranie oko”, która ukaże się w Wydawnictwie Czarne. Publikowała m.in. w The Guardian, WOZ: Die Wochenzeitung, New Lines Magazine, Piśmie, Gazecie Wyborczej i Polityce.

Komentarze