Z rozpadu Polski 2050 wydają się zadowoleni wszyscy. Z wyjątkiem Szymona Hołowni, który nie zdołał stworzyć stabilnej formacji konkurującej z PiS-em i PO
Po wielu tygodniach publicznych sporów, zarzucania sobie nawzajem zdrady i korzystania z niedemokratycznych metod, Polska 2050 rozpadła się w końcu oficjalnie na dwa podmioty. Troje senatorów i 15 posłów zadeklarowało w środę 18 lutego 2026 odejście z Polski 2050. Stworzyli klub parlamentarny „Centrum”. Należy do niego m.in. Paulina Hennig-Kloska, czyli konkurentka Katarzyny Pełczyńskiej do stanowiska przewodniczącej Polski 2050, Ryszard Petru oraz Aleksandra Leo.
W tym momencie w klubie sejmowym Polski 2050 wciąż oficjalnie jest 31 posłów i posłanek. Do grupy 15 posłów tworzących nowy klub „Centrum” należy także Izabela Bodnar, która od kilku miesięcy jest posłanką niezrzeszoną.
Odejście z Polski 2050 ogłosili także Joanna Mucha i Paweł Zalewski. Ta dwójka polityków nie przystąpiła do żadnej nowej formacji.
Oznacza to zatem, że w klubie Polski 2050 pozostaje 15 osób. To minimalna liczba parlamentarzystów potrzebnych do tego, by utrzymać klub. Jeśli wykruszy się choćby jedna osoba, partia zdegraduje się z poziomu klubu do poziomu koła.
„Dość kłótni i do przodu!” – zadeklarowała Hennig-Kloska. Grupa pod jej przywództwem zapowiedziała, że nie będzie chybotać koalicyjną łódką, obiecała konstruktywną współpracę. „Naszym przeciwnikiem jest Grzegorz Braun, a nie koalicjanci” – te słowa nawiązują, a zarazem stoją w opozycji do zapowiedzi padających z ust polityków Polski 2050 o asertywnej postawie wobec Donalda Tuska.
Rozłamowcy powtórzyli też wcześniej padające wielokrotnie oskarżenia o to, że klub parlamentarny Polski 2050 został pozbawiony przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz podmiotowości, a ona podejmowała decyzje jednoosobowo.
Bezpośrednią przyczyną rozpadu Polski 2050 była przyjęta w sobotę 14 lutego 2026 partyjna uchwała. Według Pełczyńskiej-Nałęcz i jej zwolenników miała wyciszyć partyjne spory, pomóc partii zakończyć kłótnie na oczach mediów i przejść do pracy programowej. Jednak już w dniu jej uchwalenia (a przeszła większością 26 do 25 głosów) politycy i polityczki związane z Hennig-Kloską nazywali ją „uchwałą kagańcową” (co nawiązywało do głośnej ustawy z czasów Zbigniewa Ziobry dyscyplinującej sędziów), mówili o nakładaniu knebla i metodach Łukaszenki.
Tak ostre słowa świadczyły o poziomie emocji. Politycy, z którymi wtedy rozmawiałyśmy, mówili: „Tego już nie da się poskładać”, „To dalej nie pojedzie”, „To jest jak w toksycznym związku, chcesz, żeby to się już skończyło”.
Rozłam zaczął się tworzyć podczas wewnątrzpartyjnych wyborów, które podzieliły partię na zwolenników i przeciwników Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, będącej faworytką Szymona Hołowni. Przeciwko Pełczyńskiej-Nałęcz wystartowało kilkoro polityków (w tym Joanna Mucha i Michał Kobosko), by po przegranej przekazać poparcie Paulinie Hennig-Klosce.
Od zwolenników Pełczyńskiej-Nałęcz słyszymy, że grupa Petru i Hennig-Kloski „musiała odejść, żebyśmy poszli do przodu”. Wydaje się więc, że zadowoleni są wszyscy – z wyjątkiem Szymona Hołowni.
Najgorętsze spory w Polsce 2050 zaczęły się po tym, jak Szymon Hołownia ogłosił, że rezygnuje z przewodniczenia partii. Formalnie: nie ubiegał się o ponowny wybór na stanowisko przewodniczącego. Planował gładkie przekazanie władzy Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz, nie docenił jednak oporu, jaki jej osoba wywołuje w partii. Już wcześniej zdarzały się odejścia z Polski 2050, których powodem był sposób zarządzania partią przez Pełczyńską-Nałęcz.
Hołownia nie docenił też prawdopodobnie tego, jak wiele osób weszło do partyjnej polityki z powodu jego osoby. Wbrew publicznym deklaracjom o silnej partyjnej demokracji, odejście lidera po tak krótkim czasie obnażyło słabości organizacyjne partii oraz podziały ideowe. Zachwiało poczuciem, że partia dokądś zmierza. Ogólne deklaracje Hołowni („na pokolenia, a nie na kadencję”) pozwalały bowiem ukryć konkurencyjne pomysły programowe. A jednocześnie liderski charakter partii nie sprzyjał budowaniu profesjonalnej komunikacji i struktur partyjnych.
Sam Hołownia, komentując w środę w Sejmie rozłam, przyznał: „To był błąd. Popełniłem błąd, za szybko oddając przywództwo nad tym jeszcze niedojrzałym ruchem”.
Jednocześnie jednak nie wziął pełnej odpowiedzialności: „Mam sobie za złe to, że zdecydowałem się ulec radom i zrezygnować z ubiegania się o przywództwo”.
O rozłamie mówił, że „stała się rzecz bardzo smutna i zła”. Wyrzucał Aleksandrze Leo i Ewie Szymanowskiej, że odeszły, a on toczył boje o miejsca dla nich na listach wyborczych.
„Ta grupa nie odchodzi z tego powodu, że ma inne pomysły na politykę. Powód jest prosty: nienawiść do Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. U niektórych być może nosząca cechy klinicznej nienawiści”. Powiedział też, że czuje się oszukany przez Paulinę Hennig-Kloskę.
Zasadne jest także pytanie o status polityków Polski 2050, którzy pełnią rządowe funkcje. Objęli je w końcu z rekomendacji partii, z której właśnie wystąpili. To Polska 2050 jest też sygnatariuszem umowy koalicyjnej.
Paulina Hennig-Kloska, która sama jest w tej sytuacji jako ministra klimatu, ograniczyła się podczas konferencji do stwierdzenia, że w tej sprawie dopiero będą rozmawiać z premierem Donaldem Tuskiem. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zapowiedziała, że rozłamowcy automatycznie tracą rekomendację rządową partii.
W sprawie Pawła Zalewskiego, rozłamowca, który jest wiceministrem obrony narodowej, wypowiedział się już szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
„Trudno mi sobie wyobrazić utratę takiego zawodnika, który naprawdę ma dobrze dzisiaj rozrysowaną mapę uwarunkowań międzynarodowych na rzecz bezpieczeństwa (...) Uważam, że jest bardzo dobrym ministrem i chciałbym, żeby mógł dalej pełnić swoją misję" – powiedział przewodniczący PSL podczas konferencji.
Politycy klubu „Centrum" wielokrotnie dziś podkreślali, że ich rozbrat z Polską 2050 nie oznacza zerwania z Koalicją 15 października, której pozostaną lojalną częścią. Oznacza to, że rząd ma wciąż w miarę stabilną większość dla kluczowych projektów. Mirosław Suchoń zapowiedział nawet rozmowy o umowie koalicyjnej: „Wejdziemy jako podmiot do koalicji”.
Sprawę zdążył też skomentować premier Donald Tusk.
„To jest sensacja dnia, dzisiaj, jak wiecie, więc chcę państwa uspokoić, jeśli chodzi o stabilność w parlamencie. Dzisiaj doszło do podziału w klubie partii Polska 2050. Ale w ostatnich dniach i godzinach zarówno pani minister Pełczyńska-Nałęcz, jak i pani minister Hennig-Kloska zapewniły mnie, że niezależnie od turbulencji w ich ugrupowaniu pozostaną lojalne wobec rządu, wobec koalicji 15 października (...) Większość parlamentarna, czyli koalicja 15 października, pozostanie stabilna na najbliższe miesiące i lata. Na pewno do następnych wyborów, tu pragnę państwa uspokoić. Nie takie turbulencje musieliśmy przez ten rok przeżywać i przeżyliśmy" – powiedział szef rządu podczas konferencji.
„Ten spór, który wszyscy widzą jako spór personalny, jest też sporem ideowym” – powiedziała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz we wtorek na antenie PolsatNews. „Ja bardzo jasno przedstawiłam w kampanii wizję, w którą stronę idziemy. I to jest wizja nie partii, która będzie wspierać bogate korporacyjne lobby, a tu pewna historia pana Petru dużo mówi. To jest partia wyrazistego centrum. To jest partia, która reprezentuje klasę średnią, zwykłych ludzi i tak będzie. Albo ludzie, którzy z nami idą, teraz mówię o posłach, dlatego, że ludzie w partii są i będą z tą partią, zaakceptują tę wizję i ten demokratyczny wybór. Albo cóż, wygląda na to, że nie umieją w demokrację”.
W dalszej części rozmowy przewodnicząca partii kilkukrotnie wymieniała Michała Koboskę i Ryszarda Petru jako osoby, z którymi jest w sporze ideologicznym. Najwięcej uwagi poświęcając założycielowi Nowoczesnej, którego poglądy i pomysły stoją w sprzeczności z tym, co stanowi „żółte DNA partii”, czyli z ideami społecznej gospodarki rynkowej.
Polityczka stwierdziła, że w tym profilu ugrupowania „nie ma już mowy o reformie składki zdrowotnej”. Przypomnijmy, Trzecia Droga szła do wyborów z hasłem cofnięcia Polskiego Ładu, który składkę zdrowotną dla przedsiębiorców podnosił (choć wciąż nie do wysokości, w jakiej składka odprowadzana jest za pracowników o porównywalnych do przedsiębiorców dochodach).
Koalicja 15 października w dwóch podejściach składkę dla jednoosobowych działalności gospodarczych rzeczywiście obniżała. Najpierw w bardziej ograniczonym zakresie w 2024, a później w szerszym (straty NFZ miały wynieść ok. 5-6 mld zł). To drugie rozwiązanie zawetował Andrzej Duda. Klub Polski 2050 za tą ustawą głosował, choć koalicja jako taka nie była jednomyślna – Nowa Lewica sprzeciwiła się tej reformie w głosowaniu w kwietniu 2025 roku.
W czasie tej kilkunastomiesięcznej debaty o składce politycy koalicji rządowej mówili publicznie o własnych pomysłach na reformę systemu. Ryszard Petru przedstawił wtedy projekt zakładający obniżenie wysokości składki zdrowotnej wszystkim podatnikom. Koszt takiej reformy sam wyliczył na „skromne” 15 mld złotych. Ministerstwo Finansów wyliczyło z kolei, że ubytki te sięgnęłyby aż 69 mld zł.
„ Chciał obniżyć składkę zdrowotną dla najbogatszych płatników, żeby cała reszta za to płaciła” – podsumowała to Pełczyńska-Nałęcz w Polsacie. „Mówił [Petru] o ryczałcie, żeby [go] utrzymywać. To jest podatek, rodzaj podatku, gdzie najbogatsi płacą czasem dwa razy mniej niż klasa średnia. Na to nie ma zgody. W tę stronę Polska 2050 nigdy nie pójdzie" – dodawała.
I kilkukrotnie przypominała także o zablokowaniu wprowadzenia kredytu 0 proc., za którym silnie lobbowało środowisko deweloperskie, a co do którego istniały uzasadnione obawy, że podniesie znacznie ceny nieruchomości, tak jak zrobił to wprowadzony przez PiS „bezpieczny kredyt 2 proc.”. Program kredytowy był krytykowany przez Nową Lewicę, ale prawdopodobnie to dopiero ostry sprzeciw Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz przechylił w całej koalicji szalę i utopił (przynajmniej na razie) ustawę.
W czasie swojej walki z kredytem ministra funduszy wchodziła w ostry i publiczny spór z politykami PSL-u, którzy projekt przygotowywali. I do tych metod uprawiania polityki odwołują się secesjoniści. W rozmowie z TVN24 dwie godziny przed ogłoszeniem powstania klubu Centrum, Paulina Hennig-Kloska mówiła o tym, że jako ministra klimatu również wielokrotnie ścierała się z koalicjantami mającymi odmienne podejście do tematów, które leżą w jej kompetencjach (PSL odpowiada za resorty rolnictwa i energii), ale nigdy nie wyprowadzała sporów do mediów.
Powszechna jest opinia, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jest zwolenniczką ostrzejszej gry wewnątrz koalicji, dzięki której Polska 2050 miałaby szansę realizować swoje postulaty oraz zachować polityczną podmiotowość, nie tyle wobec wymienianego wyżej PSL-u, ile przede wszystkim wobec hegemonicznej Koalicji Obywatelskiej.
W mediach krążyły nawet pogłoski, że Pełczyńska-Nałęcz byłaby gotowa wyprowadzić Polskę 2050 z rządowej koalicji i warunkowo popierać konkretne reformy i rozwiązania. Polityczka wielokrotnie podkreślała, że partia jest częścią koalicji, że na to umawiała się z wyborcami w 2023 roku. Powtarzała to także w środę 18 lutego podczas konferencji. Ale i wtedy nie zabrakło uwag, że udział w koalicji ma sens tylko wtedy, gdy jest się w stanie realizować swoje postulaty. Tymczasem Koalicja 15 października jest na tyle politycznie zróżnicowana, że wszystkie partie mają problem z dowożeniem swoich obietnic wyborczych.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wymieniła w środę kilka tematów, za które Polska 2050 pod jej przewodnictwem zamierza się bić. To między innymi ustawa o asystencji osobistej, podatek cyfrowy, podatek od wielkich korporacji i polityka mieszkaniowa. To wszystko kwestie trudne politycznie, w niektórych przypadkach stanowiące poważne wydatki.
Oświadczyła, że będzie tworzyć „partię, która pozytywnie jest za czymś – za czymś trudnym, za czymś wymagającym odwagi”.
„Ja widzę, że w ogóle próbują nas i mnie nazywać lewicą. Ja mam poczucie, że na polskiej scenie politycznej zapanował lęk, że prawdziwa partia wyrazistego centrum po tych turbulencjach naprawdę się podniesie i poleci. Takiej partii jeszcze nie było i to jest partia, która będzie lobbystą ludzi w rządzie” – mówiła.
Jeszcze w weekend swoje odejście z partii ogłosiła Żaneta Cwalina-Śliwowska. Jako powody wskazywała „wprowadzany w partii autorytaryzm” oraz podjętą w sobotę „uchwałę kagańcową”. Zapowiada też, że odejść będzie więcej.
W poniedziałek 16 lutego decyzję o odejściu ogłosił europoseł i współzałożyciel Polski 2050 europoseł Michał Kobosko, chwilę po nim Anna Radwan-Röhrenschef, była wiceminister spraw zagranicznych. We wtorek późnym wieczorem o odejściu poinformował także Paweł Zalewski, wiceminister obrony narodowej.
Michał Kobosko, niegdyś druga osoba w partii Szymona Hołowni, bardzo szeroko wypowiadał się w mediach na temat powodów swojego odejścia. Sam startował w wyborach na przewodniczącego, ale wycofał się z nich jeszcze w grudniu 2025. W czasie kampanii wspierał konkurentów Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, którą jednocześnie wprost oskarżał o dyktatorskie zapędy.
Przed ostatecznym głosowaniem wyciekła również informacja o spotkaniu Michała Koboski z premierem Donaldem Tuskiem, co jako zdradę określał podczas jednego ze spotkań członków partii sam Szymon Hołownia. Kobosko nie pozostawał mu dłużny, przypominając nocne spotkanie z Kaczyńskim i Bielanem. „Co wolno przewodniczącemu, to nie europosłowi" – miał mu odpowiedzieć Szymon Hołownia.
W dniu odejścia Kobosko opublikował długie oświadczenie, w którym przedstawił zarzuty wobec kierownictwa partii dotyczące:
Sama partia miała się stać „wyłącznym narzędziem promocji działań Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i często niezrozumiałych, z nikim w partii niekonsultowanych mocno socjalistycznych pomysłów programowych”.
„Te czysto prywatne idee były publicznie, niezgodnie z prawdą, prezentowane jako obowiązująca linia partii” – mówił Kobosko w poniedziałek na antenie TVN24.
Kobosko twierdzi, że pomysły na wprowadzenie podatku katastralnego czy pozbawienie możliwości rozliczania się podatkiem ryczałtowym przez jednoosobowe działalności gospodarcze nie miały poparcia partii. A „walka z bogatymi i kapitalistami”, jaką jego zdaniem prowadzi nowa przewodnicząca, to pomysł na partię, do której nigdy by się nie zapisał.
„Nasza przewodnicząca ostatnio bardzo często atakuje biznes, co z naszego punktu widzenia jest nie do zaaprobowania, nie tego oczekujemy. To dlatego ta partia ma 2 proc. i jeśli dalej tak pójdzie to będzie miała jeszcze mniej" – podsumował europoseł.
Władza
Paulina Hennig-Kloska
Szymon Hołownia
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
Donald Tusk
Koalicja 15 października
Polska 2050
Michał Kobosko
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Komentarze