0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Jakub Wlodek / Agencja GazetaJakub Wlodek / Agenc...

Po niemal tygodniu burzy wokół tweeta o Cichanouskiej i Trzaskowskim, Ryszard Terlecki nie tylko nie przeprasza, ale w liście do Swietłany Cichanouskiej opublikowanym 9 czerwca „twórczo” rozwija niektóre wątki swojego wpisu.

Przypomnijmy go z zachowaniem pisowni: "Jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowsiego, to niech szuka pomocy w Moskwie, a my popierajmy taką białoruską opozycję, która nie staje po stronie naszych przeciwników".

W liście do Cichanouskiej Terlecki pomija milczeniem, że wysyłał ją do Moskwy. A jednocześnie w krytyce polskiej opozycji wznosi się na wyżyny absurdu i manipulacji. Rządy PO przedstawia, jakby były autorytarne (można mieć do nich wiele zastrzeżeń, ale to wierutna bzdura!). A Platformę (która przecież nie rządzi od lat) opisuje jako twór groźny dla polskiej państwowości.

list do Swietłany Cichanouskiej opublikowany w całości 9 czerwca 2021 przez portal wPolityce

Szanowna Pani,

Piszę ten list, żeby wyjaśnić powody mojego zdumienia, gdy przeczytałem, że przyjęła Pani zaproszenie na organizowany przez Rafała Trzaskowskiego, wiceprzewodniczącego jednej z opozycyjnych partii, mityng Campus Polska 2021, czyli zjazd organizacyjny politycznego ruchu, którego celem jest wspieranie, a może zastąpienie partii Platforma Obywatelska. Rozumiem, że nie musi Pani znać rozmaitych aspektów życia politycznego w Polsce, nie podejrzewam też Panią o złą wolę, domyślam się raczej braku odpowiedniej wiedzy.

Platforma Obywatelska, wraz ze swoim koalicjantem PSL, rządziła w Polsce przez osiem lat. Moje środowisko polityczne pozostawało w opozycji i było w tym czasie traktowane jak ugrupowanie, które nie ma prawa uczestniczyć w życiu publicznym. Platforma dysponowała pełnią władzy: Prezydent, rząd, obie izby Parlamentu, większość samorządów, wymiar sprawiedliwości, instytucje i służby kontrolne, niemal wszystkie media, instytucje gospodarcze, środowiska celebrytów, a także ogromne środki finansowe pozostawały pod całkowitą kontrolą ówczesnej władzy. Prawo i Sprawiedliwość nigdy takiej władzy nie miało i nie ma jej obecnie.

Nie chcę zasypywać Pani przykładami jak podległe Platformie służby traktowały wówczas opozycję i społeczne protesty. Wymienię tylko kilka głośniejszych przykładów:

  • tzw. akcja „Widelec” z 2008 roku, gdy policja bardzo brutalnie potraktowała przemarsz kibiców, zatrzymano ponad 700 osób, które następnie bito, torturowano i poniżano, wiele osób przetrzymywano bez wyroku, ponad 500 osób odpowiadało przed sądami, a 35 osób zostało skazanych;
  • głośna akcja w redakcji tygodnika „Wprost”, gdy funkcjonariusze służb specjalnych siłą odbierali dziennikarzom materiały dotyczące nagrań skandalicznych wypowiedzi przedstawicieli władz;
  • ataki na Marsz Niepodległości, największą w naszym kraju patriotyczną manifestację, organizowaną corocznie w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, np. w 2012 roku gdy zamaskowani funkcjonariusze zaatakowali pokojowy pochód pałkami teleskopowymi, a bili nawet dzieci, następnie policja użyła broni gładko lufowej i gazu pieprzowego, a prowokacyjne spalenie budki strażniczej przy ambasadzie Federacji Rosyjskiej miało usprawiedliwiać taką skalę użycia przemocy;
  • strzelanie z broni gładko lufowej przez policję do protestujących górników w 2015 roku w Zabrzu oraz użycie tej broni, a także armatek wodnych i gazu łzawiącego wobec górników w Jastrzębiu-Zdroju;
  • wielokrotne akcje wymierzone w patriotyczne manifestacje kibiców, jak np. w 2011 roku podczas składania kwiatów w rocznicę Powstania Warszawskiego, gdy nieumundurowani funkcjonariusze bezpodstawnie zatrzymali jednego z uczestników, sprowokowali protesty i następnie zaatakowali zebranych przy użyciu pałek i gazu łzawiącego; w 2013 roku w Białymstoku, gdy kibice rozwinęli transparent „Możecie zamykać nam stadiony, lecz nigdy nie zamkniecie nam ust”, policja zatrzymała wiele osób, a 43 kibicom postawiono zarzuty z kodeksu wykroczeń; w 2014 roku we Wrocławiu gdy skazano na areszt i wysokie grzywny kibiców, którzy protestowali podczas wykładu Zygmunta Baumana, wysokiego funkcjonariusza służb, w okresie stalinowskiego komunizmu zwalczającego niepodległościową konspirację;
  • wkroczenie uzbrojonych funkcjonariuszy służb specjalnych do mieszkania autora internetowej strony satyrycznej „Anty-Komor”, rzekomo obrażającej Prezydenta, zarekwirowanie sprzętu i rozmaitych przedmiotów;
  • liczne wyroki wysokich grzywien wobec dziennikarzy publikujących krytyczne wobec władzy materiały;
  • szykany i lekceważenie protestów domagających się zgody na dostęp do religijnej telewizji „Trwam”, gdy petycje w tej sprawie podpisało dwa i pół miliona osób; pacyfikacja kupców z Kupieckich Domów Towarowych, także przy użyciu prywatnych służb porządkowych;
  • inwigilowanie rekordowej liczby osób, np. w samym tylko 2014 roku tylko policja i straż graniczna 2 miliony 177 tys. razy sprawdzały kto i do kogo telefonował, równocześnie nie znane są dane m.in. kontrwywiadu i prokuratury.

Te przykłady naruszania praw i swobód obywatelskich, a można je mnożyć, pokazują jak zachowywała się partia, która dziś nawołuje do obalenia demokratycznie wybranego rządu. Przypomnę jeszcze jeden fakt: w 2011 roku Helsińska Fundacja Praw Człowieka ujawniła informację, że w okresie rządów Platformy ówczesna prokuratura przekazała władzom białoruskim dane na temat funduszy gromadzonych na kontach w polskich bankach przez Alesia Bialackiego, przewodniczącego białoruskiego Centrum Praw Człowieka „Viasna”.

Ówczesna prokuratura w Bydgoszczy zakazywała eksponowania na stadionie flagi narodowej Białorusi, a prokuratura w Białymstoku prześladowała białoruskiego uchodźcę politycznego. W 2012 Ministerstwo Spraw Zagranicznych umieściło w internecie spis dotacji, jakich Polska udzieliła organizacjom międzynarodowym w ostatnich pięciu latach, w tym białoruskich, których cele określono jako „osłabianie długotrwałej polityki reżimu mającej zastraszyć środowiska demokratyczne” czy „tworzenie centrów nacisku na władze”, co było bezcenne dla białoruskich służb specjalnych.

Chcę jednak, aby Pani także wiedziała, że Platforma Obywatelska od lat porównuje nasz rząd oraz partię Prawo i Sprawiedliwość, dysponującą samodzielną większością sejmową, do władzy Łukaszenki na Białorusi. Nie wiem, czy ktoś pokazał Pani bilbordy, rozwieszone w Lublinie, prezentujące pół twarzy naszego lidera i wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego oraz pół twarzy Łukaszenki z hasłem „Tylko razem możemy ich pokonać”. Posłowie Platformy wielokrotnie wypowiadali się tak, jak rzecznik ich partii Grabiec: „PiS-owi dziś bliżej do Łukaszenki – w końcu mają tę samą koncepcję władzy i państwa”. Czy odwiedzając Polskę nie ma Pani wrażenia, że są to porównanie bezpodstawne i obraźliwe?

Chciałbym, żeby przyjmując zaproszenie na zjazd antyrządowej organizacji miała Pani świadomość, że staje po jednej stronie politycznego sporu, jaki toczy się w Polsce. Polski rząd wielokrotnie upominał się w Europie o wsparcie dla wolnej Białorusi, finansował niezależną telewizję „Biełsat”, udzielał białoruskim działaczom niepodległościowym różnorodnej pomocy, upominał się o prawa mniejszości Polskiej na Białorusi. Tymczasem Pani planuje udział w zjeździe, organizowanym przez polityków, którzy nie uznają wyniku demokratycznych wyborów, kwestionują legalność państwowych instytucji, grożą po przejęciu władzy sankcjami karnymi wobec przeciwników, wspierają łamiących prawo sędziów. Celem tego zjazdu jest nabór nowych kadr do walki z polskim, pochodzącym z demokratycznych wyborów rządem.

Nie dziwi mnie fakt, że spotyka się Pani z przedstawicielami opozycji To normalna praktyka, a poparcie dla suwerennej i demokratycznej Białorusi przekracza w Polsce polityczne podziały. Wydaje mi się jednak, że z braku rzetelnej wiedzy źle przysłużyła się Pani sprawie Białoruskiej w Polsce, afiszując się z politykami partii, która sześciokrotnie przegrała wybory (dwa razy prezydenckie, dwa razy parlamentarne, samorządowe oraz europejskie), a tym bardziej deklarując udział w ich politycznym, antyrządowym przedsięwzięciu. Tym samym zraziła Pani znaczną część Polaków do wspierania Pani jako białoruskiego Prezydenta-Elekta.

Na koniec muszę zauważyć, że należę do tych polityków, którzy po naszym zwycięstwie wyborczym w 2015 roku przecierali szlak kontaktów z Białorusią, zamrożonych przez poprzednie osiem lat, a więc za rządów Platformy i PSL. Kilkakrotnie byłem w Mińsku i innych miastach, spotykając się z politykami obozu władzy, nie po to, aby tę władzę uwiarygadniać, ale by przekonywać, że oprócz Rosji istnieje inna możliwość wyboru. Zawsze uważałem, że Białoruś jest kulturowo i mentalnie najbliższym sąsiadem Polski. Podczas wizyt na Białorusi oficjalnie spotykałem się z liderami opozycyjnych partii, a także z przedstawicielami organizacji polskiej mniejszości narodowej. Gdy wieczorami wychodziliśmy na ulice Mińska, już bez towarzystwa oficjeli, cieszyliśmy się, że białoruska młodzież niczym nie różni się od młodzieży w Warszawie, Budapeszcie, czy Brukseli. W ostatnim czasie w Sejmie przyjmowałem działaczy białoruskich, zmuszonych do opuszczenia kraju i działalności politycznej na emigracji.

Równocześnie mogę Panią zapewnić, że moja sympatia dla narodu białoruskiego pozostaje niezmienna, a niepodległościowym działaczom białoruskim życzę powodzenia w ich trudnej walce.

Z wyrazami szacunku i życzeniami sukcesu w Pani działalności,

Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu RP

Aktywność Terleckiego od kilku dni pozostaje głównym wydarzeniem politycznym. Opozycja złożyła wnioski o dymisję wicemarszałka. Z opinii o wpisie Terleckiego politycy i eksperci są przepytywani od rana do wieczora. Tak wielkich emocji nie wzbudziła ani kurcząca się kolejka chętnych do szczepień, ani coraz bardziej realne zwycięstwo kandydata opozycji w Rzeszowie. Nawet kolejny „powrót Tuska" szybko zniknął z programów publicystycznych.

Właściwie dlaczego to Terlecki jest tematem numer jeden? I czy robi to wszystko specjalnie?

Tajemnica Terleckiego

Oczywiście wysyłanie do Moskwy jednej z liderek białoruskiej opozycji zakrawa na międzynarodowy skandal. Tak samo jak pouczanie jej, z kim ma się spotykać. Oraz próba delegitymizacji polskiej opozycji przy pomocy argumentów z poziomu TVP. Jednak to nie pierwszy taki występ Terleckiego. I jest w tym metoda.

Wicemarszałek Sejmu etatowo dorzuca do pieca społecznych emocji. Niczym dobosz wybija takt medialnych burz. Wychyli się zza drzwi sejmowego gabinetu, otworzy usta - i telewizyjne paski gotowe. Jego słowa są "Wydarzeniem". A właściwie zastępują wydarzenia.

Przeczytaj także:

Lubuje się w cyzelowaniu złośliwości. „Budka bredzi" (jak zwykle), opozycja „trzęsie portkami" lub histeryzuje. „Mali, śmieszni ludzie. Wydaje się im, że występują na Narodowej Scenie, a to tylko teatrzyk marionetek" - pisze. Trzaskowski to „warszawski nieudacznik", a Kidawa-Błońska - „Pani Bojkot". Ostrych słów nie szczędzi opozycji, ale również współkoalicjantom PiS-u.

Z niczego się nie wycofuje, za nic nie przeprasza. Tak jak w przypadku Cichanouskiej i Trzaskowskiego. Dlaczego? Bo politycy tacy jak on w zasadzie nigdy nie cofają swoich słów. Nie robił tego Donald Trump w USA, Victor Orban na Węgrzech, nie robi Boris Johnson w Wielkiej Brytanii.

Fale oburzenia nie topią takich polityków - oni unoszą się na nich jak surferzy.

Z mistrzowskim wyczuciem naciskają te guziki, które podciągają poziom oburzenia jeszcze wyżej. Politycy PiS mówią o „totalnej opozycji”? To on powie o „opozycji antydemokratycznej, antyrządowej”.

Terlecki jest doskonałym produktem zrytualizowanej polityki. Gra wszystkie te polityczne piosenki, które świetnie znamy, tylko zremiksowane - z wzmocnionym beatem, podkręcone do granic wytrzymałości.

Krótki wybór wypowiedzi Ryszarda Terleckiego

Ciężko byłoby wybrać „top 3”, a nawet „top 5” najbardziej oburzających (i niemądrych) wypowiedzi Terleckiego.

Na sejmowej sali powtarzał brednie, że błyskawica - symbol Strajku Kobiet - nawiązuje do Hitlerjugend i SS.

Nie inaczej było, gdy postanowił wypowiedzieć się o edukacji albo opiece zdrowotnej.

Chcę przypomnieć, że publiczna służba zdrowia w Polsce uchodzi za jedną z najlepszych w Europie

Briefing w Sejmie,02 października 2019

Sprawdziliśmy

W rankingu jakości i dostępności ochrony zdrowia prestiżowego medycznego pisma "The Lancet" Polska wśród krajów Unii jest na 23 miejscu na 28. Terlecki zaklina rzeczywistość.

Jako wieloletni wykładowca akademicki z przerażeniem patrzyłem, jak poziom edukacji w Polsce obniżał się z roku na rok.Tu trzeba było wykonać radyklany ruch.

Spotkanie z mieszkańcami Bogorii (woj. świętokrzyskie),17 czerwca 2018

Sprawdziliśmy

Bzdura. Żadne badania tego nie potwierdzają.

Nie wiedziałem, że mamy tylu reżyserów. Szkoda, że dobrych filmów na lekarstwo.

Twitter,26 lutego 2019

Sprawdziliśmy

Opinia Marszałka daleko odbiega od ocen widzów i międzynarodowych jurorów.

Protest mediów przeciwko podatkowi reklamowemu nazwał „manipulacją cwaniaków” i „histerią bogatych". A sprawę podwyżek dla parlamentarzystów, o którą zabiegał PiS, komentował: „Opozycja wystąpiła z propozycją podwyżek dla posłów, senatorów, samorządowców itd., potem domagała się, żeby zrobić to szybko, następnie narzekała, że powinny być jeszcze wyższe. Gdy doszło do głosowania oszukała jak zwykle. A teraz płacze po kątach".

Nie ma zahamowań, to co mówi jest całkowicie odklejone od prawdy.

Prymus, żołnierz, porządkowy

Szczęścia w ogólnopolskiej polityce Terlecki próbował już w latach 90., ale udało mu się dopiero w 2007 roku, kiedy został posłem z listy PiS. Wcześniej był krakowskim radnym, a w 2006 roku startował nawet na urząd prezydenta Krakowa. Przegrał - jak wszyscy konkurenci Jacka Majchrowskiego. Pozostała po nim opinia ostatniego, który naprawdę starał się z Majchrowskim wygrać (przygotował 100-stronicowy program).

Podczas gdy Jarosław Kaczyński nazywa opozycję hołotą, Terlecki jako prowadzący sejmowe obrady tak politycznych konkurentów traktuje - jak dzicz, nad którą można zapanować tylko krzykiem i nahajką. W warunkach sejmowych - wyłączeniem mikrofonu. A swój mikrofon wykorzystuje do wygłaszania drwin z opozycyjnych posłów.

Nie próbuje nawet zachować pozorów równego traktowania na sali sejmowej. Kiedy w październiku Sejm zajmował się ustawą covidową, wrzuconą pod obrady w ostatniej chwili, bez konsultacji z opozycją, Cezary Tomczyk z Koalicji Obywatelskiej pytał: „Panie Marszałku, naprawdę przeczytał pan tę ustawę przez noc? Czytał pan?”.

Terlecki wypalił: „Panie pośle, ja byłem w lepszej sytuacji, bo znałem zarys tej ustawy już w zeszłym tygodniu”.

Wsławił się wezwaniem Straży Marszałkowskiej, by broniła Jarosława Kaczyńskiego przed posłankami opozycji.

Przypomnijmy tamto posiedzenie:

Godzina 10:31: „Kto to jest ta blondyna wysoka, co tam stoi?” Ktoś: „Jaruga”. Terlecki: „Pani poseł Jaruga-Nowacka, na podstawie artykułu 175 ust. 3 przywołuję panią do porządku”. Nowacka podchodzi do Terleckiego i mówi, że Jaruga-Nowacka zginęła 10 lat temu [w katastrofie smoleńskiej].

Ale Terlecki zaprowadza porządki również w szeregach obozu rządzącego. Według „Faktów" TVN to on miał pilnować, by Zbigniew Ziobro nie zabrał głosu podczas debaty nad Funduszem Odbudowy.

Błazen w parlamencie

Dziennikarze traktują Terleckiego jak paparazzi celebrytów. Ścigają go z mikrofonami i kamerami po sejmowych korytarzach.

„W związku z wczorajszymi wpisami p. Terleckiego mam pytanie do kolegów - sprawozdawców sejmowych, którzy niemal codziennie dają mu szansę zaistnienia kolejnymi niby-dowcipnymi-komentarzami, (których faktyczną jakość każdy może ocenić sam). Czy warto?" - napisała na Twitterze wicenaczelna OKO.press Bianka Mikołajewska.

View post on Twitter

Dlaczego to robią? Bo Terlecki ma w dzisiejszej polskiej polityce status błazna. I nie tylko dlatego, że bawi (o czym niżej). Królewski błazen sprzed wieków miał mieć jeszcze dwie właściwości: czasem był „ustami króla”, a czasem tym jedynym, który królowi mówił trudną prawdę prosto w oczy.

Skoro Jarosław Kaczyński rozmawia tylko ze swoimi (choć ostatnio zrobił wyjątek, udzielając wywiadów Interii i tygodnikowi „Wprost", gdzie nie miał pełnej kontroli nad przekazem), dziennikarze szukają źródeł, od których można się dowiedzieć, co myśli prezes PiS. I Terlecki uchodzi za taką osobę.

„Koalicjanci mogą też startować samodzielnie. My uważamy, że to będzie rodzaj samobójstwa politycznego" - oznajmił w trakcie negocjacji koalicyjnych we wrześniu 2020.

Podobnie miał być głosem Kaczyńskiego, gdy krytykował Zbigniewa Ziobrę za zmiany w wymiarze sprawiedliwości („to nie jest oczywiście wina rządu", ale „rozmaitych okoliczności, w tym także, niestety, słabo przygotowanych ustaw ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości"). Albo kiedy mówił o Jarosławie Gowinie, że ma „chore ambicje".

Jest tu pewne „ale". Nie wiemy, co prywatnie Terlecki mówi Kaczyńskiemu. Wiemy jednak, że publicznie nie jest rasowym królewskim błaznem. Bo choć trudne prawdy mówi tym u władzy, ale nie królowi.

A co z bardziej oczywistą funkcją błazna, czyli bawieniem?

Ten dawny hipis o ciętym języku wybornie się sprawdza w czasach, gdy informacja miesza się z rozrywką (infotainment). Źródłem rozrywki może być zarówno ekscytacja, jak i oburzenie, rozbawienie czy pogarda. A Terlecki, obok Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza, należy do najbardziej „rozrywkowych” polityków obozu władzy.

Gwiazdor wrestlingu

Mechanizm tej politycznej rozrywki, napędzanej ekscytacją i oburzeniem, doskonale opisał reporter magazynu „Rolling Stone" Matt Taibbi w książce „Nienawiść sp. z o. o.". Porównuje tam Donalda Trumpa do wrestlera-zapaśnika.

„Wśród dziennikarzy politycznych mało kto oglądał wrestling. Trumpa nie rozumieli z dokładnie tego samego powodu" - pisze Taibbi.

Wrestling to rodzaj zapasów, który od sportu znanego z olimpiad odróżnia teatralność. Zawodnicy oprócz okładania się pięściami i wymierzania kopniaków reprezentują role - jeden jest „dobrym", drugi - „złym". Jednak zdaniem Taibbiego kluczowy jest trzeci bohater tej rozgrywki: publiczność. „Gdyby widzowie nie angażowali się emocjonalnie, mielibyśmy tylko mięśniaków rzucających jeden drugim po kątach, bezsensowny show (...) wszystko kręci się wokół energii tłumu. Bez niej nie byłoby ani łotrów, ani bohaterów".

Niby kibicujemy bohaterowi, ale łotrowi trochę też - bo bez niego nie ma zabawy. Co to za bohater, jak nie ma z kim powalczyć?

Zdaniem Taibbiego, Trump wcielił się w łotra z wrestlingu, wyczuwając fundamentalną potrzebę współczesnych mediów polityczno-rozrywkowych: potrzebują one drani, którzy drażnią zarówno swoich konkurentów, jak i publiczność. „Media czerpią zyski z samego hałasu, robienia dramatów i dymu dokładnie tak samo jak wcześniej Trump".

„Musicie chcieć, żeby kibice was nienawidzili. Powinni obrzucać was gównem" - cytuje Taibbi poradnik dla wrestlerów. Złota rada. Terlecki nic sobie nie robi z tego, że jest krytykowany. Wręcz przeciwnie - on dzięki oburzeniu istnieje.

Ten sposób uprawiania polityki sprawia, że jednocześnie coraz więcej jest powiedziane, a zarazem coraz mniej wiadomo.

Trump - powie to, czego nikt nie powie. Terlecki - podobnie. Jest skrajnością wśród skrajności. Czego nie powie Morawiecki, to powie Terlecki. (No chyba że jednak powie jeden i drugi).

Ale drugi efekt to zjadanie czasu i uwagi. Taibbi: „Sprzedają się ludzkie charaktery, rzeczywistość jakoś słabiej”. Kiedy piszę ten tekst, nie piszę innego tekstu. Kiedy politycy oburzają się kolejną wypowiedzią Terleckiego, nie zajmują się czymś innym. Kiedy dziennikarze przepytują ich z opinii na temat wypowiedzi Terleckiego, nie zadają pytań o szpitale czy kryzys klimatyczny. Czy na pewno warto?

;

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Uczy na Uniwersytecie SWPS. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!” W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.

Komentarze