Unijny Fundusz Odbudowy – hit czy kit? Na co poszło 570 mld euro?
Sprawdzamy, co Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności zmienił w Europie, gdzie nie spełnił oczekiwań i czy ten bezprecedensowy eksperyment ze wspólnym zadłużeniem UE był tego wart. Z planowanych 750 miliardów euro wydano już 570 mld euro.
Pięć redakcji – łotewski TVNET, chorwacki Telegram, niemiecki CORRECTIV, austriacka Die Presse i polskie OKO.press przygotowują wspólny podcast poświęcony temu, co porusza europejską społeczność.
Czy 750 miliardów euro z unijnego Funduszu Odbudowy, czyli RFF, rzeczywiście zmieniło Europę?
W 15, odcinku LensEU Paulina Pacuła z OKO.press sprawdza, co dał RRF (The Recovery and Resilience Facility), gdzie zawiódł i czy wspólne zadłużenie UE było warte swojej ceny.
O doświadczeniach Chorwacji opowiadają nasi partnerzy z Telegramu, a ekonomistka Cinzia Alcidi z Centre for European Policy Studies tłumaczy, dlaczego wpływ funduszu tak trudno jednoznacznie zmierzyć. Rozmawiamy też o Polsce, zielonej i cyfrowej transformacji oraz o tym, czy RRF zmieni sposób, w jaki Unia będzie finansować przyszłe inwestycje.
Podcast został nagrany w języku angielskim i przeczytany przez polskiego lektora. Transkrypcja poniżej, a oryginał – TUTAJ. Z kolei na Spotify jest do dyspozycji podcast tłumaczony maszynowo z użyciem AI.
Posłuchaj także:
Paulina Pacuła: Pięć lat temu, w odpowiedzi na szok gospodarczy wywołany pandemią COVID-19, Unia Europejska podjęła bezprecedensowy krok. Pożyczyła na rynkach finansowych ogromne środki, żeby sfinansować reformy i inwestycje w państwach członkowskich w ramach programu NextGenerationEU.
Żeby pokazać skalę: NextGenerationEU miał wartość 750 miliardów euro, czyli około 70 proc. całego siedmioletniego budżetu Unii na lata 2021–2027, który wynosił nieco ponad bilion euro.
W centrum tego programu znalazł się Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, czyli RRF (The Recovery and Resilience Facility). Został on powiązany z krajowymi planami odbudowy i zwiększania odporności. Nie miał być po prostu kolejnym programem finansowanym przez Unię, lecz narzędziem, które jednocześnie pomoże Europie podnieść się po pandemii i przekształci europejskie gospodarki.
RRF był innowacyjny również pod względem sposobu wydawania pieniędzy. Zamiast zwracać państwom poniesione koszty, wypłaty zostały uzależnione od osiągania wcześniej uzgodnionych celów i kamieni milowych.
Cele były ambitne: silniejszy wzrost gospodarczy, tworzenie miejsc pracy, większa odporność gospodarcza i społeczna, szybsza transformacja ekologiczna i cyfrowa, większa spójność społeczna i terytorialna oraz reformy mające rozwiązywać wieloletnie problemy strukturalne poszczególnych państw.
Co najmniej 37 proc. wydatków w krajowych planach miało wspierać cele klimatyczne, a przynajmniej 20 proc. — cyfryzację.
Teraz, kiedy program zbliża się do końca fazy realizacji, chcemy spojrzeć na to, co wydarzyło się w naszych krajach, i odpowiedzieć na podstawowe pytanie: Czy to zadziałało? Czy RRF przyniósł oczekiwane rezultaty? I czy było warto?
Żeby odpowiedzieć na te pytania i zastanowić się nad rzeczywistymi skutkami RRF, zaprosiliśmy do podcastu LensEU dr Cinzię Alcidi, dyrektorkę ds. polityki gospodarczej oraz szefową zespołu ds. zatrudnienia i umiejętności w Centre for European Policy Studies.
Zanim jednak przejdziemy do rozmowy z naszą ekspertką, posłuchajmy konkretnego przykładu wykorzystania RRF. Nasza koleżanka Irena Frlan Gašparović z chorwackiego portalu Telegram opowie, jak skutki programu są oceniane w Chorwacji.
Posłuchaj także:
Irena Frlan Gašparović: Cześć wszystkim. Nazywam się Irena Frlan Gašparović i jestem dziennikarką chorwackiego portalu Telegram. Dzisiejsze pytanie brzmi: czy było warto? Czy dzięki Instrumentowi na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności rzeczywiście jesteśmy lepiej przygotowani na kolejne kryzysy i bardziej odporni na ich skutki?
Chorwacja otrzymała z RRF ogromne środki — ich wartość odpowiadała wówczas około 12 proc. naszego PKB. Jeśli posłuchamy partii rządzącej, dowiemy się, że było to zasługą udanych negocjacji prowadzonych w Brukseli przez premiera. Rzeczywistość jest jednak nieco bardziej prozaiczna. Chorwacka gospodarka jest bardzo silnie uzależniona od turystyki, dlatego pandemia COVID-19 uderzyła w nas szczególnie mocno. Stąd właśnie wzięły się europejskie miliardy. Miały między innymi pomóc przekształcić chorwacką gospodarkę tak, aby w przypadku kolejnego kryzysu nie była już równie podatna na wstrząsy.
To się jednak nie wydarzyło. A przynajmniej nie w wystarczającym stopniu. Pięć lat później nasza gospodarka nadal w ogromnej mierze zależy od turystyki, a sama turystyka wciąż zależy od słońca i morza. Pozostajemy więc podatni zarówno na zmiany klimatu, jak i na sytuację na świecie. Do tego prominentni ekonomiści ostrzegają, że wydajność pracy w Chorwacji generalnie spada. Oznacza to, że nie nastąpiła oczekiwana modernizacja technologiczna gospodarki.
Liczyliśmy również, że dzięki funduszowi uda się przeprowadzić transformację najważniejszych usług publicznych. Także tutaj oczekiwania nie zostały spełnione. Szczególnie dobrze widać to w publicznej ochronie zdrowia, która miała stać się bardziej efektywna i stabilna finansowo. Tymczasem zadłużenie szpitali nadal rośnie. Ludzie wciąż skarżą się na zbyt długie oczekiwanie na zabiegi i badania. W niektórych częściach kraju nadal brakuje lekarzy. Niedawny przypadek na jednej z wysp Adriatyku pokazał nawet, że czasami trudno uzyskać podstawową pomoc medyczną w nagłym przypadku. Nie tak wyobrażam sobie odporność na kryzysy.
Nie mamy tutaj czasu, żeby omówić wszystkie reformy i projekty, które udało się zrealizować. Oczywiście takie inwestycje istnieją — jednym z przykładów są ogromne nakłady na terminal LNG na wyspie Krk. Nie możemy też omówić wszystkich przedsięwzięć, które się nie powiodły. Wspomnę jednak o jeszcze jednej bardzo ważnej reformie, która zakończyła się niepowodzeniem.
Chorwacja ma 127 miast i 428 gmin. Od lat eksperci ostrzegają, że dla tak małego kraju taka struktura administracyjna jest nie do utrzymania. Gdyby istniała polityczna wola, RRF mógł pomóc zmniejszyć liczbę tych jednostek. Wydaje się jednak, że partia rządząca nigdy naprawdę nie chciała likwidować ani łączyć gmin, ponieważ oznaczałoby to oczywiście utratę stanowisk przez część lokalnych polityków.
Reforma zamieniła się więc w zasłonę dymną — tak zwane łączenie funkcjonalne. Rząd płaci gminom za wspólne wykonywanie określonych zadań. Tragedia — albo komedia — polega na tym, że część z nich robiła dokładnie to samo już od dziesięciu, piętnastu, a nawet trzydziestu lat.
Wracając więc do pytania z początku: czy było warto? Czy jesteśmy dziś lepiej przygotowani na kolejny kryzys? Czy będziemy bardziej odporni, kiedy nadejdzie?
Niestety, mam wrażenie, że uzyskaliśmy mniej, niż oczekiwaliśmy. A przynajmniej mniej, niż mieliśmy nadzieję uzyskać.
Paulina Pacuła: Tak wygląda chorwacka perspektywa i rzeczywiście nie brzmi ona szczególnie optymistycznie. Ale obraz nie jest równie rozczarowujący w całej Europie.
Niedawna analiza Jacques Delors Institute zwraca uwagę na bardzo dobre wyniki gospodarcze po pandemii w czterech krajach południa Europy: Hiszpanii, Portugalii, Grecji i we Włoszech. Wszystkie należały jednocześnie do największych beneficjentów RRF w relacji do wielkości swoich gospodarek.
Kraje te bardzo mocno ucierpiały w czasie pandemii. W 2020 roku ich PKB spadł średnio o niemal 10 proc. Później nastąpiło jednak silne odbicie. Do 2025 roku Hiszpania, Portugalia i Grecja rozwijały się szybciej niż średnia unijna. Portugalia i Grecja rosły również szybciej niż przed pandemią.
Istotnym elementem tego odbicia wydają się inwestycje. W Hiszpanii odnotowano także około 5-procentowy wzrost wydajności pracy między 2021 a 2022 rokiem, a Grecja i Portugalia zanotowały wzrost odpowiednio o około 4 i 5 proc.
To nie wszystko. Poprawił się również stan finansów publicznych. Między 2021 a 2025 rokiem relacja długu publicznego do PKB znacząco spadła w Hiszpanii, Grecji i Portugalii: o około 14 punktów procentowych w Hiszpanii, o 21 w Grecji i 26 w Portugalii.
Przenieśmy się teraz do innej części Europy. Polska również wydaje się jednym z krajów, które znacząco skorzystały z RRF, choć jej przypadek jest nieco inny. Dostęp do pieniędzy został bowiem opóźniony o prawie dwa lata z powodu problemów dotyczących praworządności. Według obecnego polskiego rządu inwestycje finansowane z Krajowego Planu Odbudowy zwiększyły PKB Polski o około 1,5 proc. Program o wartości około 240 miliardów złotych finansował inwestycje obejmujące kolej, transport publiczny, szybki internet, szpitale, opiekę nad dziećmi oraz duże przedsięwzięcia energetyczne.
Mamy więc z jednej strony dość krytyczne doświadczenia Chorwacji, a z drugiej — znacznie bardziej pozytywne dane gospodarcze z części południa Europy i z Polski.
Przejdźmy do naszej gościni. Jest z nami dr Cinzia Alcidi, dyrektorka ds. polityki gospodarczej oraz szefowa zespołu ds. zatrudnienia i umiejętności w Centre for European Policy Studies. Cześć, Cinzia. Witaj w podcaście LensEU.
Cinzia Alcidi: Cześć, dziękuję za zaproszenie.
Paulina Pacuła: Cinzia, minęło pięć lat. Co właściwie możemy już powiedzieć o RRF? Czy program spełnił swoje zadanie? I jak dużą część lepszych wyników gospodarczych, które obserwujemy w Hiszpanii, Portugalii, Grecji czy Polsce, rzeczywiście można przypisać Funduszowi Odbudowy?
Cinzia Alcidi: Zacznę od tego, że to pytanie może wydawać się oczywiste, ale bardzo trudno na nie odpowiedzieć. Głównym powodem jest ogromne zróżnicowanie między państwami. RRF był jednym wspólnym pakietem, ale nie oznacza to, że każdy kraj dostał tyle samo pieniędzy. Państwa znajdowały się też w bardzo różnych sytuacjach i miały różne możliwości wykorzystania tych środków.
Nadal jest za wcześnie, żeby podać precyzyjne dane dotyczące efektów programu. Do końca września można było jeszcze występować o płatności, a wypłaty mogą być realizowane do końca roku. Program nie jest więc jeszcze całkowicie zamknięty i potrzeba czasu na jego pełną ocenę. Trzeba też pamiętać, że w ciągu pięciu lat między rozpoczęciem i zakończeniem RRF wydarzyło się bardzo wiele: rozpoczęła się wojna w Ukrainie, mieliśmy kryzys energetyczny i wysoką inflację. Wszystkie te czynniki wpływały na końcowy rezultat.
Oczywiście istnieją już pewne szacunki. Niektóre instytucje, w tym Komisja Europejska, przygotowały wyliczenia oparte na modelach. Wskazują one na wpływ rzędu mniej więcej 0,3–0,8 proc. wzrostu gospodarczego.
Paulina Pacuła: Rocznie czy w całym okresie?
Cinzia Alcidi: Rocznie.
Paulina Pacuła: Czy możemy więc powiedzieć, że RRF zwiększał wzrost gospodarczy europejskich gospodarek średnio o około 0,3–0,8 proc. rocznie?
Cinzia Alcidi: Średnio — tak. Na przykład Międzynarodowy Fundusz Walutowy przeprowadził dość orientacyjne wyliczenie dla 2025 roku. Średni wpływ wynosi tam około 0,3 proc., a w przypadku niektórych krajów około 0,5 proc. To oczywiście przybliżone wartości, ale możemy powiedzieć, że skala wpływu to mniej niż 1 proc. rocznie.
Paulina Pacuła: Czy to dużo? Z jednej strony mówimy o pakiecie wartym 750 miliardów euro, a z drugiej — o wzroście PKB mniejszym niż 1 proc.
Cinzia Alcidi: Warto zrobić kilka prostych obliczeń, bo to bardzo trafna uwaga. Z całego pakietu nie wykorzystano wszystkich środków. Wypłacona kwota jest mniejsza i wynosi około 570 miliardów euro. Jeżeli podzielimy ją przez pięć lat, otrzymujemy nieco ponad 100 miliardów euro rocznie dla całej gospodarki europejskiej. PKB Unii Europejskiej wynosi natomiast około 18 bilionów euro.
Te mniej więcej 110 miliardów euro rocznie odpowiadają zatem około 0,6 proc. unijnego PKB.
Można więc zadać proste pytanie: skoro wydaję równowartość 0,6 proc. PKB rocznie, oczekiwałabym przynajmniej podobnego efektu w postaci dodatkowego wzrostu — a najlepiej trochę większego. I mniej więcej w tych granicach się znajdujemy.
W niektórych krajach wpływ był większy, w innych mniejszy. Trzeba też pamiętać, że pieniądze nie zostały rozdzielone po równo. Co ciekawe, w pierwszych dwóch latach funkcjonowania RRF wypłacono stosunkowo niewiele środków. Możliwe więc, że większą część efektów zobaczymy dopiero pod koniec programu, ponieważ wydatki były bardziej skoncentrowane w ostatnim okresie.
Mamy też dobrze udokumentowane inne kanały oddziaływania. Na przykład samo wprowadzenie RRF znacząco obniżyło koszty finansowania długu dla wielu państw członkowskich. To również można uznać za pozytywny efekt gospodarczy. RRF oddziaływał więc na gospodarkę różnymi kanałami. Wzrost PKB jest jednym z nich, ale istnieją również efekty pośrednie, które dużo trudniej oszacować.
Paulina Pacuła: Z perspektywy przeciętnego obywatela ciekawe jest jeszcze inne pytanie. Jakiego rodzaju kryzysu być może udało nam się dzięki RRF uniknąć? Czy bez tego eksperymentu gospodarka europejska mogła wpaść w znacznie głębszy kryzys?
Cinzia Alcidi: To bardzo zasadne pytanie. Jeżeli chcemy właściwie ocenić wpływ RRF, właśnie taki scenariusz kontrfaktyczny powinien być naszym punktem odniesienia. Gospodarka została praktycznie zatrzymana. Wiemy, że w niektórych krajach spadek PKB był rzędu 10 proc.
Pierwsza reakcja nastąpiła na poziomie krajowym i miała ogromne znaczenie. Europejska odpowiedź została dołożona do działań poszczególnych państw. Miała pokazać wszystkim, że w bardzo trudnej sytuacji Unia jest zjednoczona, a jednocześnie odciążyć państwa członkowskie i ich finanse publiczne.
Jeśli spojrzymy na dynamikę wzrostu po COVID-19, odbicie było naprawdę niezwykłe.
W 2020 roku nastąpił bardzo głęboki spadek PKB, a już w 2021 roku gospodarki zaczęły bardzo szybko odrabiać straty. Problem polega na tym, że kiedy gospodarka zaczęła wracać do normalności, pojawił się kolejny potężny wstrząs: wojna w Ukrainie, a następnie kryzys energetyczny.
Wiele państw doświadczyło czegoś w rodzaju odbicia w kształcie litery V: bardzo głęboki spadek, ale stosunkowo krótkotrwały, po którym gospodarka szybko wraca na wcześniejszą ścieżkę.
To wszystko jest bardzo złożone i nie chcę nadmiernie upraszczać. Warto jednak zauważyć, że odbicie rzeczywiście było szybkie. Dlatego oceniając RRF, bardzo trudno oddzielić jego efekty od wpływu kolejnych szoków, które nastąpiły w czasie realizacji programu.
Paulina Pacuła: RRF nie miał służyć wyłącznie wspieraniu wzrostu gospodarczego i łagodzeniu kryzysu. Duża część pieniędzy miała umożliwić długofalową transformację europejskich gospodarek: zieloną transformację, dekarbonizację i cyfryzację. Co możemy już powiedzieć o efektach w tych dziedzinach?
Cinzia Alcidi: Na pełne rezultaty być może trzeba będzie jeszcze poczekać, ale mamy już pewne dane. W pierwotnym rozporządzeniu zapisano, że co najmniej 37 proc. środków powinno wspierać transformację klimatyczną, a 20 proc. cyfryzację. Wiemy, że cel klimatyczny został przekroczony. O ile pamiętam, ponad 40 proc. środków przeznaczono na inwestycje związane z transformacją klimatyczną.
Jak jednak mierzyć wpływ takich inwestycji? W wielu krajach inwestowano w modernizację budynków, infrastrukturę dla elektromobilności i inne projekty związane z transformacją energetyczną. Ich efekty mogą pojawiać się stopniowo, ponieważ infrastruktura ta będzie wykorzystywana przez wiele lat. Część korzyści można też mierzyć poprzez ograniczenie emisji, ale to znacznie trudniejsze do bezpośredniego przeliczenia na efekt gospodarczy.
W przypadku cyfryzacji duże środki przeznaczono na infrastrukturę, na przykład sieci 5G czy poprawę dostępu gospodarstw domowych do szybkiego internetu. I znów pojawia się pytanie o stopę zwrotu. Jeśli mieszkam w miejscu, w którym wcześniej nie miałam odpowiedniego dostępu do internetu, a teraz go mam — jaki jest dokładnie ekonomiczny efekt tej zmiany? Nie jest łatwo go policzyć.
Oczywiście nie chcę sugerować, że każda wydana złotówka czy każde euro automatycznie poprawi sytuację w Europie. Ostatecznie trzeba przyjrzeć się konkretnym projektom i temu, jak wydano pieniądze, żeby rzetelnie ocenić ich wpływ na gospodarkę i społeczeństwo.
Paulina Pacuła: Warto też wspomnieć, że RRF i sama idea wspólnego europejskiego zadłużenia pozostają kontrowersyjne. Szczególnie krytyczne są wobec niej niektóre siły polityczne, których przedstawiciele twierdzą, że takie zadłużanie nie mieści się w tradycyjnym modelu funkcjonowania Unii Europejskiej.
Cinzia Alcidi: Trzeba tu rozróżnić dwie kwestie. W przypadku zwykłego budżetu Unii obowiązuje zasada, że nie można finansować wydatków w ten sposób. Mamy określone dochody i możemy wydać tylko środki, którymi dysponujemy.
W czasie pandemii uznano jednak, że skala i powaga kryzysu wymagają rozwiązania wykraczającego poza ten zwykły mechanizm. Państwa członkowskie — czyli poszczególne rządy — zgodziły się na wspólną odpowiedzialność i wspólne finansowanie. Wymagało to politycznej woli państw i ich zgody.
Nie oznacza to, że działano poza traktatami. Było to natomiast coś innego niż zwykły budżet Unii, w ramach którego nie można po prostu zaciągać długu na finansowanie wydatków. RRF miał podstawę prawną w traktatach europejskich. W tym kontekście istotny był między innymi artykuł 122 pozwalający państwom członkowskim działać wspólnie w szczególnych okolicznościach.
Paulina Pacuła: To prowadzi mnie do pytania o historyczny kontekst RRF. Czy zgodziłabyś się, że za koncepcją RRF stoi również lekcja wyniesiona z poprzedniego wielkiego kryzysu gospodarczego w Europie — kryzysu strefy euro w latach 2008 – 2013?
Wtedy tak zwana trojka — Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy — bardzo mocno naciskała na reformy oszczędnościowe w państwach otrzymujących pomoc finansową. Podejście to było później ostro krytykowane, między innymi dlatego, że osłabiało gospodarki znajdujące się już w trudnej sytuacji i spowalniało ich odbudowę. W przypadku RRF widzimy zupełnie inny paradygmat.
Cinzia Alcidi: Tak. Myślę, że to bardzo ważne pytanie. Jeżeli porównamy dwa wielkie kryzysy — kryzys finansowy i pandemię COVID-19 — reakcje były zupełnie różne. Po kryzysie finansowym odpowiedzią była przede wszystkim konsolidacja fiskalna, czyli ograniczanie wydatków. Po COVID-19 mieliśmy właściwie sytuację odwrotną: zwiększanie wydatków.
Po kryzysie finansowym powstał również nowy system reguł fiskalnych, który znacząco ograniczył możliwości wydatkowe rządów. W czasie pandemii nastąpiło natomiast praktycznie pełne zawieszenie tych ograniczeń. Uruchomiono klauzulę pozwalającą państwom odejść od normalnych reguł fiskalnych i wydawać tyle, ile było potrzebne do odpowiedzi na kryzys. To zupełnie inne podejście.
Myślę, że częściowo wynikało ono z doświadczenia pokazującego, że polityka nadmiernych oszczędności nie zadziałała dobrze. Ale trzeba też pamiętać, że natura obu kryzysów była zupełnie inna. Kryzys finansowy dotknął poszczególne państwa w różnym stopniu. Nie był takim samym, jednoczesnym szokiem dla całej Unii. Wiązał się również z polityką fiskalną prowadzoną przez niektóre państwa przed kryzysem.
W takiej sytuacji odpowiedź była mniej więcej taka: teraz trzeba skorygować wcześniejsze problemy. Tyle że jeżeli robi się to w niewłaściwym momencie, można jeszcze bardziej pogłębić negatywny cykl gospodarczy.
COVID-19 był zupełnie inny. Pandemia dotknęła wszystkie państwa. Oczywiście skutki gospodarcze różniły się w zależności od struktury poszczególnych gospodarek, ale nie było wątpliwości, że mamy do czynienia ze wspólnym, zewnętrznym szokiem. Moim zdaniem właśnie dlatego udało się znaleźć znacznie bardziej solidarne rozwiązanie niż wiele spośród tych, które wcześniej widzieliśmy na poziomie Unii Europejskiej. Było to bardzo mocno związane ze szczególnym charakterem tego kryzysu.
Paulina Pacuła: Mówiłyśmy wcześniej, że RRF wprowadził również zupełnie nowy model finansowania unijnego. Zamiast zwracać konkretne koszty, wypłaty uzależniono od osiągania uzgodnionych rezultatów, kamieni milowych i celów. Czy płacenie za rezultaty zamiast za koszty jest lepszym sposobem wydawania unijnych pieniędzy? I czy taki model nie powoduje jednocześnie większej koncentracji władzy w Komisji Europejskiej?
Cinzia Alcidi: Są tutaj dwa aspekty. Zacznijmy od samej logiki zmiany. Dlaczego w RRF zdecydowano się odejść od wcześniejszego modelu? Jeszcze przed powstaniem RRF od dawna pojawiały się wątpliwości dotyczące sposobu realizowania projektów finansowanych ze środków unijnych.
W tradycyjnym systemie rozliczenie wyglądało mniej więcej tak: wydałam pieniądze na zakup komputera, więc pokazuję fakturę i mówię, że była to unijna inwestycja w infrastrukturę cyfrową. Nie oznaczało to jednak automatycznie, że sprawdzaliśmy, jaki był rezultat tej inwestycji i jaki rzeczywisty wpływ miały wydane pieniądze. Stąd wzięła się idea zmiany paradygmatu.
Podmioty realizujące projekty miały otrzymać więcej swobody w decydowaniu, jak wykorzystać pieniądze, o ile były w stanie wykazać, że środki posłużyły osiągnięciu określonego rezultatu. Ta koncepcja nie została wymyślona w dwa miesiące podczas tworzenia RRF. Dyskusja trwała już wcześniej. Zmiana była odpowiedzią na krytykę i ograniczenia dotychczasowego systemu.
W nowym modelu pieniądze są wypłacane beneficjentom wtedy, gdy mogą oni wykazać, że zrealizowali to, co wcześniej obiecali.
Oczywiście obietnica musi być dokładnie określona w postaci celu lub kamienia milowego. I właśnie to w praktyce może być trudne.
Z doświadczeń RRF wiele się jednak nauczono. Część tych rozwiązań została już uwzględniona w propozycjach dotyczących kolejnych wieloletnich ram finansowych, gdzie podobny system ma być wykorzystywany. To może być jedno z najważniejszych dziedzictw RRF: przeniesienie tego sposobu finansowania do kolejnego wieloletniego budżetu Unii.
Paulina Pacuła: Cinzia, bardzo dziękuję, że byłaś z nami. Cieszę się, że mogłyśmy o tym porozmawiać. To wszystko w tym tygodniu w podcaście LensEU. Do usłyszenia w kolejnym odcinku.
Jeżeli macie pytania dotyczące Unii Europejskiej, jej polityk albo po prostu spraw europejskich, które zawsze chcieliście lepiej zrozumieć, chętnie je poznam. Moje dane kontaktowe znajdziecie na stronie OKO.press. Dziękuję za wysłuchanie podcastu.
A jeśli wolisz czytać, zasubskrybuj nasz newsletter LensEU. Znajdziesz w nim informacje na tematy europejskie z pięciu krajów biorących udział w projekcie.

Komentarze