Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 18.02.2025 Warszawa , aleje Ujazdowskie 1/3 , Kancelaria Prezesa Rady Ministrow . premier RP Donald Tusk i ministra ds. rownosci Katarzyna Kotula podczas posiedzenia Rady Ministrow . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl18.02.2025 Warszawa ...

Prawica chciała odrzucenia projektu ustawy w pierwszym czytaniu, PSL – skierowania go do Komisji Nadzwyczajnej i przeprowadzenia drugiego z trzech czytań właśnie tam.

Sprawdzian z mówienia jednym głosem koalicja zaliczyła na czwórkę z plusem. Głosami 233 posłów pierwszy w historii rządowy projekt regulujący kwestię związków nieformalnych będzie procedowany dalej, właśnie w Komisji, w której mają zasiąść m.in. autorki projektu, Katarzyna Kotula (Lewica) i Urszula Pasławska (PSL). Ramię w ramię z PiS i Konfederacją głosowało dwóch polityków PSL: Marek Sawicki i Jacek Tomczak.

„To kolejny kamień milowy w drodze do prawnego uznania związków osób tej samej płci” – komentuje Przemek Walas z Kampanii Przeciw Homofobii.

Tylko co to właściwie oznacza?

Ustawa o osobie najbliższej. Napisana jako nie-małżeństwo

„To nie jest ustawa naszych marzeń. To nie jest ustawa, jaką naprawdę chcielibyśmy procedować tu w Sejmie” – mówi tuż po głosowaniu Katarzyna Kotula, ministra ds. równości.

Ustawa o „statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu” powszechnie nazywana ustawą „współlokator +”, nie podoba się bowiem nikomu. Przygotowana wspólnie przez Katarzynę Kotulę oraz Urszulę Pasławską jest efektem kompromisu lewicy i konserwatystów; przygotowywana z dbałością o to, by umowy – podpisywanej u notariusza, regulującej wyłącznie podstawowe kwestie, jak dostęp do informacji medycznej, ewentualne testamentowe dziedziczenie i wspólność majątkową (ale dopiero po roku) – nikt nie pomylił z małżeństwem. Małżeństwem, którego w Polsce jednopłciowa para nadal nie może zawrzeć, a jeśli pobierze się za granicą, to w Polsce i tak będzie ono nieważne.

Przeczytaj także:

Organizacje prorównościowe grzmią, że ustawa kompletnie nie dostrzega tęczowych rodzin, odbiera godność, uniemożliwiając np. dokonania ceremonii w Urzędzie Stanu Cywilnego, który i tak umowę będzie rejestrował, czy nie zmieniając stanu cywilnego stron. Z drugiej strony – bez tych ustępstw projekt nie miałby szans na poparcie PSL-u, a ich głosy były tu niezbędne.

Projekt napisany jest tak, by nikt nie mógł go pomylić z małżeństwem i koncentruje się właściwie na opozycjach względem niego. Ustawa wyszła z rządu pod koniec roku, a 12 lutego odbyło się jego pierwsze czytanie w Sejmie (z koniecznych trzech).

Histeria prawicy, czyli polityczna wydmuszka

I to ono udwodoniło, że w istocie prawica nie ma żadnych argumentów, by z ustawą walczyć. Podczas czterogodzinnej dyskusji nad ustawą o osobie najbliższej politycy PiS i Konfederacji koncentrowali się wokół trzech argumentów:

  1. że ustawa jest niezgodna z art. 18 Konstytucji („Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”). Tyle że wbrew głosom prawicy przepis ten „nie zawiera zakazu ochrony związków konkurencyjnych czy alternatywnych, i to zarówno na poziomie konstytucyjnym, jak i oczywiście ustaw zwykłych” – jak wyjaśniała na naszych łamach prof. Ewa Łętowska;
  1. że to próba wprowadzenia małżeństw jednopłciowych i wstęp do adopcji dzieci przez pary LGBT, co stoi w sprzeczności z przepisami projektu, który w żaden sposób nie reguluje kwestii tęczowych rodzin i jest – jak pisaliśmy wyżej – opracowany tak, by stał w sprzeczności z małżeństwami. W OKO.press rozbrajaliśmy ten argument – czysto polityczny, obliczony na społeczny sprzeciw wobec adopcji przez pary jednopłciowe;
  2. że to działanie pod dyktando Unii Europejskiej i zachodniej Europy, czego symbolem miała być obecność na posiedzeniu dyplomatów z krajów skandynawskich i Niemiec zrzeszonych w grupie „Diplomats for Equality”, czynnie działających na rzecz równości w Unii Europejskiej i regularnie pojawiających się na marszach równości w Polsce.

Większość opozycji w trakcie dyskusji wyszła z sali chwilę po swoim „występie”, co pokazuje, że w gruncie rzeczy same zapisy projektu nie są dla nich ważne. A sprzeciw jest wyłącznie działaniem politycznym, obliczonym na populistyczne poparcie u swoich wyborców.

Szybko i sprawnie czy do zamrażarki?

Jeśli piątkowe głosowanie uznać za test dla jedności koalicji, to najbliższe miesiące będą egzaminem jeszcze ważniejszym obnażającym ich rzeczywiste intencje. Podjęta w piątek 13 lutego 2026 decyzja o skierowaniu ustawy o osobie najbliższej do Komisji Nadzwyczajnej opisywana jest jako „krok historyczny”.

„Tu nie ma żadnych kontrowersji. Tu jest życie” – mówi Katarzyna Kotula. „Komisja Nadzwyczajna, dedykowana właśnie do tego jednego projektu, będzie okazją do prawdziwie merytorycznych rozmów o każdym zapisie tej ustawy, punkt po punkcie” – wyjaśnia ministra.

To rozwiązanie zarezerwowane dla szczególnych (i szczególnie dzielących) projektów. Wejście ustawy w specjalny tryb legislacyjny ma z jednej strony szczegółowo przeanalizować projekt i wypracować ostateczny kształt ustawy, wręczony posłom do trzeciego czytania. Z drugiej – próbą znalezienia porozumienia ponad sporem politycznym. To ma być również miejsce, w którym rozpoczną się rozmowy z prezydentem Karolem Nawrockim, by ten ustawy nie zawetował.

„Wierzę, że dowieziemy tę ustawę aż na biurko pana prezydenta, a on udowodni, że jest prezydentem wszystkich Polek i wszystkich Polaków” – deklaruje Kotula. "To ustawa o godności, równości i bezpieczeństwie – o tym, by nikt, kto w Polsce kocha i bierze odpowiedzialność za drugiego człowieka, nie był już dla drugiej osoby człowiekiem »obcym« a dla własnego państwa »nikim«” – dodaje.

Po to ekstraordynaryjne rozwiązanie, jakim jest Komisja Nadzwyczajna, koalicja rządząca sięgnęła w tej kadencji Sejmu pięć razy. Tym tokiem „procedowana” jest np. ustawa aborcyjna, dla której komisja stała się szczelną sejmową zamrażarką. Projekt trafił tam w kwietniu 2024 roku – i do dziś nie doczekał się rozstrzygnięcia. Czy taki los czeka również ustawę o osobie najbliższej?

Miko Czerwiński kierujący Kampanią Przeciw Homofobii dla OKO.press: „Mam poczucie, że rządowi w końcu zależy na szybkim przeprocedowaniu tego projektu. Chciałbym się nie pomylić”.

A co z małżeństwami?

Na czas analizy konkretnych przepisów ustawy, do politycznej dyskusji najpewniej wróci temat legalizacji małżeństw jednopłciowych, do którego polskie państwo zobligował Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Ministerstwo Cyfryzacji pod koniec stycznia opracowało projekt zakładający, że małżeństwa te można wpisywać do rejestru dzięki zwykłemu rozporządzeniu, na które nie trzeba zgody prezydenta. Wewnątrzresortowa dyskusja na temat projektu już się zakończyła – ale resort konsekwentnie (i niezgodnie z prawem) nie publikuje tych opinii z Rządowym Centrum Legislacji, opóźniając tym samym formalną ścieżkę jego ewentualnej legislacji. Z naszych rozmów z politykami wynika, że dyskusja celowo przeciąga się do wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego ws. pary mężczyzn, których historię analizowało TSUE właśnie. Ta rozprawa zaplanowana jest na 20 marca 2026.

;
Na zdjęciu Angelika Pitoń
Angelika Pitoń

Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".

Komentarze