Społeczne oczekiwania dotyczą przede wszystkim rozmontowania systemu korupcyjnego Orbána, ale rząd zapowiada też korektę kursu wobec Polski, Ukrainy, Rosji i Chin. Rozmawiamy z Andrzejem Sadeckim z OSW o przyszłej polityce Węgier.
Po 16 latach nieprzerwanych rządów Viktor Orbán i jego partia Fidesz stracili władzę na Węgrzech. Nowy węgierski rząd zostanie powołany najpóźniej 12 maja. Premierem zostanie Péter Magyar. Czy będzie rewolucjonistą, czy tylko rewizjonistą kursu Fideszu?
Magyar jest wychowankiem partii Orbána, przez wiele lat był twarzą jej prorodzinnej polityki, kiedy był mężem byłej minister sprawiedliwości w rządzie Orbána Judit Vargi. Jego TISZA, Partia Szacunku i Wolności, zdobyła ponad dwie trzecie miejsc w parlamencie, ma większość konstytucyjną i silny mandat do układania państwa na nowo.
W podkaście Drugi Rzut Oka Anna Wójcik rozmawiała o przyszłości węgierskiej polityki z Andrzejem Sadeckim, kierownikiem programu środkowoeuropejskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich.
„Zobaczymy, jak dalece instynkty Magyara — ukształtowanego jednak w środowisku Fideszu, który przez lata nie sprzeciwiał się polityce balansowania — będą korygowane przez oczekiwania społeczne, które bardzo mocno wybrzmiały w kampanii” – prognozuje Sadecki.
Anna Wójcik: Historia na Węgrzech przyśpieszyła. Jeszcze do niedawna przegrana Viktora Orbána w wyborach wydawała się niemożliwa. Tak jak upadku muru berlińskiego też prawie nikt się nie spodziewał.
Andrzej Sadecki: Analogia z upadkiem muru berlińskiego jest do pewnego stopnia zasadna. Nastroje na Węgrzech są historyczne. Ludzie czują, że skończyła się epoka. Jesteśmy po 16 latach rządów, w zasadzie absolutnej hegemonii, partii Fidesz Viktora Orbána i kontroli nad wszystkimi aspektami funkcjonowania państwa.
Zobaczymy, jakie kształty przybierze ta zmiana, bo do parlamentu weszła partia złożona w dużej mierze z kompletnych nowicjuszy. To także przypomina 1989 rok: moment, kiedy w parlamencie pojawiają się osoby, które nigdy wcześniej nie funkcjonowały w formalnej polityce, nie mają doświadczenia parlamentarnego. Lekarze, prawnicy, menadżerowie, lokalni działacze.
TISZA powstała w 2024 roku. Péter Magyar szukał wtedy kandydatów na europosłów na Facebooku. Partia od razu wystartowała w wyborach do Parlamentu Europejskiego i zdobyła siedem mandatów. Kim są ludzie, którzy dzisiaj tworzą to ugrupowanie?
To partia, której niekwestionowanym liderem jest Péter Magyar. W tym sensie jest ona lustrzanym odbiciem Fideszu. Myślę, że jedynie partia wodzowska mogła pokonać partię wodzowską Orbána.
Osoby, które weszły z list TISZY do parlamentu, są nowe w polityce. To było ogromnym atutem w kampanii wyborczej. Kandydaci TISZY szli nie tylko z hasłami zerwania z epoką Orbána, ale także mocno dystansowali się od wcześniejszego okresu, od rządów liberalno-lewicowych, które na Węgrzech nie są najlepiej wspominane, bo kojarzą się ze skandalami i załamaniem gospodarczym. Zobaczymy, jak to wszystko zadziała, kiedy przejmą władzę. Wyzwaniem będzie zbudowanie sprawnie funkcjonującej administracji.
Magyar, angażując osoby z biznesu, starał się w ten sposób reagować na zarzuty, że to partia ludzi zupełnie niedoświadczonych, przychodzących z zewnątrz. W jego otoczeniu jest szereg osób, które zrobiły duże kariery międzynarodowe.
Wicepremierką i ministrą spraw zagranicznych zostanie Anita Orbán — niespokrewniona z Viktorem Orbánem. Jakie zadanie przed nią stoi?
Obejmie to ważne stanowisko po 11 latach urzędowania Pétera Szijjártó, który stał się symbolem zwrotu na Wschód i bliskich relacji Węgier z Rosją. Anita Orbán stoi przed zadaniem odbudowy węgierskiej dyplomacji.
Po 2010 roku, w czasie rządów Orbána, przez kilka lat pełniła funkcję ambasador-at-large do spraw energetycznych. Odeszła jednak z MSZ, gdy przyszedł do niego Szijjártó i zaczął pełny zwrot na Wschód.
To ciekawa osoba. Zrobiła doktorat w Stanach Zjednoczonych, a jej praca doktorska dotyczyła energetycznego imperializmu Rosji. To dość obiecujący sygnał, jeśli chodzi o ograniczenie zależności od Rosji zbudowanych przez Orbána. Wizerunkowo to kompletnie inna osoba niż Szijjártó. Ma duże kompetencje, doświadczenie międzynarodowe, posługuje się dyplomatycznym językiem, z którego Szijjártó akurat nie słynął.
Wracając do Magyara, jego światopogląd ukształtował się w czasie rządów Fideszu. Myślę, że w gruncie rzeczy jest on konserwatywny, centroprawicowy. W pewnym momencie zbuntował się przeciwko patologiom władzy: oligarchizacji, korupcji. I myślę, że ten sprzeciw jest autentyczny. Przez ostatnie dwa lata, kiedy budował ruch właściwie od zera, także istotnie ewoluował. Widać było, że w pierwszych miesiącach po wejściu do polityki mówił jeszcze językiem bliskim Fideszowi, ale stopniowo odchodził od haseł promowanych przez tę partię.
Nowy rząd będzie jednak kontynuował rozwiązania popularne społecznie za Fideszu. Dotyczy to na przykład polityki antyimigracyjnej — tutaj Magyar nie odróżniał się szczególnie od Fideszu, czy elementów polityki prorodzinnej. Myślę więc, że w części spraw będzie kontynuacja.
Dzięki ordynacji wyborczej, w której zwycięzca bierze wszystko, TISZA zdobyła większość konstytucyjną. W węgierskim parlamencie będzie prawicowa TISZA, nieliberalny prawicowo-populistyczny Fidesz, oraz skrajnie prawicowy Ruch Naszej Ojczyzny, Mi Hazánk Mozgalom. Czy w momencie, gdy w węgierskim parlamencie nie ma partii lewicowych i liberalnych, ma sens uchwalanie nowej konstytucji?
Nie wiem, czy możemy określić TISZĘ jako partię prawicową. Na pewno sam Magyar ma przekonania konserwatywne, centroprawicowe. Natomiast TISZA jest raczej partią big tent. Bardzo świadomie uciekała od etykiet ideologicznych. Magyar regularnie mówił: nie jesteśmy ani prawicą, ani lewicą. Oczywiście to było zagranie obliczone na zbudowanie szerokiego ruchu, który mógłby przyciągnąć zarówno dawnych wyborców partii lewicowo-liberalnych, jak i rozczarowanych wyborców Fideszu.
Mandat, który otrzymała TISZA, pochodzi od bardzo zróżnicowanych wyborców. To będzie w jakimś stopniu zobowiązaniem dla Magyara i jego partii.
W pewnych kwestiach będą prowadzić politykę bardziej konserwatywną, ale ze świadomością, że ich elektorat jest bardzo różnorodny.
W czasie wieczoru wyborczego Magyar mówił, że nie ocenia, jak ludzie się kochają. To było wyraźne odróżnienie od mocno konserwatywnej narracji Fideszu, który systemowo atakował osoby LGBT. Zresztą na Węgrzech obowiązują rozwiązania bardziej liberalne niż w Polsce, jeśli chodzi o związki partnerskie — są one możliwe od 2007 roku. Aborcja także jest legalna.
Prawdopodobnie TISZA będzie chciała umożliwić adopcję dzieci osobom niepozostającym w związkach małżeńskich. Wyobrażam sobie więc, że w pewnych kwestiach może nastąpić lekki zwrot w stronę liberalną, zwłaszcza po 16 latach rządów Orbána. Wiele będzie zależało od lidera, który ma raczej konserwatywne instynkty.
Jeśli chodzi o zmianę konstytucji, TISZA ma większość dwóch trzecich. To prawdopodobnie będzie prowadzić do przyjęcia nowej konstytucji. Myślę jednak, że nie będzie to pierwszy ruch. Widać też, że TISZA chce odróżnić się od Fideszu. Kiedy Fidesz przejmował władzę w 2010 roku, po wielkim zwycięstwie, konstytucja została uchwalona po niecałym roku.
TISZA deklaruje zmianę stylu: chce konsultować się z ludźmi. Jeśli zdecyduje się na opracowanie nowej ustawy zasadniczej, będzie chciała referendum.
Magyar będzie stał przed dylematem: jak dalece dokonywać zmian gwałtownie i szybko, bo jest atmosfera społeczna i pewne przyzwolenie, w jakim stopniu rzeczywiście odciąć się od sposobu sprawowania władzy przez Fidesz — bez nocnych głosowań i bez nadzwyczajnego reżimu prawnego.
Na Węgrzech stan nadzwyczajny obowiązuje nieprzerwanie od 2015 roku. Wprowadzono go ze względu na tak zwany kryzys migracyjny, a później zawsze znajdował się kolejny powód do jego przedłużenia.
TISZA obiecuje zmienić ten styl rządzenia. Zobaczymy, jak nowy rząd pogodzi postulat szybkiej zmiany z obiecywanym powrotem do standardów i odpolitycznieniem i odbudową niezależnych instytucji. W jakim stopniu rząd Magyara będzie miał pokusę, żeby skorzystać z systemu zbudowanego przez Fidesz.
Jednym z pierwszych działań Magyara po wyborach było udanie się do pałacu prezydenckiego. Zaapelował do prezydenta Tamása Sulyoka, wybranego głosami Fideszu, aby ustąpił. Czy to w ogóle konieczne dla realizacji programu TISZY?
Na Węgrzech prezydent nie jest wybierany w wyborach powszechnych, ale pośrednio przez parlament. Rola prezydenta jest ograniczona. Nie ma twardego weta jak w Polsce. Pełni głównie funkcję reprezentacyjną. Mimo to Magyar wezwał Sulyoka do ustąpienia, powołując się na silny mandat, który otrzymał w wyborach.
Magyar już w wieczór wyborczy wezwał zresztą do ustąpienia wszystkich szefów głównych instytucji, może z wyjątkiem banku centralnego, z którym nowa władza najwyraźniej chce się ułożyć. Gdyby próbowała odwołać jego szefa na siłę, mogłoby to być niebezpieczne dla węgierskiej gospodarki, która jest dziś w nie najlepszym stanie.
Magyar wzywa do odejścia szefa sądu konstytucyjnego, prezesa sądu najwyższego, prokuratora generalnego, szefa urzędu kontroli, czyli odpowiednika Naczelnej Izby Kontroli. Ten ostatni, László Windisch, jest zresztą obecnym partnerem byłej żony Magyara, więc przewija się też wątek osobisty.
Zobaczymy, czy te osoby jednak ustąpią ze stanowisk. Jeśli nie, zakładam, że przyszły premier będzie próbował wywierać presję — polityczną lub instytucjonalną — aby uzyskać większe pole manewru.
Najpilniejszą sprawą jest odblokowanie unijnych funduszy unijne. W instytucjach unijnych i wielu państwach członkowskich dość powszechne jest przekonanie, że odblokowanie Polsce unijnych środków w powyborczej euforii było błędem. Jak to może wyglądać w przypadku Węgier?
Jeśli chodzi o środki z Krajowego Funduszu Odbudowy dla Węgier, sprawa jest bardzo pilna. Jeśli nie zostaną uwolnione, Węgry stracą je w sierpniu. Myślę więc, że środki z KPO zostaną przyznane stosunkowo szybko. Oczywiście konieczne będą pewne zmiany, zwłaszcza dotyczące działań antykorupcyjnych i przywrócenia standardów w przetargach publicznych. Skala problemu jest, moim zdaniem, nieporównywalna z żadnym innym miejscem w Unii Europejskiej.
Środki unijne przez wiele lat zasilały orbánowską oligarchię. Żywiła się ona głównie funduszami unijnymi, mimo całej antyunijnej retoryki Fideszu.
Katalog problemów na Węgrzech jest znacznie szerszy, obejmuje niezależność uniwersytetów czy wolność i pluralizm mediów.
Rządy państw członkowskich i instytucje UE będą stały przed dylematem: na ile szybko umożliwić Magyarowi nowe otwarcie, a na ile pilnować, czy zmiany rzeczywiście zachodzą. Myślę, że środki z KPO zostaną odblokowane szybko. Natomiast w przypadku Funduszu Spójności będzie to dłuższy proces.
TISZA chce pokazać, także wobec przyszłej opozycji Fideszu, że nie jest partią bezwarunkowo prounijną, która zostawia na boku interesy węgierskie i realizuje wszystko, co dyktuje Bruksela — bo taki zarzut Fidesz będzie jej stawiał.
W 2010 roku Orbán doszedł do władzy po katastrofalnie odbieranych rządach socjalistów i obiecywał odbudowę gospodarczą oraz wzmocnienie Węgier. Po kilku latach okazało się jednak, że inne kraje regionu należące do UE rozwijają się dużo szybciej, jak Polska, Rumunia czy Czechy. Węgierskie społeczeństwo zbiedniało. Płaca minimalna jest o jedną czwartą niższa niż w Polsce. Co w gospodarce planuje TISZA?
Wybory rozstrzygnęły się głównie wokół kwestii materialnych. Oczywiście kampania w dużej mierze dotyczyła spraw zagranicznych, Fidesz straszył Ukrainą, wyciekały nagrania dotyczące bliskich relacji Węgier z Rosją. Jednak decydująca była gospodarka.
Ostatnie cztery lata były dla Węgier fatalne. Orbán stracił wizerunek polityka, który zapewnia dobrobyt. A przejmował władzę tuż po międzynarodowym kryzysie finansowym, który bardzo mocno uderzył w Węgry w latach 2008–2009. Kolejne lata rządów Orbána były względnie stabilne. Już wtedy było widać, że Węgry zaczynają odstawać od regionu, ale ludzie mieli poczucie, że jest przynajmniej lepiej niż wcześniej.
To załamało się po pandemii i częściowo w wyniku kryzysu energetycznego. Węgry miały najwyższą inflację w Unii. W ostatnich trzech latach wzrost był bardzo mizerny. Do tego wstrzymane zostały środki unijne, które zapewniały większość inwestycji publicznych.
Wydaje się, że od Fideszu odwrócili się przedsiębiorcy — przynajmniej ci, którzy nie byli w bezpośrednim otoczeniu Orbána i nie opływali w luksusy do ostatnich wyborów.
Nowy rząd stanie przed ogromnymi wyzwaniami. Liczy przede wszystkim na uwolnienie środków unijnych i chce przywrócić stabilność regulacyjną. Cechą rządów Fideszu było to, że regulacje zmieniały się właściwie z dnia na dzień. Narzekali na to inwestorzy. Brakowało wyraźnej wizji.
Na początku Orbán rzeczywiście miał pomysł wzmocnienia rodzimej klasy przedsiębiorców. Bardzo szybko przerodziło się to w patologię. Wzmocnił przede wszystkim własną rodzinę i najbliższe otoczenie. Jego zięć został milionerem, właściwie miliarderem. Podobnie przyjaciel z dzieciństwa. Lőrinc Mészáros, biznesmen z rodzinnej miejscowości Orbána, dziś jest numerem jeden na liście „Forbesa”. Ogromne majątki powstały dzięki bliskim związkom z władzą. To była symbioza. Oligarchowie zapewniali władzy media, kupowali kolejne tytuły, a w zamian otrzymywali środki z przetargów publicznych i inwestycji.
Nawet jeśli nowa władza będzie próbowała stworzyć prawdziwie konkurencyjny rynek, oligarchowie przecież nie znikną z dnia na dzień.
Na pewno bardzo szybko zostaną odcięci od finansowania publicznego. Mają jednak zakumulowane majątki, które pozwolą im przetrwać przez jakiś czas i finansować różne działania Fideszu. A Fidesz nadal będzie silną opozycją. W wyborach dostał 40 procent głosów. System wyborczy jest bardzo nieproporcjonalny, więc opozycja ma stosunkowo niewiele mandatów. Stąd wielki sukces TISZY oraz większość konstytucyjna. Ordynacja stworzona przez Fidesz ostatecznie zagrała przeciwko niemu.
Myślę, że zaplecze oligarchiczne Fideszu będzie się kurczyć. Ono nie funkcjonowało jak oligarchia w Rosji czy nawet na Ukrainie, oparta na surowcach czy wielkim przemyśle. Ci ludzie prosperowali przede wszystkim dzięki środkom publicznym i funduszom unijnym. Oczywiście część ich działalności może być konkurencyjna, ale znacząca mniejszość. Wielkie majątki mnożyli głównie dzięki związkom z władzą.
TISZA zrobi wszystko, żeby odciąć ich od tych środków. To jedna z najważniejszych obietnic i bardzo silne społeczne oczekiwanie deoligarchizacji. Ma powstać urząd odzyskiwania i ochrony majątku państwowego. Będzie to trudne zadanie, bo Fidesz jest partią prawników, która starała się robić wszystko, jeśli nie zgodnie z duchem prawa, to przynajmniej z jego literą. Odzyskanie publicznych środków będzie więc skomplikowane. Spodziewam się spektakularnych prób pokazania, że dochodzi do rozliczeń, ale nie będzie to proste.
Magyar zapowiedział, że pierwszą podróż zagraniczną odbędzie do Warszawy, a później do Wiednia. Co wygrana TISZY oznacza dla Polski?
Jednym z głównych celów Magyara jest odbudowa relacji z Polską — historycznie bliskich, tradycyjnie ważnych. Wszyscy znamy przysłowie „Polak, Węgier — dwa bratanki”. Te relacje faktycznie załamały się w ostatnich czterech latach, zwłaszcza po 2022 roku i po zupełnie odmiennej reakcji na pełnoskalową agresję Rosji przeciwko Ukrainie.
Magyar dość mocno podnosił w kampanii, a nawet wcześniej, że Orbán zniszczył coś, co zawsze było stałym elementem węgierskiej polityki zagranicznej. Chce przyjechać do Polski z kilku względów. Po pierwsze, chodzi o odbudowę relacji polsko-węgierskich. Po drugie — o współpracę w Grupie Wyszehradzkiej. Po trzecie — zarówno TISZA, jak i Platforma Obywatelska należą do Europejskiej Partii Ludowej, więc patrzą w podobnym kierunku. Po czwarte lekcje z Polski dotyczące odblokowania unijnych funduszy są dla Magyara bardzo ważne.
Zresztą Orbán po wyborach w 2010, 2014 i 2018 roku także pojechał z pierwszą wizytą do Warszawy. Dopiero w 2022 roku, po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, to się zmieniło. W pewnym sensie jest to więc odbudowa wcześniejszego zwyczaju. Dla węgierskiej opinii publicznej wyjazd do Warszawy jest niekontrowersyjny. Wyjazd do któregoś z sąsiadów byłby trudniejszy, bo Węgry nigdy nie miały z sąsiadami bardzo bliskich relacji, między innymi ze względu na mniejszość węgierską — dotyczy to Słowacji, Rumunii czy Serbii. Austria jest wyjątkiem, bo tam nie ma istotnej mniejszości węgierskiej, więc kolejna wizyta w Wiedniu wpisuje się trochę w historyczne sentymenty do monarchii austro-węgierskiej.
Grupa Wyszehradzka powstała na początku lat 90. jako format koordynacji współpracy Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Celem było osadzanie się w strukturach Zachodu. W czasie tak zwanego kryzysu migracyjnego w 2015 roku Grupa Wyszehradzka zaczęła być globalnie postrzegana jako grupa państw „nieliberalnych”, sprzeciwiających się mainstreamowej polityce Zachodu. Czym może stać się dzisiaj?
Są szanse na odbudowę współpracy w Grupie Wyszehradzkiej. W ostatnich latach była ona na najwyższym szczeblu właściwie zamrożona. Funkcjonowała niżej — współpracowały organizacje pozarządowe. Dawniej mieliśmy regularne spotkania premierów przed Radami Europejskimi, spotkania ministrów w różnych formatach.
Robert Fico, premier Słowacji, i Andrej Babiš, premier Czech, byli bliskimi współpracownikami Orbána i jego sojusznikami. Poparli go dzień przed wyborami. Oczywiście, gdy wygrała TISZA, następnego dnia bardzo ochoczo pogratulowali Magyarowi. Oni także chcą odbudowywać współpracę wyszehradzką, ale różnice pozostaną — w nastawieniu do Brukseli, a także do Rosji i Ukrainy. Zwłaszcza Fico razem z Orbánem blokował różne kwestie ważne dla Ukrainy. Bez Orbána będzie jednak mniej ośmielony do działań blokujących w Unii.
Różnice jednak zostaną. W polskiej polityce zagranicznej nadal widoczny będzie zwrot na północ — ku partnerom bałtyckim, bo tam mamy dużo bliższe stanowisko w sprawach bezpieczeństwa, Rosji i Ukrainy. Łączy nas też Morze Bałtyckie.
Z drugiej strony Grupa Wyszehradzka może zostać odnowiona przede wszystkim na gruncie bardziej gospodarczym: współpracy w Unii, negocjowanych wieloletnich ram finansowych, polityki spójności, wspólnej polityki rolnej. Jest wiele pragmatycznych interesów, które łączą Polskę, Węgry, Czechy i Słowację. Zakładam więc, że nastąpi jakaś odnowa, ale nie spodziewałbym się, że współpraca będzie tak intensywna, jak w przeszłości.
W czasie kampanii wyborczej można było odnieść wrażenie, że głównym konkurentem Orbána jest prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. W propagandzie Fideszu przejął funkcję zagrożenia dla narodu węgierskiego, która przez lata była przypisana miliarderowi George’owi Sorosowi. Fidesz grał na lękach przed wplątaniem Węgier w wojnę i z biegiem lat prowadził coraz bardziej antyukraińską politykę i narrację, blokując pomoc finansową dla walczącej z Rosją Ukrainy. Jak będzie wyglądała ukraińska polityka rządu TISZY?
16 lat rządów Orbána jednak ukształtowało węgierskie myślenie. Ogromna kontrola mediów i bardzo mocno propagowane narracje antyukraińskie oraz prorosyjskie zostawiły ślad. Dlatego zmiana nie będzie aż tak głęboka.
Ona oczywiście nastąpi. Kwestia zbliżenia Węgier z Rosją Putina odegrała rolę w kampanii, kiedy ujawniono nagrania rozmów Szijjártó z Ławrowem, Orbána z Putinem.
Nowa władza zmieni nastawienie. Nie będzie już tak bliskiej współpracy z Rosją i tak ostrej nagonki na Ukrainę. Jednak Węgry nie staną się z dnia na dzień państwem bardzo mocno wspierającym Ukrainę albo postulującym zaostrzenie polityki Unii czy NATO wobec Rosji.
Myślę, że Magyar będzie zajmował stanowisko pośrodku — mieszczące się w głównym nurcie europejskim, ale odległe od nastawienia Polski, państw bałtyckich czy nordyckich wobec Rosji i Ukrainy.
W szczegółach: zapowiada, że nie będzie wetował głównych decyzji w Unii Europejskiej i NATO dotyczących wsparcia dla Ukrainy oraz sankcji na Rosję. Jest natomiast sceptyczny wobec militarnego wspierania Ukrainy. Węgry prawdopodobnie nadal nie będą przekazywać wsparcia wojskowego. Magyar będzie też ostrożny, czy asertywny, w kwestii integracji Ukrainy z Unią Europejską.
Myślę, że Węgry przestaną wetować otwarcie klastrów negocjacyjnych z Ukrainą, co robiły przez ostatnie kilkanaście miesięcy, przez co negocjacje de facto nadal się nie rozpoczęły. Będą to trudne negocjacje. Węgry będą upominać się o kwestie rolnictwa i inne interesy gospodarcze. Klimat stworzony przez Fidesz będzie miał wpływ na politykę TISZY.
Prezydent Donald Trump był wielkim zwolennikiem Orbána, ale, ponieważ lubi zwycięzców, do razu po wyborach ocenił, że Magyar na pewno dobrze sobie poradzi. Co się zmieni w relacjach Węgier ze Stanami Zjednoczonymi?
Obecna administracja USA bardzo zainwestowała w relacje z Orbánem. A może inaczej: najpierw Orbán bardzo silnie inwestował w Donalda Trumpa i wspierał go właściwie od 2016 roku. Również wtedy, gdy Trump przegrał wybory z Joe Bidenem. Powstała cała sieć relacji, fundacji, think tanków i organizacji lobbingowych, które tworzyły płaszczyznę zbliżenia MAGA i Fideszu.
Orbán urósł w Stanach do figury silnego lidera, ostro walczącego z liberałami, który nie boi się mówić rzeczy niepoprawnych politycznie. W dużej mierze przymykano oko na jego bliską współpracę z Chinami, która jednak nie jest popularna w żadnym środowisku politycznym w USA. Te związki były bardzo silne.
Były też słynne konferencje konserwatystów CPAC w Budapeszcie. J.D. Vance przyjechał wesprzeć Orbána kilka dni przed wyborami — choć nie sam Trump, co też jest ciekawe. Myślę, że Orbán bardzo liczył na wizytę prezydenta. Vance był dla niego tylko nagrodą pocieszenia.
Widać jednak, że prezydent amerykański bardzo szybko zapomina o swoich przyjaciołach. Już wypowiedział się pochlebnie o Magyarze. Magyar będzie prowadził politykę pragmatyczną, będzie szukał związków gospodarczych. Węgry były przez ostatnie lata wyjątkiem w regionie: nie kupowały amerykańskiego sprzętu wojskowego, co bardzo odróżniało je od innych państw regionu. Nie kupowały też amerykańskich surowców. Jest tu więc duże pole do współpracy.
Magyar był ostrożny w kampanii, aby nie krytykować Trumpa, mimo że ten tak otwarcie wspierał Orbána. Myślę, że jest przestrzeń na zwyczajną, pragmatyczną współpracę.
A co z relacjami z Chinami? Czy po latach wielowektorowej, pragmatycznej polityki Orbána możemy spodziewać się kontynuacji, czy raczej zmiany kursu?
Oczekiwanie wyborców dotyczy przede wszystkim rozluźnienia relacji z Rosją. To jest pierwsza rzecz i bardzo wybrzmiała w kampanii. Na wiecach TISZY słyszeliśmy hasła „Ruscy do domu”, „Ruszkik haza” — hasło z 1956 roku. To będzie zobowiązanie dla nowej władzy.
Jeśli chodzi o Chiny, zobaczymy. Nowa władza będzie zapewne przyglądać się różnym porozumieniom, także pod kątem korupcyjnym. W odniesieniu do Rosji i Chin skończy się prawdopodobnie polityka nieformalnych układów. Będzie przegląd wszystkich umów i weryfikacja, na ile faktycznie wpisują się one w interesy węgierskie, a na ile w interesy elit związanych z władzą.
Myślę, że główne inwestycje chińskie będą kontynuowane, zwłaszcza w obszarze baterii do samochodów elektrycznych. Nie sądzę, aby zostały gwałtownie zakończone. Nie będzie natomiast prawdopodobnie wpuszczania Chin i Rosji w najbardziej wrażliwe obszary, takie jak telekomunikacja. Węgry bardzo blisko współpracowały z Huawei przy sieci 5G. Tu spodziewam się zmiany, ale nie oczekiwałbym całkowitej reorientacji i zerwania więzi.
Jeśli chodzi o Rosję, to będzie długi proces, bo Węgry są bardzo uzależnione od rosyjskiej ropy i gazu. Mają inne opcje, ale trzeba będzie znaleźć rozwiązania atrakcyjne cenowo. Nowa władza musi też zobaczyć, co jest w umowach, które przez wiele lat były utajnione.
Pozostaje też kwestia elektrowni atomowej budowanej przez Rosatom. Ta inwestycja w zasadzie nadal jest na wczesnym etapie, mimo że trwa od kilkunastu lat. Prawdopodobnie nowa władza będzie chciała się z niej wycofać.
Zobaczymy, na ile instynkty Magyara — ukształtowanego jednak w środowisku Fideszu, który przez lata nie sprzeciwiał się polityce balansowania — będą korygowane przez oczekiwania społeczne, które bardzo mocno wybrzmiały w kampanii.
Podsumowując: Jakie są trzy najważniejsze kwestie do najszybszego załatwienia przez nowy węgierski rząd?
Po pierwsze, odblokowanie unijnych środków . Po drugie, zmiana polityki wobec Rosji. Po trzecie, kwestie antykorupcyjne, czyli walka z oligarchią Fideszu i przywrócenie standardów państwa prawa w tym zakresie.
Wiele postulatów Magyara jest tak naprawdę przywróceniem standardów: normalnego funkcjonowania państwa i instytucji. Można więc powiedzieć, że cele nie są aż tak rewolucyjne, choć będą wymagały bardzo głębokich zmian. Zobaczymy, czy uda się je osiągnąć w czasie jednej kadencji.
Zaciekawił Cię ten tekst? Posłuchaj podkastu Drugi Rzut Oka. W kolejnym odcinku Anna Wójcik dyskutuje z Jakubem Jaraczewskim o tym, czy Magyar w zakresie demokratyzacji Węgier osiągnie więcej niż Donald Tusk w Polsce.
Rosja
Świat
USA
Władza
Viktor Orban
Donald Trump
Unia Europejska
Anita Orbán
Chiny
Grupa Wyszehradzka
Peter Magyar
Peter Szijjarto
Polska
Węgry
Pisze o praworządności, demokracji, prawie praw człowieka. Prowadzi podcast OKO.press "Drugi rzut OKA na prawo". Współzałożycielka Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland. Doktor nauk prawnych.
Pisze o praworządności, demokracji, prawie praw człowieka. Prowadzi podcast OKO.press "Drugi rzut OKA na prawo". Współzałożycielka Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland. Doktor nauk prawnych.
Komentarze