Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 26.03.2026 Warszawa , Aleje Ujazdowskie 1/3 . Kancelaria Prezesa Rady Ministrow . Premier Donald Tusk podczas specjalnego posiedzena rzadu . Rzad podejmuje dzialania prowadzace do obnizenia cen na stacjach benzynowych w ramach pakietu CPN - „Ceny Paliwa Nizej”. Fot . Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl26.03.2026 Warszawa ...

„Kaczyńskiemu nie wyszedł Budapeszt w Warszawie, ale możliwe, że od niedzieli będziemy mieli Warszawę w Budapeszcie” – tak Donald Tusk na dwa dni przed wyborami 12 kwietnia (proroczo) wyśmiewał marzenie prawicy o zwycięstwie Victora Orbána. Teraz radość z wygranej Pétera Magyara zamienia się w nadzieję, że w wyborach 2027 r. będziemy mieli dla odmiany Budapeszt w Warszawie, jeśli polska prawica poniesie tak spektakularną porażkę jak Orbán.

Czy rzeczywiście sukces Magyara zwiększa szansę na zwycięstwo wyborcze Tuska?

Marcin Duma podpowiada w OKO.press jak Koalicja Obywatelska miałaby odrobić węgierską lekcję: „Wybór kandydatów w okręgach w formie angażującego internetowego castingu, profilowanie przekazu, hiperintensywny kalendarz spotkań oraz bezwzględna eksterminacja pozostałych ugrupowań opozycyjnych”, a przede wszystkim „intensywny objazd kraju, okręg po okręgu”.

Przeczytaj także:

Jak jednak mówi łacińska maksyma, comparatio non est ratio, podobieństwo nie jest podstawą do wnioskowania, zwłaszcza, że podobieństwo sytuacji Tiszy w 2026 roku i KO w 2027 jest naciągane.

Owszem, pod jednym względem Magyar „przekłada się” na Tuska.

Klęska Orbána podmywa narrację prawicy

Upadek Orbána jest bolesnym zdarzeniem dla globalnych sił alt-rightu stawiających na ograniczanie czy wręcz likwidację liberalnej demokracji i na specyficznie pojmowany interes narodowy zamiast polityki integracji np. w Unii Europejskiej, a także na promowanie konserwatywnych wartości, a wszystko z rzekomym błogosławieństwem Pana Boga i sporą dawką politycznej przemocy. Na zjeździe CPAC w 2022 roku w Teksasie fetowany po królewsku Orbán zapowiadał, że nauczy Amerykę jak być znowu wielką, bo już uczynił Węgry wielkimi.

Ten samochwalca został poniżony – to plus dla Tuska. Klęska Fideszu podmywa bowiem scenariusz, jaki w węgierskim (propagandowym) medium zarysował 29 marca Jarosław Kaczyński. Zwycięstwo Orbána to miał być pierwszy krok. Następny wiosną 2027 r. miał uczynić Jordan Bardella (ew. Marine Le Pen) zdobywając prezydenturę we Francji, a jesienią PiS następny krok – odzyskując władzę w Polsce. I wtedy wspólnie z Włochami Giorgii Meloni „powstanie siła, która zmieni Europę”.

Zapanowałaby epoka „suwerennych” państw, które wyzwolone spod niemieckiego buta dogadywałyby się ze sobą bez brukselskich elit z ich – jak to ujmuje Przemysław Czarnek „zboczeniami ideologicznymi”, np. „ekoterroryzmem”.

W prawicowym scenariuszu porażka Orbána nie mogła się zdarzyć. Aroganckim przejawem tej pewności siebie była informacja TV Republika podana na podstawie pierwszych danych z najmniejszych okręgów wyborczych:

Kadr z TVRepublika, niedziela 12 marca, godz. 20:27. Komentuje Zbigniew Ziobro??????

Oczywiście aura zwycięstwa Petera Magyara z czasem zblaknie. Nie znamy odpowiedzi na kluczowe pytanie, które postawił Timothy Garton Ash : „Czy Węgry będą pierwszym krajem na świecie, który wydobędzie się ze skrajnie prawicowej populistycznej erozji demokracji oraz czy Europa ma wystarczającą wolę polityczną i wyobraźnię, by w tym pomóc?”.

MAGA się wywraca?

Porażka Fideszu jest też – i tu jest drugi plus dla Tuska – kolejnym blamażem polityki Donalda Trumpa, który przy pomocy J.D. Vance'a protekcjonalnie zachwalającego Orbána potraktował Węgrów jak stado baranów (po angielsku sheeple, czyli sheep + people), ale dało to tyle co nic, a może i zaszkodziło. Dokłada się to do kompromitacji w Iranie i

może dodatkowo pogrążyć ruch MAGA i jego europejską odmianę MEGA,

co podmywa planowaną przez PiS kampanię wyborczą z figurą Trumpa jako przyjaciela i obrońcy Polski.

To ułatwi Koalicji 15 października antyprawicową kampanię. Zwłaszcza, że ekscesami prezydenta USA karmi się Grzegorz Braun, składając kurtuazyjną wizytę w ambasadzie Iranu pod hasłem „Teheran Warszawa wspólna sprawa” i łącząc antysemityzm z antyamerykanizmem.

Kluczowa jest narracja zmiany

Intensywność kampanii KO to rzecz oczywista, ale samo uściśnięcie milionów rąk nie wystarczy, bo

wyborczynie i wyborcy mają też inne organy, w tym mózgi.

Co im powie Tusk? Wiemy, co już mówi.

Jeśli szukać analogii ze zwycięstwem węgierskiej Tiszy (Partii Szacunku i Wolności) w 2026 r., to można ją dostrzec w polskich wyborach w 2023 r., kiedy cała opozycja szła pod hasłem odebrania władzy PiS w imię wolności i szacunku dla obywateli.

Przypomnijmy, że od 2014 roku PiS wygrywał siedem (!) kolejnych wyborów, w tym dwie kadencje Andrzeja Dudy. 15 października 2023 wygrał po raz ósmy (uzyskał najwyższe poparcie wyborców), ale władzę stracił, bo koalicja 15 października zdobyła większość mandatów w Sejmie. Wywołało to naszą euforię i radosne zdumienie porównywalne z węgierskim dzisiaj.

Tusk i koalicjanci szli na wybory 2023 roku wołając o zmianę polityczną, ideologiczną, etyczną. W 2027 roku będą siłą rzeczy bronili polityki prowadzonej przez ich koalicyjny rząd. W 2021 roku wracając do polskiej polityki Tusk przywrócił wiarę w możliwość zwycięstwa, teraz musi przekonać wyborców i wyborczynie, że warto dać mu szansę na ciąg dalszy.

A to znacznie trudniejsze zadanie, problem nr 1.

Péter Magyar nie robi wrażenia charyzmatycznego lidera, jest suchy jak urzędnik, ale okazał się mistrzem opowieści o zmianie.

„Drodzy młodzi ludzie, kroczycie główną ulicą historii. Bądźcie z tego dumni! Zmieńmy razem system!„ – budował morale. „Jutro miliony Węgrów potwierdzą, że miejsce Węgier było, jest i pozostanie w Europie (...) Jutro, po dekadach, odzyskamy naszą ojczyznę. Bo nie daliśmy Orbánowi mandatu do zniszczenia państwa ani do podporządkowania go Rosji”.

Narrację narodową łączył z ludowym sprzeciwem wobec elit: „Chcieli być hrabiami, baronami, książętami, potentatami” – mówił o politykach Fideszu, co znajdowało natychmiastowe potwierdzenie w bombastycznej oprawie wieców Orbána i jego wielkim brzuchu, na którym dynda krawat.

Przy pomocy umiejętnej polityki historycznej uruchamiał narodową dumę: "Chcieli rządzić Węgrami tak jak ich poprzednicy – sowieccy, austriaccy czy tureccy. Ale dziś naród węgierski znów stoi przed wyborem i może zdecydować o swoim losie”.

Czujecie tę energię wielkiej zmiany?

Stawiam tezę, że Donald Tusk (ani nikt inny) nie wygra wyborów z prawicą nie zapowiadając nowej polskiej odsłony, nie przedstawiając przed społeczeństwem zarysu lepszej Polski, nie dając nadziei na poprawę losu, nie ukazując perspektyw innych niż większe bezpieczeństwo. Nie mówiąc o zmianie.

I w pewnym sensie słusznie. Chcecie rządzić, powiedzcie, co się poprawi dzięki waszej polityce.

Argumentum ad Putinum, czyli obietnica tamy

Zmiana w polityce ma być jak dumna rzeka, czy to Dunaj, Wisła czy Dniepr.

Dzień przed węgierskimi wyborami Donald Tusk na Radzie Krajowej KO postawił raczej na figurę tamy. Przedstawił ofertę: jestem jedynym gwarantem narodowego bezpieczeństwa, bo zwycięstwo PiS (prawicy) oznaczałoby śmiertelne zagrożenie w tych przedwojennych czasach.

Tylko my możemy powstrzymać tę groźna falę.

Ta deklaracja dominuje nad przekazem, co stanowi problem nr 2.

Dowodził tej tezy porównując pięciopunktowy „plan Putina” i jego rzekomą kopię – politykę Kaczyńskiego:

  1. próba rozbicia, osłabienia Unii Europejskiej;
  2. szczucie na Ukrainę i skłócenie Polaków z Ukraińcami;
  3. skonfliktowanie Polski z Niemcami i osłabienie antyrosyjskiego bloku;
  4. zablokowanie środków na zbrojenia w Polsce i Europie;
  5. dążenie do zniszczenia instytucji demokracji liberalnej, podważenie państwa prawa.

Czy taka jest piątka Kaczyńskiego? Punkty 1, 3 i 5 – owszem, choć trzeba doprecyzować (punkt 1), że deklarowanym celem PiS jest zmiana formuły UE, która de facto oznaczałaby osłabienie wspólnoty.

Obsesja antyniemiecka (punkt 3) jest w PiS bezsporna, Kaczyński od kilkunastu lat psuje relacje z najważniejszym partnerem Polski, a w niedawnej debacie sejmowej były szef MSZ w rządach PiS Zbigniew Rau przedstawiał teorię dwóch wrogów – Rosji i Niemiec. PiS-owska formuła zmian ustrojowych (punkt 5) jest antydemokratyczna, choć daleka od brutalnej dyktatury Putina, i przynajmniej na razie łagodniejsza niż nieliberalna demokracja wg Orbána.

Kaczyński też chce Polskę uzbroić (punkt 4), ale sprzeciw wobec europejskiego programu SAFE oznacza de facto blokowanie polityki ReArm Europe, od której zależy nasze bezpieczeństwa.

Kłopot jest ze stosunkiem do Ukrainy i Ukraińców. W odróżnieniu od jawnie prokremlowskiej KPP Brauna i wahającej się KWiN Mentzena (Konfederacji Wolność i Niepodległość), PiS jest antyrosyjski i proukraiński. Sprawia to, że zarysowane podobieństwo Putin-Kaczyński mimo przedstawionych argumentów

budzi sprzeciw jako przesadna metafora.

A stosunek do uchodźców z Ukrainy? Rząd Tuska odbierający wsparcie najsłabszym wśród nich nie ma się tu czym chwalić.

Mało tego, w sobotnim wystąpieniu Tusk znowu mówił o „wielkich ciężarach”, jakie polskie społeczeństwo ponosi z powodu obecności uchodźców, zapominając o przewadze zysków dla gospodarki. Ta troska o „ciężary” wzmacnia antyukraińskie nastroje.

Zamiast bić w Kaczyńskiego Putinem, mógłby Tusk rozwinąć kontr-narrację.

Odważnie proeuropejską z wskazywaniem na wartość relacji z Brukselą, a także Berlinem. W obronie SAFE podkreślać, że to program europejskiej integracji obronnej, w którym – owszem – zaszyty jest warunek przestrzegania wartości UE.

O obecności Ukrainek i Ukraińców w Polsce mówić z uznaniem i serdecznością (jak Radosław Sikorski w sejmowym expose 23 kwietnia 2026 r.).

W obronie demokracji odwołać się do społeczeństwa obywatelskiego.

Tymczasem Tusk skupia się na opisie prawicowego zagrożenia, wzmacniają je brutalną metaforą historyczną: „Współczesna Targowica to ta, która liczy na polityczne rozbiory Polski i całej Europy. Wtedy Targowica to była głupota, korupcja, wiara w tradycyjne wartości, które wymagają obrony przed nowoczesnością. Zwykła agentura. Mnie nie interesuje, czy zdrada ma oblicze głupca, sprzedawczyka czy agenta. Zdrada to jest zdrada”.

Efektowne, ale opowieść o ruskim zdrajcy jest odwróceniem prawicowej bajdy o Tusku jako szwabskim sługusie.

Polaryzacja raczej nie pomoże

„Nie trzeba kochać Tuska ani Koalicji Obywatelskiej. Naprawdę. Trzeba mieć otwarte oczy i ład moralny w sercu, żeby zrozumieć, że nasza walka to w istocie konfrontacja dobra ze złem, między cywilizacją życia i śmierci. To obowiązek, który kładę wam dziś na barki” – mówił Tusk do polityków i polityczek KO.

I tu jest problem nr 3, czyli domknięcie polaryzacji.

Dobro kontra zło. Życie kontra śmierć. Patriotyzm kontra zdrada. Tusk kontra Kaczyński (w wersji KO) lub Kaczyński kontra Tusk (w wersji PiS).

Jeśli druga osoba w państwie (marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty) mówi o pierwszej (prezydent Karol Nawrocki), że (jadąc do Orbána przed wyborami) robi z siebie idiotę, to daje to frajdę wszystkim, którzy tak myślą (np. niżej podpisanemu), ale oznacza zejście na poziom prawicowego hejtu.

Rzecz jest delikatna. Wobec zagrożenia przed jakim stanęła Polska i Europa, myślenie w kategoriach albo-albo jest naturalnym odruchem. O Ukrainie jako Hamlecie Europy („być albo nie być?”) mówił w wywiadzie z OKO.press – Wołodymyr Jermołenko.

Odpowiedzialny polityk musi widzieć sytuację zagrożenia. To jednak nie oznacza, że trzeba z albo-albo czynić uniwersalnego narzędzia polityki.

Skrajna polaryzacja prowadzi de facto do unicestwienia polityki, bo skazuje aktorów na jałowe powtarzanie, że my dobrzy, a oni źli.

W dodatku liberał nigdy nie wygra tu z prawicowym populistą, nie przebije np. „prawicowej pornografii zbrodni” jaką opisał w OKO.press Witold Głowacki: PiS uproczywie „skleja” PO/KO z... pedofilią i zoofilią w związku ze skazaniem pedofila z Kłodzka i jego żony, kiedyś związanej z KO.

Polaryzacja wymusza jednolitość i dyscyplinę. Nikną spory np. o poszczególne polityki, osobowości polityczne ulegają spłaszczeniu. Narracja strony liberalno-lewicowej staje się zwyczajnie nudna.

Paradoksalnie ciekawsze rzeczy dzieją się i będą działy po prawicowej stronie, gdzie między konfederacjami i PiS trwają spektakularne spory, a poważne polemiki zaczynają dzielić także środowisko PiS.

Wspólna lista? Skąd wziąć tylu wyborców

Węgierskie wyniki ożywiają marzenie o wspólnej liście, co Marcin Duma obrazowo opisuje jako „bezwzględną eksterminację pozostałych ugrupowań opozycyjnych”. Bo jeśli naszym zadaniem jest stawianie tamy, to budujmy ją razem, nie ma przecież sensu budować kilku tam.

Tisza Magyara wygrała wybory 54,41 proc. do 37,77 proc., ale zyskała aż 69 proc. madatów, a Orbán – tylko 28 proc. Fidesz wpadł tu w dołek, który kopał pod rywalami, bo ordynacja węgierska daje dużą premię zwycięzcom w okręgach jednomandatowych.

Rzecz w tym, że nie należy mylić jednej listy z jednym ruchem politycznym, jaki stworzył Magyar. Mamy po stronie antyprawicowej – KO, Lewicę, PR, PSL, Polskę 2050 i Centrum (wszystkie sześć środowisk tworzyło w 2023 roku koalicję rządową) i chodzi o to, jak je poukładać. Podobna debata przed wyborami 2023 roku uchroniła opozycję przed stworzeniem jednej listy i trzy siły uzyskały razem aż 54 proc. głosów i 248 mandatów.

Według dzisiejszych sondaży KO mogłaby liczyć na 35-36 proc., NL na 6-7 proc., ale daje to niewiele ponad 200 mandatów, bo PSL i resztki po Polsce 2050 są pod kreską, podobnie jak Partia Razem.

Kalkulacja Tuska jest zapewne taka, by stworzyć listę KO plus, z udziałem koalicjantów.

Problem nr 4 polega na tym, że taka lista dałaby władzę dopiero przy poparciu rzędu 45 proc., a sumowanie wyników potencjalnych uczestników listy będzie powiązane ze stratami (np. część wyborców Lewicy może zamiast Tuska wybrać wtedy Zandberga).

„Jest scenariusz, brakuje aktorów”

Problem nr 5: Kto ma to wszystko zrobić. Kto przygotuje strategię i będzie pilnował, by się nie rozjechała? Kto przeprowadzi kampanię? Będzie ściskał dłonie wyborczyń i wyborców? Występował w mediach, był aktywny w mediach społecznościowych? Analizował dane i jeździł na zagrożone odcinki?

PO (KO) znana jest z nieumiejętności korzystania z ekspertów i nadmiernej wiary we własne siły. W kampanii prezydenckiej Rafała Trzaskowskiego jeden z ekspertów krytykujący przyjętą linię usłyszał, że „nie patrz tyle na liczby, powinieneś nam zaufać”.

Jest też problem lidera. „Nie trzeba kochać Tuska”, ale trzeba kochać lidera, tymczasem kilkanaście lat ciężkiej pracy propagandystów PiS dało efekt w postaci kiepskich notowań: 10-punktowej przewagi liczby nieufających (48 proc.) premierowi nad ufającymi (38 proc.). I marną pociechą jest, że Kaczyński jest w marcowym sondażu CBOS na minusie aż 29 pkt proc. (nie ufa mu – 56 proc., ufa – 27 proc.).

Odsetek osób wyrażających zaufanie (kolor czerwony) i nieufność (szary) do polityków w marcowym sondażu CBOS:

CBOS

To przecież ten sam Tusk, który poprowadził opozycję do zwycięstwa w 2023 roku. Zapewne z perspektywy premiera i jego otoczenia jest to argument za tym, by zrobił to ponownie, ale Tusk jako lider kampanii ma kłopot ze znalezieniem narracji w znacznie trudniejszej sytuacji i zdolności do porywania tłumów, co jest znowu potrzebne.

Może dlatego Tusk szuka suportu i przedstawia swoją „dziesiątkę na wybory”. Robią dobre wrażenie stojąc razem na scenie, siódemka mężczyzn i trzy kobiety (taką mamy politykę), najmłodsza jest wiceministra Aleksandra Gajewska (36 lat), najstarszy minister Andrzej Domański (44 lata). Młodzi, energiczni, ale...

W rządzie:

  • Adam Szłapka, rzecznik rządu, 41 lat,
  • Andrzej Domański, minister finansów, 44 lata,
  • Cezary Tomczyka, wiceminister obrony, 41 lat,
  • Aleksandra Gajewska, wiceministra pracy, rodziny i polityki społecznej, 36 lat,
  • Małgorzata Gromadzka, wiceministra rolnictwa, 41 lat,
  • Maciej Wróbel, wiceminister kultury, 42 lata,
  • Arkadiusz Marchewka, wiceminister infrastruktury, 40 lat

W Sejmie:

  • Monika Rosa, 39 lat,
  • Paweł Bliźniuk, 39 lat,
  • Maciej Tomczykiewicz, 38 lat

Jako zestaw lokomotyw dziesiątka ma zasadniczą wadę: siedmioro to członkowie rządu: dwóch ministrów, pięcioro – wiceministrowie (pozostała trójka to posłowie). To oznacza

pełne sklejenie kampanii wyborczej z rządem,

pomysł, który – jak ostrzegało OKO.press i co potwierdziły sondaże – pogrążył Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich 2025 r.

Osoby z rządu będą w naturalny sposób bronić swoich polityk, będą też rozliczani przez wyborców z tego, co zrobili np. w rolnictwie czy kulturze. Kampania może stać się defensywną opowieścią o tym, co nam się udało.

W dodatku członkowie rządu są od roboty rządowej, w jaki sposób znajdą czas na kampanię wyborczą? „Od kwietnia 2024 roku odwiedziłem ponad 700 miejscowości. W niektórych byłem sześć albo siedem razy” – opowiada Magyar.

A może strategia tamy zadziała?

Na koniec polemika z samym sobą. A może zarysowana przez Tuska strategia tamy okaże się skuteczna, jeśli – nie daj Boże – rosyjskie zagrożenia jeszcze wzrośnie?

A może prawica się posypie i pojawi się nowa dynamika, np. z udziałem PSL, który wyskoczy ponad próg zbierając sieroty po PiS czy Konfederacji?

Dodam – na zasadzie politycznej plotki – kalkulację wyborczą, która podobno krąży w kręgach KO. Chodzi o to, by wygrać wybory 2027, choć nie ma nadziei na samodzielną większość, a po wyborach utworzyć koalicję z PiS-wskim odszczepieńcem czyli Mateuszem Morawieckim. Były premier miałby wejść do Sejmu na listach PiS, ale potem zdradzić Kaczyńskiego dla Tuska.

Wariant tak fantastyczny, że aż frapujący. Tylko czy Kaczyński go nie zablokuje i nie spacyfikuje Morawieckiego? Bo pewnie wie o tym planie, skoro plotki docierają do dziennikarza OKO.press.

Na zdjęciu Piotr Pacewicz
Piotr Pacewicz

Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze