02 kwietnia 2021

„Wiadomości" TVP dla opornych: krótki poradnik dla premiera Morawieckiego

We wtorek 30 marca premier Mateusz Morawiecki włączył „Wiadomości" TVP i zdziwił się tym, co zobaczył. Dlatego przygotowaliśmy dla szefa rządu krótki poradnik. Dla niego to pierwszy raz, dla nas chleb powszedni

"Jestem zaskoczony nieuczciwym i pełnym absurdalnych insynuacji atakiem na Polski Fundusz Rozwoju i jego szefa Pawła Borysa oraz wdrożoną przez jego zespół Tarczę Finansową" - napisał na Facebooku 31 marca premier Mateusz Morawiecki. Szef rządu odniósł się w ten sposób do materiału o swoim bliskim współpracowniku, który wyemitowały "Wiadomości" we wtorek 30 marca.

Rada OKO.press dla szefa rządu: panie premierze, nie warto się denerwować, to wszystko nie jest na serio, to parodia. Dlatego przede wszystkim należy zachować spokój i nie wolno dać zwieść się pozorom. Tym bardziej, że to program stworzony na pana miarę: widza oczytanego, obytego, rozumiejącego rozmaite konteksty i nawiązania.

Już tłumaczymy, na czym to polega.

Porada 1: w "Wiadomościach" śmiechu nie ma

W "Wiadomościach" wszystko wygląda niby normalnie, co, przyznajemy, jest pewnym utrudnieniem. Zazwyczaj w programach parodiujących formułę serwisów informacyjnych - na przykład w amerykańskim Saturday Night Live, albo kiedyś w Polsce w "Dzienniku Telewizyjnym" Jacka Fedorowicza - słychać śmiech publiczności, albo prowadzący mówi zdanie jednoznacznie weryfikowalne jako żart.

W wypadku "Wiadomości" śmiechu nie ma, a satyrycy podczas całego programu zachowują pełną powagę. To program dla odbiorców wyrafinowanych.

Mamy więc zmontowaną na serio czołówkę z podniosłą muzyką i zbliżeniem na zegar oraz klasyczny forszpan zapowiadający, co dziś zobaczymy w programie. Mamy także prowadzących z obowiązkowo marsowymi minami i przejętych rolą ekspertów, którzy z jednakowym zapałem komentują budowę rurociągu Nord Stream i wybór polskiego reprezentanta na festiwal Eurowizji.

Dlatego kiedy "Wiadomości" parodiują spot wyborczy prezydenta Andrzeja Dudy, niedwuznacznie porównując głowę państwa do dyktatora Kim Ir Sena, można pomyśleć, że to serio. Gdy wszczynają pocieszną awanturę, że nie dostali nagród Telekamery, do złudzenia przypomina to obsługę ważnego społecznie tematu. Jeśli w tonie znanym z chałupniczych egzegez "Protokołów Mędrców Syjonu" zarzucają Rafałowi Trzaskowskiemu, że korzysta ze wsparcia tajemniczych grup interesu i działa na rzecz żydowskiego lobby, łatwo można przeoczyć, że to satyra na neofaszystowski hejt.

Ale tak jest, ten program to krzywe zwierciadło.

Idźmy dalej.

Jeśli "Wiadomości" TVP nie podają ani jednej informacji ze świata, a ich opis rzeczywistości w całości koncentruje się na aktywności przedwyborczej Andrzeja Dudy, to oczywista kpina z prowincjonalizmu i politycznej stronniczości mediów.

Co więcej, determinacja zaangażowanych społecznie satyryków z Woronicza nie zna granic: nie wahają się nurkować w śmietniku, by pokazać mechanizmy manipulacji, albo godzinami ślęczeć nad programem graficznym i usuwać symbol Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, aby udowodnić, że stalinowskie metody propagandy nie są jedynie zamierzchłą przeszłością, ale realnym zagrożeniem w świecie nowoczesnych technologii.

Porada 2: w "Wiadomościach" jest wysublimowana forma

Bywa, że "Wiadomości" wchodzą na wyżyny satyry, stosując kompozycję szkatułkową - tak było w programie, w którym demaskowali szczucie na muzułmańskich imigrantów, przedstawiając film francuskiego satyryka jako przykład islamskiej agresji. Mieliśmy więc program satyryczny udający poważny program informacyjny, który przedstawił zewnętrzny skecz jako sprawozdanie z faktów. Majstersztyk!

Osobną kwestią jest dystans do siebie szefa TVP Jacka Kurskiego, który pozwolił, by satyrycy użyli jego postaci jako parodii zakochanego w sobie bonza ze wschodniej, wyimaginowanej satrapii. Tak więc Kurski w "Wiadomościach" napełnia się na oczach widzów samouwielbieniem niczym balon, który wypełnia się helem: komentuje własne sukcesy, zachwala się do nieprzytomności, rozkazuje, by pokazywać go we własnej bardzo ważnej osobie na wydarzeniach artystycznych i sportowych.

Kreację, której nie powstydziłby się słynny komik Sacha Baron Cohen, twórca "Borata" i "Dyktatora", dopełniają słynne już paski grozy, dobitnie uzmysławiające widzom, jak mogłaby wyglądać telewizja rządowa, gdyby Polska przestała być demokracją i zmieniła się w skrajnie prawicową, antyeuropejską i promoskiewską dyktaturę.

Porada 3: oprócz satyry potrzeba informacji

Ważnym punktem społecznej misji TVP jest przeciwdziałanie dyskryminacji.

Na najwyższe uznanie zasługują ich materiały pokazujące, jak łatwo pozbawić człowieczeństwa grupy mniejszościowe, jak łatwo poszczuć na bezbronne jednostki, jak machina całego państwa może się zaangażować w walkę z grupami nie pasującymi do triady jednego wodza, jednej partii i jednego narodu.

Szare i beznamiętne twarze miotające z ekranu kolejne epitety wobec uchodźców, muzułmanów, osób LGBT przypominają, że zło naprawdę może być banalne. To te przejmujące momenty, kiedy format formalnie satyryczny naprawdę chwyta za gardło.

Dlatego panie premierze Morawiecki, może pan być dumny: finansuje pan telewizyjny humor na najwyższym możliwym poziomie, zaangażowany społecznie program, którego nie powstydziłoby się BBC. Miliardy z państwowej kasy nie poszły na marne. W zasadzie dziwimy się, że mógł pan "Wiadomości" potraktować poważnie, przecież w pluralistycznej demokracji respektującej prawa człowieka tego rodzaju program informacyjny jest nie do pomyślenia.

Jednak pana konfuzja prowadzi nas do wniosku, że oprócz misyjnej satyry, przydałyby się również "Wiadomości" robione serio. Widzom telewizji publicznej taki program jest naprawdę potrzebny. Dobrze, że w ramach abonamentu TVP bawiąc, uczy, a ucząc, bawi, ale powinna również informować.

Z poważaniem,

pańskie OKO.press

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne