0:00
Prawa autorskie: 03.08.2022 Rybnik , Bazylika pw sw Antoniego . Uroczysta msza swieta rozpoczela sie 77 Archidiecezjalna rybnicka piesza pielgrzymka na Jasna Gore . Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl03.08.2022 Rybnik , ...
25 grudnia 2022

Wierny katolik patrzy na polski Kościół i traci wiarę oraz zaufanie [ANKIETA OBIRKA]

Zapytałem w ankiecie grupę osób o miejsce Boga, Kościoła i kleru w ich życiu. Z ponad 80 odpowiedzi wyłania się obraz podzielonego polskiego społeczeństwa. Nawet osoby głęboko wierzące deklarują coraz mniejsze zaufanie do Kościoła instytucjonalnego i księży

Wydrukuj

Na zdjęciu: 3 sierpnia 2022 roku, Rybnik, Bazylika św. Antoniego. Uczestnicy pieszej pielgrzymki na Jasną Górę.

W moich dotychczasowych tekstach opublikowanych w OKO.press, pisząc o Kościele katolickim, zajmowałem się klerem, a zwłaszcza hierarchią i papieżami. Było to zrozumiałe ze względu na zainteresowanie opinii publicznej i kontrowersje, jakie akurat ta grupa od wielu lat wywołuje. Nie bez powodu Marco Marzano nazywa ją „kastą nieskazitelnych”.

Być może nadszedł czas, by zająć się świeckimi katolikami i tym, co oni myślą o swoim Kościele. W końcu stanowią w nim zdecydowaną większość.

Ulica określa jakość religijności

Sprawa jest o tyle ciekawa, że od kilkudziesięciu lat dokonał się w socjologii religii swoisty zwrot ku religijności życia codziennego, zwanej też religią żywą. Te nowe badania zapoczątkował w latach 70. XX wieku francuski jezuita, antropolog Michel de Certeau. Pod wpływem protestów studenckich w maju 1968 roku zaczął badać praktyki życia codziennego. Zgromadził wokół siebie grupę młodych badaczy, którzy skupili swoją uwagę na sprawach tak „banalnych”, jak zakupy, wybory kulinarne czy sposoby spędzania wolnego czasu.

Zdaniem de Certeau, to właśnie w tych codziennych, praktycznych wyborach określamy, kim tak naprawdę jesteśmy. Również jeśli chodzi o nasze życie religijne. Warto podkreślić, że przed rokiem 1968 de Certeau napisał kilka podstawowych prac na temat religijności tradycyjnej, a więc skupionej na tekstach religijnych, historii swego zakonu i w ogóle na przedstawicielach kleru. Uznał jednak, że

współcześnie to „ulica” określa jakość religijności, a nie „świątynie i jej kapłani”.

Jeden z najważniejszych tekstów z tego okresu zatytułował „La prise de la parole”, dosłownie „Wzięcie słowa”. Cały esej poświęcony jest temu, że studenci demonstrując na ulicach Paryża w maju 1968 roku uchwycili istotę bolączek cywilizacji kapitalistycznej, ślepej na emancypacyjne ambicje ludzi młodych. To właśnie protestujący nazywali po imieniu zakłamanie swoich rodziców. Wyrazili radykalny sprzeciw wobec kultury opartej na zmowie milczenia w kwestii ciemnych stron ich własnej historii.

We Francji chodziło o dziedzictwo kolonialne, zwłaszcza tłumione brutalnie powstanie w Algierii, w Niemczech – o brak rozliczenia z nazistowską przeszłością, a w USA – o wojnę w Wietnamie. Wszystkie te grupy łączyło hasło i wezwanie do większej autentyczności i demokratyzacji struktur społecznych. De Certeau był jednym z nielicznych, którzy to dostrzegli jako członkowie uprzywilejowanej kasty akademików.

Religia w codziennym życiu

To nowe podejście do religii twórczo rozwinęła w USA profesorka Boston University Nancy T. Ammerman. Ona również szuka religii w życiu codziennym, wsłuchując się w opowieści konkretnych wyznawców. Zamiast zanalizować dane statystyczne na temat tradycyjnych praktyk religijnych. Wydana w 2014 roku książka Ammerman „Sacred Stories, Spiritual Tribes. Finding Religion in Everyday Life”, stała się już pozycją klasyczną i nieodzownym punktem odniesienia dla każdego, kto zajmuje się współczesną religijnością, i to nie tylko w USA. Miałem okazję wielokrotnie się o tym przekonać na międzynarodowych konferencjach poświęconych kondycji religii w dzisiejszym świecie.

Najbardziej twórczo intuicje de Certeau i Ammerman rozwija w tej chwili Elizabeth Drescher z Santa Clara University, gdzie kieruje zespołem badaczy w ramach centrum Living Religion Collaborative. Jej książka „Choosing Our Religion. The Spiritual Lives of American Nones” jest konkretnym przykładem wsłuchiwania się właśnie w głos chrześcijan, którzy zdecydowali się odejść z instytucjonalnych form religii.

Gdy napisałem do Ammerman, że mam zamiar skorzystać z jej doświadczeń w opisie religijności polskich katolików, zwróciła mi uwagę na konieczność uwzględnienia szerokiego spektrum danych. Jej sugestie wydały mi się na tyle interesujące, że pozwolę je sobie przywołać, gdyż trafiają dokładnie w mój zamysł badawczy:

„Cieszę się, że pracujesz nad polskimi katolikami i mam nadzieję, że wykorzystasz podejście oparte na żywej religii.

Można to zbadać na wiele sposobów. Metodologicznie można posłużyć się wywiadami lub analizą treści popularnej literatury religijnej, a nawet zdjęciami, wsłuchując się w reakcję oglądających. Można też się przyjrzeć popularnym rytuałom, przedmiotom religijnym w domach, a nawet tatuażom. Kluczem jest po prostu szukanie tego, co ludzie robią, w czym zakorzenione są ich religijne idee, obrazy lub doświadczenia.

Następnie możesz skupić się na wielu wymiarach tych praktyk. Robiąc to, nie zapomnij zwrócić uwagi na sposób, w jaki płeć, klasa i pochodzenie etniczne (lub tożsamość narodowa) kształtują to, co człowiek robi”.

Ankieta Obirka

Oczywiście, nie będę mógł wykorzystać wszystkich zaleceń znakomitej badaczki. Chcę jedynie zwrócić uwagę, jak odmienne jest to spojrzenie od tego, co zwykliśmy kojarzyć z badaniem religijności.

Na użytek tego artykułu rozesłałem do kilkudziesięciu osób rodzaj mini ankiety, w której zapytałem o miejsce Boga, Kościoła i kleru w ich życiu. Otrzymałem zaskakująco dużo odpowiedzi z obszernymi uzasadnieniami poczynionych wyborów życiowych. Wykorzystałem niemal wszystkie, zachowując oryginalny styl respondentów. Ograniczyłem się tylko do niezbędnych retuszy i zmian, gdy było to konieczne dla zrozumienia wypowiedzi. Jestem niezmiernie wdzięczny każdemu i każdej, kto tak chętnie zareagował na moją prośbę.

Zachęcam także Czytelników OKO.press do odpowiedzi na pytania ankiety, by w ten sposób każdy mógł wziąć aktywny udział w kreśleniu portretu świeckiego katolika polskiego.

To właśnie te osobiste, zakorzenione w konkretnym doświadczeniu świadectwa, są o wiele cenniejsze niż uczone wywody na temat sekularyzacji czy jej braku w Polsce.

Oto moja ankieta, którą zatytułowałem „Wierny katolik patrzy na polski Kościół”. Zawiera trzy pytania:

  1. Jaką rolę odgrywa w twoim życiu Bóg, w skali od 0-10 (jeśli chcesz, możesz krótko skomentować twój wybór w kilku zdaniach).
  2. Jaką rolę odgrywa w twoim życiu Kościół (wspólnota i praktyki religijne), w skali od 0-10 (jeśli chcesz, możesz krótko skomentować twój wybór w kilku zdaniach).
  3. Jaką rolę odgrywa w twoim życiu kler (papież, biskupi, księża), w skali od 0-10 (jeśli chcesz, możesz krótko skomentować twój wybór w kilku zdaniach).

Ankieta miała charakter anonimowy, prosiłem tylko o podanie wieku i płci oraz miejsca zamieszkania (wieś, miasteczko, miasto). Poinformowałem uczestników i uczestniczki, że gwarantuję im pełną anonimowość i że wykorzystam ich głosy w artykule dla OKO.press.

Sekularyzacja nie wyhamuje

Nim przejdę do analizy wyników, chciałbym zwrócić uwagę na dwa ciekawe teksty ściśle związane z interesującym mnie tematem. Pierwszy to obszerny wywiad z prof. Mirosławą Grabowską, która od 2008 roku jest dyrektorką CBOS. Wywiad ukazał się 15 grudnia 2022 roku na łamach Katolickiej Agencji Informacyjnej pod tytułem „Sekularyzacja nie wyhamuje”.

Najważniejsze stwierdzenie pada, gdy Grabowska podsumowuje zmiany, jakie zaszły w Polsce na przestrzeni ostatnich 30 lat. „W pokoleniu najmłodszym odsetek regularnie praktykujących spadł z 69 proc. do 23 proc., czyli o 46 pkt. procentowych, a niepraktykujących wzrósł pięciokrotnie (od 8 proc. do 40 proc.). W pokoleniu najstarszym (65+) spadek odsetka osób praktykujących wynosi też sporo, bo 19 pkt. procentowych (z 73 proc. do 54 proc.), a odsetek niepraktykujących wzrósł z 9 proc. do 19 proc.

Zatem starsze pokolenia też się zmieniają, odchodząc od wiary i jej praktykowania, ale dużo wolniej niż młodsi” - mówi Grabowska.

Postępująca sekularyzacja wyraźnie martwi dyrektorkę CBOS. Grabowska próbuje zdefiniować przyczyny gwałtownych procesów sekularyzacyjnych. Ich ważną częścią składową jest rosnąca frustracja wobec „oferty religijnej”, jaką składają polskim katolikom ich księża. W rozmowie pada uczciwa odpowiedź na pytanie o przyczyny zachodzących zmian: „Prawdę powiedziawszy, prostej a wnikliwej odpowiedzi nie znam” – powiada Mirosława Grabowska. I za tę szczerość trzeba ją pochwalić. Ta odpowiedź świadczy o wyczerpaniu się tradycyjnych form badania religii.

Czy polskie społeczeństwo daje dziś Panu Bogu szansę?

Odpowiedź na pytanie o perspektywy rozwoju religijności Polaków budzi mieszane uczucia. Nie jestem bowiem przekonany, że dobrym pomysłem jest, aby odsyłać w tym wypadku do… Boga, jak to robi właśnie Grabowska. Ku zaskoczeniu zapewne niejednego czytelnika (choć zapewne nie redaktora KAI), dyrektorka ośrodka badania opinii publicznej formułuje taką oto hipotezę:

„Zastanawiam się, czy polskie społeczeństwo daje dziś Panu Bogu szansę i gdzie tej szansy szukać. W rodzinach – tylko niektórych. W szkołach – raczej nie i tylko w odniesieniu do tej części uczniów (malejącej), która przychodzi na lekcje religii już z jakimś kapitałem religijnym. W środowiskach wielkomiejskich i wysoko wykształconych – nie. W kościele – tylko pod warunkiem, że się do niego pójdzie.

Jeśli do kościoła się nie chodzi, a w wielkich miastach więcej nie chodzi w ogóle niż chodzi regularnie, to tej szansy nie ma”.

Nie mam wpływu na to, co bada CBOS, ani na to, jakie pytania zadaje. Jednak wydaje mi się, że istnieją sprawdzone metody (choćby te proponowane przez Ammerman), z których warto skorzystać. Naturalnie pod warunkiem, że interesuje nas prawdziwy obraz, a nie życzeniowa projekcja tego, „w co polski katolik wierzyć powinien”. Inaczej mówiąc, należy pytać wprost samych katolików świeckich. A wtedy okaże się, że przyczyny ich odejścia od Kościoła czy utraty w ich oczach wiarygodności przez kler są nader jasno formułowane. Będzie o tym mowa, gdy przejdę do analizy wyników mojej ankiety.

Bóg a sprawa polska

Jest to rozmowa o tyle ciekawa, że jeszcze kilka lat wcześniej, w swojej książce „Bóg a sprawa polska. Poza granicami teorii sekularyzacji”, Grabowska utrzymywała, że polski katolicyzm trzyma się mocno i nie poddaje się fali sekularyzacji. Co więcej, w książce tej sformułowała kontrowersyjną tezę, że „Polska miała szczęście, bo w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat miała dwóch wybitnych przywódców religijnych, prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego i papieża Jana Pawła II”. Dodała także równie wątpliwe przeświadczenie, że „teza o splocie polskiej tożsamości narodowej z tożsamością katolicką jest udokumentowana i powszechnie akceptowana”.

Oczywiście, należałoby dookreślić, co owa „powszechność” oznacza, skoro coraz więcej polskich katolików odczuwa rosnący dyskomfort związany z diadą „Polak-katolik”. W omawianym wywiadzie Grabowska już tej pewności nie ma. Tak więc w ostatnich latach coś musiało się zmienić, co sprawiło, że dyrektorka CBOS przyznaje rację Peterowi Bergerowi, który już w 2004 roku zapowiadał sekularyzację polskiego społeczeństwa po wejściu naszego kraju w struktury Unii Europejskiej.

Grabowska jest dzisiaj bardziej skłonna zauważyć wpływ konkretnych wydarzeń na poziom religijności. Wśród nich na fale protestów kobiet w 2016 i 2020 roku, związane najpierw z próbą zaostrzenia prawa aborcyjnego, a później z jego wprowadzeniem. Czy nie rozwiązane sprawy tuszowania przez niektórych hierarchów przypadków pedofilii wśród kleru katolickiego.

Uniki dyrektorki CBOS

Dyrektorka CBOS dostrzega też znaczenie filmów braci Sekielskich, poświęconych właśnie tej problematyce. Jednak wyraźnie unika krytyki samego kleru, a zwłaszcza biskupów, którzy „zrobili” bodaj najwięcej dla przyspieszenia procesów sekularyzacyjnych w Polsce. Podobnie wstrzemięźliwa jest też wobec skandalicznych wręcz form prowadzenia lekcji religii w szkołach publicznych, które są coraz częściej bojkotowane przez młodzież katolicką. Jak i samego sposobu wprowadzenia religii do szkół w latach 90. – bez jakichkolwiek społecznych konsultacji.

Zwracał na to uwagę w swoich pracach socjolog religii z Poznania Józef Baniak, zwłaszcza w książce „Desakralizacja kultu religijnego i świąt religijnych w Polsce. Studium socjologiczne”. Niestety, jego prace są ciągle lekceważone przez „szanujących się socjologów religii”, zapatrzonych w statystyki, ciągle wskazujące na stosunkowo wysoki procent katolików polskich chodzących do kościoła. Tymczasem o wiele ciekawsze są analizy żywej religii i badanie motywów uczestnictwa w praktykach religijnych.

Katolicy nie ufają biskupom i księżom

Drugim równie interesującym tekstem na temat kondycji polskich katolików jest analiza wyników ankiety, przeprowadzonej przez pracownię ARC (na zlecenie Fundacji Futura Iuventa) wśród gorliwych katolików „najwierniejszych z wiernych”. Są to katolicy świeccy, aktywnie uczestniczący w życiu Kościoła, często w ramach różnych organizacji katolickich. Wyniki analizy opracował Edward Augustyn. Opublikował je 12 grudnia 2022 roku „Tygodnik Powszechny” pod tytułem „Portret polskiego katolika”.

Potwierdziły się dane z wcześniejszych sondaży, wedle których

najniższym kredytem zaufania u samych katolików cieszą się biskupi (8 proc.) i księża (4 proc).

Co ciekawe, wyższym autorytetem wśród nich cieszy się papież Franciszek (30 proc.) niż Jan Paweł II (26 proc.). Również sympatie polityczne gorliwych katolików mogą być zaskakujące dla Zjednoczonej Prawicy, która właśnie w Kościele katolickim upatruje swego głównego sojusznika. Wprawdzie odsetek wiernych, głosujących na ZP jest tu nieco wyższy od średniej krajowej (40 proc.), to jednak stanowią oni mniej niż połowę badanych. Podobny odsetek (38 proc.) jest gotowy głosować na inne partie niż ZP.

Ciekawe są też wyniki pytania o upolitycznienie Kościoła. Ten problem dostrzega aż 49 proc. badanych. 42 proc. nie widzi upolitycznienia. Odwrotnie sprawa wygląda z łączeniem problemu pedofilii z Kościołem. Czyni to 34 proc. badanych, zaś 48 proc. tego związku nie dostrzega. W każdym razie, jak pisze Augustyn:

„Upolitycznienie Kościoła przeszkadza niemal połowie katolików, co oznacza, że nie podoba się też części wyborców prawicy”.

Pęknięcia największej polskiej wspólnoty

Zgodzić się trzeba z końcowym wnioskiem, jaki Edward Augustyn wyciąga z tych, trzeba przyznać dość osobliwych badań: „Portret katolika znad Wisły, choć lapidarny i kreślony grubą kreską, pokazuje najważniejsze rysy największej polskiej wspólnoty. A właściwie jej pęknięcia”.

Obraz polskiego katolika jest intrygujący w kontekście obu tych wypowiedzi: socjolożki religii, deklarującej przynależność do Kościoła katolickiego i dziennikarza, pracującego w katolickim tygodniku. Metodologia stosowana zarówno przez CBOS, jak i pracownię ARC, budzi jednak moje zasadnicze wątpliwości, z których główna jest związana ze źródłami ich finansowania. CBOS jest utrzymywany z budżetu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a więc premiera desygnowanego przez PiS, żywo zainteresowanego utwierdzaniem obrazu Polaka-katolika. W przypadku drugiej pracowni, wiadomo, że działała na zlecenie Fundacji Futura Iuventa, związanej z konserwatywnymi środowiskami katolickimi.

W obu więc przypadkach powstają uzasadnione obawy, czy prowadzone przez nie badania są wolne od ideologicznych preferencji.

Oddajmy głos katolickiemu ludowi

Odpowiedzi moich ankietowanych mogą znacząco dookreślić ten obraz. Od razu zastrzegam, że nie mam ambicji nakreślenia wyczerpującego portretu polskiego katolika. Nie jest to także badanie, oparte na reprezentatywnej próbie. Raczej traktuję poniższe głosy jako ważny głos w debacie, która tak naprawdę nigdy się u nas nie odbyła.

Na ankietę odpowiedziały w sumie 82 osoby. 23 z nich przysłało odpowiedzi drogą mailową. 59 osób wzięło udział w wersji cyfrowej ankiety, sporządzonej przez jedną z respondentek przy pomocy narzędzi Google'a. Wśród respondentów były 54 kobiety, 24 mężczyzn, trzy osoby zaznaczyły, że są niebinarne, a jedna nie określiła swojej płci. Wiek respondentów wahał się od 17 do 89 lat. W wersji cyfrowej ankiety wzięli udział głównie studenci.

Większość respondentów pochodzi z miast i miasteczek, tylko dwie osoby są ze wsi. Kilka osób znam osobiście. To one posłały ankiety do swoich znajomych, osób zupełnie mi nie znanych, poszerzając krąg respondentów. W omówieniu ankiety pominąłem jednak fakt, że kogoś znam lub nie, gdyż nie miał on żadnego znaczenia w mojej analizie. Starałem się wybrać te odpowiedzi, które wydały mi się najbardziej charakterystyczne.

Jak wyglądają wyniki?

W ankiecie cyfrowej na pierwsze pytanie (Jaką rolę odgrywa w twoim życiu Bóg) wartość zero podało 19 osób, zaś 10 osób zaznaczyło wartość maksymalną. Na pytanie drugie (Jaką rolę odgrywa w twoim życiu Kościół) 22 osoby podało wartość zero, zaś 3 osoby wartość 10. Na trzecie pytanie (Jaką rolę odgrywa w twoim życiu kler) wartość zero podały 23 osoby, nikt zaś nie podał wartości maksymalnej. Inne wartości w odpowiedziach rozkładały się mniej więcej po równo.

Duża część osób uzasadniła swoje wybory szerzej, niektóre nawet bardzo szeroko. Przywołam wiele z tych opinii, gdyż pozwalają niejako na żywo uchwycić ten proces. Myślę, że układają się w interesującą polifonię opinii na temat instytucji kościelnej i księży, która pozwala na sformułowanie wstępnych wniosków na temat możliwej dalszej ewolucji religijności polskich katolików.

06.06.2009 IMIOLKI LEDNICA NAD JEZIOREM LEDNICKIM XIII OGOLNOPOLSKIE SPOTKANIE MLODYCH LEDNICA 2009 PT. ROZPOZNAJ CZAS FOT. PIOTR SKORNICKI / Agencja Wyborcza.pl
6 czerwca 2009 roku, Lednica. Uczestnicy XIII Ogólnopolskiego Spotkania Młodych Lednica 2009, zorganizowanego pod hasłem „Rozpoznaj czas”. Fot. PIOTR SKÓRNICKI / Agencja Wyborcza.pl

„Kościół dla mnie nie istnieje”

Opinie negatywne pojawiły się najczęściej, co odpowiadałoby danym statystycznym, mówiącym o galopującym spadku zainteresowania Polaków praktykami religijnymi i ich nieufnością wobec kleru.

Kobieta lat 33, mieszkanka miasta, przy każdym z pytań zaznaczyła zero. Pytanie o rolę Boga w życiu, odpowiedziała: „Boga traktuję jako bóstwo, księżyc, słońce, boga jednego – jeśli istnieje dla wszystkich ludzi na świecie. W moim życiu Bóg katolicki nie odgrywa żadnej roli – jedyne co, to przypuszczam, że może istnieć (ale nie musi), ale nie jako »ten katolicki«, tylko ogólny”.

Sprawę Kościoła ujmuje tak:

„Kościół dla mnie nie istnieje. Traktuję go jako budynek. Niepotrzebny. Bóg podobno jest wszędzie.

Praktyki? Modlitwa – oklepana, nie. Bycie wdzięcznym, tak. Święta – tak, ale dlatego, że wynikają z wierzeń wcześniejszych niż katolickie”.

Jej opinia o księżach brzmi tak: „W swoim 33-letnim życiu poznałam tylko dwóch super księży, którzy naprawdę robili to, co lubili. Jeden później jednak zrezygnował. (…) Poza tymi przypadkami słyszałam, widziałam niezbyt przychylne rzeczy na temat księży i wyżej postawionych. Co więcej, uważam, że zdecydowana większość z nich żyje w kłamstwie. Że to największa mafia na świecie. Po co im wierzyć i kim oni mają dla mnie być?”.

„Brak duchowej więzi z Kościołem”

Kolejny głos należy do osoby w wieku 66 lat, z miasta, która nie określiła swojej płci. Zróżnicowała odpowiedzi na każde z trzech pytań. Na pierwsze (rola Boga) odpowiedziała cyfrą 7 i tak uzasadniła: „Kiedyś, u początku mojego wieku dojrzałego ta rola oscylowała w pobliżu 9-10 w podanej skali. Od dobrych kilkunastu lat waga ta zmalała. Głównie z powodu wątpliwości co do przekazu, jaki otrzymuję o Bogu ze strony Kościoła, do którego przynależę”.

Rolę Kościoła w swoim życiu oceniła cyfrą 4, z takim uzasadnieniem: „Brak duchowej więzi z Kościołem i jego nauką, zwłaszcza w kwestiach, w jakich pozostał [on] w tyle za osiągnięciami współczesnego świata, nauki i osiągnięciami cywilizacyjnymi, powoduje automatycznie także rozluźnienie samej aktywności w życiu Kościoła”.

Rolę kleru oceniła na 2 punkty, co jest „zasługą pojedynczych księży w znanych mi parafiach, którzy nie wpisują się w ogólną politykę i przekaz hierarchów Kościoła wobec wiernych”.

„W kościele czasami muszę zamknąć oczy i zatkać uszy”

Podobnie rozłożyła akcenty kobieta lat 52 z miasta. Swoją relację z Bogiem oceniła na 7 punktów: „Są sfery życia, w których istnienie Boga nie odgrywa znaczącej roli – gotowanie, praca, spotkania z przyjaciółmi, większość spraw związanych z wychowaniem dzieci, opieką nad rodzicami. Jednak mimo tego, możliwe istnienie Boga cały czas jest gdzieś w tyle świadomości. Czy jest to ważny element? – na pewno stymulujący rozmyślania.

Bóg dla mnie jest elementem większej koncepcji świata. Jest tak samo ważny jak kosmos, natura. Stanowi integralną część świata, w jakim żyję”.

Relację z Kościołem respondentka oceniła na 4 punkty: „Nie znalazłam wspólnoty, która by dawała mi to, czego od niej oczekuję. Mechanistyczne i bezmyślne praktyki mnie odrzucają. Od kazań oczekuję inspiracji, a zazwyczaj dostaję polityczno-teologiczną szmirę. Mam świadomość, że słowo Boże pochodzi sprzed tysięcy lat i wraz z rozwojem cywilizacyjnym musi być wciąż interpretowane na nowo. Brakuje mi tego w kościele. Czuje czasami, jakbym cofnęła się do średniowiecza. Wciąż jednak potrzebuję miejsca, gdzie zatrzymam się, gdzie pomyślę o Bogu w oderwaniu od codzienności. Potrzebuję również »ceremonii«, pozwalającej mi wyrzucić negatywne emocje, złość, presje... To wszystko zapewniają mi cotygodniowe wizyty w kościele. Tylko czasami muszę zamknąć oczy i zatkać uszy”.

Księża w jej ankiecie otrzymali zaledwie 1 punkt:

„Uważam, że obecnie panuje negatywna selekcja do kleru. Kościół wyklucza z posługi kapłańskiej kobiety, czyli 50 proc. społeczeństwa.

A z drugiej połowy, dzięki celibatowi, selekcjonuje jednostki, które nie radzą sobie ze światem albo własną seksualnością. Centralizacja, feudalność struktur i brak przejrzystości sprzyjają łatwiejszemu awansowi dorobkiewiczów i miernot. Głęboko wierzę, że prawdziwi święci nigdy nie zostali wyświęceni. A Ci wyświęceni nigdy świętymi nie byli”.

„Mam nadzieję, że polski KK w końcu upadnie, tak jak w Irlandii”

Kolejny respondent to mężczyzna lat 54 z miasta. Przy każdym z pytań zaznaczył odpowiedź zero. „Jestem niewierzący. Poza tym uważam, że jak ktoś wierzy w Boga, to nie potrzebuje jego pazernych przedstawicieli handlowych na Ziemi”. Uzasadnienie zera dla Kościoła jest równie zdecydowane: „Irytuje mnie postępowanie kleru i ich pazerność. Marnotrawienie wspólnych pieniędzy na kościół. Poza tym, jak ktoś jest wierzący, to idzie do kościoła. Nie potrzeba aby ksiądz na etacie był w urzędzie skarbowym, policji, wojsku itp.

Religia w szkole to też chyba indoktrynacja od najmłodszych lat, a przecież nie powinniśmy być państwem wyznaniowym”.

Uzasadnienie pod adresem kleru? „Żadnej roli nie odgrywają. Traktuję ich jak zwyczajnych pracowników innego zawodu. Tylko że [pracownicy innych instytucji] nie narzucają tak swoich praktyk innym. Dla mnie to banda obłudnych wyzyskiwaczy i kombinatorów”.

Mieszkaniec miasta, wiek 74 lata, mężczyzna, swoją relację z Bogiem ocenił na 1. Kościół i kler nie odgrywają w jego życiu żadnej roli (odpowiedź – zero). „Jedyną rolę, którą Bóg odgrywa moim życiu, to w relacjach z rodziną, która jest wierząca. Jestem osobiście niewierzący i jest to wielka ulga dla mnie. Nie chodzę do kościoła, nawet z powodu wspólnoty, która kiedyś mnie przyciągała. Przez ostanie 20 lat chodziłem do kościoła na pasterkę i kilka razy w roku. Wspierałem w ten sposób wspólnotę, która istnieje wokół mojej starej parafii i dzielnicy polonijnej. Ale od 3 lat już zupełnie przestałem chodzić do kościoła.

Kler nie odgrywa żadnej roli w moim życiu. Od czasów afer pedofilskich trzymam się daleka od kleru. Uważam kler w dużej mierze za przestępców.

Biskupi, którzy tuszowali przestępstwa pedofilskie, powinni siedzieć w więzieniach tak jak i ci, którzy gwałcili i molestowali dzieci. Uważam kler za mafię przestępczą, którą trzeba zwalczać na każdym kroku. I mam nadzieję, że polski KK w końcu upadnie, tak jak w Irlandii” - napisał w komentarzu.

Bezwyznaniowcy zaczynają dominować wśród młodych

A teraz przywołam odpowiedzi, które ograniczyły się jedynie do wskazania wartości cyfrowych. Poniższe zestawienie przynosi obraz polskiego społeczeństwa raczej głęboko podzielonego. W przypadku osób młodych trudno mówić nawet o polaryzacji. Mamy tu bowiem do czynienia z radykalnym odrzuceniem zarówno instytucji kościelnej, jak i kleru. Wyraźnie widać podobną tendencję do tej, jaka występuje w USA, gdzie bezwyznaniowcy zaczynają dominować w grupie młodych osób.

Jak wygląda ten społeczny podział w ankiecie? Odpowiedzi najwyżej punktujących relację z Bogiem, Kościołem i klerem, udzieliły 48-letnia kobieta z miasteczka i kobieta licząca 66 lat z miasta. Pierwsza respondentka zaznaczyła kolejno cyfry: 10, 8, 8, druga zaznaczyła maksymalną ilość punktów przy pierwszych dwóch pytaniach i 8 przy trzecim. Z kolei kobieta, mieszkanka wsi, licząca 48 lat, zaznaczyła trzy razy zero. 18-letni mężczyzna z miasta przy pytaniu o relację z Bogiem zaznaczył 1, pozostałe dwa pytania oznaczył cyfrą zero. Jego rówieśniczka ze wsi przy każdym pytaniu również postawiła zero. Natomiast 72-letnia kobieta z miasteczka trzy razy wybrała maksymalną wartość 10. Podobnego wyboru dokonała najstarsza uczestniczka tej ankiety, 89 letnia mieszkanka miasteczka. Inna mieszkanka miasteczka, licząca 55 lat ,wybrała trzy różne wielkości – 10, 6 i 2. Zaś 33-letni mężczyzna z miasta zaznaczył trzy razy zero.

„Kościół przestał być dla mnie autorytetem religijnym”

Jak widać, linie podziału między osobami związanymi blisko z Kościołem, a tymi, które pozostają poza jego wpływem, biegną w poprzek tradycyjnych podziałów społecznych między wierzącymi mieszkańcami małych miast i wsi, a mieszkańcami wielkich miast.

Również w pokoleniu starszym, stereotypowo postrzeganym jako religijne, zdarzają się osoby deklarujące całkowity brak związku z Kościołem, klerem i Bogiem.

Są też odpowiedzi, ujawniające wewnętrzny konflikt głęboko wierzących, którzy tracą zaufanie do instytucji Kościoła. 60-letnia kobieta z miasta przy pytaniu o relację z Bogiem postawiła cyfrę 8. Dodała, że „Bóg i świat wartości transcendentalnych jest mocno obecny w moim życiu”. Stawiając przy Kościele cyfrę 2 napisała: „bardzo rzadko uczestniczę w uroczystościach kościelnych”. Przy klerze zaznaczyła również cyfrę 2, ale jej nie skomentowała.

56-letnia kobieta z miasta przy pytaniu o relację z Bogiem postawiła maksymalną cyfrę 10, dodając: „wierzę w Jego istnienie, rozmawiam z Nim, modlę się, staram się być uważna na Jego znaki”. Natomiast przy pytaniu o relację z Kościołem zaznaczyła zero. Wyjaśniła, że „Kościół przestał być dla mnie autorytetem religijnym; przed pandemią chodziłam jeszcze na msze niedzielne, pandemia osłabiła tę ostatnią więź”. Swoją relację z klerem oceniła zaś na 1 punkt. Jak dodała, „ze względu na mieszkającą z nami babcię, przyjmujemy jeszcze księdza po kolędzie”.

„Potrzebne jest oczyszczenie wśród osób duchownych”

49-letnia mieszkanka wsi przy dwu pierwszych pytaniach zaznaczyła cyfrę 10, dodając takie uzasadnienie: „Bóg to Ktoś najważniejszy w moim życiu. Ktoś, kto mnie powołał do życia i nieustannie okazuje mi swoją miłość, wciąż mnie zaskakuje. To Ktoś, komu ufam i na kim się nigdy nie zawiodę. Ktoś bardzo bliski. Doświadczyłam wielokrotnie Jego obecności i Jego działania w moim życiu”.

Podobnie wysoko oceniła znaczenie Kościoła: „Kościół to ludzie, którzy tak jak ja wierzą w Boga, moje siostry i bracia. Idziemy tą samą drogą do Ojca. Wspieramy się na niej, modlimy się za siebie, umacniamy w wierze. Jesteśmy grzeszni, ale Jezus nas umacnia na tej drodze. Moje praktyki religijne wypływają z wiary w Boga. Na mszy spotykam Go w Słowie i Chlebie, w spowiedzi otrzymuję Jego przebaczenie i doświadczam Jego miłosierdzia. W innych sakramentach działa Duch Święty, który mnie umacnia i wskazuje drogę. Na modlitwie mówię do Boga, a On mówi do mnie. Praktyki religijne to dla mnie forma pogłębienia relacji z Bogiem”.

Nieco niżej respondentka oceniła znaczenie kleru w swoim życiu, stawiając cyfrę 7. Jej komentarz: „Papież, biskupi i księża to także moi bracia w wierze, czyli część Kościoła. Sprawują sakramenty. Do niektórych duchownych mam zaufanie i darzę ich szacunkiem, chętnie ich słucham. Są to księża, którzy żyją Ewangelią na co dzień, są autentyczni w słowach i czynach. Część z nich natomiast taka nie jest, a ich postępowanie wywołuje publiczne zgorszenie. Boli mnie to.

Potrzebne jest oczyszczenie wśród osób duchownych, uznanie win i zadośćuczynienie za nie”.

„Bóg pomaga mi w ciężkich chwilach”

Mieszkaniec miasta przy każdym pytaniu zaznaczył zero. Swój wybór uzasadnił tak: „Wychowałem się w dużej katolickiej rodzinie. Ale z czasem zacząłem pytać o sens tego wszystkiego, czym jest wiara i Kościół. Nigdy nie otrzymałem zadowalającej odpowiedzi, nawet od bliskiej mi osoby – wujka księdza ani od rodziców”. O Kościele respondent napisał krótko: „Nie uczestniczę w żadnych czynnościach kościoła”. O klerze następująco: „miałem wielu przyjaciół , znajomych z kleru. Spotykałem się z nimi, dyskutowałem, ale bardzo się zawiodłem. Obecnie nie mam [z nimi] żadnego kontaktu”.

Młodsi deklarują w mniejszym lub większym stopniu dystans do instytucji Kościoła. 18-letni mieszkaniec miasta uzasadnił lakonicznie swój wybór cyfry 1 przy pytaniu o związek z Kościołem. Napisał, że przeżywa kryzys wiary i że „nie lubi chodzić do kościoła bo go tam nudzi”. O rok starszy mężczyzna z miasta przy pytaniu o relację z Bogiem postawił cyfrę 8,5, uzasadniając wybór tak oto:

„Bóg pomaga mi w ciężkich chwilach, bez Niego nie poradziłbym sobie z niektórymi rzeczami, które mnie przerastają”.

Przy pytaniu o Kościół zaznaczył 5, dodając: „Ciężko mi skomentować Kościół jako wspólnotę, nie udzielam się tam i nie mam za bardzo do czynienia”. Tę samą cyfrę postawił przy pytaniu o kler, pisząc: „Są oni obojętni, póki nie wymuszają na mnie żadnej zmiany. Nie mieli wpływu na moje postrzeganie Kościoła”.

32-letnia mieszkanka miasta przy każdym pytaniu zaznaczyła zero. Oto jej komentarze: „jestem agnostyczką, wyznaję inne wartości” (pytanie o relację z Bogiem); „[Kościół] nie jest dla mnie istotny, wspólnoty znajduję gdzie indziej” (relacja z Kościołem); „Jestem zniesmaczona i zasmucona tym, jak kler funkcjonuje w naszym kraju, ale i na świecie. Wielka szkoda, że wspaniałe klasyczne wartości są tak kalane, nie tylko w kontekście wiary, ale i postrzegania prawa i człowieka jako podmiotu” (znaczenie kleru).

„Lekcje religii w szkole nic nie wnoszą do mojego życia”

Na koniec zostawiłem najmłodszą uczestniczkę ankiety, mieszkankę miasteczka, liczącą 17 lat. Przy Bogu zaznaczyła cyfrę 6 wyjaśniając: „mam raczej inny rodzaj Boga, niż przedstawiają to księża i kościół. Nie neguję jego istnienia, bardziej Go widzę jako dobrą energię. Nie przynależę do żadnej wiary”. Kolejne dwa pytania oznaczyła zerem, dodając przy pytaniu o Kościół: „Nie mam nic wspólnego ze wspólnotą kościoła. Jeśli chodzi o praktyki religijne, np. lekcje religii w szkole, nic nie wnoszą one do mojego życia. Nie ma tam raczej przekazywanych wartościowych rzeczy”.

A trzecie pytanie – o kler – skomentowała: „Nie chcę oceniać wszystkich księży, bo nie miałam z wieloma do czynienia. Jednak mam do nich raczej negatywny stosunek przez to, jak zrazili mnie do kościoła i całej wiary. Według mnie w większości przedstawiają wiarę w zły sposób”.

Najmłodsi nie odnajdują się w Kościele

Nie będę próbował systematyzować tych wypowiedzi, pozostawiając Czytelnikom wyciągnięcie wniosków. Jest natomiast rzeczą zastanawiającą, że większość uczestników ankiety ma krytyczne nastawienie do kleru i Kościoła. Kościół i kler krytykują nawet osoby głęboko wierzące.

Najmłodsi nie odnajdują się w ogóle w życiu Kościoła, a lekcje religii traktują jak zło konieczne.

W moim przekonaniu przywołane wypowiedzi obalają jeden z mitów, obecnych w badaniach nad religijnością. A mianowicie, że to kobiety są bardziej religijne niż mężczyźni. Moje respondentki w zdecydowanej większości sformułowały krytyczne wnioski na temat zarówno Kościoła, jak i kleru.

Bardziej łaskawe okazały się tylko wobec Boga.

Za pół wieku amerykańscy chrześcijanie staną się mniejszością?

We wrześniu 2022 roku Pew Research Center opublikowało badania na temat zmian w podejściu chrześcijan do instytucji kościelnych. Tym razem nie ograniczono się do statystyk, opartych na ankietach. Badacze spróbowali także prognozować przyszłe zachowanie amerykańskich chrześcijan.

W raporcie „Modeling the Future of Religion in America” ośrodek ogłosił, że w chwili obecnej chrześcijanie stanowią 64 proc. populacji Stanów Zjednoczonych. Zaś ci, którzy odeszli z kościołów (tzw. nones czyli bezwyznaniowcy) stanowią najliczniejszą grupę, bo aż 34 proc. Jest ich więcej niż katolików (ok. 23 proc.).

Jeszcze ciekawsze są prognozy na 2070 rok. Wskazują one, że chrześcijan w USA będzie najwyżej 54 proc. Bardzo prawdopodobne jednak, że będą stanowić zaledwie 35 proc. populacji, a odsetek wspomnianych bezwyznaniowców może wzrosnąć nawet to 52 proc.

A to oznacza odejście do historii USA jako kraju chrześcijańskiego.

Jeśli te prognozy się spełnią, należy te zmiany uznać za prawdziwą rewolucję. Uderzają bowiem one w sam rdzeń tożsamości wielu Amerykanów, nadal uważających, że USA cieszy się szczególną opieką Boga chrześcijańskiego. Oczywiście jest to Bóg białych chrześcijan.

Diada „Polak-katolik” rozsypuje się na naszych oczach

Choć na podobne prognozy, dotyczące religijności Polaków, trzeba będzie jeszcze poczekać, to już dzisiaj można zaproponować wstępną hipotezę. Dotyczy ona sformułowanej przed laty tezy Krzysztofa Koseły, który w książce „Polak i katolik. Splątana tożsamość” twierdził, że „diada »Polak-katolik« trzyma się krzepko”. Otóż moim zdaniem ta diada właśnie na naszych oczach się rozsypuje. Coraz więcej Polaków uważa, jak to stwierdziła jedna z respondentek, że „Kościół nie jest dla nich istotny, wspólnotę znajdują gdzie indziej”. W praktyce może to oznaczać sięganie do innych niż katolicka, a nawet chrześcijańska, tradycja.

Być może rację miała Maria Janion, gdy w książce „Niesamowita Słowiańszczyzna” stawiała tezę o traumie Polaków, związanej z narzuconym im siłą chrześcijaństwem i zniszczeniem przedchrześcijańskich tradycji, również religijnych. Jeśli wstępne intuicje się sprawdzą, może to oznaczać powolne przezwyciężanie traumy. Dokonuje się ono poprzez odrzucanie nie tylko Kościoła, ale i jego katolickich urzędników. Tych drugich – szczególnie gwałtownie.

Można w okresie świątecznym i noworocznym pomarzyć, że sponsorowany przez rząd CBOS kiedyś zainteresuje się tym, co naprawdę myślą Polacy o religii. A zwłaszcza ciągle dominującym w naszym kraju Kościele katolickim.

Wystarczy odejść od tradycyjnego widzenia sekularyzacji jako zła, które zagraża naszej narodowej tożsamości. Zobaczyć w niej szansę na stworzenie nowoczesnej tożsamości Polaka.

Na pewno tak o sobie myśli większość młodych Polaków, którzy zresztą o tym chętnie mówią. A swoimi zachowaniami i wyborami potwierdzają, że z Kościołem katolickim i jego urzędnikami jest im wyraźnie nie po drodze. Prawdę powiedziawszy, podobną opinię ma coraz większa grupa, nie tylko młodych, obywateli naszego kraju.

Udostępnij:

Stanisław Obirek

Teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita, wyświęcony w 1983 roku. Opuścił stan duchowny w 2005 roku, wcześniej wielokrotnie dyscyplinowany i uciszany za krytyczne wypowiedzi o Kościele, Watykanie. Interesuje się miejscem religii we współczesnej kulturze, dialogiem międzyreligijnym, konsekwencjami Holocaustu i możliwościami przezwyciężenia konfliktów religijnych, cywilizacyjnych i kulturowych.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne