0:00
Prawa autorskie: Photo by Vincenzo PINTO / POOL / AFP)Photo by Vincenzo PI...
04 grudnia 2022

Franciszek: rewolucja, której nie było. Papież hamulcowym reformy Kościoła? [OBIREK]

Tylko w 2021 roku z niemieckiego Kościoła katolickiego odeszło 360 tys. wiernych. Biskupi i świeccy chcą reform, aby zatrzymać odpływ. Dyskutują o kapłaństwie kobiet, zniesieniu celibatu i liberalizacji teologii życia seksualnego. Ale Watykan mówi stanowczo: nie

Wydrukuj

Na zdjęciu: papież Franciszek podczas modlitwy z kardynałami na spotkaniu w Watykanie, poświęconym walce z pedofilią wśród duchownych, 23 lutego 2019 roku.

W niemieckim Kościele wrze. Świeccy i duchowni domagają się reformy: możliwości święceń dla kobiet, zniesienia celibatu i liberalizacji doktryny, dotyczącej życia seksualnego, w tym homoseksualizmu. To odpowiedź na skandale pedofilskie, które wywołały masowy odpływ wiernych. Tylko w 2021 roku z niemieckiego Kościoła katolickiego (najliczniejszej organizacji religijnej w kraju) odeszło 360 tys. wiernych.

Biskupi i świeccy starają się zatrzymać odpływ, korzystając z „drogi synodalnej” – zainicjowanego przez papieża Franciszka dialogu wewnątrzkościelnego. Ma on pokazać problemy i wyzwania, przed jakimi stoi dzisiaj Kościół katolicki.

Dialog miał odbywać się pod hasłem otwartości. Ale kiedy w Niemczech świeccy i duchowni poparli postulaty głębokich reform, Watykan usztywnił stanowisko. W listopadzie 2022 roku podczas wizyty „ad limina” niemieckich biskupów w Watykanie, papież Franciszek nie pojawił się na podsumowującym spotkaniu. Wysłał swoich kardynałów, aby zdyscyplinować biskupów i przywrócić porządek w szeregach niemieckiego Kościoła.

Wizyty „ad limina Apostolorum” to uświęcone prawem kanonicznym okresowe wizyty biskupów w Watykanie, połączone z przedstawieniem papieżowi sprawozdania na temat stanu diecezji. Odbywają się raz na pięć lat. Wizyta „ad limina” niemieckich biskupów w Watykanie miała miejsce w dniach 14-18 listopada 2022 roku. Wzbudziła wyjątkowe zainteresowanie mediów na świecie, nie tylko katolickich.

O napięciu między niemieckim episkopatem a Watykanem i rozczarowaniu postawą papieża Franciszka wobec nurtów reformatorskich w Kościele pisze teolog Stanisław Obirek.

„NIEDZIELA CIĘ ZASKOCZY” to cykl OKO.press na najspokojniejszy dzień tygodnia. Chcemy zaoferować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom „pożywienie dla myśli” – analizy, wywiady, reportaże i multimedia, które pokazują znane tematy z innej strony, wytrącają nasze myślenie z utartych ścieżek, zaskakują właśnie

Kościół nieruchomy

Jeden z najlepszych znawców współczesnego katolicyzmu, włoski socjolog Marco Marzano, swoją książkę poświęconą pontyfikatowi Franciszka zatytułował znamiennie „Kościół nieruchomy. Franciszek i nieudana rewolucja” („La chiesa immobile. Francesco e la rivoluzione mancata”). Marzano ma rację. Witany entuzjastycznie jako rewolucjonista argentyński papież niczego w Kościele nie zmienił.

Co więcej, w ostatnich latach wrażenie znieruchomienia i oddania władzy Kurii Rzymskiej się pogłębia. Jest to tym bardziej uderzające, że znaków zapowiadających głęboką zmianę było sporo. Dzisiaj wydaje się, że Franciszek uchyla się od odpowiedzialności za konsekwencje procesu, który sam wprawił w ruch.

Jego odpowiedź z początku pontyfikatu, często zresztą przy różnych okazjach przywoływana, na pytanie co sądzi o osobach homoseksualnych („Kimże ja jestem by takie osoby osądzać?”) mogła jeszcze uchodzić za wyraz tolerancji i zerwania z papieskim dogmatyzmem. Jednak jego zachowanie na zakończenie wizyty „ad limina Apostolorum” niemieckich biskupów należy uznać nie tyle za wyraz jezuickiego sprytu (tak to ocenił przewodniczący episkopatu niemieckiego, Georg Bätzig), ile raczej za gest tchórzostwa.

Dla mnie jest to kolejne rozczarowanie pontyfikatem Argentyńczyka, po jego stanowisku w sprawie inwazji Putina na Ukrainę. Jest ono tym boleśniejsze, że dotyczy rdzenia zmian, które Bergoglio zapowiadał tuż po objęciu rządów w Watykanie.

Papież umywa ręce

Otóż w ostatnim dniu wizyty niemieckich biskupów Franciszek nie pojawił się na spotkaniu, tylko wysłał przedstawicieli Kurii Rzymskiej. Owszem, tych najważniejszych, ale to oni sformułowali wcale nie zawoalowane zarzuty wobec „niemieckiej drogi synodalnej”.

Sam Franciszek, wzorem Piłata, umył ręce.

Spotkanie moderował sekretarz stanu kardynał Pietro Parolin, a rolę dwóch oskarżycieli przyjęli na siebie kardynałowie Marc Quellet i Louis Ladaria. Wiadomo, że biskupi niemieccy nie słuchali tych oskarżeń ze spuszczonymi głowami, tylko twardo bronili własnego stanowiska. I to dlatego Bätzig mówił o „istnieniu twórczego napięcia, którego nie należy wyciszać”. A na konferencji prasowej podkreślił, że „jesteśmy katolikami, ale chcemy nimi być w inny sposób”.

Ten inny sposób to trwanie przy niemieckiej „drodze synodalnej”.

W Niemczech gest papieża został odczytany jako upokorzenie. Tak uważa na przykład profesor teologii fundamentalnej i antropologii filozoficznej na Uniwersytecie we Freiburgu Magnus Striet. Natomiast wystąpienie kardynałów Marca Quelleta (Kongregacja do Spraw Biskupów) i Louisa Ladarii (Kongregacja Nauki Wiary), jego zdaniem należy odczytać jako jednoznacznie potępienie niemieckiej drogi synodalnej.

Nadużywanie nadużyć

Kardynałowie dawali zresztą temu wyraz już wielokrotnie. Quellet wręcz domagał się złożenia samokrytyki. Zarzucał biskupom niemieckim, że nadużywają problemu nadużyć seksualnych kleru (zamierzona gra słów) do przeforsowania innych, jego zdaniem niedopuszczalnych, reform.

Chodziło oczywiście o możliwość dopuszczenia kobiet do święceń kapłańskich, zniesienia celibatu i zmiany katolickiej doktryny w sprawach seksualnych.

Nawiasem mówiąc to właśnie na kanadyjskim kardynale Quellet ciąży zarzut molestowania seksualnego. Zawiadomienie złożyła stażystka, która pracowała w archidiecezji Quebec, kiedy był tam biskupem. Watykan oczyścił go z zarzutu, jednak sama procedura była powodem ogromnego zgorszenia, nie tylko w Kanadzie.

Wierni nie słuchają Watykanu

W podobnym duchu jak Quellet, wypowiadał się następca Ratzingera na stanowisku prefekta Kongregacji Nauki Wiary, jezuita Louis Ladaria. Zdaniem Strieta, już od czasów ogłoszenia przez papieża Pawła VI w 1968 roku encykliki „Humanae Vitae”, wierni przestali słuchać wskazówek płynących z Watykanu. Gdzie indziej szukają i znajdują autorytety, podpowiadające im, jak urządzać swoje życie.

Pojawia się pytanie, kto ma kompetencje w rozwiązywaniu pojawiających się w życiu Kościoła problemów? Odpowiedź na to pytanie, według Strieta, zdecyduje o przyszłości katolicyzmu. Prawdopodobnie dyskusja na ten temat będzie się rozgrywała na poziomie Kościołów lokalnych, a nie w Rzymie.

Podobnie wypowiedzieli się inni teologowie niemieccy. Jak chociażby profesor Nowego Testamentu w Bochum, Thomas Söding, który od 2021 roku pełni funkcję wiceprzewodniczącego Centralnego Komitetu Katolików Niemieckich i jest doradcą Konferencji Episkopatu Niemiec. Jego zdaniem frontalny atak na niemiecką drogę synodalną nie powiódł się. W artykule w „Neues Ruhrwort” Söding napisał, że zasadą drogi synodalnej w Niemczech jest wspólny namysł i wspólna decyzja, czego watykańscy urzędnicy zdają się nie przyjmować do wiadomości.

Konserwatyzm Franciszka

Swoistym komentarzem do nieobecności Franciszka na spotkaniu kończącym „ad limina” niemieckich biskupów może być obszerny, ekskluzywny wywiad, udzielony przez papieża pismu amerykańskich jezuitów „America”. Niestety nie potwierdza on optymizmu Bätziga.

Bergoglio objawia się w nim jako obrońca fundamentalistycznej wersji katolicyzmu. Nie ma w nim śladu entuzjazmu i gotowości do zmian, jakie znamy z jego pierwszych wywiadów, na przykład z Eugenio Scalfari z „La Reppublica” czy z Antonio Spadaro z jezuickiego pisma „La Civilta Cattolica”.

Wywiad został opublikowany 10 dni po zakończeniu wizyty niemieckich biskupów. Franciszek broni w nim konserwatywnego stanowiska w sprawie możliwego kapłaństwa kobiet, a więc jednego z najważniejszych postulatów niemieckich katolików. Odwołuje się przy tym do kontrowersyjnego stanowiska Jana Pawła II, który absolutnie wykluczył kapłaństwo kobiet, powołując się na przykład Jezusa, który na apostołów powołał tylko mężczyzn.

Podobnym argumentem można bronić tezy, że Jezus powołał na apostołów tylko żydowskich rybaków, a więc inni nie nadają się na to stanowisko.

Tego argumentu użył w innym kontekście wybitny niemiecki filozof religii i katolik Hans Joas, również zresztą aktywnie działający w procesie synodalnym.

Zmęczenie i lęk

Podobne zażenowanie budzi przedstawiona w rozmowach Franciszka osobliwa teologia kobiecości, realizującej się jakoby najpełniej w służbie. Jako żywo przypomina ona tzw. nowy feminizm Karola Wojtyły. To samo zresztą dotyczy stosunku Franciszka do aborcji i ochrony życia od poczęcia. A także absolutny brak zrozumienia i empatii dla trudnych wyborów kobiet, które odpowiedzialnie podchodzą do swoich praw rozrodczych.

Owszem, Franciszek uspokoił fundamentalistów katolickich i konserwatystów, jednak w niczym nie posunął do przodu dialogu wewnątrzkościelnego. Być może doszło do głosu zmęczenie walką i Franciszek przestraszył się frontalnych ataków konserwatywnych biskupów amerykańskich? Część z nich jeszcze kilka lat temu całkiem serio domagała się jego abdykacji.

Strusi gest papieża

W Polsce mało wiemy o niemieckim katolicyzmie. Dochodzące nad Wisłę wiadomości są nie tylko fragmentaryczne, ale często zwyczajnie fałszywe. Najwięcej do zafałszowania tego obrazu przyczynił się przewodniczący polskiego episkopatu abp Stanisław Gądecki.

W słynnej już wymianie listów z jego niemieckim odpowiednikiem bp Georgiem Bätzingiem, Gądecki zarzucił Bäntzingowi odejście od tradycji Jana Pawła II. Dzisiaj może triumfować. Jest to jednak zwycięstwo pozorne. Tak naprawdę klęskę, i to w całej rozciągłości, poniósł papież Franciszek, który swoim strusim gestem stracił wiarygodność jako inicjator drogi synodalnej.

Przypomnijmy: jeszcze w 2014 roku, na zakończenie synodu poświęconego rodzinie, Franciszek zwracał się do jego uczestników z takim oto wyzwaniem: „Mówcie otwarcie, co myślicie, i słuchajcie z pokorą. Wszyscy musimy mówić, co czujemy, z parezją – otwarcie.

Powinniśmy słuchać z pokorą i przyjąć z otwartym sercem, co nasi bracia nam powiedzą. Te dwie postawy wyrażają synodalność.

Właśnie dlatego proszę was w imieniu Pana o przyjęcie tych dwu braterskich postaw: czujcie z parezją i słuchajcie z pokorą”.

Parezja, czyli mówić wszystko

Greckie słowo, którego użył Franciszek, znaczy dosłownie „mówić wszystko”. Parezja – pojęcie łączone z demokracją ateńską, z osobą Sokratesa, występujące w Nowym Testamencie – to wolna, otwarta, szczera i jasna rozmowa, w której nie ma miejsca dla zakazów i zawieszeń. Pojawia się w kluczowym dla powstającego Kościoła momencie w Dziejach Apostolskich (4, 29 i 31).

Co się stało, że po sześciu latach paruzja zniknęła ze słownika Franciszka?

Na to miejsce pojawiła się watykańska mowa trawa o otwartości, dialogu, konieczności zachowania jedności, troski o tradycję. Właśnie ta kurialna nowomowa pojawiła się w oficjalnym komunikacie watykańskim, podsumowującym wizytę niemieckich biskupów. Musiało to być dla nich niemiłym zakończeniem. Choć dyplomatycznie zapewniają, że będą trwali w jedności z papieżem.

A przecież to właśnie katolicy niemieccy wzięli je sobie do serca. W Niemczech droga synodalna stała się prawdziwym ruchem społecznym, który objął większość tamtejszych wiernych świeckich. I to oni właśnie wymuszają powolne zmiany w tamtejszym Kościele, jak napisał na łamach „Deutsche Welle” Christoph Strack.

Odpływ wiernych i gotówki

Trzeba pamiętać, że Kościół katolicki w Niemczech jest, obok administracji państwowej, największym pracodawcą. Zatrudnia 800 tys. osób na ogólną liczbę ponad 22 milionów katolików (do Kościoła katolickiego należy 27 proc. ludności Niemiec).

Jednak to właśnie ten najliczniejszy kościół w Niemczech traci ostatnio najwięcej wiernych. Przede wszystkim z powodu skandali pedofilskich z udziałem kleru i kryciem tych przestępstw przez niektórych biskupów. Takich, jak na przykład związany z Opus Dei konserwatywny kardynał Reiner Maria Woelki z Kolonii. Media spekulowały, czy nie zostanie odwołany przez Franciszka. Skończyło się jednak tylko na kilkumiesięcznym pobycie w odosobnieniu na „modlitwie i umartwieniu”.

To właśnie takie zachowania hierarchii kościelnej sprawiły, że tylko w roku 2021 wystąpiło z niemieckiego Kościoła katolickiego 360 tys. wiernych. Oznacza to znaczny odpływ gotówki. W Niemczech obowiązuje podatek kościelny, które przestaje być płacony z chwilą wystąpienia z tej instytucji.

Kościół partnerem w demokracji

Niemiecka droga synodalna dotyczy nie tylko kwestii celibatu księży czy możliwych święceń kapłańskich dla kobiet oraz zmiany w podejściu do ludzkiej seksualności, w tym stosunku do osób LGBT+. Najważniejsza zmiana, do jakiej dążą katolicy, to uczynienie z Kościoła równorzędnego partnera w pluralistycznym i demokratycznym społeczeństwie.

Dotyczy to m.in. równego traktowania pracowników, zatrudnianych przez Kościół. W ostatnim czasie niemieckie media szeroko rozpisywały się o przypadkach osób, zwolnionych przez instytucje kościelne z powodów obyczajowych. Otóż lekarz stojący na czele katolickiego szpitala rozwiódł się i zamierzał ponownie się ożenić. Został zwolniony z pracy. Drugi przypadek dotyczy prowadzonego przez Kościół katolickiego przedszkola. Dyrektor tej placówki związał się z osobą tej samej płci i również został zwolniony.

Oba przypadki wzbudziły ogromne oburzenie społeczne. Zarzucono Kościołowi, że działa niezgodnie z obowiązującymi zasadami życia społecznego i prawa pracy. Tymczasem takie zachowanie katolickiego pracodawcy jest możliwe w świetle niemieckiej Konstytucji, tzw. Prawa Podstawowego i Konkordatu, zawartego przez hitlerowskie Niemcy z Watykanem w 1933 roku. Wszystkie te zapisy prawne gwarantują religijnym wspólnotom znaczną autonomię, w tym dotyczącą prawa pracy.

W ostatnich dziesięcioleciach żadna z partii politycznych nie odważyła się ograniczyć, ani zlikwidować przepisów Prawa Podstawowego w obawie o konflikt z kościołami. Katoliccy biskupi z własnej inicjatywy to prawo chcą zmienić. Z prostego powodu: Kościół staje się coraz mniej atrakcyjnym pracodawcą.

Jak na razie na to też nie ma zgody Watykanu.

Polscy biskupi ograli papieża Franciszka?

Zupełnie inaczej wygląda stosunek papieża Franciszka i wspomagających go kurialistów do polskich biskupów. Po wizycie „ad limina Apostolorum” w październiku 2021 roku przedstawiciele polskiego episkopatu wyjeżdżali z Rzymu z poczuciem, że ich droga trwania w konserwatywnym i konfrontacyjnym katolicyzmie jest właściwa. Warto tamto spotkanie przypomnieć.

Już na półmetku tamtej wizyty przewodniczący Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki podzielił się na łamach biuletynu KAI wrażeniami z rozmów z najważniejszymi współpracownikami papieża Franciszka. Otóż jego zdaniem najważniejszym zadaniem polskich biskupów jest „sprostowanie” błędnych informacji, jakie docierają do Watykanu za pośrednictwem liberalnych i wrogich Kościołowi mediów. Biskupi realizowali ten cel podczas spotkań w watykańskim Sekretariacie Stanu z kardynałem Pietro Parolinem i jego współpracownikami oraz z przewodniczącym Kongregacji, kardynałem Marcem Ouelletem.

Podczas spotkania kard. Quellet przypomniał polskim biskupom o dokumencie „Vos estis lux mundi” (pol. „Wy jesteście światłem świata”), motu proprio papieża Franciszka (list papieski o charakterze dekretu, powstały z inicjatywy własnej papież – przyp. red) z 2019 roku. Dokument ten zawiera przepisy, które powinno się zastosować w przypadku zawiadomienia o możliwości popełnienia przez duchownych przestępstwa seksualnego wobec osoby małoletniej lub bezradnej. Kardynał wspomniał także o karaniu biskupów za tuszowanie takich przypadków.

Biskup karany surowiej niż pedofil

I tutaj, jak relacjonował dziennikarzowi KAI Gądecki, polscy biskupi wyrazili własną, odrębną opinię. Skrytykowali stanowisko Watykanu wobec biskupów, którzy zostali ukarani za niedociągnięcia, uchybienia czy zapomnienia w prowadzeniu spraw duchownych, oskarżonych o pedofilię.

Zdaniem polskich biskupów, istnieje dysproporcja między karami, które zostały nałożone na biskupa po wstępnym dochodzeniu, a sytuacją pedofila, który po pięciu latach wychodzi z więzienia, rozpoczynając życie od nowa. W przypadku biskupa następuje śmierć cywilna – usunięcie z urzędu i nagonka medialna, choć nie został on skazany za pedofilię.

Po roku widać, że kardynał Quellet wziął sobie do serca pouczenia Gądeckiego. Wyraźnie ofuknął biskupów niemieckich, że zbyt wielką wagę przywiązują do sprawy nadużyć seksualnych kleru i ich tuszowania przez biskupów. Pamiętajmy, że

kardynałowi Woelkiemu do dzisiaj włos głowy nie spadł, mimo ciążących na nim zarzutów o tuszowanie przestępstw pedofilskich podległych mu księży.
Helpers push a carnival float depicting a Catholic bishop wearing a glans penis-shaped mitra and wearing a robe that reads "The core problem of the Catholic Church" during a slimmed down version of the traditional Rose Monday parade on February 15, 2021 in Duesseldorf, western Germany. - Due to the novel coronavirus / COVID-19 pandemic, traditional parades and festivities in Germany's carnival hotspots, mainly situated in the Rhineland region, had to be canceled or modified to conform to the rules and restrictions in order to limit the spread of the virus. (Photo by Ina Fassbender / AFP)
Kukła biskupa w mitrze w kształcie penisa, z napisem na ornacie „Zasadniczy problem katolickiego Kościoła” podczas tradycyjnej karnawałowej parady 15 lutego 2021 w Düsseldorfie. Fot. Ina Fassbender / AFP

Ani z lewicą, ani z prawicą, ani z centrum

Równie ciekawe brzmiały wtedy uwagi Gądeckiego o stosunku polskich biskupów do polityki i rządzącej partii. Otóż uznał on za stosowne wyprowadzenie urzędników watykańskich z błędu, że w Polsce dochodzi do upolitycznienia religii. Jak wyjaśnił:

„Ja starałem się korygować ten obraz lansowany przez media liberalne, który panuje od jakiegoś czasu, jakobyśmy byli powiązani z jedną partią polityczną. Odpowiedzialni watykańscy urzędnicy nie zdają sobie sprawy, że Kościół w Polsce kieruje się zasadą, że nie utożsamiamy się ani z lewicą, ani z prawicą, ani z centrum, ale pragniemy być z Ewangelią i wnosić w świat świeże spojrzenie, którego polityka mieć nie może”.

Dzisiaj pytanie, czy jego relacja została zaakceptowana w sposób bezkrytyczny, jest retoryczne. Wiemy już, że Franciszek nie ma zastrzeżeń do skrajnie upolitycznionych homilii Jędraszewskiego czy innych hierarchów, którzy formalnie rozpoczęli kampanię wyborczą popierając politykę rządu zjednoczonej prawicy.

Czyńcie raban

Zbliżająca się 10. rocznica pontyfikatu Jorge Maria Bergoglio, rozpoczętego 13 marca 2013 roku, zapewne przyniesie mnóstwo nowych publikacji, podsumowujących dekadę jego rządów w Kościele. Jednak już dzisiaj można stwierdzić, że wymiernych sukcesów brak. To nie znaczy, że należy lekceważyć tak istotne sprawy, jak przejęcie się Franciszka od pierwszego dnia losem uchodźców i emigrantów czy jego jednoznaczne potępienie pedofilów w sutannach i kryjących ich biskupów oraz przełożonych zakonnych.

Na pewno przejdzie do historii jego ekologiczna encyklika „Laudato si” z 2016 roku. A także równie doniosła „Deklaracja o ludzkim braterstwie", napisana wspólnie z Wielkim Imamem Al-Azharem z 2019 roku. A także ściśle się z nim łącząca encyklika o dialogu międzyreligijnym „Tutti fratelli”, ogłoszona w roku następnym.

Jednak prawdziwym testem tego pontyfikatu będzie stanowisko Franciszka wobec drogi synodalnej.

Zainicjował ją już na początku pontyfikatu, domagając się nie tylko od ludzi młodych, by czynili raban.

Postsekularny temperament

W 2018 roku irlandzka socjolożka religii Michelle Dillon w książce zatytułowanej „Katolicki postsekularyzm. Stosowność i odnowa” („Postsecular Catholicism: Relevance and Renewal”), skupiła się przede wszystkim na pontyfikacie papieża Franciszka, którego postrzega jako uosobienie postsekularnego temperamentu.

Lektura tej książki była dla mnie swoistym objawieniem. Dillon wykazała, że tak zapalne punkty w doktrynie katolickiej, jak i aborcję oraz święcenia kobiet, można rozpatrywać w perspektywie postsekularnej. Mówiąc w wielkim skrócie, ta perspektywa pozwala na wsłuchiwanie się we wzajemne racje stron, często ze sobą skonfliktowanych. Umożliwia także wspólne szukanie rozwiązań, bez przesądzania o ostatecznych konkluzjach. Warto podkreślić, że tak rozumiane pojęcie postsekularyzmu wprowadził Jurgen Habermas w rozmowie z Josephem Ratzingerem w 2004 roku.

Dillon już wtedy zaznaczała, że papież Franciszek nie tyle zmienia doktrynę, co inaczej ustawia duszpasterskie priorytety swego pontyfikatu. Pozwalało mu to nawiązać owocny dialog z ludźmi nie podzielającymi katolickich poglądów. Obawiam się, że sposób, w jaki Franciszek „dialoguje” z niemieckimi biskupami, kończy epokę złudzeń.

Postsekularyzm w katolickim wydaniu przeszedł właśnie do historii, podobnie jak kluczowe dla pierwszych lat pontyfikatu Bergoglia pojęcie parezji. Wróciły dobrze znane z poprzednich pontyfikatów oczekiwanie Watykanu, że Kościoły lokalne podporządkują się woli zawsze lepiej wiedzących urzędników Kurii Rzymskiej.

Solidarność z uchodźcami

A przecież wydawało się, że będzie inaczej. Od początku pontyfikatu Jorge Bergoglio wzbudzał powszechne zdumienie i entuzjazm radykalną zmianą w podejściu do trzech kwestii: uchodźców, przestępstw pedofilii księży i homoseksualizmu.

Jeśli chodzi o uchodźców, nie ograniczył się do wygłaszania wzruszających przemówień. Kilka miesięcy po wyborze na papieża wybrał się do miejsca najbardziej dotkniętego kryzysem uchodźczym – na wyspę Lampedusę. Po to, by być blisko tragedii i wyrazić swoją pełną i bezkompromisową solidarność z jej ofiarami. I tak już zostało do dzisiaj.

Solidarność z uchodźcami i wszelkimi formami prześladowań krajów czy grup na świecie jest swoistym znakiem firmowym papieża Franciszka.

Tymczasem trwający od ponad roku kryzys uchodźczy na polsko-białoruskiej granicy nie dał do myślenia żadnemu z biskupów polskich. Ani jeden nie pojawił się na granicy, by wyrazić swoją solidarność z uchodźcami. Widocznie uznali, że politycy mają swoje racje, z którymi nie należy dyskutować.

Archiwów nie oddamy

Podobnie, niemal od początku, Bergoglio podjął bezkompromisową walkę z pedofilią księży i strukturalnym tuszowaniem przestępstw kleru katolickiego,. Nie obyło się jednak bez potknięć, jak chociażby obrona w zaparte mianowanego przez papieża biskupa Juana Barosso, który okazał się głównym obrońcą notorycznego pedofila, księdza Fernando Karadimy. To właśnie ten przypadek sprawił, że w maju 2018 roku cały chilijski episkopat podał się do dymisji.

Biskupi polscy nie widzą problemu krycia pedofilii w swoich diecezjach. Jednocześnie nie chcą udostępnić Państwowej Komisji ds. Pedofilii swoich archiwów. Co więcej, uważają, że duchowni, skazani przez Watykan za tuszowanie pedofilii, zostali skrzywdzeni.

Jak dotąd Watykan nie tylko nic z tym nie robi, ale wyraźnie stoi po stronie polskich biskupów.

Hipokryzja wobec osób LGBT+

Amerykański jezuita James Martin wymienił w swoich książkach i artykułach aż jedenaście przykładów wypowiedzi i zachowań Franciszka, które wskazują na jego przychylność wobec osób LGBT+.

Nie podzielam entuzjazmu Martina. Dostrzegam u argentyńskiego papieża brak konsekwencji. Ma on na koncie szereg dwuznacznych wypowiedzi.

Przede wszystkim wielokrotnie krytykował teorię gender, powtarzając krzywdzące opinie watykańskich „ekspertów”, że jest to ideologia sprzeczna z chrześcijaństwem. Podobnie podtrzymał decyzję swoich poprzedników, że do seminarium nie mogą być przyjmowane osoby homoseksualne. Choć musi zdawać sobie sprawę, że wielu księży jest czynnymi homoseksualistami. Wiadomo, że czytał książkę Frédérica Martela „Sodoma”.

Franciszek podtrzymuje więc pełne hipokryzji podejście Kościoła do orientacji homoseksualnej.

Poglądów Franciszka na homoseksualizm nie można jednak w żaden sposób zestawiać z homofobicznymi wypowiedziami wielu polskich hierarchów, z abpem Jędraszewskim na czele.

„Tobie, Panie, chwała, nam wstyd”

Niemal jednocześnie z rozpoczęciem wizyty „ad limina” polskich biskupów, we Francji opublikowano raport na temat przestępstw pedofilii, dokonywanych przez księży. Cyfry zniewalają. W latach 1950-2020 od 2900 do 3200 pedofilów w sutannach skrzywdziło 216 tys. dzieci. Jeśli dodać krzywdy doznane ze strony świeckich, współpracujących z klerem w ramach kościelnych instytucji, ta liczba wzrasta do 300 tys. ofiar.

To chłodna statystyka. Za każdą z tych cyfr skrywa się dramat, który dopiero teraz został nazwany.

Raport wywołał głębokie poruszenie na całym świecie. Również papież Franciszek wyraził swój ból wobec ogromu cierpień, doznanych przez dzieci ze strony księży pedofilów. Jego zdanie „Tobie, Panie, chwała, nam wstyd”, wyrażające emocjonalną reakcję, obiegło światowe media.

Polskich biskupów ten raport, przygotowany przez gorliwego katolika i uznanego prawnika Jean-Marca Sauvé, nie wzruszył. Nie zareagowali na bulwersujące dane. Nie podjęli także decyzji o przygotowaniu podobnego dokumentu w oparciu o polskie archiwa kościelne.

Biskupi polscy nadal są przekonani, że kary, jakie ich spotykają za krycie pedofilów w sutannach, są niewspółmierne do przewin.

Zdjęcie z papieżem

Czy Franciszek uwierzył w narrację, którą przedstawili polscy biskupi? Jak mówił KAI na początku wizyty abp Wiktor Skworc, słowo i błogosławieństwo biskupa Rzymu „umocniły biskupów w eklezjalnym posłannictwie: na drodze odnowy i nawrócenia osobistego i duszpasterskiego”.

Na zakończenie wizyty nie zabrakło pięknej, wspólnej fotografii. Nic nie szkodzi, że właściwie o niczym ważnym nie rozmawiano. Takie właśnie fotografie są dla polskich biskupów najcenniejszą pamiątką. Kto by sobie zawracał głowę rozmową o „polskiej drodze synodalnej”. Tym bardziej, że właściwie jej nie ma.

Polskie media również nie były i nie są zbyt dociekliwe. Pewnie dlatego, że nie ma o czym pisać. Między Watykanem a polskim episkopatem w chwili obecnej zapanowała pełna harmonia. Można powiedzieć, że wróciło całkowite wzajemne zrozumienie, tak dobrze znane z czasów długiego pontyfikatu św. Jana Pawła II.

W powietrzu wisi schizma?

Pojawia się więc pytanie, jaka przyszłość czeka niemiecki katolicyzm, a szczególnie: jakie są szanse niemieckiej drogi synodalnej? Sprzeciw Kurii i Franciszka zablokuje drogę do reform, czy jednak Niemcy będą dążyli do zmian w doktrynie? Czy pójdą „inną drogą”? Czy, jak piszą niektórzy komentatorzy, w powietrzu wisi schizma?

Nie można jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania. Moim zdaniem jest możliwe, że w Niemczech powstanie nowa forma katolicyzmu otwartego i akceptującego pluralizm, również w ramach samego katolicyzmu. Sprawi to wspomniany przez Michelle Dillon postsekularyzm, który jest głęboko zakorzeniony w niemieckiej kulturze. Nieprzypadkowo to właśnie Ratzinger zaakceptował go już w 2004 roku.

Również niektórzy biskupi niemieccy, jak na przykład biskup Essen Franz-Josef Overbeck i biskup Wurzburga Franz Jung po wizycie ad limina podkreślili, że polityka narzucania woli Watykanu kościołom lokalnym się skończyła i niemiecka droga synodalna będzie kontynuowana. Jej zablokowanie doprowadziłoby do powszechnego buntu w Kościele, i to nie tylko niemieckim. A samą próbę jej zablokowania nazwali powrotem do antymodernistycznej mentalności, której czasu nieodwołalnie minął.

Siła sprzeciwu Watykanu tylko potwierdza nieodwołalność tego procesu.

Być może dopiero następca Franciszka będzie w stanie zaakceptować taki model katolicyzmu w skali globalnej.

Udostępnij:

Stanisław Obirek

Teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita, wyświęcony w 1983 roku. Opuścił stan duchowny w 2005 roku, wcześniej wielokrotnie dyscyplinowany i uciszany za krytyczne wypowiedzi o Kościele, Watykanie. Interesuje się miejscem religii we współczesnej kulturze, dialogiem międzyreligijnym, konsekwencjami Holocaustu i możliwościami przezwyciężenia konfliktów religijnych, cywilizacyjnych i kulturowych.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne