Żelazne pałki, paralizator, podwieszanie. Jak torturuje białoruskie „gestapo”
Według jednej z wersji geograficzny środek Europy znajduje się na Białorusi – jedynym kraju, który w całości leży w regionie europejskim i w którym do dziś systematycznie stosuje się tortury. Bicie żelaznymi pałkami, rażenie paralizatorem, pozorowanie duszenia, topienia i egzekucji, groźby gwałtu, nieludzkie warunki przetrzymywania
To jednak niepełna lista form przemocy, jakich w ciągu ostatnich sześciu lat doświadczyły tysiące Białorusinów. Za jedną z najbardziej brutalnych białoruskich służb uważa się Główny Zarząd do Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją (GUBOPiK). Sami funkcjonariusze nierzadko nazywają siebie „gestapo”.
Drzwi niewielkiego pomieszczenia, przypominającego niewyremontowany gabinet w urzędzie, z czterema biurkami i szafami ustawionymi wzdłuż ścian, nagle się otwierają. Do środka wpada dwóch mężczyzn. Wloką chłopaka z pochyloną głową i wykręconymi do tyłu rękami. Podcinają mu nogi – pada na podłogę. Zanim zdąży się zorientować, dostaje pierwsze kopniaki. Potem w ruch idą metalowe pałki. Niedaleko jeden z pracowników „urzęda” włącza i wyłącza paralizator.
Jahor (imię zmienione ze względów bezpieczeństwa) trafił do „gestapo” w 2023 roku. Przyszli po niego za udział w protestach w sierpniu 2020 roku. Chłopak czuł, że prędzej czy później to nastąpi. Docierały do niego informacje o zatrzymaniach znajomych. Niektórzy po prostu na jakiś czas znikali z mediów społecznościowych, a później albo „wypływali” za granicą, albo okazywało się, że trafili do więzienia.

Komentarze