Pogardliwe i nienawistne słowa Leszka Millera o Ukrainie i Ukraińcach krążą po mediach jak ruskie drony. Komorowski, Pawlak i Bielecki demaskowali jego „zapiekłość”, „wichrzycielstwo”. Ale Millera media zapraszają, bo „się niesie”. Mój TEKST ROKU 2025 nie traci na aktualności
„Ja również nie mogę zrozumieć poglądów, jakie wypowiada Leszek Miller na tematy ukraińskie i ukraińsko-rosyjskie” – mówi OKO.press Bronisław Komorowski, prezydent w latach 2010-2015, komentując moją analizę „13 antyukraińskich tez Leszka Millera. Kreml go wychwala, a wy, po co go zapraszacie?”. Komorowski dodaje, że
„wypowiedzi Millera są szkodliwe z punktu widzenia polskiego interesu”.
Analizę antyukraińskich wypowiedzi Leszka Millera przedstawiam jako swój „Tekst 2025 roku” także dlatego, że nie tylko nie traci, ale wręcz nabiera aktualności. Były lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej, były premier RP (2001-2004) jest rozchwytywany przez media, a jego powiedzonka krążą po sieci jak ruskie drony.
Media go zapraszają, bo jak to ujmuje mistrz „klikbajciarstwa” Krzysztof Stanowski, „Miller się niesie”.
Analiza OKO.press jest zatem jak wołanie na puszczy. Wołam dalej. Najpierw kilka nowości w serialu Millera, a potem wszystkie „13 antyukraińskich tez”.
Bronisława Komorowskiego poprosiłem o komentarz po odcinku programu „Prezydenci, premierzy” w Polsat News, w którym doszło do ostrego spięcia na temat wizyty prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie i pomocy 90 mld euro obiecanej Ukrainie przez Unię Europejską.
Miller: „Miałem nadzieję, że Unia wyciągnie wnioski z historii tych pożyczek. Jest 90 mld ustalone, ale bez mechanizmu rozliczenia tych środków, bez kontroli wydatków i bez powiązania z reformami państwa ukraińskiego. Czyli Unia przyjęła po raz kolejny logikę najpierw pieniądze, a potem zobaczymy.
Tylko to potem kończy się wielką aferą korupcyjną”.
To jedna z ulubionych narracji Millera („Ukraina, czyli ogromne złodziejstwo” oraz „Europa i Polska kryją ukraińską korupcję” – patrz niżej tezy nr 7 i 8).
Miller zakłada, że pożyczka zostanie udzielona bez żadnych warunków i kontroli. Tymczasem Rada Europejska ogłaszając decyzję 18 grudnia 2025, sygnalizowała, że weźmie pod uwagę m.in. dalsze przestrzeganie przez Ukrainę zasad praworządności, w tym walkę z korupcją, będzie też dbała o zakupy europejskiego sprzętu wojskowego.
Słowa Millera, obecnego w programie zdalnie on line, wywołały awanturę.
Komorowski: „Trochę nie mogę się pozbierać słuchając pana Millera.
Ta jego zapiekłość antyukraińska!
Miller: Jaka zapiekłość?!
Komorowski: Jak się chce kogoś uderzyć, to się kij znajdzie. Mówimy o wielkiej polityce, a nie o kwestiach wewnętrznych. To dobrze, że Unia zdobyła się na wysiłek finansowy, by podtrzymać państwo ukraińskie, które toczy dramatyczną walkę o wolność. Jak mówi premier Tusk, albo forsa teraz, albo krew żołnierzy. Naszych żołnierzy!".
Jan Krzysztof Bielecki, jeden z liderów KLD, premier w 1991 roku: „Myślałem, że starsi panowie, rozmawiamy na poziomie strategicznym. A tutaj mamy głosy, jak zza oceanu [aluzja do Trumpa, ale wskazuje na Millera], że musimy dawać Ukraińcom codziennie nauczkę z najlepszych metod postępowania, dawać im po łapach. Bo my wiemy, jak walczyć z korupcją itd. To jest słabe. Nie chciałbym przypominać afer z ostatnich lat. Albo będziemy myśleli strategicznie, kierując się elementarną przyzwoitością,
albo będziemy takie chwyciki stosowali, które są widowiskowe, ale to jak gra w klipy.
(...) To wyślemy teraz na front pana Millera, żeby tam liczył te czołgi, pojazdy czy wyrzutnie, czy mu się zgadza, niech liczy, niech pilnuje.
Miller (do prowadzącej Katarzyny Zdanowicz): Pani redaktor, pani redaktor!
Bielecki: Miller na front, to moja propozycja!
Miller używa populistycznej figury elit krzywdzących lud: „Otrzymaliśmy przykład wymowny dla ludzi, którzy z trudnością wiążą koniec z końcem, brakuje im do pierwszego, jak politycy traktują publiczny grosz, bo te 90 miliardów, to także nasze pieniądze, które nie wiadomo na co zostaną wydatkowane. Jeśli ktoś ma do tego nonszalancki stosunek, a niech sobie liczą te czołgi itd. [przedrzeźnia Bieleckiego], to dobrze byłoby, żeby ktoś je policzył i zdał raport, panie premierze Bielecki”.
Dyskutujący w studio politycy podkreślali, że Europa i Polska wspierają Ukrainę, aby oddalić rosyjskie zagrożenie od naszych granic. Miller sięgnął po swoją tezę nr 13 „Rosja nie jest groźna, a Putin jest racjonalny” [patrz – niżej].
Miller: „Moi koledzy cały czas popełniają ten błąd, że chodzi o to, żeby Putin nie był na naszej granicy. Jeszcze raz powtórzę, że Putin jest na polskiej granicy od 1991 roku – w obwodzie kaliningradzkim”.
Tak jakby nie widział różnicy, czy milion rosyjskich żołnierzy toczy z wojskami Ukrainy wyniszczającą walkę w Donbasie i Zaporożu, czy też stoi nad Bugiem. Millerowi udało się nawet wyprowadzić z równowagi Waldemara Pawlaka, premiera w latach 1993-1995 z ramienia PSL.
Pawlak: „Po wybuchu wojny bilans handlowy z Ukrainą się poprawił, Polska zyskuje. To nie jest tak, że są tu tylko koszty. A jeśli mówimy o bezpieczeństwie, to ważne jest, że
siły rosyjskie są związane w walkach z wojskiem ukraińskim i to oddala zagrożenie.
Rosja przeszła do wojny hybrydowej na terenie Europy, Polski. Trzeba poszukać punktu przełomowego [w relacjach z Ukrainą]. Tak jak 60 lat temu list biskupów polskich do niemieckich uruchomił proces pojednania [chodzi o dokument z 1966 roku „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – red.]. Trzeba szukać porozumienia,
a nie ulegać psychozie wichrzycieli, którzy szukają awantur".
Na co Miller sarkastycznie się zaśmiał.
Nie samą Ukrainą żywi się FB Leszka Millera. 29 grudnia 2025 polityk-celebryta uczcił śmierć Brigitte Bardot, cytując słowa aktorki: „Nigdy nie byłam ofiarą molestowania seksualnego. Uważałam, że miło jest słyszeć, że jestem piękna albo że mam ładny tyłek”.
Wywołało to ostry komentarz posłanki Lewicy Anny Marii Żukowskiej: „Chętnie byś ją klepnął znienacka w tyłek i powiedział »hehe«, obleśny dziadu”.
Miller usunął swój wpis o Bardotce, ale zastąpił go innym, niedorzecznym cytatem aktorki „Feminizm to nie dla mnie, ja lubię facetów” (tak jakby feminizm był orientacją seksualną). I dodał – jakby na zamówienie Żukowskiej – dłuższy dziaderski bluzg o posłance: „Roztacza wokół siebie zgniły zapach”, jest „więdnącą wiedźmą”, gdy patrzy w lustro, to nawiedzają ją „okropne myśli”...
Doprecyzujmy, że dziaderskość nie odnosi się tu do wieku Millera, ale polega tu na pogardliwej recenzji wyglądu kobiety, bo w maczystowskiej optyce to się liczy najbardziej. Żukowska odwinęła mu się, że wie od koleżanki, że komentował także jej tyłek, co nie podniosło poziomu polskiej debaty publicznej.
Miller zawsze był znany z dziaderskich komentarzy, w których eksponował urodę kobiet z podtekstem erotycznym. Jako premier mówił o szefowej swego gabinetu politycznego Aleksandrze Jakubowskiej, że ma „mężne serce w kształtnej piersi”, co do dziś uznaje za „wyszukany komplement”. W Kanale Zero ku uciesze Krzysztofa Stanowskiego opowiedział 17 października 2025 obrzydliwy żart o „liliputce, która przychodzi do ginekologa, bo ją szczypie”.
W kolejnym wpisie Miller opisał, jak Brigitte Bardot i Oriana Fallaci, „pochodzące z różnych światów znalazły wspólny język twardej obrony zachodniej cywilizacji przed tym, co postrzegały jako największe zagrożenie – masową imigracją z krajów muzułmańskich i erozją europejskiej tożsamości kulturowej”.
Wychwalał tę postawę jako wyraz odwagi: „Były atakowane, ale i podziwiane przez tych, którzy czuli, że ktoś wreszcie mówi głośno to, co wielu myśli po cichu. Dwie kobiety, jeden krzyk: bronić Zachodu, zanim będzie za późno”.
Tym samym Miller zapisał się do obozu ideologicznego altrightu Trumpa i Vance'a, a z bliższych kolegów Victora Orbána i Władimira Putina, bo oni także bronią cywilizacji chrześcijańskiej przez zgniłym Zachodem i pogrążoną w kryzysie Europą, która nie umie dorosnąć.
W radiowej Trójce Miller zachwalał Renacie Grochal „pana prezydenta Nawrockiego, że [ten] uzyskał to, do czego dążył i to Zełenski przyjeżdża do Polski, a nie odwrotnie (...) jeśli Zełenski ma jakiś interes, to niech przyjedzie. Uważam to za słuszne”.
Grochal na to, że wizyta w Kijowie to byłby gest solidarności.
Na co Miller rozwinął tezę o asymetrii: „Porozumienia zawierane zarówno przez rząd PiS, jak rząd Tuska są asymetryczne, nakładają masę obowiązków na Polskę, a niewiele na Ukrainę. Jeśli Nawrocki to zmieni, to będę jeszcze go bardziej chwalił”.
17 grudnia 2025 Kamila Biedrzycka (w Super Expressie) zapytała, czy Miller nie jest aby antyukraiński.
Miller: „To nie jest retoryka antyukraińska tylko antybanderowska [por. niżej teza nr 4 »Banderyzm jak nazizm«]. Ta ekipa, która przejęła władzę w Ukrainie po Majdanie [protesty 2013/2014], coraz bardziej wspiera zbrodniczy nacjonalizm ukraiński, który polegał na tym, żeby wybudować czystą etnicznie Ukrainę, co doprowadziło do okrutnej śmierci...”.
Miller wszedł tu w narracje propagandy Putina, że władze po wypędzeniu prorosyjskiego prezydenta Wiktora Janukowycza były (i są) banderowskie/nacjonalistyczne. W Donbasie doszło do ataków na ludność rosyjskojęzyczną, co zmusiło Putina do interwencji w 2014 roku.
Biedrzycka próbowała go odwieść od rozliczeń historycznych.
Biedrzycka: „Tylko to było kilkadziesiąt lat temu. Czy jest w polskim interesie przypominanie o tym, kiedy Ukraińcy walczą, żeby Putin nam się zaraz na Krakowskim Przedmieściu nie zainstalował?
Miller: Pani pozwoli... Bohaterowie, którzy te ideologie stosowali, poczynając od Stepana Bandery [przywódca Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów], są honorowani na Ukrainie. Jeśli pani chce zobaczyć pomniki Bandery czy Romana Szuchewycza [naczelny dowódca Ukraińskiej Powstańczej Armii], to proszę pojechać na Ukrainę. Dobrze by było, żeby pan prezydent Nawrocki powiedział Zełenskiemu to, co kiedyś usłyszał Petro Poroszenko [prezydent Ukrainy 2014-2019] od pana Jarosława Kaczyńskiego...
Tylko co to zmienia w naszym położeniu?
Proszę pani, niech pani mi nie przerywa!
Postawił pan kropkę.
Nie. Pewnie panią interesuje, co powiedział pan Jarosław Kaczyński Poroszence? – manipuluje Miller dziennikarką.
Proszę, oczywiście.
Miller: Wy z Banderą do Unii nie wejdziecie. Jasny komunikat, prawda?”.
Temat ukraińskiego HIV/AIDS to nowość w narracji Millera. 13 grudnia 2025 zamieszcza na FB informację z rządowego raportu, że w latach 2022-2023 z Funduszu Pomocy zakupiono dla Ukrainy leki antyretrowirusowe za 169 mln zł.
„Polska finansuje ukraińską politykę zdrowotną kosztem bezpieczeństwa sanitarnego własnych obywateli.
To realny wydatek z budżetu państwa, które w tym samym czasie notowało rekordowe wzrosty nowych zakażeń HIV, co ma bezpośredni związek ze wzrostem imigracji Ukraińców. Sytuacja jest kuriozalna. Państwo polskie ma problem z epidemią HIV, a jednocześnie finansuje leczenie kraju, z którego ten wirus rozprzestrzenia się po Polsce”.
Miller podjął tu narrację posłów Konfederacji, że pochodzące z Funduszu Pomocy wsparcie na leczenie chorych w Ukrainie odbywa się kosztem zdrowia Polek i Polaków. Tymczasem ten Fundusz współfinansowany przez UE, nie ma nic wspólnego z NFZ i nie uszczupla wydatków na zdrowie Polek i Polaków czy leczących się u nas Ukraińców i Ukrainek (por. analizę Konkret24). A jeśli już, to nasze „bezpieczeństwo sanitarne” rośnie, gdy chorzy na AIDS są prawidłowo leczeni.
Reakcje internautów: wskazują, że Miller osiągnął swój cel: „A nasze dzieci umierają, bo nie ma kasy na ich leczenie, a rodzice muszą błagać w internecie o jakąkolwiek pomoc to jest kurwa tragedia!!!!!!”.
Ten sam efekt uzyskał Miller wypominając udzielanie w Polsce pomocy medycznej rannym Ukraińcom i Ukrainkom [zobacz niżej – teza 11].
Na FB Millera znalazłem 13 tez na temat Ukrainy zgodnych z propagandą Kremla, podanych pod przykrywką refleksji doświadczonego polityka, który jest „antybanderowski, ale nie antyukraiński”. Gdy kończyłem analizę, pomocną dłoń wyciągnął propagandysta Putina, cytując, jak Miller oskarża Zachód o udział w ukraińskiej korupcji
"Trudno sobie wyobrazić, żeby przez lata walk na Ukrainie nikt za granicą czy w Europie nie zauważył, jak banda Zełenskiego kradła miliardy z kieszeni europejskich i amerykańskich podatników.
Leszek Miller, na przykład, nie wierzy, że Zachód nic nie wiedział o kradzieżach i nie zdziwiłby się, gdyby okazało się, że Europejczycy czerpią z tego samego koryta…"
– komentował w niedzielę 30 listopada w programie tv „Wiesti Niedieli” Dmitrij Kisielow, jeden z najważniejszych propagandystów Władimira Putina, często cytowany w naszym cyklu ”Goworit Moskwa" autorstwa Agnieszki Jędrzejczyk (tutaj – wszystkie 316 odcinków!).
Kisielow ciągnął dalej wątek Millera: "I rzeczywiście, kiedy ujawniono potworną korupcję na Ukrainie, nie było żadnej reakcji ze strony stolic europejskich. Oburzone były jedynie Węgry i Słowacja. Reszta milczała. Ani słowa potępienia, ani wezwania do wszczęcia śledztwa, zorganizowania jakiegoś międzynarodowego zespołu śledczego czy ukarania sprawców. Jakby bali się, co śledztwo może ujawnić”.
Cytowanie przez propagandę Rosji to wyjątkowe wyróżnienie dla Leszka Millera, zwłaszcza że agencja Nowosti zrobiła z powyższego fragmentu odrębną depeszę, co potwierdza, że Kreml docenił wypowiedzi polskiego ekspremiera. Kisielow trafnie przedstawił to, co Miller wypisuje o korupcji w Ukrainie (patrz dalej – teza 8).
Takie było nieoczekiwane potwierdzenie mojej analizy, która prowadzi do wniosku, że
Miller przy pomocy mediów społecznościowych i występów w kilku telewizjach i podcastach prowadzi systematyczną antyukraińską kampanię, w zasadzie zbieżną z propagandą Kremla.
Działa pod przykrywką szorstkiego wdzięku, którego z wiekiem nie stracił i nimbu doświadczonego polityka, który przecież wprowadził Polskę do Unii Europejskiej.
Tej samej niedzieli 30 listopada Miller opublikował na FB dłuższy wpis o „zerwaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego spotkania z Viktorem Orbánem” (planowanego w Budapeszcie na 4 grudnia po szczycie Grupy Wyszehradzkiej). Zdaniem Millera „zerwanie spotkania nie osłabia Orbána. Nie wzmacnia Polski. Ogranicza kontakty, zmniejsza wpływy i podważa wiarygodność Warszawy. To gest o dużej temperaturze medialnej, ale o zerowej wartości strategicznej. A w polityce zagranicznej symbole bez pokrycia potrafią szkodzić najbardziej”.
Miller liczył na to, że Nawrocki wpisze się w dialog z Węgrami i Rosją, i jest rozczarowany, że „Polska rezygnuje z roli mediatora”.
Ale zacznijmy po Bożemu, najpierw o metodzie analizy.
Leszek Miller przy pomocy mediów społecznościowych i występów w wielu mediach prowadzi systematyczną antyukraińską kampanię.
Na FB i X trafiają poszatkowane fragmenty („setki”) z jego regularnych występów w programach i podcastach:
W „Kanale Zero” ku uciesze zanoszącego się śmiechem Krzysztofa Stanowskiego opowiedział 17 października 2025 żart o „liliputce, która przychodzi do ginekologa, bo ją szczypie”, co wskazuje na degrengoladę seksistowskiego poczucia humoru, z którego był zawsze znany.
Do tego dochodzą własne wpisy, czyli dobrze napisane komentarze oraz cytaty z mediów, które mają potwierdzać jego poglądy.
Analizowałem jego wpisy na FB od 19 września do 30 listopada 2025.
Doliczyłem się 105 materiałów. Aż 54 dotyczą Ukrainy, nieco ponad połowa wszystkich.
Do tego 21 autoreklam, czyli zapowiedzi własnych występów w mediach. Razem daje to średnio dwie pozycje dziennie. Miller działa jak mała redakcja.
Pod niektórymi wpisami Miller ma nawet 30 tys. reakcji (gdy w podcaście „Faktu” ogłasza, że „Nie jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”, do tego 2,4 tys. komentarzy i 5 tys. udostępnień) albo 17 tys. (gdy w TV Republika wychwala prezydenta Karola Nawrockiego za to, że zrywa ze służalczym podejściem do Ukrainy), albo 16 tys. (gdy w „Programie międzynarodowym” Onetu „dostrzega duże podobieństwo między nazizmem a ukraińskim nacjonalizmem”).
Antyukraiński przekaz Millera układa się w 13 tez. Ale wcześniej jedna uwaga.
Narracja Millera jest groźniejsza niż opowieści o „Ukropolu” czy „Banderlandzie” Grzegorza Brauna. Poglądy byłego premiera mogą docierać do szerszego kręgu odbiorców, ponieważ:
Taka narracja Millera częściowo wymyka się np. raportowi Demagoga i Instytutu Monitorowania Mediów o antyukraińskiej propagandzie, w którym analizowano od kwietnia do lipca 2025 w polskojęzycznym internecie 94 tys. antyukraińskich wpisów, o zasięgu 32 mln kontaktów.
Przekaz 13 tez Millera układa się w cztery serie. Pierwszą serię (1-3) można by nazwać:
„cała prawda o zamiarach Ukrainy wobec Polski”.
18 listopada Miller cytuje Onet: „Namierzyli 4 współpracowników zamachowców. Wszyscy narodowości ukraińskiej”. Niewinne zdanie, a pod nim 9 tys. reakcji i 2 tys. komentarzy typu: „Nawet jeżeli, w co za bardzo nie wierzę, są związani z Rosją, to tym bardziej świadczy, jakimi są mendami. Ukraińcom nie wolno ufać”.
Wcześniej tego samego dnia Miller w przewrotny sposób snuje własne wątpliwości. Na pozór chwali: „gdy Andrij Sybiha [minister spraw zagranicznych Ukrainy – red.] składa Polsce ofertę pomocy w wyjaśnieniu dywersji na kolei, należałoby przyjąć ją z otwartymi ramionami. W końcu nikt nie ma większego doświadczenia w wykrywaniu, analizowaniu i organizowaniu wybuchów na torach kolejowych niż Ukraińcy. Ich know-how okazało się na tyle skuteczne, że rosyjskie MSW zostało zmuszone do utworzenia specjalnych jednostek, których jedynym zadaniem jest ochrona torów przed ukraińskim sabotażem”.
Ale tu pojawia się sugestia: "Udział Kijowa w polskim śledztwie mógłby osłabić przykrą wymowę wiadomości, że sprawcami są Ukraińcy.
Premier wprawdzie wspomniał, że to z rosyjskiej inspiracji, ale kto ich tam wie.
Jeśli ktoś chce wiedzieć, kto i jak wysadza tory w Polsce – niech zapyta tych, którzy robią to w Rosji od trzech lat z wielką skutecznością" [podkr. – red.].
Internauci zrozumieli intencję Millera: „Nie wszyscy Ukraińcy podpalają, wysadzają czy sabotują nam infrastrukturę, ale zawsze podpalenia, wysadzenia czy sabotaże są sprawką Ukraińców”, a także „Dlaczego ten ogłupiony rusofobią naród tego nie widzi???”.
27 października Miller cytuje wiadomość o zatrzymaniu Ukraińców zwerbowanych przez rosyjski wywiad. Komentuje: „Znowu? Nie za często?”.
26 października podaje wiadomość, że Sąd Okręgowy w Warszawie skazał trzech obywateli Ukrainy za udział w akcjach sabotażowo-terrorystycznych, w tym podpalenia hali przy ul. Marywilskiej w Warszawie w 2022 roku.
Komentuje: „Czy w TVN podali już, że to byli Rosjanie?”.
Ta ironia ma obnażać fałszowanie prawdy przez media (zobacz dalej – teza nr 10 o cenzurze).
Znamienne jest wystąpienie Millera w „Faktach po Faktach” TVN24 23 października, kiedy Piotr Kraśko chciał na nim wymóc wycofanie się z sugestii, że za aktami dywersji stoją służby ukraińskie.
Miller się bronił, że „trzeba snuć rozmaite hipotezy”. Odwołał się do „wywiadu z panią Natalią Panczenko, znaną aktywistką, jak mówiła, że zaczną się podpalenia sklepów, awantury itd.”.
„Pani z Ukrainy mówi o podpaleniach, to panu jest obojętne? – zaatakował Kraśkę. – Ona mówi nie o Rosjanach, ale Ukraińcach”.
Panczenko w lutym 2025 roku komentowała ograniczenie zasiłku 800 plus dla ukraińskich dzieci i szerzej robienie z Ukraińców chłopca do bicia w kampanii wyborczej, co może doprowadzić do konfliktów, a nawet zamieszek, walk, podpaleń sklepów i domów.
Od razu 6 lutego w Radiu Zet Miller uznał „że to czynne włączanie się w kampanię wyborczą obywatelki innego państwa, z dość przejrzystą groźbą – jak nie będziecie nam, Ukraińcom, pomagać w takim zakresie, jak do tej pory, to pamiętajcie, że macie mieszkania, szkoły, swoje zasoby i to wszystko możecie stracić”. I poszedł krok dalej.
Miller: Od pewnego czasu w Polsce płoną obiekty. Zwykle to się zrzuca na skrytych agentów Rosji. A może to nie są agenci Rosji?
Bogdan Rymanowski: A podejrzewa pan o to agentów ukraińskich?
M.: Oczywiście.
R.: A ma pan jakieś dowody?
M.: Nie mam dowodów oprócz tego, co mówi pani Panczenko".
Panczenko protestowała przeciwko fałszowaniu jej wypowiedzi. i tłumaczyła, że mówiła o zagrożeniu nie dla Polaków, lecz Ukraińców, jakie niesie antyukraińska narracja podkręcana w kampanii wyborczej. Przywoływała przykłady z 2015 roku, m.in. podpalenia centrum pomocy „Ukraiński świat”, które współprowadziła jej fundacja. „Ukraińskie sklepy były zarzucane kamieniami, dochodziło do pobić taksówkarzy. Wyraziłam obawę, że może dojść do podobnych rzeczy”.
Piotr Kraśko nie pamiętał tamtej historii i wersja sączona przez Millera w TVN24 pozostała bez riposty.
Sugestia Millera, że aktów terroru dokonują ukraińskie służby, należy do podstawowego katalogu antyukraińskich narracji, które mają obnażać prawdę o intencjach Kijowa. Tylko po co Ukraina miałaby to robić?
Miller kilkakrotnie wraca (np. 30 października) do wywiadu Andrzeja Dudy (z 4 września 2025) w Rymanowski Live. Bogdan Rymanowski pytał Dudę o incydent z 15 listopada 2022, kiedy rakieta wystrzelona przez ukraińską obronę przeciwlotniczą spadła na suszarnię zboża w Przewodowie i zabiła dwóch mężczyzn. Podcaster wie, co chce usłyszeć:
Bogdan Rymanowski: "Można tak powiedzieć, że prezydent Zełenski dzwonił do pana i wywierał presję, żeby natychmiast oświadczyć, że to była ruska rakieta?
Andrzej Duda: Można.
R.: I nie odebrał pan tego, jako próbę wciągnięcia Polski do wojny?
D.: Odebrałem.
R.: I co pan mu powiedział?
D: Nic. Oni od początku próbują wszystkich wciągnąć w wojnę".
19 września w Radiu Zet Miller komentuje słowa Dudy: „Właśnie o to chodziło, żeby włączyć Polskę do działań zbrojnych. Wie pani, celem prezydenta Zełenskiego jest to, żeby żołnierze NATO rozpoczęli walkę z Rosją. Temu służy propaganda ukraińska i jej rzecznicy w Polsce tacy jak Paweł Kowal”.
Byłoby to uzasadnienie aktów sabotażu ukraińskich służb, na co dowodem są słowa Natalii Panczenko i za co niesłusznie winimy Rosję – taki jest wywód Millera.
Grzegorz Braun idzie dalej, twierdząc, że atak dronów 9-10 września to akcja „Banderlandu”, ale przesada, jaką stosuje, ogranicza oddziaływanie. Miller jest sprytniejszy.
W „Alfabecie Millera” były premier użył w październiku bon motu, że „mamy jedną broń, którą możemy podarować Ukraińcom. Młodych Ukraińców w wieku poborowym”. Fantazjuje, że wyjechało ich z Ukrainy „tyle milionów”. I proponuje „Niech siły ukraińskie tutaj przyjadą i wyłapują ich na ulicach”.
3 listopada 2025 idzie dalej i podsuwa opinii publicznej spiskową teorię: "We wrześniu i październiku polską granicę przekroczyło 98,5 tys. Ukraińców w wieku 18-22 lata – średnio 1600 dziennie. To efekt zniesienia zakazu opuszczania kraju przez młodych mężczyzn. Władze wyjaśniają, że celem jest umożliwienie im nauki lub pracy za granicą, ale nie sposób nie dostrzec drugiego dna tej decyzji.
Kijów świadomie buduje w Polsce zalążek nowej, licznej diaspory – politycznego, gospodarczego i kulturowego zaplecza Ukrainy w samym sercu Unii Europejskiej.
Historia zna wiele takich przypadków. Izrael od dekad opiera swoją siłę na diasporze [...]. Turcja stworzyła urząd do mobilizacji Turków w Niemczech i Holandii. Ukraina chce iść podobną drogą. Kraj w stanie wojny potrzebuje nowych kanałów wpływu. Polska staje się naturalnym miejscem budowy tego zaplecza.
Młodzi, mobilni, wielojęzyczni. Zakładają własne i przejmują polskie firmy, pracują w polskich instytucjach, wchodzą w struktury organizacji pozarządowych. To tu płyną pieniądze, powstają ukraińskie media. Potrzebne są jasne zasady gry:
Jeśli tego nie zrobimy,
nie zauważymy momentu, gdy rola gospodarza zamieni się w rolę gościa we własnym domu".
W komentarzach entuzjazm, że ktoś wreszcie powiedział prawdę: „Reszta polityków u władzy ma klapki na oczach i jest ślepa i nie widzi nic poza kasą, którą przytulają co miesiąc”. Inny głos: „Najpierw należałoby wypierdolić z rządu opłacanych sługusów ukraińskich”. Kolejny: „Czas najwyższy odesłać ich. Tłumaczenie, że nie ma rąk do pracy, do mnie nie przemawia. Niech dadzą Polakom dobrze zarobić, to znajdą się polscy pracownicy”.
Kolejne cztery tezy Millera tworzą obraz Ukrainy, który jest jednolicie czarny. Ani słowa o odwadze żołnierzy, poświęceniu służb i ludności cywilnej, a także rozwoju wielu branż pomimo skrajnie trudnych warunków. Ukraina jest według Millera w szponach banderyzmu, którego przeszłość, a zwłaszcza wojenne zbrodnie na ludności polskiej, splatają się dzisiaj z patologią władzy i gigantyczną korupcją.
Drugą serię (4-8) można nazwać tak:
„Czy wiecie, komu pomagacie? Banderowcom i złodziejom!”
2 listopada jako „Gość Polsatu” Miller tłumaczy, że nie jest antyukraiński, bo „dostrzega różnicę między narodem ukraińskim a elitami ukraińskimi, które oparły się o zbrodniczy ukraiński nacjonalizm z koncepcją Ukrainy czystej etnicznie i której ofiarami padło 150 tys. Polaków [ofiar rzezi wołyńskiej było ok. 50 tys. – red.], ale też Żydów, Rosjan itd. Liczę na to, że jak będą jakieś wybory na Ukrainie to ta elita, która kocha Banderę i tych wszystkich zbrodniarzy i stawia im pomniki...”.
Miller urywa myśl o pozbyciu się Zełenskiego, co jest marzeniem Kremla. I sięga po makabrę w służbie narracji:
"Ja sobie nie mogę wyobrazić, że człowiek może przechodzić obojętnie nad tymi, którzy rozpruwali brzuchy ciężarnym Polkom, wyciągając płód i wrzucali je do ognia, albo wbijali małe dzieci na sztachety.
I tym zbrodniarzom stawia się pomniki na Ukrainie!".
W komentarzu do nagrania z Polsatu Miller opisuje swoją rolę, jako orędownika prawdy: „Wielu wydaje się, że solidarność wymaga powściągliwości wobec Kijowa. W rzeczywistości wymaga odwagi – odwagi mówienia rzeczy niepopularnych. Krytyka banderyzmu to obrona polskich interesów narodowych, a nie antyukraińskość”.
I dalej: "Oczywiście wolałbym Ukrainę jako niepodległe państwo. Co za pytanie! Oczywiście niepodległe, z ambicjami wejścia do UE i NATO. [ale] Podzielam pogląd Jarosława Kaczyńskiego wygłoszony na spotkaniu z [Petrem] Poroszenką:
»Wy z Banderą do Unii nie wejdziecie«. Brawo panie Kaczyński! To trzeba powtarzać".
Konsekwentnie Miller pochwala propozycję Nawrockiego, by ustawowo zakazać „propagowania banderyzmu”. Ironizuje mało śmiesznie: „Ukraińcy straszą działaniami odwetowymi. Może wypowiedzą nam wojnę?”.
W „Raporcie Międzynarodowym” 27 września Miller powtarza „antybanderyzm to nie antyukraińskość”. Witold Jurasz: „Ostro się pan wypowiada antyukraińsko, pobrzmiewają endeckie echa u pana premiera”. Miller: „Widzę różnicę między postępowaniem władz a reakcją dużej części społeczeństwa, zresztą reakcje ukraińskiego społeczeństwa mam pod bokiem, bo część mojej ukraińskiej rodziny jest w Polsce”.
I dalej: „Dostrzegam podobieństwa między niemieckim nacjonalizmem, czyli nazizmem, a ukraińskim nacjonalizmem, czyli banderyzmem. W Niemczech chodziło o czystki etniczne i zbudowanie czystego rasowo państwa, na Ukrainie również chodziło o czystki etniczne, o zbudowanie czystego rasowo, czy narodowościowo państwa”.
Banderyzm ma też zastosowanie do wybielania Rosji.
We wspomnianych już „Faktach po Faktach” Kraśko cytował Millerowi jego komentarz do wyjaśnień Putina, dlaczego musiał wkroczyć na Ukrainę w 2014 roku. „To nie były manipulacje, ja dysponuję danymi ONZ. 16 tys. rosyjskojęzycznych Ukraińców zostało zabitych, często w okrutny sposób przez nacjonalistyczne bojówki, które zareagowały tak po Majdanie” – mówił Miller.
Kraśko: „Czyli pana sugestia była taka, że zabili ich Ukraińcy?”.
Miller: „No, sami się nie zabili”.
Przyznacie, że zręczna riposta? Tym razem Kraśko był jednak przygotowany: „Dane ONZ są takie, że w latach 2014-2021 w walkach po obu stronach zginęło 14 tys. osób. To duża różnica czy pan mówi, że Ukraińcy zamordowali 16 tys. i co ten biedny Putin miał zrobić, trzeba było wjechać na Ukrainę, czy że zginęło 14 tys. w walkach spowodowanych przez Rosjan. To Rosja weszła do Donbasu”.
Teza o nacjonalizmie/banderyzmie ukraińskim służy do wzmocnienia propagandy Kremla, która – jak stwierdza raport Ośrodka Studiów Wschodnich – uporczywie przekonuje, że celem ataku na Donbas była ochrona rosyjskojęzycznej ludności przed „nazistami” z Kijowa.
„Okrutne mordy” ukraińskich nacjonalistów w Donbasie to już wkład własny Millera, nawiązanie do jego ociekających krwią opowieści o mordowaniu polskich kobiet i dzieci na Wołyniu.
Miller wielokrotnie wraca do rozliczania ukraińskich zbrodni na Polakach.
31 października przypomina fragment rozmowy ze sobą w Radiu Zet z 24 kwietnia o zbezczeszczeniu pomnika żołnierzy UPA w Monasterzu na Podkarpaciu. Nadał mu tytuł: „Materiał obowiązkowy! Czy to wandalizm? Nie wiem, jak można potępiać prawdę”.
W Monasterzu zniszczono oryginalną płytę nagrobną z napisem „Zbiorowa mogiła Ukraińców, którzy zginęli w walce z sowieckim NKWD w lasach monasterskich w nocy z 2 na 3 marca 1945 roku”, a na jej miejscu umieszczono granitową płytę z wygrawerowanym napisem: „Zbiorowa mogiła Ukraińców, członków UPA, odpowiedzialnych za terror i ludobójstwo na bezbronnej ludności polskiej, ukraińskiej i żydowskiej. Panie Boże, miej miłosierdzie dla nich”.
Miller: Czy to jest prowokacja? Nie wiem, jak można potępiać prawdę? Akceptuję to, co się stało [zamiana tablicy – red.] i wyrażam zdumienie, że tak późno się to stało.
Rymanowski: Możemy pisać, co chcemy?
M: Tak, bo Ukraińcy piszą, co chcą na pomnikach autorów Holocaustu na Polakach, na Żydach (...)
R.: Ale tam trwa wojna.
M.: To nie do wytrzymania. Te kombinacje, układy,
żeby przypadkiem nie urazić banderowców żyjących jeszcze, którzy mordowali Polaków.
Ile jeszcze ofiary będą czekać? [zmienia temat] A ekshumacje Niemców, którzy polegli na terenie Ukrainy przebiegają bez zakłóceń.
17 października Miller komentuje informację, że „nie ma przełomu” w sprawie ekshumacji ofiar Zbrodni Wołyńskiej: „Na Ukrainie rządzą postbanderowcy, a my ich popieramy. Dlaczego nie żądamy zabronienia faszystowskiego banderyzmu?”.
15 października Miller udostępnia na FB film nacjonalisty i antysemity Jacka Międlara o ekshumacjach na Wołyniu z oryginalnym opisem: „Inaczej nie można tego nazwać. To moralne barbarzyństwo, ukraińskie skurwysyństwo!!!”. Film jest pełen makabrycznych zdjęć oczyszczania ludzkich szczątków, w tym kości dzieci.
Internauta: „Panie Miller, Pan mi ostatnio nieziemsko imponuje!”.
2 października dostało się nawet prezydentowi Nawrockiemu za zgodę na ekshumację członków UPA i współtworzenie „pozornej symetrii” ofiar po obu stronach.
Jak już wiemy, przemyślenia Millera o skandalu korupcyjnym w Ukrainie znalazły uznanie samego Dmitrija Kisielowa i zostały wmontowane w antyeuropejską propagandę Kremla, w głównym „programie informacyjnym” Putinowskiej Rosji.
22 listopada w podcaście „Faktu” Miller zacytował zaskakującą (i dotąd niepotwierdzoną) wiadomość-przeciek The Wall Street Journal od kogoś z władz USA. Otóż, zanim Rosja z USA przygotowała 28-punktowy „plan pokojowy”, Ukraina miała wynegocjować, by usunąć z niego zapis o audycie obsługi środków zagranicznych, jakie otrzymała i zastąpić go zapisem o całkowitej amnestii za wszystkie zbrodnie i przestępstwa wojenne. Jak to się mogło odbyć? Kiedy? Dlaczego Ukraina twierdziła, że jest planem zaskoczona? Tego WSJ nie tłumaczy.
News WSJ zachwycił Millera. Jego wypowiedź „Fakt” zatytułował: „Miller o ogromnym złodziejstwie w Ukrainie”. Były premier mówił: „Co tu jeszcze komentować? Okazuje się, że głównym punktem, który interesuje Ukrainę, jest to, czy będzie audyt wydatkowania tych ogromnych środków. I czy tych, którzy popełnili przestępstwa, spotkają konsekwencje”.
I dalej kawałek, który wykorzystali propagandyści na Kremlu:
„No, na litość Boską, przywódcy Zachodu doskonale o tym wiedzieli. Tylko że Europa udawała, że nie widzi”.
I dalej, pro domo sua: "To samo dotyczy Polski. Jeśli pan Tusk powtarza, że mamy pomagać Ukrainie bezwarunkowo, to ja się z tym nie zgadzam. My nie jesteśmy sługami Ukrainy.
Bo ja nie zamierzam żyć w kraju, który wpycha pieniądze do kieszeni rozmaitym oligarchom".
Internauta: „Brawo Panie Premierze!!! To trzeba nagłaśniać ! A minister Radziu daje 100 mln lekką ręką” [chodzi o zakup broni dla Ukrainy, który zapowiedział min. Radosław Sikorski].
Leszek Miller doskonale wpisuje się w narrację Putina, a także europejskiej skrajnej prawicy o zepsutej, skorumpowanej Europie:
19 listopada do programu „Prezydenci i premierzy” przygotował sugestywny bon mot:
„Dwie Ukrainy: z workami na zwłoki i z workami na pieniądze. Przecież stolice państw zachodnich musiały o tym wszystkim wiedzieć i to od dawna”.
I dalej o sobie z uznaniem: „Tylko jak w Polsce ktoś o tym mówił, to stawał się ruską onucą. A teraz poniesiemy za to konsekwencje. Prędzej czy później pojawi się pytanie do przywódców Zachodu, dlaczego brali w tym współudział, nie alarmując, nie domagając się zaprzestania tego procederu”. To samo pytanie dręczy propagandę Kremla.
15 listopada Miller dał własny rozbudowany wpis, w którym oskarża Zachód i Polskę o współudział w "kradzieży ogromnych sum. Nie prywatnych – ale publicznych pieniędzy Zachodu. W tym naszych, polskich. Tym bardziej bulwersująco brzmi wielokrotnie powtarzana mantra, że Polska popiera Ukrainę bezwarunkowo”.
Spiskowa teoria dotyczy także ucieczki jednego ze sprawców korupcji. 16 listopada Miller pisze w swoim stylu zdania warunkowego, że "Jeżeli Polska otworzyła korytarz tranzytowy dla Timura Mindicza z miejsca największej afery korupcyjnej na Ukrainie [pozwalając mu uciec do Izraela],
to mówimy już nie o naiwności, lecz o współudziale.
19 listopada Miller donosi: „Największy polityczny przeciwnik Zełenskiego, Petro Poroszenko i jego posłowie z partii Europejska Solidarność domagają się ustąpienia całego rządu, a nie tylko odwołania dwóch ministrów, co opisuje portal PostPravda.Info”.
Trzecia seria (9-11) to
„Obraz Polski na kolanach, wykorzystywanej i dającej się oszukiwać”
22 listopada w podcaście „Faktu”: „Jeśli pan Tusk powtarza, że mamy pomagać Ukrainie bezwarunkowo, to ja się z tym nie zgadzam. My nie jesteśmy sługami Ukrainy”.
Pomijając fakt, że Tusk zawsze podkreśla, że pomoc Ukrainie musi być ograniczona polskimi interesami (także militarnymi), to kluczowe jest użycie słowa „sługa”, które ma silną konotację nie tylko podporządkowania, ale i rezygnacji z godności.
Miller wychwala Nawrockiego, także za to, że nie pojechał do Kijowa. Cytuje z aprobatą prezydenckiego ministra Marcina Przydacza: „Jeśli pan Zełenski ma tutaj jakieś interesy, to niech sam przyjedzie”. Komentuje: "I oczywiście zawrzało, bo do tej pory
do dobrego tonu należało złożyć hołd w Kijowie.
Dlaczego każdy polski polityk zaczyna swoje urzędowanie od wizyty w Kijowie?" – pyta Miller, mijając się z faktami, bo żaden z sześciu prezydentów przed Nawrockim nie zaczynał od wizyty w Kijowie.
Przy okazji. W przedwyborczej debacie w Końskich w maju 2025 dziennikarze zapytali ośmioro kandydatów, dokąd pojadą z pierwszymi prezydenckimi wizytami. Politycy i polityczki udzielili 28 odpowiedzi, wskazując 17 państw (były powtórzenia), ale nikt nie wskazał Ukrainy.
W cytowanym już raporcie Demagog opisuje wątek kremlowskiej propagandy powielanej na popularnych kontach, który służył do atakowania m.in. Andrzeja Dudy. „Wypad banderowcu” – napisał pod postem informującym o wywiadzie z Dudą użytkownik Chłop Antoni. I dalej: „PREZYDENT – SŁUGUS UKRAINY – DOPUŚCIŁ SIĘ BANDERYZACJI POLSKI”. Inny wpis: „Waż slowa banderowski podnóżku. 10 lat nic nie zalatwiłeś, tylko kleczałeś przed banderowcami, a rodziny ofiar ludobojstwa na Wolyniu obrażałeś”. [Pisownia oryginalna]
Jak widać, Miller powtarza za Chłopem Antonim, tyle że te same treści podaje w kulturalnej formie.
21 listopada w podcaście „Faktu” Miller cytuje ukraińskie media o korupcji w Ukrainie. „To, co można mówić na Ukrainie, nie można mówić w Polsce. Ja się z tym nie zgadzam. Dlaczego my się mamy ograniczać, my Polacy?”.
Za cenzora Miller uważa przede wszystkim Pawła Kowala
17 listopada w Radiu Zet Miller atakuje: „Paweł Kowal, który jest, jeszcze raz powtórzę, reprezentantem i eksponentem interesu ukraińskiego w Polsce, bezczelnie kłamie. Zastanawiałem się, czy nie poprosić go do sądu”. Chodziło o wypowiedź Kowala, że zbrodnia wołyńska nie obciąża państwa ukraińskiego, bo go wtedy nie było, dokonali jej, formalnie rzecz biorąc, obywatele polscy.
Przykładem cenzurowania prawdy w wyniku polskiej uległości jest opisany wyżej przypadek tragedii w Przewodowie, gdzie ukraińska rakieta przeciwlotnicza spadła na terytorium Polski, zabijając dwóch polskich obywateli. 21 listopada w podcaście „Faktu” Miller stwierdza, że minęły właśnie cztery lata (myli się o rok), ale z powodu obstrukcji Ukrainy nie ma śledztwa, a pomnik, który powstał, jest przykładem „dyplomacji pamięci” nowego typu, w którym prawda historyczna ustępuje miejsca konsultacjom z ambasadą.
Trudno o lepszy symbol czasu, w którym uległość przed Kijowem stała się większa niż szacunek dla własnych obywateli".
Napis na pomniku głosi: „Tablica upamiętniająca tragiczne wydarzenie z 15 listopada 2022 roku”.
Wcześniej (9 października) Miller pisze podobnie o „dyplomacji pamięci”. "Sformułowanie »tragiczne wydarzenie« brzmi jak opis ulewy w dniu dożynek – neutralne, bezosobowe, bez winnych. Idealne dla epoki, w której kamienie milczą, żeby nikogo nie urazić.
Kiedyś na pomnikach pisano: »tu zginęli z rąk...«. Dziś raczej: »tu coś się wydarzyło, ale prosimy o zrozumienie kontekstu geopolitycznego«”.
Przykład tablicy w Przewodowie przemawia do odbiorców, bo faktycznie napis głupio brzmi. Na tym polega skuteczność perswazji: dobieranie argumentów nieprawdziwych i absurdalnych pomieszanych z bardziej racjonalnymi.
11 listopada w TV Republika Miller chwali inicjatywę prezydenta Nawrockiego, która doprowadziła do ograniczenia 800 plus dla ukraińskich rodzin. "Bardzo słusznie. Nawrocki chce zerwać z przekonaniem, że my mamy popierać Ukrainę bezwarunkowo, albo co gorsza, że jesteśmy sługami, bo kiedyś tak powiedziano. Nie jesteśmy żadną sługą.
Trzeba pomagać, ale nie bezwarunkowo. Tak jak to robią USA".
Własnym wkładem Millera w rozbudzanie poczucia polskiej krzywdy i wypominanie pomocy, jakiej udzielamy Ukrainie i Ukraińcom jest jego wpis z 2 listopada o pomocy medycznej osobom rannym w wyniku działań wojennych. Opieka ta obejmuje leczenie szpitalne, rehabilitację oraz protezowanie. Millera martwi, że ograniczenie zakresu świadczeń zdrowotnych dla obywateli Ukrainy (od 30 września 2025) nie objęło tej grupy.
Internauta: „Majątki ukraińskich obywateli w Polsce powinny zostać przejęte na poczet zadłużenia naszych szpitali. Taka mała rekompensata”. Inny: „Czy Polaków ktoś pytał o zgodę na finansowanie obcego narodu? Czy Polaków pytał ktoś, czy chcą być największymi frajerami Europy?”.
Ostatnie dwie tezy Millera (nr 12 i 13) tworzą podstawę lansowanego poglądu, że
Ukraina musi ustąpić Rosji w negocjacjach, ale Polsce to niczym nie grozi, bo Rosja nikogo nie zaatakuje.
25 listopada Miller komentuje stan „negocjacji pokojowych”. "Urzędnik cytowany przez CBS News powiedział, że Władimir Putin jest przekonany, że przejmie całą DRL [Doniecką Republikę Ludową, Miller używa terminu rosyjskiej propagandy], jeśli nie w drodze negocjacji, to na polu bitwy. I Amerykanie, o czym miał poinformować Kijów przedstawiciel USA, nie kwestionują tego założenia.
W praktyce – kontynuuje Miller – oznacza to, że:
Ukraińcy mają zaakceptować rzeczywistość, którą Rosja uważa za nieuchronną, a Amerykanie za coraz bardziej prawdopodobną.
Wojna nie skończy się ani na froncie, ani w gabinetach strategów, ale w świadomości amerykańskich i unijnych decydentów, którzy zaczynają mówić Ukrainie to, czego dotąd nie wypadało mówić publicznie: że czas, geografia i wyczerpanie wojenne działają na korzyść Moskwy. Ukraina chce pokoju. Rosja chce zwycięstwa. A Zachód chce, by obie strony »coś podpisały«, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli.
Tymczasem Ukraina, zamiast uznać realia, torpeduje rozmowy pokojowe„. 24 listopada Miller pisze, że ”Rubio mówi o postępie, natomiast z wypowiedzi ukraińskich władz wynika coś dokładnie odwrotnego – że przy niektórych punktach planu Ukraina stawia twarde veto. W języku politycznym można to oddać zdaniem:
»USA mówią o postępie, ale Kijów właściwie wbił widły w kluczowe punkty negocjacji«”.
Wbijanie wideł może nasuwać skojarzenia, prawda?
Tego samego dnia Miller poucza Ukrainę przykładem postawy II RP wobec Hitlera, przywołując mowę Józefa Becka z maja 1939 roku. "Dziś Ukraina stoi wobec pokusy i presji podobnej do tej, która w 1939 roku spadła na Polskę. Znów słychać głosy o honorze, godności i walce bez względu na cenę. A przecież historia mówi brutalnie jasno: państwo zmuszone do wyboru między honorem a kapitulacją w rzeczywistości wybiera między klęską a upokorzeniem. Dlatego słowa Becka trzeba dziś czytać nie jako patetyczną deklarację, lecz jako przestrogę.
Honor jest potrzebny – ale sam honor nie obroni żadnego państwa".
Czy oznacza to sugestię, że trzeba było np. hitlerowskim Niemcom oddać „polski korytarz”, tak jak teraz Ukraina ma oddać Donbas?
Miller wielokrotnie nas uspokaja. 21 listopada w podcaście „Faktu”: „Rosja nie zaatakuje żadnego kraju NATO”. Kwestionuje też argument, że Ukraina walczy w obronie Europy czy Polski, bo gdyby przegrała, wojska rosyjskie staną na naszej granicy. Przy okazji wtrąca:
"Wojska rosyjskie od dawna stoją na naszej granicy, tylko wielu polityków celowo o tym nie mówi.
Graniczymy z Rosją w obwodzie kaliningradzkim. Tam są duże oddziały i rakiety. Iskander leci do Warszawy 2 minuty" [raczej 3 minuty – red.].
30 października w Radiu Zet: „Mówię od dawna, że Putin nie najedzie Polski, która jest w NATO, to by oznaczało wybuch wojny i koniec cywilizacji. [...] Tak, Putin jest racjonalny”.
27 września Miller wspomina swoje spotkania z Putinem z 2001 roku. „Nie wiem, jaki w tej chwili jest Putin, bo dawno nie miałem okazji zamienić z nim słowa [...] Zdanie, które mi utkwiło w pamięci: »Wiem panie premierze, że zamierzacie wejść do UE i życzę panu powodzenia, bo jak będziemy graniczyć z krajem unijnym, to będziemy mieli łatwiejszy dostęp do rynków unijnych, a bardzo nam na tym zależy. Natomiast jeżeli chodzi o NATO, to chciałem panu powiedzieć, że my nigdy nie zgodzimy się na żaden krok NATO bliżej rosyjskich granic«. I myślę, że tu się nic nie zmieniło” – komentuje ze zrozumieniem Miller.
19 września w Radiu Zet Miller uspokaja: „Należę do tych Polaków, którzy wierzą w siłę odstraszania NATO. Żadne państwo nie napadnie na Polskę, bo reakcja Paktu byłaby miażdżąca”.
Po nieudanej przygodzie z Samoobroną w 2007 roku wydawało się, że to koniec politycznej kariery Millera. Do wielkiej polityki wrócił jednak w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku, gdy Koalicja Europejska dała mu „dwójkę” na liście w Poznaniu, co zapewniło mu euromandat.
Tak jak dzisiejsze media, politycy chcieli wtedy skorzystać z popularności Millera, którą on sam wykorzystał w świetnym spocie wyborczym „Nie sądzę”. Nikt nie przejmował się jego zaangażowaniem w działania jawnie prorosyjskie.
W 2019 roku OKO.press opisało udział Millera w promocji portalu Inna Polityka. W spocie reklamowym wystąpił razem z wnuczką Moniką Miller. Relacjonowaliśmy, że portal straszył globalną wojną, wskazywał na potęgę militarną Rosji, głosił, że Rosja co prawda chce pokoju, ale przygotowuje się na „atomową apokalipsę”. W razie otwartego konfliktu Polska nie może liczyć ani na oszukujących nas Amerykanów, ani na własną, znajdującą się w rozsypce armię, ani na państwa NATO, które niby też przygotowują się do wojny, ale są pogrążone „w psychozie strachu”. Strachu przed Rosją – taki był przekaz „Innej Polityki”.
Jednym z zagrożeń dla pokoju na świecie (i w Polsce) były – według portalu – plany przyjęcia Ukrainy do NATO.
OKO.press cytowało też felietony, jakie Miller pisał do reżimowego „Sputnika”, od 2022 roku zakazanego w UE.
W tekście „Putin to skarb” Miller drwił z dziennikarza „Polityki” Jacka Żakowskiego, ostrzegającego przed aktywnością rosyjskich agentów wpływu w Polsce.
W lipcu 2018 w komentarzu twierdził, że podstawą wzmocnienia wschodniej flanki NATO, w tym umieszczenia bazy w Polsce, jest
“iluzja” zagrożenia ze strony Rosji.
”Rosja nie dokona żadnej interwencji zbrojnej w którymkolwiek z państw NATO” – zapewniał.
W październiku 2017 roku Miller wziął udział w spotkaniu Klubu Wałdajskiego w Soczi, z udziałem Władimira Putina, czyli w imprezie mającej uwiarygadniać Kreml na arenie międzynarodowej. Udzielił wywiadu dla Sputnika Leonidowi Swiridowowi, dziennikarzowi wydalonemu z Polski, którego polskie służby podejrzewały o szpiegostwo. Krytykował w nim nałożone na Rosję po aneksji Krymu sankcje i ochłodzenie w stosunkach dyplomatycznych z powodu
„rusofobii jako polskiej doktryny państwowej”.
W kolejnym wywiadzie Swiridowa dla Sputnika, z marca 2018, Miller tłumaczył, że Rosjanie zagłosowali na Putina w wyborach prezydenckich, bo „jest dla nich symbolem stabilizacji i bezpieczeństwa” i „pozytywnie oceniają jego politykę gospodarczą”.
W lutym 2015 roku, w „Kropce nad i” mówił Monice Olejnik o inwazji Rosji na Ukrainę, że „obie strony są winne”.
Media
Propaganda
Świat
Włodzimierz Czarzasty
Andrzej Duda
Bronisław Komorowski
Leszek Miller
Viktor Orban
Władimir Putin
Krzysztof Stanowski
Donald Trump
Donald Tusk
Wołodymyr Zełenski
Rząd Donalda Tuska (drugi)
antyukraińskie narracje
Krzysztof Stanowski
Rosja
Ukraina
USA
wojna w Ukrainie
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze