0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Kadr z wygenerowanego przez AI spotu Konfederacji.Kadr z wygenerowaneg...

Fałszywe informacje, generowane przez AI, to dziś już fatalna norma nie tylko na co dzień, ale także w kampaniach wyborczych. Szczególnie groźne politycznie są deepfake`i, czyli tworzone przez sztuczną inteligencję filmy, podszywające się pod konkretną osobę. Za ich pomocą można łatwo przekonać wyborców, że polityk powiedział lub zrobił coś, co w rzeczywistości nigdy nie miało miejsca. A tym samym wpłynąć na wyniki głosowania. Wystarczy, że fałszywa treść będzie wyjątkowo kontrowersyjna.

To nie jest teoria. Znamy takie przypadki z innych państw. Na Słowacji deepfake audio pojawił się dwa dni przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r. Wygenerowany przez AI materiał miał być nagraniem rozmowy między liderem partii Postępowa Słowacja a dziennikarką słowackiego dziennika, na temat przygotowań do sfałszowania głosowania.

Deepfake upubliczniono tuż przed ciszą wyborczą.

Rozszedł się szeroko na platformach społecznościowych, mimo że rozmówcy publicznie zaprzeczali, by taka rozmowa kiedykolwiek się odbyła. Media ze względu na przepisy o ciszy wyborczej nie mogły publikować ich dementi. Zaprzeczenie dotarło więc do niewielkiej grupy osób, za to fałszywy materiał – do setek tysięcy. To zresztą nie był jedyny deepfake w tamtych wyborach. W innym, rozpowszechnionym kilka dni wcześniej materiale audio, ten sam polityk miał informować o planach podwyżki cen piwa.

Postępowa Słowacja przegrała wybory, a władzę w państwie przejął prorosyjski polityk Robert Fico. Trudno obliczyć, w jakim stopniu wpływ na te wyniki miały rozpowszechniane fałszywki, ale przy niewielkiej różnicy poparcia mogły przeważyć szalę.

Przeczytaj także:

Masowe użycie w kampaniach

Deepfake`i pojawiły się także w kampanii prezydenckiej w Rumunii w ubiegłym roku. Fałszywe materiały wideo straszyły, że rumuńscy prounijni politycy chcą wysłać swoje wojsko na ukraiński front. Wpływały także na wyborców podczas kampanii parlamentarnej w Mołdawii (jesienią 2025 r.). A kilka miesięcy temu

wygenerowane przez AI filmiki, atakujące opozycję, publikowały na Węgrzech organizacje związane z rządzącą wtedy partią Fidesz.

„Międzynarodowy Panel ds. Środowiska Informacyjnego stwierdził, że w samym 2024 roku 80 procent krajów, w których odbywały się wybory krajowe, doświadczyło udokumentowanych incydentów związanych ze sztuczną inteligencją, a 69 procent tych incydentów zostało ocenionych jako szkodliwe” – podkreślają autorzy raportu „The Road to the Ballot. AI Governance and the Integrity of Democratic Choice.”, opublikowanego przez CEE Digital Democracy Watch. Raport ten zajmuje się właśnie wpływem AI na wybory.

W Polsce sytuacja nie wygląda lepiej. Chociaż sztuczna inteligencja nie dominowała w dotychczasowych kampaniach, przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku generowane przez nią treści na pewno się pojawią. Już dziś są wykorzystywane przez niektórych polityków.

Wskrzesili Leppera

Kilka miesięcy temu głośno było o deepfake`u, „wskrzeszającym” nieżyjącego polityka Andrzeja Leppera. Materiał, wygenerowany przez sztuczną inteligencję, opublikowała niszowa, prorosyjska partia Samoobrona. Odrodzenie (jej liderzy regularnie goszczą w Ambasadzie Federacji Rosyjskiej w Warszawie). Na filmie widać Andrzeja Leppera, który stwierdza, że został zamordowany (to teoria spiskowa, w rzeczywistości polityk popełnił samobójstwo) oraz wyraża poparcie dla ugrupowania Samoobrona. Odrodzenie.

Kadr z wygenerowanego przez AI deepfake`a partii Samoobrona. Odrodzenie

Ale to niejedyny film AI, jaki pojawił się w polskiej polityce. Stowarzyszenie Demagog w analizie „slopagandy” – celowej manipulacji poglądami odbiorców dla korzyści politycznych, za pomocą treści generowanych przez AI – podaje także inne przykłady. Choćby animowany spot „Tuskotopia”, opublikowany w kwietniu przez PiS. Czy drugi, rozpowszechniony przez Sławomira Mentzena, lidera Konfederacji, a przedstawiający polityków PiS sterujących zardzewiałym statkiem.

Te filmy nie są deepfake`ami, czyli pod nikogo się nie podszywają się. To rozpoznawalna na pierwszy rzut oka fikcja, robiąca jednak wrażenie na odbiorcach ze względu na opowiadaną historię i rozpoznawalnych bohaterów. Wcześniej stworzenie takich materiałów było drogie, wymagało zatrudnienia ekipy realizatorów i zazwyczaj przewyższało kampanijne budżety. Dziś nie potrzeba nakładów finansowych. Narzędzia AI generują takie materiały szybko, a jedyny koszt to wykupienie abonamentu.

Kadr z wygenerowanego przez AI spotu Konfederacji

AI Act już obowiązuje

Sztuczna inteligencja w polityce to nie tylko filmy, grafiki czy teksty.

„Wpływ technologii AI widzimy na każdym etapie komunikacji politycznej – na poziomie zmiany tempa i skali tworzonych przez polityków komunikatów, wpływania ich masą na algorytmy platform, automatyzacji kontaktu z wyborcami czy personalizowanego dopasowywania treści do odbiorcy” – mówi OKO.press Jakub Szymik z CEE Digital Democracy Watch, jeden z autorów cytowanego raportu.

I wylicza przykłady: „W skali globalnej można przebierać w niepokojących sytuacjach wygenerowanych przez modele AI, do których jako wyborcy coraz częściej sięgamy po informacje. To zarówno niewiarygodne informacje o terminie wyborów, wyhalucynowani kandydaci czy zmyślone opinie tych faktycznie istniejących. A nawet próby zatruwania modeli AI tak, aby kompilowały wyniki pod klucz złych aktorów.”

Sytuację w pewnym stopniu uporządkowały przepisy unijnego AI Act, które 2 sierpnia weszły w życie także w Polsce.

Nakładają one obowiązek oznaczania treści, stworzonych lub przekształconych przy użyciu sztucznej inteligencji. Obowiązek ten ciąży jednak na twórcach, publikujących takie materiały, a nie np. na platformach społecznościowych, na których są one rozprowadzane.

Wyjątek stanowią osoby, które wykorzystują AI „w ramach osobistej działalności pozazawodowej” – one nie muszą stosować oznaczeń. Komisja Europejska dość mocno zawęziła jednak definicję tego rodzaju działalności. Musi być ona nie tylko niezwiązana z wykonywanym zawodem oraz niekomercyjna, ale także jednoznacznie osobista. Czyli jeśli ktoś opublikuje zmienione przez AI zdjęcie swojej rodziny, to nie musi go oznaczać etykietką. Ale jeśli ta sama osoba prywatnie udostępni wygenerowaną przez sztuczną inteligencję grafikę z kandydatem na burmistrza – etykieta jest niezbędna.

Etykiety są, ale… nie wszędzie

Już dziś, kilka dni po wejściu w życie przepisów widać, że nie rozwiązują one wszystkich problemów. I niekoniecznie ochronią wyborców przed kampanijnym wpływem AI. Same platformy społecznościowe mają różne podejścia do AI Act. Algorytmy firma Meta na platformach Instagram i Facebook automatycznie wykrywają treści wygenerowane przez sztuczną inteligencję.

Nawet więc jeśli użytkownik nie oznaczy ich specjalną etykietą, system zrobi to sam.

Podobnie działają algorytmy na YouTube. Z kolei na platformie X oznaczenie etykietą jest dobrowolne. Algorytmy X dodają je tylko wtedy, gdy materiał wygenerował wewnętrzny system platformy, czyli Grok AI.

Różnice widać gołym okiem. Weźmy choćby wpisy posła PiS Dariusza Mateckiego, który na swoich treściach internetowych w 2025 r. zarobił 156 tys. zł.

Na jego koncie na Facebooku większość postów ma etykietę: „Treści stworzone przez SI”. Jednak te same grafiki, opublikowane na X, nie mają oznaczenia. Dodajmy do tego fakt, że etykieta na platformach Mety jest niewielka, a więc słabo widoczna – i już będziemy mieli jasność co do tego, że nowy obowiązek niewiele zmienia w masowym odbiorze treści. Owszem, dla osób poszukujących informacji, czy film lub grafikę wygenerowało AI, zmiana jest istotna. Ale większość odbiorców nie sprawdza wiarygodności materiału, tylko reaguje na niego emocjonalnie.

Posty posła Dariusza Mateckiego z grafiką AI. Po lewej post z Facebooka, z widoczną na górze informacją o użyciu AI. Po prawej wpis z platformy X, bez takiego oznaczenia.

Potrzebne wytyczne na kampanię

AI Act przewiduje sankcje finansowe za brak oznakowania treści stworzonych przez sztuczną inteligencję. I tu pojawia się kolejny problem. W Polsce egzekwować te przepisy będzie specjalnie powołany urząd: Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji. Jednak ustawa, na mocy której urząd będzie działał, dopiero niedawno została podpisana przez prezydenta Nawrockiego.

Z oficjalnego harmonogramu wynika, że KRiBSI ruszy w listopadzie i już wtedy będzie miała prawo do nakładania kar.

Jak to jednak będzie działało w praktyce, dopiero się okaże. A jeśli w przyszłorocznej kampanii wyborczej nie będzie szybko egzekwowanych i znaczących kar finansowych za takie treści, nie ma co liczyć na realną ochronę przed polityczną dezinformacją AI. Czy jest więc jakiś sposób, by jednak ochronić wyborców przed manipulacją za pomocą sztucznej inteligencji?

Pewne rozwiązania podpowiada organizacja CEE Digital Democracy Watch w cytowanym tu wcześniej raporcie „The Road to the Ballot. AI Governance and the Integrity of Democratic Choice”.

Po pierwsze: potrzebne są przepisy, które jasno określą zasady używania materiałów stworzonych za pomocą AI w kampanii wyborczej.

Zakaz deepfake`ów?

Takie reguły są już ustanawiane, choć niekoniecznie w Europie. Na przykład Korea Południowa wprowadziła zakaz używania deepfake`ów w kampaniach politycznych na 90 dni przed wyborami. Zaś w Indiach krajowa komisja wyborcza wydała wytyczne dla partii politycznych, odnoszące się do treści generowanych przez AI. W Polsce Państwowa Komisja Wyborcza dotychczas nie zabrała głosu na ten temat.

Po drugie, podkreślają autorzy raportu, ważne jest jasne przypisanie odpowiedzialności podmiotom zaangażowanym w kampanię wyborczą.

Chodzi o partie, komitety, platformy społecznościowe, agencje reklamowe tworzące treści, a także samych kandydatów. Każdy powinien wiedzieć, w jakim zakresie ponosi odpowiedzialność w kontekście treści AI oraz jakie sankcje na nim ciążą, jeśli złamie zasady.

Ten postulat dziś w Polsce należałoby przyporządkować raczej do gatunku science-fiction, tak bardzo nieprawdopodobna jest jego realizacja. Skoro nie mamy działającego urzędu, który egzekwowałby przepisy AI Act, ani wytycznych na czas kampanii, trudno sobie wyobrazić jakikolwiek podział odpowiedzialności wśród zaangażowanych podmiotów.

Nowelizacja tak, ale bez sprawy AI

Na szczęście jest jeszcze trochę czasu, by to zmienić.

„Państwo musi być przygotowane na wprowadzenie systemów szybkiej reakcji oraz powinno uzyskać realne przełożenie na jakość usług, które oferują w Polsce globalni dostawcy AI. Ci będą dostosowywać się do zasad europejskich i proponować własne rozwiązania, tak jak dzieje się teraz w USA w ramach wyborów połówkowych” – zaznacza Jakub Szymik. – „W Stanach Zjednoczonych obiecują między innymi czerpanie informacji z wiarygodnych i przejrzystych źródeł, monitorowanie skrzywień politycznych czy zwalczanie wykorzystania ich modeli do koordynacji nieautentycznych działań.”

Tyle że same obietnice nie wystarczą, podobnie jak wdrożenie AI Act. Potrzebne są zmiany prawne, systemy szybkiego reagowania oraz instrukcje Państwowej Komisji Wyborczej. Tymczasem posłowie pracują co prawda nad nowelizacją kodeksu wyborczego, ale w żadnym z projektów nie znaleźliśmy ani jednego odniesienia do treści generowanych przez sztuczną inteligencję.

Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze