Czy Palantir może szpiegować polskie wojsko?
Naiwnością jest myślenie, że interesy USA są w pełni zgodne z interesami Polski. Zdecydowany zwrot w stosunkach Biały Dom – Moskwa jest tego najlepszym dowodem. Tę perspektywę również powinniśmy brać pod uwagę podczas podejmowania decyzji o rozpoczęciu korzystania z usług Palantira – piszą eksperci Fundacji Panoptykon
23 września 2026 r. prezydent Karol Nawrocki uścisnął w Nowym Jorku dłoń Alexandra Karpa, prezesa spółki Palantir (na zdjęciu po spotkaniu z Donaldem Trumpem w Białym Domu). Wymiana uprzejmości i deklaracja współpracy nie wzięły się znikąd. O rozmowach Ministerstwa Obrony Narodowej z gigantem zajmującym się analizą danych media informują już od trzech lat. W debacie publicznej pojawia się wiele obaw dotyczących współpracy z tą firmą. Kluczową z nich jest to, że dotychczas nie przeprowadzono oceny bezpieczeństwa wykorzystania systemów Palantira.
Co polskie wojsko kupuje od Palantira
W ujawnionym przez TVN24 liście intencyjnym podpisanym przez MON i Palantira czytamy, że spółka ma „dostarczyć kompleksową dokumentację techniczną oraz przeprowadzić szkolenia i demonstracje, oraz zapewnić dostępność wykwalifikowanego personelu w celu przeszkolenia personelu SZ RP, następnie wdrożenia MAVEN Smart System Poland w Siłach Zbrojnych RP”.
Maven to technologia do zarządzania polem walki. Zbiera i kompiluje dane m.in. po to, by skrócić czas od wykrycia celu do podjęcia decyzji o uderzeniu. Gdzie zatem leży problem, skoro nikt nie kwestionuje konieczności wzmocnienia polskiej armii?
Przeczytaj także:
Problem 1. Czy dane polskiego wojska mogą trafić do amerykańskiego wywiadu?
W sponsorowanym przez Palantir wywiadzie, który ukazał się w „Rzeczpospolitej”, Louis Mosley, wysoki rangą przedstawiciel firmy, stwierdził, że gdyby pełnił funkcję ministra obrony narodowej lub zwierzchnika Sił Zbrojnych RP, to przed zakupem platformy Maven musiałby mieć pewność, że ma kontrolę nad systemem i decyduje o jego działaniu. „Gwarantuję, że Palantir to oferuje” – zapewniał Mosley.
Wygląda na to, że jego deklaracje nie zostały jak dotąd po polskiej stronie sprawdzone. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego poinformowała dziennikarzy TVN24, że „od grudnia 2023 roku nie wytworzyła i nie otrzymała żadnej oceny bezpieczeństwa czy analizy ryzyka dotyczącej Palantira ani systemu Maven – i że nikt z MON ani z kancelarii premiera o taką nie wystąpił”.
Poważnego potraktowania sprawy zażądał minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. W wywiadzie dla RMF FM powiedział, że wystąpił do MON, żeby przed podpisaniem umowy z Palantirem przeprowadzono audyt. „Rekomenduję sprawdzenie do dna, jak przechodzą dane” – mówił Gawkowski.
Co ważne, weryfikacja bezpieczeństwa systemu, czyli audyt, o który upomina się minister cyfryzacji, obejmuje zarówno zagadnienie dostępu m.in. pracowników firmy do danych, w tym do tajnych informacji, jak i kwestię, kto decyduje o możliwości ich użytkowania, a także to, jak wygląda sposób przeprowadzania aktualizacji. Dlaczego jest to istotne?
Cofnijmy się do 2017 r., kiedy to polskie służby specjalne z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym na czele zaczęły używać Pegasusa. 12 października 2026 r. Magdalena Sroka przedstawiła kluczowe wnioski z prac sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa. Z raportu jasno wynika, że państwo polskie nigdy nie miało pełnej kontroli nad systemem, którego używało do inwigilacji. Nad częścią infrastruktury sprawowała nadzór NSO Group – izraelska firma zajmująca się cyberwywiadem. Dane opuszczały terytorium Polski, a producent mógł uzyskać do nich dostęp (nie ustalono, czy z tego korzystał). Co więcej, służby miały świadomość tej luki w zabezpieczeniach, ale ją zignorowały. W rezultacie naraziły na szwank tajemnice polskich służb i doprowadziły do tego, że osoby inwigilowane Pegasusem do dziś nie wiedzą, gdzie poza polskimi służbami znajdują się informacje o ich życiu.
Wyciągnięcie lekcji z afery Pegasusa i zadbanie o to, by rząd, a w szczególności MON, poznał odpowiedzi na przedstawione wyżej pytania jeszcze przed podpisaniem umowy, to jednak nie wszystko.
Problem 2. Palantir uzależnia jak Google
Technologiczne megakorporacje od dekad specjalizują się we wciąganiu swoich klientów coraz głębiej w ekosystemy ich usług. Najgłośniejszy wyrok, który na lata osłabił monopolistyczną pozycję Microsoftu na rynku amerykańskim, zapadł prawie 30 lat temu, w 1998 r. Firma oskarżana była m.in. o blokowanie dostępu użytkownikom i użytkowniczkom oprogramowania Windows do alternatywnych przeglądarek internetowych. Internet Explorer (obecnie Edge) nigdy nie odzyskał swojej pozycji na rynku. Palmę pierwszeństwa przejął Google Chrome, a wraz z nim Gmail, Google Search, Google Cloud, Google Maps, Google Ads, Google Calendar. Obecnie w życiu prywatnym korzystanie z internetu poza systemem Google’a wymaga nadludzkiego wysiłku.
Palantir na rynku usług dla armii ma tak silną pozycję, jak Google w sektorze cywilnym. Każde kolejne państwo, korzystające z usług spółki, i dane, które za nim idą, wzmacniają dominującą pozycję firmy na rynku i zmniejszają szansę na zbudowanie polskiej lub europejskiej alternatywy. Problemem jest również sieć zależności między dostawcą usługi a odbiorcą, która sprawia, że zerwanie umowy staje się bardzo szybko nieopłacalne.
Inicjatywa „Nasze Dane”, która krytykuje obecność Palantira w Polsce, na swojej stronie internetowej zwróciła uwagę, że w Europie coraz silniejszy jest trend odchodzenia od produktów tej firmy. Takie decyzje podjęli Francuzi, Niemcy i Szwajcarzy. Każde państwo kierowało się swoimi argumentami, ale z ich decyzji wynika jedno: możliwy jest wybór samodzielnej ścieżki.
Stawką jest suwerenność cyfrowa, o której od kilku sezonów rozmawia się na politycznych salonach. Termin nabrał dodatkowego znaczenia w maju 2025 r. Associated Press poinformowało wtedy, że Karim Khan, były prokurator międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, stracił dostęp do swojego konta e-mail w usługach Microsoft. Stało się to po tym, jak Trybunał wydał nakaz aresztowania premiera Izraela Benjamina Netanjahu, skrytykowany w oficjalnej nocie Białego Domu.
W kolejnych miesiącach Microsoft starał się odzyskać zaufanie Komisji Europejskiej. Twierdził, że Donald Trump nie ma żadnego „guzika”, który może nacisnąć, gdy nie podobają mu się decyzje oficjeli z innych państw i gdyby od Microsoftu zażądano zawieszenia usług chmurowych dla Europy, to by nie wykonał polecenia.
W 2026 r. naiwnością jest myślenie, że interesy Stanów Zjednoczonych są w pełni zgodne z interesami Polski. Zdecydowany zwrot w stosunkach Biały Dom – Moskwa jest tego najlepszym dowodem. Tę perspektywę również powinniśmy brać pod uwagę podczas podejmowania decyzji o rozpoczęciu korzystania z usług Palantira.
Problem 3. Czy można walczyć etycznie?
Palantir nie ma dobrej prasy. Częściowo dlatego, że jego współzałożyciel Peter Thiel szeroko krytykuje demokrację i bywa nazywany „prorokiem przemocy” (tak określił go m.in. biskup Antonio Staglianò, przewodniczący Papieskiej Akademii Teologicznej). Kontrowersje wokół samego Thiela to jednak tylko część problemu. Znacznie poważniejsze wątpliwości dotyczą etycznych konsekwencji wykorzystania systemów takich jak Maven w działaniach wojennych, czyli automatyzacji pola walki, zwiększenia skali i tempa podejmowania decyzji, oraz ryzyka, jakie wiąże się z tym dla ludności cywilnej. Zagrożenia te nie charakteryzują wyłącznie Palantira.
W dniu rozpoczęcia wojny Stanów Zjednoczonych z Iranem wojska amerykańskie zbombardowały szkołę podstawową w Minabie. Zginęło ponad 150 dzieci. W podejmowaniu decyzji o ataku brały udział Claude AI oraz Maven. Według doniesień medialnych system zaklasyfikował budynek jako cel wojskowy na podstawie danych sprzed ponad dekady. Informacji tych nikt nie zweryfikował.
Czy da się dziś skutecznie prowadzić wojnę bez wsparcia takich systemów jak ten Palantira? Tego nie wiemy, ale ich wykorzystywanie tworzy nowe, gigantyczne wyzwania. W przypadku decyzji o bombardowaniu podjętej po rekomendacji algorytmu rozmywa się chociażby kwestia odpowiedzialności. A do tego, jak wskazał Leon XIV: „Każda technologia, która ułatwia uderzenie bez oglądania twarzy drugiej osoby, obniża moralny próg konfliktu”.
***
Nie powtarzajmy błędu popełnionego przy zakupie Pegasusa. Polskie władze muszą mieć pewność, że firma nie będzie mogła poza kontrolą MON-u korzystać z danych osobowych, informacji o polskim wojsku i żołnierzach. Oczekujemy, że decyzja o wyborze firmy, której rozwiązania będą wpływać na funkcjonowanie polskiej armii, zostanie podjęta z uwzględnieniem nadrzędnych interesów państwa, a szczególnie zachowania suwerenności cyfrowej, i przy zapewnieniu bezpieczeństwa danych.
W najbliższą niedzielę odbędzie się protest inicjatywy „Nasze Dane”. W swoich postulatach aktywiści i aktywistki zwracają uwagę na problemy, które opisaliśmy wyżej. Dlatego, jeśli podzielacie nasze obawy, możecie dołączyć do protestu w niedzielę, 8 listopada 2026 r. na Placu Konstytucji w Warszawie, o godzinie 15.00. Jest on apolityczny.
Więcej informacji znajdziesz na stronie kampanii: https://naszedane.pl/.

Komentarze