0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: OKO.pressOKO.press

Pięć redakcji – łotewski TVNET, chorwacki Telegram.hr, niemiecki CORRECTIV, austriacka Die Presse i polskie OKO.press przygotowują wspólny podcast poświęcony temu, co porusza europejską społeczność.

Tym razem my, OKO.press, a konkretnie nasza ekspertka od Unii Europejskiej Paulina Pacuła przygotowała odcinek o kłopotach z rozszerzeniem UE. O tym procesie można było powiedzieć, że utknął – bo mijają dekady, a państwa tzw. Bałkanów Zachodnich mają coraz mniejsze szanse na wejście do unijnego klubu (z wyjątkiem Czarnogóry, o tym dużo mówimy w podcaście). Sytuacja zmieniła się po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę – ta ostatnia oraz Mołdawia wyjątkowo szybko zdobyły status kandydata. Ale czy szybko uda im się do Unii wejść?

Ciekawe – i bardzo różne – podejście swoich krajów do rozszerzenia przedstawiają w podcaście koleżanki i koledzy z Chorwacji oraz Łotwy.

Podcast został nagrany w języku angielskim i przeczytany przez polskiego lektora. Poniżej znajdziecie jego transkrypcję. A oryginał – TUTAJ.

Przeczytaj także:

Paulina Pacuła: Nazywam się Paulina Pacuła. Jestem reporterką OKO.press – niezależnego polskiego medium – i witam Państwa w podcaście LENS EU.

LENS, czyli Localized European News Service, to konsorcjum dziewięciu redakcji, które wspólnie przygotowują materiały o Europie dla odbiorców w sześciu krajach.

Razem opowiadamy o tym, co łączy Europejczyków, co budzi nadzieję, co niepokoi, jak nasze społeczeństwa odpowiadają na współczesne wyzwania i w jaki sposób Unia Europejska kształtuje naszą wspólną przyszłość.

Witamy w kolejnym odcinku podcastu LENS EU – serii, w której przyglądamy się temu, co napędza europejską wspólnotę.

[Dżingiel]

Paulina Pacuła: Od największego rozszerzenia Unii Europejskiej w 2004 roku, kiedy do Wspólnoty przystąpiło dziesięć państw, minęły już ponad dwie dekady. Ponad trzynaście lat temu miało miejsce ostatnie rozszerzenie – w 2013 roku Chorwacja została najmłodszym członkiem Unii po niemal dziesięciu latach negocjacji akcesyjnych.

Jeśli spojrzymy szerzej, od powstania Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w 1958 roku Unia – lub jej poprzedniczki – rozszerzała się siedem razy.

Średnio nowi członkowie dołączali mniej więcej co dziewięć–dziesięć lat.

Większość tych rozszerzeń odbywała się w trudnych okolicznościach. Towarzyszyły im obawy, spory i polityczne wątpliwości. Można więc powiedzieć, że z historycznej perspektywy najwyższy czas na kolejne rozszerzenie.

Tym razem sytuacja wygląda jednak inaczej. Wątpliwości są znacznie większe niż wcześniej. Paradoksalnie wynika to również z samego sukcesu Unii. Im więcej państw członkowskich, tym więcej interesów narodowych, trudniej o jednomyślność i łatwiej o blokowanie decyzji. Do tego dochodzi rosnąca presja geopolityczna ze strony państw zewnętrznych, przede wszystkim Rosji.

[Dżingiel]

Paulina Pacuła: Obecnie o członkostwo w Unii Europejskiej oficjalnie ubiega się dziesięć państw. Każde z nich znajduje się jednak na zupełnie innym etapie negocjacji.

Kraje Bałkanów Zachodnich – Macedonia Północna, Czarnogóra, Albania, Serbia oraz Bośnia i Hercegowina – uczestniczą w procesie akcesyjnym od dziesięciu do niemal dwudziestu lat. Niektórym udało się już otworzyć wszystkie rozdziały negocjacyjne i tymczasowo zamknąć część z nich. Inne nie rozpoczęły jeszcze nawet pierwszego rozdziału. Dodatkowym utrudnieniem pozostają spory historyczne i dwustronne konflikty między państwami.

Najbardziej zaawansowana jest dziś Czarnogóra. Otworzyła wszystkie 33 rozdziały negocjacyjne, a 18 z nich zostało już tymczasowo zamkniętych. Dwa kolejne zamknięto podczas tzw. Super Tuesday – 27 czerwca 2026 roku. Kilka tygodni temu Komisja Europejska i Czarnogóra rozpoczęły również prace nad Traktatem Akcesyjnym, co oznacza, że kraj ten jest dziś bliżej członkostwa niż kiedykolwiek wcześniej.

Drugim najbardziej zaawansowanym kandydatem jest Albania. Wniosek o członkostwo w Unii Europejskiej złożyła w 2009 roku, a negocjacje akcesyjne rozpoczęła dopiero w lipcu 2022 roku. Od tego czasu zakończyła proces screeningu, otworzyła wszystkie 33 rozdziały negocjacyjne i tymczasowo zamknęła trzy z nich. Do zakończenia negocjacji droga jest jednak nadal daleka. Wciąż pojawiają się pytania o to, w jakim stopniu rząd premiera Ediego Ramy rzeczywiście jest zdeterminowany, by wzmacniać praworządność, skutecznie walczyć z korupcją, zwiększać przejrzystość i odpowiedzialność instytucji publicznych oraz chronić prawa podstawowe, w tym wolność mediów. Ostatnie protesty wokół kontrowersyjnej inwestycji na albańskim wybrzeżu, powiązanej z Jaredem Kushnerem i Ivanką Trump, tylko wzmocniły obawy dotyczące przejrzystości działania władz, jakości rządzenia i przestrzegania zasad państwa prawa.

Coraz wyraźniej widać również, że Serbia, która złożyła wniosek o członkostwo w 2009 roku, rozpoczęła negocjacje akcesyjne w 2014 roku, otworzyła dotąd 22 z 33 rozdziałów negocjacyjnych i tymczasowo zamknęła dwa z nich, nie zamierza spełnić jednego z kluczowych warunków członkostwa – pełnego dostosowania swojej polityki zagranicznej do Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa Unii Europejskiej. Belgrad prowadzi wyraźnie prorosyjską politykę, odmawia przyłączenia się do unijnych sankcji wobec Rosji i utrzymuje bliskie relacje z Moskwą. Coraz częściej pojawia się więc pytanie, czy Serbia rzeczywiście chce zostać członkiem Unii Europejskiej, czy też jej zbyt szybkie przyjęcie nie oznaczałoby wprowadzenia do Wspólnoty kolejnego „rosyjskiego konia trojańskiego” – doświadczenia, które wielu w Europie kojarzy dziś z Węgrami rządzonymi przez Viktora Orbána.

Macedonia Północna, która o członkostwo ubiega się już od 2004 roku, zakończyła dotychczas jedynie proces screeningu. Jej droga do Unii była wielokrotnie blokowana przez spory dwustronne z sąsiadami. Po rozwiązaniu wieloletniego konfliktu z Grecją i zmianie konstytucyjnej nazwy państwa poprzez dodanie przymiotnika „Północna” Skopje napotkało kolejną przeszkodę – tym razem ze strony Bułgarii. Zgodnie z ramami negocjacyjnymi uzgodnionymi w 2022 roku Macedonia Północna musi zmienić konstytucję i uznać mniejszość bułgarską, zanim będzie można formalnie otworzyć pierwszy klaster negocjacyjny. Obecny rząd odmawia jednak wprowadzenia tych zmian bez gwarancji, że Sofia nie zablokuje procesu po raz kolejny. W efekcie negocjacje pozostają praktycznie zamrożone.

Bośnia i Hercegowina, Kosowo oraz Gruzja pozostają daleko w tyle, choć z zupełnie różnych powodów, i żadne z tych państw nie rozpoczęło jeszcze negocjacji akcesyjnych.

Gruzja otrzymała status państwa kandydującego w 2023 roku, jednak jej proces akcesyjny został w praktyce zatrzymany w wyniku pogarszającego się stanu demokracji. Władze w Tbilisi ogłosiły, że zawieszają działania na rzecz członkostwa w Unii Europejskiej do końca 2028 roku, jednocześnie przyjmując przepisy szeroko krytykowane w Brukseli jako niezgodne z europejskimi standardami demokratycznymi.

Kosowo nie uzyskało statusu państwa kandydującego, ponieważ pięć państw członkowskich Unii Europejskiej nadal nie uznaje jego niepodległości. Aby jednak utrzymać europejską perspektywę kraju i podtrzymać społeczne oraz polityczne poparcie dla integracji, Unia przyznała mu status potencjalnego kandydata. Oznacza on, że państwo nie spełnia jeszcze formalnych warunków uzyskania statusu kandydata, ale jest postrzegane jako kraj posiadający wiarygodną europejską perspektywę.

Bośnia i Hercegowina otrzymała status państwa kandydującego w 2022 roku, a dwa lata później uzyskała zgodę na rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych. Do dziś nie odbyła się jednak pierwsza konferencja międzyrządowa rozpoczynająca negocjacje. Państwo nadal musi przeprowadzić szereg kluczowych reform wstępnych, jednak powojenny system polityczny ukształtowany przez porozumienie z Dayton umożliwia prorosyjskim władzom Republiki Serbskiej blokowanie wielu decyzji podejmowanych na szczeblu państwowym.

Jak powiedział podczas tegorocznej konferencji GLOBSEC w Pradze minister spraw zagranicznych Bośni i Hercegowiny Elmedin Konaković: „Czy wyobrażają sobie państwo parlament Ukrainy z przedstawicielami Donbasu, całkowicie kontrolowanymi przez Putina i posiadającymi prawo weta, od którego jednocześnie oczekujecie przeprowadzania proeuropejskich reform? Właśnie w takiej sytuacji znajduje się dziś Bośnia i Hercegowina”.

Jest jeszcze Turcja – swoisty weteran wśród państw kandydujących. O członkostwo we Wspólnotach Europejskich wystąpiła już w 1987 roku, status kandydata uzyskała w 1999 roku, a negocjacje akcesyjne rozpoczęła formalnie w 2005 roku. Otworzono szesnaście rozdziałów negocjacyjnych, z czego tylko jeden został tymczasowo zamknięty. Od 2018 roku proces akcesyjny pozostaje jednak zamrożony z powodu pogarszającego się stanu demokracji, zastrzeżeń dotyczących praworządności oraz coraz bardziej autorytarnej polityki prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana.

I wreszcie Ukraina i Mołdawia – dwa państwa, których droga do Unii Europejskiej przebiegała dotąd niemal równolegle. Oba złożyły wnioski o członkostwo w marcu 2022 roku, zaledwie kilka dni po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.

W ciągu niespełna dwóch i pół roku przeszły drogę od złożenia wniosku do formalnego otwarcia negocjacji akcesyjnych. Tak szybkie tempo nie ma precedensu w historii rozszerzeń Unii Europejskiej i wyraźnie kontrastuje z wieloletnimi staraniami państw Bałkanów Zachodnich.

Oba kraje chcą jak najszybciej otworzyć wszystkie klastry negocjacyjne – najlepiej jeszcze do końca tego roku. Coraz częściej spotykają się jednak z ostrożnością części państw członkowskich. Rodzi to szersze pytania: czy Unia Europejska rzeczywiście jest gotowa na przyjęcie nowych członków w najbliższych latach? Czy dysponuje odpowiednimi możliwościami instytucjonalnymi i finansowymi? A może najpierw powinna przeprowadzić własne reformy, aby uniknąć problemów, które ujawniły wcześniejsze rozszerzenia?

Wyraźnie widać, że wśród przywódców Unii Europejskiej odżyła determinacja, by nadać nowy impuls procesowi rozszerzenia. Wojna Rosji przeciwko Ukrainie, zmieniający się układ sił na świecie i coraz ostrzejsza rywalizacja mocarstw sprawiły, że rozszerzenie Unii Europejskiej jest dziś przedstawiane nie tylko jako proces polityczny czy gospodarczy, lecz przede wszystkim jako geopolityczna konieczność.

Podczas szczytu UE–Bałkany Zachodnie, który odbył się 5 czerwca 2026 roku w Tivacie w Czarnogórze, przewodniczący Rady Europejskiej António Costa podkreślił:

„Bałkany Zachodnie są integralną częścią przyszłości Unii Europejskiej. Ich przystąpienie pozostaje naszym priorytetem i kluczową inwestycją geopolityczną. Proces akcesyjny opiera się i nadal będzie opierał na zasadzie osiągnięć oraz wiarygodnych reform”.

Costa dodał również, że Unia jest dziś bliżej kolejnego rozszerzenia niż kiedykolwiek od momentu przystąpienia Chorwacji w 2013 roku.

„Po raz pierwszy od 2013 roku naprawdę odliczamy czas do kolejnego rozszerzenia – do momentu, gdy Czarnogóra stanie się 28. państwem członkowskim Unii Europejskiej, co może nastąpić już w 2028 roku”.

Podobne stanowisko prezentuje przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Podczas tego samego szczytu przekonywała, że proces rozszerzenia powinien nabrać tempa, ale jednocześnie pozostać oparty na jasnych kryteriach.

Jak powiedziała:

„Proces oparty na osiągnięciach nie musi oznaczać procesu powolnego. Powinien być po prostu sprawiedliwy i przewidywalny”.

Zwolennicy rozszerzenia podkreślają, że przyjęcie nowych państw zwiększyłoby bezpieczeństwo i stabilność Europy, wzmocniło jednolity rynek oraz pozycję polityczną i gospodarczą Unii na świecie. Ich zdaniem byłby to również skuteczny sposób na ograniczenie wpływów Rosji, Chin i innych mocarstw w bezpośrednim sąsiedztwie UE. Przypominają także, że perspektywa członkostwa pozostaje jednym z najskuteczniejszych narzędzi zachęcających państwa kandydujące do reform demokratycznych, gospodarczych i instytucjonalnych.

Co więcej, w czasach rosnącej niepewności geopolitycznej sama Unia Europejska wydaje się coraz atrakcyjniejsza.Choć formalnie o członkostwo ubiega się obecnie dziesięć państw, pojawiają się również kraje, które zaczynają zastanawiać się, czy europejska droga nie byłaby także dla nich korzystnym rozwiązaniem.

29 sierpnia Islandczycy zagłosują w referendum, które może wyznaczyć kierunek europejskiej polityki ich kraju.

Na Grenlandii ponownie ożyła dyskusja o zacieśnieniu relacji z Unią Europejską po nasileniu presji ze strony Stanów Zjednoczonych. Z kolei – choć często pół żartem – coraz częściej pojawiają się głosy sugerujące, że do Unii mogłaby kiedyś dołączyć nawet Kanada.To kolejny sygnał, że w coraz mniej przewidywalnym świecie projekt europejski jest postrzegany jako źródło stabilności, bezpieczeństwa i dobrobytu.

Nie brakuje jednak wątpliwości.

  • Czy Unia Europejska licząca nawet 35 państw będzie w stanie sprawnie podejmować decyzje w obecnym systemie instytucjonalnym, skoro w najważniejszych sprawach – dotyczących polityki zagranicznej, bezpieczeństwa czy budżetu – nadal obowiązuje zasada jednomyślności?
  • Czy europejskie społeczeństwa, które już dziś mierzą się z rosnącym eurosceptycyzmem, polaryzacją polityczną oraz wzrostem poparcia dla ugrupowań nacjonalistycznych i skrajnie prawicowych, są gotowe na kolejne rozszerzenie?
  • Czy budżet Unii, obciążony rosnącymi wydatkami na obronność, udźwignie koszty przyjęcia nowych członków? Komisja Europejska szacuje, że samo członkostwo Czarnogóry oznaczałoby konieczność przeznaczenia około 3,2 miliarda euro w ramach kolejnej perspektywy finansowej. A przecież Czarnogóra jest jednym z najmniejszych państw kandydujących.
  • I wreszcie – czy Unia zdoła jednocześnie przeprowadzić rozszerzenie, sprostać wyzwaniom klimatycznym oraz sfinansować kosztowną transformację energetyczną, przemysłową i gospodarczą?
  • Właśnie dlatego postanowiliśmy sprawdzić, jak te pytania wybrzmiewają w różnych częściach Europy.
  • Czy rządy próbują budować poparcie dla rozszerzenia? A może partie polityczne coraz częściej wykorzystują obawy związane z przyjmowaniem nowych państw do bieżącej walki politycznej?
  • Czy nierozwiązane spory historyczne i bilateralne ponownie mogą spowolnić proces rozszerzenia?

Aby znaleźć odpowiedzi, poprosiliśmy o opinię naszych partnerów z całej Europy – między innymi z Łotwy i Chorwacji. Nasi partnerzy z chorwackiego portalu Telegram – Irena Frlan Gašparović i Jasmin Klarić – wyjaśniają, jak rozszerzenie Unii Europejskiej postrzegane jest w chorwackiej polityce i dlaczego ogólne poparcie dla tego procesu wyraźnie słabnie, gdy rozmowa dotyczy konkretnych państw kandydujących.

Irena Frlan Gašparović: Witam wszystkich. Nazywam się Irena Frlan Gašparović i jestem dziennikarką chorwackiego portalu Telegram. Jest dziś ze mną mój redakcyjny kolega, Jasmin Klarić – główny analityk polityczny Telegramu.Porozmawiamy o rozszerzeniu Unii Europejskiej. Być może zastanawiacie się, dlaczego do rozmowy na ten temat zaprosiliśmy właśnie dziennikarza zajmującego się polityką krajową. Za chwilę wszystko stanie się jasne.

Najpierw jednak kilka słów o oficjalnym stanowisku Chorwacji wobec rozszerzenia Unii. Jak zapewne wiecie, Chorwacja jest najmłodszym państwem członkowskim Unii Europejskiej. Dołączyliśmy do niej w 2013 roku i od tamtej pory nie doszło już do żadnego kolejnego rozszerzenia.

Główne chorwackie partie polityczne popierają rozszerzenie Unii Europejskiej – przynajmniej na poziomie ogólnych deklaracji. Kiedy jednak przechodzimy do konkretów, sprawy zaczynają się komplikować. Za chwilę Jasmin wyjaśni, dlaczego tak się dzieje. Również obecny rząd opowiada się za rozszerzeniem, zwłaszcza o państwa Bałkanów Zachodnich. Uważa je za kluczowe dla stabilności regionu, bezpieczeństwa oraz rozwoju gospodarczego.

Jak jednak mówi stare powiedzenie – diabeł tkwi w szczegółach. W Chorwacji rozszerzenie Unii bardzo rzadko jest przedmiotem szerszej debaty. Praktycznie nie dyskutuje się o jego znaczeniu geopolitycznym ani o tym, jakie konsekwencje dla całej Unii Europejskiej miałoby przyjęcie takich państw jak Ukraina czy Mołdawia. Zamiast tego dyskusja koncentruje się przede wszystkim na krajowej polityce i lokalnych sporach. Jasminie, z czego to właściwie wynika?

Jasmin Klarić: Przede wszystkim z powodu polityki. A właściwie – polityki krajowej. Decydują o tym wybory, układ sił na scenie politycznej i równowaga wewnątrz obecnej koalicji rządzącej. Tworzą ją Chorwacka Wspólnota Demokratyczna (HDZ) oraz Ruch Ojczyźniany. HDZ to największa centroprawicowa partia w Chorwacji i członek Europejskiej Partii Ludowej. Ruch Ojczyźniany jest natomiast ugrupowaniem skrajnie prawicowym. Razem mają większość w chorwackim parlamencie.

Na razie rozszerzenie Unii Europejskiej nie jest jeszcze tematem, który wywołuje otwarty polityczny konflikt. Ale jestem przekonany, że to się zmieni.

Jeśli Serbia – nie daj Boże… żartuję – rzeczywiście zbliży się do członkostwa w Unii Europejskiej, temat bardzo szybko stanie się jednym z najbardziej konfliktowych w chorwackiej polityce.

Dlaczego? Bo partie skrajnej prawicy – przede wszystkim Ruch Ojczyźniany, ale także mniejsze ugrupowania prawicowe i pozaparlamentarne – z pewnością zaczną domagać się znacznie twardszego stanowiska wobec Serbii i jej procesu akcesyjnego.Jeżeli stanie się to w czasie rządów centrowej lub centrolewicowej koalicji, możemy spodziewać się bardzo ostrej walki politycznej. Co więcej, nawet HDZ, która dziś oficjalnie popiera rozszerzenie o państwa regionu, prawdopodobnie również zaostrzy swoje stanowisko. W efekcie rozszerzenie Unii może bardzo szybko przestać być kwestią polityki europejskiej, a stać się kolejnym narzędziem walki w krajowej polityce Chorwacji.

Irena Frlan Gašparović: Jednym z powodów są oczywiście nierozwiązane kwestie dwustronne między Chorwacją a Serbią, ale także z innymi państwami regionu.W Chorwacji wciąż pamiętamy frustrację związaną z tym, że Słowenia wykorzystywała negocjacje akcesyjne do rozwiązywania własnych sporów granicznych z Chorwacją.Po zakończeniu naszych negocjacji, w 2011 roku, chorwacki parlament przyjął nawet deklarację, że kwestie bilateralne nie powinny blokować procesu rozszerzenia Unii.

Czy twoim zdaniem politycy jeszcze o tym pamiętają? A może sami zrobią dziś dokładnie to samo?

Jasmin Klarić: Jestem przekonany, że pamiętają. Jeszcze bardziej jestem jednak przekonany, że będą udawać, iż nie pamiętają. Kilka dni temu chorwacki minister spraw zagranicznych stwierdził, że warunkiem dalszych postępów Czarnogóry na drodze do Unii powinno być rozwiązanie sporów z Chorwacją. Wymienił między innymi zwrot żaglowca szkolnego „Jadran” oraz kwestie odszkodowań za funkcjonowanie obozów na terytorium Czarnogóry podczas wojny w latach dziewięćdziesiątych. W praktyce oznacza to, że deklaracja parlamentu pozostała właściwie martwym dokumentem.

Irena Frlan Gašparović: Czyli scenariusz, którego sami kiedyś doświadczyliśmy ze strony Słowenii, może się dziś powtórzyć?

Jasmin Klarić: On już się powtarza. To Chorwacja wykorzystuje dziś podobne mechanizmy.

Irena Frlan Gašparović: A czy rząd ma w tej sprawie poparcie społeczne?

Jasmin Klarić: Trudno odpowiedzieć jednoznacznie, bo praktycznie nie ma badań opinii publicznej dotyczących rozszerzenia Unii.

Irena Frlan Gašparović: A jak twoim zdaniem podchodzą do tego sami Chorwaci? Czy zgadzasz się z tezą, że – podobnie jak rząd – większość społeczeństwa popiera rozszerzenie Unii Europejskiej, przynajmniej na poziomie ogólnych deklaracji? Dopiero kiedy rozmowa schodzi na konkretne państwa i konkretne nierozwiązane spory, pojawiają się wątpliwości. Myślisz, że to trafna ocena?

Jasmin Klarić: To bardzo trudne pytanie. Po prostu nie wiemy. Mam jednak wrażenie, że wiele będzie zależało od tego, jak politycy przedstawią tę sprawę obywatelom. Jeśli zaczną przekonywać, że Czarnogóra nie powinna zostać członkiem Unii z powodu wydarzeń z lat dziewięćdziesiątych albo nierozwiązanych sporów z Chorwacją, bardzo łatwo będzie zbudować społeczny opór. A gdyby kiedyś naprawdę pojawiła się perspektywa członkostwa Serbii, uzyskanie poparcia chorwackiej opinii publicznej byłoby jeszcze trudniejsze.

Niezależnie od wszystkich politycznych sporów, z punktu widzenia interesów Chorwacji sprawa jest dość oczywista. Jeśli myślimy o bezpieczeństwie, rozwoju gospodarczym czy długofalowych interesach państwa, to strategicznie najkorzystniejszym rozwiązaniem dla Chorwacji byłoby przyjęcie wszystkich naszych sąsiadów do Unii Europejskiej.

Irena Frlan Gašparović: Na koniec warto jeszcze wspomnieć o reformie samej Unii Europejskiej, która coraz częściej pojawia się w dyskusji o rozszerzeniu. Jedną z najczęściej omawianych propozycji jest odejście od zasady jednomyślności w polityce zagranicznej i przejście na głosowanie większością kwalifikowaną. Jednocześnie podkreśla się, że zmiana ta nie dotyczyłaby ostatecznej decyzji o przyjęciu nowego państwa do Unii. W tym przypadku każde państwo członkowskie nadal zachowałoby prawo weta.

Mimo to trudno mi sobie wyobrazić, żeby jakikolwiek chorwacki rząd zgodził się na rezygnację z zasady jednomyślności w sprawach zagranicznych. Obecny premier jest temu przeciwny. Sprzeciwia się temu również cała koalicja rządząca.

A nawet gdyby było inaczej, każdy premier znalazłby się pod ogromną presją, by takiej zgody nie wyrazić – także ze strony prezydenta republiki. Zgadzasz się?

Jasmin Klarić: Prezydent Zoran Milanović powiedział nawet, że zgoda Chorwacji na rezygnację z prawa weta przy głosowaniach w Unii Europejskiej byłaby aktem zdrady stanu. Co ciekawe, to chyba jedyna sprawa – no, może poza kibicowaniem reprezentacji Chorwacji w piłce nożnej – w której premier i prezydent są całkowicie zgodni. Naprawdę trudno znaleźć drugi taki temat.

Irena Frlan Gašparović: Dziękuję ci, Jasminie, za wyjaśnienie, dlaczego rozszerzenie Unii Europejskiej jest dla Chorwacji tak ważnym tematem, ale jednocześnie budzi tyle emocji i wywołuje tak gorącą debatę polityczną. Mam nadzieję, że udało nam się choć trochę przybliżyć naszym słuchaczom, jak w Chorwacji patrzy się dziś na przyszłe rozszerzenie Unii Europejskiej.

[Dżingiel]

Paulina Pacuła: Przykład Chorwacji pokazuje, jak szybko dyskusja o rozszerzeniu Unii może zostać uwikłana w krajową politykę, historyczne zaszłości i nierozwiązane spory między państwami.

Pokazuje również, że choć coraz częściej mówi się o reformie instytucji Unii Europejskiej i o tym, czy Wspólnota licząca nawet 35 państw mogłaby skutecznie funkcjonować przy zachowaniu zasady jednomyślności, rządom państw członkowskich niezwykle trudno byłoby dobrowolnie zrezygnować z prawa weta.

To jednak tylko jedna perspektywa.

Dla państw położonych na wschodniej flance Unii Europejskiej rozszerzenie oznacza przede wszystkim kwestię bezpieczeństwa.

Łotwa, granicząca z Rosją i od początku pełnoskalowej inwazji należąca do najwierniejszych sojuszników Ukrainy, postrzega członkostwo takich państw jak Ukraina, Mołdawia czy Czarnogóra nie tylko jako szansę na wzmocnienie samej Unii Europejskiej, lecz także całego europejskiego systemu bezpieczeństwa.

Przenosimy się teraz do Rygi. Nasza partnerka z łotewskiego portalu TVNET, Annija Vīnkalna, wyjaśnia, dlaczego na Łotwie rozszerzenie Unii Europejskiej postrzegane jest przede wszystkim jako geopolityczna konieczność, a znacznie rzadziej jako polityczny dylemat.

Annija Vīnkalna: Łotwa utrzymuje dobre relacje ze wszystkimi głównymi państwami kandydującymi do Unii Europejskiej i nie istnieją żadne polityczne przeszkody, które mogłyby ograniczać nasze poparcie dla dalszego rozszerzenia. Jedynym warunkiem jest to, aby państwa kandydujące przeprowadziły niezbędne reformy i spełniły kryteria kopenhaskie.

W 2023 roku łotewski parlament jednogłośnie przyjął uchwałę popierającą rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Ukrainą i Mołdawią.

Najwyżsi przedstawiciele władz Łotwy od początku konsekwentnie wspierają europejskie aspiracje obu tych państw. W maju 2026 roku minister spraw zagranicznych Baiba Braže zaapelowała podczas posiedzenia Rady do Spraw Zagranicznych Unii Europejskiej o jak najszybsze otwarcie kolejnych rozdziałów negocjacyjnych z Ukrainą i Mołdawią.

To samo stanowisko potwierdził również prezydent Łotwy Edgars Rinkēvičs podczas czerwcowej wizyty w Rydze ówczesnej premier Ukrainy Julii Swyrydenko.

Kiedy łotewscy politycy mówią o członkostwie Ukrainy w Unii Europejskiej, niemal zawsze podkreślają przede wszystkim jego znaczenie dla bezpieczeństwa.

Prezydent Rinkēvičs wielokrotnie wskazywał, że integracja Ukrainy z Unią Europejską jest jednym z kluczowych elementów europejskiej architektury bezpieczeństwa, a jednocześnie leży zarówno w interesie bezpieczeństwa Łotwy, jak i całej Europy.

Łotwa popiera również przyszłe członkostwo Ukrainy w NATO – oczywiście po zakończeniu wojny wywołanej przez rosyjską pełnoskalową inwazję oraz po spełnieniu wszystkich warunków niezbędnych do przystąpienia do Sojuszu.

Jeśli chodzi o podejście Łotwy do państw Bałkanów Zachodnich, od wielu lat dzielimy się z nimi doświadczeniami zdobytymi podczas własnych negocjacji akcesyjnych sprzed ponad dwóch dekad. Także tutaj kwestie bezpieczeństwa odgrywają kluczową rolę.

Podczas wizyty w 2025 roku wicepremiera i ministra spraw zagranicznych Czarnogóry Filipa Ivanovicia minister Baiba Braže pozytywnie oceniła postępy tego kraju na drodze do członkostwa w Unii Europejskiej. Podkreśliła również bliską współpracę obu państw w ramach NATO oraz zwróciła uwagę, że Czarnogóra już dziś prowadzi politykę zagraniczną zgodną ze Wspólną Polityką Zagraniczną i Bezpieczeństwa Unii Europejskiej, w tym stosuje wszystkie unijne sankcje wobec Rosji i Białorusi.

Ogólnie rzecz biorąc, łotewskie poparcie dla rozszerzenia wynika z przekonania, że obecni kandydaci do członkostwa są państwami o bardzo podobnym spojrzeniu na najważniejsze kwestie międzynarodowe. Z Ukrainą, Mołdawią, a także z Czarnogórą łączy nas podobne postrzeganie bezpieczeństwa i polityki zagranicznej. Jeśli kraje te dołączą do Unii Europejskiej, najprawdopodobniej będą wspierały stanowisko zbliżone do łotewskiego w sprawach dotyczących bezpieczeństwa oraz relacji zewnętrznych. Co równie ważne, obecnie nie istnieją żadne poważniejsze spory polityczne ani gospodarcze między Łotwą a najbardziej zaawansowanymi państwami kandydującymi.

[Dżingiel]

Paulina Pacuła: Perspektywa Łotwy jest szczególnie interesująca, ponieważ pokazuje, że poparcie dla rozszerzenia Unii Europejskiej praktycznie nie koliduje tam z interesem narodowym.

W Polsce debata potoczyła się jednak jeszcze innym torem. W pierwszych miesiącach po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji poparcie dla europejskich aspiracji Ukrainy i Mołdawii było niemal powszechne. W większości ugrupowań politycznych uznawano, że wspieranie Ukrainy na drodze do Unii jest naturalnym wyrazem solidarności z państwem walczącym o swoje przetrwanie. Niewielu jednak zakładało wówczas, że członkostwo może stać się realną perspektywą w stosunkowo krótkim czasie.

Wraz z przyspieszeniem procesu akcesyjnego debata zaczęła się jednak zmieniać. Coraz częściej pojawiały się pytania o przyszłość polskiego rolnictwa, transportu drogowego, funduszy spójności oraz jednolitego rynku. Protesty rolników przeciwko napływowi ukraińskich produktów rolnych i spory dotyczące transportu drogowego stały się symbolem narastających obaw, że polskie firmy będą musiały konkurować z ukraińskimi przedsiębiorstwami na nierównych zasadach.

Do tych – często uzasadnionych – wątpliwości gospodarczych dołączyła kampania wyborcza oraz rosyjska dezinformacja. Moskwa systematycznie wykorzystywała zarówno kwestie ekonomiczne, jak i trudne tematy historyczne – przede wszystkim zbrodnię wołyńską i pamięć o Ukraińskiej Powstańczej Armii – aby pogłębiać podziały między Polakami i Ukraińcami oraz osłabiać poparcie dla Ukrainy w Europie.

Pierwszymi ugrupowaniami, które zaczęły politycznie wykorzystywać zmieniające się nastroje, były partie skrajnej prawicy. Konfederacja oraz Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna sprzeciwiają się dalszemu rozszerzeniu Unii Europejskiej i zdecydowanie odrzucają perspektywę członkostwa Ukrainy. Argumentują, że rozszerzenie zagroziłoby polskiemu rolnictwu, ograniczyłoby suwerenność państw członkowskich i w konsekwencji mogłoby doprowadzić do likwidacji prawa weta w Unii Europejskiej.

Prawo i Sprawiedliwość obrało bardziej stopniową drogę. Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji rząd PiS należał do najgorętszych zwolenników Ukrainy. Prezydent Andrzej Duda wielokrotnie opowiadał się za przyszłym członkostwem Ukrainy w Unii Europejskiej, a Jarosław Kaczyński podkreślał, że Ukraina należy do zachodniej wspólnoty politycznej, choć sam proces akcesyjny będzie wymagał wielu lat.

Z czasem retoryka partii zaczęła się jednak zmieniać. Już w 2025 roku PiS przekonywał, że Ukraina musi spełnić wszystkie kryteria członkostwa, a priorytetem Polski pozostaje pełna ochrona własnych interesów gospodarczych. W 2026 roku czołowi politycy ugrupowania zaczęli otwarcie domagać się zablokowania kolejnych etapów negocjacji z Ukrainą do czasu rozwiązania sporów historycznych, przede wszystkim dotyczących Wołynia.

Narracja obecnej koalicji rządzącej również stopniowo się zmieniała. W przeciwieństwie do opozycji rząd nadal oficjalnie popiera europejskie aspiracje Ukrainy i podkreśla, że rozszerzenie ma strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa całej Europy. Jednocześnie jego stanowisko jest dziś znacznie bardziej ostrożne niż jeszcze w 2022 roku.

Coraz częściej przedstawiciele rządu podkreślają, że nie będzie żadnych skrótów w procesie akcesyjnym. Każde państwo kandydujące musi spełnić dokładnie te same kryteria, a sama Unia Europejska prawdopodobnie będzie musiała wcześniej przeprowadzić reformy instytucjonalne, zanim przyjmie nowych członków.

Mniejsze partie tworzące koalicję pozostają, ogólnie rzecz biorąc, zwolennikami rozszerzenia. Najbardziej jednoznacznie opowiada się za nim Lewica, która wspiera europejskie aspiracje Ukrainy, Mołdawii, Gruzji oraz państw Bałkanów Zachodnich. Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że cała koalicja rządząca unika dziś otwartego promowania kolejnych rozszerzeń Unii.

Być może najbardziej uderzające jest jednak to, czego w polskiej debacie właściwie nie ma.

Praktycznie nie prowadzi się poważnej dyskusji o rozszerzeniu Unii Europejskiej jako całości. Czarnogóra, Albania, Mołdawia czy pozostałe państwa Bałkanów Zachodnich pojawiają się w mediach i debacie publicznej bardzo rzadko. Niewiele mówi się również o tym, jak powinna funkcjonować Unia licząca ponad trzydzieści państw i jak pogodzić rozszerzenie z reformą jej instytucji.

W praktyce rozszerzenie stało się niemal synonimem Ukrainy. A sama Ukraina jest coraz częściej przedmiotem dyskusji prowadzonej przez pryzmat rolnictwa, pamięci historycznej i bieżącej polityki krajowej, a znacznie rzadziej w kontekście długofalowej strategicznej przyszłości Europy.

Jakie wnioski płyną z tej dyskusji? Coraz wyraźniej widać dwie rzeczy. Po pierwsze, kolejne rozszerzenie Unii Europejskiej niemal na pewno nie będzie przypominało żadnego z poprzednich. Państwa kandydujące znajdują się na bardzo różnych etapach negocjacji, stoją przed odmiennymi wyzwaniami i cieszą się różnym poziomem poparcia wśród obecnych państw członkowskich. Scenariusz kolejnego „wielkiego rozszerzenia”, podobnego do tego z 2004 roku, wydaje się dziś mało prawdopodobny.

Po drugie, zarówno europejscy przywódcy, jak i obywatele będą musieli odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania: Czy jesteśmy gotowi na kolejne rozszerzenie? I jak przeprowadzić je w taki sposób, aby wzmocnić Unię Europejską, a nie ją osłabić?

To właśnie wokół tych kwestii toczy się dziś dyskusja w Brukseli. Komisja Europejska przygotowuje propozycje zmian w procesie rozszerzenia. Obejmują one między innymi silniejsze mechanizmy chroniące przed odchodzeniem od zasad demokracji, stopniowe włączanie państw kandydujących do wybranych polityk unijnych jeszcze przed uzyskaniem pełnego członkostwa oraz reformy instytucjonalne, które mają zapewnić sprawne funkcjonowanie większej Unii. Część tych rozwiązań ma znaleźć się już w traktacie akcesyjnym Czarnogóry.

Debata o rozszerzeniu nie dotyczy już wyłącznie państw, które chcą dołączyć do Unii Europejskiej. W coraz większym stopniu jest to również dyskusja o tym, jaką Unię Europejską chcemy zbudować w nadchodzących dekadach.

Dziękujemy za wysłuchanie kolejnego odcinka podcastu LENS EU.

A jeśli wolisz czytać niż słuchać, zasubskrybuj nasz newsletter LensEU. Znajdziesz w nim informacje na tematy europejskie z pięciu krajów biorących udział w projekcie.

Napis lensEU na żółto-niebieskim tle.
lensEU – zbliżenie na to, co napędza europejską wspólnotę.
Na zdjęciu Redakcja OKO.press
Redakcja OKO.press

Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press

Komentarze