Ukraina chce czerpać z możliwości, jaką daje wcześniejsza integracja sektorowa – podkreśla prezydent Zełenski. Tymczasem Europejczycy są podzieleni co do trybu akcesji Ukrainy do UE.
Prezydent Wołodymyr Zełenski podkreśla, że Ukraina dąży do pełnego członkostwa w Unii Europejskiej, ale jednocześnie chce czerpać ze wszystkich możliwości, jakie daje wcześniejsza integracja sektorowa. To odpowiedź Kijowa na trwającą obecnie w Europie dyskusję o nowych zasadach integracji kolejnych państw.
„Musimy już teraz w pełni wykorzystać wszystkie możliwości wynikające z sektorowej integracji Ukrainy z Unią Europejską. Ukraina musi być postrzegana przez wszystkich Europejczyków jako integralna część europejskich procesów. Taka perspektywa powinna wyznaczać kierunek naszej polityki oraz decyzji podejmowanych przez europejskich przywódców i państwa” – napisał Zełenski na X 4 sierpnia.
Podkreślił, że integracja Ukrainy z UE to „nie tylko zadanie polityczne i gospodarcze”, ale przede wszystkim „zadanie związane z bezpieczeństwem” – zarówno Ukrainy, jak i całej Unii Europejskiej.
„Przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej wyeliminuje geopolityczną niepewność, którą Rosja przez dziesięciolecia wykorzystywała do destabilizowania zarówno Ukrainy, jak i samej Unii Europejskiej. Jednocześnie dzięki potencjałowi Ukrainy Unia Europejska zyska niezbędne zdolności w zakresie bezpieczeństwa, co pozwoli wzmocnić europejski filar wspólnoty euroatlantyckiej” – napisał Zełenski, odnosząc się do NATO.
Taki kierunek wyznacza również nowy ukraiński rząd, który utrzymuje bardzo ambitny harmonogram negocjacji akcesyjnych. Ale ambitne plany Ukrainy spotykają się ze sceptycyzmem państw członkowskich.
Ukraina jest świeżo po dyskusjach programowych prezydenta z nowymi członkami rządu, po tym, jak 14 lipca doszło do dymisji gabinetu Julii Swyrydenko. Dwa dni później, 16 lipca, parlament zatwierdził nowy rząd premiera Serhija Koreckiego. W jego gabinecie za integrację europejską odpowiada Wsiewołod Czencow, który objął tekę wicepremiera ds. integracji europejskiej i euroatlantyckiej.
Nowy minister ds. integracji europejskiej i euroatlantyckiej wraca do ambitnego planu ukończenia negocjacji akcesyjnych do UE do końca 2027 roku. Mówił o tym podczas spotkania z ambasadorami w Kijowie w poniedziałek 3 sierpnia.
– Wychodzę z założenia, że przejście całego procesu negocjacyjnego jest realne w ciągu półtora roku. Koniec przyszłego roku to ambitny, ale realistyczny cel – powiedział Czencow, cytowany przez „Europejską Prawdę”.
Wicepremier Ukrainy podkreślił także, że Ukraina określiła już zakres niezbędnych w procesie integracji europejskiej prac legislacyjnych. Ten został zapisany w krajowym programie dostosowawczym. Jak wyjaśnił, chodzi o konieczność przyjęcia 1699 aktów prawnych oraz uchwalenia około 300 ustaw.
Rok 2027 to powrót do daty, która w ostatnich tygodniach zniknęła z publicznych wypowiedzi Wołodymyra Zełenskiego. W Brukseli coraz częściej podkreśla się bowiem, że nie ma mowy o żadnej szybkiej ścieżce akcesji. Harmonogram rozszerzenia będzie zależał wyłącznie od postępów reform i jednomyślności państw członkowskich.
Ale ambitne plany Kijowa spotykają się ze sceptycyzmem państw członkowskich.
Najlepiej widać to na przykładzie otwierania kolejnych klastrów negocjacyjnych. Kijów liczył na to, że wszystkie sześć klastrów negocjacyjnych uda się otworzyć za jednym razem, jeszcze tego lata. Taki był też plan uzgodniony między Komisją Europejską a Ukrainą w zeszłym roku.
Ze względu na opóźnienie otwierania klastrów przez utrzymywane niemal rok po pierwszej konferencji międzyrządowej w czerwcu 2025 r. weto Viktora Orbána, jesienią 2025 r. Komisja Europejska i rząd Ukrainy przygotowały stanowiska negocjacyjne dotyczące wszystkich rozdziałów negocjacyjnych. Chodziło o to, by Kijów nie tracił czasu przez weto Orbána i przygotował się do ewentualnego otwarcia wszystkich klastrów negocjacyjnych na raz – jeśli państwa członkowskie wyraziłyby jednomyślną zgodę.
Byłoby to rozwiązanie bez precedensu – Unia Europejska nigdy wcześniej nie otwierała negocjacji akcesyjnych w takim trybie.
Nadzieje na to, że to wciąż możliwe, rozbudziła sama komisarz UE ds. rozszerzenia Marta Kos. Po otwarciu pierwszego klastra negocjacyjnego w czerwcu 2026 r. Kos opowiedziała się za otwarciem wszystkich pozostałych już w lipcu. „Mam nadzieję, że czeka nas niesamowity wtorek” – mówiła, nawiązując do planowanego posiedzenia Rady UE.
Tymczasem tak się nie stało. 14 lipca, wbrew oczekiwaniom Kijowa, Rada UE zgodziła się na otwarcie tylko jednego klastra, szóstego, obejmującego politykę zagraniczną i stosunki zewnętrzne. Stan negocjacji jest na dziś jest taki, że Ukraina ma otwarte w sumie tylko dwa klastry negocjacyjne:
To, czy kolejne cztery uda się otworzyć podczas następnej konferencji międzyrządowej planowanej na wrzesień, pozostaje niepewne.
Największy opór stawia Budapeszt, który zablokował otwarcie kolejnych klastrów negocjacyjnych na konferencji międzyrządowej w lipcu i zgodził się jedynie na otwarcie szóstego. Węgry zgodę na otwarcie kolejnych klastrów uzależniają od dalszych działań Ukrainy m.in. w kwestii praw mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu. Mają też zastrzeżenia dotyczące przebiegu reform.
Ale część ukraińskich komentatorów jest przekonana o tym, że nie chodzi o kwestie merytoryczne. Mimo uzgodnienia z Kijowem zmian dotyczących praw mniejszości węgierskiej i deklaracji Budapesztu o gotowości do odblokowania wszystkich klastrów, rząd Pétera Magyara wycofał się z tych zapowiedzi. Jednocześnie nie przedstawił Ukrainie żadnych nowych, konkretnych żądań.
Zdaniem części ukraińskiej opinii publicznej, premier Péter Magyar, podobnie jak wcześniej Viktor Orbán,
używa tej kwestii jako karty przetargowej w sprawie odblokowania funduszy dla Węgier.
Minęły cztery miesiące od wyborów, w wyniku których Viktor Orbán stracił władzę, a środki dla Węgier jak były zamrożone, tak zamrożone pozostają, czekając na obiecane przez Magyara reformy.
Także stanowisko Warszawy wobec dalszego tempa negocjacji akcesyjnych Ukrainy stało się w ostatnich miesiącach bardziej powściągliwe. Od czasu politycznego sporu wokół polityki historycznej Kijowa, którego bezpośrednim impulsem było nadanie przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego jednej z brygad wojskowych nazwy „Bohaterów UPA”, przedstawiciele polskich władz coraz częściej podkreślają, że
postęp w negocjacjach będzie zależał również od rozwiązania spornych kwestii historycznych.
„Polska nie zgodzi się na wejście Ukrainy do Unii Europejskiej, jeśli Kijów będzie budował swoją politykę pamięci na postaciach odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach” – powiedział 30 czerwca wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz.
Podobne stanowisko zajmuje prezydent Karol Nawrocki i jego urzędnicy.
„Ukraina musi mieć świadomość, że z Banderą do Unii [Europejskiej] nie wejdzie (...) Polacy finalnie będą mieli tu kluczowe znaczenie i na miejscu strony ukraińskiej raczej bym zabiegał o sympatię Polaków, a nie ich obrażał” — mówił 12 czerwca szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.
Istotnym elementem sporu pozostaje również stosunek Kijowa do części działaczy OUN i UPA, których upamiętnianie jest w Polsce odbierane jako przeszkoda w pojednaniu. Warszawa domaga się od Kijowa zmiany swojej polityki historycznej, idąc tym samym śladem takich krajów jak Grecja, Bułgaria, czy Chorwacja, które w ramach procesu akcesyjnego Północnej Macedonii czy Serbii domagają się rozwiązania sporów historycznych.
Sprawa w ostatnich tygodniach nieco ruszyła. Aby złagodzić napięcia w relacjach z Warszawą, prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział otwarcie dla polskich badaczy archiwów Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i Służby Wywiadu Zagranicznego. Ukraina ma też wydać kolejne pozwolenia na ekshumacje polskich ofiar. Gest ten został pozytywnie odebrany w Polsce.
„Jesteśmy gotowi do poważnego i przyjaznego dialogu zarówno o tym, co nas łączy, jak i o tym, co nas dziś dzieli” – napisał premier Donald Tusk na platformie X.
Jednak zarówno spory polityczne z częścią państw członkowskich, jak i kwestie historyczne nie wyczerpują powodów ostrożności wobec postępów procesu akcesyjnego.
Irlandia, sprawująca obecnie prezydencję w Radzie UE, przekonuje, że najistotniejsze są zastrzeżenia dotyczące tempa reform prowadzonych przez Ukrainę.
Kijów ma w niedostatecznym stopniu realizować reformy uzgodnione w ramach tzw. planu Kaczka–Kos, opracowanego w grudniu 2025 roku. Dokument zawiera 10 priorytetowych zobowiązań Ukrainy w obszarze praworządności, reformy wymiaru sprawiedliwości i walki z korupcją. Ich wypełnienie ma odbudować zaufanie państw członkowskich do determinacji Kijowa w realizacji reform niezbędnych do członkostwa w UE. Zostało ono mocno nadszarpnięte po próbach ograniczenia uprawnień krajowych organów antykorupcyjnych w lipcu 2025 r.
Ukraina sama zobowiązała się do wykonania planu do końca 2026 roku. Jednak – jak wynika z monitoringu prowadzonego przez koalicję ukraińskich organizacji eksperckich Membership Check – do końca czerwca zrealizowała zaledwie 15 proc. założeń. Poza tym postęp dotyczy głównie działań przygotowawczych, a nie faktycznego wdrażania reform.
Na początku lipca także Parlament Europejski wyraził zaniepokojenie powolnym tempem realizacji planu. Europosłowie wezwali Ukrainę do jak najszybszego przejścia od deklaracji do czynów.
O tym, że 10-punktowy „plan Kaczki-Kos” pozostaje dokumentem, nad którym Ukraina powinna pracować, aby zrobić postęp w procesie akcesyjnym, w wywiadzie z „Europejską Prawdą” 24 lipca mówił premier Irlandii Micheál Martin.
Martin podkreślił, że celem irlandzkiej prezydencji w Radzie UE jest otwarcie wszystkich klastrów negocjacyjnych z Ukrainą do końca roku. Ale: trzeba do tego przekonać wszystkie państwa członkowskie.
– Ukraina zrobiła już bardzo wiele. Potrzebne są jednak dalsze reformy dotyczące praworządności, walki z korupcją i innych obszarów. Musimy przekonać pozostałe państwa członkowskie UE (...). Macie 10-punktowy plan Kaczka–Kos i właśnie nad jego realizacją powinniście teraz pracować – powiedział Martin.
Podkreślił też, że ma nadzieję, że do akcesji Ukrainy do UE dojdzie już po tym, jak zakończy się wojna.
Kijów nie podziela jednak tej oceny. Twierdzi, że Ukraina zrobiła już wszystko, co miała zrobić, aby uzyskać pozytywną decyzję państw członkowskich UE w sprawie otwarcia wszystkich pozostałych klastrów negocjacyjnych.
Wicepremier Czencow mówił 3 sierpnia, że Ukraina liczy na otwarcie dwóch kolejnych klastrów we wrześniu i następnych dwóch w październiku. Jego zdaniem, „od dłuższego czasu nie istnieją już żadne techniczne przeszkody uniemożliwiające otwieranie klastrów, a wszystkie prace przygotowawcze zostały zakończone”.
– Już teraz moglibyśmy otworzyć wszystkie klastry nawet jednego dnia – powiedział wicepremier Ukrainy.
„Z naszej strony zrobiliśmy wszystko” – napisał 4 sierpnia na X Zełenski.
Coraz wyraźniej widać też, że spór o rozszerzenie nie dotyczy już wyłącznie tego, czy Ukraina spełnia kryteria akcesyjne, lecz tego, czy sama Unia jest gotowa na kolejne rozszerzenie i jakie zabezpieczenia powinny obowiązywać przy przyjmowaniu nowych państw.
Dlatego jednocześnie z procesem akcesyjnym Ukrainy, a także Mołdawii i państw Bałkanów Zachodnich, na forum Unii Europejskiej trwa dyskusja nad modyfikacją zasad rozszerzenia. Celem jest takie dostosowanie procesu, aby przyjęcie nowych państw nie osłabiło zdolności UE do podejmowania decyzji i skutecznego egzekwowania zasad praworządności.
Ponieważ duża, traktatowa reforma UE jest w tym momencie raczej niemożliwa, instytucje UE szukają bardziej „zwinnych” rozwiązań.
Na początku czerwca pięć państw założycielskich Unii Europejskiej – Francja, Niemcy, Holandia, Belgia i Luksemburg – zaproponowało wprowadzenie nowych zabezpieczeń dotyczących praworządności, które byłyby wpisywane do przyszłych traktatów akcesyjnych. Doświadczenia z Węgrami i Polską przekonały wiele europejskich stolic, że spełnienie kryteriów członkostwa przed akcesją nie gwarantuje ich przestrzegania po wejściu do Unii.
Celem tej propozycji jest zmniejszenie ryzyka naruszeń zasad demokracji i rozsadzania UE od środka przez nowych członków.
Swoje propozycje w tym zakresie opracowuje także Komisja Europejska – donosił na początku lipca portal Euronews. KE chce bardziej przejrzystych mechanizmów monitorowania standardów demokratycznych po przystąpieniu do Unii oraz stopniowego włączania państw kandydujących do wybranych polityk i programów UE jeszcze przed uzyskaniem pełnego członkostwa.
Celem jest utrzymanie tempa reform w krajach kandydujących oraz przekonanie państw członkowskich, że kolejne rozszerzenie nie osłabi Unii.
Pakiet propozycji KE ma przedstawić we wrześniu.
Komisja Europejska zachęca również do stopniowego pogłębiania integracji Ukrainy z Unią już w trakcie negocjacji akcesyjnych według modelu stopniowej integracji. W ocenie Brukseli Ukraina już dziś jest zintegrowana z UE w stopniu bezprecedensowym dla państwa kandydującego:
Ukraina deklaruje, że chce w pełni wykorzystywać możliwości stopniowej integracji z Unią jeszcze przed uzyskaniem członkostwa, ale podkreśla, że nie może ona stać się alternatywą dla pełnej akcesji.
Ukraińskie władze traktują wcześniejsze włączanie do unijnych polityk jako etap przejściowy, który ma przyspieszyć przygotowania do członkostwa, a nie zastąpić sam proces rozszerzenia.
To, jaki model rozszerzenia zyska akceptację polityków, będzie jednak zależało również od nastrojów społecznych w państwach członkowskich.
Gdyby referendum w sprawie akcesji Ukrainy do UE odbyło się tego lata, jego wynik byłby bardzo niepewny.
Jak wynika z najnowszego sondażu pracowni Polling Europe, przeprowadzonego na reprezentatywnej próbie ponad 5000 tysięcy osób we wszystkich państwach członkowskich na początku lipca, w sumie aż 70 proc. badanych popiera jakąś formę wejścia Ukrainy do UE, ale są podzieleni co do modelu i harmonogramu integracji.
Całkowicie przeciwnych wejściu Ukrainy do UE jest 18 proc. badanych. Opinii w tej sprawie nie ma 12 proc. respondentów.
Jeśli zestawić te wyniki z wynikami Eurobarometru, który badał stosunek do rozszerzenia Unii ostatnio we wrześniu 2025 roku, okaże się, że stosunek Europejczyków do rozszerzenia zależy od tego, jak sformułowane jest pytanie badawcze.
Respondenci Eurobarometru byli pytani o to, czy są za wejściem Ukrainy do UE i mogli wybrać odpowiedzi:
Okazało się, że przy tak sformułowanym pytaniu, na poziomie całej Unii Europejskiej nieco ponad połowa respondentów (52 proc.) opowiada się za przystąpieniem Ukrainy do UE, pod warunkiem spełnienia przez nią wszystkich kryteriów członkostwa. W tej grupie około co szósty badany (16 proc.) zadeklarował zdecydowane poparcie, a ponad jedna trzecia (36 proc.) wybrała odpowiedź „raczej za”.
Po przeciwnej stronie znalazło się aż 41 proc. respondentów, którzy sprzeciwili się członkostwu Ukrainy w UE. Wśród nich 23 proc. było „raczej przeciw”, a 18 proc. wyraziło zdecydowany sprzeciw.
Analiza wyników na poziomie poszczególnych państw pokazała, że w 17 krajach członkowskich co najmniej połowa respondentów poparła przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej.
Zestawienie wyników z sierpnia 2025 i wyników badania Polling Europe prowadzi do ciekawego wniosku.
Część respondentów, którzy nie popierają szybkiego członkostwa Ukrainy w UE, jest skłonna zaakceptować model stopniowej integracji.
Pytanie więc, czy stopniowa integracja Ukrainy z UE – przyznanie jej najpierw statusu członka stowarzyszonego, z gwarancjami bezpieczeństwa, bez prawa głosu – mogłaby stanowić antidotum na całkowity sprzeciw pewnej grupy wyborców wobec członkostwa Ukrainy w UE.
Gdy bowiem respondenci mieli bardziej zróżnicowaną pulę odpowiedzi do wyboru (badanie Polling Europe) i mogli wybrać, czy są za szybką akcesją już teraz, za standardową akcesją po wprowadzeniu wszystkich reform, czy za stopniową akcesją i przyznaniu Ukrainie najpierw statusu członka stowarzyszonego i odsunięcia w przyszłość perspektywy pełnego członkostwa,
wyraźnie większa liczba z nich była w stanie powiedzieć członkostwu Ukrainy w UE „tak”.
W badaniu Polling Europe bowiem aż 70 proc. badanych opowiedziało się za jakąś opcją członkostwa Ukrainy w UE, a w Eurobarometrze było to 52 proc. badanych, czyli niemal jedna piąta mniej.
Jednocześnie można się zastanawiać, czy wybranie odpowiedzi „Wolał(a)bym, aby Ukraina najpierw uzyskała status członka stowarzyszonego (z gwarancjami bezpieczeństwa, ale bez prawa głosu), a dopiero później została pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej” to tak naprawdę wyraz poparcia dla członkostwa Ukrainy w UE, czy jego zawoalowanego braku i odkładania akcesji na „święte nigdy”.
Badanie Polling Europe pokazuje też, że bardzo ciekawy rozkład wyników w zależności od preferencji partyjnych respondentów.
Okazuje się, że wyborcy partii politycznych, które należą do grupy:
są średnio dużo bardziej pozytywnie nastawieni do członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej niż europejska średnia.
Tymczasem wyborcy partii z grup narodowych konserwatystów i skrajnej prawicy takich jak:
Budowaniu poparcia wobec członkostwa Ukrainy w UE na pewno nie pomaga też coraz bardziej antyukraińska retoryka części partii politycznych. Jej negatywny wpływ na stosunek do akcesji Ukrainy najlepiej widać na przykładzie Polski.
Jeszcze w 2022 roku za członkostwem Ukrainy w UE opowiadało się 84 proc. Polaków (badanie Bertelsmann Stiftung z czerwca 2022 roku). Tymczasem, jak wynika z najnowszego sondażu Opinia24 dla tygodnika „Polityka”, obecnie aż 52 proc. badanych jest przeciwko członkostwu Ukrainy w UE, a tylko 33 proc. je popiera.
Jeśli zestawić to z wynikami dla Polski badania Polling Europe okaże się, że znowu – gdy dać respondentom możliwości wyboru „stopniowej integracji” i odsunięcia członkostwa w czasie, za wejściem Ukrainy do UE opowiada się ponad połowa – 53 proc. – badanych. Całkowicie przeciwko członkostwu Ukrainy w UE jest 28 proc. badanych, a 9 proc. nie ma zdania.
Dość zbliżone wyniki daje lipcowe badanie CBOS, choć wskazuje ono na większą liczbę przeciwników członkostwa Ukrainy w UE.
Według tego sondażu zwolennicy przyjęcia Ukrainy do UE nadal stanowią łącznie połowę badanych (50 proc.), ale odpowiedzi „za” udzielają głównie osoby opowiadające się za stopniową integracją – 41 proc. ankietowanych. Zwolennikami jak najszybszego członkostwa Ukrainy w UE jest obecnie tylko 9 proc. ankietowanych. To najniższy wynik w historii tych badań – spadek o 9 pp od października 2023 roku.
Jednocześnie aż 40 proc. badanych opowiada się przeciwko wejściu Ukrainy do Unii. Przy czym częściej są to osoby o poglądach prawicowych (53 proc.) oraz najmłodsi badani w wieku 18–24 lata (58 proc.).
Takie wyniki badań opinii publicznej mogą studzić zapał polityków w Europie – w tym np. w Polsce – do szybkiego pchania procesu akcesyjnego Ukrainy na przód. Choć warto też zadać sobie pytanie, co było pierwsze: jajko (coraz mniej przychylne nastroje społeczne względem członkostwa Ukrainy w UE), czy kura (antyukraińska retoryka polityków niektórych opcji).
Ukraina
Wołodymyr Zełenski
Komisja Europejska
Unia Europejska
negocjacje akcesyjne
rozszerzenie UE
Ukraina w UE
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Komentarze