15 maja 2022

Jak dezinformacja rosyjska węszy teorie spiskowe i je przeciw nam wykorzystuje [ROZMOWA]  

Co już wiemy o rosyjskiej dezinformacji? Jak się zmieniła w czasie wojny w Ukrainie? Czego powinniśmy się po niej teraz spodziewać? “Rosja ćwiczy różne formy dezinformacji od lat. Zachód za późno zrozumiał, że trzeba się przed tym bronić” - mówi ekspertka Magdalena Wilczyńska 

Dziś widzimy, gdzie Rosja jest skuteczna. Potrafiła wpłynąć na wynik referendum brexitowego i na wybory prezydenckie w USA. Mamy już na to twarde dowody. Ale nie wiemy, czego Rosjanie próbowali i im się nie udało. Jaki materiał zebrali? Czego się wtedy nauczyli?

Magdalena Wilczyńska, stypendystka Landecker Democracy Fellowship, Humanity in Action, kieruje zespołem analityków w Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych, którzy identyfikują, analizują i systematyzują metody rosyjskiej propagandy. Szukają trendów, powtarzających się tematów, słów i emocji. To ma pomóc rozpoznawać dezinformacji.

Jest prawniczką, ekspertką o prawa konstytucyjnego i praw człowieka. Od lat śledzi dezinformację w sieci i analizuje jej działanie pod kątem naruszeń praw człowieka. Przygotowuje na ten temat doktorat. Pracowała w m.in. międzynarodowych zespołach próbujących identyfikować rosyjskie manipulacje w sieci. Pracuje też nad projektem dotyczącym edukacji o dezinformacji dla dzieci i młodzieży – Tarcza Antypropagandowa.

Dzięki grantom z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju badacze z Akademii Technik Komputerowych chcą teraz w Polsce ułatwić identyfikowanie propagandy i dezinformacji (taka analiza narracji ma pomóc w stworzeniu algorytmów rozpoznających dezinformację). Ustalili już, że działa ona w często mechaniczny sposób, ma konkretne cechy, dzięki którym program komputerowy mógłby ją wstępnie po części rozpoznawać i alarmować odbiorcę, by uważał.

“Dobrze, że w końcu zaczynamy to zagrożenie traktować poważnie” - mówi Wilczyńska.

Stworzenie algorytmów zajmie im jednak kilka lat. A teraz? Co już wiemy o rosyjskiej dezinformacji? Jak się zmieniła w czasie wojny w Ukrainie? Czego powinniśmy się po niej teraz spodziewać?

JAK ROSJA WYKORZYSTUJE SPISKI

Agnieszka Jędrzejczyk: W OKO.press śledzimy od początku wojny w Ukrainie propagandę rosyjską. Próbujemy odtworzyć na podstawie depesz agencyjnych i telewizyjnego przekazu, co Rosja chce ludziom powiedzieć, jak im pierze mózgi. Widzimy, jak ten przekaz się zmienia, jak “specjalna operacja”, która miała przypominać działania chirurga, zamieniła się w opowieść o zmaganiach światła i ciemności, świętej Rusi z fałszywym Zachodem.

Magdalena Wilczyńska: Propaganda i dezinformacja to typowe narzędzie w wojnach hybrydowych.

Dlatego ostrzegam, regularne kontaktowanie się z niefiltrowaną propagandą jest niebezpieczne. Jej celem jest zrobienie człowiekowi papki z mózgu.

Propaganda i dezinformacja rosyjska opierają się na teoriach spiskowych i emocjach. Są w tym bardzo skuteczni – a wystawianie się na działanie opowieści spiskowych zmienia postrzeganie rzeczywistości nawet u kogoś, kto w spiski nie wierzy. Stajemy się bardziej podejrzliwi, widzimy wzory w chaosie, przypadkowe zdarzenia układają się nam w logiczną całość.

Rosjanie to wiedzą i wykorzystują. Starają się, żeby nasz mózg widział takie wzory, jakie są dla nich wygodne. Dostępne dziś narzędzia komunikacji czynią to zadanie możliwym do wykonania.

W moim zespole ustaliliśmy sobie, że po pewnym czasie, np. pół godziny analizowania treści pod kątem rosyjskiej dezinformacji, musimy zrobić przerwę. Zmieniamy też tematy – bo dezinformacja dotyczy nie tylko wojny w Ukrainie, ale np. sieci 5G. Szukamy schematów, tego, co powtarzalne – bo to pomoże stworzyć narzędzia pomagające w identyfikowaniu dezinformacji.

Szukacie tego, co się powtarza, a nie tego, co jest nowe?

Dezinformacja opiera się na tym, co powtarzalne, a propaganda – na tym, co sprawdzone i dobrze się sprzedaje. Uchodźcy, tajne laboratoria, rząd światowy - opowieści stare jak świat sprzedają się świetnie.

Te przekazy są specjalnie chaotyczne, żeby można było się z nich wycofać. Grają na stereotypach, na strachu, na teoriach spiskowych. Wykorzystują wyobrażenia o świecie niezmienne od pokoleń: jest dobry świat, my - i obcy, źli ludzie, którzy próbują nam go zabrać.

CZEGO MOSKWA NAUCZYŁA SIĘ W BUCZY?

Bywają oczywiście momenty, kiedy ludzie produkujący dezinformację nie wiedzą, co powiedzieć. Tak było w przypadku masakry w Buczy. Ale wtedy sprawdza, co się sprzeda najlepiej. A potem już tylko się tego trzyma.

Bucza zaskoczyła dezinformację, bo rosyjskie wojsko musiało się wycofać spod Kijowa i zapomniało ostrzec, że zostawia za sobą trupy cywili.

O tym, co się dzieje naprawdę, propaganda i dezinformacja prawdopodobnie wie niewiele. Władcy Rosji nie dzielą się z nią planami. Wiedza o tym nie jest potrzebna do tworzenia korzystnych dla Rosji przekazów i sprzedawania ich w atrakcyjny sposób. A w sprawie Buczy...

Przez kilkanaście godzin propaganda milczała o masakrze. Potem pojawiły się wersje, że to inscenizacja z żywymi ludźmi albo z manekinami. A na koniec - że to prowokacja. Że sami Ukraińcy zabili cywili w Buczy, żeby potem oskarżyć o to Rosję. I teraz ta wersja obowiązuje wszędzie. Jeśli Ukraińcy odkryją masowe groby w miejscu, gdzie byli Rosjanie, Moskwa mówi "prowokacja". Jeśli Moskwa wie od armii, że gdzieś żołnierze rosyjscy mogli "przesadzić z zaczystką", to ostrzega o planowanej "ukraińskiej prowokacji z masowymi grobami, za które odpowiedzialność ma spaść na Rosję".

Te kilka pierwszych dni po Buczy były kluczowe. Wtedy dezinformacja musiała gdzieś w głębokiej sieci testować różne wersje. I najwyraźniej wyszło, że wersja z "prowokacją" dezinformuje najskuteczniej. Ale - zauważmy - testowali trzy różne, ale jednakowo spiskowe wersje wydarzeń.

Bowiem cechą charakterystyczną rosyjskiej dezinformacji, którą widzimy teraz, jest to, że korzysta z wątków, które były chlebem powszechnym teorii spiskowych, gdzieś w niszowych gazetkach, małych grupkach w internecie. Już lata temu Rosjanie musieli odkryć, że to się sprawdza, że jest skuteczne.

Rosja świadome używa teraz teorii spiskowych do komunikacji z odbiorcami u siebie i na świecie. Od wojny widzimy zmianę – nagle nawet w publicznej tv słyszymy o spiskach, o laboratoriach broni biologicznej.

PIĘĆ POZIOMÓW ROSYJSKIEJ DEZINFORMACJI

Przekaz, że Ukraińcy to naziści, powtarzał się w czeluściach internetu od lat. Ale nie było go w mainstreamie.

Owszem, propaganda oskarżała w swoich mediach Ukrainę o rusofobię, o to, że toleruje u siebie grupy neonazistowskie. Ale żeby twierdzić, że cała Ukraina to naziści, to nie. No ale najechali na Ukrainę i wątek “Ukraina = naziści” stał się potrzebny. Więc go wyjęli z tej spiskowej szafy. Teraz to jest u nich komunikacyjna norma.

To pokazuje najnowsze osiągnięcie dezinformacji i propagandy: umieją wprowadzić teorie spiskowe do mainstreamu.

Bo poruszają się na wielu poziomach?

Tak, Amerykanie zdołali się już dorobić pewnej systematyzacji działań rosyjskiej propagandy i dezinformacji.

  • Pierwszy poziom - to politycy najwyższego szczebla. Oni mogą przekaz kreować i przetwarzać.
  • Kolejny poziom - to media rządowe i wspierane przez władze. Tuba propagandowa. Podejmują to, co powiedziała władza, i rozwijają wedle propagandowo-dezinformacyjnych schematów.

Te dwa poziomy obserwuje OKO.press w swoim cyklu GOWORIT MOSKWA

  • A poniżej są portale i blogi. I na tym poziomie przekaz rosyjski sączy się już do innych krajów - bo są to portale stworzone na potrzeby lokalnych rynków (np. w krajach bałtyckich, w Polsce). Mogą być małe i mogą nie mieć wyraźnych związków z Rosją. Wystarczy, że są podatne na rosyjską narracje i ją szerzą. Trzeba jednak wyraźnie oddzielić od mediów, które są jawnie przez Rosję finansowane – bo te akurat nie są.
  • Dalej są oczywiście media społecznościowe - a w nich trolle i boty, które nie tylko powielają rosyjski przekaz, ale umacniają go dowodami anegdotycznymi. Jeśli np. propaganda stawia na watek, że "Ukraińcy są niewdzięczni", to na tym poziomie pojawi się historia cioci, która przyjęła uchodźców, a ci ją źle potraktowali. Na tym poziomie szerzy się też zwykła mowa nienawiści.
  • Ostatni poziom, mało widoczny w tej wojnie - ale posługuję się tu generalną klasyfikacja stworzoną jakiś czas temu w Stanach - to ataki hackerskie.

O WOWIE I KOLI

Z tego wynika, że najbardziej niebezpieczny jest dla nas poziom trzeci, bo tamtędy szerzy się dezinformacja zgodnie z rytmem podawanym z góry?

Powinniśmy jednak przede wszystkim patrzeć na dezinformację jak na dobrze naoliwioną machinę. To jest cała infrastruktura. Te poziomy ze sobą współpracują. Polityk poddaje nowy wątek, czołowi propagandyści w telewizji go podejmują, a potem wszystko to schodzi w dół. A równocześnie różne nowe narracje są testowane w sieci, jeśli okażą się skuteczne, wędrują na poziom pierwszy i drugi, gotowe do użycia.

Przekaz kalibrowany jest do potrzeb odbiorcy.

Jak w tym filmiku wyjaśniającym przyczyny agresji na Ukrainę a przygotowanym dla dzieci. Powstał już 5 marca, więc musiał być oparty na istniejących schematach komunikacyjnych. Mały Rosjanin zabrał małemu Ukraińcowi patyk, którym ten bił dzieci. Zabrał i połamał - i został przez to oskarżony przez inne dzieci o agresję. Potem jest komentarz, że tak właśnie było z Ukrainą.

Jaki to mógł być schemat komunikacyjny?

Rosjanie testowali różne rzeczy. Myślę, że przykładem tego są spiskowe teorie dla dzieci w postaci filmików umieszczanych na stronach z treściami dla dzieci, jak np. stronach z bajkami online. Na przykład o szkodliwości szczepień. “Nie wierzcie lekarzom” - apelowały. “Nie pozwólcie rodzicom Was zaszczepić”. To sobie od dawna krążyło po sieci.

Nawet jeśli nie rosyjska dezinformacja to produkowała, to mogła sobie zbadać, co działa, a co nie. Ale filmik o Wani, który pada ofiarą Koli i jego złych kolegów z Zachodu, to już ich dzieło. Zrobili go dla Rosjan, czyli na własny rynek.

To działa na masową skalę, dlatego polskie portale i fora spiskowe są już zainfekowane rosyjską narracją. Bardzo niepokojące, że doszliśmy do takiej sytuacji.

JAK DEZINFORMACJA UDAJE POBOŻNOŚĆ

Jawnie prorosyjskie strony zostały już w Polsce zablokowane, nie mamy już np. Sputnika. Ale dzisiaj trafiłam na jeszcze niezablokowaną stronę z rosyjską propagandą. Jak większość podobnych portali – religia i teorie spiskowe są przekazywane równolegle. To jest dość typowy schemat.

Ale po co?

Opakowywanie przekazu spiskowego w komunikaty religijne jest najwyraźniej skuteczne. Odbiorca treści tego portalu to prawdopodobnie osoba w średnim wieku, niezbyt biegła w kwestiach medialnych, o płytkiej wiedzy religijnej i głębokich religijnych potrzebach. Taka osoba z ufnością przeczyta artykuł o Zielonych Świątkach. A potem jeszcze coś, co w tym przyjaznym dla niej środowisku się znajduje. Dziś to był artykuł o kryzysie żywnościowym na świecie i o tym, jak i przez kogo jest on sterowany. Otóż przez Amerykanów i Unię Europejską. Oraz Billa Gatesa.

Niby każdy może sobie napisać taki tekst. Ale tego samego dnia RIA Nowosti opublikowała materiał o bardzo podobnej treści “Rosja nie spowodowała kryzysu żywnościowego na świecie”.

To co to znaczy?

Że dezinformacja eksploatuje wątek kryzysów? Sprawdza, czy wątek “kryzysu żywnościowego” zadziała w Polsce? Czy lęki wywołane rosnącymi cenami żywności są już dostatecznie silne, by na tym grać?

Nie wiemy tego – ale widzimy, że ten przekaz – podpowiedziany przez RIA – oparty jest na teorii spiskowej, że światem rządzi tajny rząd, który swoimi machinacjami chce skrzywdzić prostych ludzi. To stosunkowo stara teoria spiskowa teraz odkurzona i wykorzystana przez Rosjan.

Ktoś na to zużył dużo wysiłku i pieniędzy, żeby zainspirować ten mały “religijny” portal.

ANTYSEMITYZM, SOJUSZNIK DEZINFORMACJI

Już carska Ochrana wiedziała, że “Protokoły mędrców Syjonu” dobrze się sprzedają.

Wątki tajnego rządu światowego (“elity z Davos”), który chce podporządkować sobie ludzi, krążył od dawna nie tylko w małych broszurkach, ale i po sieci. Tyle że w niszach. Rosyjska propaganda i dezinformacja używają go jako wehikułu swojego przekazu.

Tak samo jak watek o tajnych laboratoriach, w których produkuje się broń, najlepiej z krwi niewinnych.

Antysemityzm?

Stwierdzenie, że za czymś “stoją Żydzi”, jest elementem 90 proc. teorii spiskowych. W zasadzie po tym się je poznaje.

Wedle oficjalnego, mainstreamowego rosyjskiego przekazu, Amerykanie w ukraińskich laboratoriach testują broń biologiczną wyhodowaną na słowiańskiej krwi po to, by roznosić ją przy pomocy nietoperzy. Ma atakować wyłącznie Słowian. A nazizm, w tym “ukraiński nazizm”, jest wytworem Żydów, bo Hitler, tak jak Zełenski był Żydem.

To nie są historyjki ze spiskowych kont, tylko oficjalny przekaz rosyjskich mediów i polityków. Wątek antysemicki wpuścił do debaty szef dyplomacji Federacji Rosyjskiej Ławrow

Dezinformacja używa teraz na raz krążących po świecie teorii spiskowych. Wzmocniła je poprzez przekaz za pośrednictwem polityka i głównych mediów. W ten sposób tłumaczy rosyjską agresję na Ukrainę: to Zachód, który jest przedstawicielem “rządu światowego” (albo sam jest tym rządem), wzbudził nazistowskie nastroje w Ukrainie i uzbroił ją, by przejąć kontrole nad Rosją w imieniu Żydów.

Wiem, że tak jest, bo codziennie to oglądam. Ale przecież to są zupełne brednie.

To, czego rosyjska dezinformacja nauczyła się w ciągu ostatnich robić skutecznie, to właśnie przenosić te brednie do mainstreamu. Nawet w pandemii jeszcze się to im nie udawało. Opowieści o sztucznie wytworzonym w laboratoriach wirusie, o spisku Big Pharmy, nie wchodziły do głównego obiegu.

Teraz natomiast spokojnie ogłasza to na konferencji prasowej generał broni Igor Kirilłow, szef wojsk ochrony radiochemicznej i biologicznej Sił Zbrojnych FR.

A rozważania o tym, że prezydent Zełenski jest Żydem, co świadczy o tym, że jest nazistą, krążą sobie zupełnie spokojnie, a promuje je Ławrow.

PROSTO, POWTARZALNIE, PRZEWIDYWALNIE – LUDZIE LUBIĄ PIOSENKI, KTÓRE ZNAJĄ

Putin miał przeprosić Izraelczyków za Ławrowa.

Ale tam, gdzie ten przekaz miał dotrzeć, dotarł.

Dezinformacja i propaganda wiedzą, że rozważań Putina i Ławrowa o wielobiegunowym świecie, który chcą zbudować najeżdżając na Ukrainę, prosty odbiorca nie kupi. A że to wszystko Żydzi wymyślili - już tak. I posługują się tym pewnie i bez skrępowania. W Rosji i na świecie.

A jeśli coś trafiło do głównych mediów i pada z ust ważnych polityków, to atak trolli, botów i prorosyjskich portali będzie bardziej skuteczny.

NOGA PUTINA

Bo dobrze, a historia z nogą Putina: został pokazany, jak zakazuje ataku na Azowstal. Wydaje Szojgu rozkaz, a jednocześnie nie jest w stanie zapanować nad dygotaniem nogi. To było przed Wielkanocą. Teraz już go tak nie pokazują - albo stolik zasłania mu nogi, albo filmują go pod kątem i dynamicznie, tak że nie widać podskakującej nogi.

Co to było?

Rzeczywiście, to raczej nie był przypadek. Ale co testowali? Może chodziło o pokazanie, że Putin jest na granicy cierpliwości? Może testowali, czy Zachód to kupi, że Szalony Putin zaraz nie wytrzyma i zaatakuje?

Cokolwiek to było, nie zadziałało. Więc noga zniknęła. Jednocześnie propaganda dysponuje ogromną liczbą dobrych nagrań, gdzie Putin wygląda na poważnego, niebezpiecznego, ale i kontrolującego się polityka. Mogli testować. Tym razem to zauważyliśmy, bo poważniej traktujemy rosyjską dezinformację.

Przeczytaj także:

JAK DEZINFORMACJA ATAKUJE W POLSCE

Porozmawiajmy więc o rosyjskich narracjach dezinformacyjnych. Co z tego dociera do Polski?

W Polsce Rosjanie stawiają wyraźnie na podział MY - ONI i wzmacniają go.

Ten podział jest naturalny, ludzie różnią się w poglądach: na szczepionki, na wojnę, na pomoc Ukrainie. Rosyjska dezinformacja eskaluje ten spór do poziomu, w jakim rozmowa przestaje być możliwa, a społeczeństwo staje się bezbronne wobec spiskowych argumentów. Nie może działać, nie może się np. skutecznie bronić przed pandemią.

Rosjanie musieli już sprawdzić, że to w Polsce działa.

Podział MY - ONI jest teraz wykorzystywany przy opowieści o wojnie w Ukrainie. My, Polacy i oni, Ukraińcy. Dobrze sprzedają się opowieści o konfliktach historycznych, wspomnienia Wołynia’43, ale też straszenie problemami ekonomicznymi. Te wszystkie opowieści, że Ukraińcy dostają więcej, niż Polacy, że pozbawiają nas pomocy państwa itd.

Te opowieści się niosą, bo napędzają je najprawdziwsze lęki i racjonalne obawy. O sytuację mieszkaniowa, o rynek mieszkań, o inflację. Informacje, że dla Polaków nie wystarczy, że Polak z nowotworem nie będzie leczony, bo Ukraińcy wyprzedzą go w kolejce - będą się szerzyć.

Teraz gra idzie o dehumanizację uchodźców z Ukrainy. Kiedy przestaniemy im współczuć, dużo łatwiej uwierzymy w to, co podsuwa nam dezinformacja.

Popularny w polskiej sieci jest wątek UkroPolin – że polski rząd służący Żydom i Amerykanom tworzy tutaj Ukrainę. Że robią to lewaccy liberałowie od multikulti i rusofobiczni narodowcy, którzy chcą katolickiego państwa słowiańskiego. I oni doprowadzą do tego, że Ukraińcy dostaną więcej niż Polacy. Równolegle krążyła specjalna grafika – ile dostaje ukraińska matka a ile polska (wyliczenia oczywiście fałszywe). Narracje o pieniądzach bardzo się przedzierają. Bo teraz ludzie boją się o pieniądze, o inflację, że państwo ich nie wesprze.

Ale istotą rzeczy jest tu teoria spiskowa. Tajne plany złych ludzi. Wstrętne machinacje tych, co źle życzą “zwykłym Polakom”.

JAK SIĘ BADA DEZINFORMACJĘ?

Jeśli więc boimy się kryzysu, inflacji, wojny, stajemy się podatni na dezinformację?

Dezinformacja rosyjska cały czas szuka wehikułu, który poniesie jej przekaz. Właściwych emocji, właściwej osoby do przedstawienia opowieści, właściwego narzędzia komunikacji.

Wykorzystuje to, co jest, dokleja coś do tego albo eskaluje.

Przepraszam, ale to brzmi jak teoria spiskowa...

A nie mówiłam, że nie należy za dużo kontaktować się z nieprzetworzoną rosyjską propagandą? Od tego spiski widzi się wszędzie. My na to patrzymy inaczej: jeśli jakiś przekaz do nas się przedarł, a widać go też np. w rosyjskim mainstreamie, to ktoś włożył w to spory wysiłek i dużo pieniędzy. Przetłumaczył, opłacił, zainspirował autora przekazu. W większości przypadków dezinformacja inwestuje w jakiś wątek, bo wie, że jest skuteczny.

My zatem musimy się temu przyjrzeć: co to za narracja? Jakimi elementami się posługuje? Jakiego języka używa? Do kogo kieruje przekaz?

Tak zbieramy cechy przekazu dezinformacyjnego.

Skoro badamy teraz rosyjską dezinformację, to wiemy też, co się jej nie udało?

Nie udało się przebić z przekazem, że nie ma żadnej wojny w Ukrainie, tylko “operacja specjalna”. Nie udało się wmówić, że chodzi o “denazyfikację”. Nie zadziałała wrzutka, że do Polski przed wojną uciekają młodzi mężczyźni (widzieliśmy takie próby).

Ale już z laboratoriami zajmującymi się bronią biologiczną w Ukrainie się udało. I to nie tylko w Polsce, ale na świecie. Z badania Brookings wynika aż 13 podcasterów z TOP 100 podjęło ten wątek. To stosunkowo stara teoria spiskowa teraz odkurzona i wykorzystana przez Rosjan.

Na te wojenne wrzutki byliśmy chyba odporni dzięki głębokiemu emocjonalnemu zaangażowaniu po stronie zaatakowanego kraju.

Pozytywne emocje bronią przed teoriami spiskowymi. Rosyjska dezinformacja takie rzeczy już wie i to, jak sądzę, od dawna. Więc będzie próbować przebić się przez ten mur solidarności i wsparcia.

O CO CHODZI Z AGRESJĄ POLSKI NA UKRAINĘ?

A możemy zgadnąć, co pojawi się wkrótce?

Obstawiam, że niebawem spróbują sprawdzić, czy nie da się wzmocnić w Polsce w destrukcyjny sposób debaty o aborcji. Rosyjska dezinformacja zaczęła stawiać na ten watek po informacji, że amerykański Sąd Najwyższy unieważni wyrok Roe v. Wade legalizujący aborcję w Stanach. Rosja bardzo wyraźnie liczy na to, że ta sprawa odciągnie uwagę społeczeństwa amerykańskiego od wojny w Ukrainie.

To prawda, rozważania na ten temat pojawiają się już w głównych rosyjskich mediach

Mogą sprawdzić, czy to zadziała też w Polsce. Żeby było jasne, prawo do aborcji to prawdziwy i bardzo ważny temat. Ale właśnie dlatego rosyjska dezinformacja może go wykorzystać. Wie, że człowiek ma ograniczone możliwości przetwarzania angażujących emocjonalnie informacji.

Zapytam jeszcze o watek polskich roszczeń wobec Ukrainy. W Polsce o tym chyba nie słychać, ale od co najmniej kilkunastu dni rosyjska propaganda – szef wywiadu, szef Dumy, były prezydent Miedwiediew, telewizja, państwowe agencje informacyjne – trąbi o tym bez przerwy. Że Polska pomaga Ukrainie tylko po to, żeby przejąć jej zachodnie terytoria. Rosyjski wywiad dysponuje w tej sprawie dokumentami i wie o tajnych porozumieniach Polski z USA. Co to jest?

Pokażę, jak się do tego dobrać:

Czy to jest wątek powtarzalny? Tak. Propaganda i dezinformacja się do tego przygotowywały. Było przed wojną w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej sporo artykułów o konflikcie polsko-ukraińskim, o tym, że Polacy tęsknią za ukraińskimi Kresami i chcieliby je mieć z powrotem. Były też opowieści o roszczeniach Polski wobec Białorusi - że ją też Polska chciałaby napaść (chwilowo wątek nieużywany).

Czy to jest watek spiskowy? Tak. Propaganda mówi nam, że ujawnia ukrytą prawdę, utajnione mechanizmy zdarzeń.

O jaką narrację tu chodzi? O to, że

  • Ukraina to nie jest prawdziwy naród i prawdziwe państwo. To jest coś pomiędzy Rosją a Zachodem, do podziału.
  • Roszczenia terytorialne wobec jakiegoś państwa to norma w stosunkach dyplomatycznych. Rosja zachowuje się tak jak Polska
  • Ukraińcy to naziści, więc ich państwo słusznie należy znieść.
  • Zachód jest fałszywy. Niby pomaga, a tak naprawdę chce napaść.
  • Polska jest fałszywa, nie należy ufać Polakom

Jakich metod używa się tu? Najpierw Rosjanie twierdzili, że Polska ma roszczenia, teraz podają fabrykacje o rzekomo istniejących dokumentach.

Kto jest adresatem? Raczej Rosjanie. I Ukraińcy oczywiście Ale dezinformacja może testować polską podatność na opowieści, że “nam się Lwów należy”.

Ale chyba świadczy to także o tym, że polska pomoc dla Ukrainy bardzo się Rosji nie podoba?

Może. Ale przestrzegałabym przed wyciąganiem wniosków o faktach na podstawie rosyjskiej dezinformacji. Mamy tu klasyczną wielowątkową teorię spiskową. Użyli jej, bo uważają, że przynajmniej w Rosji to zadziała. A jak zadziała poza Rosja – to sobie sprawdzą.

W naszych mediach deprecjonuje się tę propagandę. Że głupia. Że prosta.

Ale to nie to chodzi. Nie musi być superprzekonująca. Dla Rosjan, którzy już nie mają innych źródeł informacji, to co podają rosyjskie media, jest prawdą. Dla nas to może być świat równoległy. To nie szkodzi. Oni nie żyją w naszym świecie.

Od początku napaści Rosji na Ukrainę śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami? Nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziesz pod tym tagiem.

Grafika: rozbłysk a w srodku oko (Saurona?)
Rosyjska propaganda: rys. Weronika Syrkowska/OKO.press

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne