0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
16 lutego 2022

Pranie informacji i pożyteczni idioci. Dezinformacja coraz bardziej wyrafinowaną bronią [RAPORT]

O wykrywaniu dezinformacji można dziś powiedzieć tylko jedno: łatwo już było. Mamy do czynienia z coraz bardziej wyrafinowanymi metodami zniekształcania przekazu. Przykład: kampania z żarówką. Czas, kiedy używano przede wszystkim botów czy trolli, już minął

Wydrukuj

Takie wnioski płyną między innymi z dokumentów specjalnej komisji Parlamentu Europejskiego, badającej zagrożenia dla demokracji. Zaś wydarzenia w Polsce dostarczają najświeższych przykładów użycia tego rodzaju metod – choćby w słynnej już kampanii „z żarówką”, dotyczącej cen energii.

Wojna informacyjna zmieniła się w ostatnich latach. Nowym trendom w tej dziedzinie przyjrzeli się autorzy analiz wykonanych dla działającej w Parlamencie Europejskim Komisji Specjalnej ds. Obcych Ingerencji we Wszystkie Procesy Demokratyczne w Unii Europejskiej, w tym Dezinformacji (oficjalny skrót – Komisja INGE).

Zmuszają one do skorygowania powszechnej wiedzy na temat zagrożeń informacyjnych. Co nas czeka, co już się dzieje i z jakimi rodzajami zniekształceń informacyjnych będziemy mieli do czynienia?

Zmiana strategii

Instytucje unijne od kilku lat nastawiły się na wykrywanie zagranicznych źródeł dezinformacji i starają się ograniczać ich działania. To sprawiło, że państwa i podmioty, używające dezinformacji jako narzędzia wpływu - zmieniły strategię.

Dziś albo konstruują skomplikowany łańcuch powiązań, by wyprać fałszywą informację - czyli zaciemnić jej rzeczywiste pochodzenie i sprawić, że wyda się wiarygodna - albo korzystają z podmiotów krajowych, których zagranicznych powiązań nie da się łatwo ustalić. Często są to podmioty związane ze skrajną prawicą.

Rośnie również znaczenie tzw. pożytecznych idiotów – osób nieświadomie promujących interesy innych państw, na przykład Rosji czy Chin, a także polityków, szerzących nieprawdziwe treści we własnym interesie.

Zwraca uwagę także swoista „narracyjna międzynarodówka” - bardzo podobne do siebie narracje są prawie jednocześnie rozpowszechniane w iluś państwach na świecie. Widać to zarówno, gdy analizuje się kampanie nienawiści przeciwko osobom LGBT, jak i te uderzające w migrantów czy inne grupy mniejszościowe.

Środowiska LGBT atakowano nie tylko w Polsce. Konwencja stambulska o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet stała się wrogiem prawicy zarówno u nas, jak i na przykład w Bułgarii. A teorie spiskowe obwiniające Żydów za pandemię koronawirusa pojawiły się i w Europie, i w USA. Przy czym wielokrotnie podczas takich międzynarodowych „ataków narracyjnych” widoczne było zaangażowanie Rosji.

Zatarty podział na prawdę i fałsz, czyli kampania „z żarówką”

Autorzy analizy na temat wpływu dezinformacji i propagandy na demokrację zwracają uwagę, że w wielu dzisiejszych kampaniach dezinformacyjnych traci znaczenie podstawowy podział na prawdę i fałsz.

Dlaczego? Ponieważ coraz rzadziej używa się fałszywych informacji. Kampanie raczej opierają się o stwierdzenia nieweryfikowalne, na przykład dotyczące przyszłości (choćby: „Unia Europejska podzieli się na pół w ciągu pięciu lat”), albo korzystają z prawdziwych danych, tyle że pozbawionych kontekstu, przedstawianych w sposób zmanipulowany lub selektywny.

Doskonałym przykładem tego rodzaju metod zniekształcania przekazu jest słynna polska kampania „z żarówką”, zrealizowana przez polskie spółki energetyczne. Opiera się ona na jednym przekazie: że 60 proc. kosztów produkcji energii to opłata klimatyczna Unii Europejskiej, dlatego unijna polityka klimatyczna oznacza „drogą energię i wyższe ceny”.

Dla przeciętnego odbiorcy wniosek jest oczywisty: „Płacę więcej za prąd - to wina Unii”. Ze szczegółowych analiz, dementujących tę kampanię, wiadomo jednak, że w rzeczywistości opłata klimatyczna to nie 60, lecz 20 procent ceny, jaką widzimy na rachunku.

Czy więc kampanijny przekaz to typowy fake news? Otóż nie do końca. Na grafikach użyto bowiem określenia „koszty produkcji energii”, a te są tylko częścią całościowych kosztów, jakie ponosimy, płacąc rachunki za prąd - pokrywamy jeszcze koszty dystrybucji i inne opłaty oraz marże spółek energetycznych.

Jeśli więc w kosztach produkcji energii rzeczywiście opłata klimatyczna stanowi ok. 60 procent, to w całościowych kosztach energii spada ona do ok. 23 procent. Ale tego w kampanii nie wyjaśniono, pozwalając, by na odbiorców oddziaływała zarówno wysoka liczba, jak i rysunek żarówki, której większa część pomalowana jest w kolorach Unii Europejskiej.

Dlaczego to doskonały przykład zmian w metodach zniekształcania przestrzeni informacyjnej? Ponieważ tę kampanię zrealizowano dokładnie tak, jak opisują to unijni analitycy: posłużono się prawdziwą daną (60 procent), tyle że wyjętą z kontekstu i użytą w taki sposób, by zasugerować odbiorcom coś niezgodnego z prawdą.

Teraz, kiedy autorom kampanii zarzuca się przekłamanie, wyjaśniają, że podali prawdziwe dane – i kontynuują swój przekaz.

Celem takich działań zazwyczaj nie jest zmiana poglądów odbiorców, lecz pogłębianie podziałów społecznych lub „zamulanie”, czyli tworzenie chaosu i zamieszania.

Pod wpływem takich przekazów przeciętny człowiek nie jest w stanie ustalić, co jest prawdą, a co nie. Twórcy kampanii „z żarówką” zapewne wiedzieli o wysokim poparciu Polaków dla członkostwa w Unii Europejskiej i raczej nie mogli liczyć na zmianę tego nastawienia. Ale mogli doprowadzić do informacyjnego chaosu, w którym zagubi się odpowiedzialność polskich władz za rosnące ceny energii. I zdaje się – ten cel udało im się osiągnąć.

Fałszowanie rzeczywistości na wielką skalę

Zmieniły się także internetowe trolle. Wcześniej posługiwały się dość prostymi schematami sieciowej aktywności. Dziś zamiast nich mamy coraz bardziej rozwinięte nieautentyczne konta internetowe, na których ukierunkowane przekazy polityczne przeplatają ze zwykłymi, codziennymi postami – całość ma wyglądać tak, jak gdyby konto prowadził autentyczny użytkownik platformy społecznościowej.

Rośnie rola tzw. fałszywych person – sztucznych postaci, istniejących wyłącznie w internecie, które jednak sprawiają wrażenie autentycznych i wiarygodnych. Udają ekspertów, pisarzy, dziennikarzy. Co więcej - powstają też fałszywe think tanki i organizacje obywatelskie, wszystkie w oparciu o nieistniejących działaczy.

Z badań Uniwersytetu Stanforda wiadomo, że taką metodą posługiwał się między innymi rosyjski wywiad wojskowy GRU w operacjach wymierzonych przeciwko Ukrainie i Stanom Zjednoczonym.

Zaś słynna rosyjska fabryka trolli Internet Research Agency (IRA) zastawiała pułapki na dziennikarzy. Opłacała działający w Europie portal Peace Data, który podawał się za niezależny lewicowy serwis informacyjny i zatrudniał rzeczywiście niezależnych dziennikarzy, by ci swoimi materiałami uwiarygadniali resztę publikacji.

Autorzy nie mieli pojęcia, że w rzeczywistości płaci im rosyjska IRA. Ten sam modus operandi wykorzystano w przypadku aktywnego w amerykańskiej przestrzeni informacyjnej portalu Newsroom for American and European Based Citizens (NAEBC) - wspierającego Donalda Trumpa - z siedzibą rzekomo na Węgrzech.

Tu także zatrudniono dziennikarzy, tym razem z USA, którzy współpracowali z portalem nie mając świadomości, że pracują dla IRA.

Z podobną metodą uwiarygodnienia dezinformacyjnych treści za pomocą rzetelnych materiałów dziennikarskich mamy do czynienia w Polsce – tyle że w tym przypadku materiały są po prostu kradzione i publikowane na portalu bez zgody redakcji czy autorów.

Chodzi o Niezależny Dziennik Polityczny, którego bezprawne działania opisywałam wcześniej na łamach OKO.press. Portal przedrukowuje bez zgody także nasze publikacje – i nie ma możliwości skutecznego przeciwstawienia się temu, ponieważ redakcja Niezależnego Dziennika Politycznego… nie istnieje.

Dokładnie tak jak opisano w unijnych dokumentach – stworzono fałszywe persony i nieistniejącą redakcję. Jedyne, co istnieje, to strona internetowa.

Komercyjne trolle i politycy

Analitycy zwracają też uwagę na proceder tworzenia komercyjnych farm trolli przez agencje marketingowe i PR-owe. Można je zwyczajnie wynająć i zrealizować najróżniejsze sieciowe operacje wpływu.

Jedną z najbardziej znanych jest polska firma „[email protected]”, której farmę trolli ujawnił w 2019 roku „Newsweek” (firma zaprzeczyła tym doniesieniom).

To oczywiście niejedyny przypadek komercyjnych farm. Tworzą je dziś najczęściej firmy krajowe, a nie – jak wcześniej rosyjska IRA – podmioty zagraniczne. Widzimy tu kolejny nowy trend w wojnie informacyjnej: opieranie się na lokalnych przedsiębiorcach, którzy realizują dezinformacyjne operacje na zlecenie i umożliwiają ukrycie się rzeczywistych zleceniodawców. To jedna z metod tzw. prania informacji.

Coraz częściej dezinformują też politycy. Najbardziej znany przypadek to oczywiście wypowiedzi i tweety Donalda Trumpa. Jak piszą analitycy: „ówczesny prezydent USA Donald Trump, jego dwaj starsi synowie i inni związani z nimi prominentni amerykańscy politycy byli najbardziej płodnymi producentami dezinformacji, związanej z wyborami prezydenckimi w USA”.

W Polsce z dezinformacją systemową, wspieraną przez rządzących polityków, mamy do czynienia praktycznie codziennie.

Narracyjna międzynarodówka przeciw LGBT

Unijna analiza operacji dezinformacyjnych pozwala porównać, jakie fałszywe przekazy funkcjonują w konkretnych państwach. Okazuje się, że często mamy do czynienia ze swoistą „międzynarodówką narracyjną” – podobne do siebie narracje pojawiają się nagle w wielu krajach niemal jednocześnie, dzieląc społeczeństwa i generując chaos.

Doskonale obrazują to badania dotyczące kampanii przeciwko osobom LGBT oraz przeciwko migrantom i innym grupom mniejszościowym. Zidentyfikowano w nich Kreml jako oczywisty podmiot, zaangażowany w rozpowszechnianie narracji przeciw LGBT. Władze Rosji szerzą takie treści we własnym interesie politycznym. Najczęściej posługują się dwoma przekazami:

  • Pierwszy, to wizja skorumpowanego i zdegradowanego Zachodu, który przez promowanie osób LGBT chce „kolonizować” inne państwa, zwłaszcza Europę Środkowo-Wschodnią.

W tym przekazie zachodnie elity są zepsute, niemoralne i antyrodzinne, zaś władze Rosji przedstawiane są jako te, które gwarantują zachowanie tradycyjnych wartości. Nie przez przypadek w rosyjskich mediach funkcjonuje określanie Europy jako „gejropy” – słowo to pojawiało się nawet w wystąpieniach rosyjskich dyplomatów.

  • W drugim, osoby LGBT przedstawiane są jako zagrażające dzieciom - z powodu „perwersji seksualnych”, edukacji seksualnej, „drapieżnego zachowania” czy wprost – jak można usłyszeć w Polsce – z powodu pedofilii.

Natomiast Rosja prezentowana jest jako ostoja tradycyjnych wartości, państwo prorodzinne i wybawca wszystkich tych Europejczyków, którzy chcą się ochronić przed liberalnym Zachodem.

Manipulowanie rodzicami

Podobieństwa narracyjne widać także w atakach na konwencję stambulską, dotyczącą zwalczania przemocy domowej wobec kobiet.

W Bułgarii, w reakcji na jej ratyfikację oraz na przyjęcie Strategii na rzecz Dziecka zbudowano narrację o tym, że dzieci będą masowo zabierane rodzicom, po czym będą sprzedawane do krajów skandynawskich (najczęściej wymieniano Norwegię). Trafią tam do par homoseksualnych, które będą je wykorzystywać seksualnie.

Wyssana z palca historia stała się tak popularna, że rodzice zabierali swoje dzieci ze szkół - bojąc się, że już nie wrócą z nich do domów.

Co ciekawe - prezentowanie państw europejskich jako tych, których obywatele molestują dzieci, okazało się powszechne także na rosyjskich stronach internetowych.

Opisane wyżej narracje (poza porywaniem dzieci) znamy z polskiego podwórka. Wyraźnie zaznaczmy: są one nieprawdziwe, opierają się na dezinformacji i manipulacji. Niestety, są wykorzystywane politycznie i to nie tylko przez Rosję.

W 2019 roku w Polsce politycy koalicji rządzącej prowadzili systemową kampanię nienawiści wobec „ideologii LGBT” – chodziło o wykreowanie wroga, aby zmobilizować wyborców do głosowania na prawicę. Już wtedy głośno mówiono o podobieństwach tego ataku do sytuacji w Rosji, gdzie w 2013 roku wprowadzono ustawę zakazującą tzw. „propagandy homoseksualnej”.

Z moich badań internetu wynikało także, że społeczny grunt w Polsce pod narrację anty-LGBT przygotowały środowiska skrajnie prawicowe oraz prorosyjskie. Zaś próby uchylenia konwencji stambulskiej powtarzają się w naszym kraju niemal cyklicznie.

Dezinformacja – broń przeciw mniejszościom

„Chociaż dezinformacja stała się wszechobecna, można ją uznać za kolejne narzędzie wykorzystywane do atakowania słabszych grup społecznych” – zauważają autorzy innego raportu, tym razem dotyczącego kampanii adresowanych przeciwko migrantom i mniejszościom na terenie UE. Powstał on przed kryzysem granicznym w Polsce – dziś można by dopisać do tej analizy kolejne akapity.

Najczęściej atakowani są Romowie, migranci (zwłaszcza muzułmańscy) oraz Żydzi. „Romowie są ofiarami dezinformacji lokalnej, krajowej, podczas gdy migranci i społeczność żydowska są celem Kremla” – wskazali autorzy raportu.

Jednocześnie zauważono, że w tych narracjach także wykorzystywane są już nowe mechanizmy dezinformacyjne: niewiele przekazów jest całkowicie sfabrykowanych, większość polega na selektywnym wyborze faktów, ich specyficznej interpretacji oraz na wyrażaniu opinii, a nie twierdzeń.

W ramach operacji dezinformacyjnych podczas pandemii COVID-19 grupy mniejszościowe wskazywano jako głównych roznosicieli koronawirusa. Dotyczyło to zarówno osób LGBT, jak i migrantów muzułmańskich (np. we Włoszech i Hiszpanii), zaś część teorii spiskowych dotyczących koronawirusa miało podtekst antysemicki.

Badania wykazały również podobieństwa przekazów serwowanych przez aktywistów skrajnej prawicy i przez Kreml.

Tego rodzaju kampanie, uderzające w słabsze grupy społeczne, przyczyniają się do wzrostu nienawiści, mogą więc generować realne zagrożenie dla ich członków. Ale jednocześnie oddziałują negatywnie na całe społeczeństwo.

Niszczą wspólnotową solidarność i tolerancję, naruszając tym samym fundamenty demokracji, która nie jest w stanie dobrze funkcjonować bez zaufania społecznego.

Nowe, wyrafinowane metody manipulacji i dezinformacji są coraz groźniejsze także dlatego, że część polityków uznała, iż może za ich pomocą realizować własne cele. Tylko co się stanie ze zmanipulowanym społeczeństwem?

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, specjalizuje się w analizie dezinformacji. Z OKO.press współpracuje od 2017 roku. Autorka książki "Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne