0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Attila KISBENEDEK / AFPFot. Attila KISBENED...

Zbigniew Ziobro po otrzymaniu azylu w Budapeszcie w styczniu 2026 r. opowiedział dziennikarzowi anegdotę o zakupach spożywczych na Węgrzech: „Miałem jeszcze wtedy czynną kartę bankomatową [z Polski]. Nie zdążyła mi ta prokuratura Tuska ją wyłączyć i kiedy ukazał się wybór czy w złotówkach, czy forintach, to nagle młody Węgier powiedział: «Polak friend» i dał mi piątkę do przybicia”.

Były minister sprawiedliwości, poszukiwany listem gończym w związku z 26 zarzuconymi mu przestępstwami, z pewnością

był „Polak-friendem” Wiktora Orbána.

Ziobro chętnie wtórował Jarosławowi Kaczyńskiemu, że prawica polska winna budować orbánowski „Budapeszt w Warszawie”. Rządy Fidesz i PiS-u wspólnie utworzyły w 2018 r. Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka. Zamiast programem merytorycznym Instytut zasłynął po interwencjach NIK wątpliwą księgowością i ekstrawaganckim gestem szefostwa.

Magyar nie jest przyjacielem

Niegdysiejszy szef Solidarnej Polski ewidentnie liczył, że w Budapeszcie przeczeka rząd Donalda Tuska i nie będzie musiał w ogóle odpowiadać przed sądem. Oczywiście 12 kwietnia 2026 r. okazało się, że to właśnie węgierski patron Ziobry jest wielkim wyborczym przegranym w Europie Środkowo-Wschodniej. Jak wiemy, Fidesz przegrał w imponującym stylu: opozycyjna partia TISZA zdobyła w węgierskim Zgromadzeniu Narodowym 141 mandatów na 199 możliwych. Tym samym Fidesz oddał TISZY konstytucyjną większość.

Nowy premier Węgier Péter Magyar postawił na kampanię antykorupcyjną, denuncjując na wiecach wyborczych ekscesy szesnastoletnich rządów Fideszu. Wiedział, co mówi, bo jest dawnym „insiderem” tego ruchu, wychowanym politycznie przez Fidesz. Rozstał się w ciągu kilku miesięcy z partią oraz z małżonką (ówczesną ministrą sprawiedliwości w rządzie Orbána), Judit Varga, którą później oskarżył publicznie o korupcję. Magyar zdobył tym samym unikalną wiarygodność w oczach węgierskiego elektoratu.

Politycznie i etycznie logiczne okazało się zatem dla Magyara zwrócenie się przeciwko zagranicznym sojusznikom Orbána, którym ustępujący premier stworzył w Budapeszcie wygodne życie na wychodźstwie. Wśród Polaków dotyczy to oczywiście Zbigniewa Ziobry, ale także byłego wiceministra sprawiedliwości u jego boku Marcina Romanowskiego. Obaj unikali do niedawna nad Dunajem polskiego wymiaru sprawiedliwości za domniemaną korupcję.

Magyar jeszcze przed wyborczą wygraną zapowiadał ekstradycję byłych ministrów z rządu Mateusza Morawieckiego. Po wygranej powtórzył obietnicę: „Mówiłem już, żeby nie kupowali mebli w Ikei, bo długo tu nie zostaną”. Wzmianka o Ikei może wydawać się niezbyt udanym żartem – w końcu szwedzka firma sprzedaje meble tanie. Niby czemu zatem beneficjenci korupcji mieliby akurat tam robić zakupy – a jednak wypowiedzi nowego premiera Węgier nie okazały się gołosłowne.

Chrześcijańska emigracja

Zbigniew Ziobro potraktował pogróżki ze strony nowego szefa rządu Węgier na tyle poważnie, że podjął udane starania o wyjazd do USA, pomimo unieważnienia mu polskiego paszportu przez rząd Donalda Tuska.

Rzecz dotyczy jednak nie tylko polskich uciekinierów, którym Fidesz przyznał azyl. Za Orbána Budapeszt stał się skupiskiem emigracji politycznej tzw. nowej prawicy.

I to nie tylko z Europy Środkowo-Wschodniej, lecz z obu stron Atlantyku.

Jest to emigracja szczycąca się nie tylko wrogością wobec liberalnej demokracji, ale także konfesyjnym światopoglądem podyktowanym podporządkowaniem „tradycyjnie” pojętemu chrześcijaństwu.

Sytuacja paradoksalna: Wiktor Orbán, zlaicyzowany kalwinista, rządzący krajem, gdzie niespełna 28 proc. ludności deklaruje przynależność do Kościoła rzymskokatolickiego, a mniej niż 43 proc. do jakiegokolwiek kościoła chrześcijańskiego, stał się ikoną i światowym opiekunem odrodzenia politycznego konserwatyzmu katolickiego w XXI wieku.

Co prawda w USA to niedawno nawrócony na katolicyzm wiceprezydent J. D. Vance firmuje renesans myśli politycznej zwanej „katolicyzmem MAGA”. Jednak jeszcze zanim Vance przyjął chrzest w 2019 r., Orbán już od ponad pięciu lat pełnił rolę guru narodowo-populistycznego katolicyzmu politycznego.

Wracając do władzy w 2010 r. po ośmioletniej przerwie, Orbán od początku przedstawiał siebie jako „nieliberalnego” (illiberal) demokratę.

A także jako najbardziej konsekwentnego budowniczego „chrześcijańskiej demokracji” na świecie.

W jego mniemaniu chodziło nie tyle o przynależność do transnacjonalnej „rodziny” partii chadeckich – ta rodzina, operująca pod nazwą Europejska Partia Ludowa, wymusiła na Fideszu w 2021 r. opuszczenie ich rzeszy – ile o nacjonalistycznie ujętą politykę pro-rodzinną, antymigracyjną oraz buńczuczny dyskurs obrony „cywilizacji chrześcijańskiej”.

Na tym tle należy czytać m.in. propagandę wojny kulturowej, którą Orbán wytoczył urodzonemu na Węgrzech George’owi Sorosowi – ikonie liberalnego internacjonalizmu. Wokół Orbána skupił się przez ostatnie szesnaście lat cały transnacjonalny ekosystem „nowej” prawicy chrześcijańskiej, z czasem przyjmującej miano „postliberalnej”, i wiążącej się coraz ściślej ze skoncentrowanym wokół osoby Donalda Trumpa amerykańskim ruchem MAGA.

Ustanowiony nieład

Na sześć dni przed kwietniowymi wyborami na Węgrzech, nagrodzony Pulitzerem dziennikarz Isaac Stanley-Becker opublikował na łamach „The Atlantic” tekst pt. Intelektualista z MAGA, który przepowiedział Królową Melanię (Stanley-Becker 2026).

Naświetla on postać Gladdena Pappina – mało znaną, a jednak kluczową dla rozwoju transnacjonalnego ekosystemu MAGA w ostatnich latach.

W przededniu pandemii Pappin był naukowcem i humanistą, adiunktem starającym się o zdobycie gwarancji stałej posady na małym katolickim Uniwersytecie Dallas w stanie Teksas. Absolwent oraz doktor (w zakresie myśli politycznej) Uniwersytetu Harvarda, Pappin współtworzył niszowe publikacje, do których pisywał, jak „Journal of American Greatness” (na wpół satyryczne pismo założone w 2016 r.), czy – po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA – już bardziej programowo nastawiony „American Affairs” (założony w 2017 r.). Zespoły tych czasopism utożsamiały się z jawnie antyliberalnym, jeśli nie wręcz „integralistycznym”, światopoglądem; łączyło je deklarowane dążenie do „wielkości Ameryki”.

Dwa wspólne mianowniki tworzyły spoiwo intelektualnego ekosystemu MAGA:

  • po pierwsze: antysystemowe myślenie gardzące liberalną demokracją, traktowaną jako ustanowiony „nieład”,
  • po drugie: konfesyjna tożsamość polityczna wielu członków tego środowiska. Te przekonania z czasem stały się nierozłączne.

Patrick Deneen, ikona intelektualistów MAGA, politolog z katolickiego Uniwersytetu Notre Dame, przytacza w „postliberalnym” manifeście Regime Change (Zmiana reżimu) z 2023 r. pojęcie

“ustanowionego nieładu”.

Deneen łączy to pojęcie z brytyjską legendą klasycznego liberalizmu Johnem Stuartem Millem, jednak bliższego rodowodu tego pojęcia należy szukać u francuskiego filozofa katolickiego Emmanuela Mouniera (zmarł w 1950 r.). Niegdyś związany z kolaboranckim Vichy, po wojnie Mounier jako redaktor naczelny wpływowego antyliberalnego pisma „Esprit” namawiał także katolików, by wspierali Bolesława Bieruta oraz ZSRR z racji „historycznej szansy” zjednania katolicyzmu i socjalizmu na gruncie powojennej Polski „Ludowej”.

Skąd w ruchu MAGA wzięło się słowo-klucz jednego z najsłynniejszych katolickich apologetyków przejęcia Europy Środkowo-Wschodniej przez ZSRR?

Przeczytaj także:

Światowa hybryda lewicowo-prawicowa

Odpowiedź na to pytanie z zakresu historii najnowszej wymaga naświetlenia podłoża tego XXI-wiecznego ruchu politycznego, łączącego Węgry z Brazylią, USA z Polską, Filipiny z Izraelem. Podobnie jak w dwudziestoleciu międzywojennym, zacierają się w XXI w. granice między prawicą a lewicą – naukowcy Stanley Bill i Ben Stanley piszą trafnie o rządach PiS-u jako przykładzie coraz częstszego światowego zjawiska „hybrydy lewicowo-prawicowej”.

Trafna diagnoza postliberalnego ekosystemu MAGA winna uwzględniać

  • zarówno historyczne przeplatania ruchów totalitarnych z chrześcijaństwem,
  • jak również sposób, w jaki neoliberalizm odmienił horyzonty pojęciowe starych kategorii typu „rewolucja”, „sprawiedliwość”, „rozwój”.
W skrócie: chodzi o chrześcijańską cybernetykę polityczną dostosowaną do materialnej i cyfrowej rzeczywistości XXI w.

Systemobójcza emigracja

Ważna jest nie spójność poglądów wedle tradycyjnej osi „lewica” – „prawica” – skądinąd mocno już zdezaktualizowanej spuścizny po Rewolucji Francuskiej – lecz definicja źródeł władzy suwerena nad ludem oraz zasady jej sprawowania.

A źródłem w dyskursie postliberalnym jest Bóg.

W celu ostatecznego rozprawienia się z „ustanowionym nieładem” konieczne są:

  • bezkompromisowa decyzyjność,
  • silna władza wykonawcza
  • oraz konsekwentny projekt gromienia prądów pluralistycznych sprzeciwiających się polityce wykluczenia.

Stąd m.in. Uniwersytet Środkowoeuropejski i Open Society Foundations George’a Sorosa zrównane są – w sposób zupełnie niekoherentny dla osób znających te środowiska od wewnątrz – ze znienawidzonymi np. przez amerykańskich Republikanów dyskursami „DEI” i „woke”.

Takie podejście sprowadza się do twierdzenia, że czasy umiarkowanej polityki demokratycznej są za nami, a pluralistów należy niszczyć, bo reforma umiarkowana toruje drogę „klęsce cywilizacyjnej”. Warto tu przytoczyć słowa Gladdena Pappina: „umiarkowana inspiracja w stylu [Edmunda] Burke’a dla umiarkowanej reformy działa w czasach umiarkowanie dobrych – i tylko wtedy”.

Orbán-ikona

Dziesięć lat temu, przed pierwszym wyborem Donalda Trumpa na prezydenta USA, mogłoby się wydawać, że takie myśli nie mają cienia szans na wcielenie w życie. Jednak już przed nadejściem pandemii „integralizm” i „postliberalizm” przestały być światopoglądami marginalnymi i znalazły się w mainstreamie „prawicowym” (cudzysłów konieczny, bo to przecież już nie ta sama prawica). Systemobójcze nastawienie, a nawet zacięcia monarchistyczne, stały się merytorycznymi elementami kanonu raczkującego transatlantyckiego eko-systemu MAGA.

Nim został formalnym transnacjonalnym patronem tych środowisk, Wiktor Orbán stał się ich ikoną programową – z prostej przyczyny. Od czasu powrotu do władzy w 2010 r. konsekwentnie lansował dla nowej prawicy model dwutorowego działania,

  • z jednej strony kooptując państwo prawa i zwalczając niezależne media, sądy i społeczeństwo obywatelskie,
  • z drugiej uprawiając politykę wojen kulturowych przeciwko migrantom, LGBT+, niechrześcijanom oraz Uniwersytetowi Środkowoeuropejskiemu.

Przejmowanie instytucji jednak nie wystarczyło: trzeba było tworzyć nowe, „antysystemowe” ośrodki. W tym celu, rządzący małym, niespełna dziesięciomilionowym państwem Orbán potrzebował ekspertów mających dojście do elit władzy „starego” ekosystemu konserwatywnego (Londyn, Waszyngton) oraz megakapitału związanego z Doliną Krzemową.

Ważne nazwiska z renomowanych uczelni

Pożyteczni stali się myśliciele ze słynnych amerykańskich uczelni zafascynowani orbánowskim programem gromienia liberalnego państwa prawa na Węgrzech.

Adrian Vermeule, profesor prawa na Harvardzie oraz XXI-wieczny wskrzesiciel starej, niegdyś francuskiej, filozofii „integralizmu” Charles’a Maurrasa, opowiada się za „nieliberalnym legalizmem”, którego ustawodawstwo będzie w stanie prawnie „ustanowić moralność” (Vermeule 2020).

Krytycy Vermeule’a oskarżają go – słusznie – o ukrywanie pod szyldem common-good constitutionalism teokratycznych dążeń do ładu z wyobraźni Margaret Atwood, rozsławionych dzięki serialowi produkcji Netfliksa, Opowieści podręcznej.

W 2020 r. Prezydent Trump powołał Adriana Vermeule’a do federalnej rady nadzorczej Konferencji Administracyjnej USA.

Chwaląc Węgry Orbána za to, że „ten kraj stawia opór” wobec „fundamentalnie teologicznego” chaosu stworzonego przez liberalizm u władzy, Vermeule wykazuje dobitnie, że istnieje realny transnacjonalny popyt wśród intelektualistów na projekty polityczne, które ogłosił Orbán.

Nadanie orbánowskim Węgrom miana „chrześcijańskiej demokracji” doskonale pasowało do ogólnego projektu rozprawienia się z liberalnym rozdziałem Kościół–państwo. Bliski „integralistom” jest średniowieczny, wręcz feudalny, model pana i władcy, posiadającego niekwestionowaną władzę decyzyjną usankcjonowaną bezpośrednio przez Boga. Stąd też wybiórczy stosunek, nawet katolickich przyjaciół Orbána, do kolejnych papieży: Jan Paweł II, jako tomista, personalista i bezkompromisowy przeciwnik aborcji i antykoncepcji, na zawsze pozostanie ikoną, a Franciszek zdecydowanie odstawał od ich norm swoją otwartością na migrantów i na LGBT+.

J. D. Vance na orbánowskiej fali

Same idee jednak nie wystarczały Orbánowi: potrzeba było ludzi na miejscu.

Patrick Deneen był jednym z pierwszych słynnych przyjezdnych z USA: światowej sławy antyliberalny profesor katolickiej uczelni, pojawiający się w Budapeszcie w 2019 r. z okazji wydania węgierskiego przekładu książki Dlaczego liberalizm zawiódł. Osobiste spotkanie z Premierem Orbánem i gratulacje złożone sobie nawzajem przerodziły się w polityczną zażyłość, za którą szły kolejne podróże naukowo-polityczne do Europy Środkowo-Wschodniej.

W pewnym sensie Deneen utorował drogę innym Amerykanom. Godne uwagi jest też to, że oś amerykańsko-węgierska szybko stała się siłą napędową kariery Vance’a: najpierw w kampanii do Senatu w 2022 r., a dwa lata później, na stanowisko wiceprezydenta USA.

W 2025 r. Vance występował już w Waszyngtonie w roli dystyngowanego gospodarza witającego premiera Węgier, prywatnie przyjmując Orbána w towarzystwie m.in. Gladdena Pappina, w rezydencji wiceprezydenta USA.

Przyjechawszy do Budapesztu na tydzień przed tegoroczną kwietniową przegraną Fideszu, Vance stał u boku Orbána na scenie w Collegium Mathiasa Corvinusa i próbował uratować polityczną przyszłość przyjaciela:

"Nie jestem tu, Wiktorze, ze względu na współpracę gospodarczą. Jestem tu ze względu na współpracę moralną naszych dwóch krajów, ponieważ to, co Stany Zjednoczone i Węgry reprezentują razem pod przywództwem Wiktora oraz pod przywództwem Prezydenta Trumpa, to obrona zachodniej cywilizacji.

To obrona idei, że dzieci winne móc chodzić do szkoły i uczyć się, a nie być indoktrynowane; obrona idei, że europejskie i amerykańskie rodziny winne móc podróżować i mieć za co grzać i chłodzić dom; obrona idei, że opieramy się na pewnej cywilizacji chrześcijańskiej i na wartościach chrześcijańskich, które ożywiają wszystko, od wolności słowa po państwo prawa, po szacunek dla praw mniejszości oraz chronienie podatnych na zranienie.

Tyle rzeczy jednoczy Stany Zjednoczone z Węgrami. Niestety, niewiele znalazło się dotychczas osób, które gotowe są stawać w obronie wartości zachodniej cywilizacji. Wiktor Orbán jest rzadkim wyjątkiem, który potwierdza regułę".

W długim cytacie rzuca się w oczy rzecz jasna swoiste odwrócenie kota ogonem: Vance próbuje zawłaszczyć dla orbánizmu i dla MAGA kluczowe liberalne wartości – wolność słowa, państwo prawa, szacunek dla praw mniejszości – atakowane od lat przez rządy Fideszu.

To zaprzyjaźniony premier miał być ich naczelnym obrońcą, na przekór Brukseli. Należy bowiem rozumieć „prawa mniejszości” w wydaniu Vance’a i Orbána, na Węgrzech, ale także w USA, jako dotyczące przede wszystkim chrześcijan oraz prawicy, potrzebujących szczególnej opieki i wsparcia w obliczu domniemanych ataków ze strony głęboko zakorzenionego liberalnego „nieładu”. Nawet u władzy, „nieliberalni demokraci” o autorytarnych zacięciach pozostają mniejszościami wymagającymi ochrony.

Postliberalizm a chrześcijańska demokracja

Politolog z uniwersytetu Notre Dame, Patrick Deneen starał się jednak dostarczyć pozytywnej definicji postliberalnego ładu, wykraczającej poza wizję oblężonej twierdzy.

Profesor z Indiany kładzie nacisk przede wszystkim na konieczność prowadzenia natalistycznej polityki „prorodzinnej” oraz na poczucie godności zwykłych obywateli, zwłaszcza pochodzących ze wsi i z postprzemysłowych małych miast.

Dla Deneena Orbán był godny uwagi przede wszystkim dlatego, że ponad 6 proc. PKB poświęcał na wspieranie rodzin. Jednak, w sposób przypominający leninowską teorię awangardy partyjnej, Deneen sugerował, że ci zwykli obywatele summa summarum potrzebują elit, które wskażą im drogę – tyle tylko, że elity te winne być nowe, „postliberalne”.

„Arystopopulizm” Deneena obiecuje zaangażowanie szarych mas z pomocą populistycznych przywódców o wielkich zasobach własnych, jak Donald Trump czy w późniejszym wydaniu również Elon Musk. Przekładając koncepcje teoretyczne na ofensywę intelektualną w formie manifestu Regime Change, Deneen podaje m.in. powojenne programy europejskich partii chrześcijańsko-demokratycznych jako przykład alternatywnej drogi, którą winny dążyć demokracje świata. Jak pisał:

„Wznowienie bezpośrednich i intensywnych wysiłków, by przywrócić etos i rodzaje polityki niegdyś deklarowane przez Chrześcijańskich Demokratów jest niezbędne dla podejmowania prób realizacji «celów artystotelowskich»”.

Przedwojenna katolicka nauka i uzdrawianie narodu

Trzeba jasno postawić sprawę: nie chodzi tu o dzisiejszą niemiecką partię CDU pod przywództwem Friedricha Merza (choć np. jej polityka antymigracyjna zbieżna jest w dużym stopniu z postulatami MAGA), lecz o wizję poczętą z przedwojennej katolickiej nauki społecznej (korporacjonizm, subsydiarność, opiekuńcze nastawienie ze strony chrześcijańskich przemysłowców).

Ta wizja – Deneen słusznie zauważa – uległa marginalizacji, gdy działający pod szyldem „chrześcijańskiej demokracji” politycy w Niemczech (Zachodnich), we Włoszech, w Ameryce Łacińskiej i gdzie indziej, dali się wciągnąć w „ordoliberalizm”. Historia mocno uproszczona, ale wskazująca również alternatywne horyzonty oraz alternatywny rodowód chrześcijańskiej demokracji w postaci ruchów rodzimych dla Europy Środkowo-Wschodniej, o korzeniach przedwojennych.

Partnerem koalicyjnym Fideszu przez całych ostatnich szesnaście lat była przecież partia o nazwie Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa (KDNP). Jest to partia polityczna założona podczas II wojny światowej, lecz zbudowana na szczątkach środowisk czynnych za przedwojennego autorytarnego reżimu Miklosa Horthy’ego, zaliczając tu takie postacie, jak np. ks. József Közi-Horváth, prawnik László Varga i publicysta István Barankovics.

Podobnie jak inni chadecy działający w Europie Środkowo-Wschodniej, przedwojenni Węgrzy łączyli samozwańczą politykę prorodzinną i spółdzielczą z silnym naciskiem na uzdrowienie narodu.

Postulaty te są wciąż żywe dla węgierskich chadeków w XXI wieku pracujących u boku Orbána

gdzie podtekst antysemicki i antypluralistyczna polityka wykluczenia to nihil novi, lecz pochodne wiecznego urazu po Traktacie w Trianon – a także wizji „judeo-bolszewickich” sił naciskających na Węgry z zewnątrz poprzez agenturę nieudanego przywódcy Węgierskiej Republiki Sowieckiej, Béli Kuna.

Ów kontekst historyczny wydawać się może zbyt odległy w czasie, by przydał się do obecnych rozważań, a jednak połączenie pohabsburgskiej misji wykazania wielkości kulturowej Węgier z głębokimi korzeniami ruchu chadeckiego nad Dunajem wykazuje, że twierdzenia Orbána nie biorą się znikąd.

Dla działaczy „nowej” prawicy rozważających w latach 2010–2026 przeprowadzkę nad Dunaj z Ameryki, Anglii czy Irlandii, to zaplecze historyczne stanowiło organiczny i podatny grunt dla demokracji zarazem nieliberalnej, chrześcijańskiej i narodowej. Z perspektywy Budapesztu zatem nawoływanie Deneena do budowy chrześcijańskiej demokracji czytane jest nie jako nostalgia za Konradem Adenauerem, lecz jako wsparcie dla rodzimego projektu chadeckiego, łączącego katolików i protestantów węgierskich, których korzenie politycznego zaangażowania sięgają jeszcze czasów Imperium Habsburgów.

Orbán jako interrex?

Stąd też ważne jest rozpoznanie w tytule artykułu Stanley-Beckera o Gladdenie Pappinie – konkretnie: że Pappin przepowiedział „Królową Melanię” – nie tylko komentarza o USA, ale także organicznego dopasowania poglądów Pappina do gruntu węgierskiego.

Akurat Węgry – choć posiadają demokratycznie wybrany rząd stojący (przynajmniej formalnie) na straży demokratycznej konstytucji – na dobrą sprawę nie odcięły się od przeszłości królewskiej.

Monarchia została zniesiona w 1946 r. przez rząd komunistyczny, ale koniec zimnej wojny wcale nie oznaczał końca kultu korony św. Stefana.

Zatem wcześniejsze głoszenie w kuluarach amerykańskiej prawicy podczas pierwszej prezydentury Trumpa, że ów prezydent kiedyś zniesie Kongres USA i ogłosi się królem, a żonę Melanię królową, później, w ustach Pappina, trafi na podatny grunt nad Dunajem (Stanley-Becker 2026).

Z perspektywy wiosny 2026, po już ok. roku powtarzających się w USA ogólnokrajowych manifestacji pod hasłem No kings!, taka ewentualność wcale nie wydaje się trudna do wyobrażenia.

Jednak Pappin, zamiast pozostać w USA i pracować bezpośrednio w otoczeniu Trumpa, w obliczu jego przegranej i spacyfikowania ataku sił MAGA na Kapitol 6 stycznia 2021 r., wyjechał z USA.

Prawicowa emigracja w państwie Habsburgów

Mając żonę pochodzenia węgierskiego, wyjechał z rodziną na Węgry w 2021 r., najpierw na stypendium na Collegium Mathiasa Corvinusa. Od 2023 r. do czasu niedawnego podania się do dymisji (31 lipca 2026 r.) piastował funkcję, która dziesięć lat wcześniej mogłaby wydawać się dla niego zupełnie nieosiągalna: został prezesem Węgierskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych, który finansowany jest przez rząd węgierski i podlega urzędowi Prezesa Rady Ministrów.

W ten sposób amerykański profesor, podobno bez znajomości języka węgierskiego, bez dłuższego stażu w Europie Środkowo-Wschodniej, stał się zausznikiem Orbána, m.in. reprezentującym stronę węgierską w naradach z amerykańskimi urzędnikami, pracującym na rzecz współpracy Budapesztu z Pekinem w ramach chińskiej inicjatywy utworzenia Nowego Jedwabnego Szlaku itd.

Dzięki takim współpracownikom z emigracji Orbánowi mogło zdawać się, że jakoś uda się cofnąć zegar do czasow pohabsburgskich i odmienić stolicę Węgier, czyniąc z niej światową stolicę „cywilizacji chrześcijańskiej” – taką, jakiej nie udało się stworzyć w Wiedniu dynastii habsburgskiej.

Z kolei pamięć o Miklosu Horthym jako pohabsburgskim interreksie przyczyniła się do poczucia monarchistów, że mają w Budapeszcie przyszłość.

Monarchizm tutejszy – jak pokazuje historia Monarchii Austro-Węgierskiej pod rządami Franciszka Józefa – wcale nie musi się wykluczać z wyborami do parlamentu. Stąd też wczesnym anglojęzycznym osadnikiem w Budapeszcie u boku Orbána był brytyjski felietonista John O’Sullivan.

W latach 80. XX wieku pisał przemówienia dla premier Margaret Thatcher i pozostał przy rozumieniu demokracji jako zespołu tradycji i procedur wymagających szacunku zarówno dla monarchii, jako źródła suwerenności starych narodów, jak i dla Kościoła katolickiego (O’Sullivan jest katolikiem oraz autorem bestsellera dowodzącego, że to współpraca Reagana, Thatcher i Jana Pawła II umożliwiła demontaż systemu komunistycznego w Europie).

O’Sullivan przeniósł się do Budapesztu na początku drugiej dekady XXI w., by tworzyć Instytut Dunajski.

Oto korzenie ekosystemu intelektualnego „nowej” prawicowej emigracji z siedzibą w Budapeszcie. Od momentu powstania w 2013 r., Instytut funkcjonuje za państwowe pieniądze i przyznaje stypendia, które stały się wzorcem dla kolejnych think tanków tworzonych jako zaplecze rządu Fideszu.

Orbán czy Trump?

W 2019 r. ten Instytut zorganizował m.in. konferencję o „prześladowaniach wobec chrześcijan”. Dwa lata później przyjął jako visiting fellow słynnego amerykańskiego konserwatystę Roda Drehera – niegdyś nawróconego na katolicyzm, później na prawosławie – dawnego redaktora „The American Conservative” i felietonisty „National Review”.

Choć Dreher od lat odnosi się krytycznie do osoby Donalda Trumpa, Demokratów bał się bardziej – i to do tego stopnia, że po inauguracji Joe Bidena wybrał self-imposed exile (dobrowolne wygnanie) właśnie w Budapeszcie. Autor książki Opcja Benedykta wypowiada następujące credo: „My, uczciwi konserwatyści, nie możemy już dłużej żyć w Ameryce, jakby nic się nie stało, lecz musimy wypracować nowatorskie, wspólnotowe rozwiązania, które pomogą nam wytrwać w naszej wierze i w naszych wartościach w świecie coraz bardziej im wrogim” –

i nade wszystko: „nie godzić się na żadne kompromisy”.

Doznawszy rozkładu własnej rodziny oraz przejęcia rządów w USA przez Demokratów po pierwszej prezydenturze Trumpa, Dreher „już dłużej żyć” nie chciał w USA, wybrał zatem w 2022 r. życie na emigracji w Budapeszcie, w którym znalazł środowisko najbardziej przychylne wypracowaniu „nowatorskiego, wspólnotowego rozwiązania.

Szybko zrozumiał, że nad Węgrami wciąż kulturowo ciąży pamięć o Trianonie („Nie wiedziałem, co to Traktat w Trianon do czasu, gdy tu przyjechałem. A teraz nie możesz z żadnym Węgrem rozmawiać nawet 15 minut nie słysząc o Trianonie”) i pokochał walki kulturowe Orbána – przede wszystkim o konserwatywne normy prawne wykluczające obywateli LGBT+: „Konserwatywni politycy w tej części świata mają więcej odwagi niż konserwatywni politycy w Ameryce, co jest dla mnie powodem do wstydu, prawdę powiedziawszy, ale znowu, przynajmniej ktoś to robi”.

Dreher tak się zadomowił w obozie Orbána, że pomimo swojej przyjaźni z J. D. Vancem, powrót Trumpa do Białego Domu nie przekonał go do powrotu do ojczyzny. Substack Drehera do początku kwietnia 2026 kwitł jeszcze jako anglojęzyczny przewodnik po naddunajskim świecie „nowej” prawicy. Jak mówił w wywiadzie udzielonym niedługo po sprowadzeniu się do Budapesztu: „Często mówiłem, że gdyby Donald Trump miał nawet połowę inteligencji i uwagi Wiktora Orbána, Ameryka byłaby zupełnie innym krajem”.

„Zachód” à la Orbán

Powiedzmy jednak jasno: Orbán to polityk z krwi i kości. Absolwent Oksfordu, w magisterce pochylający się nad Gramscim, słynny młody orator na ceremonialnym pochówku Imre Nagy’a w 1989 r., człowiek, który politycznie sterował Węgrami przez 20 z 37 lat od upadku komunizmu, był i pozostał nacjonalistą.

  • Z jednej strony, począwszy od 2015 r. Orbán wykreował się na legendarnego oponenta migracji.

Pierwotnie chodziło o nastroje antyislamskie, co zaowocowało m.in. murem wzniesionym na granicy z Serbią i Chorwacją.

  • Z drugiej, środowiska bliskie Orbánowi wypuszczają w świat publikacje upominające, że „narody chrześcijańskie opiekują się chorymi i ubogimi, chronią życie od poczęcia po śmierć naturalną, wyrażają wiarę poprzez święta i obrzędy oraz inspirują życie publiczne nadzieją na wieczność. Dzięki temu tradycyjne chrześcijaństwo ma szanse zyskać na znaczeniu, gdzie tylko liberalizm będzie je tracił”.

Bo ta opiekuńczość dotyczy wewnętrznych spraw tychże chrześcijańskich narodów – idealnie zamkniętych społeczności, a zatem w najmniejszym możliwym stopniu podatnych na pluralizm.

Jednak sam Orbán powtarzał przez lata, że dzięki Węgrom Europa Środkowa stała się kulturową przyszłością „Zachodu”.

Właśnie ten „Budapeszt”, wedle Jarosława Kaczyńskiego miał zaistnieć „w Warszawie”.

Odwracając sformułowanie Milana Kundery z 1984 r., który opłakiwał jako „tragedię” zaniedbanie Europy Środkowej przez USA i Europę Zachodnią, Orbán zadeklarował w 2022 r., że „Zachód w sensie duchowym przeniósł się do Europy Środkowej: Zachód mieści się teraz tutaj, a to, co tam zostało, to tylko post-Zachód”. Tępiąc liberalny internacjonalizm jako odpowiednik komunistycznego, Orbán zapowiedział, że Węgry, a w domyśle także Polska, Czechy i Słowacja, odcinają się od „apokaliptycznego spojrzenia na przyszłość” wynikającego z „faktu, że cywilizacja zachodnia traci potęgę, wydajność, autorytet, możliwość działania”.

Europa Środkowa kontra zepsuty „post-Zachód”

Wedle Orbána, Europa Środkowa gotowa jest tolerować zepsuty „post-Zachód”, ale prosi o zostawienie jej w spokoju, by mogła ratować własne narody – co oznacza też odrzucenie stanu rzeczy, w którym „Bruksela, zasilana rzeszami Sorosa, po prostu chce nam narzucić migrantów”. Gladden Pappin tego samego roku w wywiadzie opublikowanym w Polsce wtórował tej wizji, twierdząc, że: „Cała Europa Środkowo-Wschodnia jest dla amerykańskich konserwatystów dowodem na to, że inny konserwatyzm jest możliwy”.

W końcu jednak Orbán nie mógł się powstrzymać przed mieszaniem w wewnętrznej polityce innych krajów. Kwitnące kontakty z amerykańskimi postliberałami – przede wszystkim mnożące się dojścia koleżeńskie do obecnego wiceprezydenta USA – szły w parze z mową o „nieliberalnej” międzynarodówce, skupionej skądinąd na krajach Unii Europejskiej. Zatem oczywiście nieprawdą jest, że rząd Orbána zabiegał o pozostawienie Węgier w spokoju.

Dziwnie się czyta np. słowa Pappina z 2019 r., krytykującego w owym czasie Steve’a Bannona za to, że „próbuje utworzyć coś w rodzaju «Międzynarodówki Nacjonalistycznej» – czyli projekt, dla którego żaden populistyczny lider nie będzie szukał przywództwa u amerykańskiego populisty bez władzy”.

Pomimo różnic pod względem praktykowanych form chrześcijaństwa, stanowisk piastowanych na Węgrzech, a także osobistego stosunku do Donalda Trumpa – anglo-amerykańska koteria zebrana w Budapeszcie w latach 2010–2026 działała równocześnie jako inkubator i motor projektów na „międzynarodówkę” sterowaną z Budapesztu.

Niespełna siedem lat po skrytykowaniu Bannona za aspiracje internacjonalistyczne, Gladden Pappin – piastujący na Węgrzech wysokie stanowisko, doradzający m.in. samemu Orbánowi – przedstawił wizję dla całego „Zachodu”, różniącą się niewiele od głoszonej przez Orbána:

„Opowiadam się za tym, by zachodnie narody wróciły do prawdziwych źródeł własnej siły – silne rodziny, silne granice, silny przemysł – jako podstawy rozkwitu w obliczu dzisiejszej intensywnej konkurencji globalnej”.

Pappin często występuje w mediach i w podcastach, stosując język „obrony”, podobny do tego, który łączy np. Orbána z Vancem, w celu usprawiedliwienia biopolityki i wojen kulturowych: „jeśli chcemy się bronić, to musimy mieć rodziny, a one muszą produkować dzieci”. Choć Pappin jest katolikiem, a Dreher przeszedł z Kościoła rzymskiego na prawosławie, to stanowisko Pappina przypomina tu właśnie credo Drehera otwierające Opcję Benedykta.

Polityka węgierska a międzynarodówka

Po licznych sukcesach Instytutu Dunajskiego, w ramach powrotu do boju po pandemii, rok 2021 okazał się czasem budowy budapesztańskiego ekosystemu w celu prowadzenia transnacjonalnej walki o postliberalizm.

Rząd Orbána przeznaczył kolosalną sumę 1,7 miliarda dolarów z budżetu państwa na fundację Collegium Mathiasa Corvinusa, która rozpoczęła organizowanie międzynarodowych konferencji, wydawanie publikacji oraz konsultacje i współpracę z zagranicznymi think tankami.

Właśnie tam Pappin znalazł afiliację i zaplecze na Węgrzech. Również w 2021 r. zadebiutował magazyn „The Hungarian Conservative”, z którym m.in. Dreher rozpoczął ścisłą współpracę. Pismo to, podobnie jak Instytut Dunajski, finansowane jest przez Fundację Batthyány Lajos (BLA), będącą kanałem dla funduszy pochodzących z budżetu państwa. Do działalności owej międzynarodówki można by również dopisać współpracę ze słynnym eks-publicystą Fox News Tuckerem Carlsonem – dwukrotnie przebywającym na Węgrzech – oraz coroczne kongresy „CPAC Hungary” organizowane w Budapeszcie od 2022 r. przy wsparciu amerykańskiego ośrodka prawicowego.

Jednak to wszystko stanęło nagle w miejscu 13 kwietnia 2026 r.

Już dwa miesiące wcześniej prezydent Trump bardzo utrudnił emigracji budapesztańskiej propagandę, zgodnie z którą MAGA równa się z dążeniami do pokoju na świecie. Wspólny atak USA i Izraela na Iran już całkowicie zdyskredytował tę narrację. Z kolei węgierska gospodarka, po czterech latach „stabilnej stagnacji”, wskutek strukturalnych zmian rynkowych po najeździe Rosji na Ukrainę, została mocno dotknięta przez kurczenie się zasobów ropy na światowym rynku. Ceny szybko idą w górę, a obok kolejnych uderzeń przeciętnego Węgra po kieszeni, piorunujące wrażenie robią wiadomości o korupcji wśród polityków Fideszu.

Już dziesięć lat temu były parlamentarzysta Bálint Magyar określił politykę pokomunistycznych Węgier mianem „mafijnej”. Głośna afera po ułaskawieniu w 2023 r. przez węgierską prezydentkę Katalin Novák skazanego pedofila nie tylko zmusiła Novák orazówczesną ministrę sprawiedliwości (była małżonka Pétera Magyara) do ustąpienia z urzędu, lecz wytworzyła też atmosferę wyczekiwania na czystki wewnątrz węgierskiej prawicy.

Jak ocenił to konserwatywny amerykański publicysta Henry Olsen z waszyngtońskiego Ethics and Public Policy Center: „Fakt, że elity Fideszu ułaskawiły pedofila z własnego otoczenia, dobitnie osłabił narodową więź duchową, której zbudowaniu partia poświęciła tyle czasu”.

Postliberałowie na emigracji w Budapeszcie walili jak w bęben zarówno w kampanię TISZA, jak i w Brukselę rzekomo za nią stojącą. Słowami Drehera z wpisu na X w przeddzień przegranej Fideszu:

„Powód, dla którego Péter Magyar ma szanse wygrania z Orbánem jest taki, że przejmuje, przynajmniej publicznie, wszystko, co Orbán reprezentuje, tzn. politykę migracyjną, politykę wobec Ukrainy, dlatego, że są one popularne na Węgrzech. Jeśli on wygra, to zostaną zdradzeni albo UE i zagraniczni liberałowie, albo wyborcy Magyara”. Trzeba tu przyznać pewną rację Dreherowi: Magyar nigdy nie udawał liberała, lecz rozczarowanego orbánowca.

Przykład Polski

Być może niebawem Instytut Dunajski przestanie już istnieć: w trzy miesiące po wygranej TISZA, Pappin podał się do dymisji, a rząd Magyara próbuje stopniowo ograniczać działalność Collegium Mathiasa Corvinusa. Jednak „rozbrojenie” systemu stworzonego przez Orbána jest trudne również ze względu na transnacjonalny ekosystem MAGA. Z jednej strony – po co Péterowi Magyarowi szereg nieprzychylnych mu instytucji i rzeszy emigrantów nieznających węgierskiego. Z drugiej strony – jak pisze Samuel Rubinstein – „postliberalizm orbánowski stał się przedsięwzięciem o światowym zasięgu. Miał rywalizować z gulaszem i z kostką Rubika jako główny węgierski kulturowy towar eksportowy”.

Magyar może częściowo to zniszczyć, jednak polskie doświadczenie po powrocie Donalda Tuska w 2023 r. do rządu pokazuje, że

likwidacja instytucji kultury stworzonych przez populistyczną prawicę jest zadaniem mozolnym, czasochłonnym i kosztownym. Kapitał polityczny wyczerpuje się, nim zadanie zostanie wykonane.

Wśród polskich humanistów i ekspertów od nauk społecznych szeroko się krytykuje rząd Tuska za brak inwestycji w politykę historyczną i w deideologizację po PiS. A w Polsce kapitał ludzki jest jednak o wiele większy i lepiej przygotowany do boju. Słusznie zauważył Wojciech Sadurski, że w Polsce pozostają znaczne sfery ludzkiego kapitału „względnie niezarażone autorytaryzmem, takie jak wyższe uczelnie, prywatne media czy NGO-sy”.

Tymczasem na Węgrzech, po szesnastu latach władzy Orbána, po ukształtowaniu kilku pokoleń mocno zideologizowanych studentów i absolwentów wyższych uczelni, przed krajem pod rządami Pétera Magyara stoi zadanie nieobliczalnie trudniejsze, niż przed rządem Koalicji Obywatelskiej w Warszawie. Orbán rządził dłużej i zainstalował w licznych instytucjach osoby z zagranicy o rzeczywistym dorobku dziennikarskim lub naukowym, od byłego doradcy Margaret Thatcher po szeroko czytanego publicystę Drehera.

Między papieżem a Antychrystem

Przykład Drehera dobitnie pokazuje, jak wewnętrzne zróżnicowanie budapesztańskiej emigracji postliberalnej komplikuje teraz szufladkowanie całego środowiska. W obliczu porażki Orbána, dawny redaktor „The American Conservative” przyznał się do przegranej, a jeszcze bardziej godny uwagi był przyjęty przez niego styl czołobitny, przyznający, że korupcja za Orbána była prawdziwa i że kiepska gospodarka „uczyniła tę korupcję niemożliwą do zignorowania”.

Tym samym Dreher przerzucił się na frontalną krytykę Donalda Trumpa, najpierw za wojnę z Iranem, a najbardziej za wpisy na TruthSocial, w których Trump pokazał siebie jako Jezusa, rzucając obelgi w stronę Papieża Leona XIV. Słowami Drehera:

Ameryka teraz toczy bardzo poważną wojnę, wojnę, którą Trump rozpoczął, a marnuje tu czas, by wypisywać tego typu bzdury. Coś jest naprawdę poważnie nie tak z tym człowiekiem. Myślę, że on traci zmysły. Nie żartuję. Nie wystarczy wzruszyć ramionami i powiedzieć: „A, to po prostu Trump, będący Trumpem”. Niektórzy z nas traktują poważnie rzeczy święte. Tego się nie robi. Po prostu się nie robi.

Więzy przyjaźni z Vance’em powodują, że Dreher wyłącza wiceprezydenta, a także katolika Marco Rubio, z odpowiedzialności za bluźniercze wypowiedzi i wyczyny Prezydenta USA. Ale to są przecież jego ludzie, broniący go ofiarnie.

Elementy MAGA obracające się w Budapeszcie przeciwko Orbánowi i Trumpowi są tak widoczne, że Dreher poważnie potraktował twierdzenie, jakoby Trump miał być Antychrystem.

Odpowiedź felietonisty jest następująca: „Trump jest zbyt lekkiej wagi postacią, by być Antychrystem przepowiedzianym w Biblii”. A jednak Prezydent USA dopuścił się szatańskiego czynu – czytamy z Budapesztu: „Mem Trumpa ma w sobie ducha Antychrysta”.

Rzecz jasna, nie można oceniać środowiska postliberalnej emigracji na podstawie jednego Roda Drehera, który już pod koniec maja 2026 r. przeniósł się z powrotem do USA. Jednak ten bliski przyjaciel J. D. Vance’a pokazuje skalę klęski, jaką przegrana Orbána przyniosła międzynarodówce postliberalnej, a także daje podstawy nadziei na jej konstruktywne działanie w przyszłości. W końcu, pomimo osobistej zażyłości licznych emigrantów z kół MAGA z wiceprezydentem USA, życie na emigracji daje dostateczną swobodę, by móc obrócić się przeciwko zwierzchnikowi sprzeniewierzającemu się wartościom obozu.

Dla tego obozu prezydent USA był do czasu przydatnym idiotą, a teraz sami nie wiedzą, na ile baza węgierska umożliwi im dalsze działanie na obczyźnie.

Czy też np. konieczny nie okaże się (jak w przypadku Drehera) powrót do całkowicie lojalnego wobec Trumpa ekosystemu amerykańskiej prawicy, zdominowanego obecnie przez Heritage Foundation? Przesłanie Macieja Kisilowskiego do liberałów próbujących oddziaływać konstruktywnie na Budapeszt musi dotyczyć również środowisk MAGA: „Liberałowie muszą traktować Węgry nie jako system do naprawy, lecz jako społeczeństwo do przekonania”.

Łatwo może się tu nasunąć przypuszczenie, że Leon XIV będzie miał dużą rolę do odegrania: jako papież, jako Amerykanin, jako spokojny i rozważny głos pokoju – a przede wszystkim, jako osoba wcale nie kojarzona z liberalizmem.

W zawieszeniu

Po 36 latach nieprzerwanego zasiadania w Zgromadzeniu Narodowym Węgier, 25 kwietnia 2026 r. Wiktor Orbán zrezygnował z mandatu. Cały ekosystem emigracyjny trwa w zawieszeniu. Jednak Europa Środkowo-Wschodnia, póki co, wciąż pozostaje geograficznym punktem ciężkości dla całej siatki. Pomimo zapowiedzi o odebraniu Collegium Mathiasa Corvinusa publicznych funduszy, nowy premier Péter Magyar nie rozmontuje z dnia na dzień tej bogatej i rozległej instytucji.

Ona tymczasem może trwać we współpracy m.in. z polskim Ordo Iuris,

któremu specjalnie nie zaszkodziło utworzenie w 2023 r. przez Donalda Tuska rządu w Warszawie.

Sądzę, że niektórzy publicyści MAGA jeszcze mają po co wracać do największego w Europie Środkowo-Wschodniej salonu Ikei. Choć pewnie niektórych stać na znacznie droższe meble. Tymczasem Zbigniew Ziobro, nie mając tak zapuszczonych w Budapeszcie korzeni, jak amerykańscy i brytyjscy koledzy, wyprzedził ich ucieczką na drugą stronę Atlantyku. Być może serca wielu postliberałów podbiło pohabsburgskie miasto nad Dunajem, ale ojczyzną MAGA w sposób oczywisty pozostaną USA.

Tekst jest wersją skróconą oryginalnego eseju opublikowanego w najnowszym Almanachu Concilium Civitas 2026/2027, dostępnego tu. Tytuł i większość śródtytułów pochodzą od redakcji OKO.press.

Piotr H. Kosicki

Historyk idei, polityki i religii. Profesor na Wydziale Historii Uniwersytetu Maryland w College Park oraz na Wydziale Historii i Klasyki Uniwersytetu McGill w Montrealu. Wykładał również m.in. na American University (Waszyngton), Cooper Union (Nowy Jork), Uniwersytecie Virginii oraz Uniwersytecie Warszawskim. Absolwent Uniwersytetu Stanforda oraz doktor nauk historycznych Uniwersytetu Princeton. Jego publikacje dotyczą historii Ameryki Łacińskiej, historii Francji, historii Polski, historii Kościoła katolickiego oraz historii pamięci społecznej.

Komentarze