Islamistyczny atak na berlińską Paradę Równości został wykorzystany przez rosyjskie sieci dezinformacyjne, które opisywały jego fałszywy przebieg i błędnie identyfikowały sprawcę.
Weekendowy zamach na uczestników berlińskiego Christopher Street Day (odpowiednika Parady Równości) pochłonął życie jednej osoby, a przynajmniej 29 osób zostało rannych. Według niemieckich władz atak był motywowany ekstremizmem islamskim. Podejrzany, 21-letni Abdul B., był wcześniej znany służbom jako osoba związana ze środowiskiem islamistycznym. W maju 2026 roku został skazany za przygotowywanie przestępstwa terrorystycznego, a stawiane mu zarzuty dotyczyły również kontaktów z Państwem Islamskim. Śledztwo w sprawie zamachu przejęła Federalna Prokuratura Generalna.
Berlińska tragedia wpisuje się w serię islamistycznych ataków, które w ostatnich latach wstrząsnęły Niemcami. W ciągu ostatniej dekady w Niemczech było ich przynajmniej kilkanaście (jeśli liczymy tylko te, które doprowadziły do śmierci lub zranienia osoby innej niż napastnik).
Wśród nich znalazły się m.in. zamach ciężarówką na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie w 2016 roku, w którym zginęło 12 osób, atak nożownika w Mannheim w maju 2024 roku, w którym zginął policjant, zamach podczas miejskiego festynu w Solingen w sierpniu 2024 roku, gdzie zabito trzy osoby, oraz atak samochodowy na demonstrację związkową w Monachium w lutym 2025 roku, w którym zginęły kobieta i jej dwuletnia córka.
Już w pierwszych godzinach po wydarzeniach w Berlinie w mediach społecznościowych zaczęły krążyć niesprawdzone informacje, błędnie opisane nagrania i spekulacje dotyczące przebiegu ataku. Wśród krążących fejków były m.in. informacje o narodowości sprawcy, który miał być Irańczykiem, Libańczykiem lub Turkiem, a także błędne informacje o tym, że atak miał charakter zamachu bombowego.
Niemieckie media przypominały o konieczności sprawdzania źródeł i niepowielania niepotwierdzonych przekazów.
Organizatorzy berlińskiego CSD apelowali natomiast o powściągliwość, oczekiwanie na wyniki śledztwa oraz unikanie zarówno politycznej instrumentalizacji zamachu jak i obarczania zbiorową odpowiedzialnością muzułmanów czy osób o pochodzeniu migracyjnym. Podkreślali, że zarówno przemoc, jak i dezinformacja tego rodzaju mają służyć dzieleniu społeczeństwa i podsycaniu wzajemnej wrogości.
Kiedy piszę ten tekst, mamy pierwsze potwierdzenia wykorzystywania zamachu przez rosyjskie sieci dezinformacyjne. Niemiecka strona rosyjskiej sieci Pravda zamieściła fałszywe materiały wideo (dotyczące innej sytuacji z przeszłości) jako materiały z zatrzymania sprawcy. Podała też błędne informacje o samym sprawcy i jego losie.
Pierwsze doniesienia Pravdy wyolbrzymiały atak, pisząc zaraz po wydarzeniu o „masowych ofiarach”, nie podając jednak szczegółów. W innym materiale, zamieszczonym kilkadziesiąt minut po zamachu, redaktor Pravdy pyta prowokacyjnie „Szybko, kogo teraz obwinią o ten zamach? Rosję czy Iran?”. Z kolei w opublikowanym w jednej z tureckich wersji portalu tekście wprost znajdziemy teorię, że zamach jest wynikiem celowej polityki ściągania „milionów Mahometanów” i „pielęgnowania LGBT” przez niemieckich polityków, którzy świadomie i celowo, chcą w ten sposób wywołać konflikty wewnątrz społeczeństwa.
W tekście znajduje się adnotacja, że „LGBT jest w Rosji uznawane za organizację ekstremistyczną", co jest elementem obowiązkowym dla materiałów powstających w Rosji.
O sieci Pravda pisałem niedawno w kontekście wykorzystywania rzetelnych tekstów polskich autorów (w tym moich) w zniekształconej formie przez rosyjską propagandę: polska sekcja Pravdy lubuje się w tym sporcie.
Według ustaleń francuskiej agencji VIGINUM sieć ta składa się z licznych serwisów internetowych dostosowanych do odbiorców w poszczególnych krajach. Jednym z nich jest portal pravda-pl.com, adresowany do polskich użytkowników, który opublikował również materiał odnoszący się do mojego tekstu. Z serwisami tymi powiązane są konta działające w serwisach VK i Telegram, za pośrednictwem których na masową skalę rozpowszechniane są artykuły i nagrania pochodzące przede wszystkim z rosyjskich oraz prorosyjskich źródeł. Wśród nich znajdują się m.in. agencje RIA Nowosti i TASS, a także rosyjskie instytucje publiczne.
Proces pozyskiwania, publikowania i tłumaczenia materiałów jest w znacznym stopniu zautomatyzowany. Skutkuje to częstymi błędami językowymi, niezręcznymi konstrukcjami oraz pozostawianiem nieprzetłumaczonych rosyjskich tytułów.
Automatyzacja pozwala jednocześnie na bardzo intensywną produkcję treści: poszczególne strony mogą publikować od kilkudziesięciu do nawet kilkuset materiałów dziennie.
Przekaz rozpowszechniany przez Pravdę koncentruje się przede wszystkim na usprawiedliwianiu rosyjskiej napaści na Ukrainę, podważaniu wiarygodności Ukrainy, NATO i państw zachodnich oraz pogłębianiu istniejących napięć i podziałów społecznych.
Na stronach Pravdy znajdziemy materiały o Polsce jako agresywnym narzędziu w rękach Zachodu, państwie kierującym się imperialnymi ambicjami lub kraju świadomie zmierzającym do konfliktu zbrojnego. Z kolei Ukraina jest przedstawiana jako państwo faszystowskie, a państwa zachodnie z dużą populacją muzułmańską jako państwa upadłe, w których powszechna jest islamistyczna przemoc na ulicach. Ostatnio, przy okazji wydarzeń w Ceucie, Pravda po raz kolejny ogłaszała islamską inwazję i upadek Europy.
Działalność propagandowa Pravdy nie zawsze opiera się na całkowicie zmyślonych informacjach. Częściej wykorzystuje ona rzeczywiste wydarzenia, które są selektywnie dobierane i opatrywane manipulacyjnym komentarzem.
Typowe dla tego mechanizmu jest pomijanie istotnego kontekstu, nadawanie faktom tendencyjnej interpretacji oraz łączenie informacji prawdziwych z fałszywymi lub niezweryfikowanymi.
To ostatnie sprawia, że wiadomość na poziomie powierzchownej weryfikacji może wydawać się wiarygodna. Media niemieckie zwracają uwagę na to, że rosyjska dezinformacja służy stworzeniu atmosfery niepewności i podatności na teorie spiskowe.
Podobne procesy „mieszania w głowie” Zachodowi trwają przynajmniej od dekady, sięgając okresu na długo przed pełnoskalową wojną w Ukrainie. Badania nad niemieckojęzycznymi kontami Internet Research Agency (IRA) wykazały, że konta te obarczały Angelę Merkel odpowiedzialnością za terroryzm, atakowały jej politykę migracyjną i ingerowały w wybory.
IRA to rosyjska „fabryka trolli” z siedzibą w Sankt Petersburgu, znana z działań dezinformacyjnych i politycznej polaryzacji, za którą stał nieżyjący już oligarcha i szef Grupy Wagnera, Jewgienij Prigożyn (po jego buncie i śmierci agencja przestała oficjalnie funkcjonować).
Konta te często podszywają się pod młode, atrakcyjne kobiety, które np. wyrażają swój lęk przed przemocą ze strony migrantów albo aktywistów politycznych. W czasie serii ataków w Niemczech i zamachu w Nicei w 2016 roku jedna grupa kont demonstracyjnie popierała politykę uchodźczą Angeli Merkel, podczas gdy druga obwiniała ją o „terror w Europie” i żądała odsyłania migrantów.
Autorzy badania uznali, że rosyjskie konta wzmacniały jednocześnie obie strony konfliktu, aby pogłębiać społeczne podziały.
Po zamachu na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie w 2016 roku konta zidentyfikowane jako należące do rosyjskiej IRA używały m.in. haseł #RefugeesNotWelcome i #IslamKills, przedstawiając zamach jako bezpośredni skutek polityki migracyjnej.
Te same konta wykorzystywały również strzelaninę w monachijskim centrum Olympia (mimo że nie była ona zamachem islamistycznym, a raczej aktem skrajnie prawicowego terroryzmu) do budowania podobnej narracji o uchodźcach, islamie i braku bezpieczeństwa.
Rosyjskie konta rozpowszechniły też fałszywą informację, że syryjski uchodźca sfotografowany wcześniej z Merkel dokonał zamachu w Brukseli. Ten fałszywy news narodził się w niemieckich środowiskach skrajnie prawicowych, lecz został przejęty przez konta IRA.
Rosyjscy dezinformatorzy rozpowszechniali również fałszywe doniesienia o podpaleniu kościoła w Dortmundzie przez muzułmanów oraz informowali o rzekomej cenzurze wprowadzonej przez rząd Niemiec na informacje dotyczące przestępstw dokonywanych przez muzułmanów.
Zainteresowanym rekomenduję chociażby lekturę raportu Institute of European Democrats z 2019 roku, omawiającego wykorzystywanie przez rosyjskie sieci dezinformacyjne kryzysu migracyjnego.
Dziś rosyjskie operacje nadal wykorzystują islamski terroryzm jako narzędzie, ale obecnie publiczne przypisanie konkretnych kont do rosyjskich operacji wpływu bywa trudniejsze niż w latach 2016–2018. Możemy zaobserwować podobne operacje dezinformacyjne czy charakterystyczne metody, ale nie umiemy jednoznacznie określić odpowiedzialnego za nie aktora (może to być również skrajna prawica).
Po zamachu w Mannheim rozpowszechniano stare nagranie demonstracji zwolenników Erdoğana jako rzekome zgromadzenie niemieckich muzułmanów wyrażających radość po ataku. Pojawił się także całkowicie zmyślony komunikat Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Z kolei po zamachu w Solingen krążyły fałszywe fotografie sprawcy, stare filmy przedstawiane jako demonstracje poparcia dla ISIS oraz zmanipulowane informacje o stronie pomagającej migrantom.
Atak na jarmark w Magdeburgu w 2024 roku, który nie był zamachem islamistycznym, także w pierwszych godzinach fałszywie przypisano syryjskim uchodźcom i radykalnym islamistom. Posty w mediach społecznościowych mówiły o pięciu sprawcach, podłożonej bombie i dziesiątkach zabitych.
Stare nagrania Syryjczyków świętujących upadek reżimu Asada przedstawiano jako rzekome celebrowanie zamachu.
Po ostatnim zamachu na berliński Christopher Street Day w mediach społecznościowych rozpowszechniano sfałszowaną grafikę stylizowaną na komunikat programu „Tagesschau”, według której niemieckie służby miały podejrzewać udział Rosji w ataku. Redakcja „Tagesschau” potwierdziła, że taki materiał nigdy nie został przez nią opublikowany, a analiza wykazała, że grafika najprawdopodobniej powstała z wykorzystaniem generatywnej sztucznej inteligencji: pierwotny wpis na TikToku był oznaczony jako treść wygenerowana przez AI, lecz oznaczenie zniknęło podczas dalszego kopiowania materiału.
Na pierwszy rzut oka takie fałszywki są bardzo w stylu rosyjskiej sieci Doppelgänger, zajmującej się właśnie szerzeniem dezinformacji poprzez tworzenie fałszywych kopii znanych stron internetowych lub zrzutów ekranu udających artykuły z wiarygodnych źródeł.
Mimo że przekaz odpowiada metodom stosowanym w rosyjskich operacjach wpływu, nie ma obecnie wystarczających podstaw, by przypisać konto publikujące grafikę konkretnemu podmiotowi. Atrybucję utrudnia ograniczony dostęp niezależnych badaczy do danych platform: udostępniane interfejsy mogą pomijać znaczną część treści oraz usuwać metadane potrzebne do odtworzenia pochodzenia i koordynacji kont.
Jednocześnie rosyjskie operacje wpływu wykorzystują narzędzia AI do tworzenia wielojęzycznych wpisów, artykułów, komentarzy i fałszywych profili, przez co tradycyjne wskazówki, takie jak styl języka, powtarzalne błędy czy sposób redagowania treści, stają się mniej wiarygodne. Stąd oprócz udowodnionych śladów mamy sporo poszlak, o których należy wspomnieć, zachowując jednak ostrożność.
Potwierdzony rosyjski trop jednak powraca regularnie.
Wiemy chociażby, że przed niemieckimi wyborami w 2025 roku sieci powiązane przez badaczy z rosyjskimi grupami/operacjami takimi jak Storm-1516, Doppelgänger i Matrioszka rozpowszechniały sfabrykowane ostrzeżenia zachodnich służb o rzekomo planowanych zamachach w Niemczech.
W tym wypadku chodziło o świadome użycie strachu przed islamskim terroryzmem do wywoływania paniki i wpłynięcia na zachowanie wyborców (najpewniej skłonienie ich do głosowania na skrajną prawicę).
Rosyjskie operacje informacyjne nie ograniczają się do jednego kraju. Dobrze udokumentowanym przykładem są operacje dezinformacyjne po zamachach w Wielkiej Brytanii z 2017 roku.
Raport Centre for Research and Evidence on Security Threats (CREST), przygotowany z udziałem badaczy z Cardiff University, przeanalizował około 30 mln wpisów dotyczących ataków w Westminsterze, Manchesterze, na London Bridge i w Finsbury Park.
Autorzy zidentyfikowali co najmniej 47 kont powiązanych z Rosją. Osiem z nich opublikowało 475 materiałów, które później udostępniono ponad 153 tys. razy. Część profili łączono z Internet Research Agency na podstawie danych przekazanych przez Twittera Kongresowi USA.
Po atakach w Manchesterze i na London Bridge pierwsze prowokacyjne treści pojawiały się już po kilkunastu minutach. Jedne konta podszywały się pod lokalne serwisy informacyjne i mieszały prawdziwe wiadomości z fałszywymi. Inne udawały radykalną prawicę, przedstawiając wszystkich muzułmanów jako zagrożenie. Równocześnie kolejne profile w karykaturalny sposób atakowały prawicę i broniły muzułmanów.
Rosyjskie sieci dezinformacyjne tworzą również spreparowane nagrania, w których ludzie podszywają się pod islamskich bojowników. Na początku lipca we francuskojęzycznym internecie pojawił się film zapowiadający zamach podczas obchodów 14 lipca. Trzech zamaskowanych mężczyzn groziło Francji z powodu sprzedaży broni Izraelowi, a jeden odciął głowę kukle ubranej w mundur Legii Cudzoziemskiej. Na ich mundurach widniały emblematy przypominające symbolikę Hezbollahu.
Nagranie od początku budziło wątpliwości. Hezbollah zwykle publikuje komunikaty oficjalnymi kanałami i korzysta z profesjonalnie przygotowanych materiałów propagandowych. Tymczasem film przypominał raczej estetykę ISIS.
Podobne filmy pojawiały się już wcześniej. W 2024 roku fałszywi członkowie Hamasu grozili zakłóceniem igrzysk w Paryżu, a później mężczyźni podający się za bojowników syryjskiej HTS zapowiadali spalenie Notre-Dame. Powtarzał się ten sam schemat:
zamaskowani ludzie, symbole organizacji terrorystycznej, groźby wobec Francji i zniszczenie rozpoznawalnego symbolu Republiki. Do żadnego z zapowiadanych ataków nie doszło.
Agencja AFP ustaliła, że najnowszy materiał rozpowszechniała skoordynowana sieć kont regularnie promujących prorosyjskie narracje, choć część z nich miała także profil propalestyński, panarabski lub proirański. Analitycy wiążą te operacje z grupą Storm-1516, powiązaną z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU i oskarżaną o ingerowanie w debaty polityczne oraz wybory w kilku państwach.
Mamy wiele dowodów – i jeszcze więcej poszlak – na to, że Rosja wykorzystuje islamskie ataki terrorystyczne w wojnie hybrydowej przeciwko Europie. Służą one polaryzacji społecznej, sianiu strachu przed fałszywymi zamachami, tworzeniu narracji, że „Europy już nie ma”, faktycznej radykalizacji zarówno mniejszości muzułmańskiej, jak i antyislamskiej europejskiej prawicy.
Radykalny islam i powiązany z nim terroryzm są faktycznym zagrożeniem w Europie: według Europolu jest to najczęstszy rodzaj terroryzmu w Europie, odpowiadający za około połowę wszystkich ataków. Nie należy ich ignorować ani umniejszać ich znaczenia.
Warto jednak pamiętać, że w sytuacji obecnej wojny hybrydowej z Rosją, wzrostu poparcia dla skrajnej populistycznej prawicy w mediach społecznościowych, których algorytmy oparte są na generowaniu i podsycaniu negatywnych emocji, wszystko to, co dzieje się po zamachu, może służyć innym celom oraz grupom innym niż wykonawcy samego ataku.
Bezpieczeństwo
Rosja
Świat
dezinformacja
islam
kryzys migracyjny
migracja
pod progiem wojny
Rosja
terroryzm
wojna hybrydowa
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Komentarze