Nauczyciele mają trzy powody do oburzenia na podwyżki. MEN ma powód, by na start reformy dać we wrześniu drugą podwyżkę. Prezes ZNP ostrzega rząd, że za politykę płacową zapłacą przy urnach 2027. MEN mówi OKO.press, że „prowadzi rozmowy z całym rządem”, ale nie daje nadziei na korektę w 2026 roku
Sławomir Broniarz, prezes ZNP mówi OKO.press: „Nie straszę, nie szantażuję, opisuję nastroje”.
Rozmawiamy przez wtorkowym (17 lutego 2026) tzw. spotkaniem uzgodnieniowym Związku Nauczycielstwa Polskiego z ministrami edukacji na temat nauczycielskich podwyżek na 2026 rok. Związkowcy są oburzeni ich wysokością (3 proc.) i żądają więcej, ale rząd przewidział takie podwyżki dla całej sfery budżetowej, uznając, że oznacza to wyrównanie strat z inflacji, która w grudniu 2025 wyniosła 2,4 proc. a w styczniu 2026 już tylko 2,2 proc.
Skąd się bierze nauczycielska i związkowa frustracja? Spojrzymy na historię nauczycielskich wynagrodzeń od 2005 roku, porównamy je ze średnim i minimalnym wynagrodzeniem w Polsce. Znacząca podwyżka 2024 roku tylko częściowo wyrównała straty, a podwyżki w 2024 i 2025 oznaczają co najwyżej stagnację realnych dochodów, gdy inne płace rosną.
Porozmawiamy ze Sławomirem Broniarzem o jego nadziejach i zwątpieniach przed wtorkowymi negocjacjami. I zapytamy MEN, czy ma dla nauczycielek i nauczycieli* jakieś propozycje. Na przykład drugiej podwyżki we wrześniu, co robiły czasem poprzednie rządy, w tym pierwszy rząd Donalda Tuska w 2009 i 2010 roku (a potem rządy PiS w 2018, 2020 i 2022). Zwłaszcza że we wrześniu do szkół wchodzi
„Kompas jutra”, czyli zasadnicza reforma edukacji, której powodzenie zależy od nauczycielskiego zaangażowania.
Zarobki nauczycielek to skomplikowana materia. Związkowcy chętniej mówią o wynagrodzeniach zasadniczych, czyli gołych pensjach, gwarantowanego minimum. My skupimy uwagę raczej na tzw. wynagrodzeniach średnich, które z pewnym przybliżeniem oddają całość nauczycielskich zarobków, czyli płacę zasadniczą z nadgodzinami i zastępstwami powyżej pensum 18-godzin tablicowych (po 45 minut) plus dodatki m.in. za wysługę lat, wychowawstwo i tzw. motywacyjny. Na końcu tekstu pokażemy, jak wynagrodzenia średnie przekładają się na prawdziwe płace.
* Uwaga! W tekście używamy częściej określenia „nauczycielki” niż „nauczyciele”, bo kobiety stanowią aż 82 proc. nauczycielskiej kadry. Podobnie z „dyrektorkami” (ponad 70 proc.).
Podstawą wyliczania średnich wynagrodzeń jest tzw. kwota bazowa, określana w ustawie budżetowej na zasadzie arbitralnej decyzji rządu. Na 2026 rok minister finansów zdecydował, że wyniesie 5 598 zł, czyli będzie tylko o 3 proc. wyższa niż w 2025 roku. I tu są pogrzebane nadzieje 708 tys. nauczycielek i nauczycieli (wg najnowszych danych MEN z jesieni 2024).
Na mocy art. 30 p. 3 Karty Nauczyciela, czyli świętej księgi nauczycielskich praw:
Dyplomowanych jest najwięcej (w roku szkolnym 2024/2025 – 54,9 proc. wszystkich), początkujących – 23,8 proc., a mianowanych – 21,2 proc.
Pierwsze oczywiste rozczarowanie płynie z niskiej kwoty tegorocznej podwyżki:
Jak widać na wykresie, drastycznie kontrastują one z tym, co rząd Tuska dał nauczycielom w 2024 roku i są jeszcze mniejsze niż w 2025 roku.
Płace zasadnicze, czyli gołe wynagrodzenia dla kolejnych grup awansu rząd przedstawił w rozporządzeniu z 22 stycznia. Rosną także o 3 proc., tyle, co kwota bazowa i średnie wynagrodzenia.
Jeśli ZNP niczego nie wskóra, ta goła pensja wyniesie w 2026 roku:
W 2025 roku podwyżki zasadniczego wynagrodzenia były o ok. 100 zł większe (odpowiednio: 245 zł, 253 zł i 296 zł). W rekordowym 2024 roku wszystkie przekroczyły 1000 zł:
Nauczycielskie rozczarowanie wynika także z tego, że rządzący podtrzymywali zapewnienia, że polityka inwestowania w nauczycielski zawód będzie przez liberalno-lewicowy rząd kontynuowana.
Pytam Sławomira Broniarza, prezesa ZNP, z czym idzie na wtorkowe negocjacje do MEN.
Broniarz: Z notatnikiem.
A w tym notatniku?
Broniarz: Stanowisko ZNP. Wyraża irytację, frustrację, rozczarowanie tym, że wynagrodzenia nie odpowiadają naszym oczekiwaniom.
ZNP 10 lutego 2026 domaga się:
W notatniku Broniarza są też zapisane „deklaracje pana premiera, które nie zostały zrealizowane”. Chodzi przede wszystkim o wystąpienie Donalda Tuska na zjeździe ZNP w listopadzie 2024. Mówił wtedy, że zawód nauczyciela nie może być wynagradzany niżej niż przeciętna płaca. „Zobowiązuję się dzisiaj, że przyspieszymy prace nad projektem obywatelskim. Policzyliśmy, ile mogą wynieść podwyżki dla nauczycieli”.
Tusk nie podał konkretów, ale było jasne, że będą to kolejne solidne podwyżki.
A jest – jak podkreśla ZNP – waloryzacja, która ledwie zapewnia zachowanie realnej wartości nabywczej nauczycielskich zarobków.
Podobnie mówiła w listopadzie 2024 Barbara Nowacka na Szczycie dla Edukacji (organizowanym przez sieć organizacji społecznych SOS dla Edukacji): "Pracujemy, żeby pokazać drogę dojścia do tego,
żeby nauczyciel zarabiał naprawdę dobrze i żeby to były podwyżki stabilne i niezależne od jakiejkolwiek władzy i jej woli".
Inicjatywa „Godna płaca” trafiła do Sejmu jako projekt obywatelski w 2021 roku i została przez ówczesną marszałkinię z PiS (Elżbietę Witek) starannie zamknięta w zamrażarce. Za rządów Koalicji 15 Października projekt został po pierwszym czytaniu 20 listopada 2023 roku skierowany do komisji edukacji. Powołano podkomisję pod kierunkiem posła Adam Krzemińskiego (KO), z zawodu nauczyciela, która odbyła jedno posiedzenie w marcu 2025. I to by było na tyle.
„Poseł Krzemiński – mówi OKO.press Broniarz – tłumaczył mi, że ma związane ręce”.
Wbrew obietnicom Tuska rząd unika projektu „Godna płaca”, może dlatego, że policzył, ile by to kosztowało. ZNP chce wyjąć nauczycielskie płace z rąk polityków i związać je z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce – po modyfikacji – w drugim kwartale poprzedniego roku (w 2025 roku wg GUS to było 8748,63 zł) określając na jego podstawie wynagrodzenie zasadnicze, które dla nauczyciela dyplomowanego wynosiłoby minimum 100 proc. (w zaokrągleniu 8749 zł), a dla początkującego minimum 81 proc. średniej z II kwartału (czyli 7086 zł). Oznaczałoby to w 2026 roku gigantyczną podwyżkę: o 41 proc. dla dyplomowanych i 37 proc. dla początkujących, co przełożyłoby się na wzrosty wynagrodzeń średnich.
Źródła nauczycielskiej frustracji są jednak głębsze i widać je dopiero w dłuższej perspektywie.
We wszystkich dyskusjach ze związkowcami rząd podkreśla, że teraz daje mniejsze podwyżki, bo w 2024 dał ogromne. Przypomnijmy – 30 proc. dla mianowanych i dyplomowanych i 34 proc. dla początkujących.
Z perspektywy nauczycieli rzecz wygląda inaczej, bo podwyżki 2024 nie zrekompensowały strat poniesionych od 2012 do 2023 roku. Widać to na wykresie nauczycielskich średnich wynagrodzeń w ostatnich 22 latach, które pokazujemy na tle średnich płac w gospodarce narodowej i płacy minimalnej. Dla większej czytelności wykresu nie podajemy zarobków nauczycieli mianowanych.
Powyższy wykresy trzeba opatrzeć uwagami:
Przez pięć lat tłustych rządów PO-PSL (2008-2012) średnie wynagrodzenia nauczycielek początkujących urosły z 1835 do 2718 zł, a dyplomowanych z 3377 zł do 5000 zł (w obu przypadkach o 48,1 proc.).
W 2013 roku rząd Donalda Tuska, a potem Ewy Kopacz najwyraźniej uznał, że wystarczy tych podwyżek. I przez cztery lata (2013-2016), wzrost wynagrodzeń nauczycielskich (zarówno zasadniczych, jak i średnich) wyniósł równe 0 zł i 0 proc. Podwyżka rządu Beaty Szydło w 2017 roku jest niewidoczna na wykresie, bo wyniosła 1,2 proc. (65 zł dla nauczycielki dyplomowanej...),
Przez pięć lat (2013-2017), nauczycielskie zarobki stały w miejscu.
Rządy PiS wiele tu nie poprawiły, nauczycielskie płace rosły w sposób chaotyczny, ale nadal wolniej niż średnia krajowa i płaca minimalna.
Przez cały okres 2012-2023 średnie wynagrodzenia:
W tym samym czasie:
Ogromna podwyżka 2024 roku nie wyrównała tych strat wobec innych grup zawodowych, bo średnie wynagrodzenia liczone względem 2012 roku wzrosły:
W tym samym czasie:
Oznacza to, że ponad 700 tysięcy nauczycielek i nauczycieli, odczuwając satysfakcję z podwyżki w 2024 roku, miała świadomość, że to wciąż za mało, by odzyskać to, co tracili wcześniej. Rządzący, patrząc z krótszej perspektywy, widzieli to inaczej.
Małe i bardzo małe podwyżki 2025 i 2026 roku są jak recydywa ostatnich lat rządów PO-PSL, kiedy uznano, że po serii wysokich podwyżek (2007-2012), można uznać oczekiwania nauczycielskie za zaspokojone.
Nauczyciele obawiają się, że rok 2024 był wyjątkiem od reguły w polityce kolejnych rządów ostatnich 14 lat, że zarobki nauczycielskie rosną wolniej niż średnia w firmach czy płaca minimalna.
Widać to w porównaniach wynagrodzeń nauczycielek dyplomowanych i średniej w gospodarce.
Płace w gospodarce rosną w Polsce równo na zasadzie rynkowej, lekko przyspieszając od 2020 roku, wynagrodzenia nauczycielskie są podatne na kaprysy władzy.
W 2025 i 2026 średnia w gospodarce ma urosnąć z 8173 zł do zapisanych w budżecie 9420 zł, czyli o 15,3 proc. (a realny wzrost płac przekracza zwykle planowany). W tym czasie nauczycielskie zarobki rosną o 8,1 proc., prawie dwa razy wolniej.
Pytam Sławomira Broniarza, jakiego wzrostu wynagrodzeń w 2026 roku będzie się domagać na wtorkowym spotkaniu w MEN.
Przewodniczący ZNP przypomina, że na obradach Rady Dialogu Społecznego w czerwcu 2025 ZNP żądał podwyżki wynagrodzeń o 10 proc., i to spuszczając z tonu (pierwotnie – o 15 proc.). „Uznaliśmy, że jeśli mamy dojść do regulacji »Godne płace«, trzeba od czegoś zacząć”.
Broniarz nie chce ujawniać strategii rozmów, ale
przywołuje negocjacje z 2009 roku, kiedy rząd (także Tuska) zgodził się na dodatkowe podniesienie kwoty bazowej.
Faktycznie została powiększona z 2178 zł do 2287 zł, czyli o 5 proc., co przełożyło się na dwukrotnie wyższe niż pierwotnie podwyżki wynagrodzeń w porównaniu z 2008 rokiem: 10 proc. zamiast 5 proc.
Można się spodziewać, że ZNP będzie naciskać na podobny wariant – wprowadzenie drugiej podwyżki od września 2026. Zwłaszcza że takich dodatkowych podwyżek było od 2008 roku pięć (patrz wyżej).
Ponadto Broniarz zapowiada, że wyższa kwota bazowa mogłaby być punktem wyjścia do większego zróżnicowania wynagrodzeń według awansu, a zwłaszcza dowartościowania nauczycieli mianowanych. "Ich złość budzą tak małe różnice ich zarobków w porównaniu z osobami początkującymi w zawodzie.
Bo niby mają wyższy stopień awansu, ale niewiele z tego wynika".
Pytam, jak to zrobić, skoro średnie płace wg awansu nauczycielskiego reguluje Karta nauczyciela.
„Nie chcę wychodzić przed szereg” – ucina Broniarz. Podkreśla, że jeśli rząd nie zgodzi się na korekty podwyżek, oznacza to, że inicjatywa dążenia do „Godnej płacy” zostanie pogrzebana. Że nie ma już woli politycznej.
Zwracam uwagę, że rządowy priorytet w tej chwili to obronność.
„Nauczyciele widzą, jaka jest sytuacja geopolityczna – mówi Broniarz – ale nie może to być usprawiedliwieniem lekceważenia potrzeb naszej grupy zawodowej”.
10 lutego 2026 roku Sławomir Broniarz mówił na konferencji ZNP, że ledwie 3 proc. podwyżka płac oznacza pogłębianie kryzysu płacowego w oświacie i brak zachęty dla młodych, by pracowali w szkole.
Urszula Woźniak, wiceprezeska ZNP określiła podwyżkę (waloryzację) jako „upokarzającą”, tym bardziej że wynagrodzenia innych grup zawodowych rosną szybciej. Zacytowała ministra finansów, że płace nauczycieli będą rosły „w miarę możliwości” i ripostowała, że
"w takim razie nauczyciele też będą wdrażać »Kompas Jutra« w miarę możliwości”.
Podobnie mówił Broniarz: „Jak mamy my, nauczyciele, wejść z pełnym impetem w realizację reformy, mając świadomość, że proponowany wzrost wynagrodzeń jest na poziomie wskaźnika inflacji”?
Pytam, czy ZNP szantażuje ministerstwo: jak nie dacie większych podwyżek, to nie zaangażujemy się w reformę.
Broniarz komentuje wypowiedź swojej wice Urszuli Woźniak, znanej ze stawiania spraw kawa na ławę, która weźmie udział we wtorkowych rozmowach:
"Urszula parafrazowała ministra Domańskiego, ale to nie była opinia z sufitu. W ramach 120-lecia rocznicy ZNP odbyliśmy ponad 80 spotkań w całej Polsce. I wszędzie słyszeliśmy, że będziemy robić co trzeba, nawet trawę możemy malować różowo, ale nasze zaangażowanie zależy od tego, jak rząd podejdzie do nas.
Tymczasem słyszymy: dajcie z siebie więcej, ale my nie możemy dać więcej.
Będzie niedobrze, jeśli znowu dowiemy się, jak MEN nas ceni i docenia, ale rząd już zamknął budżet, więc weźcie się do roboty".
A jeśli tak właśnie będzie?
Broniarz: „Wtedy ostatnią szansą ratowania sytuacji będą obrady Rady Dialogu Społecznego. Do 15 czerwca Rada ma uzgodnić projekt ustawy budżetowej na 2027 rok. Jeśli tam nie znajdzie się znaczący wzrost nauczycielskich płac, będzie naprawdę źle. Rząd może za to zapłacić przy urnach”.
Straszy pan, że Koalicja 15 Października straci nauczycielskie głosy w wyborach 2027 roku?
Nie straszę, nie szantażuję, opisuję nastroje.
OKO.press zapytało ministry edukacji, czy frustracja nauczycieli może zagrozić reformie „Kompas jutra”. I czy widzą możliwość drugiej podwyżki we wrześniu 2026. A także: „Czy MEN może liczyć na zrozumienie ze strony ministra finansów i premiera Tuska, że trzeba inwestować w reformę edukacji i jednorazowa korekta płac w 2024 roku nie wystarczy?”.
„Rozumiemy emocje i rozczarowanie części nauczycieli związane z wysokością płac. Nie zamiatamy tego pod dywan. Nauczyciele są dla nas najważniejsi. Bez godnych, przewidywalnych wynagrodzeń nie będzie ani stabilnej szkoły, ani skutecznej reformy” – odpisała 15 lutego 2026 rzeczniczka prasowa MEN Ewelina Gorczyca.
I dalej: „Premier Donald Tusk i ministra Barbara Nowacka jasno deklarowali, że kierunkiem rządu jest powiązanie wynagrodzeń nauczycieli ze wskaźnikiem gospodarczym, tak aby rosły wraz z kondycją gospodarki, a nie w rytmie corocznych ustaleń budżetowych. Chcemy przejść od doraźnych decyzji do stabilnego mechanizmu, który da nauczycielom przewidywalność”.
To powtórzenie deklaracji z poprzednich lat. Ma uspokoić nastroje: „Dostrzegamy, że napięcia płacowe wpływają na motywację, dlatego tak mocno akcentujemy rozwiązania systemowe, a nie jedynie jednorazowe decyzje budżetowe. Reforma jest projektem z nauczycielami i dla nauczycieli. Jej celem jest większa autonomia szkół, lepsze wsparcie organizacyjne i merytoryczne”.
Na ile wiarygodna jest deklaracja o dążeniu do rozwiązań systemowych? „Ministerstwo pozostaje w stałym dialogu ze związkami zawodowymi i partnerami społecznymi, równolegle prowadząc rozmowy z całym rządem o dalszych inwestycjach w oświatę”.
Ten ostatni punkt jest kluczowy.
„Prowadzenie rozmów z całym rządem” nie dawało jednak do tej pory efektów,
np. gdy ministra Nowacka walczyła o 10 proc. podwyżki na 2025 rok, ale minister finansów Andrzej Domański postawił na swoim, czyli na 5 proc.
„Naszym celem jest stworzenie takiego modelu wynagradzania, który będzie stabilny i powiązany z rozwojem gospodarczym kraju. Bo tylko wtedy nauczyciele będą mieli poczucie bezpieczeństwa” – raz jeszcze deklaruje na koniec MEN, nie odpowiadając na pytanie, czy możliwa jest dodatkowa podwyżka we wrześniu 2026.
Na koniec uzasadnienie, dlaczego w analizie skupiamy się na wynagrodzeniach średnich.
Zarobki zasadnicze to nauczycielski konkret, minimum, jakie muszą dostać za swą pracę, ale na tym nie kończą się ich zarobki. Dochodzą dodatki, które opiszemy teraz dokładniej:
I wreszcie rzecz zasadnicza. Nauczycielki dostają:
Ministerstwo Czarnka poluzowało bowiem to ograniczenie dla szkół ponadpodstawowych, nie obejmuje ono także zajęć z dziećmi z Ukrainy. Dodatkowo praca nauczycielki w różnych szkołach pozwala omijać limit.
Art. 30. 1. Karty nauczyciela wśród wynagrodzeń nauczycieli wymienia także
co o tyle ważne, że osoba pracująca (nie tylko w szkole) uważa nagrody za pieniądze ekstra, które nie powinny liczyć się do średniej.
To wszystko razem składa się na
zarobki całkowite, które są regulowane przy pomocy mechanizmu „średniego wynagrodzenia”.
Jak już wiemy, jest ono definiowane jako odsetek tzw. kwoty bazowej.
Średnie nauczycielskie nie są – wbrew nazwie – matematyczną średnią realnych zarobków (tak jak wyliczana przez GUS średnia krajowa).
Jak tłumaczyła OKO.press Magdalena Kaszulanis z ZNP, to raczej „konstrukt, w którym do wynagrodzenia zasadniczego dolicza się uśrednione dodatki do pensji". Związkowcy chętnie argumentują, że średnie wynagrodzenia zafałszowują obraz na korzyść rządu, bo typowa nauczycielka nie osiąga takich wynagrodzeń. Nie dostaje przecież wszystkich dodatków.
Nie mają jednak racji.
Średnie wynagrodzenia z grubsza odpowiadają realiom.
Trudniej oczywiście wyrobić średnią nauczycielom początkującym (dostają mniej dodatków) i nauczycielkom nauczania początkowego (trudniej im o nadgodziny).
Występują też znaczące różnice regionalne, samorządy biedniejsze dają niższe dodatki niż zamożniejsze, np. w dużych miastach, gdzie konkurencja na rynku pracy jest duża. I wreszcie, więcej zarabiają nauczycielki przedmiotów, których jest więcej w siatce godzin, zwłaszcza gdy tych akurat przedmiotowców brakuje.
Wbrew tym różnicom, działa jednak ustawowy mechanizm ochronny.
Ma on kadrze nauczycielskiej „zapewnić osiągnięcie średnich wynagrodzeń”.
Jeśli nauczycielka nie uzyska średniej na swoim szczeblu awansu, powinna na mocy z art. 30 a Karty Nauczyciela dostać od samorządu prowadzącego szkołę „jednorazowy dodatek uzupełniający”, czyli – z pewnym uproszczeniem – wyrównanie do średniego wynagrodzenia (samorządy zaskarżyły ten zapis do Trybunału Konstytucyjnego – bezskutecznie). Jak to już analizowaliśmy, organy prowadzące zwracają uwagę, by nauczycielskie zarobki nie schodziły poniżej średniej, z czym w znacznej większości przypadków nie mają żadnych kłopotów, bo do finansowania swoich nauczycieli i szkół dokładają sporo własnych środków.
Edukacja
Sławomir Broniarz
Andrzej Domański
Katarzyna Lubnauer
Barbara Nowacka
Donald Tusk
Ministerstwo Edukacji Narodowej
Rząd Donalda Tuska (drugi)
Magdalena Kaszulanis
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze