0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Genya SAVILOV / AFP, 25.06.2023Fot. Genya SAVILOV /...

W piątek, 23 czerwca 2023 roku Jewgienij Prigożyn, założyciel PMC Wagner, prywatnej firmy wojskowej, oskarżył rosyjskie wojsko o atak rakietowy na obozowiska Grupy Wagnera. Powiedział też, że wojna w Ukrainie jest bez sensu. Rozpoczął „marsz sprawiedliwych”, żeby ukarać winnych. Oskarżył też szefa rosyjskiego MON Siergieja Szojgu i szefa Sztabu Generalnego rosyjskich Sił Zbrojnych Walerija Gierasimowa o „ludobójstwo narodu rosyjskiego”. Jednak wieczorem w sobotę 24 czerwca zatrzymał się 200 km przed Moskwą. Relacjonowaliśmy te wydarzenia na żywo. Jako rozjemca wystąpił prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka. Pucz okazał się krótkotrwały.

Przeczytaj także:

Konfrontacja Szojgu – Prigożyn

View post on Twitter

Róbcie zapasy popcornu. Spektakl się zaczyna

„Widzimy duży popyt na popcorn. Czy wszyscy śledzą wiadomości?” – pisze największy ukraiński sklep internetowy Rozetka.

View post on Twitter

Pierwsze reakcje Ukraińców w mediach społecznościowych pokazywały ich podniecenie. Nie zabrakło żartów o popcornie i memów. Nawet ukraińscy żołnierze wpisali się w trend i nagrywali filmiki z popcornem. Ukraina kibicowała obu stronom i życzyła zniszczenia się nawzajem.

Użytkownik Facebooku Wołodymyr Popow pisze (czwarty screen powyżej):

„Rostów jest pod kontrolą PMC Wagner – Prigożyn. Jeszcze w 2014 roku mówiłem, że tam, gdzie jest Janukowicz, tam koniecznie odbywają się rewolucje”.

Użytkownik Roman Romaniuk pisze (wyżej pierwszy screen): „Prytuła, ogłosiłeś już jakąś zbiórkę? Jakieś worki dla Prigożyna i Szojgu, czy może jeszcze coś?”

Serhij Prytuła, ukraiński prezenter telewizyjny, komik i wolontariusz, znany m.in. z dużych zbiórek na wojskowe pojazdy czy broń, dzień przed wydarzeniami ogłosił nową zbiórkę „Dopadniemy wroga wszędzie”. Celem zbiórki było zebranie w tydzień ponad 100 mln hrywien na zaopatrzenie wojskowe dla ukraińskiej armii na lądzie, na morzu i w powietrzu. W sobotę nagrał wideo, w którym tak mówił:

„Dzisiaj w ukraińskich mediach społecznościowych panuje wesoła atmosfera, jest dużo żartów, memów, ponieważ PMC Wagner poszła wojną na oficjalny Kreml. To daje powody do radości naszym ludziom, ponieważ kiedy nasi wrogowie zabijają jedni drugich – dla nas to zasadniczo OK. Jednak nie chciałbym, żebyśmy byli za bardzo zachwyceni tą narracją, która wisi w powietrzu. [...] Przypomnę, że 106 lat temu już była sytuacja, kiedy w Rosji jeden łysy łajdak dorwał się do władzy na bagnetach pijanych marynarzy, urkiw [Zuchwałych więźniów – red.] i marginesu.

To wszystko skończyło się czerwonym terrorem, kiedy bolszewicy zalali krwią nie tylko Rosję, ale niestety i naszą Ojczyznę. Teraz od tego, że jeden łysy na innego bunkiernego skacze, u mnie osobiście nie wywołuje radości.

Nie patrząc na to, jakie procesy rewolucyjne odbywają się w Rosji lub kto u nich będzie przy władzy, ich polityka w stosunku do Ukrainy się nie zmieni.

Dlatego trzeba robić zapasy nie popcornu, a broni. I wszystkiego, co może pomóc naszym siłom obrony”.

Zbiórkę zamknięto w trzy dni. Ukraińcy zebrali ponad 110 mln hrywien.

Na poważnie: Prigożyn pokazał światu, że Putin jest słaby

Rusłan Osypenko, ukraiński dyplomata, ekspert ds. stosunków międzynarodowych w poniedziałek, 26 czerwca, w radio New Voice mówi:

„Z jednej strony wygląda na to, że jest osłabienie reżimu, i trzeba tę lukę wykorzystywać. Jednak spójrzmy na tę sytuację oczyma Zachodu. Po pierwszę myślę, że Zachód się przestraszył. Nie pokaże tego. Uzbrojony kryminalista mógł przechwycić władzę w kraju, który ma drugi arsenał jądrowy na świecie. Te zamieszki zagrały na korzyść Putina. On wygląda jak dziecko w porównaniu z Prigożynem, który nie ma żadnych moralnych hamulców. Gdyby otrzymał dostęp do czerwonego przycisku, to Zachód nie wiedziałby, co z tym robić”.

Według dyplomaty w tej sytuacji trzeba zwrócić uwagę na kilka momentów:

  • „Z jednej strony Prigożyn pokazał osłabienie reżimu, słabość lidera, sił bezpieczeństwa. [...] Okazało się, że nie są one efektywne i nie pracują. Powinniśmy to wykorzystać. Teraz trzeba kalkulacje będą robione z uwzględnieniem faktu, że reżim jest osłabiony, że go nie wspierają ludzie (widzieliśmy, jak wagnerowcy wychodzili z Rostowa, ludzie żegnali ich jako bohaterów, jako buntowników, którzy zbuntowali się przeciwko władzy Rublowki i urzędników. Mimo że to krwawi zabójcy).
  • Ludzie nie wspierają Putina, nie wspierają reżimu, i to stało się oczywiste dla wszystkich.
Lider, który uciekał, kiedy armia nie mogła czy nie chciała zatrzymać ruchu na Moskwę kolumn Wagnera, jest słaby. Nie jest tym liderem, którego maluje propaganda.
  • Trzeci moment, ten tak zwany konflikt interesów, będzie mieć kontynuację. Zademonstrował, że rosyjskie społeczeństwo jest podzielone. Kierownictwo jest słabe. Prigożyn swoim apelem podniósł to społeczeństwo, a potem go zawiódł”.

Osypenko mówi, że teraz rosyjskie władze będą wyjaśniać sprawę z tymi jednostkami wojskowymi, które stanęły po stronie Wagnera, oraz samymi wagnerowcami. W jego ujęciu Prigożyn uratował siebie, ale stracił komponent mocy. „Jeśli nie będzie miał komponentu mocy, odbiorą mu pieniądze, które chowa w Afryce czy gdzieś po świecie" – mówi dyplomata, dodając, że buntowników będą karać, „ale po cichu, w stylu Putina: najpierw utną głowę liderom grupy wojskowej Wagnera, najbardziej obrażających wyślą na front”. Osypenko jest pewien, że

Kreml nie przebaczy tego buntu.

„Nie jest to ostatni bunt. Elity, które zobaczyły słabość lidera, będą próbować zmienić sytuację i odsunąć słabego lidera” – mówi Osypenko.

Fundament do negocjacji

Osypenko utrzymuje, że Zachód zobaczył, że Putin osłabia się. Dlatego nie stawia na zmianę lidera na Kremlu.

„Osłabiony Putin szybciej pójdzie na negocjacje z Zachodem niż nowy lider, w którego trzeba inwestować i czekać, żeby on sformował nowy pion władzy.

Putin stara się stworzyć fundament dla negocjacji. Przewożenie broni jądrowej do Białorusi, zaminowanie Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej – to właśnie ma mu dać argumenty w negocjacjach. Ale nie dla nas [Ukraińców – red]. Nas Putin straszy. Z Zachodem zaś chce skorzystać z precedensu, jakim był Kryzys Karaibski [1962 roku] i siąść z Zachodem przy stole negocjacji.

Putin chce zachować życie i władzę. Władza zachowa mu życie. A przeciąganie wojny zachowa mu władzę. Jest więc gotowy zniszczyć pół Rosji, żeby nadal mieć władzę – mówi Osypenko. I podsumowuje:

Bunt Prigożyna pokazał, że władza jest nikczemna i nieefektywna. Nie jest w stanie się obronić, nie może zarządzać, bo nie jest w stanie wygrać wojny, choć ma większe zasoby niż druga strona.

Putin liczy więc, że czas mu pomoże. Że zajdzie jakaś globalna zmiana, że ktoś zechce z nim rozmawiać w związku z sytuacją na ZEA, lub Trump wygra wybory w USA. Putin liczy na cud”.

Ekspert podejrzewa, że po wydarzeniach 23-24 czerwca 2023 roku wzrośnie w kremlowskich elitach znaczenie sił, które będą chciały rozmawiać z Zachodem o zakończeniu wojny i sankcji. „Zdają sobie sprawę, że ten system kiedyś się rozwali i trzeba ratować siebie i swoje dobra” – mówi Osypenko.

Prigożyn jest tylko narzędziem

Serhij Rachmanin, deputowany do parlamentu Ukrainy z frakcji „Holos” (Głos), członek Komisji Bezpieczeństwa Narodowego, Obrony i Wywiadu Rady Najwyższej Ukrainy uważa, że to, co obserwowaliśmy w miniony weekend, nie jest spektaklem. Podaje trzy wersje tego, co się wydarzyło.

  • Po pierwsze, „Prigożyn nie był inicjatorem, był narzędziem innego człowieka, może grupy, która uznała, że Putin już jest wystarczająco słaby, żeby oddać władzę. Więc trzeba stworzyć sytuację, w której będzie zmuszony ją oddać. Jednak przestraszyli się, czy rozmyślili się, zmienili plany, może uznali, że potrzebny jest reset”.
  • Druga wersja – inicjatorem był sam Prigożyn. To, zdaniem Rachmanina, może oznaczać, że Prigożynowi coś zagrażało, mógł stracić życie, więc wyprzedził wydarzenia.

„Stworzył sytuację maksymalnie krytyczną do władzy, żeby otrzymać pewne gwarancje bezpieczeństwa. [...] Nikt nie wie, czy je otrzymał. Nikt nie wie, jakie były negocjacje, kto dokładnie w nich brał udział i czym się skończyły” – mówi deputowany.

  • Trzecią wersję (najmniej prawdopodobną według autora) może być to, że „Prigożyn jak Putin został ofiarą własnej propagandy i uwierzył w niewiarygodną zdolność bojową swoich sił zbrojnych i swoją bezkarność”. W tej wersji Prigożyn miał uwierzył, że może przejąć władzę.

„Słabi carowie nie są szanowani w Rosji i źle kończą”

Wołodymyr Fesenko, ukraiński politolog utrzymuje, że wydarzenia w Rosji będą miały różne konsekwencje. „Niektóre z nich zobaczymy w najbliższych dniach, w szczególności decyzje kadrowe, w tym w Ministerstwie Obrony. Inne ujawnią się później – pisze Fesenko. – Prigożyn skutecznie unieważnił siebie jako wpływowego i popularnego aktora w rosyjskiej polityce. A Putin zdewaluował siebie, pokazując swoją polityczną i administracyjną słabość”.

I dalej: „Przecież problem Prigożyna rozwiązał nie Putin, a przedstawiciele Kremla (Patruszew, Wajno), ludzie z wewnętrznego kręgu Putina (Diumin), z udziałem Łukaszenki. Putin obiecał rozwiązać problem PMC Wagnera siłą, ale musiał negocjować z Prigożynem, aby pójść na formalny kompromis. [...]

Ale jeśli problem można rozwiązać bez Putina, to dlaczego Putin? Myślę, że ta myśl będzie coraz częściej pojawiać się w głowach różnych rosyjskich przywódców i elit. Słabi carowie nie są szanowani w Rosji i źle kończą”.

Fesenko radzi zapomnieć o Prigożynie i PMC Wagner. Jego zdaniem część wagnerowców prawdopodobnie pojedzie z Prigożynem do Afryki, ponieważ „jemu być tam opłaca się bardziej niż walczyć z Ukrainą i jest to o wiele bezpieczniejsze niż być na Białorusi”.

Większość wagnerowców według politologa zostanie rozproszona po różnych jednostkach. „Wersja, że Prigożyn poprowadzi wagnerowców z Białorusi na Kijów, to spiskowy nonsens. Dla Kremla niedopuszczalne jest utrzymywanie PMC Wagner w obecnej formie, w tym na terytorium Białorusi. Jest to zarówno niebezpieczne (na wypadek, gdyby chcieli to powtórzyć), jak i niepraktyczne. Myślę, że teraz w Rosji będzie tabu na prywatne armie. Jedynym wyjątkiem będą kadyrowcy” – mówi Wołodymyr Fesenko.

Diagnozę Fesenki potwierdził w poniedziałek 26 czerwca wieczorem sam Putin: obiecał wagnerowcom amnestię (z wyjątkiem przywódców – co jest wycofaniem się z sobotnich garancji) i postawił ich przed wyborem – albo wstępują do rosyjskiej armii, albo jadą na Białoruś. Przy czym Putin nazywał wagnerowców bohaterami i zrównywał ich w bohaterstwie z pilotami armii rosyjskiej, którzy zginęli, próbując zatrzymać pucz. Był to kolejny objaw słabości Putina.

„Odliczanie rozpoczęte” – Daniłow

Ołeksij Daniłów, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy mówi o „rostowskim tranzycie” – bo tak nazywa pucz Prigożyna. Jego zdaniem „bunt” Prigożyna jest „pierwszym etapem do demontażu putinowskiego systemu”, a sam sprawca jest „tylko częścią planu, czubkiem góry lodowej procesu destabilizacji”.

Daniłow jest przekonany, że „w Rosji sformowała się już grupa niezadowolonych – członków sił bezpieczeństwa, urzędników i oligarchicznego kapitału – którzy uważają działania Putina za zabójcze dla ich swoich interesów i istnienia, za zagrożenie dla Rosji”.

Przerwany marsz Prigożyna pokazał, że intencje są poważne i że wagnerowcy lub inne grupy wojskowe mogą dojść do Placu Czerwonego.

„Putinowi pozostała tylko jedna opcja, aby się uratować: całkowita czystka w siłach bezpieczeństwa, fizyczna eliminacja PMC Wagnera, demonstracyjne ukaranie Prigożyna (młotem kowalskim?), wprowadzenie stanu wojennego w kraju i zastosowanie masowych represji. To, czy machina karna Zołotowa-Bortnikowa, skoncentrowana na biciu hipsterów, kobiet i nastolatków, jest w stanie pełnić te funkcje, jest wielkim pytaniem” – pisze Daniłow, dodając, że prawdziwa grupa przyszłych rosyjskich negocjatorów z Ukrainą już istnieje, ale pozostaje w cieniu, choć nie można wykluczyć udziału Łukaszenki w tym procesie.

Polityk sądzi, że „kazus Prigożyna może rozpocząć/rozpoczął procesy o nieprzewidywalnych konsekwencjach”. Natomiast Ukraińcy powinni robić swoje – iść „do granic 1991 roku”.

Ukraińcy eksperci utrzymują, że bunt Prigożyna ujawnił słabość rosyjskiego systemu.

Ukraina powinna maksymalnie wykorzystać sytuację i zwrócić się do świata z apelami, podkreślając, że to ukraińska armia obecnie może poradzić sobie z Rosją. Jednak dlatego potrzebuje więcej broni.

Drugim wnioskiem jest to, że krótkotrwały pucz nie może odwracać uwagi od zagrożenia, że Rosjanie wysadzą Zaporoską Elektrownię Jądrową. Według ukraińskiego wywiadu do ataku terrorystycznego na ZEA wszystko jest już przygotowane. Mimo zamieszek wewnątrz państwa Rosja nie zrezygnowała ze swoich planów.

Na zdjęciu u góry: ukraiński czołgista w T-72 w okopach pod Donieckiem. 25 czerwca 2023. Fot Genya SAVILOV / AFP

Udostępnij:

Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką, „ambasadorką” Ukrainy w Polsce. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media.

Przeczytaj także:

Komentarze