Stanowisko pełnomocnika zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej to szósta praca, którą traci Bartłomiej Misiewicz. Pupil Macierewicza stał się synonimem kolesiostwa i to wykorzystał Kaczyński - z hukiem go wyrzucając, pokaże się jako niekwestionowany lider partii, która ogniem wypala korupcję. Prawda jest taka, że PiS nie reaguje na kolejne skandale

12 kwietnia rano Jarosław Kaczyński poinformował, że zdecydował o zawieszeniu Bartłomieja Misiewicza w prawach członka PiS. Zareagował na wiadomość, że 10 kwietnia zarząd Polskiej Grupy Zbrojeniowej mianował byłego rzecznika prasowego Antoniego Macierewicza pełnomocnikiem ds. komunikacji – z zarobkami na poziomie 50 tysięcy złotych.

Polska Grupa Zbrojeniowa natychmiast zaprzeczyła informacjom „Rzeczpospolitej” i „Faktu”: „W odpowiedzi na nieprawdziwe publikacje medialne Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. informuje, że nie jest prawdą, iż miesięczne wynagrodzenie pana Bartłomieja Misiewicza w PGZ S.A. wynosi 50 tys. zł. Należy jednocześnie podkreślić, że wynagrodzenie żadnego z pełnomocników zarządu PGZ S.A. nie sięga tej kwoty”. Na Twitterze zaprzeczył również Misiewicz.


Pisanie głupot i kłamstw powinno być z automatu karane. Dyskusja z brukowcami, które podają nieprawdę jest bez sensu.

Bartłomiej Misiewicz, Twitter - 12/04/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Gdyby tak było, Bartłomiej Misiewicz miałby przed sobą długi wyrok.


PGZ zapowiedziała również publikację „oświadczenia, dotyczącego zatrudnienia pana Bartłomieja Misiewicza”.

Oświadczenie ukazało się wieczorem 12 kwietnia, ale bez informacji o zarobkach pełnomocnika zarządu  PGZ. Zamiast tego ogłoszono, że na wniosek Misiewicza zwolniono go – „za porozumieniem stron” i bez odprawy.

To już szósta praca, którą traci Misiewicz, od kiedy PiS doszło do władzy. Powoływano go już na:

  • dyrektora gabinetu politycznego ministra,
  • rzecznika prasowego MON,
  • pełnomocnika ds. zwalczania dezinformacji,
  • pełnomocnika zarządu ds. komunikacji oraz
  • na członka rady nadzorczej w spółkach skarbu państwa (dwukrotnie).


Misiewicz na językach w Pałacu

Okazało się, że decyzja prezesa była poprzedzona konsultacjami. Nad przyszłością Bartłomieja Misiewicza we wtorek (11 kwietnia) wieczorem debatowali w Pałacu Prezydenckim prezes Jarosław Kaczyński, prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło oraz ministrowie Witold Waszczykowski i Antoni Macierewicz.

Kancelaria Prezydenta potwierdziła, że najważniejsze osoby w państwie omawiały temat nowego miejsca zatrudnienia Bartłomieja Misiewicza. „Prezydent w sposób stanowczy i jednoznaczny wyraził swoje krytyczne stanowisko w sprawie kariery Bartłomieja Misiewicza i jego nowej posady w Polskiej Grupie Zbrojeniowej” – ogłosił rzecznik prezydenta, Marek Magierowski.

Nie jest to jedyne gremium, które pochyla się nad sprawą Misiewicza – na polecenie Jarosława Kaczyńskiego powstał specjalny, partyjny zespół do sprawy rzecznika prasowego Antoniego Macierewicza. Dziś (13 kwietnia) od 11:00 Misiewicza przesłuchują  wicemarszałek Sejmu, Joachim Brudziński, wiceprezes partii, minister-koordynator służb specjalnych, Mariusz Kamiński  oraz poseł Marek Suski. Przed komisją ma stanąć również Antoni Macierewicz.



Pokaz niby-stanowczości


Kiedy rządziła PO-PSL to nie było żadnych komisji, dymisji, mieliśmy Amber Gold, mieliśmy aferę podsłuchową i wydźwięk tego zła był dużo większy, niż zatrudnienie Misiewicza. Prezes Jarosław Kaczyński, w przeciwieństwie do poprzedników, wyciąga wnioski.

Beata Mazurek, Sejm - 12/04/2017

fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Hodowanie zła, żeby później z nim walczyć, to nowa praktyka.


Politycy Prawa i Sprawiedliwości zgodnie twierdzą, że decyzje Jarosława Kaczyńskiego są świadectwem poważnego traktowania przez PiS przypadków powierzania osobom bez kompetencji stanowisk w spółkach państwowych.

Prawda jest inna. Prezes Kaczyński czekał z reakcją tak długo, aby pokazowe „ścięcie” Misiewicza wypadło szczególnie efektownie.

Poza tym dla Kaczyńskiego kluczowe jest tu zdyscyplinowanie ministra Macierewicza, który w sposób ostentacyjny lekceważył połajanki prezesa, a także prezydenta. Kaczyński broni swego własnego wizerunku jako mocnego lidera. Stąd zdumiewająca sytuacja, gdy kilka najważniejszych osób w państwie debatuje nad losem niesfornego 27-latka i jego protektora.

Sprawa Misiewicza nie oznacza rozprawy z „Misiewiczami”. PiS nie reaguje na dziesiątki przypadków nepotyzmu, kolesiostwa i braku kompetencji. Gdyby Brudziński, Kamiński i Suski mieli przesłuchać wszystkich „Misiewiczów”, to nie starczyłoby im czasu na inne zajęcia.

Ostatnio OKO.press opisało układ tworzony przez i wokół ministra środowiska, Jana Szyszki, który przyznał kilkumilionową dotację organizacji kierowanej przez przyjaznego mu szefa „Gazety Polskiej”, Tomasza Sakiewicza. W tej organizacji zatrudniona jest… córka Jana Szyszki.

„Dobra zmiana” takich przypadków zna dziesiątki: minister rolnictwa, Krzysztof Jurgiel, powoływał dyletantów na dyrektorów stadnin koni arabskich, a jego ludzie próbowali ustawiać aukcje, pracę w czterech radach nadzorczych dostał młody mecenas Zbigniewa Ziobry, a do dwóch weszła niejaka Janina Goss, która kiedyś pożyczała prezesowi pieniądze.



Misiewicz –  skandal za skandalem

Od początku rządów PiS Bartłomiej Misiewicz z Antonim Macierewiczem wywołują skandal za skandalem:

  • podczas wyborów parlamentarnych 2015 Bartłomiej Misiewicz – który nie ma wyższego wykształcenia – wpisał jako zawód „administratywista”, choć ten tytuł przysługuje absolwentom wydziału prawa i administracji;
  • powołując Misiewicza na dyrektora gabinetu politycznego, minister Macierewicz złamał rozporządzenie Rady Ministrów, które stanowi, że osoba zajmująca to stanowisko musi mieć wyższe wykształcenie i siedem lat doświadczenia zawodowego;
  • w nocy z 17 na 18 grudnia 2015 roku Misiewicz, w towarzystwie szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Żandarmerii Wojskowej, wkroczył do siedziby Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, czyli polsko-słowackiej instytucji, nie akredytowanej jeszcze przy Sojuszu Północnoatlantyckim. By przejąć kontrolę nad placówką, Bączek i Misiewicz nakazali rozwiercić zamki i wyburzyć ścianę, a szefa Centrum (pułkownika Krzysztofa Duszy) nie wpuszczono do budynku. Prokuratura nie uznała za stosowne, by zająć się sprawą;
  • w sierpniu 2016 roku Bartłomiej Misiewicz został odznaczony przez Antoniego Macierewicza złotym medalem „za zasługi dla obronności kraju”. Odbyło się to z naruszeniem regulaminu przyznawania tych odznaczeń, ponieważ Misiewicz powinien wcześniej zostać odznaczony odznakami „brązową” i „srebrną”. Odznaczenie zostało fatalnie przyjęte przez opinię publiczną, ponieważ weterani walk w Iraku i Afganistanie często mogą poszczycić się zaledwie brązową odznaką;


  • we wrześniu 2016 roku „Newsweek” doniósł, że Misiewicz miał radnym z Bełchatowa proponować stanowiska w MON w zamian za dołączenie do koalicji z PiS;
  • również we wrześniu 2016 roku Misiewicz został członkiem rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej – bez wymaganego wykształcenia i zdania państwowego egzaminu, uprawniającego do zasiadania w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa; wcześniej udało mu się też przez kilka miesięcy zasiadać w radzie nadzorczej spółki Energa Ciepło Ostrołęka bez wymaganego egzaminu;
  • na przełomie 2016 i 2017 roku zaczęły wypływać kolejne filmy, na których Misiewiczowi salutowali – wbrew regulaminowi – oficerowie sił zbrojnych, a żołnierze nazywali go „ministrem”; po skrytykowaniu takiej sytuacji pracę stracił generał Waldemar Skrzypczak;
  • w styczniu 2017 roku Bartłomiej Misiewicz – według relacji „Faktu” – pojechał służbową limuzyną do białostockiego klubu, gdzie „pił, podrywał i proponował pracę”.
  • w lutym 2017 roku powstał i błyskawicznie upadł, założony przez Misiewicza portal dezinformacja.net, w którym – wówczas zawieszony i skierowany na kolejny bezpłatny urlop – rzecznik MON wpisywał partyjną propagandę. Na kilka tygodni wówczas Misiewicz zniknął z życia publicznego

Abonament na wolność słowa

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym