0:00
0:00

0:00

16 września 2022

Policjanta masz się słuchać zawsze i wszędzie. Sąd we Włodawie skazuje Elżbietę Podleśną 

przeczytasz w 6 minut

1000 złotych za nazwanie “chamem”, "zamordystą" i "łazegą" policjanta Jaworskiego z Włodawy. Tamtejszy sąd uznał aktywistkę Elżbietę Podleśną winną obrazy policjanta po cywilnemu w czasie dramatycznej nocnej akcji ratowania tonących na bagnach uchodźców 

Google News

Sąd we Włodawie uznał 16 września 2022, że wina Podleśnej "nie ulega wątpliwości", bowiem obowiązkiem obywateli jest wykonywanie poleceń służb, a nie ich kontestowanie i wchodzenie z nimi w interakcje.

Kara: 1000 zł grzywny i koszty postępowania wystarcza zdaniem sądu “dla ukształtowania świadomości prawnej oskarżonej".

Wyrok nie jest prawomocny i będzie apelacja.

Sprzeciwiasz się władzy - jesteś chuliganem

“Niestety, sąd zrównał aktywność obywatelską z aktem chuligaństwa. Tylko dlatego, że ta aktywność obywatelska nie podoba się władzy” - mówi OKO.press Elżbieta Podleśna.

“Wina i sprawstwo nie budzą wątpliwości - wyjaśnił w ustnym uzasadnieniu sąd. - Podleśna weszła w interakcję z funkcjonariuszem policji w sposób, który wyczerpuje przestępstwo z art. 226 art. 1 Kodeksu Karnego".

§ 1. Kto znieważa funkcjonariusza publicznego lub osobę do pomocy mu przybraną, podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Na bagnach tonęli ludzie, jedna osoba była w hipotermii

Chodzi o zdarzenia sprzed roku, z 28 września 2021 roku. Na bagnach nad Bugiem, między Okuninką a Tarasiukami, tonęło trzech Syryjczyków: kobieta i dwóch mężczyzn. Grupa Granica powiadomiła służby ratunkowe, ale na miejscu, w ciemnościach strażacy nie wiedzieli, gdzie szukać. Podleśna, która była w okolicy na wakacjach (i dobrze zna okolicę), dostała od aktywistów z Grupy Granica “pinezkę”. Pojechała na miejsce i pokazała straży, gdzie należy szukać — nie nad rzeką, ale w lesie, gdzie za zdradliwym brzozowym laskiem są bagna. “Wchodzisz i się topisz” - mówi Podleśna.

Uchodźców udało się uratować, choć niewiele brakowało — kobieta była już w hipotermii. Zawdzięczają to aktywistom i strażakom — dziś są bezpieczni, najpewniej w Niemczech, bo nie doszło do push-backu na Bialoruś. Podleśna czekała w pobliżu miejsca akcji i transmitowała wszystko komórką. OKO.press to retransmitowało i potem na bieżąco sprawdzało sytuację uratowanych w Straży Granicznej.

Akcja była nerwowa. A zanim okazało się, że wszystkich uda się uratować, doszło do spięcia Podleśnej z policjantami, którzy w pewnej chwili pojawili się na miejscu. Jeden z nich, ubrany po cywilnemu oskarżył potem Elżbietę Podleśną o użycie wobec niego słów powszechnie uważanych za obelżywe.

Podleśna opisała sądowi to zdarzenie. Mówiła, że obcy mężczyzna w środku lasu krzyknął do niej “Policja”, ale nie chciał się wylegitymować. Próbował za to odepchnąć Podleśną od miejsca akcji ratunkowej, wpychał jej kciuki pod obojczyk. Tymczasem ona w niczym nie przeszkadzała i trzymała się na dystans od ratowników. Z relacji tej wynikało też, że policjanci starali się nie dopuścić do tego, by Podleśna zadała Syryjczykom pytanie, czy szukają ochrony w Polsce. Od tego momentu ewentualny push-back byłyby krzyczącym do nieba pogwałceniem prawa przez funkcjonariuszy, których Podleśna właśnie nagrywała.

“Wtedy push-backi to była stała praktyka“ - przypomina dziś OKO.press Podleśna. “Ale tym razem do tego nie dopuściliśmy”.

Podleśna zeznawała, że w przeciwieństwie do mężczyzny po cywilnemu dwaj mundurowi policjanci zachowywali się poprawnie i zgodnie z procedurą. Potem okazało się, że “cywil” to policjant funkcyjny i ważny we Włodawie — aspirant sztabowy Marek Jaworski, zastępca naczelnika włodawskiego wydziału kryminalnego.

Sąd: Macie się słuchać policji

Sąd uznał jednak, że wszystkie te okoliczności nie tłumaczą Podleśnej. Bo niezależnie z tego, czy występujący po cywilnemu policjant Marek Jaworski w czasie akcji się wylegitymował, czy nie, Podleśna wiedziała, że ma do czynienia z policjantem.

Bo tak jej powiedział.

Podleśna wyrażała się zdaniem sądu z pogardą o formacji policyjnej. Użyła wobec cywila Jaworskiego słów “łazęga”, “zamordysta” i “cham”. Okazała zatem "pogardę podczas i w związku z czynnościami mającymi charakter obowiązków służbowych".

Zwłaszcza “cham” zdaniem sądu "wyraża pogardliwy stosunek emocjonalny do pokrzywdzonego" i choć może to być zrozumiałe w sytuacji, kiedy "osoba emocjonalna" (tak nazwał Podleśną sąd) jest sama w nocy w lesie, w czasie akcji ratunkowej, to nie usprawiedliwia tego.

“Funkcjonariusza publicznego na służbie nie można znieważać, nawet jeśli te czynności się oskarżonej nie podobają. Dotyczy to każdego – czy się nam podobają czynności funkcjonariuszy, czy nie, jesteśmy jako obywatele zobowiązani się im podporządkować” - powiedział sędzia Andrzej Bronisz.

Podleśna: Mamy obywatelski obowiązek sprzeciwu

“Wyrok jest głęboko sprzeczny z moim rozumieniem sprawiedliwości. Sąd postawił w centrum policjanta i jego emocjonalną wrażliwość. Użyłam słów, które w tych okolicznościach nie przekraczały norm. Policjanci w swojej pracy muszą spotykać się z dużo gorszymi reakcjami i jakoś dają sobie radę" — mówi OKO.press Elżbieta Podleśna

"Nie ma we mnie zgody na to, by przyznawać funkcjonariuszowi racji zawsze i w każdych okolicznościach. Jako obywatelka uważam, że mam prawo i obowiązek reagować, gdy funkcjonariusz państwa nagina prawo i krzywdzi ludzi. To, że sąd zrównał aktywność obywatelską z działaniem chuligańskim, jest dla mnie trudne do pojęcia”.

Nie o każdym mówią na odprawach

Jak sprawa o słowa “łazęga”, “zamordysta” i “cham” skierowane do mężczyzny po cywilnemu, który krzyczy “POLICJA!” w ciemnym lesie, w czasie dramatycznej akcji ratunkowej, mogły w ogóle trafić do sądu w 2022 roku w Polsce?

OKO.press przyglądało się tej sprawie, bo Elżbieta Podleśna jest znaną aktywistką, atakowaną przez władzę PiS od 2018 roku.

Ma za sobą atak TVP — oskarżenie o rzekome zaatakowanie pracowniczki stacji Magdaleny Ogórek. Zarzuty te zostały przed sądem obalone.

TVP zorganizowała wtedy atak m.in. na Podleśną: ujawniła w “Wiadomościach” wizerunek Podleśnej i podała jej ówczesne miejsce pracy. Za komentarze na swój temat Podleśna wytoczyła potem proces Magdalenie Ogórek i Rafałowi Ziemkiewiczowi — w czwartek 15 września we Warszawie oboje nie przyszli na rozprawę z powodu "pilnych obowiązków redakcyjnych", zeznawała za to Podleśna. Kolejna rozprawa, już ze stawiennictwem obowiązkowym, ma się odbyć 21 listopada.

Wiosną 2018 roku Elżbieta Podleśna została świtem aresztowana za umieszczenie w Płocku plakatów z Tęczową Maryjka (Matką Boską w tęczowej aureoli – w reakcji na okrutny, homofobiczny wystrój wielkanocnego “grobu pańskiego” w płockim kościele). Sprawa zakończyła się w 2022 roku prawomocnym wyrokiem uniewinniającym.

Dwie sprawy o napisy na biurach posłów PiS – w Sierpcu i w Wąbrzeźnie też zakończyły się uniewinnieniem, przy czym ta druga sprawa otarła się o Sąd Najwyższy.

To sprawy dla ruchu obywatelskiego o tyle ważne, że to w ich trakcie Podleśna usłyszała od policjantów “mamy na panią zlecenie z Warszawy”.

W ten sposób władza ujawniła mechanizm represji — ściga się nie czyny (bo te są drobne i raczej nieszkodliwe społecznie, więc nawet nie podlegają ściganiu), ale osoby. Liderów oporu wobec nadużyć władz PiS.

Aktywistom tym OKO.press poświęciło swój cykl NA CELOWNIKU — zbierając i analizując dane o państwowym nacisku, którego celem jest wypchnięcie obywateli z przestrzeni publicznej i zmuszenie ich do milczenia w sprawach publicznych.

Sprawa we Włodawie też ma taki charakter. Policjanci pod Włodawą kilka dni po akcji z uchodźcami zatrzymali Podleśną bez wyraźnego powodu, a proszeni o wyjaśnienie powiedzieli: „Jest pani osobą szczególną. Nie o każdym mówią na odprawach”.

“Nie prowadzę teraz działalności, za którą mogliby mnie ścigać — jeśli chcą mi dopiec, to tylko w taki sposób jak we Włodawie. Martwi mnie, że włodawski sędzia zignorował to, że policjant Jaworski zeznawał nieprawdę — jakoby się przede mną legitymował. Nagranie potwierdza prawdziwość moich słów: nie zrobił tego, miałam więc prawo mu się nie podporządkować”.

Na rozprawie przed tygodniem, kiedy sąd przesłuchał policjantów i obejrzał nagrania z akcji, ci sugerowali, że nadbużańska sprawa Podleśnej na tym się nie skończy. Bo skąd niby mieszkanka Warszawy tak dobrze zna lasy koło Włodawy? A może wcale nie przyjechała z pinezką, tylko brała udział w przemycie ludzi?

Obrażony policjant Jaworski mówił, że to “wymaga sprawdzenia”.

“Dziś nie prowadzę aktywności, za którą mogliby mnie dopaść. Jeśli więc chcą mnie dręczyć, to tylko w ten sposób”.

Tekst ten powstał w ramach projektu „Na celowniku”, który OKO.press prowadzi razem Archiwum Osiatyńskiego. Dokumentujemy działania osób zaangażowanych w obronę praworządności i praw jednostki w Polsce po 2015 r. Staramy się opisać represje, jakim zostali poddani aktywiści. A także to, jak państwo stara się wypchnąć ich ze sfery publicznej i zniechęcić do zabierania głosu.

Projekt prowadzimy od 2021 r. Początkowo wspierała nas w tym norweska Fundacja Rafto; od 2022 r. - amerykański German Marshall Fund.

Materiały zebrane w 2021 r. podsumowaliśmy raporcie opublikowanym na początku 2022.

Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze