Pytaliśmy, czy rząd monitoruje ataki, których ofiarami padają Ukraińcy. W odpowiedzi MSWiA potępia przemoc na tle narodowościowym, ale natychmiast włącza swoją ulubioną płytę: „Każdy cudzoziemiec korzystający z naszej gościnności musi bezwzględnie przestrzegać polskiego prawa. Nie ma taryfy ulgowej”
„Chcesz tu żyć, chcesz budować tutaj swoje życie i swoją przyszłość. I kiedy ktoś mówi ci, wracaj do siebie, to trudno ugryźć się w język i nic nie odpowiedzieć (...) Ale jedno przemilczenie może uratować wasze zdrowie i wasze życie” – mówi Nastia, która razem ze swoim chłopakiem została zaatakowana na ulicach Wrocławia.
„Trzeba ugryźć się w język, być trochę bardziej ostrożnym wobec ludzi, nie wdawać się w konflikty. Mniej rozmawiać po ukraińsku między sobą w miejscach publicznych”.
20-latka mieszka w Polsce od siedmiu lat. W sobotę 26 lipca po raz pierwszy została zaatakowana i pobita. Powód? Wschodni akcent. Młoda dziewczyna radzi dziś rodakom, by się nie wychylali, chowali do szafy, ściszali głos.
Ludzie żyjący w Polsce muszą zatem ukrywać swoją narodowość dla własnego bezpieczeństwa — to tragiczna konsekwencja bierności polskiego rządu wobec mowy nienawiści i eskalującej ksenofobii. Czy po głośnych atakach na Ukraińców z ostatnich tygodni ta indolencja się skończy?
Zadaliśmy rządowi kilka pytań. Odpowiedzi, jakie dostaliśmy, nie napawają optymizmem.
Ale na początek statystyka. Poprosiliśmy urzędników, by przedstawili nam konkretne dane dotyczące przestępstw z nienawiści.
MSWiA pisze do nas enigmatycznie: „Niestety, w ostatnim czasie odnotowujemy wzrost aktów przemocy na tle narodowościowym wobec Ukraińców”. Ale danych nie podaje.
Komenda Główna Policji jest bardziej ostrożna w wysnuwaniu wniosków. Monika Matyjewicz z KGP przekazała OKO.press dane dotyczące liczby wszczętych śledztw lub dochodzeń z powodu napaści motywowanej ksenofobią (art. 257 kodeksu karnego).
Poprosiliśmy o dane od 2022 roku, czyli początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie, by sprawdzić, jaki jest trend. I tak:
Liczba wszczętych śledztw z powodu dyskryminacji na tle przynależności narodowej i innych (art. 119 par. 1 kodeksu karnego) przez ostatnie lata utrzymywała się na podobnym poziomie, od 77 dochodzeń w 2022 roku, po 80 w 2025 roku. W pierwszej połowie 2026 to już 54 postępowania.
Pod koniec roku liczba ta może być więc istotnie większa od tych w ostatnich latach — prosty szacunek wskazuje na wzrost liczby postępowań o ponad jedną trzecią.
Policyjne dane przekazane OKO.press wskazują również na wzrost spraw wszczętych z powodu gróźb karalnych (art. 190 par. 1 kk). W 2022 roku policja wszczęła dochodzenie w 317 zgłoszonych sprawach. Rok później – 359, by 2024 rok zakończyć aż 479 wszczętymi postępowaniami dot. gróźb karalnych wobec obywateli Ukrainy.
W 2025 roku liczba ta była niemal identyczna (480 spraw), a do czerwca tego roku, w ciągu sześciu miesięcy, wszczęto 232 postępowania.
W przypadku znęcania się (art. 207 par. 1 kk) jest podobnie: w 2022 roku odnotowano 160 takich spraw w ciągu roku, w 2025 liczba ta urosła do 306 w ciągu roku, a w pierwszej połowie 2026 to już 172 postępowania.
Liczby te są tylko fragmentem rzeczywistej skali nienawiści.
Według Biura RPO i ODIHR OBWE do organów ścigania dociera informacja o najwyżej 5 proc. podobnych incydentów, ponieważ „migranci rzadko zgłaszają agresję motywowaną ich pochodzeniem z powodu nieznajomości języka, braku zaufania do policji lub braku wiedzy o mechanizmach zgłoszenia czy z obawy przed odwetem” – czytamy w raporcie dr Oleny Babakovej i prof. Przemysława Sadury, którzy dla Instytutu Krytyki Politycznej zbadali, jak na sytuację Ukrainek i Ukraińców w Polsce wpłynęły ostatnie zmiany w prawie oraz narracje polityczne.
„To się nie stało powoli, tylko w pewnym momencie – i zaczęło się rozwijać. Jakby przełączono z włączonego na wyłączone” – mówi Babakova, 40-letnia doktor nauk ekonomicznych z Kijowa, która od 2022 roku mieszka w Polsce.
Z raportu wynika, że kulminacja niechęci Polaków wobec uchodźców wojennych przypadła na kampanię prezydencką w 2025 roku i batalię wygraną przez Karola Nawrockiego. Ale nastroje podsycane były wcześniej, a do szowinistycznych odruchów odwoływali się nie tylko politycy prawicy. Taki cel miała np. propozycja odebrania świadczenia 800 plus na dziecko niepracującym ukraińskim rodzicom, rzucona przez Rafała Trzaskowskiego, który w ten sposób znormalizował piętnowanie „roszczeniowych Ukraińców” w liberalnym elektoracie.
Dalszy ciąg pamiętamy wszyscy. „Na początku lipca 2025 zaczęła się kolejna kampania wyborcza” – wieściła w OKO.press Agata Szczęśniak, kiedy premier Donald Tusk ogłosił wprowadzenie czasowych kontroli na granicy polsko-niemieckiej i polsko-litewskiej, a na granicach samozwańcze grupy – Ruch Obrony Granic Roberta Bąkiewicza i Patrole Obywatelskie – wchodziły w rolę służb państwowych, ku uciesze i dopingu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.
Chwilę później przez 80 miast i miasteczek Polski przeszły antyimigranckie manifestacje koordynowane m.in. przez Konfederację i skrajnie prawicowe bojówki.
6 sierpnia 2025 roku Karol Nawrocki został zaprzysiężony na prezydenta, a jedną z jego pierwszych decyzji było weto do ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Anna Mierzyńska alarmowała wtedy w OKO.press: „Weto wywołało największą falę nastrojów antyukraińskich z obserwowanych dotychczas w Polsce. Tylko w ciągu jednego tygodnia w sieci powstało tyle antyukraińskich wpisów, ile wynosiła ich średnia miesięczna w ostatnim kwartale”.
„Radykalizacja postaw oznacza rosnącą akceptację dla użycia przemocy fizycznej i łamania prawa wobec określonej grupy ludzi, w tym przypadku – wobec obywateli Ukrainy. W sieci tę akceptację widać już dziś” – pisała rok temu Mierzyńska.
Nienawistny, ksenofobiczny ściek sączy się z ust polityków prawicy. Rząd odpowiedział... serią pokazowych deportacji.
Kiedy ukraiński influencer wjechał samochodem nad Morskie Oko, łamiąc przepisy Tatrzańskiego Parku Narodowego i oszukując policjantów, został ukarany 5-letnim zakazem wjazdu do Polski, a MSWiA chciało zakazać mu również wjazdu do strefy Schengen.
Tamten wyczyn, warty potępienia, stał się jednak na tyle istotny, że głos zabrał sam premier Tusk. Równie surowe państwo polskie okazało się dla Ukraińca, który na warszawskim Gocławiu złowił suma w okresie ochronnym. Mężczyzna również został deportowany i również ukarany 5-letnim zakazem wjazdu do całej strefy Schengen.
Deportacje dosięgły nawet 18-latki, która przeskoczyła przez bariery na koncercie białoruskiego rapera Maksa Korża. Kiedy jednak policja zatrzymała osoby organizujące nielegalny rajd quadami po Zakopanem, zatrzymany Australijczyk nie został deportowany — miał zapłacić jedynie 2 tysiące złotych kary i przez pół roku nie może prowadzić pojazdów na terenie Polski.
„Rząd próbuje przejąć kontrolę nad ksenofobiczną narracją skrajnej prawicy, ale ta próba jest skazana na porażkę” – komentował w OKO.press prof. Witold Klaus z PAN. – „Politycy sami rozkręcają panikę moralną. Im ostrzejsze ich reakcje, tym większa niechęć społeczna. Im większa niechęć, tym więcej politycznie motywowanych, absurdalnych decyzji”.
Bielsko-Biała, Częstochowa, Legnica, Gdynia, Wrocław. Przemoc i nienawiść zaczęły wylewać się na ulice. I dopiero kiedy 20-letnia Nastia i jej chłopak Maksym (opisywani na początku tekstu) zostali brutalnie pobici, m.in. przez „Cyca”, znanego z walk na gołe pięści w Gromdzie, głos zabrał Donald Tusk. „Patologiczna przemoc wobec Ukraińców ma polityczny patronat” – powiedział wtedy i zobowiązał MSWiA oraz resort sprawiedliwości do szybkich działań, czyli tropienia i skazywania sprawców, których napędza nienawiść.
Sprawców ostatnich głośnych napaści na obywateli Ukrainy faktycznie szybko schwytano. To niewątpliwie i jednoznacznie dobra wiadomość: nieuchronność kary może zniechęcić kolejnych kandydatów na sprawców przemocy na tle narodowościowym.
Jednak jeszcze zanim premier potępił atak, OKO.press zapytało Kancelarię Prezesa Rady Ministrów o to, czy polski rząd w jakikolwiek sposób zamierza odnieść się do coraz większej fali ataków na tle ksenofobicznym w kraju oraz, czy dane te i historie są w jakikolwiek sposób monitorowane i wyjaśniane.
Odpowiedź nadeszła z biura Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. I jest symptomatyczna, dlatego wklejamy ją poniżej niemal w całości — wycięliśmy jedynie pierwszy akapit potwierdzający zatrzymanie napastników Nastii i Maksyma z Wrocławia.
MSWiA: "Niestety, w ostatnim czasie odnotowujemy wzrost aktów przemocy na tle narodowościowym wobec Ukraińców. Jednoznacznie potępiamy wszelkie przejawy nienawiści – zarówno te fizyczne, jak i werbalne. Policja reaguje natychmiast na każde zgłoszenie przestępstwa z nienawiści. Służby monitorują również aktywność w internecie. Treści nawołujące do nienawiści lub znieważające ze względu na narodowość są analizowane i – w razie wypełnienia znamion przestępstwa – spotykają się z reakcją prokuratury.
Zasada zero tolerancji wobec łamania prawa dotyczy wszystkich. Każdy cudzoziemiec korzystający z naszej gościnności musi bezwzględnie przestrzegać polskiego prawa. Nie ma taryfy ulgowej. W razie skazania za przestępstwo z nienawiści grozi także deportacja.
O determinacji i skuteczności służb świadczy m.in. odnotowany spadek przestępczości wśród cudzoziemców. W I półroczu 2025 r. cudzoziemcy stanowili 6,18 proc. (około 9,3 tys. podejrzanych) wszystkich wykrytych sprawców przestępstw, natomiast w I półroczu 2026 r. odsetek ten zmalał do 5,95 proc. (niespełna 8,5 tys. podejrzanych). Niemniej jednak stwierdzone przestępstwa motywowane mową nienawiści pomiędzy 2024 r., a 2025 r. wzrosły o 30 proc.".
Nie — nie pytaliśmy o dane dotyczące przestępstw popełnianych przez cudzoziemców. Nie — sprawa nie dotyczyła pary, która miała na koncie jakiekolwiek przewinienie (zwróciła jedynie uwagę, że bokser z Gromdy i jego koledzy wepchnęli się do kolejki w Żabce). I nie — nie widzimy związku między przestępczością wśród cudzoziemców (których według GUS żyje w Polsce przynajmniej 2,3 miliona), a pobiciami na ulicy osób pochodzących z Ukrainy.
Do krótkiego i ogólnego potępienia przestępstw z nienawiści, MSWiA dokleiło opowieść, którą od wielu miesięcy regularnie przedstawia w swoich komunikatach. Z braku lepszych pomysłów odtworzyło tę samą płytę co zwykle.
Odpowiedź MSWiA można odczytać jako dowód, że rząd nie monitoruje skali przestępstw z nienawiści — i nie ma pomysłu na to, co z nimi robić.
„Skuteczna polityka migracyjna to zero tolerancji dla cudzoziemców łamiących polskie prawo i zero tolerancji dla prześladowań, mowy nienawiści, ataków wymierzonych w cudzoziemców z powodu ich przynależności narodowej, etnicznej czy rasowej” – chwali się resort Marcina Kierwińskiego w sieci.
I wkłada wiele wysiłku, również PR-owego, by podkreślić politykę „zera tolerancji” – ale dotychczas przede wszystkim wobec cudzoziemców łamiących prawo. Deportacje cudzoziemców w pierwszej połowie roku wzrosły o niemal 30 procent do analogicznego okresu z 2025.
Jeszcze mocniejsze przyspieszenie ekstradycji widać, gdy się porówna z 2022 r. – w ciągu 12 miesięcy tamtego roku liczba deportacji była o połowę niższa niż teraz w ciągu półrocza. Będzie ich jeszcze więcej, bo rząd pracuje nad ustawą o cudzoziemcach.
Projekt zakłada m.in. zamiar wprowadzenia mechanizmu milczącego zakończenia postępowania, czyli legalizacji pobytu w razie braku odpowiedzi od państwa w ciągu 60 dni — ale tylko dla obywateli wybranych państw trzecich reprezentujących najbardziej rozwinięte gospodarki świata, w których wynagrodzenia pozostają najwyższe.
Jak czytamy w projekcie ustawy, chodzi m.in. o kraje, w których PKB przekracza 50 000 dolarów na mieszkańca. Reszta będzie musiała czekać — nawet 633 dni jak podaje Konfederacja Lewiatan. „Nie odzwierciedla to rzeczywistej struktury migracji zarobkowej do Polski ani potrzeb krajowego rynku pracy, na którym dominującą grupę legalnie zatrudnionych cudzoziemców stanowią obywatele innych państw trzecich, w szczególności Ukrainy i Białorusi” – pisze w opinii projektu Marek Górski z Lewiatana.
MSWiA chce też pozwolić na nadanie rygoru natychmiastowego wykonania decyzji o cofnięciu zezwolenia na pobyt czasowy. A to, jak alarmuje z kolei Fundacja Ocalenie, która opiniowała projekt, „może prowadzić do natychmiastowej utraty tytułu pobytowego, a w konsekwencji do wszczęcia wobec cudzoziemca procedury przymusowego powrotu do kraju pochodzenia”.
Odwołania? Mogą być na nic, bowiem „skarga do sądu może zostać wniesiona dopiero po wyczerpaniu administracyjnego toku instancji, podczas gdy skutki cofnięcia zezwolenia na pobyt czasowy powstają już z chwilą doręczenia decyzji organu pierwszej instancji. Oznacza to, że cudzoziemiec może utracić podstawę legalnego pobytu i pracy jeszcze przed merytorycznym zbadaniem sprawy przez organ odwoławczy. W tych warunkach późniejsze wstrzymanie wykonania decyzji przez sąd może nie zapobiec skutkom, które zdążyły już powstać i które mogą być trudne do odwrócenia” – alarmuje Ocalenie.
Nacjonalizm
Uchodźcy i migranci
Ukraina
Marcin Kierwiński
Donald Tusk
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji
Ministerstwo Spraw Zagranicznych
migranci
przemoc z nienawiści
uchodźcy
Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".
Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".
Komentarze