20 października 2022

Sąd Najwyższy: Schab i Radzik nie są niezależnymi sędziami, nie dają gwarancji bezstronnego procesu

SN przeprowadził test na niezależność nominata ministra Ziobry Piotra Schaba. Wstępnie też ocenił niezależność Przemysława Radzika. W obu przypadkach uznał, że ich błyskawiczne „kariery” za obecnej władzy świadczą o tym, że są zależni od polityków

Legalni sędziowie SN z Izby Karnej - prof. Włodzimierz Wróbel, Jarosław Matras i Marek Pietruszyński przeprowadzili test niezawisłości i bezstronności sędziego 19 października 2022 roku podczas rozpoznawania skargi od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który został wydany z udziałem Piotra Schaba (na zdjęciu u góry), Przemysława Radzika i Dariusza Drajewicza. Wszyscy trzej są powiązani z obecną władzą.

Schab i Radzik są rzecznikami dyscyplinarnymi, znanymi ze ścigania sędziów broniących praworządności. Kierują też najważniejszymi sądami w Polsce – najpierw Sądem Okręgowym w Warszawie, a od niedawna Sądem Apelacyjnym w Warszawie. Schab jest tam prezesem, Radzik zaś jego zastępcą. Obaj też dostali od nielegalnej, upolitycznionej Krajowej Rady Sądownictwa nominacje na sędziów sądu apelacyjnego.

Z kolei Dariusz Drajewicz, jest członkiem neo-KRS, a w badanej przez SN sprawie karnej orzekał jako sędzia delegowany przez ministerstwo sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

SN przeprowadził test, bo wniósł o to obrońca oskarżonego, który zaskarżył wydany przez tych sędziów wyrok. Wskazywał, że został on wydany przez wadliwy skład, czyli przez neo-sędziów i sędziego delegowanego przez ministra. A tacy sędziowie w świetle orzeczeń TSUE, ETPCz i SN są wadliwi, podobnie jak wydane przez nich orzeczenia.

Testowi został poddany tylko Piotr Schab, bo sąd dysponował dokumentacją dotyczącą tylko jego ścieżki zawodowej. W wyroku SN podkreślił jednak, że zachodzi prawdopodobieństwo, że testu nie zdałby też Radzik, który ma podobną ścieżkę „kariery” jak Schab.

Ponieważ Schab nie przeszedł testu na niezawisłość i bezstronność, SN uchylił wyrok wydany przez trójkę sędziów i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania przez prawidłowy skład – legalnych sędziów Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

mężczyzna w okularach stoi przed drzwiami na korytarzu
Neo-sędzia Przemysław Radzik. Screen z TVN24

Jak doszło do testu Schaba?

Został przeprowadzony przy okazji sprawy karnej o przywłaszczenie. Oskarżony o to mężczyzna w lutym 2021 roku został uniewinniony przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Ten wyrok w październiku 2021 roku został jednak uchylony przez Sąd Apelacyjny w Warszawie. Jego decyzję z kolei do SN zaskarżył obrońca oskarżonego. Powołał się na wyrok TSUE z listopada 2021 roku w sprawie delegacji dla sędziów.

Trybunał orzekł, że takie delegacje są sprzeczne z prawem UE, bo minister sędziego może delegować dowolnie, bez podania żadnych kryteriów. Może też w każdej chwili sędziego z delegacji odwołać. A minister jest jednocześnie Prokuratorem Generalnym, prokuratura jest zaś stroną procesów karnych. Ma więc możliwość wywierania presji na sędziów delegowanych, a to może wpływać na ich niezawisłość i bezstronność.

Co do neo-sędziów, obrońca powołał się na historyczną uchwałę pełnego składu SN ze stycznia 2020 roku, w której podważono legalność neo-KRS, nominacji dla neo-sędziów i Izby Dyscyplinarnej. Wskazał, że Schab otrzymał nominację do sądu apelacyjnego od neo-KRS mimo, że jego kandydatura nie była zaopiniowana przez Zgromadzenie Przedstawicieli Sędziów Apelacji. Radzik zaś został awansowany z sądu rejonowego od razu na sędziego apelacyjnego (z pominięciem szczebla okręgowego). W ocenie obrońcy budzi to podejrzenie, że awans zawdzięcza politycznemu poparciu.

Dlatego obrońca wystąpił o test na niezawisłość i bezstronność Drajewicza, Radzika i Schaba. Obywatele bowiem zgodnie z artykułem 45 Konstytucji, art. 47 Karty Praw Podstawowych UE i art. 6 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności mają zagwarantowane prawo do procesu przed niezawisłym i bezstronnym sądem, ustanowionym ustawą.

Dlaczego SN przeprowadził test na niezależność?

Legalny SN podzielił racje obrońcy i uchylił wyrok wydany przez Schaba, Radzika i Drajewicza. Powołał się na uchwałę pełnego składu SN, z której wynika, że powołanie sędziego sądu powszechnego przez neo-KRS wpływa na możliwość uznania, że skład orzekający z jego udziałem jest wadliwy. A taki sędzia może nie być uznany za niezawisłego i bezstronnego.

SN powołał się też na uchwałę siedmiu sędziów SN z czerwca 2022 roku, w której stwierdzono m.in., że neo-KRS nie jest konstytucyjnym organem. 15 członków – sędziów wybrał do niej Sejm głosami posłów (koalicji rządzącej). Tymczasem Konstytucja mówi, że Sejm może wybrać do KRS tylko czworo przedstawicieli, a Senat dwoje.

Sposób wyboru członków – sędziów zmienił PiS, by zyskać kontrolę nad tym ważnym organem, który decyduje o nominacjach sędziowskich. Dzięki temu do nowej KRS posłowie PiS wybrali głównie sędziów, którzy poszli na współpracę z resortem ministra Ziobry. Nie jest to niezależny organ, tylko upolityczniony.

Tezę tę w ocenie SN wzmacnia wyrok ETPCz Grzęda przeciwko Polsce, w którym Trybunał stwierdził, że „cała sekwencja wydarzeń w Polsce żywo pokazuje, że kolejne reformy sądownictwa miały na celu osłabienie niezawisłości sędziowskiej, począwszy od poważnych nieprawidłowości w wyborze sędziów Trybunału Konstytucyjnego w grudniu 2015 roku, następnie, w szczególności, przebudowę KRS i utworzenie nowych izb w Sądzie Najwyższym, przy jednoczesnym rozszerzeniu kontroli Ministra Sprawiedliwości nad sądami i zwiększeniu jego roli w kwestiach dyscypliny sędziowskiej”.

SN orzekł też, że o ile składy orzekające z neo-sędziami SN z góry można uznać za wadliwe (bo nie trafiły tam przypadkowe osoby), o tyle w przypadku neo-sędziów sądów powszechnych takiego automatyzmu nie ma. SN zgodził się z uchwałą siedmiorga sędziów, że trzeba przeprowadzić test na niezależność neo-sędziego. I w ramach tego testu należy sprawdzić okoliczności jego awansu:

  • czy nominacja od neo-KRS zbiegła się w czasie z awansem od ministra sprawiedliwości np. na prezesa sądu?
  • czy obrady neo-KRS były utajnione?
  • czy neo-sędzia miał kontrkandydatów (a jeśli tak, to kto okazał się lepszy) i jak kandydaturę neo-sędziego zaopiniował samorząd sędziowski?

Skład orzekający SN, który uchylił wyrok Schaba, Radzika i Drajewicza uznał, że decyzje neo-KRS są uzależnione od władzy politycznej i mogą się opierać na względach pozamerytorycznych.

Dariusz Drajewicz i Stanisław Piotrowicz
Dariusz Drajewicz - stoi od prawej - członek neo-KRS. Był delegowany do orzekania w sądzie apelacyjnym. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Wyborcza.pl

Jak SN przetestował Schaba

SN przeprowadził jednak tylko test w przypadku Piotra Schaba, bo dysponował dokumentacją personalną tylko na jego temat. Zapożyczył ją z innej sprawy karnej, w której też obrońca wystąpił o test. Tamta sprawa jeszcze się nie zakończyła, bo blokuje ją Prokuratura Krajowa, która wniosła o wyłączenie z jej rozpoznania legalnych sędziów SN.

SN uznał jednak, że ocena bezstronności sędziego Schaba wystarczy dla stwierdzenia, czy skład sądu apelacyjnego był wadliwy, czy też nie. Przeanalizował ścieżkę awansu Schaba z sędziego okręgowego na sędziego apelacyjnego. Prześledził też jego liczne awanse na stanowiska funkcyjne, które zawdzięcza resortowi ministra Ziobry.

I tak neo-KRS nominowała Schaba do Sądu Apelacyjnego w Warszawie w lipcu 2019 roku. W konkursie, w którym startował, na dwa wolne miejsca było tylko dwóch kandydatów. Jego kandydatura nie była wcześniej opiniowana przez Zgromadzenie Przedstawicieli Sędziów Apelacji, bo Zgromadzenia w całej Polsce odmawiały opiniowania dla neo-KRS (czekały na wyrok TSUE, który potem podważył legalność neo-KRS). Jednak PiS w międzyczasie tak zmienił prawo, że pozbawił samorząd sędziowski prawa do opiniowania awansów dla sędziów.

SN podkreśla, że neo-KRS była zdeterminowana, by procedować sprawę nominacji dla Schaba mimo, że nie dostała wtedy jego dokumentów od prezesa sądu apelacyjnego (ten czekał na opinię Zgromadzenia). Zauważa też, że Schab nie miał kontrkandydatów. „Analiza tej procedury wskazuje, że politycznie zdominowana Krajowa Rada Sądownictwa zdeterminowana była prowadzić postępowanie konkursowe mimo braku wymaganych ustawą dokumentów, co może w odbiorze społecznym być traktowane jako szczególne zainteresowanie tego organu w nominacji sędziego na stanowisko sędziowskie” - napisał w wyroku SN.

SN przypomniał, że minister w połowie 2018 roku powołał Schaba na stanowisko głównego rzecznika dyscyplinarnego dla sędziów. To on wraz z zastępcami Michałem Lasotą i Przemysławem Radzikiem rozkręcili ściganie sędziów broniących wolne sądy.

W kwietniu 2019 roku minister delegował Schaba do orzekania w sądzie apelacyjnym, a w listopadzie 2020 roku powołał go na prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie (Radzik został potem jego zastępcą). Od lipca 2022 roku Schab jest prezesem Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Ponadto w czerwcu 2022 roku prezydent Andrzej Duda powołał go na nadzwyczajnego rzecznika dyscyplinarnego do prowadzenia sześciu spraw w Sądzie Najwyższym. Dotyczą one neo-sędziów SN, w tym Małgorzaty Manowskiej, pełniącej funkcję I prezesa SN.

SN tak to ocenił w wyroku: „Wszystkie te nominacje miały charakter dyskrecjonalny, co w odbiorze społecznym traktowane jest jako wyraz zaufania władzy politycznej. Nie bez znaczenia jest także fakt, że następują one w stosunkowo krótkim okresie, a większości z nich dokonuje ten sam polityk pełniący funkcje Ministra Sprawiedliwości, dotyczą zaś funkcji w sądach stołecznych, w których z uwagi na właściwość miejscową często rozstrzygane są sprawy, w których stroną są osoby zaangażowane politycznie, a także chociażby na podstawie art. 17 ust. 2 ustawy o Centralnym Biurze Śledczym to Sąd Okręgowy w Warszawie jest właściwy w sprawach zgody na czynności operacyjne tej służby”.

SN zbadał też aktywność Schaba jako głównego rzecznika dyscyplinarnego. I doszedł do wniosku, że działania jego oraz jego zastępców wobec niezależnych sędziów są zgodne z „publicznie deklarowanymi oczekiwaniami władzy politycznej, w szczególności Ministra Sprawiedliwości, co do wszczynania postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów za czynności orzecznicze, w szczególności zaś za kierowanie pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, czy też działania umożliwiające ukształtowanie składu sądu zgodnie ze standardami wynikającymi z art. 45 Konstytucji RP, art. 6 ust. 1 EKPCz oraz art. 47 Karty Praw Podstawowych”. Czyli za wykonywanie wyroków ETPCz i TSUE, w których podważono legalność neo-KRS i nominacji dla neo-sędziów.

Schab akceptował też wszczynanie przez jego zastępców dyscyplinarek wobec sędziów wykonujących wyroki TSUE, choć Trybunał 14 lipca 2021 roku zawiesił przepisy ustawy kagańcowej pozwalające ścigać sędziów za badanie statusu neo-KRS, czy neo-sędziów. „Działania takie w pełni odpowiadały stanowisku władz politycznych, w szczególności Ministra Sprawiedliwości, kwestionującego obowiązek przestrzegania wspomnianego postanowienia zabezpieczającego TSUE” - podkreśla w wyroku SN.

SN podkreślił również w wyroku, że jedną z pierwszych decyzji Schaba jako prezesa Sądu Apelacyjnego w Warszawie było odsunięcie od orzekania w sprawach karnych trzech sędzi wykonujących wyroki ETPCz i TSUE. Chodzi o Marzannę Piekarską-Drążek, Ewę Gregajtys i Ewę Leszczyńską-Furtak. Za karę zostały one przeniesione do wydziału pracy.

SN uchylił więc wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie uznając, że te „okoliczności mogą w opinii publicznej wzmacniać przekonanie, że zaskarżony skargą obrońcy oskarżonego wyrok (..) nie został podjęty w warunkach pełnej bezstronności i niezależności”.

I dlatego SN orzekł, że skład orzekający z udziałem Schaba był wadliwy.

Na marginesie tych rozważań sąd podkreślił, że w przypadku Przemysława Radzika „także zachodzi prawdopodobieństwo zaistnienia podobnych okoliczności, jak w przypadku sędziego Piotra Schaba, mających znaczenie dla oceny dochowania przez skład sądu orzekający z jego udziałem standardu bezstronności i niezawisłości w odbiorze społecznym”. Radzik również został nominowany przez neo-KRS i od czasu, gdy PiS rządzi Polską cały czas awansuje na stanowiskach funkcyjnych.

sędzia Włodzimierz Wróbel
Sędzia SN prof. Włodzimierz Wróbel ze składu orzekającego, który przeprowadził test wobec sędziego Daniluka Fot. Dawid Zuchowicz/Agencja Wyborcza.pl

Czy SN przetestuje Radzika?

To drugi taki test przeprowadzony przez sędziów Izby Karnej. Pierwszemu poddano sędziego Jerzego Daniluka z Sądu Apelacyjnego w Lublinie, neo-sędziego i prezesa tego sądu z nominacji resortu ministra Ziobry. Przeprowadził go SN w składzie: prof. Włodzimierz Wróbel z UJ, Jarosław Matras i Małgorzata Wąsek-Wiaderek.

W wyroku z 26 lipca 2022 roku orzekł, że sąd z udziałem neo-sędziego Daniluka był wadliwie obsadzony i nie spełniał standardu z artykułu 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, czyli nie gwarantował bezstronnego i niezależnego procesu. W konsekwencji uchylił wyrok lubelskiego sądu apelacyjnego wydany z jego udziałem. SN prześledził proces nominacyjny Daniluka przed neo-KRS (nie miał najlepszych ocen pracy, a mimo to dostał awans do sądu wyższej instancji) oraz jego nominację na prezesa sądu od ministra sprawiedliwości.

Wcześniej jednak w sprawę wmieszała się Małgorzata Manowska, neo-sędzia na stanowisku I Prezesa SN. Zawiadomiła rzecznika dyscyplinarnego SN o tym, że skład Izby Karnej interesuje się Danilukiem (on sam wcześniej złożył skargę do Manowskiej). Rzecznik odmówił zajęcia się sprawą, jej aktami zainteresowała się za to Prokuratura Krajowa. Skład orzekający Izby Karnej się jednak nie przestraszył i przetestował neo-sędziego.

Po wyroku Daniluk złożył do Zbigniewa Ziobry zawiadomienie na skład orzekający, domagając się ścigania sędziów, którzy przeprowadzili test na jego niezależność.

Teraz takich testów może być więcej, bo występują o nie w sprawach karnych obrońcy oskarżonych. W jednej ze spraw jest wniosek o test Przemysława Radzika. Nie wiadomo jednak, czy SN go przeprowadzi, bo nie dostał dokumentacji personalnej neo-sędziego. Z informacji OKO.press wynika, że jej udostępnienia odmówił prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie Piotr Schab, czyli jego przełożony.

Sędzia SN Jarosław Matras. Wziął udział w teście na niezależność Schaba i Daniluka. Fot. Mariusz Jałoszewski

S

Udostępnij:

Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne