Politycy PiS, a za nimi TVP, nie przestają mówić o socjalnych osiągnięciach rządu - to ma być wciąż jeden z filarów "dobrej zmiany". Ale czy faktycznie jest się czym chwalić? 2019 rok przyniósł trzy zaniechania w polityce PiS, które uderzają w biednych

Pierwsze 3 lata rządów PiS w polityce społecznej przynajmniej pod jednym względem były przełomowe: żaden z poprzednich rządów nie umieścił “socjalu” w centrum swojej opowieści politycznej.

Tymczasem “rodzina 500 plus” zdominowała debatę w Polsce, dziwnie mieszając się przy tym z kwestią praworządności. Choć politycy głównych partii opozycji zaakceptowali program, a przynajmniej nauczyli się nie potępiać go w czambuł, to część ich wyborców niezmiennie jest zdania, że polska demokracja została “sprzedana za 500 plus”, a transakcji dokonali wyborcy PiS.

Władza przy pomocy TVP wykorzystuje te emocje, strasząc, że rządy opozycji oznaczają odebranie zdobyczy socjalnych ostatnich lat: wysokiego świadczenia na każde dziecko i niższego wieku emerytalnego. W tej opowieści rządy PiS to socjalna “dobra zmiana”, a ich przeciwnicy to zawsze wrogowie prospołecznych rozwiązań.

Przez pierwsze lata rządów PiS ta narracja miała sporą wiarygodność, tym bardziej że rządy PO-PSL cechował niski poziom inwestycji i świadczeń społecznych (wyróżnialiśmy się negatywnie na tle Europy i nie da się tego wyjaśnić kryzysem gospodarczym).

Ale do czasu. W 2019 roku rzeczywistość zaczęła szybko oddalać się od politycznej narracji, a na wizerunku “socjalnego PiS-u” powstały duże rysy.

Najbardziej widać to w trzech obszarach:

  • wskaźnikach ubóstwa,
  • głodowych emeryturach,
  • polityce wobec niepełnosprawności.

O tych tematach OKO.press w 2019 pisało regularnie.

Rysa pierwsza: ubóstwo

Spadek ubóstwa był przedstawiany jako jedna z największych zasług “dobrej zmiany”, w szczególności programu rodzina 500 plus. I nic dziwnego: pierwsze dwa lata to m.in. znaczący spadek ubóstwa w rodzinach z dziećmi. Zasięg ubóstwa skrajnego w rodzinach wielodzietnych zmniejszył się z 12,2 proc. w 2015 do 6,4 proc w 2017 roku. Eksperci wskazują, że świadczenie wychowawcze faktycznie przyczyniło się do spadku ubóstwa.

Ale to już przeszłość. W 2018 roku ubóstwo w Polsce wzrosło w każdej grupie społecznej.

Z raportu „Poverty Watch 2019” autorstwa Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu EAPN Polska wynika, że:

  • Liczba Polaków żyjących w skrajnym ubóstwie wzrosła o około 422 tys. – z 1,7 mln w 2017 do 2,1 mln w 2018 roku.
  • Liczba dzieci w skrajnym ubóstwie wzrosła o około 90 tys. – z 325 tys. w 2017 do 417 tys. w 2018 roku.
  • Liczba skrajnie ubogich seniorów wzrosła o około 60 tys. od 2016 roku i w 2018 wyniosła 276 tysięcy.

A tych niepokojących zmianach pisał w OKO.press Jakub Szymczak:

Skąd taka zmiana? Jeden z powodów to uparty brak waloryzacji kluczowych świadczeń.

“Jeżeli wprowadzamy jakieś świadczenia, to powinny być one waloryzowane. W innym przypadku będzie problem, zarówno jeśli chodzi o progi w zasiłkach rodzinnych, jak i wysokość samych świadczeń.

Roczna waloryzacja cenowa jest konieczną reformą”

– mówił OKO.press prof. Ryszard Szarfenberg, badacz z Uniwersytetu Warszawskiego, członek Polskiego Komitetu Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu EAPN Polska.

Na waloryzację 500 plus jednak rząd się nie zdecydował, zlikwidował za to próg dochodowy uprawniający do pobierania świadczenia na pierwsze dziecko, nieprawdziwie twierdząc, że jest to w praktyce waloryzacja o 100 proc.

EAPN Polska wskazuje, że likwidacja progu da małe korzyści uboższym rodzinom, które od początku korzystały ze świadczenia na jedyne lub pierwsze dziecko. Duże korzyści odniosą rodziny z klasy średniej a w szczególności zamożne. Podobnie widzą to ekonomiści z Centrum Analiz Ekonomicznych:

Rysa druga: bieda-emerytury

Pierwsze lata rządów ubiegły władzy na celebrowaniu powrotu do starego wieku emerytalnego (65 lat dla mężczyzn i 60 lat dla kobiet). 2019 rok pokazał, że to nie wiek emerytalny był w Polsce problemem, lecz widmo głodowych emerytur – a obniżenie wieku emerytalnego może się do tego problemu długofalowo przyczynić.

Z raportu GUS z maja 2019 wynika, że pod koniec roku 2018 emerytów, którzy pobierali świadczenie niższe niż minimalne, było 218,8 tys.

Liczba takich bieda-emerytur gwałtownie rośnie, jeszcze w 2011 roku było to zaledwie 23,9 tys., a ZUS szacuje, że w 2025 r. problem będzie dotyczył 0,5 mln emerytów, zaś w 2030 roku – 650 tysięcy.

Z danych ZUS wiemy, że najniższą emeryturę w marcu 2019 roku pobierało 214,9 tys. osób.

Daje to łącznie 433,7 tys. emerytów, którzy pobierają emeryturę minimalną lub niższą. To 7,5 proc. wszystkich emerytów.

Wśród osób, które w grudniu 2018 pobierały emeryturę niższą niż minimalna aż 85,5 proc. to kobiety. OKO.press pisało o tym:

Bieda-emerytury to przede wszystkim odroczony efekt reformy systemu emerytalnego z końca lat 90., a także lat wysokiego bezrobocia i uśmieciowienia pracy.

Czy PiS ma na to jakiś pomysł? Poza czysto wyborczą 13. emeryturą (w wysokości emerytury minimalnej) – nie bardzo.

Charakterystyczna jest wypowiedź byłego wiceministra pracy w rządzie PiS, który straszył niskimi emeryturami z ZUS (“zapnijcie pasy!”) i od razu namawiał do oszczędzania w Pracowniczych Planach Kapitałowych, zarządzanych przez Polski Fundusz Rozwoju.

W skrócie: chcesz godnej emerytury, musisz sobie odłożyć sam.

„Oczernianie ZUS i podważanie wiarygodności publicznego systemu emerytalnego to był, i dalej jest, główny kierunek zwolenników OFE, a teraz także PPK, zainteresowanych przyciągnięciem składek emerytalnych na rynek finansowy”

– mówiła w rozmowia z OKO.press prof. Leokadia Oręziak z SGH, autorka książki „OFE. Katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce”.

„Nieustannie powtarzają, że Polacy muszą gromadzić dodatkowe oszczędności na emeryturę, bo emerytury z ZUS będą bardzo niskie. A przecież to polscy neoliberałowie tak zreformowali w 1999 roku system emerytalny, że emerytury obniżono o ponad połowę, o czym Polacy zaczęli dowiadywać się dopiero kilka lat temu”.

W 2019 roku PiS przejął sztafetę w tej ucieczce od odpowiedzialności.

Rysa trzecia: niepełnosprawność

20 grudnia 2019 Sejm odrzucił kluczowe poprawki Senatu i przyjął nowelizację ustawy o utworzonym rok wcześniej Solidarnościowym Funduszu Wsparcia dla Osób Niepełnosprawnych.

W skrócie: z nazwy Funduszu wykreślone zostaną słowa „dla Osób Niepełnosprawnych”. Inne zmiany w ustawie umożliwią wypłatę w 2020 roku ze środków funduszu wspomnianych wyżej 13. emerytur. Środki na te świadczenia mają zostać pożyczone z Funduszu Rezerwy Demograficznej.

Rząd argumentował, że to w istocie czysto formalna zmiana, która nie zaszkodzi programom wsparcia finansowanym z Funduszu. Innego zdania są eksperci.

„To jest niszczenie po pierwsze samych osób z niepełnosprawnościami, po drugie ich rodzin, po trzecie środowiska osób z niepełnosprawnościami i organizacji, które są zaangażowane w te programy”

– mówił OKO.press dr hab. Paweł Kubicki, ekspert z zakresu polityk publicznych wobec niepełnosprawności. „I po czwarte: chęci samorządów do podejmowania się czegokolwiek, co nie jest zapisane w ustawie; wychylanie się z czymkolwiek, co w wielu państwach jest uważane za standard, a w Polsce wciąż za usługę fakultatywną i opcjonalną. Tak jest np. z asystencją osobistą.

To nie jest tak, że te pieniądze znikną z tych programów, one będą, ale będziemy mieć w Polsce wieczny pilotaż pewnych działań, ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami”.

Zmiany w Funduszu zostały przeprowadzone wbrew protestom organizacji osób z niepełnosprawnościami, które nie zostały nawet zaproszone do konsultacji, bo projekt – tradycyjnie – został zgłoszony jako poselski.

Tym jednym posunięciem PiS całkowicie zniszczył wizerunek, który mozolnie odbudowywał po skandalicznej reakcji na protest osób z niepełnosprawnościami wiosną 2018 roku.

Państwa dobrobytu z tego nie będzie

Warto zatrzymać się na moment przy sprawie Funduszu, bo pokazuje ona strukturalny problem polityki PiS, który w pełnej krasie ujawnił się w 2019 roku i będzie narastać w przyszłości.

Fundusz miał być finansowany z dodatkowego podatku dla najbogatszych, tzw. daniny solidarnościowej. Przy wprowadzaniu tej daniny rząd argumentował, że środki trafią wyłącznie na wsparcie dla osób z niepełnosprawnością. Był to pomysłowy zabieg – dzięki temu bez wielkiego oporu udało się nieco zwiększyć progresywność polskiego systemu podatkowego (która jest zbyt niska – wielokrotnie pisaliśmy o tym w OKO.press) i uzyskać dodatkowe środki.

Zmieniając ustawę o Funduszu, rząd kompromituje ideę daniny i zamyka sobie drogę do rozszerzenia jej w przyszłości.

Ale po co to robi?

W toku kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi premier Morawiecki ogłosił, że budżet w 2020 roku będzie „budżetem bez deficytu”. Ale jak zrealizować dość hojne obietnice wyborcze („13. emerytura”), nie podnosić podatków – z wyjątkiem akcyzy – i jednocześnie zlikwidować deficyt?

Do tego właśnie służą zmiany w Funduszu Solidarnościowym i pożyczka z Funduszu Rezerwy Demograficznej, które obchodzą regułę wydatkową.

Takie ukrywanie wydatków nie może jednak trwać długo – ostatecznie, żeby zbudować „państwo dobrobytu”, do którego chętnie odwołuje się Morawiecki, potrzebny jest sprawiedliwy system podatkowy, który je udźwignie. Bez niego nie możemy mieć trwale ani przyzwoitych świadczeń socjalnych, ani sprawnych usług publicznych, bo budżetówka będzie pogrążona w wiecznym kryzysie. Takim, jaki ujawnia m.in. niedawny raport NIK o pracownikach socjalnych.

Kompromitując daninę solidarnościową i obiecując budżet bez deficytu, rząd zamyka sobie drogę do takich reform – otwarcie stwierdza, że go przerastają. I to jest być może najważniejszy wniosek z polityki rządu w 2019 roku.


Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi.
Razem tworzymy OKO.press!

Redaktor i dziennikarz OKO.press. Tłumacz literatury. Pisze o pracy, podatkach i polityce społecznej.


Komentarze

Masz cynk?