0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.plFot. Adam Stępień / ...

Projekt ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej (UD246) dopisuje warunek, którego nie zapowiadał wykaz prac rządu:

zasiłek rodzinny na dziecko do lat trzech — 95 zł miesięcznie — tylko dla rodzin, które udokumentują kontakt dziecka z ochroną zdrowia.

Warunek obejmie wyłącznie rodziny z dochodem do 674 zł na osobę (764 zł, gdy w rodzinie jest dziecko z niepełnosprawnością), czyli żyjące w głębokim skrajnym ubóstwie. Przy powszechnym świadczeniu 800+ niczego takiego nie ma.

To nie przypadek — to trzeci akt tego samego wzorca.

Zasiłek za zaświadczenie

Projekt opublikowany 24 lipca w Rządowym Centrum Legislacji przez Pełnomocnika Rządu do Spraw Równości dotyczy głównie przemocy domowej: Niebieskich Kart, nowego systemu informatycznego eNK@.

Ale w art. 3 zmienia także zupełnie inną ustawę — o świadczeniach rodzinnych. Zasiłek na dziecko do ukończenia trzech lat ma przysługiwać tylko wtedy, gdy dziecko „pozostaje pod opieką medyczną”.

Co to znaczy? Przy ustalaniu prawa do zasiłku rodzic musi wykazać, że w kwartale poprzedzającym wystawienie zaświadczenia (a przy ścieżce z dokumentacją medyczną — złożenie wniosku) dziecko miało co najmniej jeden kontakt z ochroną zdrowia. Dowolny. Wizyta u lekarza rodzinnego, u specjalisty, pobyt w szpitalu — także z powodu choroby.

Dowodem ma być zaświadczenie z przychodni albo dokumentacja medyczna, przy czym zaświadczenie ma zawierać „rodzaj i zakres” udzielonego świadczenia. Dane o zdrowiu dziecka popłyną więc do urzędu wypłacającego zasiłek, choć do rozstrzygnięcia wystarczyłoby „tak” albo „nie”.

Kto warunku nie udokumentuje, może stracić prawo do zasiłku, a wraz z nim do dodatków — te przysługują tylko osobom z zasiłkiem.

Rodziny już pobierające świadczenie dostaną na potwierdzenie trzy miesiące. Bez wyjątków na brak terminu w przychodni, odległość, niepełnosprawność, błąd w dokumentacji.

Ustawa ma co do zasady wejść w życie po 14 dniach. Nawet tryby prawne się tu mieszają: uzasadnienie mówi o „wstrzymaniu wypłaty”, projekt przewiduje „brak prawa” — to nie to samo, a nikt nie wyjaśnia, jak odzyskać świadczenie po spóźnionym zaświadczeniu.

I jeszcze jedno. Publiczny wpis UD246 w wykazie prac rządu (wersja 2.0 z 1 lipca) opisuje wyłącznie Niebieskie Karty i eNK@. O zmianie ustawy o świadczeniach rodzinnych nie uprzedza ani słowem.

Skąd my znamy tę logikę?

Poligon: dzieci cudzoziemskie

Najpierw była szkoła. Ustawa z maja 2024 r. (Dz.U. 2024 poz. 854) powiązała 800+ dla dzieci ukraińskich z nauką w polskim systemie oświaty.

Potem była praca. Po prezydenckim wecie Sejm uchwalił 12 września 2025 r. ustawę uzależniającą 800+ dla cudzoziemców od aktywności zawodowej rodzica. Skutek przyszedł szybko: według money.pl od lutego do maja 2026 r. świadczenie przestało otrzymywać 66,3 proc. rodzin ukraińskich, które pobierały je na początku roku. Dwie na trzy rodziny — choć ponad 54 tys. wniosków czekało wtedy jeszcze na decyzję ZUS, więc ostateczny ubytek może okazać się mniejszy.

Krytykowałem te zmiany jeszcze przed sejmową debatą jako szowinizm socjalny — ostrzegałem, że warunek odbierze świadczenia wielu dzieciom, które mieszkają w Polsce, bo dowody i dane administracyjne zawodzą częściej niż uczciwość rodziców.

Moja ocena jest taka, że mechanizm przećwiczony na grupie politycznie bezbronnej wraca. Tym razem adresatem są najubożsi z najuboższych polscy rodzice. Warunkowanie świadczeń na dzieci przestało być narzędziem polityki migracyjnej. Stało się metodą.

Najpierw wypychanie przez zamrażanie

Zanim komukolwiek postawiono omawiane warunki, zawężono sam krąg uprawnionych. Progi dochodowe zasiłku rodzinnego — 674 zł na osobę — nie drgnęły od listopada 2015 r. Kwota zasiłku na małe dziecko, 95 zł, stoi w miejscu od 2016 r.; w cenach 2025 r. to realnie około 60 zł, a inflacja dalej robi swoje.

Rząd potwierdził ten stan „weryfikacją zerową” z sierpnia 2024 r. (Dz.U. 2024 poz. 1238): żadnych podwyżek do 2027 r.

Skutek widać w statystyce GUS: liczba dzieci z zasiłkiem spadła z 2 mln 206,5 tys. w 2016 r. do 783,6 tys. w 2024 r. To zbieżność w czasie, a nie dowód jedynej przyczyny, gdyż działały też demografia i wzrost płac. Kierunek jest jednak jednoznaczny:

zamrożony próg co roku wypycha kolejne rodziny poza ten rodzaj wsparcia.

Sama wiceministra rodziny Katarzyna Nowakowska zapowiada zresztą włączenie zasiłków rodzinnych do świadczeń pomocy społecznej z coroczną weryfikacją kryteriów, która miałaby pomóc obu świadczeniom. Nota bene tu mamy blokadę ze strony Ministerstwa Finansów. Trudno o czytelniejsze przyznanie, że obecny mechanizm się zużył.

Najpierw więc zawężono krąg uprawnionych do najuboższych. Teraz właśnie planuje się dołożenie im warunków.

Przeczytaj także:

Ile stracą rodziny? Rubryka pusta

Każdy projekt ustawy ma ocenę skutków regulacji (OSR). Ta do projektu UD246 jest dokumentem osobliwym.

  • Rubryka o pieniężnym wpływie na rodziny — pusta.
  • Wpływ niepieniężny — opisany wyłącznie jako pozytywny.
  • Liczba dzieci w wieku do trzech lat, których dotyczy warunek — nieznana; OSR wprost przyznaje brak danych.
  • Podaje za to liczbę dzieci poniżej szóstego roku życia: „213,9 tys. zł”, czyli w tysiącach złotych.
  • W projektowanym przepisie po punkcie drugim następuje… drugi punkt drugi.

Tak zredagowano regulację, która ma decydować o dochodach najuboższych rodzin z małymi dziećmi.

Jedyna kwota w części finansowej OSR to 41 mln zł — na system informatyczny eNK@. Na informatykę ma być więc 41 mln, a na oszacowanie, ile rodzin straci zasiłek, ile stracą dochodu, ile zapłacą gminy i przychodnie — pusta rubryka.

Projektodawca deklaruje, że środek jest proporcjonalny i konieczny. Właśnie: deklaruje. Analizy, która pozwoliłaby to sprawdzić — choćby porównania z mniej dolegliwymi rozwiązaniami — publicznie nie przedstawiono.

Zastanówmy się nad uzasadnieniem dla pomysłu projektodawców.

Niemowlę nie chodzi do przedszkola ani szkoły — lekarz bywa jedynym przedstawicielem instytucji, który je w ogóle widzi. Badania pediatryczne pokazują, że u znacznej części ciężko skrzywdzonych niemowląt wcześniej pojawiały się drobne „urazy ostrzegawcze", a od jednej trzeciej do połowy dzieci ciężko skrzywdzonych lub zabitych było krótko przedtem u lekarza z pozornie błahym urazem.

Kontakt z ochroną zdrowia naprawdę bywa ważny dla wykrywania przemocy. Tyle że z tego nie wynika sankcja finansowa

— wynika czujność profesjonalistów, protokoły postępowania i aktywne docieranie do rodzin.

Więcej: badania nad ubóstwem i krzywdzeniem dzieci — głównie amerykańskie — wskazują zależność odwrotną do logiki projektu. Nagły ubytek dochodu zwiększa ryzyko zaniedbania i interwencji służb, chyba że ubytek zrekompensują świadczenia; dodatkowe transfery pieniężne to ryzyko obniżają.

Sankcja odbierająca 95 zł na jedno dziecko rodzinie spod progu 674 zł podnosi więc ryzyko dokładnie tego, przed czym ustawa ma chronić.

Jest i paradoks konstrukcyjny. Warunek nie sprawdza ani profilaktyki, ani bezpieczeństwa dziecka. Zalicza każdą wizytę, także czysto chorobową — jest więc szerszy niż profilaktyka. A zarazem węższy niż realna opieka: kalendarz badań profilaktycznych nie przewiduje wizyty w każdym trzymiesięcznym oknie między pierwszym a trzecim rokiem życia.

Zdrowe, zadbane dziecko może „wypaść" z warunku bez żadnej winy rodzica. Dla porządku: NIK w niedawnej kontroli pokazała, że bilanse zdrowia wykonuje się u około jednej czwartej uprawnionych dzieci — problem jest realny. Ale NIK sankcji nie badała; rekomendowała przypomnienia, informowanie rodziców, e-dokumentację i lepszy nadzór.

Polska już raz przećwiczyła sankcję zdrowotną w świadczeniach.

Gdy w 2009 r. becikowe obwarowano wymogiem opieki w ciąży, w ciągu dwóch miesięcy nie wypłacono 23 tys. świadczeń — i przepis czasowo zawieszono. Tamten warunek — podobnie jak inne dotychczasowe warunki medyczne w polskich świadczeniach — dotyczył opieki w ciąży i wypłat okołoporodowych.

Tu argumenty są silniejsze za kontrolą medyczną ze względów zdrowotnych. Nowy warunek ma stale odcinać comiesięczny dochód rodziny małego dziecka. Unijne zalecenie „Inwestowanie w dzieci” mówi wprost: decyzje o uzależnianiu świadczeń od zachowań rodziców powinny zapadać indywidualnie, z oceną możliwych szkód.

EAPN Polska — sieć, której przewodniczę — ujmuje to w stanowisku jednym zdaniem: „Sam brak kontaktu nie jest dowodem przemocy ani niewłaściwego wykorzystania świadczenia".

Mapa zamiast drabiny

Żeby było jasne: w polityce wobec małych dzieci rząd robi też rzeczy dobre. Programy żłobkowe zwiększają liczbę miejsc, dofinansowanie opłat realnie pomaga, od tego roku obowiązują standardy jakości opieki. Ten kierunek zasługuje na kontynuację.

Tyle że rząd patrzy na mapę, a nie na drabinę dochodową. Dostrzega „białe plamy” — gminy bez żłobka — i słusznie je łata. Nie dostrzega, że

z opieki formalnej korzystało zaledwie 4,3 proc. dzieci do lat trzech zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem, podczas gdy ogółem — 15,1 proc.

Usługa, która najbardziej wyrównuje szanse, najrzadziej trafia do tych, którym miałaby wyrównywać najwięcej. W rządowych programach żłobkowych ta nierówność nie jest ani diagnozowana, ani wprost adresowana.

Opiekunka w żłobku widzi dziecko codziennie, nie raz na kwartał

Przyłóżmy zresztą logikę projektodawcy do polityki żłobkowej tego samego rządu. Jeśli ryzyko przemocy kryje się w rodzinach najuboższych, a tarczą ma być kontakt dziecka z instytucją, to żłobek jest tą tarczą w wersji najmocniejszej — opiekunka widzi dziecko codziennie, nie kwadrans raz na kwartał.

Konsekwentny rząd dawałby więc dzieciom z rodzin ubogich co najmniej pierwszeństwo w rekrutacji i miejsce bez opłat. Tymczasem program „Aktywny Rodzic” premiuje aktywność zawodową. Pracujący rodzic wybiera między 1500 zł „babciowego” a bonem żłobkowym do 1500 zł. Niepracujący dostaje 500 zł „aktywnie w domu” — za opiekę poza zasięgiem jakiejkolwiek instytucji.

Bon żłobkowy formalnie nie wymaga zatrudnienia, ale najpierw trzeba mieć miejsce, a w gminnych rekrutacjach punktuje się zwykle pracę rodziców.

Ten sam rząd, który najuboższym każe pod groźbą utraty zasiłku dokumentować kwartalny kontakt z lekarzem, płaci więc rodzinom bez pracy za to, żeby dziecko zostało w domu — i ustawia je na końcu kolejki do miejsca, w którym byłoby widziane codziennie. Gdyby naprawdę chodziło o bezpieczeństwo dzieci ubogich, to tu właśnie zaczynałaby się reforma.

To jest, moim zdaniem, wspólny mianownik wszystkich trzech aktów — i jest nim coś więcej niż bieda.

Państwo selekcjonuje dzieci według statusu rodziców.
  • Obcy paszport — warunek szkoły i pracy.
  • Dochód poniżej 674 zł — warunek zaświadczenia od lekarza.
  • A polityka żłobkowa dopowiada wersję z nagrodą: rodzic z etatem — 1500 zł, rodzic bez etatu — 500 zł i dalsze miejsce w kolejce.

Test zawsze zdaje dorosły, konsekwencje zawsze ponosi dziecko, cel zawsze ogłasza się jako dobro najmłodszych. Im słabszy politycznie rodzic — cudzoziemiec bez prawa głosu, rodzina uboga bez lobby, matka bez pracy — tym więcej warunków i tym mniejsze pieniądze.

To, że po ten mechanizm sięgali kolejno różni rozgrywający — rząd, prezydent, sejmowa większość — nie osłabia diagnozy, lecz ją pogłębia: warunkowanie świadczeń na dzieciach nie jest programem jednej partii. Stało się metodą bezpieczną politycznie, bo ćwiczoną na tych, którzy nie odwzajemnią się przy urnie.

Co trzeba zrobić

Konsultacje publiczne UD246 właśnie trwają. Jeszcze można ten mechanizm zatrzymać.

Należy skreślić art. 3 i art. 7 — warunek medyczny w zasiłku rodzinnym i trzymiesięczny termin dla obecnych świadczeniobiorców.

Trzeba uzupełnić ocenę skutków regulacji (OSR) o to, czego w niej nie ma — skalę interwencji, przyczyny braku kontaktu z lekarzem, dostępność przychodni, skutki dochodowe, koszty — i ponowić konsultacje na rzetelnej podstawie.

A co zamiast sankcji?

Pakiet pomocowy:

  • przypomnienia przez Internetowe Konto Pacjenta, mObywatela i SMS,
  • aktywny kontakt przychodni z rodziną,
  • wzmocnienie wizyt patronażowych,
  • pomoc w umówieniu wizyty i w dojeździe.

Czyli kierunek zbieżny z rekomendacjami NIK — a w części dotyczącej przypomnień, informowania rodziców i e-dokumentacji – wprost z nimi tożsamy.

Należy też zaktualizować wpis UD246 w wykazie prac rządu, żeby opinia publiczna wiedziała, co naprawdę jest w projekcie.

Rozszerzanie tego warunku na 800+ czy inne świadczenia jest niewskazane. Nierówne rozłożenie ciężaru przemawia za rezygnacją z mechanizmu, nie za jego upowszechnieniem.

Główna rekomendacja stanowiska EAPN nadaje się na test każdej przyszłej reformy świadczeń na dzieci: dostęp małych dzieci do ochrony zdrowia i ich bezpieczeństwo należy wzmacniać „przez usuwanie barier, aktywne docieranie do rodzin oraz zintegrowaną reakcję służb, a nie przez automatyczne ryzyko utraty dochodu wyłącznie przez rodziny korzystające z dochodowego zasiłku rodzinnego”.

Dziecko w rodzinie z dochodem do 674 zł na osobę nie potrzebuje kolejnego zaświadczenia. Potrzebuje tych 95 zł — i państwa, które puka do drzwi z pomocą, a nie z warunkiem.

Na zdjęciu Ryszard Szarfenberg
Ryszard Szarfenberg

Dr hab., profesor na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW, politolog, specjalista w zakresie polityki społecznej, ubóstwa i wykluczenia. Przewodniczący EAPN Polska, członek zarządu ATD Czwarty Świat, członek Zespołu Eksperckiego ds. Usług Społecznych Fundacji Batorego.

Komentarze