Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. AP Photo/Michael ProbstFot. AP Photo/Michae...

Owacje na stojąco, jeden wybuch śmiechu na wspomnienie o jakości amerykańskiego piwa i oddech ulgi – takie emocje towarzyszyły uczestnikom dorocznej Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, podczas której w sobotę 14 lutego 2026 rano przemawiał amerykański sekretarz stanu Marco Rubio.

Po wystąpieniu amerykańskiego sekretarza na najważniejszej konferencji bezpieczeństwa w Europie, dyrektor wydarzenia Wolfgang Ischinger podziękował Rubio za „zapewnienie” o trwałości transatlantyckiego sojuszu.

Ale czy na pewno o tym było wystąpienie Marco Rubio w Monachium?

„Na zawsze powiązane”

Rubio zaoferował Europejczykom inne wystąpienie niż wiceprezydent J.D. Vance rok wcześniej.

Nie było agresywnego rugania Europy i grożenia wycofaniem wojsk z kontynentu. Wystąpienie Rubio to duża różnica jakościowa w porównaniu z tym, co w ciągu ostatniego roku o Europie mówił prezydent Donald Trump i co dało się wyczytać z amerykańskich dokumentów strategicznych – narodowej strategii bezpieczeństwa i narodowej strategii obrony.

Amerykański sekretarz stanu mówił częściowo to, co europejscy przywódcy chcieli usłyszeć: o znaczeniu historycznego sojuszu między Europą a USA, o tym, że losy USA i Europy są „na zawsze powiązane”, o tym, że USA chcą, by Europa była silna, bo jeśli słaby jest tak ważny sojusznik, to słabe są także USA.

„W czasach, gdy nagłówki gazet obwieszczają koniec ery transatlantyckiej, niech wszyscy wiedzą i mają świadomość, że nie jest to ani naszym celem, ani naszym pragnieniem. Dla nas, Amerykanów, naszym domem może być wprawdzie półkula zachodnia, ale zawsze będziemy dziećmi Europy” – mówił Rubio, odnosząc się do niepokojącego dla Europy stwierdzenia w amerykańskiej strategii obrony, że strefa wpływów USA ogranicza się do zachodniej półkuli, co stawia pod znakiem zapytania amerykańskie zaangażowanie wojskowe w Europie.

Te uspokajające słowa Rubio zostały nagrodzone oklaskami.

Rubio tłumaczył, że sojusz z Europą jest dla USA ważny i właśnie dlatego amerykańska administracja czasem zachowuje się tak „bezpardonowo” i „natarczywie”, a prezydent Trump domaga się „powagi i wzajemności”.

„Powodem tego, moi drodzy, jest to, że bardzo nam zależy. Bardzo nam zależy na waszej i naszej przyszłości. A jeśli czasami się nie zgadzamy, to wynika to z naszego głębokiego poczucia troski o Europę, z którą jesteśmy związani nie tylko gospodarczo i militarnie, ale też duchowo i kulturowo. Chcemy, aby Europa była silna. Wierzymy, że Europa musi przetrwać” – mówił Rubio, a jego słowa były przyjmowane z oddechem ulgi, jak po wystąpieniu zauważył dyrektor wydarzenia, Wolfgang Ischinger.

Przeczytaj także:

Świat pięści

Ale pod pozorem koncyliacyjnych i odwołujących się do wspólnej historii twierdzeń, Rubio dał brutalny i bezpardonowy wykład z ideologii MAGA:

  • porządek międzynarodowy to słowo „nadużywane”,
  • użycie twardej siły to czasem jedyny sposób na realizację interesu narodowego i jako takie powinno być dopuszczalne,
  • polityki mające na celu ograniczenie zmian klimatu to „zaspokajanie kultu klimatycznego” i prowadzą jedynie do „zubożenia naszych społeczeństw”,
  • migracja niszczy naszą kulturę i trzeba z nią walczyć wszelkimi sposobami.

Zdaniem Marco Rubio Europa wciąż naiwnie wierzy w wolny handel i zamiast dumy ze swojego dziedzictwa, przeprasza za swoją przeszłość.

„Nie mamy zamiaru być uprzejmi (…) Chcemy tchnąć nową energię w nasz sojusz (…). Chcemy, by nasi sojusznicy byli silni, a nie słabi. Bo jeśli wy jesteście słabi, my jesteśmy słabi” – mówił Rubio, wyrażając oczekiwanie od Europy, że ta bardziej asertywnie sięgnie ponownie po swoją wielkość – zgodnie z tradycją kolonizatorów, misjonarzy i odkrywców.

Błędy przeszłości

Marco Rubio zaoferował zgromadzonym także diagnozę błędów, które jego zdaniem popełnił Zachód po drugiej wojnie światowej, i które, według jego oceny, popełnia nadal. Ta diagnoza to dość uproszczony wykład z krytyki liberalizmu – ideologia MAGA w wersji light.

Rubio powtarza tezy, które tzw. realiści stawiają od dekad:

  • Po zakończeniu zimnej wojny Zachód uległ „niebezpiecznej iluzji końca historii”: że wszystkie narody będą teraz liberalnymi demokracjami, więzi utworzone przez handel i wymianę gospodarczą zastąpią poczucie narodowości, oparty na zasadach porządek światowy zastąpi interesy narodowe, będziemy żyć w świecie bez granic, w którym każdy stanie się obywatelem świata.
  • W tym „złudzeniu”, zdaniem Rubio, przyjęliśmy „dogmatyczną wizję wolnego handlu”, i to pomimo że część krajów „chroniła swoje gospodarki i subsydiowała swoje przedsiębiorstwa”. W rezultacie – mówi Rubio – byliśmy świadkami szybkiej deindustrializacji i przenoszenia milionów miejsc pracy za granicę, co doprowadziło do oddania kontroli nad kluczowymi łańcuchami dostaw naszym przeciwnikom i rywalom. Wiele krajów inwestowało też w państwo opiekuńcze kosztem utrzymania zdolności do obrony. I to pomimo że w tym samym czasie inne kraje inwestowały w „najszybszą w historii ludzkości” rozbudowę sił zbrojnych i nie wahały się używać twardej siły, by realizować własne interesy.
  • Aby dać zadość kultowi klimatycznemu, stworzyliśmy polityki energetyczne, które zubożają nasze narody, pomimo że nasi konkurenci wciąż eksploatują ropę, węgiel i gaz, aby napędzać swoje gospodarki.
  • Aby stworzyć świat bez granic, otworzyliśmy drzwi dla masowej migracji, która zagraża spójności naszych społeczeństw i przetrwaniu naszej kultury.

Rubio po raz kolejny wykłada antyliberalną krytykę dotychczasowej ścieżki rozwoju Zachodu, stawiając tezę, że zamiast siły i bogactwa, przyniosła ona uwiąd i kryzys. Tezę, która doczekała się wielu istotnych polemik.

„Popełniliśmy te błędy razem” – mówił Rubio i podkreślił: jesteśmy to winni naszym społeczeństwom, by odbudować potęgę Zachodu.

W tej krytyce Zachodu Rubio uderza wprost w podstawy Unii Europejskiej jako organizacji, choć o UE nie wspomina ani słowem:

  • Unii, która jest w stanie tworzyć regulacje chroniące jej konsumentów przed nieograniczoną ekspansją technologicznych gigantów;
  • Unii, która jest w stanie ograniczać dostęp do swoich rynków, jeśli państwa – tak jak ostatnio USA – sięgają po szantaż gospodarczy;
  • Unii, która sama stawia na swoją samodzielność, sięgając coraz częściej po protekcjonizm gospodarczy, co jest kością niezgody w relacjach z USA.

Słowem: Unii, która jest asertywnym partnerem, a nie gromadą małych państewek, które nie mogą mierzyć się z potęgą gospodarczą USA.

Podążać za USA

Tymczasem Marco Rubio proponuje Europie jedno: dać się poprowadzić USA do „odnowy Zachodu”, bo to prezydent Donald Trump ma wizję, jak Zachód odbudować. I choć USA są gotowe zrobić to same, to jednak „wolałyby” zrobić to razem z „przyjaciółmi w Europie”, bo Stany Zjednoczone i Europa są ze sobą powiązane: wspólną historią, kulturą, religią i tradycją – mówi Rubio.

Co powinniśmy zrobić, zdaniem Rubio?

  • Doprowadzić do reindustrializacji naszych gospodarek, przy czym reindustrializacji Rubio nie rozumie w starym tego słowa znaczeniu, jako budowy fabryk najprostszych produktów. Mówi o stawianiu na rozwój wysokich technologii, innowacyjności itp. Tu de facto wizja amerykańskiego sekretarza stanu nie różni się od liberalnych poglądów gospodarczych, które stawiały na rozwój tzw. gospodarki opartej na wiedzy oraz innowacyjności.
  • Zwiększyć zdolności obronne.
  • Odzyskać kontrolę nad łańcuchami dostaw.
  • Odzyskać kontrolę nad granicami.
  • Zrezygnować z ochrony klimatu i środowiska.
  • Przestać przedkładać „tzw. porządek międzynarodowy” nad żywotnym interesem naszych narodów.

Wymieniając jako przykład tej nowej skuteczności, interwencje militarne USA w Iranie, czy w Wenezueli, Rubio daje do zrozumienia, że użycie twardej siły powinno stać się znowu pełnoprawnym narzędziem realizacji interesów narodowych.

Świat pięści wraca w pełnej okazałości.

„W idealnym świecie wszystkie te problemy i wiele innych zostałyby rozwiązane przez dyplomatów i pełne mocnych sformułowań rezolucje. Ale nie żyjemy w idealnym świecie. Nie możemy dalej pozwalać tym, którzy jawnie i otwarcie zagrażają naszym obywatelom i narażają na niebezpieczeństwo globalną stabilność, chronić się za abstrakcyjnymi zasadami prawa międzynarodowego, które sami rutynowo łamią. To jest droga, którą obrał prezydent Trump i Stany Zjednoczone. Zapraszamy Europę do przyłączenia się do nas na tej drodze” – mówił amerykański sekretarz stanu, uzasadniając niezgodne z zasadami prawa międzynarodowego użycie siły w Wenezueli i w Iranie.

W swoim wystąpieniu Rubio nie wspomina za to o Ukrainie ani o amerykańskich planach wobec Grenlandii, które wpisują się w powyższą logikę.

O wojnie w Ukrainie amerykański sekretarz wspomniał tylko w odpowiedzi na pytanie Ischingera po wystąpieniu. Czy jego zdaniem Rosja chce pokoju, czy gra na czas?

„Nie wiemy, czy Rosjanie poważnie podchodzą do zakończenia wojny. Twierdzą, że tak. Nie wiemy też, na jakich warunkach są gotowi to zrobić i czy uda nam się znaleźć warunki, które będą do przyjęcia dla Ukrainy, a jednocześnie będą akceptowalne dla Rosji. Będziemy jednak nadal to sprawdzać” – powiedział Rubio.

Gra na osłabienie UE

Żeby w pełni zrozumieć intencję komunikacyjną amerykańskiego sekretarza stanu, warto też zwrócić uwagę na wydarzenia towarzyszące jego wizycie.

W piątek 13 lutego po przyjeździe do Niemiec Rubio odwołał w ostatniej chwili swój udział w spotkaniu z przywódcami politycznymi Niemiec, Francji, Polski oraz Komisji Europejskiej, powołując się na napięty harmonogram – poinformował „Financial Times”. Tematem spotkania miało być zakończenie wojny w Ukrainie.

Rubio spotkał się za to sam na sam z kanclerzem Niemiec, Friedrichem Merzem.

Odmawianie spotkania w formacie, w którym bierze udział szefowa Komisji Europejskiej to kolejny przykład ignorowania Unii, zgodnie z ujawnionym przez amerykańskie media pod koniec zeszłego roku amerykańskim planem osłabiania UE.

Tę interpretację działań Rubio dodatkowo potwierdza fakt, że amerykański sekretarz stanu, po zakończeniu konferencji w Monachium, wybiera się z wizytą na Węgry i Słowację. Tam rządzą przyjaciele obozu MAGA – założyciele antyeuropejskiej grupy Patrioci dla Europy, Viktor Orbán i Robert Fico. To wyraźny sygnał wysyłany europejskiej opinii publicznej, o tym, kto może liczyć na poparcie Waszyngtonu.

W połączeniu z pełną ambiwalencji komunikacją, a to raz, że Europa nie może już liczyć na wsparcie militarne i parasol bezpieczeństwa ze strony USA, a to, że sojusz z Europą jest wciąż dla USA ważny, europejski odbiorca może wyciągnąć prosty wniosek: jeśli będę głosował na eurosceptyków z obozu MAGA, to USA nie opuszczą Europy w potrzebie.

Dlatego dziwią owacje na stojąco, którymi europejscy przywódcy nagrodzili Rubio za miłe słowa o sojuszu z Europą. Bo przekaz Rubio wobec Europy jest jasny: macie grać tak, jak wam zagramy. W przeciwnym razie nie będzie miło.

;
Na zdjęciu Paulina Pacuła
Paulina Pacuła

Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.

Komentarze