Ucieczka Ziobry na Węgry zwiększa szanse na jego aresztowanie. A udzielenie mu azylu politycznego przez rząd Orbána może być uznane za celową ochronę przed zarzutami za aferę Funduszu Sprawiedliwości. Wynika to z orzeczenia sądu ws. innego zbiega na Węgry, Marcina Romanowskiego.
O tym, czy będzie zgoda na tymczasowe aresztowanie byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, ma zdecydować w czwartek 15 stycznia 2026 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa. A dokładnie sędzia Agnieszka Prokopowicz.
Aresztu domaga się Prokuratura Krajowa, która chce postawić Ziobrze 26 zarzutów, głównie w związku z aferą Funduszu Sprawiedliwości, który był traktowany jako swego rodzaju fundusz wyborczy Suwerennej Polski. Czyli byłej partii Ziobry.
Ziobry w sądzie nie będzie, bo przed świętami w 2026 roku dostał z żoną Patrycją Kotecką azyl polityczny na Węgrzech. To decyzja rządu, na którego czele stoi prorosyjski i antyukraiński Viktor Orbán. I jest ona wymierzona w rząd Tuska. Bo Orbán jest sprzymierzeńcem PiS, które obecna władza chce rozliczyć za złodziejstwo i afery.
Decyzja o azylu była ukrywana, ale ujawnił ją po Nowym Roku węgierski dziennikarz z portalu VSquare. Być może tym samym popsuł strategię obrońcom Ziobry, którzy mogli wyciągnąć ją na posiedzeniu sądu 15 stycznia jako koronny argument przeciwko zastosowaniu tymczasowego aresztowania.
W tym kontekście inaczej należy też oceniać odroczenie posiedzenia sądu ws. aresztu, które pierwotnie wyznaczono na 22 grudnia. Wnieśli o to obrońcy Ziobry, zarzucając prokuraturze, że nie dołączyła niejawnego dokumentu z akt sprawy ws. zakupu Pegasusa. A nie dołączyła, bo nie miał on znaczenia dla sprawy Romanowskiego. Za zakup Pegasusa odpowiadał bowiem wiceminister sprawiedliwości Michał Woś, który dostał za to zarzuty.
Sąd odroczył jednak posiedzenie i wezwał prokuraturę do uzupełnienia dokumentu. Odebrano to wtedy jako jej porażkę. Ale dziś już wiadomo, że wtedy ważyły się losy decyzji o azylu dla Ziobry. I w innym świetle stawia to teraz wniosek jego obrońców o odroczenie tego posiedzenia aresztowego.
Potwierdził to nie wprost sam Ziobro, który w środę 14 stycznia 2026 roku w wywiadzie dla TVN24 – przeprowadzonym w Budapeszcie – wyznał, że decyzja o azylu ma datę 22 grudnia 2025 roku.
Oprócz Ziobry Prokuratura Krajowa chce postawić zarzuty karne za aferę Funduszu Sprawiedliwości byłemu wiceministrowi sprawiedliwości Marcinowi Romanowskiemu. To postać numer 2 w tej aferze. Też uciekł na Węgry.
Prokuratura wysłała też do sądu akty oskarżenia wobec byłego wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia, który zgodził się na finansowanie z Funduszu zakupu Pegasusa przez CBA. Oskarżono też posła Dariusza Mateckiego (organizacje z nim powiązane dostały dotacje z Funduszu), pracowników resortu Ziobry zajmujących się Funduszem i księdza O.
Ten ostatni dostał dziesiątki milionów z Funduszu na budowanie telewizji, która będzie wspierać partię Ziobry. Proces urzędników i Księdza O. ma zacząć się w styczniu 2026 roku.
Udzielenie azylu politycznego Ziobrze przez rząd Viktora Orbána w żaden sposób nie blokuje wydania przez polski sąd zgody na tymczasowy areszt. I jeśli sąd ją da, później sąd będzie mógł też wydać Europejski Nakaz Aresztowania.
Już bowiem w tej kwestii wypowiedział się inny sąd i to w większym, trzyosobowym składzie. Chodzi o orzeczenie z 16 grudnia 2025 roku Sądu Okręgowego w Warszawie.
Sąd ten rozpoznał odwołanie obrońców byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego – czyli byłego zastępcy Ziobry, bezpośrednio odpowiedzialnego za Fundusz Sprawiedliwości – od decyzji sądu rejonowego o przedłużeniu aresztu dla niego. I utrzymał go w mocy.
Sąd zmiażdżył argumenty obrońców Romanowskiego wobec zarzutów, które chce postawić mu Prokuratura Krajowa. I orzekł, że są spełnione wszystkie przesłanki do dalszego stosowania wobec niego tymczasowego aresztowania. To ważne orzeczenie, bo pokazuje, że prokuratura działa prawidłowo i ma mocne dowody na Romanowskiego.
Ale co ważne, w tym orzeczeniu Sąd Okręgowy w Warszawie odniósł się do argumentu obrońców, że Romanowski ma azyl polityczny na Węgrzech, co powinno być przesłanką uchylenia zgody na areszt. Na azyl będą też się powoływać obrońcy Ziobry.
Sąd okręgowy orzekł jednak, że azyl polityczny na Węgrzech nie jest żadnym argumentem za zniesieniem tymczasowego aresztowania, bo przesłanki zawarte w polskim kodeksie postępowania karnego do jego stosowania nie zniknęły. A azyl wręcz je potwierdza.
Obrona Romanowskiego chciała przekonać sąd, że udzielenie azylu dyskwalifikuje twierdzenia prokuratury o intencjonalnym i celowym działaniu Romanowskiego w postaci ucieczki na Węgry. A ucieczka i ukrywanie się to jedna z przesłanek do stosowania aresztu.
Sąd uznał jednak, że wyjazd Romanowskiego z Polski wiązał się ze śledztwem prokuratury, a motywy jego wyjazdu były podyktowane chęcią ukrycia się przed organami ścigania. Sąd przypomniał, że areszt wobec niego sąd pierwotnie zastosował w grudniu 2024 roku.
I to przed tym aresztem Romanowski uciekł na Węgry i nie stawił się wtedy w sądzie. By ukryć ucieczkę, Romanowski nieobecność w sądzie tłumaczył operacją przegrody nosa.
Ukrywanie się na Węgrzech przed zarzutami karnymi Sąd Okręgowy w Warszawie zakwalifikował też jako drugą przesłankę do stosowania aresztu. Chodzi o zagrożenie wysoką karą więzienia za popełnione czyny. Sąd ocenił, że wymierzenie Romanowskiemu wysokiej kary jest realne. I mogło to mieć wpływ na jego ucieczkę na Węgry.
W ocenie sądu uzyskanie tam azylu politycznego miało na celu ochronę przed grożącą w Polsce odpowiedzialnością karną. „Stwierdzić należy, że podejrzany świadomie podjął działania utrudniające trwające postępowanie karne. Świadomość wymierzenia surowej kary jednoznacznie zatem skłoniła podejrzanego do podjęcia działań destabilizujących prawidłowy tok postępowania [śledztwa – red.]”.
Sąd orzekł ponadto, że ucieczka na Węgry i ukrywanie się tam realizują też trzecią przesłankę do stosowania tymczasowego aresztu. Chodzi o obawę matactwa, czyli utrudniania śledztwa np. poprzez wpływanie na świadków. Sąd zakwalifikował niedostępność Romanowskiego dla prokuratury jako utrudnianie postępowania.
Tym bardziej że, jak wynika z nagrań udostępnionych przez Tomasza Mraza – ma on w śledztwie status małego świadka koronnego – po upadku władzy PiS osoby odpowiedzialne za Fundusz Sprawiedliwości naradzały się nad wspólną strategią w sprawie.
To orzeczenie wydał Sąd Okręgowy w Warszawie w składzie sędziów: Iwona Konopka, Monika Popielarska, Anna Szymacha-Zwolińska.
Teraz może powołać się na nie Prokuratura Krajowa, która domaga się tymczasowego aresztu dla Zbigniewa Ziobry. Bo zachodzą te same przesłanki do jego zastosowania.
Jednym z obrońców zarówno Ziobry, jak i Romanowskiego jest adwokat Bartosz Lewandowski. Chętnie informuje on o swoich sukcesach w obronie ściganych polityków prawicy. W sprawie orzeczenia sądu ws. Romanowskiego; jednak milczał. Bo to jego duża porażka. I dyskwalifikuje jego argumenty o azylu politycznym.
Orzeczenie Sądu Okręgowego w Warszawie z 16 grudnia 2025 roku jest jeszcze ważne z jednego powodu. Sąd wstępnie ocenił w nim dowody prokuratury na aferę Funduszu Sprawiedliwości. Musiał je ocenić, bo wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynów to kolejna przesłanka do stosowania aresztu. Ma to też więc znaczenie dla sytuacji procesowej Ziobry, bo w jego sprawie, jak i Romanowskiego dowody się w dużej mierze się pokrywają.
Sąd okręgowy orzekł, że dowody prokuratury w sprawie Marcina Romanowskiego wskazują na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez niego zarzucanych mu czynów. To przesłanka ogólna do stosowania tymczasowego aresztu, o której mówi artykuł 249 kodeksu postępowania karnego.
Sąd uznał również, że przyjęta przez prokuraturę kwalifikacja karna czynów jest prawidłowa. Przy czym powołał się na dowody dostarczone przez Tomasza Mraza, który w ministerstwie zajmował się Funduszem Sprawiedliwości. Nagrywał on już wtedy rozmowy w resorcie o konkursach na dotacje (były one ustawiane). Zgromadził też materiał w postaci plików cyfrowych. I później przekazał to prokuraturze i złożył zeznania.
Zdaniem sądu te dowody wskazują na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynów przez Romanowskiego. Sąd uznał, że wymowa tych dowodów jest jednoznaczna.
Obrońcy zarzucali też prokuratorom z zespołu śledczego ds. afery Funduszu Sprawiedliwości; który działa w Prokuraturze Krajowej, że zostali niewłaściwie powołani do zespołu, więc ich czynności są nieważne. Ponadto część decyzji zatwierdzały osoby bez właściwego umocowania.
Chodzi im o argument podnoszony przez PiS, że obecny Prokurator Krajowy Dariusz Korneluk został powołany nielegalnie. A Prokuratorem Krajowym jest nadal Dariusz Barski – świadek na ślubie Ziobry – usunięty ze stanowiska w styczniu 2024 roku. Został usunięty, bo nie mógł wrócić do pracy w prokuraturze ze stanu spoczynku.
Obrońcy wywodzą z tego, że Korneluk nie mógł więc powołać zespołu śledczego. Powołali się na nieistniejącą uchwałę SN w tej sprawie (wydali ją neo-sędziowie SN, czyli jest niewiążąca) oraz wyrok upolitycznionego i upadłego TK.
Sąd Okręgowy w Warszawie nie uznał tych argumentów. Orzekł, że o skuteczności powołania Korneluka mógłby orzec tylko sąd administracyjny lub sąd pracy. A do tej pory nie ma żadnego orzeczenia sądów w tej sprawie. Sąd powołał się na uchwałę trzech legalnych sędziów SN z Izby Karnej z 2025 roku, w której właśnie tak orzeczono.
Co oznacza, że Korneluk jest skutecznie powołany przez premiera Tuska na stanowisko Prokuratora Krajowego. A sąd karny uznał, że nie ma kognicji, by badać legalność tego powołania w incydentalnej sprawie dotyczącej tymczasowego aresztowania.
Sąd okręgowy nie zastosował uchwały SN, na którą powoływali się obrońcy, bo uznał, że wydał ją sąd w wadliwym składzie neo-sędziów. Powołał się na wyrok ETPCz ws. Wałęsy, z którego wynika, że sąd w składzie z neo-sędziami powołanymi przez nielegalną neo-KRS nie tworzy niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego ustawą. I orzeczenia wydane z ich udziałem nie są wiążące, można je pomijać.
Sąd nie zastosował też wyroku TK ws. Barskiego. TK uznał, że Barski mógł wrócić do prokuratury ze stanu spoczynku i objąć stanowisko Prokuratora Krajowego.
Sąd okręgowy ocenił, że te wyrok ma charakter interpretacyjny. I nie podważa indywidualnych aktów powołania na stanowiska państwowe.
Niezależnie od tego zapadł już pierwszy prawomocny wyrok sądu, który uznał, że Dariusz Barski nie był legalnym Prokuratorem Krajowym. O sprawie pisała kilka dni temu „Gazeta Wyborcza”. Wyrok wydał 2 grudnia 2025 roku Sąd Okręgowy w Warszawie (sąd pracy), ale do tej pory nikt o nim nie wiedział. Sąd orzekł, że Barski nie mógł skutecznie wrócić do pracy w prokuraturze ze stanu spoczynku.
Ostatecznie sąd, utrzymując areszt dla Romanowskiego, orzekł, że jest ono potrzebne, by zabezpieczyć tok prawidłowego postępowania.
Co ciekawe orzeczenie ws. aresztu dla Romanowskiego jako kluczowe wskazywał inny skład orzekający Sądu Okręgowego w Warszawie. Chodzi o sędziego Janusza Zalewskiego, który 12 stycznia 2026 roku wyłączył sędziego Dariusza Łubowskiego z rozpoznania nowego wniosku prokuratury o wydanie ENA dla Romanowskiego.
Poprzednie ENA uchylił w grudniu 2025 roku właśnie Łubowski, który wcześniej sam je wydał. Jako powód uchylenia podał to, że Romanowski uzyskał azyl polityczny na Węgrzech, że Interpol odmówił wystawienia za nim czerwonej noty, oraz że w Polsce grożą mu represje, bo rząd Tuska jest kryptodyktaturą. Sędzia Łubowski dał też wiarę prorosyjskiemu rządowi Orbána, który uznał, że Romanowski może być prześladowany w Polsce.
Na to orzeczenie powołuje się obrona Romanowskiego i zapewne powołają się obrońcy Ziobry, dowodząc, że azyl przemawia za odmową aresztu.
Ale obalił ten argument nie tylko trzyosobowy skład Sądu Okręgowego w Warszawie, ale też sędzia Zalewski wyłączając Łubowskiego z rozpoznania nowego wniosku o ENA dla Romanowskiego.
Sędzia Zalewski orzekł, że oceniając negatywnie obecny rząd, Łubowski ujawnił swoje poglądy polityczne i może być uważany za stronniczego w tej sprawie. Sędzia zauważył też, że Łubowski uchylając pierwotne ENA wiedział, że Romanowski dostał azyl polityczny. Tymczasem zarzucał prokuraturze, że to przed nim zataiła, co nie było prawdą.
Sędzia Zalewski wskazał też w swoim orzeczeniu, że sędzia Łubowski,, zanim uchylił ENA dla Romanowskiego, powinien wcześniej zapoznać się z orzeczeniem Sądu Okręgowego w Warszawie z 16 grudnia ws. aresztu. Bo tam rozstrzygnięto kwestię tego, czy azyl polityczny na Węgrzech stoi w kolizji z dalszym stosowaniem ENA.
Teraz nowy wniosek o ENA dla Romanowskiego rozpozna sędzia dyżurny, co jest zgodne z zarządzeniem prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie z 2018 roku. Wtedy prezesem sądu była osoba wskazana przez resort ministra Ziobry. Z zarządzenia wynika, że sędzia dyżurny zajmuje się wnioskami, gdy nie może ich rozpoznać Łubowski, który jednoosobowo zajmuje się w stołecznym sądzie takimi sprawami.
Z zastosowania tego zarządzenia do rozpoznania nowego ENA aferę już robią ludzie Ziobry i ich obrońca adwokat Bartosz Lewandowski.
Prokuratura Krajowa chce postawić Zbigniewowi Ziobrze 26 zarzutów, głównie za aferę Funduszu Sprawiedliwości. Przypisuje mu się sprawstwo kierownicze i główną odpowiedzialność za to, co się działo w Funduszu.
Prokuratura zarzuca mu wręcz, że stał na czele zorganizowanej grupy przestępczej. Bo sam często decydował, kto ma wygrać dany konkurs. Nie dopełnił też nadzoru nad Funduszem jako minister sprawiedliwości.
Najmocniejsze są zarzuty związane z blisko stoma milionami dotacji dla księdza Michała O. z Fundacji Profeto na centrum medialne. Mocne są też informacje o limitach wydatków z Funduszu dla polityków Suwerennej Polski w związku z prowadzeniem kampanii wyborczej w 2023 roku.
Prokuratura twardo obstaje przy tym, że Zbigniew Ziobro miał świadomość tego, co działo się w Funduszu Sprawiedliwości. I sam podejmował najważniejsze decyzje. Ma na to dokumenty, zabezpieczone nośniki elektroniczne i zeznania świadków, w tym tego najważniejszego – Tomasza Mraza.
Dotacje przydzielano nawet po przegranych przez PiS wyborach w 2023 roku. Robił to Marcin Romanowski, który według prokuratury przez pewien okres nawet nie miał do tego upoważnienia.
OKO.press opisywało już te zarzuty, gdy prokuratura wystąpiła do Sejmu o uchylenie immunitetu Ziobrze. Z jej wniosku wynika, że ksiądz Michał O. z Fundacji Profeto – w jego sprawie akt oskarżenia trafił już do sądu, wkrótce będzie proces – miał szczególne względy w resorcie Ziobry.
Wynikało to z tego, że poprzez jego Fundację politycy Suwerennej Polski chcieli stworzyć swoje centrum medialne, coś na kształt nowej TV Trwam Rydzyka. Oficjalnie placówka Fundacji w Warszawie miała zajmować się pomocą osobom pokrzywdzonym przestępstwami.
Wniosek Profeto nie spełniał wymogów formalnych i pierwotnie Tomasz Mraz ocenił go negatywnie. Ówczesna dyrektorka Funduszu kazała mu go poprawić, tak by Fundacja dostała dotację. Ostatecznie przyznano jej blisko 100 milionów złotych.
Prokuratura twierdzi, że ksiądz O. był preferencyjnie traktowany przez resort Ziobry. Przed konkursem i w jego trakcie był 36 razy w ministerstwie, co potwierdza m.in. księga wejść do resortu. Spotykał się z Ziobrą oraz z Romanowskim.
Ówczesny wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski, który bezpośrednio odpowiadał za Fundusz, pośredniczył nawet w zakupie działki pod ośrodek. Wskazał pośrednika nieruchomości, który pomógł księdzu w znalezieniu działki na obrzeżach stołecznego Wilanowa. Działo się to na rok przed ogłoszeniem konkursu, w którym Profeto dostała dotację.
Zdaniem prokuratury ksiądz O. cieszył się względami u Ziobry co najmniej od 2016 roku. Wtedy złożył pismo w resorcie z adnotacją: „Koperta do rąk własnych Pana Michała Woś, Pan min. Łukasz Piebiak. Przekazuję z polecenia p. min. Z. Ziobro z prośbą o analizę sprawy i rozmowę”.
Ksiądz telefon do Ziobry miał zapisany jako „Zibi” i „Zibi old”. Miał też telefony do Michała Wosia, Michała Wójcika, czy ówczesnych Prokuratorów Krajowych Bogdana Święczkowskiego i Dariusza Barskiego. W swoim kalendarzu zapisał „chrzest u Ziobrów” w listopadzie 2016 roku.
Po co Fundacja chciała budować centrum medialne? Zdaniem prokuratury politycy partii Ziobry chcieli mieć swoje media. W TVP Jacek Kurski wprowadził na nich embargo. W tym celu Fundusz Sprawiedliwości zawierał też z mediami umowy na reklamowanie swojej działalności, co łączono z promocją resortu Ziobry. Liczono też na przychylność tych mediów.
Najwięcej zarobił w ten sposób portal WP.pl. Tomasz Mraz zeznał: „Często listy mediów, z którymi mają być zawarte umowy, dostarczali Darek Matecki, Marcin Warchoł, Michał Woś, Michał Wójcik”.
Z Funduszu poszły też środki na założenie lokalnych portali, które miały promować polityków partii Ziobry. Zarzuty w tej sprawie ma m.in. Dariusz Matecki. O portalach rozmawiano w domu Ziobry w Jeruzalu pod Skierniewicami.
We wniosku do Sejmu prokuratura zarzuca też Ziobrze i jego ludziom rozdysponowanie dotacji z Funduszu dla poszczególnych polityków Suwerennej Polski. Szły one na zakup wozów strażackich, czy sprzętu dla kół gospodyń wiejskich, szpitali i szkół wyższych. A potem politycy partii Ziobry mogli się promować w gminach ze swojego okręgu na tle tego przekazywanego sprzętu.
Za to zarzutów prokuratura nie stawia. Decyzje o takich dotacjach były uznaniowe. Nie było konkursów. Ale pokazuje to, że miliony z Funduszu szły na promocję polityków partii Ziobry i ich kampanię wyborczą. O tym, by tego nie robić, ostrzegał w liście do Ziobry prezes PiS Jarosław Kaczyński. Ten jednak list zignorował. Teraz ma za to zarzut karny.
Mraz zeznał: „Członkowie Solidarnej Polski [partia zmieniła potem nazwę na Suwerenna Polska – red.] na każdy okręg wyborczy posiadali limit środków, który mogli wykorzystać na pomoc strażakom lub szpitalom. Wysyłali oni sms-em ministrowi Romanowskiemu informacje na temat gmin, które miały otrzymać środki. Politycy często zabiegali o głosy w zbliżających się wyborach w tej sposób”.
Mraz twierdził, że gdy Marcin Warchoł startował w wyborach na prezydenta Rzeszowa, miał mieć ekstra limit 2 miliony złotych.
Normalnie limit wydatków na jeden okręg miał wynosić 1 milion złotych. Wnioski o dotacje szły drogą formalną lub trafiały bezpośrednio do osób odpowiedzialnych za Fundusz Sprawiedliwości. Zdarzało się, że Fundusz skontaktował się z daną gminą, by pomóc jej złożyć wniosek. Mraz: „Według mnie najczęściej to nie same gminy były zainteresowane otrzymaniem dotacji, ale w pierwszej kolejności kontaktowali się z nimi pełnomocnicy SolPolu [skrót nazwy partii Ziobry – red.]”.
Wniosek o dotację w takim trybie nie był dostępny na stronie Funduszu. Mraz: „To pełnomocnicy w okręgach wyborczych zgłaszali się do gmin z ofertą dofinansowania z Funduszu [...] te dofinansowania miały tak naprawdę na celu być platformą windującą ich poparcie w danym okręgu”. Kryterium wyboru gminy do wsparcia miała być ilość głosów oddanych na polityka partii Ziobry w poprzednich wyborach lub relacje z wójtem albo burmistrzem.
Według Mraza limity wydatków z Funduszu w tym trybie przed wyborami w 2023 roku miało mieć ok. 50 osób; w tym: Zbigniew Ziobro, Dariusz Matecki, Edward Siarka, Michał Woś, Marcin Warchoł, Michał Wójcik, Mariusz Gosek, Beata Kempa, czy Patryk Jaki.
Słowa Mraza potwierdza zabezpieczona dokumentacja elektroniczna. Prokuratura ma „Ewidencję podziału”, w której jest tabela z kolumnami – numer okręgu, siedziba okręgu, imię i nazwisko, liczba podpisów, jakość struktur, propozycja podziału, zrealizowano, zamrożone, zwiększone.
W tabeli są dane 54 osób, do których przypisano kwoty. I tak na przykład:
W sumie do podziału na wydatki z Funduszu Sprawiedliwości politycy przyznali sobie 54,2 miliony złotych! W tabeli zaś zapisano, że wydano 40,7 miliona (stan na połowę lipca 2023 roku). Dane te potwierdził jeden ze świadków, pracownik ministerstwa.
W sumie na okręgi, z których kandydowali politycy partii Ziobry, wydano w formie dotacji z Funduszu Sprawiedliwości 200 milionów złotych.
Afery
Sądownictwo
Marcin Romanowski
Zbigniew Ziobro
Waldemar Żurek
Krajowa Rada Sądownictwa
Ministerstwo Sprawiedliwości
Prokuratura Krajowa
Sąd Najwyższy
areszt tymczasowy
azyl
Dariusz Barski
Dariusz Korneluk
Europejski Nakaz Aresztowania
Fundusz Sprawiedliwości
praworządność
rozliczenia PiS
Sąd Okręgowy w Warszawie
Sąd Rejonowy dla Warszawy- Mokotowa
Węgry
Wiktor Orban
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Komentarze