0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.plFot. Robert Kowalews...

„Zwycięstwo Nawrockiego jasno pokazuje, że siły globalistyczne słabną: pomimo wsparcia rządu Tuska i Brukseli oraz dolarów Sorosa strona patriotyczna pokonała lewicę. (…) Stworzyliśmy globalną – ale antyglobalistyczną – sieć sił konserwatywnych, która z powodzeniem podejmuje walkę z elitami podważającymi suwerenność narodów. Tę bitwę wygraliśmy, ale wojna jeszcze się nie skończyła”.

To cytat z postu, który dzień po zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego opublikowała węgierska organizacja Alapjogokért Központ, finansowana przez rząd Victora Orbána.

Polskie wybory prezydenckie były więc nie tyle wyborami w niezależnym państwie, ile globalną bitwą w wojnie o władzę. Prowadzi ją antyliberalny prawicowy ruch. Jego członkowie określają się suwerennościowcami, patriotami lub konserwatystami. W Europie na czele tego ruchu stoi dziś Victor Orbán. Na świecie – Donald Trump.

Zrzut ekranu wpisy Alapjogokért Központ na Facebooku

Pieniądze zza oceanu

Wgląd w niektóre mechanizmy działania tej prawicowej międzynarodówki, zwłaszcza te pozapolityczne, daje najnowszy raport Europejskiego Forum Parlamentarnego ds. Praw Seksualnych i Reprodukcyjnych (EPF), zatytułowany „The Next Wave. How Religious Extremism Is Reclaiming Power”. Pokazuje, że ów

antyliberalny ruch w Europie jest dziś finansowany w dużym stopniu z amerykańskich pieniędzy.

Spora ich część trafia na Węgry, bo tam funkcjonują najważniejsi obecnie europejscy partnerzy amerykańskiej prawicy. Tam środki są pomnażane, bo węgierskie organizacje „suwerennościowców” są wspierane finansowo przez rząd Orbána.

Z amerykańsko-węgierskich kontaktów korzystają również polskie podmioty antyliberalno-religijne. Na ich czele jest oczywiście ultrakatolicki Instytut Ordo Iuris. Ale w raporcie opisano także kilka innych polskich organizacji oraz media Tadeusza Rydzyka.

Przeczytaj także:

„Nowy sojusz ekstremistów religijnych, skrajnie prawicowych populistów i oligarchicznych fundatorów zmienia kształt europejskiej polityki. To […] próba wpompowania ekstremizmu religijnego do głównego nurtu władzy za pośrednictwem mediów, organizacji pozarządowych, partii politycznych i instytucji publicznych” – podkreślono w raporcie. – „Wspierany przez prywatny majątek i legitymizowany finansowaniem państwowym,

ruch ten kreuje długoterminową autorytarną transformację pod płaszczykiem tradycji i troski”.

Z Polski na Węgry

Antyliberalny ruch prawicowy, pierwotnie określający się jako ruch sprzeciwu wobec „ideologii gender”, przeciwstawia się przede wszystkim zmianom dotyczącym praw reprodukcyjnych i związanych z ochroną prawną osób LGBT. To fundament jego ideologicznej działalności. Dziś jednak sprzeciwia się także równości małżeńskiej, edukacji seksualnej i wszelkim innym przejawom liberalnego podejścia do kwestii płciowych i seksualnych.

Jest ściśle związany z radykalnym podejściem religijnym, choć nie z określonym wyznaniem. W Rosji antygenderowe organizacje najczęściej powiązane są z prawosławiem, w krajach Unii Europejskiej – z katolicyzmem, a w USA – z protestantyzmem.

Jeszcze kilka lat temu to Polska była europejskim centrum prawicowego ruchu antyliberalnego. Sytuacja zmieniła się po przejęciu władzy przez koalicję demokratyczną w 2023 roku. Ekstremiści religijni stracili uprzywilejowaną pozycję w państwie, a centrum antyliberalnych działań przesunęło się na Węgry. Zaś na lidera europejskiej części ruchu wyrósł premier Węgier Victor Orbán.

Ruch intensywnie się rozwija, co pokazuje opisywany raport „The Next Wave”. Zawarte w nim dane dotyczą lat 2019-2023, nie uwzględniają więc najintensywniejszego rozwoju tego środowiska, jaki rozpoczął się wraz z drugą kadencją prezydenta Donalda Trumpa w USA.

Aż 275 organizacji w Europie

Organizacje związane z antyliberalną prawicą powstają w kolejnych państwach, docierając nawet do krajów afrykańskich (w afrykańskie inicjatywy angażuje się także polskie Ordo Iuris). Nie wynika to z dużego poparcia społecznego, lecz z ilości pieniędzy pompowanych w należące do tego środowiska podmioty.

Autor raportu zidentyfikował aż 275 organizacji, zaangażowanych w inicjatywy sprzeciwiające się zmianom dotyczącym praw reprodukcyjnych i płciowych w Europie. Policzył, że

organizacje te w ciągu pięciu lat (2019-2023) otrzymały środki o łącznej wartości 1,18 miliarda dolarów.

Najwięcej na te cele przeznaczyła Rosja – 212 mln dolarów. Jednak z roku na rok jej działania w tym zakresie coraz bardziej skupiały się na wpływie wewnętrznym. Autor raportu podkreślił, że od wybuchu wojny w Ukrainie pieniądze rosyjskie stały się dla organizacji zachodnich „toksyczne”. Nawet te, które były wspierane przez rosyjskich oligarchów, jak platforma CitizenGO, dziś oficjalnie odcinają się do Rosji.

Z ich jawnych raportów finansowych wynika, że teraz nie korzystają one z pieniędzy rosyjskich. Nie da się co prawda wykluczyć przepływów niejawnych, na przykład przez pośredników. Jednak oficjalnie zupełnie inne pieniądze są dziś kluczowe dla rozwoju nieliberalnej prawicy.

91 milionów dolarów w Polsce

Otóż środków na działania w Europie nie szczędzi amerykańska prawica. W analizowanym okresie (2019-2023) przekazała ona europejskim przeciwnikom liberalizmu ponad 104 miliony dolarów. Największymi środkami w Europie dysponowały organizacje w pięciu państwach: na Węgrzech, we Francji, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Polska znalazła się na czwartym miejscu. Można przypuszczać, że od 2024 roku ze Stanów Zjednoczonych do Europy płyną jeszcze większe pieniądze.

Jak policzono,

polskie organizacje ekstremistów religijnych dysponowały w tym okresie kwotą prawie 91 milionów dolarów.

Zsumowano jedynie te środki, o których wiadomo (nie wszystkie organizacje przedstawiły informacje o finansowaniu). To daje średnio 18 mln dolarów rocznie. W przeliczeniu na złotówki – mowa o kwocie około 66 milionów złotych.

Żeby to dobrze zobrazować: takie środki wystarczyłyby na wypłatę przez dwanaście miesięcy świadczeń pielęgnacyjnych dla 1650 rodzin opiekujących się dziećmi z niepełnosprawnością. Lub pokryłyby wszystkie wydatki znanej turystycznej gminy Białowieża w ciągu dwóch lat i wystarczyłoby ich jeszcze na kawałek trzeciego roku.

Biorą pieniądze z Unii

Kilka miesięcy temu środowiska prawicowe w Polsce atakowały organizacje pozarządowe, które otrzymywały dofinansowanie z amerykańskiej rządowej agencji USAID. Prawica podkreślała, że USAID finansował jedynie lewicowe i liberalne NGO-sy (to nieprawda, USAID finansował konkretne rodzaje aktywności, np. działania humanitarne na rzecz migrantów). Były premier Mateusz Morawiecki sugerował nawet, że „amerykańskie pieniądze z USAID wpłynęły na wynik polskich wyborów parlamentarnych 2023”.

Jednocześnie polska prawica nie wspominała, że sama jest finansowana z amerykańskich pieniędzy. Podobnie zresztą

antyliberalny ruch prawicowy milczy o tym, że dostaje środki z programów Unii Europejskiej.

I to pomimo że publicznie ruch ten prezentuje się jako eurosceptyczny i antyunijny.

„Od Polski po Węgry, za pośrednictwem mechanizmów UE, pieniądze z podatków są przekazywane […] na programy antyliberalne i antygenderowe” – stwierdza autor raportu Neil Datta, dyrektor wykonawczy EPF. – „Czy przez dotacje do szkół, mediów, czy przez finansowanie partii politycznych, rządy demokratyczne aktywnie finansują zwalczające je organizacje”.

Erasmus dla konserwatystów

Organizacje antygenderowe korzystają choćby ze znanego programu Erasmus, wspierającego transgraniczną edukację młodzieży.

„Najlepszym przykładem jest amerykańska organizacja Światowy Sojusz Młodzieży (World Youth Alliance, WYA), która korzysta z finansowania w ramach programu Erasmus od 2009 roku. […] Od 2019 roku, różne oddziały WYA otrzymały ponad 1 milion euro z funduszy UE” – stwierdzono w raporcie.

Jak WYA edukuje młodych? Oto w połowie lipca Instytut Ordo Iuris poinformował, że jego przedstawiciele uczestniczyli w „World Youth Alliance Advocacy Academy, zorganizowanej w siedzibie europejskiego oddziału tej organizacji w Brukseli”. W szkoleniu brało udział kilkadziesiąt osób z trzech kontynentów.

Jak opisuje Ordo Iuris, mieli oni możliwość „pogłębienia swojej wiedzy dotyczącej wielu różnych zagadnień dotyczących ochrony życia ludzkiego od momentu poczęcia do naturalnej śmierci, edukacji seksualnej czy celów zrównoważonego rozwoju”.

Pomiędzy szkoleniami zwiedzano... Brukselę. W tym oczywiście gmach Parlamentu Europejskiego oraz Dom Historii Europejskiej, czyli muzeum poświęcone między innymi integracji europejskiej.

Geopolityczna broń

Prawicowy ruch antyliberalny nie walczy jedynie o konkretne zapisy prawne, dotyczące płci czy seksualności. Walczy o władzę.

„To dobrze naoliwiona, wielowarstwowa siła polityczna, która zmienia społeczeństwa w Europie i poza nią. (…) Ten ruch stał się geopolityczną bronią”

– podkreśla w raporcie Neil Datta. Członkowie ruchu określają się już nie tylko jako konserwatyści, ale także jako „suwerennościowcy”, czyli ci, dla których najważniejsza jest suwerenność państwa.

Oddziaływanie ideologiczne zostało tu wprzęgnięte w walkę polityczną. Zaangażowane w antyliberalne działania organizacje nawet tego nie ukrywają. Te amerykańskie otwarcie wspierają Donalda Trumpa. Zaś w Europie finansują tych, którzy chcą budować pro-Trumpową prawicę. Wspierają ich w tym partnerzy węgierscy, związani z rządem Orbána.

Aby zobaczyć, jak to wygląda, wystarczy przyjrzeć się aktywności węgierskiego Centrum Praw Podstawowych Alapjogokért Központ (wersja anglojęzyczna nazwy: Center for Fundamental Right), finansowanego przez rząd Orbána.

Jak wynika z raportu „The Next Wave”, jest to dziś najbogatsza i najbardziej wpływowa organizacja w całym europejskim prawicowym ruchu antyliberalnym. A także oficjalny partner polskiego Instytutu Ordo Iuris. Od 2021 roku OI i Alapjogokért Központ działają w Sojuszu dla Dobra Wspólnego – europejskiej sieci organizacji pozarządowych, których celem jest „obrona tradycyjnych wartości cywilizacji zachodniej”.

Zwalczają polski rząd

Alapjogokért Központ otwarcie zwalcza rząd Donalda Tuska oraz wspiera polską prawicę: PiS i Konfederację. Kiedy były wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski, podejrzany w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości, poszukiwany listem gończym przez polską prokuraturę, uciekł na Węgry, tam dostał azyl polityczny. Zaś Alapjogokért Központ specjalnie dla niego powołało Polsko-Węgierski Instytut Wolności. Romanowski został w nim dyrektorem.

Jeden z wpisów węgierskiej organizacji, uderzający w rząd Donalda Tuska za ściganie przez polską prokuraturę Marcina Romanowskiego

Ta sama organizacja urządza węgierskie edycje konserwatywnej amerykańskiej konferencji CPAC, na których spotyka się prawica z całego świata. Na ostatniej, w maju 2025, prelegentami z Polski byli: Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris, oraz trzech polityków: były premier Mateusz Morawiecki, europoseł Dominik Tarczyński oraz lider Konfederacji Krzysztof Bosak (żona Bosaka, obecnie także posłanka, przed wejściem do parlamentu pracowała w Ordo Iuris).

W ubiegłym roku Alapjogokért Központ opublikował na swoich kanałach na platformach społecznościowych serię grafik pod hasłem „House of Tusk”. Hasło nawiązywało do znanego serialu amerykańskiego „House of Card”, a Tusk był przedstawiany na ilustracjach w negatywnym świetle. Podobnie negatywnie przedstawiany jest w postach organizacji.

Grafika Alapjogokért Központ, uderzająca w Donalda Tuska

Nawrocki suwerennościowcem?

Najnowszy post Alapjogokért Központ na temat Polski został opublikowany na Facebooku z okazji zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta. Przedstawiciele tej organizacji byli zresztą w tym dniu w Warszawie, podobnie jak prawicowcy z USA, Rumunii, Chorwacji i Czech. Zapewne z radością wysłuchali exposé Nawrockiego, w którym wielokrotnie mówił on właśnie o… suwerenności. Dla obeznanych z najnowszymi trendami antyliberalnej prawicy musiała to być

wyraźna deklaracja współpracy Nawrockiego z antyliberalną międzynarodówką i jej liderem Victorem Orbánem.

Zaś wpis Alapjogokért Központ na Facebooku, zamieszczony z tej okazji, to swoisty manifest całego ruchu:

„Zwycięstwo Nawrockiego jasno pokazuje, że siły globalistyczne słabną: pomimo wsparcia rządu Tuska i Brukseli oraz dolarów Sorosa – strona patriotyczna pokonała lewicę, pokonując wszelkie przeszkody. Podczas tegorocznej konferencji CPAC Hungary ogłosiliśmy nadejście „Ery patriotów”: stworzyliśmy globalną – ale antyglobalistyczną – sieć sił konserwatywnych, która z powodzeniem podejmuje walkę z elitami podważającymi suwerenność narodów” – napisano w poście z 7 sierpnia.

I dalej:

„Tę bitwę już wygraliśmy, ale wojna jeszcze się nie skończyła: następne w kolejności są Czechy.

A potem znów nasza kolej, aby zmieść z powierzchni ziemi nowego agenta Brukseli – tak jak wcześniej zrobiliśmy to z jego poprzednikami”.

Wpływowe organizacje TFP

W antyliberalnym ruchu funkcjonują zarówno partie polityczne, think tanki, lobbyści, jak i media. Wśród lobbystów tylko kilkanaście organizacji odgrywa istotną rolę. Poza opisanym już węgierskim Alapjogokért Központ najważniejsze są organizacje powiązane z ruchem Tradycja, Rodzina i Własność (TFP). One także należą do najlepiej finansowanych. Amerykańskie przedstawicielstwo TFP wydało w Europie w latach 2019–2023 prawie milion dolarów.

Jak jednak podkreślił autor raportu „The Next Wave”, wśród wszystkich organizacji TFP tylko dwie są rzeczywiście wpływowe: Federacja Pro Europa Christiana (FPEC) oraz polskie Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi.

Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (TFP) to organizacja fundamentalistów religijnych, która powstała w Brazylii, dziś ma swoje przedstawicielstwa także w Ameryce Północnej i Europie. Jest na tyle kontrowersyjna, że w niektórych państwach zakazano jej działalności. Już w latach 80. ostrzegali przed nią brazylijscy biskupi katoliccy. We Francji w latach 90. TFP znalazło się na liście ruchów o charakterze zbliżonym do kultu.

Instytut im. Piotra Skargi

TFP jest obecne także w Polsce. W 2020 roku w OKO.press opisywałam te związki szczegółowo, wykazując pierwotne powiązania między trzema polskimi organizacjami a TFP. Chodziło o: Instytut im. Piotra Skargi, Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi oraz Instytut Ordo Iuris.

Obecnie, po dokonanych kilka lat temu zmianach w strukturze tych organizacji, formalnie Instytut Ordo Iuris i Stowarzyszenie im. Skargi nie są związane z TFP. Wywodzą się jednak właśnie z tego środowiska. Zaś członkowie TFP zasiadają we władzach Instytutu im. Piotra Skargi.

Ordo Iuris współpracuje również z amerykańską Fundacją Heritage, która w raporcie „The Next Wave” została wskazana jako organizacja inwestująca w ostatnich latach duże pieniądze w antyliberalne organizacje europejskie.

„Fundacja Heritage wyróżnia się aktywnością w Europie. Choć nie jest najbardziej znaczącym graczem pod względem finansowym w Europie – wydała zaledwie 802 tysiące dolarów w ciągu ostatnich pięciu lat – aktywnie nawiązuje partnerstwa z nowo powstałymi na kontynencie think tankami” – podkreślono w raporcie.

Ordo Iuris o rozmontowaniu UE

Heritage współpracuje między innymi z instytucjami węgierskimi, finansowanymi przez rząd Orbána. Współpraca jest na tyle rozwinięta, że uważa się, iż

Heritage pośredniczy w przekazywaniu metody politycznej Orbána do amerykańskiej prawicy.

A na dodatek jest obecnie jednym z najważniejszych think tanków amerykańskich, jeśli chodzi o ich wpływ na politykę administracji Donalda Trumpa. To Fundacja Heritage stworzyła Projekt 2025 – nieoficjalny program Donalda Trumpa. Nieoficjalny, bo kiedy zaprezentowano go oficjalnie, okazał się tak kontrowersyjny, że kandydujący wówczas na prezydenta Trump musiał się wobec niego dystansować.

Wiosną 2025 roku Ordo Iuris, wraz z węgierskimi partnerami, przedstawiło Fundacji Heritage plan „Wielkiego resetu” Unii Europejskiej.

Jest to plan demontażu istniejącej Unii Europejskiej.

„Mamy prawo zresetować UE. I możemy to hasło wykorzystać przeciwko globalistom. […] Po raz pierwszy konkretny program rozmontowania globalizmu” – tak opisywał cel tego antyunijnego projektu Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris.

Prawnik Trumpa też daje pieniądze

Jednym z istotnych aktorów amerykańskiej konserwatywnej prawicy jest także American Centre of Law and Justice (ACLJ), organizacja prowadzona przez Jay'a Sekulowa, wieloletniego prawnika Donalda Trumpa. Od dawna angażuje się ona w działania europejskie. W latach 2008-2018 przekazała do Europy prawie 18 milionów dolarów, a w latach 2019-2023 – 5,1 miliona dolarów.

Większość otrzymała europejska filia ACLJ – European Centre of Law and Justice (ECLJ), która ma swoją siedzibę w Strasburgu. Tak się składa, że ECLJ to kolejny oficjalny partner Ordo Iuris.

„Wsparcie ze strony USA pozwoliło ECLJ kontynuować działania związane z europejskim systemem sądownictwa, koncentrując się na podważaniu wiarygodności Europejskiego Trybunału Praw Człowieka ETPC, na przykład przez publikację raportu zatytułowanego »Bezstronność ETPC«". […]

Zarzucono w nim, że "większość sędziów ETPC była »agentami George'a Sorosa«”

– opisywano w raporcie „The Next Wave”. – „ECLJ aktywnie promowało również teorie spiskowe na temat WHO, oskarżając ją o program depopulacji i prowadząc kampanię przeciwko proponowanemu przez WHO traktatowi pandemicznemu”.

Niesuwerenni suwerennościowcy

W ostatnich latach ECLJ zaangażowało się we Francji. Jego przedstawiciele prowadzili kampanię przeciwko włączeniu prawa do aborcji do konstytucji francuskiej. Publikowali własne raporty, ale też

kontaktowali się bezpośrednio z francuskimi posłami. I wysyłali im plastikowe płody.

Także w Polsce ECLJ zaangażowało się w kampanię na rzecz zaostrzenia prawa aborcyjnego.

Europejski ruch antyliberalny to ruch pełen sprzeczności. Jego członkowie, z Victorem Orbánem na czele, głoszą prymat suwerenności państwa, ale korzystają z wszystkich dobrodziejstw wspólnoty europejskiej, w tym z funduszy UE. Na dodatek ingerują w wybory w innych państwach. Polskie wybory prezydenckie uznali za swoją bitwę, a teraz szykują się do kolejnej walki – podczas wyborów parlamentarnych w Czechach.

Z planem zniszczenia Unii Europejskiej jadą do Stanów Zjednoczonych.

Teraz albo nigdy?

Wszystko to nie zmienia jednak faktów. Oto mamy przed sobą coraz szerszy ruch antyliberalny, który dąży do przejęcia władzy w Europie, a potem wprowadzenia w niej własnych zasad. To zasady skrajnie konserwatywne, a nawet ekstremistyczne. Uderzą zwłaszcza w kobiety i osoby LGBT+, ale tak naprawdę we wszystkich, którzy chcą żyć bardziej liberalnie (np. w związkach partnerskich).

Ten ruch się wzmacnia. Finansuje go z jednej strony Victor Orbán, z drugiej Rosja, z trzeciej – amerykańska prawica, która po drugim zwycięstwie Trumpa postawiła wszystko na jedną kartę. „Teraz albo nigdy” – wydają się mówić jej przedstawiciele. I nie ukrywają, że dla nich jest to prawdziwa wojna. Stosują więc wojenne reguły i techniki.

Trudno ocenić, czy demokraci w ogóle mają świadomość, że biorą udział w wojnie.

;
Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze