0:00
0:00

0:00

28 września 2026

Czego potrzebują dziś nauczyciele? Własnego samorządu, bo ZNP nie wystarczy

przeczytasz w 7 minut

Dyskusja o zawodzie nauczyciela jest zdominowana przez temat wynagrodzeń. Tymczasem problemów jest więcej. Jednym z ważniejszych jest brak nauczycielskiej samorządności — pisze Łukasz Korzeniowski, prawnik specjalizujący się w prawie oświatowym. 

Google News

Wymagania, jakie przed nauczycielami stawiają zarówno społeczeństwo, jak i państwo, są wysokie. Oczekujemy – niebezzasadnie zresztą – że szkoła zapewni bardzo dobre nauczanie, stosowne wychowanie i odpowiednią opiekę. Chcemy, by szkoła dbała o wszechstronny rozwój dzieci i młodzieży, oferowała im możliwości rozwoju, dodatkowe zajęcia, wsparcie w trudnościach. W szkołach widzimy też podmioty, które będą udzielać pomocy psychologicznej, interweniować w sytuacjach kryzysowych i monitorować sytuację dziecka.

Zapewne dlatego państwo dało sobie prawo, by określać, jak kształcić nauczycieli.

Przepisy Prawa o szkolnictwie wyższym i nauce wymagają bowiem, aby program studiów przygotowujący do wykonywania zawodu nauczyciela uwzględniał standardy kształcenia, określane w odpowiednim rozporządzeniu. Jest to formalna gwarancja tego, że osoby wchodzące do zawodu nauczyciela będą legitymowały się odpowiednią wiedzą i odpowiednimi kompetencjami, a ich kształcenie będzie odbywać się według określonych reguł.

Nauczyciele nie są jedyni — standardy kształcenia dotyczą także zawodu:

  • lekarza,
  • lekarza dentysty,
  • farmaceuty,
  • pielęgniarki,
  • położnej,
  • diagnosty laboratoryjnego,
  • fizjoterapeuty,
  • ratownika medycznego,
  • lekarza weterynarii,
  • architekta.

Zawody wskazane w powyższym wyliczeniu łączy też coś więcej niż tylko standaryzowane przez państwo kształcenie – każdy z nich ma swój samorząd zawodowy.

Tylko nauczyciele są tu „wyjątkowi”. I nie jest to powód do dumy.

Kto już ma samorząd

Samorząd zawodowy jest instytucją zakorzenioną w Konstytucji RP. Zgodnie z definicją zawartą w ustawie zasadniczej (art. 17 ust. 1) ma on na celu reprezentowanie osób wykonujących zawody zaufania publicznego i sprawowanie pieczy nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony. Istotą działalności samorządu jest jego przymusowość — każda osoba, która wykonuje dany zawód, jest zobowiązana należeć do korporacji zawodowej.

Ustawodawca przewidział samorządy zawodowe nie tylko dla wymienionych wcześniej zawodów. Polskie prawo zna m.in. samorządy prawnicze (adwokatów, radców prawnych, notariuszy, komorników), a ostatnio uchwalono ustawę ustanawiającą samorząd zawodowy psychologów. W Sejmie obecnie rozpatrywany jest natomiast projekt ustawy o zawodzie dietetyka i samorządzie zawodowym dietetyków.

Zapomnianym rodzynkiem w gronie zawodów zaufania publicznego zostali nauczyciele.

A waga i istotność ich codziennej pracy nie odstaje przecież od innych profesji.

A dlaczego samorząd zawodowy jest istotny?

Powołuje się go, by zdecentralizować zarządzanie zawodem. Przenieść je z gestii państwa w ręce tych, którzy dany zawód wykonują. Pozwala to samodzielnie budować godność i wizerunek własnego zawodu, dbać o jego rozwój i odpowiednie zasady jego wykonywania.

To także – a może przede wszystkim – przejaw zaufania państwa, które oddaje zawodowej korporacji część swojej władzy. Należy jednak pamiętać, że własny samorząd to nie tylko przywilej, ale też odpowiedzialność: za etykę, wizerunek, postrzeganie zawodu.

Ponadto, jak mówi Danuta Kozakiewicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 103 w Warszawie, izba nauczycielska byłaby także wsparciem dla dyrektorów szkół. – Dyrektor jest często osobą samotną. Potrzebuje wsparcia, miejsca, gdzie może zasięgnąć informacji, instytucji, która pomoże mu w rozstrzyganiu sytuacji konfliktowych, pojawiających się w szkole. Jak dodaje, może to być konflikt z rodzicem, z nauczycielem, z władzami. – Chcielibyśmy nie czuć w tym osamotnieni – kończy.

Brak nauczycielskiej korporacji zawodowej ma zatem bardzo doniosłe konsekwencje praktyczne — za to, jak wygląda zawód nauczyciela, odpowiadają rządzący. Innymi słowy: wysokie wymagania, duża odpowiedzialność, zerowa samorządność i nikła sprawczość.

Nauczycielski samorząd to nie „legislacyjne placebo”

Czy nauczycielska izba nie byłaby jednak „bezrobotna”? Skąd wiadomo, że wykonywałaby powierzone jej zadania lepiej, niż dzieje się to obecnie?

Zadaniem samorządu zawodowego nauczycieli byłoby:

  • reprezentacja ogółu nauczycieli,
  • ochrona praw nauczycieli i rzecznictwo ich interesów,
  • określanie zasad wykonywania zawodu i zasad etyki zawodowej, w tym zapewnienie funkcjonowania sądownictwa dyscyplinarnego,
  • współtworzenie zasad przygotowania do wykonywania zawodu,
  • prowadzenie postępowań awansowych,
  • uznawanie kwalifikacji do wykonywania zawodu.

Gdyby przejrzeć wszystkie regulacje prawa oświatowego, zapewne ten katalog można byłoby jeszcze poszerzyć.

Izba zawodowa jako rzecznik praw nauczycieli

Ochrona praw nauczycieli to nie tylko walka o lepsze płace, ale o ogół wszelkich zasad wykonywania zawodu. Obecnie nie ma się komu o te kwestie upominać.

Nie ma reprezentatywnej dla całego zawodu organizacji przedstawicielskiej, która miałaby silny mandat, by w procesie legislacyjnym zabierać głos w imieniu wszystkich nauczycieli. Stąd proces konsultacji publicznych związany z projektami zmian w prawie oświatowym opiera się na wielogłosie środowiska nauczycielskiego. Izba zawodowa byłaby lepszym rzecznikiem praw nauczyciela.

Agnieszka Tomasik, dyrektorka Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 8 w Gdańsku, wskazuje: – Jeśli chcemy budować prestiż nauczyciela jako zawodu zaufania publicznego, musimy osadzić go w samoregulującej organizacji, jaką jest samorząd. Samorząd jest głosem, który ma siłę wywierania nacisku na ustawodawców, jego reprezentanci rozmawiają z rządzącymi, a wewnętrznie odpowiada za budowanie wizerunku zawodowego i wskazuje kierunki rozwoju. Bardzo bym chciała, by nauczyciele wzmocnili się poprzez organizację lokalnych izb zawodowych.

Dziś środowisko nauczycielskie nie ma wpływu również i na to, jak wyglądają standardy kształcenia. Nie wymaga raczej głębszego uzasadnienia to, że tworzenie zasad prowadzenia studiów nauczycielskich bez uwzględnienia głosu samych nauczycieli, co do zasady będzie obciążone nieadekwatnym uwzględnieniem realnych potrzeb szkoły.

To sami przecież sami nauczyciele, w tym zwłaszcza ci, którzy pełnią w szkołach i placówkach oświatowych kierownicze role, wiedzą najlepiej, w jakie zasoby, narzędzia i wiedzę powinni być wyposażeni absolwenci kierunków nauczycielskich.

Rejestr nauczycieli i potwierdzanie kwalifikacji zawodowych

Zmiany w standardach kształcenia wiążą się nierozłącznie ze zmianami w szczegółowych kwalifikacjach wymaganych od nauczycieli. Prowadzona przeze mnie w ostatnich miesiącach obserwacja tego, w jaki sposób kuratorzy oświaty i organy prowadzące kwestionują kwalifikacje nauczycieli, często pracujących już kilka lat w zawodzie oraz trudności, z jakimi zmagają się dyrektorzy szkół, oceniający, czy mogą zatrudnić daną osobę do pracy w szkole, prowadzi do jednego wniosku: system ten nie działa.

W czym rzecz?

Przede wszystkim rozporządzenie dotyczące kwalifikacji nauczycieli jest napisane tak, że ustalenie, czy kandydat może być zatrudniony jako nauczyciel, nie jest proste. W miarę łatwo jest tylko wtedy, gdy osoba ukończyła studia według nowych standardów kształcenia z 2019 r. i są to jej podstawowe studia. Przy ocenie kwalifikacji uzyskanych w trakcie studiów podyplomowych robi się już ciekawiej, a prawdziwy rollercoaster zaczyna się, gdy do pracy przychodzi ktoś, kto ukończył studia przed 2019 r.

Może i to nie byłoby jednak taką trudnością, gdyby nauczyciel dostawał potwierdzenie, że ma prawo zajmować takie i takie stanowiska w szkole. Tymczasem nauczyciele musi liczyć się z tym, że ich kwalifikacje mogą być weryfikowane kilkukrotnie.

Po raz pierwszy – przez dyrektora szkoły, w której ma być zatrudniony. Jeśli szkół jest więcej niż jedna, to oczywiście każdy z dyrektorów autonomicznie ocenia, czy nauczyciel posiada stosowne kwalifikacje.

Po raz drugi – w trakcie awansu zawodowego. Wtedy kwalifikacje nauczyciela ocenia organ prowadzący – i zdarza się, że uprawnienia nauczyciele kwestionuje. Ponadto weryfikacja posiadania przez nauczyciela odpowiedniego wykształcenia może odbyć się w trakcie kontroli kuratoryjnej (wówczas, oczywiście, kurator ocenia autonomicznie to wykształcenie) oraz przy rekrutowaniu się na nauczycielskie studia podyplomowe (i wtedy posiadanie kwalifikacje ocenia uczelnia).

Jeden powie tak, drugi powie nie

A jak to wygląda w praktyce? Dyrektor mówi nauczycielowi, że ten ma kwalifikacje i zatrudnia go. Za dwa lata w szkole kurator oświaty przeprowadza kontrolę i podważa kwalifikacje nauczyciela. Kuriozum. Problem nie jest nowy – już w 2020 r. prof. Bogusław Śliwerski pisał, w sposób chyba najbardziej celny ujmujący istotę problemu: „Studiowali pedagogikę przez trzy, a niektórzy nawet przez pięć lat, ale nie mają przygotowania pedagogicznego!”

Dopóki jednak nie powstanie izba nauczycielska, dopóty tego problemu nie rozwiążemy.

Tylko samorząd zawodowy jest w stanie należycie oceniać spełnianie wymagań przez daną osobę do zajmowania konkretnego stanowiska nauczycielskiego, a następnie potwierdzać to poprzez dokonanie odpowiedniego wpisu na prowadzonej przez nią liście.

Krajowy Rejestr Nauczycieli, działający na wzór innych rejestrów osób wykonujących zawody zaufania publicznego, stanowiłby poświadczenie uprawnień do wykonywania zawodu — z wyszczególnieniem poszczególnych specjalności nauczycielski. Żaden dyrektor, żaden organ prowadzący i żaden kurator oświaty nie mogliby wtedy znienacka zapukać do nauczyciela i oznajmić mu, że w gruncie rzeczy to on nauczycielem nie jest.

Kodeks etyki i komisje dyscyplinarne

Nauczycielskie dyscyplinarki pozostają obecnie domeną państwa. Państwo powołuje rzeczników dyscyplinarnych i komisje dyscyplinarne, państwo (konkretnie — wojewoda) decyduje, czy wobec nauczyciela należy wszcząć postępowanie wyjaśniające, i to państwo kształtuje wzorzec właściwego postępowania nauczyciela. Tak nie powinno być, a negatywne skutki obecnego stanu rzeczy nauczycieli obserwują nader często.

Naturalnym podmiotem, który powinien te zadania wykonywać, jest samorząd zawodowy, czyli sami nauczyciele. To samorząd powinien powoływać rzeczników dyscyplinarnych i członków komisji dyscyplinarnych oraz określać regulaminy ich działania. Samorząd miałby mandat do tego, by uchwalić Kodeks Etyki Nauczycielskiej. Byłby to zbiór reguł określających to, w jaki sposób należy wykonywać zawód nauczyciela.

Byłoby to narzędzie pozwalające wyznaczać oczekiwany od nauczycieli moralno — etyczny standard zawodowy. Pozwoliłoby też w sposób bardziej konkretny ustalać, kiedy dochodzi do uchybienia godności zawodu nauczyciela czy naruszenia obowiązków. Obecnie przepisy dyscyplinarne posługują się taką właśnie ogólną klauzulą, co przy specyfice zawodu prowadzi do wszczynania niezasadnych postępowań dyscyplinarnych.

A co ze związkami

W dyskusji o zasadności powołania samorządu zawodowego nauczycieli jak mantra pojawia się jedno zdanie: „Przecież mamy związki zawodowe”. Można odpowiedzieć: „Tak, macie, ale to nie rozwiązuje tych problemów, o których mówimy”.

Związek zawodowy i samorząd zawodowy to dwie odrębne formy zrzeszania się, o innych celach i zadaniach. Wspomniany już prof. Bogusław Śliwerski, orędownik nauczycielskiej samorządności, w niedawnej rozmowie z SOS dla Edukacji mówił, że rolą związków zawodowych jest skuteczne negocjowanie warunków pracy, a samorząd odpowiada za coś innego: za profesjonalizm, jakość kształcenia, standardy zawodu i odpowiedzialność wobec społeczeństwa.

Związki i samorządy są wobec siebie komplementarne, a nie konkurencyjne. Jeśli ktoś potrzebuje empirycznego potwierdzenia, niech spojrzy na lekarzy i pielęgniarki. Związki zawodowe albo nie mają kompetencji do rozwiązania omawianych tutaj problemów, albo nie są zdolne tego zrobić. I to nie jest wobec nich zarzut — nie do tego zostały powołane.

Postawię sprawę zdecydowanie: związek zawodowy, który mówi, że nie potrzeba nam w Polsce nauczycielskiej izby zawodowej, staje przeciwko prawom nauczycieli. Kosztem zachowania swojej pozycji godzi się na to, by nauczyciele wciąż nie mogli być samorządni.

Łukasz Korzeniowski – prawnik oświatowy, prezes Stowarzyszenia Umarłych Statutów. Współautor komentarza do Prawa oświatowego oraz książki „Statut nieumarły. Wzór statutu szkoły z komentarzem”, redaktor publikacji „Prawa ucznia w Polsce. Raport z badań”. Prowadzi badania naukowe dotyczące prawa oświatowego.

Komentarze