0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...

Dzieci w Kościele nadal nie są bezpieczne, ale nie z powodu rzekomej bezkarności księży w obliczu organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, tylko z powodu realnej bezkarności księży przed ludźmi, którzy nie mają siły uwolnić się od indoktrynacji, jakiej zostali poddani i nie chcą szkodzić wizerunkowi Kościoła.

Sytuację może zmienić tylko sprawnie działająca komisja do spraw pedofilii w Kościele, która ujawni sprawców oraz ośmieli ofiary do mówienia i w ten sposób położy kres bezkarności księży.

Państwo a gwałciciel w sutannie

Filmy braci Sekielskich nie sa oczywiście syntetycznym obrazem zjawiska pedofilii w polskim Kościele. Koncentrują się na pewnym problemie - opowiadają o braku empatii i woli walki z tym zjawiskiem ze strony ludzi Kościoła.

Nie dokumentują natomiast działań organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości wobec księży pedofilów. To święte prawo twórców reportażu. Jednak u mniej zorientowanych widzów mogą wywołać mylne wrażenie, że państwo w ogóle nie ściga pedofilów w sutannach, a każdy ksiądz to gwałciciel.

Pierwszy film braci Sekielskich „Tylko nie mówi nikomu” został odebrany jako dowód na powszechność kościelnej pedofilii i na bezkarność sprawców w obliczu prawa. W rzeczywistości film tego nie pokazywał.

Opowiadał o siedmiu sprawcach spośród 30 tys. księży. Dwóch z tych księży siedziało za swoje przestępstwa w więzieniu (Paweł Kania, Dariusz Olejniczak), a wobec jednego toczyło się właśnie śledztwo (Adam S.).

Trzy inne przypadki to sprawy zapewne przedawnione, których wcześniej nikt nie zgłosił do prokuratury ani nawet do kurii (ks. Cybula, Makulski, Jan A.). Tylko ksiądz Andrzej Srebrzyński nie został pociągnięty do odpowiedzialności karnej, mimo złożenia w latach 80. ubiegłego wieku, a więc w czasach PRL, doniesienia do Milicji Obywatelskiej. Został także zgłoszony do kurii, która go po prostu przeniosła do innej parafii.

W dzisiejszej Polsce, gdy odpowiedzialność karna księdza Srebrzyńskiego była już od lat przedawniona, sąd cywilny w 2017 roku nakazał mu przeproszenie ofiary. Dwa lata później zasądził na rzecz ofiary 400 tys. zł zadośćuczynienia solidarnie od diecezji, parafii i księdza, o czym z filmu się nie dowiadujemy, bo to wydarzenie późniejsze.

Co więcej, w 2016 roku ksiądz Srebrzyński decyzją watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary został usunięty ze stanu duchownego. Spotkały go zatem wszelkie kary możliwe w warunkach przedawnienia. Walka o to trwała jednak długo i nie była łatwa.

Przeczytaj także:

Czy „Zabawa w chowanego” ujawnia układ?

Komentarze po filmie „Zabawa w chowanego” idą jeszcze dalej w przypisywaniu państwu winy za domniemaną całkowitą bezkarność księży. Upowszechnia się opinia, że film obnaża mechanizm systemowego krycia przestępstw pedofilskich kleru przez układ państwa z Kościołem.

"Bracia Sekielscy pokazali pewien układ. To, że bez zgody różnych instytucji Kościół nie mógłby skrzywdzić żadnego dziecka, ani ochronić pedofilów ze swoich szeregów – gdyby nie prokuratura, gdyby nie władze państwowe, które pozwalają na pewien stan rzeczy” – to wypowiedź Elizy Michalik, jednej z dziennikarek.

I znowu – fakty zaprezentowane w filmie do takich wniosków nie upoważniają, choć pojawiają się w nim rozważania na ten temat. Film nie pokazuje jednak ani jednego przypadku ochronienia księdza pedofila przez taki układ.

„Zabawa w chowanego” opowiada o czterech ofiarach jednego duchownego. Sprawy trzech z nich są prawdopodobnie przedawnione. Natomiast czwarta sprawa jest od 2018 r. w prokuraturze.

Niektórzy podnoszą fakt, że ksiądz odpowiada z wolnej stopy, ale nie jest wyjaśnione, czy prokuratura wystąpiła do sądu o areszt i czy były do tego podstawy. A przestępstwo, którego szczegółów nie znamy zostało popełnione ponad 20 lat temu.

Osobą kryjącą księdza pedofila jest biskup Edward Janiak, a nie prokuratura, nawet jeśli można jej zarzucić pewne błędy.

Na marginesie głównego wątku w „Zabawie w chowanego” Sekielscy wracają do sprawy księdza Pawła Kani z poprzedniego filmu, gdyż biskup Janiak był zamieszany w przenosiny tego oskarżonego przez prokuraturę pedofila do innej diecezji.

Ofiara księdza Kani założyła potem sprawę o zadośćuczynienie. Sąd uznał winę obu diecezji w ukrywaniu pedofilii księdza i zasądził ofierze 300 tys. zł od Kościoła. Film o tym nie mówi, bo nastąpiło to dopiero w luty 2020 r.

Zatem państwo ze swojego obowiązku ochrony ofiary się wywiązało. Przestępca został skazany na więzienie, ofiara otrzymała zadośćuczynienie, kryjąca przestępcę instytucja została ukarana finansowo.

Tajemniczy okólnik Prokuratury Krajowej

W kwestii stosunku aparatu państwa do problemu kościelnej pedofilii pojawiają się w „Zabawie w chowanego” – jako temat rozmów między postaciami – dwa kontrowersyjne zagadnienia prawne.

Pierwsze to sprawa okólnika Prokuratury Krajowej z grudnia 2018 roku, którego istnienie prokuratura długo starała się ukryć. Przed powstaniem filmu ujawnili go dziennikarze i można go w całości przeczytać w internecie. W filmie jest pokazywany bardzo enigmatycznie.

Zrobiło się o nim głośno związku w 2019 roku w związku ze sprawą księdza pedofila z Chodzieży, gdy kuria diecezji poznańskiej (to diecezja arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski)) odmówiła wydania akt procesu kościelnego, zasłaniając się wysłaniem ich do Watykanu.

Prokuratura nie zdecydowała się na przeszukanie kurii. Zapewniała, że owe materiały były „zastępowalne” i wystarczające dowody pozyskała w inny sposób. Postępowanie nie zostało dotąd zakończone, więc nie wiadomo, czy okólnik miał istotny wpływ na jego rezultat.

Kilka dni temu abp Gądecki został wyznaczony przez Watykan do prowadzenia postępowania w sprawie bp Janiaka.

Pismo Prokuratury Krajowej to w rzeczywistości specjalistyczne opracowanie, dotyczące podstaw prawnych zwracania się do Kościoła o wydanie akt procesu przed sądem kościelnym. Chodzi o rozstrzygnięcie, czy nie narusza to konstytucyjnej autonomii Kościoła. Dokument mówi wyraźnie, że – po spełnieniu pewnych warunków – nie narusza.

Generalnie nie budzi zastrzeżeń niezależnych ekspertów z wyjątkiem zakończenia, które zawiera „prośbę”, aby prokuratorzy o zamiarze wystąpienia do kurii o akta z procesu kościelnego informowali Prokuraturę Krajową.

Nie jest jasne, czy taka „prośba” jest zgodna z prawem. Może bowiem kolidować z niezależnością prokuratorów w prowadzeniu postępowania i ograniczać ich możliwości pozyskiwania materiału dowodowego.

Oznacza również konieczność poinformowania Prokuratury Krajowej o zamiarze ewentualnego przeszukania kurii w razie odmowy wydania akt. Stwarza to ryzyko wywołania tzw. efektu mrożącego.

Prokuratorzy mogą obawiać się, że korzystanie z tych uprawnień będzie niemile widziane przez zwierzchników i wpłynie na ich karierę. Pismo nie jest jednak utrzymane w tonie nakazowym – niczego nie zabrania. Nie wyklucza także konieczności „siłowego” wydobycia dokumentów od Kościoła.

W „Zabawie w chowanego” nie ma informacji, aby istniały jakieś akta z procesu kościelnego oskarżonego w filmie księdza, o które pełnomocnik ofiary ma zamiar wystąpić.

Udostępnianie akt prokuratorskich

Drugi problem to przekazywanie kuriom przez prokuraturę akt toczących się postępowań. Jest to wprawdzie zgodne z prawem, jednak – jak twierdzą autorzy filmu – prokuratura zwykle bardzo niechętnie udostępnia akta innym podmiotom w innych śledztwach.

W przypadku spraw księży pedofilów może to ułatwić mataczenie, gdyby kuria okazała się nieuczciwa, lub gdyby na świadka miał być wezwany biskup. A tak właśnie jest w tym przypadku, bo akta trafiły w ręce biskupa Edwarda Janiaka, który może być wezwany jako świadek.

Na pewno ten okólnik i źle stosowany przywołany przepis w pewnych przypadkach mogą utrudnić pociągnięcie księdza do odpowiedzialności.

Dobrze więc, że bracia Siekielscy to nagłośnili - może przyczyni się to jakoś do wyeliminowania takich niedobrych praktyk. Z pewnością stawiają one Kościół w uprzywilejowanej sytuacji, choć Konstytucja gwarantuje wszystkim podmiotom równość wobec prawa (ale też mówi o autonomii Kościoła). Zagrożenie jest realne.

Czy to wystarczający dowód na systemową ochronę księży pedofilów przez państwo? To się dopiero okaże. Na dzisiaj to zbyt daleko idące twierdzenie, na dodatek nie poparte konkretnym przykładem uniknięcia przez księdza odpowiedzialności z tego powodu.

„Zabawa w chowanego” pokazuje sprawę jeszcze nie zakończoną. Wyciąganie wniosków, że układ Kościoła z państwem chroni sprawców, jest przedwczesne.

Bardziej prawdopodobne, że może w przyszłości pomóc zachować twarz – albo nawet wolność - biskupom poprzez pomoc w ukryciu faktu, że mieli wiedzę o pedofilskich przestępstwach swoich księży.

Państwo od lipca 2017 wprowadziło obowiązek denuncjacji przestępstw pedofilskich. Za niezgłoszenie ich organom ścigania ich grożą trzy lata więzienia. Na pewno nie jest to przejaw układu z Kościołem.

Księża są bezkarni?

Mimo to wątek bezkarności księży wobec prawa i krycia ich przez państwo jest w debacie publicznej obecny do dawna. Media nie opisywały jednak żadnej takiej sprawy księdza pedofila – oprócz początkowego umorzenia śledztwa wobec proboszcza z Tylawy w 2001 – który by uniknął odpowiedzialności karnej na skutek wyraźniej ochrony przez państwo.

W komentarzach internautów stale pojawia się przekonanie, że na podstawie konkordatu księżom przysługuje immunitet i oddzielne sądownictwo, co zapewnia im całkowitą bezkarność. Można chyba powiedzieć, że

mamy do czynienia z dość powszechnie utrwalonym społecznym przeświadczeniem, że ksiądz gwałcący dziecko nie idzie do więzienia.

Filmy braci Sekielskich odbierane są przez pryzmat tego mocno ugruntowanego stereotypu, dlatego wielu widzów bezpodstawnie dostrzega w nich jego potwierdzenie.

Nie są bezkarni

To oczywiście nieprawda. Ksiądz może być aresztowany bez zgody biskupa. Uniknąć wyroku karnego i stanąć jedynie przed sądem kościelnym może tylko w razie przedawnienia się karalności przestępstwa w myśl prawa świeckiego. Uniknąć wyroku karnego może tylko w razie przedawnienia przestępstwa. Obecnie przedawnienie przestępstwa pedofilskiego następuje, gdy ofiara kończy 30 lat. Do 2014 roku było to zaledwie 23 lata.

Tylko w ubiegłym roku media poinformowały o sześciu wyrokach bezwzględnego więzienia dla księży pedofilów, co najmniej 19 rozpoczętych śledztwach, kontynuacji kilku wcześniejszych postępowań i skierowaniu przynajmniej trzech kolejnych spraw do sądu.

Pod koniec ubiegłego roku zapadł wyrok, wymierzający pięć lat więzienia za pedofilię na księdza dyrektora domu dziecka w Częstochowie. W tym roku zapadły już dwa kolejne wyroki na przestępców seksualnych w sutannie – w tym 5 lat więzienia dla proboszcza z Ruszowa za „zły dotyk” wobec dwóch 9-letnich dziewczynek.

1. Opole Lubelskie – wykorzystanie seksualne 2 chłopców poniżej lat 15 2. Ząbkowice Śląskie – wysyłanie erotycznych SMS-ów do 13-latki 3. Pawonków – dopuszczenie się „innej czynności seksualnej” wobec osoby poniżej lat 15 4. Zakopane Chramcówki – wysyłanie zdjęć i filmów porno 14-letnim chłopcom 5. Kopytowa – rozpowszechnianie treści porno wśród dzieci poniżej lat 15 6. Oświęcim – namawianie na seks 14-letniej dziewczyny 7. Ruszów - czyny pedofilskie wobec 2 niepełnosprawnych umysłowo dziewczynek 8. Godów – poddanie 14 dzieci „innym czynnościom seksualnym” w latach 2001-2004 9. Łódź Retkinia – wykorzystanie seksualne dwóch chłopców poniżej lat 15 w okresie 2003-2009 10. Boguszów-Gorce – utrzymywanie kontaktów seksualnych z 3 małoletnimi w latach 2002-2012 11. Szalowa - poddawanie 22 dzieci „innym czynnościom seksualnym” w latach 2003-2012 12. Rawicz - masturbowanie 8-letniej dziewczynki i „inne czynności seksualne” w latach 2008-2009 13. Tyniec – molestowanie 7-letniej dziewczynki w latach 2008-2010 14. Herby – poddanie dwóch 17-letnich dziewczyn „innej czynności seksualnej” w roku 2011 15. Gdańsk - dwukrotne zgwałcenie 17-latki w roku 2011 16. Koniecpol – współżycie z 13-latką w latach 2013-2014 17. Płock - molestowanie 15-letniego ministranta w latach 2015-2016 18. Tarnowskie Góry - molestowanie nastoletnich chłopców w latach 2016-18 19. Korzenna – wysyłanie erotycznych wiadomości do uczennicy poniżej lat 15 w roku 2018

W roku 2018 – rekordowym pod tym względem - media poinformowały o dziewięciu wyrokach, w tym pięciu bezwzględnego więzienia. To bardzo dużo, bo statystycznie w ciągu ostatnich 20 lat media donosiły o 3-4 wyrokach rocznie.

W sumie z mediów znane są 74 wyroki na księży rzymskokatolickich w latach 2000-2020, w tym 2 za recydywę.

Episkopat twierdzi w swoim raporcie, że w ciągu 29 lat, do lipca 2018, było ich 85. Ze znanymi z mediów wyrokami, które zapadły po 30 czerwca 2018, daje to ok. 100 znanych wyroków na księży pedofilów od roku 1989. Niemal wszystkie są uwidocznione na Mapie Kościelnej Pedofilii.

Wyroki na księży pedofilów znane z mediów

1. Katowice 2001 Czesław Z. 1 i 8 mies. w zawieszeniu 2. Gdynia 2001 Wojciech C. 3,5 roku 3. Warnice 2001 Jacek Cz. 1,5 roku w zawieszeniu 4. Witonia 2003 Wincenty P. 3 lata 5. Pszenno 2003 Edward P. 1 rok w zawieszeniu 6. Połoski 2004 Zbigniew Sz. 2 lata 7. Trutowo 2004 Janusz S. 3 lata 8. Tylawa 2004 Michał M.. 2 lata w zawieszeniu 9. Skawica 2004 Andrzej Z. 10 mies. w zawieszeniu 10. Słowino 2004 Jerzy U. 2 lata w zawieszeniu 11. Piasek 2005 Michał M. 2 lata w zawieszeniu 12. Trawniki 2006 Mirosław W. 5 lat 13. Jarnołtówek 2007 Zbigniew P. 1 rok w zawieszeniu 14. Przeworno 2007 Marek K. 2 lata w zawieszeniu 15. Werdun 2007 Piotr D. 2 lata w zawieszeniu 16. Dębnica 2008 Piotr T. 4 lata 17. Lututów 2008 Władysław Ł. 1 rok i 8 m. w zawieszeniu 18. Dywity 2008 Antoni W. 3,5 roku 19. Wysoka Łańc. 2009 Tomasz G. 5 lat 20. Pakość 2009 Krzysztof P. 4,5 roku 21. Szczawnica 2009 Andrzej S. 2 lata w zawieszeniu 22. Stargard 2010 Roman B. 4 lata 23. Łętownia 2010 Łukasz K. 2 lata w zawieszeniu 24. Werdun 2011 Piotr D. 3,5 roku (recydywa) 25. Warszawa 2012 Dariusz O. 2 lata i 3 m. 26. Kołobrzeg 2012 Zbigniew R. 2 lata 27. Mała 2012 Roman J. 2 lata w zawieszeniu 28. Bydgoszcz 2013 Waldemar B. 3 lata 29. Szczuki 2013 Sławomir S. 7 lat 30. Henryków Lub. 2013 Jan M. 1 rok i 8 m. w zawieszeniu 31. Nowe Siodło 2013 Hubert S. 2 i mies. 32. Legionowo 2014 Jacek S. 10 lat 33. ok. Tarnowa 2014 Mariusz G. 2 lata w zawieszeniu 34. Otwock 2014 Grzegorz K. 1 rok w zawieszeniu 35. Mechowo 2014 Krzysztof K. 2,5 oku 36. Warszawa 2015 Wojciech G. 7 lat 37. Wrocław 2015 Paweł K. 7 lat 38. Skawa 2015 Mieczysław W.3 lata 39. Sulmice 2015 Stanisław G. 3 lata 40. Zakroczym 2016 Maciej Sz. 4 lata 41. Gorzów 2016 Jarosław B. 1 rok w zawieszeniu 42. Żarczyce 2016 Adam W. 3 lata 43. Ostrowite 2017 Jarosław P. 3 lata 44. Wejherowo 2017 Arkadiusz Cz. 1 rok w zawieszeniu 45. Szreńsk 2018 Piotr B. 2 lata 46. Wyszki 2018 Marcin Ł. 5 lat 47. Garbno 2018 Jarosław M. 2 lata w zawieszeniu 48. Gdynia 2018 Wojciech L. 6 lat 49. Głogów 2018 Ryszard K. 2 lata w zawieszeniu 50. Kluszkowce 2018 Grzegorz Z. 4 lata 51. Lipa 2019 Stanisław M. 3 lata 52. Kobyłka 2019 Bogdan S. 3 lata 53. Jemielnica 2019 Mariusz K. 2,5 roku 54. Częstochowa 2019 Mirosław L. 5 lat 55. Kalinówka 2019 Stanisław G. 3 lata (recydywa) 56. Ruszów 2020 Piotr M. 5 lat

Tylko 11 znanych wyroków dotyczy wykorzystania seksualnego osób w wieku 15-18 lat (w raporcie episkopatu była to połowa przypadków – ok. 200).

To trudne sprawy, bo seks z osobą w tym wieku – poza pewnymi sytuacjami – jest prawnie dozwolony. Wszystkie wyroki w tych sprawach były poniżej 2 lat i – do roku 2018 z wyjątkiem jednego – w zawieszeniu.

Ten jedyny wyrok bezwzględnego więzienia dla księdza z Polski zapadał nietypowo w USA na mocy ugody sądowej – trzeba jednak pamiętać, że tam wiek przyzwolenia wynosi 18 lat, a seks z młodszą osobą jest zawsze określany mianem gwałtu.

Dopiero w roku 2018 po raz pierwszy w Polsce za wykorzystanie seksualne przez księdza osoby w wieku 15-18 lat zapadły wyroki bezwzględnego więzienia. W tych dniach zapadł kolejny wyrok za dwukrotny gwałt na 17-latce – 12 lat więzienia.

57. Orzechowo 2004 Roman K. 9 mies. ofiara 15-18 lat 58. Głogów 2007 Marek B. 0,5 r. w zaw. ofiara 15-18 lat 59. Bojano 2011 Mirosław B. 1 i 4m w zaw. ofiara 15-18 lat 60. Sarnaki 2012 Jacek W. 1 rok w zaw. ofiara 15-18 lat 61. Otorowo 2015 Janusz Ś. 1 rok w zaw. ofiara 15-18 lat 62. Skwierzyna 2017 Daniel Ł. 1 rok w zaw. ofiara 15-18 lat 63. Wojnowice 2017 Krzysztof K. 1,5 w zaw ofiara 15-18 lat 64. Piła 2018 Jerzy K. 1 rok w zaw. ofiara 15-18 lat 65. Rzeszów 2018 Paweł T. 1,5 roku ofiara 15-18 lat 66. Kórnik 2019 Stanisław B. 1,5 roku ofiara 15-18 lat 67. Gdańsk 2020 Michał L. 12 lat ofiara 15-18 lat

Sześć wyroków zapadło za pornografię dziecięcą, z czego tylko 2 bez zawieszenia wykonania kary – w 2009 i w 2019.

68. Płońsk 2007 Jarosław N. 0,5 roku w zaw. (pornografia pedofilska) 69. Puławy 2008 Krzysztof Cz. 0,5 roku w zaw. (pornografia pedofilska) 70. Kowary 2008 Ryszard Ś. 1 rok w zaw. (pornografia pedofilska) 71. Marwałd 2009 Grzegorz G. 1 i 4 mies. w zaw. (pornografia pedofilska) 72. Koszalin 2009 Robert Sz. 2 lata (pornografia pedofilska) 73. Wożuczyn 2014 Wojciech S. 1 rok w zaw. (pornografia pedofilska) 74. Tarnów 2019 Grzegorz N. 2 lata (pornografia pedofilska)

Mniej kar więzienia w zawieszeniu

40 proc. wyroków zapada w zawieszeniu. Średnia statystyczna długość wymierzonej kary więzienia dla księdza pedofila to 4 lata.

W związku ze stosunkowo dużą liczbą warunkowych zawieszeń wykonania kary więzienia, pojawiały się ironiczne komentarze, że 2 lata to ulubiony przez sędziów wyrok na księdza pedofila, bo to najwyższa kara, przy której można jeszcze zastosować zawieszenie.

Bez wątpienia księdzu jest dużo łatwiej spełnić warunki pozwalające na uzyskanie zawieszenia wyroku. Łatwo mu bowiem przedstawić pozytywną opinię środowiskową od parafian i z różnych organizacji przykościelnych oraz poręczenie od Kościoła.

Kara więzienia w zawieszeniu jest trochę karą pozorną. W rzeczywistości sprawca pozostaje bezkarny, jeśli nie brać pod uwagę innych konsekwencji wyroku.

Warunkowe zawieszenie wykonania kary uchroniło od więzienia dwie piąte skazanych księży. Ostatnio jednak sądy orzekały kary bezwzględnego więzienia nawet przy wyrokach poniżej 2 lat.

W ubiegłym roku nie było ani jednego wyroku w zawieszeniu nawet dla skazanych za wykorzystanie seksualne osoby 15-18 lat lub za pedofilską pornografię, co dotychczas było właściwie normą.

Trzeba jednak pamiętać, że molestowanie to bardzo szeroka gama zachowań – od „złego dotyku” przez ubranie, poprzez „inne czynności seksualne” oznaczające czasami masturbację lub seks oralny, aż po regularne współżycie z penetracją czy gwałt.

Zwykle – choć nie wyłącznie - wyrok 2 lata w zawieszeniu lub mniej zapadał za „zły dotyk”, wysyłanie erotycznych wiadomości, wykorzystanie seksualne osoby w wieku 15-18 lat lub posiadanie dziecięcej pornografii.

Często pada sugestia, że wyroki dla księży są znacznie łagodniejsze, niż dla zwykłych obywateli. Trudno to stwierdzić, bez dokładnej analizy porównawczej akt poszczególnych spraw, a każda sprawa jest przecież inna.

Statystyki sądowe sugerują coś wręcz przeciwnego. W latach 2013-2016 aż 60 proc. wyroków dla świeckich pedofilów było w zawieszeniu, a średnia długość wymierzonej kary więzienia wynosiła 3 lata. Od 2017 roku liczba wyroków w zawieszeniu zmniejszyła się dwukrotnie.

Księża w "rejestrze pedofilów"

Sądy oprócz kary więzienia zawsze orzekają wobec księży pedofilów – podobnie jak wobec wszystkich pedofilów – zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą, ostatnio coraz częściej dożywotni. Ksiądz z automatu zostaje wpisany do tzw. rejestru pedofilów z dostępem ograniczonym, w którym każdy pracodawca ma obowiązek sprawdzania kandydata do pracy z dziećmi.

To bardzo pożyteczna funkcja tzw. rejestru pedofilów, krytykowanego za kontrowersyjną część z dostępem ogólnym – ważne, aby te dwa oddzielne rejestry rozróżniać. Za nieumieszczenie lub niesprawdzenie pedofila w rejestrze grozi odpowiedzialność karna.

Teoretycznie nie jest zatem tak, że skazani za pedofilię księża mogą w trakcie warunkowego zawieszenia kary lub po jej odbyciu nadal pracować z dziećmi.

Takie przypadki jednak się zdarzały. Jeden z nich wykryli dziennikarze śledczy OKO.press, którzy o sprawie powiadomili prokuraturę.

Choć policja wnioskowała o ukaranie proboszcza, który zaprosił do prowadzenia rekolekcji księdza skazanego za wykorzystywanie seksualne ministrantów, sąd go uniewinnił.

Nie wiemy dlaczego, ponieważ nie sporządził pisemnego uzasadnienia wyroku.

Natomiast do rejestru jawnego trafiają tylko księża skazani konkretnie z art. 197 par.3 Kodeksu Karnego, czyli za gwałt w sensie prawnym (bardzo wąskie pojęcie) na dziecku poniżej 15 lat i recydywiści. Dlatego jest ich w rejestrze tylko dwóch, co stało się swego czasu przyczyną podejrzeń, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie wpisuje księży do rejestru. W rzeczywistości wpis następuje na podstawie wyroku sądu i jego niedokonanie też jest karane sądownie.

Prokuratura tuszuje?

W ciągu ostatnich 20 lat zasadniczo nie pojawiały się w mediach informacje – poza 4-5 przypadkami na ok. 150 opisanych – aby organa ścigania sprawę jakiegoś księdza próbowały „zamieść pod dywan” lub sąd wbrew jednoznacznym dowodom go uniewinnił, czy wydał rażąco niski wyrok.

Jaskrawymi wyjątkami były próby „ukręcenia łba” dwóm sprawom – proboszcza z Tylawy w 2001 roku nadzorowanej przez prokuratora Stanisława Piotrowicza (dziś prominentnego polityka PiS powołanego niedawno na członka Trybunału Konstytucyjnego) i księdza Wincentego Pawłowicza w związku z wizytą Jana Pawła II w 1999 roku. Ale to było 20 lat temu.

Znane są z mediów zaledwie cztery przypadki uniewinnienia księdza przed sądem (Szczecin, Wicina, Sulechów, Biała) – w tym jeden z ubiegłego roku – ale nie wzbudziły kontrowersji w mediach. W procesach osób świeckich też takie sytuacje się zdarzają.

Po filmie „Tylko nie mów nikomu” Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Prokuratury Krajowej o informację na temat reakcji organów ścigania na fakty przedstawione w filmie. W efekcie Prokuratura Krajowa z własnej inicjatywy podjęła decyzję o analizie wszystkich umorzonych postępowań przygotowawczych dotyczących przestępstw seksualnych osób duchownych wobec małoletnich w latach 2016-2018.

Sprawdzono 30 umorzonych postępowań. Stwierdzono, że w 16 sprawach umorzenia były słuszne i w większości wypadków wynikały z przedawnienia karalności.

„W pozostałych sprawach decyzje o umorzeniu uznano za przedwczesne lub nietrafne z uwagi na niewyczerpanie inicjatywy dowodowej oraz niekompletny materiał dowodowy.” To bardzo niepokojące.

Raport nie podaje, czy umorzenia te wynikały po prostu z niedbałości i błędów w trakcie postępowania, czy ze świadomego działania na szkodę śledztwa.

Nie przyniósł więc odpowiedzi na pytanie, czy zdarzają się przypadki, że policja lub prokuratura odpuszczają pedofilowi tylko dlatego, że jest księdzem. Jednocześnie w tym samym okresie zapadło 15 wyroków skazujących.

Natomiast z raportu policji wynika, że w tym samym okresie umorzono 45 proc. spraw świeckich pedofilów. Sprawy dotyczące księży umarzano zatem znacznie częściej (w dwóch trzecich przypadków).

Skąd tyle umorzeń

Taki duży procent umorzeń postępowań przeciw księżom podejrzanym o przestępstwa pedofilskie nie jest jednak tylko polską specjalnością. Słynny John Jay Report donosi, że w USA w latach 1950-2002 spośród 1021 zgłoszonych na policję księży sprawców, tylko 384 zostało oskarżonych, z czego 252 skazanych.

Na pewno śledztwa w sprawie księży mają swoją specyfikę. Ksiądz, szczególnie proboszcz, jest najczęściej dość znaczącą postacią w miejscowej społeczności, podczas gdy ofiary zazwyczaj pochodzą z rodzin z drugiego końca skali społecznego prestiżu, nierzadko bardzo ubogich i takich, w których nie ma kto walczyć o sprawiedliwość za krzywdę dziecka.

Sprawa jest zwykle z rodzaju słowo przeciw słowu i groźba wytoczenia procesu o zniesławienie potrafi skutecznie zastraszyć rodziców ofiar lub same ofiary. Takie przypadki zapewne nie trafiają do mediów.

Po raporcie Episkopatu z marca 2019 roku pojawiły się głosy zwracające uwagę, że na 382 ujawnione przypadki tylko 168 trafiło do prokuratury. Ponieważ obowiązywała już ustawa o obowiązku denuncjacji wydawało się oczywiste, że prokuratura powinna zażądać od Kościoła wyjaśnień, a nawet wydania akt lub po prostu wejść do poszczególnych kurii i te akta przejąć.

Sprawa się rozmyła i nie została dokładnie wyjaśniona.

Warto jednakże zwrócić uwagę, że raport obejmował sprawy z 30 lat – a więc również przedawnione. A zarazem – co najważniejsze – nie był poświęcony wyłącznie przypadkom pedofilii, ale także „grzechowi przeciw VI przykazaniu” z osobami w wieku 16-18 lat. Takich przypadków było w raporcie aż 184. W myśl prawa świeckiego seks z osobami w tym wieku nie jest przestępstwem, o ile jest dobrowolny.

Warto pamiętać, że przeciwko księżom pedofilom coraz częściej toczą się też procesy cywilne. Ofiary nawet przedawnionych przestępstw wygrywały uznanie winy księdza, a niekiedy duże odszkodowania – nawet 1 mln zł.

Co jednak najważniejsze, ostatnio

Sąd Najwyższy uznał, że Kościół ponosi odpowiedzialność materialną za przestępstwa seksualne księży, co otwiera drogę do kolejnych procesów cywilnych.

W tym kontekście pogląd, że księża pedofile są w Polsce wyjęci spod działania prawa karnego i cywilnego, bądź egzekucja prawa wobec nich systemowo nie jest stosowna, gdyż są chronieni przez państwo i polityków, wydaje się być zbyt uogólniające. Nie oznacza to jednak, że takie sytuacje się nie zdarzają.

Bezkarni, ale z innych powodów

Zjawisko bezkarności księży pedofilów rzeczywiście istnieje i to zapewne na dużą skalę, wynika z innych przyczyn, niż domniemane wyjęcie księży spod działania polskiego prawa.

Podstawową przyczyną bezkarności księży pedofilów jest niezgłaszanie ich przestępstw organom ścigania.

Z wielu różnych względów, które zasługują na oddzielne omówienie, rodzice i opiekunowie ofiar oraz same ofiary nie zgłaszali i zapewne nadal nie zgłaszają przestępstw seksualnych księży organom ścigania.

Zwykle, jeśli się już zdecydowali, to szli ze skargą do kurii, a nie na komisariat czy do prokuratora. A biskup z reguły robił wszystko, aby sprawa nie wydostała się na zewnątrz.

Poczynając od pierwszej głośnej sprawy proboszcza z Tylawy sprzed 20 lat, aż po zupełnie świeżą aferę biskupa Jana Szkodonia - obrońcy ofiar lub same ofiary zwracały się do prokuratury dopiero, gdy biskup odmówił im pomocy.

Gdyby arcybiskup Józef Michalik 20 lat temu nie okazał się tak podłym człowiekiem, być może o sprawie molestowania kilku pokoleń dziewczynek przez księdza Michała Moskwę z Tylawy nigdy byśmy się nie dowiedzieli, a sprawca zostałby po prostu przeniesiony do innej parafii.

Gdyby nuncjusz papieski odpowiedział ofierze na skargę w sprawie biskupa Szkodonia, molestowanie nastolatki przez biskupa pozostałoby tajemnicą, a on sam odszedłby na emeryturę i być może dostał na pociechę jakąś funkcję w Konferencji Episkopatu Polski.

Takich spraw, które trafiły do prokuratury i mediów tylko z powodu zlekceważenia ich przez hierarchów jest wiele.

Znanych jest też z mediów wiele przestępstw seksualnych kleru, których ofiary nigdy nie zgłosiły do prokuratury. To szokujące, ale żaden z wielu molestowanych kleryków nie wniósł oskarżenia przeciw abp Juliuszowi Paetzowi ani przeciw księżom w diecezji płockiej – o ukaranie tych notorycznych sprawców zabiegali tylko postronni obserwatorzy.

Skrzywdzeni przez wielu innych księży pedofilów zgłaszali się jedynie do swojego biskupa, a po latach opowiedzieli o tym dziennikarzom. Tak przecież zrobili rodzice jednej z ofiar "Zabawy w chowanego". Często rodzice zgłaszający się do biskupa zwracali się z prośbą – o ironio - aby przeniósł pedofila do innej parafii, bo chcieli chronić swoje dzieci. Opowiedział o tym molestowany w dzieciństwie Andrzej Saramonowicz.

Przysięga milczenia

Osoby zgłaszające księdza pedofila do kurii zwykle wpadały w pułapkę. Musiały złożyć pod krzyżem i na biblię przysięgę milczenia, że nie nie będą z nikim o tym rozmawiały.

Znamy to z filmu braci Sekielskich, a także z relacji matki ministranta molestowanego przez wikarego z Jemielnicy. Teoretycznie chodziło tylko o to, aby nie zdradzać szczegółów procesu przed jego zakończeniem.

W praktyce była to przysięga milczenia, która uniemożliwiała im zgłoszenie sprawy organom ścigania. Zniósł ją dopiero niedawno papież Franciszek. Oznacza to, że świeccy śledczy będą mieli dostęp ad akt procesów kościelnych.

Biskupi wiedzieli, ale nie powiedzieli

To pokazuje, że biskupi musieli mieć olbrzymią wiedzę na temat przestępstw pedofilskich podległych im księży. Częste przenoszenie proboszcza (nie wikarego) z parafii do parafii jest tu pewną wskazówką, bo to nie jest zwykle praktykowane w Kościele.

Do lipca 2017 roku nie istniał prawny obowiązek zgłaszania przestępstw pedofilskich organom ścigania, zawsze jednak istniał obowiązek obywatelski i moralny. Z tego moralnego obowiązku biskupi się nie wywiązywali – podobnie jak wierni nie zgłaszali spraw do prokuratury.

Nie jest znany z mediów ani jeden przypadek sprzed okresu wejścia w życie ustawy to nakazującej, aby biskup zgłosił organom ścigania przestępstwo seksualne podległego mu księdza lub nakłonił do tego rodziców ofiary czy samego sprawcę.

Jako ludzie bardziej świadomi i opiekunowie wiernych z ramienia Kościoła ponoszą za to szczególną odpowiedzialność.

Sytuacja zasadniczo zmieniła się po wprowadzeniu w lipcu 2017 roku odpowiedzialności karnej za naruszenie obowiązku denuncjacji. Działanie nowego prawa jest jednak połowiczne.

Z jednej strony kurie zagrożone odpowiedzialnością karną zaczęły zgłaszać po kilka przypadków pedofilii na raz – jak ostatnio kuria kielecka.

Z drugiej strony żaden jak do tej pory biskup nie został oskarżony na mocy tego przepisu o to, że nie zgłosił od razu znanego sobie przypadku pedofilii. Niektóre prokuratury podobno rozważają podjęcie takich kroków.

Zawiadomienie przeciw abp. Stanisławowi Gądeckiemu złożyła w tej sprawie partia Razem i prokuratura wszczęła postępowanie.

Zawiadomienie w sprawie możliwego zatajania wiedzy o przypadkach pedofilii przez biskupa kieleckiego złożyła partia Wiosna.

OKO.press złożyło zawiadomienie dotyczące kurii opolskiej, która mogła wiedzieć o molestowaniu kilku ministrantów przez wikarego z Jemielnicy – do dzisiaj nie wiadomo, co dalej z tą sprawą.

Milczenie parafian

Wielu rodziców czy ofiar nie zawiadomiło jednak nawet biskupa. Co więcej – wiele skrzywdzonych dzieci nie przyznało się nawet rodzicom. O tym, co je spotkało powiedziały kilkadziesiąt lat później mediom.

To przypadek choćby Krystiana Legierskiego i jego głośnego ujawnienia molestowania ministrantów przez proboszcza z Koniakowa. A także przypadek części bohaterów filmów braci Sekielskich – zdecydowali się ujawnić, co ich spotkało, dopiero pod wpływem kontaktu z ekipą filmu. Wiele ofiar zgłosiło się tylko do fundacji Nie lękajcie się lub centrów pomocy.

Problem milczenia ofiar już 10 lat temu zwrócił uwagę korespondenta holenderskiego w Polsce Ekke Overbeeka, autora pierwszej w Polsce książki o pedofilii w polskim Kościele pt. „Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią”.

Jeśli prawdą jest, że w Polsce jak w innych krajach są tysiące nieujawnionych księży pedofilów (co jest tylko rozumowaniem przez analogię), to prawdą jest także, że jest kilkanaście tysięcy osób, które nigdy faktu bycia molestowanym przez księdza nie zgłosiły na policję, tylko milczały o tym całe życie.

Milczenie ofiar to problem, który dotknął i zszokował także społeczeństwa znacznie bardziej zlaicyzowane i otwarte niż polskie – na przykład wspomnianą Holandię. A każda milcząca ofiara to być może kilkanaście lub kilkadziesiąt następnych ofiar.

Dzieci w Kościele nadal nie są bezpieczne

Drugą przyczyną bezkarności księży jest zbyt szybkie przedawnianie się karalności przestępstwa pedofilii. Ofiary dopiero po bardzo długim czasie, gdy osiągną już dużą dojrzałość emocjonalną, są gotowe ujawnić swój dramat i przejść całą skomplikowana procedurę oficjalnego oskarżenia przestępcy.

Dzisiaj nadal mają na to za mało czasu, co szczególnie widać po bohaterach „Zabawy w chowanego”.

W tym kontekście twierdzenie, że głównym problemem w Polsce jest skierowana przeciw ofiarom zmowa państwa z Kościołem świadczy o niezrozumieniu zjawiska kościelnej pedofilii i pewnej jego instrumentalizacji do celów politycznych.

Uważne obejrzenie obu filmów braci Sekielskich do takich wniosków nie prowadzi, choć niektóre informacje wzbudzają niepokój.

Zjawisko kościelnej pedofilii jest złożone. Głęboki podział polityczny społeczeństwa stwarza silną pokusę, aby tę sprawę upraszczać i wykorzystać w walce politycznej.

Jakkolwiek politycy mają wiele na sumieniu, co świetnie podsumował Daniel Flis w swoim artykule na łamach OKO.press, to główna przyczyna bezkarności księży wobec prawa leży w mentalności parafian, w postawie biskupów i w za szybkim przedawnianiu się karalności przestępstw pedofilskich.

Dzieci w Kościele nadal nie są bezpieczne, ale nie z powodu rzekomej bezkarności księży w obliczu organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, tylko z powodu realnej bezkarności księży przed ludźmi, którzy nie mają siły uwolnić się od indoktrynacji, jakiej zostali poddani i nie chcą szkodzić wizerunkowi Kościoła.

Sytuację może zmienić tylko sprawnie działająca komisja do spraw pedofilii w Kościele, która ujawni sprawców oraz ośmieli ofiary do mówienia i w ten sposób położy kres bezkarności księży.

Przeczytaj także:

Komentarze