Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jan Rusek / Agencja Wyborcza.plFot. Jan Rusek / Age...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Od dekady jesteśmy w Polsce świadkami spadającej liczby urodzeń. Początkowo niewielka różnica w porodach liczona rok do roku przeistoczyła się w głęboki kryzys demograficzny. Liczba porodów spadła z 403 tysięcy w roku 2010 do 238 tysięcy w roku 2025. Skala gwałtowności tego spadku jest zdecydowanie silniej wyrażona, niż wcześniej było to szacowane.

Główny Urząd Statystyczny prognozował na 2025 rok liczbę urodzeń wyższą o 56 tysięcy (294 tys.). Konsekwencją obniżającej się liczby porodów jest zamykanie kolejnych oddziałów porodowych. Z 406 porodówek z aktywną umową z Narodowym Funduszem Zdrowia na funkcjonowanie oddziałów położniczo-ginekologicznych w 2010 roku, po pierwszych czterech tygodniach 2026 roku pozostało jedynie 266.

Przeczytaj także:

Porodówki były zamykane zarówno wtedy, kiedy Ministerstwem Zdrowia kierowało Prawo i Sprawiedliwość, jak i są zamykane teraz. Różnica jest taka, że w latach 2017-2023 oddziały porodowe znikały w ciszy. Ministerstwo Zdrowia kierowane przez Izabelę Leszczynę przyjęło odmienną strategię działania.

Zasłaniając się słowem klucz „demografia”, w roku 2024 i 2025 zlikwidowano 37 oddziałów położniczych i położniczo-ginekologicznych (z czego aż 26 w roku 2025).

W ciągu pierwszych 4 tygodni nowego 2026 roku, z prowadzenia oddziału położniczo-ginekologicznego zrezygnowało kolejnych 18 szpitali.

400 porodów rocznie. Ministerialne minimum

Program likwidacji lub zawieszania działalności następnych wciąż trwa. Trzeba zauważyć, że z punktu widzenia kobiety w trakcie porodu, porodówka jedynie zawieszona staje się tak samo niedostępna, jak ta zamknięta. Proces zamykania porodówek, bezobjawowy jeszcze 3-4 lata temu, dzisiaj stał się jednym z głównych problemów systemu ochrony zdrowia.

Genezy tezy o pojawieniu się zagrożeń dla bezpieczeństwa kobiet w okresie okołoporodowym możemy doszukiwać się w pierwszym projekcie ustawy zmieniającej zasady kwalifikacji szpitali do sieci, potocznie nazywanej ustawą o szpitalnictwie. Według przygotowanego projektu, w przypadku profilu położnictwo i ginekologia, o kwalifikacji szpitala do sieci miała decydować minimalna liczba odebranych porodów. Koalicyjny resort zdrowia wstępnie określił ją na 400 porodów rocznie. Podstawą do wyboru i wskazania właśnie takiego kryterium był paradygmat zapewnienia kobietom w trakcie porodu bezpieczeństwa i wysokiej jakości opieki.

Według Ministerstwa Zdrowia, oddziały położnicze z małą liczbą porodów, odbierając szanse zachowania ciągłości praktyki przez lekarzy i położne, nie są ani bezpieczne, ani jakościowo kompetentne. Do tego wysokie koszty ich utrzymania pogarszają i tak trudną sytuację finansową jednostek. Z projektu ustawy wynikało, że porodówki, które nie wypełniłyby wskazanego limitu 400 porodów rocznie, miały zostać pozbawione finansowania przez NFZ w ramach sieci szpitali.

Krok w tył

Problem w tym, że w 2023 roku wymogu co najmniej 400 porodów rocznie nie spełniło 111 szpitali z 331, których działalność w zakresie położnictwa i ginekologii była finansowana ze środków publicznych. Zatem sztywne wprowadzenie tego wymogu do obiegu prawnego mogłoby doprowadzić do zamknięcia co najmniej 1/3 spośród wszystkich porodówek. W przypadku województw podlaskiego, warmińsko-mazurskiego, świętokrzyskiego czy zachodniopomorskiego z mapy zniknęłaby większość tych oddziałów.

Szczegóły planów resortu zdrowia po ich upublicznieniu zostały poddane krytyce i wykorzystane do uruchomienia bezwzględnej walki politycznej. Dla lokalnych społeczności z widmem realnej utraty dostępu do oddziału położniczo-ginekologicznego, zapewnienia Ministerstwa Zdrowia, że wszystkie proponowane zmiany zostały przygotowane z myślą o kobietach i dla kobiet w ciąży i w trakcie porodu, nie brzmiały przekonująco.

Dla uspokojenia i wyciszenia społecznych emocji resort zdrowia zrobił krok w tył i sztywny wskaźnik 400 porodów w roku zastąpił rozwiązaniem uwzględniającym lokalne potrzeby i odległości od innych placówek z tożsamym profilem. W jednym ze swoich wywiadów, Ministra Zdrowia Izabela Leszczyna przyznała, że „Ministerstwo Zdrowia ma już mapę miejsc, w których porodówka, mimo że rodzi się tam niewiele dzieci, musi zostać, bo następna jest ponad 40 km dalej”.

„Te porodówki dofinansujemy. Skonstruujemy im ryczałt tak, żeby były w stanie się utrzymać” – mówiła. Poligonem, na którym Ministerstwo Zdrowia miało pokazać, jak jest w swoich działaniach wiarygodne i skuteczne, był szpital w Lesku i ostatnia w Bieszczadach porodówka.

Ministerstwo porzuca program naprawczy

Jednak ani ministra Leszczyna, ani jej następczyni Jolanta Sobierańska-Grenda nawet nie próbowały wcześniej złożonych obietnic zrealizować i tylko kwestią czasu było zamknięcie porodówki w szpitalu w Lesku. To, że w całym Ministerstwie Zdrowia, tym kierowanym przez Izabelę Leszczynę, nie ma pomysłu na poradzenie sobie z problemem niedofinansowania położnictwa, było wiadomo od dawna.

Między innymi dlatego poprzednie kierownictwo najpierw ograniczyło zakres zmian w nowelizowanym rozporządzeniu Ministra Zdrowia w sprawie standardu organizacyjnego w zakresie opieki okołoporodowej, a następnie opóźniało datę jego ogłoszenia i wejścia w życie.

Obecność w nowym „apolitycznym” składzie kierownictwa Ministerstwa Zdrowia doświadczonego lekarza ginekologa-położnika dawała nadzieję na dobrą zmianę w położnictwie. Z nadzieją jak to z nadzieją. Dni wielkiego lamentu się nie skończyły, a czas radości nie nadszedł. Trudno zrozumieć, dlaczego Ministerstwo Zdrowia ostatecznie porzuciło program naprawczy dla „białych plam” w opiece okołoporodowej. Nie dość, że nie doczekaliśmy się wsparcia dla tych kilku w skali całego kraju oddziałów położniczo-ginekologicznych w geograficznie trudnych lokalizacjach (np. Lesko, Świnoujście), to staliśmy się świadkami pełnego przyzwolenia rządzących na chaotyczne zamykanie kolejnych oddziałów położniczych, prowadzone bez uwzględnienia regionalnych map potrzeb zdrowotnych i zapisów w Wojewódzkich Planach Transformacji.

Dwa porody dziennie

Pojawiły się pomysły zamykania oddziałów, w których porodów w roku 2025 było dużo więcej niż ustalony w przeszłości ministerialny limit 400. Przykładem niech tu będzie oddział położniczo-ginekologiczny w Szpitalu Powiatowym w Wadowicach, w którym w roku poprzednim odbyło się 566 porodów. Ale jak wynika z rozmowy wiceministra zdrowia Tomasza Maciejewskiego z „Rzeczpospolitą”, plany resortu zdrowia są jeszcze szersze.

„Chcemy, aby na oddziałach położniczych przyjmowano minimum dwa porody dziennie, czyli ponad 700 rocznie. Dopiero wtedy personel nie traci swoich umiejętności zawodowych” — wskazywał wiceminister. Swoją deklarację uzasadniał, powołując się na oceny Światowej Organizacji Zdrowia i Międzynarodowej Federacji Ginekologii i Położnictwa, według których bezpieczny oddział położniczy i szpital to taki, w którym odbywa się nie mniej niż 1000 porodów rocznie. Problem w tym, że spośród 266 oddziałów położniczych funkcjonujących dniu 31 stycznia 2026 roku, aż 155 nie spełniło kryterium minimum 700 porodów w roku 2025.

Chociaż w ciągu ostatnich dwóch lat proces zamykania lub zawieszania działalności kolejnych oddziałów położniczych znacząco przyspieszył, wydaje się, że największa fala dopiero przed nami. Ministerstwo Zdrowia przygotowało i opublikowało dwa rozporządzenia, na podstawie których podejmowanie decyzji o likwidowaniu oddziału położniczego w ramach tak zwanej restrukturyzacji szpitala stanie się dużo prostsze.

Rodzenie na SOR?

Według pierwszego z tych rozporządzeń, szpitale powiatowe zamykające oddział położniczy lub położniczo-ginekologiczny uzyskały prawo do tworzenia tak zwanych „pokojów narodzin”. Z kolei rozporządzenie drugie, zapisanym finansowym bonusem zachęca szpitale do uruchomienia procesu restrukturyzacji polegającego na likwidacji oddziału położniczego.

Propozycję utworzenia pokojów narodzin, a w zasadzie sposób jej przekazania społeczeństwu, Ministerstwo Zdrowia wykonało w sposób najgorszy z możliwych. Całą komunikację zdominował przekaz o tworzeniu pokojów do porodu w obszarze szpitalnego oddziału ratunkowego (SOR) albo w izbie przyjęć szpitala (IP). Powszechnym stał się obraz kobiety czekającej na SOR na poród lub już rodzącej w otoczeniu ofiar wypadków czy osób zatrutych alkoholem.

Problem w tym, że to sam wiceminister zdrowia, lekarz ginekolog i położnik, swoimi wypowiedziami pokoje narodzin ulokował w obszarze SOR. Kiedy wydawało się, że Ministerstwu Zdrowia udało się wyjaśnić ideę funkcjonowania pokoju narodzin i wskazać, że będą one tworzone w obszarze dotychczasowego traktu porodowego, zostało opublikowane rozporządzenie Ministra Zdrowia, w którym w punkcie nr 73 dotyczącym „opieki nad kobietą w ciąży lub kobietą rodzącą, realizowanej przez położną”, pokojom narodzin przypisano jako lokalizację izbę przyjęć lub szpitalny oddział ratunkowy.

Dla politycznego oponenta, ale też dla każdego przeciętnego obywatela jest oczywiste, że jeżeli pokój narodzin zostaje wpisany jako część SOR, to znaczy, że istnieje w SOR i żadne kolejne tłumaczenia, czy zmiana nazwy na „interwencyjne punkty położnicze” nic nie pomogą.

Pokój narodzin

Według właściwego rozporządzenia pokój narodzin to działający przy SOR lub IP szpitala interwencyjny punkt położniczy, który zapewni opiekę położnej dla wykluczonych komunikacyjnie rodzących ciężarnych. Pokój narodzin może być zorganizowany w szpitalu, w którym zamknięto oddział położniczy, a do najbliższej porodówki jest co najmniej 25 kilometrów. Ma całodobowo dyżurować tam położna, która w sytuacji szczególnej przyjmie poród lub zdecyduje o przewiezieniu ciężarnej do szpitala specjalistycznego, który w swojej strukturze posiada oddział położniczo-ginekologiczny.

Jednym z wymaganych przez NFZ warunków umowy jest obowiązek działania w jednostce w dni powszednie, w godzinach od 8 do 18 poradni położniczo-ginekologicznej z lekarzem. Można zażartować, że ten wymóg niejako informuje kobiety ciężarne, że jeżeli chcą urodzić dziecko w pokoju narodzin w asyście lekarza ginekologa-położnika, poród muszą zaplanować na ściśle określony przedział czasowy. Wyłącznie w dni robocze.

Kolejnym z ważnych wymogów zapisanych w rozporządzeniu jest zapewnienie całodobowego dostępu do środka transportu z odpowiednim wyposażeniem oraz z udziałem położnej, ratownika medycznego i kierowcy. Zapis o pozostającej w ciągłej dyspozycji karetce służącej do transportu kobiety w okresie okołoporodowym może być trudny do skutecznego wyegzekwowania, pomimo wpisanego we właściwe rozporządzenie bezpiecznika: „Środek transportu nie może być przeznaczony do udzielania innych świadczeń opieki zdrowotnej”.

Problem z transportem

Podobny zapis o zapewnieniu całodobowego dostępu do środka transportu jest od lat obecny w przestrzeni prawnej w związku z obowiązkiem zapewnienia przez każdy szpital finansowany ze środków publicznych całodobowego transportu międzyszpitalnego dla chorych tego wymagających i to zdecydowanie nie działa. Transporty pilne realizowane są w ciągu kilku, kilkunastu godzin, z dowolnym wykazem konsekwencji zdrowotnych dla chorych za późno dowiezionych w odpowiednie miejsce leczenia.

Część szpitali powiatowych nie ma własnej karetki transportowej lub nie jest w stanie zapewnić do transportu pacjenta koniecznej kadry medycznej. Stąd zwyczajowo na świadczenie zadań transportu międzyszpitalnego szpitale podpisują umowy z firmami zewnętrznymi. Nie bez znaczenia jest również fakt, że jest to dla szpitala rozwiązanie dużo tańsze niż zabezpieczanie transportu medycznego we własnym zakresie. Tak się jakoś dzieje, że w określonym regionie z tą samą firmą transportową umowy podpisuje kilka szpitali. Zatem w trakcie dyżuru ta sama karetka, z tym samym personelem medycznym (kierowca i ratownik medyczny), zabezpiecza transport dla co najmniej kilku szpitali. Jeśli konieczność transportu się pojawi, zostanie on realizowany w kolejności zgłoszenia. A karetka musi jeszcze do naszego szpitala dojechać z miejsca stacjonowania lub z poprzedniej placówki.

Druga zachęta: bonus finansowy dla szpitali

Czytając rozporządzenie implementujące w polskim położnictwie pokoje narodzin, nasuwa się jednoznaczny wniosek, że Ministerstwo Zdrowia w zabezpieczeniu dostępu do środka transportu dopuszcza transportowy outsourcing. Wynika to bezpośrednio z zapisu dającego czas aż 15 minut na przejazd ambulansu z miejsca stacjonowania (firma świadcząca medyczne usługi transportowe) do świadczeniodawcy (szpital).

Potwierdzeniem jest również fakt, że autor rozporządzenia nie wpisał w dokument wymogu stacjonowania środka transportu (karetki) u świadczeniodawcy, czyli w szpitalu. Wreszcie ciekawą obserwacją ostatnich tygodni jest ta, że w przestrzeni publicznej już pojawiło się zainteresowanie firm świadczących medyczne usługi transportowe zakupem używanych karetek typu N (neonatologicznych). Karetka typu N nie może być przeznaczona do udzielania innych świadczeń zdrowotnych niż transport noworodka lub matki i noworodka, co wypełnia zapis rozporządzenia. Życie po prostu nie znosi próżni. To, czy w przypadku transportów kobiet w trakcie porodu, lub kobiety i noworodka bezpośrednio po porodzie, bezpieczeństwo i profesjonalizm transferów medycznych zostaną zachowane, zależy od sposobu realizacji zapisów rozporządzenia.

Drugie ze wspomnianych nowych rozporządzeń Ministerstwa Zdrowia ma jeszcze większy ciężar gatunkowy. Zasada bonusu NFZ dla szpitali za likwidację oddziału w ramach restrukturyzacji jest bombą z opóźnionym zapłonem, którą resort wrzuca w system ochrony zdrowia w regionie. W przypadku rezygnacji przez placówkę z danego profilu oddziału, na przykład z położnictwa, szpital przez dwa następne lata otrzyma połowę środków finansowych, jakie dostał na realizowanie świadczeń medycznych w zakresie położnictwa w roku poprzedzającym likwidację.

„Oddziały widmo”

Całe szczęście, że ta finansowa zachęta dotyczy tylko tych placówek, które w roku poprzednim nie przekroczyły wykonania 98 proc. ryczałtu, a więc miały kłopot z wykonaniem swojego kontraktu. Szpitale znajdujące się w lepszej sytuacji finansowej, które kontrakt nadwykonały, zostały z tej procedury wykluczone i „finansowej poduszki” nie będą mogły otrzymać. Daje to nadzieję, że liczba likwidowanych oddziałów i ich specjalistyka, przynajmniej w roku 2026, będzie w tym chaosie ograniczona.

Według resortu zdrowia nowe regulacje mają być zachętą do restrukturyzacji profili oddziałów i całych lecznic znajdujących się w gorszej sytuacji finansowej. Właśnie taki mechanizm zakłada uchwalona przez Sejm w ubiegłym roku ustawa o reformie szpitalnictwa. Jest naturalne, że jeśli tylko będzie to możliwe, szpitale będą się starały pozbyć wszystkich tak zwanych nierentownych zakresów świadczeń (położnictwo i ginekologia, choroby wewnętrzne, chirurgia ogólna i pediatria), a pozyskać i te finansowo korzystne i jednocześnie zachętę, w formie finansowego bonusu 50 proc.

Zamiast podwyższyć wycenę świadczeń finansowo niekorzystnych, czym poprawilibyśmy status finansowy szpitali powiatowych, Ministerstwo Zdrowia daje możliwość zamknięcia oddziałów przynoszących straty.

Nagrodą za decyzję o likwidacji oddziału ma być finansowanie przez NFZ zamkniętych „oddziałów widmo” przez kolejne dwa lata od ich zamknięcia. To dość niezwykła konstrukcja wydatkowania środków publicznych na cele zdrowotne. Wiemy, że nie wystarczy środków finansowych na leczenie wielu spośród naszych pacjentów i jednocześnie pozwalamy na wydanie dużych funduszy za nieleczenie.

Fala likwidacji

Ponieważ z bonusu ryczałtowego będą mogły skorzystać szpitale, które zdecydują się na zmiany w latach 2026–2029, w ciągu najbliższych trzech lat możemy się spodziewać fali bezładnej i niemerytorycznej likwidacji oddziałów z zaniżonymi wycenami świadczeń. Będzie to oznaczało tylko jedno – pogorszenie dostępu do świadczeń medycznych, najczęściej tych najbardziej podstawowych: choroby wewnętrzne, chirurgia ogólna, pediatria, położnictwo i ginekologia.

Podsumowując tę część analizy, można stwierdzić, że dowolny szpital, który w swojej strukturze posiada szpitalny oddział ratunkowy lub izbę przyjęć, będzie mógł podjąć decyzję o zamknięciu generującego straty finansowe oddziału położniczego lub położniczo-ginekologicznego i w jego miejsce utworzyć „pokój narodzin”. Na razie w żadnym ze szpitali, które porodówkę zamknęły, taka struktura nie powstała.

Konsekwencją zamknięcia dostępu do świadczeń w zakresie położnictwa będzie zamknięcie dostępu do neonatologii, a w krótkiej perspektywie pogorszenie dostępu do świadczeń pediatrycznych.

O ile zamknięcie oddziału położniczego z powodu zbyt niskiej liczby porodów jeszcze może być zrozumiałe, demografią nie można uzasadniać zamykania oddziałów ginekologiczno-położniczych.

Dla kobiet w zasadzie w każdym przedziale wiekowym takie wydarzenie będzie oznaczało zasadnicze pogorszenie dostępu do świadczeń w zakresach: ginekologia i onkologia.

Wyjątek: Wadowice

Wszystkie opisane zmiany mogą przebiegać bez organizacyjnego i planistycznego porządku, bo nie wymaga tego treść właściwych rozporządzeń. Co prawda na likwidację oddziału musi wyrazić zgodę konsultant wojewódzki w danej dziedzinie medycyny, NFZ oraz wojewoda, ale jak pokazała historia zamykanych lub zawieszających swoje działanie oddziałów położniczych i/lub ginekologiczno-położniczych, nikt nad tym procederem nie panuje.

Wyjątkiem od obowiązującej reguły był brak zgody wojewody małopolskiego na likwidację oddziału położniczo-ginekologicznego w wymienionych już Wadowicach.

Tyle że działanie wojewody zostało poprzedzone, wręcz wymuszone burzliwymi protestami mieszkańców Wadowic i pracowników szpitala.

Krytycznie do tego wszystkiego, co dzieje się obecnie w położnictwie, odniósł się wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników prof. Sebastian Kwiatkowski. W rozmowie z „Gazetą Lekarską” zwrócił uwagę na brak przemyślanej i długofalowej strategii dla położnictwa.

„Najpierw należałoby zaprezentować ogólnopolski plan sieci oddziałów położnictwa zgodny z mapą potrzeb zdrowotnych i na tej podstawie podejmować decyzje o zamykaniu porodówek, ich konsolidacji lub utrzymaniu, również uwzględniając kryteria jakościowe, jakie trzeba zapewnić. Potem wyjaśnić, jak będzie wyglądał transport i opieka w sytuacjach awaryjnych. Tymczasem można odnieść wrażenie, że działamy reaktywnie, bo zaczynamy od próby zaradzenia problemowi zamykanych porodówek, bez informacji czy jest na to wszystko jakiś szerszy plan”- mówił prof. Kwiatkowski.

Czy Ministerstwo Zdrowia ma plan na zapanowanie nad chaosem w opiece okołoporodowej? To wie zapewne tylko kierownictwo resortu.

Wyceny świadczeń do zmiany

Bezpośrednio odpowiedzialny za zmiany w położnictwie wiceminister Maciejewski, w rozmowie z Rzeczpospolitą powiedział, że „w Ministerstwie Zdrowia pracujemy nad zorganizowaniem bezpiecznej sieci oddziałów położniczych. W miejscach, gdzie nie ma takich oddziałów, powinny działać poradnie ginekologiczne, które będą sprawować opiekę nad kobietą ciężarną i prowadzić diagnostykę prenatalną po to, żeby wyłapać problemy i skierować pacjentki do opieki ambulatoryjnej w trakcie ciąży i pod opiekę do szpitala o odpowiednim stopniu referencyjności. Tam powinien być planowany poród. Natomiast w przypadku ciąży fizjologicznej o prawidłowym przebiegu kobieta powinna trafiać do szpitala wskazanego w danej okolicy bądź wybranego przez nią – bo teraz panie same wybierają sobie miejsce do porodu, gdzie spodziewają się najlepszej opieki. I chodzi o to, żeby takie szpitale były szpitalami bezpiecznymi. Dotychczas nic się w tej dziedzinie nie wydarzyło i doszliśmy do etapu, kiedy porodówki muszą być zamykane i muszą być wprowadzane działania interwencyjne”.

Plan resortu zdrowia ma być gotowy najwcześniej w połowie roku.

Czy można położnictwo zmieniać szybciej, lepiej, inaczej ? Z pewnością można, ale pod jednym warunkiem.

Wyceny świadczeń położniczych muszą się zasadniczo zwiększyć i musi się to wydarzyć niezwłocznie.

Wielkość straty finansowej z działalności szpitala w zakresie położnictwa w pierwszej kolejności zależy właśnie od wyceny świadczeń położniczych, a dopiero w drugiej od liczby porodów. Straty notują i porodówki z małą liczbą porodów, i te z liczbą porodów przekraczających 1000-1500 rocznie. Ta prawidłowość pokazuje, że przygotowywany przez wiceministra Maciejewskiego plan naprawy położnictwa polegający na pozostawieniu na rynku wyłącznie tych oddziałów porodowych, w których każdego dnia będą rodziły co najmniej dwie kobiety, trudnej kondycji polskiego położnictwa nie odmieni.

Mapa potrzeb zdrowotnych

Według resortu zdrowia w Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) trwają prace nad poprawieniem wyceny świadczeń położniczych. Tyle że szpitale nie mogą czekać na efekty tych prac jak na Godota. Wyższe wartości świadczeń potrzebne są tu i teraz. Ale nie wystarczy samo jednolite podwyższenie wycen (może podwojenie?). Proces odbudowy finansowania położnictwa musi dać nadzieję na odwrócenie wciąż w Polsce rosnącego trendu do porodów cięciem cesarskim. Już wycena samego porodu fizjologicznego, bez znieczulenia regionalnego, powinna być wyższa od wyceny porodu cięciem cesarskim.

Urealnienie kosztów znieczulenia regionalnego, w tym kosztów pracy zespołu anestezjologicznego oraz lekarza, pielęgniarek anestezjologicznych lub położnych, powinno być naszym kolejnym oczekiwaniem.

Jak to wszystko uczynić i skąd pozyskać konieczne środki finansowe? Właśnie tu pojawia się miejsce dla utworzenia zgodnego z mapami potrzeb zdrowotnych ogólnopolskiego planu sieci oddziałów położnictwa. Dopiero na podstawie map potrzeb zdrowotnych, które w podobny sposób będą uwzględniały aspekt demografii i dostępność komunikacyjną do oddziałów położniczych, powinny być podejmowane decyzje o utrzymaniu jednych jednostek i zamykaniu innych.

Poradnie w każdym powiecie

Do sieci położniczej powinny zostać włączone oddziały porodowe wiodące, ale również te z tzw. białych plam w opiece okołoporodowej: między innymi oddział porodowy w którymś z bieszczadzkich szpitali, czy w Świnoujściu. Ważnym elementem sieci powinny być specjalistyczne poradnie ginekologiczne, sprawujące opiekę nad kobietą ciężarną i prowadzące diagnostykę prenatalną. Poradnie ginekologiczne powinny stać się częścią powołanego w każdym powiecie Powiatowego Centrum Zdrowia.

Zapewnienie właściwej opieki okołoporodowej powinno stać się krytycznym elementem polityki bezpieczeństwa państwa i bezpieczeństwa jego obywateli. Decydując się na utworzenie ogólnopolskiej sieci oddziałów położniczych, w sposób perfekcyjny musi zostać zabezpieczony transport komunikacyjnie wykluczonych kobiet rodzących do jednostek sieci położniczej.

Rozwiązaniem systemowym, które obowiązywałoby każdy szpital tworzący sieć położniczą, powinno stać się przygotowanie kilku miejsc hotelowych dla kobiet z mniejszych i odległych miejscowości, ze szczególnymi wskazaniami medycznymi i pozamedycznymi, dostępnych przed spodziewaną datą porodu.

Możliwe zmiany w organizacji i finansowaniu opieki okołoporodowej spróbuję przedstawić na przykładzie województwa zachodniopomorskiego. Jeżeli w wojewódzkiej sieci oddziałów położniczych, zgodnej z mapą potrzeb zdrowotnych, pozostanie 10–11 oddziałów położniczo-ginekologicznych, a poziom finansowania położnictwa w roku 2026 odniesiemy do środków przeznaczonych na ten profil w roku 2023, kiedy świadczenia porodowe były realizowane przez 18 oddziałów porodowych, pojawi się możliwość i środki finansowe do zwiększenia wyceny świadczeń w zakresie położnictwa.

3 miliony na pokoje narodzin

Nie są to jedyne możliwości poprawy sytuacji finansowej oddziałów porodowych. W zarządzeniu NFZ wprowadzającym finansowanie „pokoju narodzin” dobowy ryczałt zapewniający jego całościowe działanie został wyceniony na 8 664 zł. W skali roku daje to już 3 mln 162 tys. zł.

Zastanawia, że z jednej strony kierownictwo resortu zdrowia przekonuje, że porody w pokojach narodzin będą miały charakter incydentalny, a jednocześnie dla każdego z nich rezerwuje ponad 3 mln złotych rocznie.

Te fundusze, skoro już dla położnictwa zostały zarezerwowane, mogłyby zostać lepiej wykorzystane właśnie na funkcjonowanie sieci opieki okołoporodowej. Przy przygotowaniu ogólnopolskiej sieci oddziałów położniczych za transport kobiety w trakcie porodu do szpitala z oddziałem położniczym powinien odpowiadać system Państwowego Ratownictwa Medycznego.

Po zgłoszeniu rozpoczęcia porodu na któryś z numerów alarmowych dyspozytor medyczny wysyła Zespół Ratownictwa Medycznego Podstawowy (ZRMP) i nadaje tej misji najwyższy (pierwszy) kod pilności. W ten sposób czas dotarcia kobiety rodzącej do ośrodka specjalistycznego zostanie maksymalnie skrócony.

Paradoksalnie kierowanie się zapisami rozporządzenia o pokojach narodzin wydłuża czas dotarcia do ośrodka specjalistycznego: kobieta w trakcie porodu najpierw musi dojechać do szpitala, w którym funkcjonuje „interwencyjny punkt położniczy”, następnie jest przez położną badana i na podstawie wyników badania kwalifikowana do transportu medycznego. Karetka, którą rodząca ma zostać przewieziona do ośrodka specjalistycznego, ma 15 minut na dojazd do szpitala, pod warunkiem że w tym samym czasie nie będzie realizowała innego zlecenia transportu medycznego. Do tego dochodzi czas transportu do oddziału porodowego.

Nadzieja w położnych

Żeby finansowanie ogólnopolskiej sieci oddziałów położniczych jako nowe zadanie państwa było skuteczne, musi ono zostać zdywersyfikowane. Część bazowa w formie stałego ryczałtu, za tzw. gotowość oddziału położniczo-ginekologicznego powinna pochodzić bezpośrednio z budżetu państwa. Podobnie jak z budżetu państwa powinny pochodzić środki na finansowanie systemu ratownictwa medycznego i szpitalnych oddziałów ratunkowych. Finansowanie dodatkowe powinno pozostawać w związku ze sprawowaniem indywidualnej opieki okołoporodowej i wykonanymi świadczeniami medycznymi z zakresu położnictwa i ginekologii.

Proponowane zmiany w organizacji i funkcjonowaniu ogólnopolskiej sieci oddziałów położniczych wymagają zdefiniowania na nowo uprawnień i zadań położnej środowiskowej, zwiększenia zawodowej samodzielności położnych i urealnienia wyceny świadczeń wykonywanych przez położne.

Położna w środowisku POZ powinna stać się zawodem medycznym odpowiedzialnym za szeroko rozumiane zdrowie kobiety. W ramach samodzielnego wykonywania świadczeń zapobiegawczych, prozdrowotnych, diagnostycznych, leczniczych i rehabilitacyjnych położne mogłyby zabezpieczyć wiele potrzeb zdrowotnych zgłaszanych przez dziewczynki i kobiety w każdym wieku. Być może udałoby się w ten sposób zbudować nowy model opieki położnej nad dobrostanem ginekologiczno-prokreacyjnym kobiet. Realizacja tych zadań będzie możliwa, jeśli zasadniczo rozszerzy się uprawnienia położnych realizujących się w podstawowej opiece zdrowotnej.

Te nowe zadania, które położne powinny mieć prawo wykonywać w ramach pracy w POZ to między innymi:

  • koordynacja opieki ginekologiczno-położniczej nad dziewczynkami i kobietami;
  • porada położnej towarzysząca kwalifikacji dziewczynek do szczepienia przeciwko HPV, której celem będzie stworzenie pomiędzy nimi nici porozumienia i zaufania, z konsekwencją w postaci częstych ponownych medycznych kontaktów;
  • porady profilaktyczno-prozdrowotne w POZ oraz w miejscu zamieszkania połączone z pobraniem cytologii i badaniem piersi;
  • poradnictwo pro- i antykoncepcyjne;
  • prowadzenie ciąży fizjologicznej;
  • wizyta patronażowa położnej u matki i noworodka;
  • wizyta położnej u kobiety po utracie ciąży i po porodzie martwego dziecka;
  • porada laktacyjna;
  • monitorowanie dobrostanu psychicznego kobiet w ciąży, po porodzie i po utracie ciąży;
  • wydłużenie okresu obowiązkowej opieki położnej nad kobietą po porodzie do roku od daty porodu, z zaplanowaniem comiesięcznych wizyt patronażowych po zakończeniu okresu połogu;
  • wizyta położnej środowiskowej u kobiet w okresie pooperacyjnym, po wypisaniu ze szpitala.

Gdzie rodzić? Najbezpieczniej: na parkingu przed szpitalem

Żeby wyznaczenie nowej roli położnych było możliwe, należałoby oczekiwać zmniejszenia o połowę limitu kobiet, noworodków i niemowląt, którymi powinna się opiekować jedna położna POZ (do liczby 3000-3500). Poszerzenie kompetencji zawodowych położnych, wprowadzenie zasady współdzielenia kompetencji pomiędzy samodzielnymi zawodami medycznymi (lekarze, położne, opiekunowie medyczni) i tworzenie zespołów terapeutycznych mogłoby przynieść rozwiązanie dla wielu obecnych niewydolności systemu ochrony zdrowia, prowadząc do zmniejszenia obciążenia lekarzy ze specjalizacją ginekologia i położnictwo.

Marzenia. Pomarzyć można do woli. A na razie życie pokazuje, że najlepszym miejscem, w którym kobieta może bezpiecznie urodzić swoje dziecko, okazuje się parking przed szpitalem, gdzie dwa lata wcześniej oddział porodowy został zamknięty. A najlepszym zespołem przyjmującym poród: lekarz anestezjolog i personel izby przyjęć szpitala.

Czy to wciąż jeszcze program „Świadoma, bezpieczna ja”, czy może już „Przestraszona, porzucona ja”?

;
Na zdjęciu Cezary Pakulski
Cezary Pakulski

Dr hab. n. med., lekarz anestezjolog, intensywista, medyk ratunkowy. Od roku 2019 aktywnie uczestniczyłem w tworzeniu programów zdrowotnych. W latach 2019-2020 współpracowałem programowo z Wiosną Roberta Biedronia, a w latach 2020-2025 z Instytutem Strategie 2050. Obecnie niezależny. Współautor ponad 20 analiz programowych, które tematycznie obejmują spektrum całego systemu ochrony zdrowia. Autor książki "System ochrony zdrowia w Polsce. Zdrowiu na Ratunek" (2025). Obecnie sędzia w Sądzie Lekarskim Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie. W latach 2019 i 2023 kandydat w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej IX i X kadencji.

Komentarze