0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Iga Kucharska / OKO.pressIl. Iga Kucharska / ...

Czego się baliśmy? Na co liczyliśmy?

Latem 1989 roku Francis Fukuyama pisał o końcu historii. Nadchodzi ostatnia faza „ideologicznej ewolucji ludzkości, a tym samym [ta faza może] ukonstytuować ostateczną formę rządu, która stanowić będzie rzeczywisty koniec historii”.

Jan Paweł II w przemówieniu w Parlamencie Europejskim w Strasburgu w 1988 roku wołał: „Stara Europa potrzebuje nowej ewangelizacji”.

Paradoksalnie „koniec historii” Fukuyamy stał się taką właśnie „dobrą nowiną”. Liberalna demokracja i wolny rynek miały być zwieńczeniem dziejów, globalną wioską, jak zapowiedział dekadę wcześniej kanadyjski teoretyk komunikacji Marshall McLuhan. Świat, gdzie technologie informacyjne zburzą bariery.

Pod koniec wieku XX futurologowie mówili już innym głosem. Domorośli wizjonerzy straszyli „błędem milenijnym” – komputery miały uznać 2000 za 1900, a to sparaliżowałoby banki czy elektrownie.

Hiszpański socjolog Manuel Castells w trylogii „Wiek informacji” (1996-1998) malował jednak szerszy obraz: nowa technologia niesie nie tylko obietnicę połączenia ludzi na całym świecie. Grozi rozkładem wspólnoty opartej na miejscu i tradycji. Powstanie nowa nierówność między „połączonymi a odłączonymi”. Castells przewidywał też erozję prywatności i cyfrowe getta.

Po 11 września 2001 roku – ataku na dwie wieże World Trade Center w Nowym Jorku i kryzysie finansowym 2008 roku przyszłość świata interpretowano w innym tonie. Thomas Friedman w „Świat jest płaski” (2005) zapowiedział przyszłość 3.0: „Globalizacja 3.0 [ściśnie, skompresuje] świat z małego do miniaturowego i wyrówna szanse dla jednostek i firm z całego globu”. I to outsourcing i łańcuchy dostaw miały demokratyzować szanse.

A równocześnie informatyk, także futurolog Ray Kurzweil w „Osobliwość jest blisko” (2005) zapowiadał fuzję człowieka z maszyną: „Do 2029 roku komputery osiągną inteligencję ludzką”.

Z kolei Kanadyjka Naomi Klein w „Doktrynie szoku” (2007) rozwijała inną wizję: „Brudną tajemnicą ery neoliberalnej jest to, że te idee [tj. neoliberalne] nigdy nie zostały pokonane w wielkiej bitwie idei ani odrzucone w wyborach. Zostały one wyeliminowane (wytłumione) w kluczowych momentach politycznych metodą «terapii szokowej»”.

Evgeny Morozov, Białorusin pracujący na Zachodzie, twórca pojęcia cyber-utopizmu, w „The Net Delusion” („Złudzenie sieciowe”, 2011) zapowiadał nadejście nowej ery: internet nie jest z natury wyzwolicielem – ostrzegał – i reżimy mogą go używać do inwigilacji skuteczniej niż obywatele do rewolucji.

Mimo to przez drugą dekadę XXI w. wierzyliśmy w smartfony i media społecznościowe, za pomocą których obalimy satrapów. Z dzisiejszej perspektywy – gafa, a dokładniej GAFA, od Google, Apple, Facebook i Amazona.

Niemiecki ekonomista Klaus Schwab w 2016 roku zapowiedział nadejście „czwartej rewolucji przemysłowej”, mającej „fundamentalnie zmienić sposób, w jaki żyjemy, pracujemy i wchodzimy w relacje”. Atrybutami byłyby ekonomia współdzielenia, kapitalizm interesariuszy i CRISPR, czyli „genetyczne nożyczki” służące ulepszeniu przyrody, w tym człowieka.

W tym czasie francuski ekonomista Thomas Piketty w „Kapitale w XXI wieku” (2013) wieścił już: „Kapitalizm automatycznie generuje arbitralne i nie do utrzymania nierówności, podważające merytokratyczne wartości demokracji”.

Wybrzmiał też głos Grety Thunberg w Davos (2019): „Nasz dom płonie. […] mamy mniej niż 12 lat, by cofnąć błędy”.

Izraelski historyk Yuval Noah Harari w 2016 roku ogłosił, że „dane to nowa ropa” i przestrzegał przed „dyktaturą danych”, a my już trzy lata później musieliśmy sobie przypomnieć przestrogę z drewnianych krzyży przydrożnych: „Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas, Panie”. Bowiem pandemia – zagrożenie, które wydawać by się mogło, należało do przeszłości – pogmatwała wszystkie nici. A wraz z nią rozpełzły się fejkniusy i populizm.

WHO nie zdążyła jeszcze ogłosić końca COVID-19, kiedy doświadczyliśmy nowej próby. Bo nikt na poważnie nie rozważał wybuchu wojny w środku Europy. Agresja Moskwy na Ukrainę obnażyła jednocześnie hipokryzję zachodnich elit i wymusiły nową narrację. Oto wojna z perspektywy drona – żołnierz, który za chwilę zginie, patrzy na spadający pocisk, a my widzimy oczy tego żołnierza.

Dziś, po COVID-19 i pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę, angielski historyk Adam Tooze pisze o grożącym światu polikryzysie, „kiedy całość jest gorsza niż suma części składowych”.

Ale nikt nie ma już wątpliwości, co jest prawdziwym synonimem tej diagnozy. Wojna. Globalny konflikt zbrojny, do którego szykuje się świat. Podawane są daty – 2030 albo 2035. Kupujemy więc broń, podpisujemy kontrakty, przywracamy powszechny nabór do wojska, wzmacniamy alianse. W mediach społecznościowych słychać zdrowy, chłopski rozsądek – „chcą nas wciągnąć do wojny”, „to nie nasza wojna” – co jeszcze bardziej przybliża widmo konfliktu.

Przeczytaj także:

Wizjoner z Arzamas-16

W sylwestrową noc z 31 grudnia 1953 na 1 stycznia 1954 roku Radio Moskwa, zamiast zwykłych życzeń noworocznych, puściło w eter tajemniczą czastuszkę – krótką, ludową przyśpiewkę, która w ZSRR często zastępowała oficjalne komunikaty. Brzmiała tak:

Kto odprawia taki taniec,

Obcasami puk-puk-puk?

Oto młody jest wybraniec

Akademii Nauk.

W zamkniętych miastach wiedzieli, o kogo chodzi. Trzydziestodwuletni Andriej Dmitrijewicz Sacharow właśnie wtedy – w tajnym głosowaniu – został najmłodszym akademikiem w historii ZSRR (drugim po Siergieju Wawiłowie). Mieszkał w zamkniętym mieście Arzamas-16 w willi ze służbą, jeździł czarną wołgą z kierowcą, dostawał premie i stać go było nie na jedną, a kilka dacz. Ponoć Chruszczow osobiście wręczał mu koperty z setkami tysięcy rubli: „To za waszą bombę, towarzyszu akademiku”.

Dwa lata później, 22 listopada 1955 roku, ten sam Sacharow stał na poligonie w Semipałatyńsku i osobiście nadzorował detonację RDS-37 – pierwszej radzieckiej dwustopniowej bomby wodorowej o mocy 1,6 megatony. Fala uderzeniowa była tak potworna, że zabiła małą dziewczynkę w oddalonej o dziesiątki kilometrów wiosce – przygniotła ją zawalona ściana domu.

Przełom nie przyszedł z dnia na dzień. Już w 1957-1958, po rozmowie z admirałem Piotrem Fominem o projekcie torped z 100-megatonowymi głowicami, które miały zatopić całe wschodnie wybrzeże USA („zginęłoby kilkadziesiąt milionów ludzi”), Sacharow zaczął tracić wiarę w sens swojej pracy. Rozmowa z kazachską dziewczynką, której rodzina chorowała od opadów radioaktywnych, dobiła go ostatecznie.

W lipcu 1961 roku, na Kremlu, podczas narady o wznowieniu prób jądrowych w atmosferze, Sacharow napisał na kartce i przekazał Chruszczowowi: dalsze detonacje są politycznie niecelowe i zabijają setki tysięcy ludzi przez radioaktywne opady. Chruszczow przeczytał i wydarł się: „Sacharow odchodzi od techniki do polityki! Byłbym ostatnim obszczymurem, a nie Przewodniczącym Rady Ministrów, gdybyśmy słuchali takich jak Sacharow!”.

Rok później Sacharow wysłał Chruszczowowi prywatny, siedmiostronicowy list: proponował moratorium na próby w atmosferze, pod wodą i w kosmosie, ale nie pod ziemią (trudniejsze do wykrycia, znacznie mniejsze skażenie). Chruszczow, który uwielbiał sprytne półśrodki, tym razem posłuchał. W sierpniu 1963 roku Moskwa, Waszyngton i Londyn podpisały Partial Test Ban Treaty. Sacharow zrozumiał wtedy, że może zmieniać historię nie przez megatony, lecz przez ich ograniczanie.

Potem poszło lawinowo: obrona jeziora Bajkał, interwencje w sprawie represjonowanych genetyków. W 1968 roku napisał „Rozmyślania o postępie, pokojowym współistnieniu i wolności intelektualnej” – tekst, który w samizdacie przeczytało kilka milionów ludzi w ciągu jednego roku. Władza wyrzuciła naukowca z Arzamas-16, zabrała wszystkie nagrody oprócz emerytury akademickiej, nazwała zdrajcą, ale – paradoksalnie – zostawiła na wolności. Breżniew wciąż uważał go za „swojego” fizyka, który „trochę zbzikował”.

W 1974 roku, już jako wyrzutek społeczny, Sacharow napisał esej „Mir czerez połwieka” („Świat za pół wieku”). W latach 80. dopisał do tego tekstu zdanie:

„2024 to data umowna – po prostu pozwoliłem sobie pomarzyć o świecie, który być może jest jeszcze dalej”.

Rdzeń „Świata za pół wieku”

W „Świecie za pół wieku” Sacharow przedstawia prognozę na lata 2024-2030 jako świadomie optymistyczną, ale uwarunkowaną radykalnymi zmianami, które muszą nastąpić już w latach 70. i 80. XX w. Podkreśla, że pisze nie jako prorok, lecz jako człowiek pozwalający sobie na marzenie o świecie, który może być jeszcze bardziej odległy.

Główne zagrożenia, które wymienia jako niemal pewne:

  • wzrost ludności globu powyżej 7 miliardów w 2024 roku,
  • wyczerpywanie się zasobów naturalnych (ropa, woda pitna, gleby),
  • katastrofalne zaburzenie równowagi ekologicznej,
  • ryzyko (jako potencjał, możliwość) całkowitego zniszczenia cywilizacji w wojnie termojądrowej,
  • głód w krajach Trzeciego Świata,
  • terroryzm, nacjonalizm, fanatyzm religijny i polityczny,
  • rozprzestrzenianie się broni masowego rażenia,
  • kontrola policyjno-totalitarna i biurokratyczna,
  • zanieczyszczenie środowiska truciznami i odpadami,
  • ogłupiająca „masowa kultura” i alkoholizm/narkomania,
  • kryzys duchowy – utrata osobistej odpowiedzialności na rzecz abstrakcyjnego, odpersonalizowanego autorytetu (państwowego, partyjnego, klasowego, religijnego).

Jedynym ratunkiem jest według Sacharowa wielostronny proces konwergencji systemów socjalistycznego i kapitalistycznego, prowadzący do:

„przezwyciężenia podziału świata na antagonistyczne grupy państw, procesu zbliżenia (konwergencji) systemów socjalistycznego i kapitalistycznego, któremu towarzyszyć będzie demilitaryzacja, wzmocnienie międzynarodowego zaufania, ochrona praw człowieka, prawa i wolności, głęboki postęp społeczny i demokratyzacja, wzmocnienie moralnego, duchowego, indywidualnego pierwiastka w człowieku”.

Gospodarka przyszłości ma być typu mieszanego, „łącząca maksimum elastyczności, wolności, osiągnięć społecznych z możliwością globalnej regulacji”.

Kluczowym, najbardziej oryginalnym elementem jest podział powierzchni lądowej Ziemi na dwa rodzaje terytoriów:

  • przestrzeń pracy (raboczaja territorija) (PP) – ok. 10-20 proc. powierzchni lądów (30-60 mln km²), gęstość zaludnienia 300-1000 osób/km² – hiperzurbanizowane strefy przemysłowo-naukowe, fabryki orbitalne [tj. stacje orbitalne do produkcji przemysłowej w kosmosie, wykorzystujące próżnię i brak grawitacji do procesów niemożliwych na Ziemi, np. czysta metalurgia czy farmaceutyka], rolnictwo wertykalne [tj. intensywne uprawy pionowe w kontrolowanych strukturach, oszczędzające glebę i wodę, prekursor współczesnych vertical farms],
  • przestrzeń chronioną (zapowiednaja territorija) (PCh) – 80-90 proc. powierzchni lądów (100-120 mln km²), gęstość zaludnienia do 25 osób/km² – rezerwaty biosfery, parki narodowe, strefy eksperymentów społecznych i duchowej odnowy.

Człowiek przyszłości ma spędzać w PCh nie mniej niż 20-30 proc. czasu (ok. 3-4 miesiące rocznie). A jednocześnie Sacharow podkreśla, że życie w PP może być nie mniej zdrowe i szczęśliwe niż klasy średniej w krajach rozwiniętych (punktem odniesienia był rok 1974), ale dostęp do PCh będzie stanowił wartość dodaną i gwarantował zachowanie człowieczeństwa.

Warunkiem koniecznym wszystkich zmian jest globalne planowanie rodziny, ograniczenie przyrostu naturalnego do zera netto do roku 2000-2010, co oznacza stabilizację populacji (czyli liczba urodzeń równoważy zgony; wymaga średnio 2,1 dziecka na kobietę), osiągnięte przez edukację i antykoncepcję, nie przymus. A także stworzenie światowego systemu informacji i światowego rządu opartego na organizacjach typu ONZ, ale posiadającego realną władzę, „pozbawionego jakichkolwiek celów poza ogólnoludzkimi”.

Sacharow kończy tekst stwierdzeniem, że wszystkie te zmiany są możliwe tylko przy zachowaniu pluralizmu i wolności intelektualnej – w przeciwnym razie postęp naukowo-techniczny stanie się narzędziem zniszczenia, a nie ocalenia.

Projekt Sacharowa z 1974 roku pozostaje do dziś najbardziej kompletnym, spójnym i stworzonym przez jednego autora planem „zrównoważonego rozwoju”, powstałym, zanim jeszcze ktokolwiek używał tego terminu.

Mówimy „sprawdzam”

Pudło

Sacharow nie przewidział najważniejszego – rozpadu ZSRR w 1991 roku, ani też wcześniejszych zmian systemowych w Polsce, czy upadku muru berlińskiego. Na przełomie lat 80. i 90. XX w. zmieniły się warunki geopolityczne, na których opierała się jego wizja konwergencji systemów.

Zakładał, że kluczowe zmiany – demilitaryzacja, wzmocnienie zaufania międzynarodowego i demokratyzacja – nastąpią w latach 80. i 90. XX w. Z perspektywy 2025 roku możemy uznać, że demilitaryzacja nie została osiągnięta.

Przeciwnie, zamiast redukcji arsenałów, świat zwiększa wydatki na zbrojenia. Dane Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem wskazują, że globalne wydatki wojskowe osiągnęły 2718 miliardów USD w 2024 roku, co daje wzrost o 9,4 proc. w porównaniu z 2023 rokiem.

Wojna Rosji przeciw Ukrainie od 2022 roku obnażyła brak konwergencji. Zamiast zbliżenia systemów, wzmocnił się podział na bloki, choć w 2025 roku dychotomia Rosja kontra NATO staje się mniej oczywista, z tendencjami do powrotu do idei koncertu mocarstw lub nowych, nieznanych jeszcze konfiguracji geopolitycznych.

Blisko celu

Częściowo sprawdziły się za to inne elementy. Kontrola policyjno-totalitarna rozwinęła się w krajach autorytarnych. W demokracjach ewoluowała w inwigilację cyfrową; programy jak PRISM – tajny program Agencji Bezpieczeństwa Narodowego USA do masowego zbierania danych internetowych od firm technologicznych jak Google czy Apple bez nakazów sądowych, ujawniony w 2013 roku przez Snowdena.

Częściowo rozwija się również podział powierzchni lądowej na przestrzeń pracy i przestrzeń chronioną. Dzieje się to jednak w sposób zdecentralizowany. W 2025 roku urbanizacja obejmuje ok. 60 proc. populacji (ONZ), z megamiastami jak Tokio (37 mln mieszkańców).

Wertykalne farmy, np. w Singapurze (10 ton warzyw dziennie, 95 proc. mniej wody), i Dubaju (130 tys. m² zarządzanych z wykorzystaniem AI) realizują jego wizję intensyfikacji rolnictwa. Orbitalna produkcja jest w fazie początkowej: SpaceX wykonało 11 lotów Starship, z misjami cargo od października 2025 roku, umożliwiając przyszłe planowanie przemysłu w próżni.

Działają za to systemy satelitów, dzięki którym samochody mogą same parkować, nawigacja GPS działa w czasie rzeczywistym, a komunikacja satelitarna umożliwia połączenia w odległych obszarach.

Sacharow przewidywał też rozwiązania, które uatrakcyjnią nasze codzienne życie i pisał m.in. o dynamicznych tapetach, inteligentnych żarówkach, które dostosowują kolor i intensywność oświetlenia do nastroju użytkownika oraz o automatycznych ekspresach do kawy, parzących napój na żądanie bez interwencji człowieka. Wszystko to dziś mamy.

Przestrzeń chroniona ma inną dynamikę. Ochrona obejmuje 18 proc. lądów i 9 proc. oceanów (Protected Planet Report 2025, UNEP-WCMC), z bardzo opóźnionym celem 30x30 (30 proc. do 2030 roku). Ponad 50 mln osób – cyfrowych nomadów – spędza 2-4 miesiące rocznie w strefach niskiego zaludnienia (Kostaryka, Gruzja, Tajlandia, w Polsce np. Bieszczady), a w Skandynawii 42 proc. pracowników minimum 8 tygodni mieszka poza miastami.

Prywatne rezerwaty rosną szybciej niż państwowe, napędzane turystyką regeneracyjną. W skali świata to jednak ułamek procenta, a Sacharow chciał, żeby dotyczyło to całej ludności Ziemi.

Warunek stabilizacji populacji do 2000-2010 roku (średnio 2,1 dziecka na kobietę) teoretycznie został spełniony, bo globalna dzietność spadła do 2,2 w 2024 roku (ONZ), ale w praktyce kurczenie się społeczeństw bogatych i dalszy szybki wzrost w najbiedniejszych, zaostrza istniejące nierówności i jest źródłem konfliktów oraz presji migracyjnej. Dziś jednak, w 2025 roku, dominuje już lęk przed kryzysem demograficznym – światowa populacja wkrótce osiągnie szczyt i zacznie spadać, a dzietność w wielu krajach spadła już poniżej 1,3-1,0 dziecka na kobietę.

Światowy rząd oparty na ONZ z realną władzą nie powstał i nikt już nie wątpi, że przynajmniej w najbliższych latach taki twór się nie ukonstytuuje. Podobnie Unia Europejska, mimo ambicji integracyjnych, staje się coraz słabsza wewnętrznie, z rosnącymi podziałami politycznymi i gospodarczymi, co cieszy zarówno Stany Zjednoczone – widzące w niej rywala handlowego i politycznego – jak i Rosję, traktującą ją z jednej strony jak złodziej zamożnego przechodnia, z drugiej – przeszkodę w ekspansji.

Za to Sacharowska wizja konwergencji częściowo realizuje się oddolnie, poprzez indywidualne wybory. Po pandemii i wojnie w Ukrainie, miliony ludzi – poprzez migracje w realnej przestrzeni, jak i cyfrowe – wdrażają elementy jego planu.

Czy można tu mówić o syntezie idei Wschodu i Zachodu? W jakimś stopniu tak, ale trudno to oszacować liczbowo.

Jawnym zaprzeczeniem konwergencji są zaś Chiny i Rosja, a coraz częściej także USA. W Chinach model państwowego kapitalizmu bez demokracji – z systemem kredytów społecznych kontrolującym 1,4 mld obywateli – łączy efektywność gospodarczą z totalitarną inwigilacją. Paradoksalnie, jako centrum nowych technologii, ze względu na swój język i różnice kulturowe, Chiny pozostają niekompatybilne z resztą świata; koncepcję tę rozwija m.in. hongkoński filozof Yuk Hui.

Rosja pod rządami Putina, po aneksji Krymu i inwazji na Ukrainę, na dobre weszła na ścieżkę autorytaryzmu z elementami oligarchicznego kapitalizmu. Zbliżenie Rosji z Zachodem na płaszczyźnie wartości jest bardzo trudne, za to można mówić o dążeniu do „brudnej konwergencji” w wykonaniu zwolenników koncepcji business as usual.

USA, pod administracją Trumpa dryfują w stronę izolacjonizmu i sojuszu z autokratami: nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego z grudnia 2025 roku priorytetyzuje relacje z Rosją oraz Chinami kosztem sojuszników.

Biały Dom wspiera europejskich populistów, nie powściąga militarystycznych zapędów Izraela w konflikcie na Bliskim Wschodzie i osłabia NATO poprzez negocjacje pokojowe z Rosją w związku z jej agresją przeciw Ukrainie, a także wprowadza protekcjonizm handlowy wobec UE. Te trzy kraje demonstrują hybrydę kapitalizmu i autorytaryzmu. A z takiej mąki Sacharowskiego „świata za pół wieku” na pewno nie będzie.

Trafna diagnoza

Wśród zagrożeń wymienionych przez Sacharowa część sprawdziła się w pełni. Wzrost populacji przekroczył 7 mld w 2011 roku i osiągnął 8,23 mld w 2025 roku (dane ONZ). Wyczerpywanie zasobów naturalnych nasiliło się: zużycie ropy wzrosło do 103 mln baryłek dziennie w 2024 roku (Międzynarodowa Agencja Energii, IEA).

Deficyt wody pitnej dotyka 2,1 mld ludzi (WHO). Zaburzenia ekologiczne, w tym przekroczenie progu +1,5°C średniej temperatury globalnej, prowadzą do ekstremalnych zjawisk pogodowych. I działania na rzecz poprawy tej sytuacji spadają ze światowych agend lub ulegają redefinicji.

Co ciekawe, Sacharow w „Świecie za pół wieku” nie wymienił wprost kryzysu klimatycznego w dzisiejszym rozumieniu, nie przewidywał antropogenicznego ocieplenia jako samodzielnego, dominującego zagrożenia. Można powiedzieć, że nie mógł go przewidzieć w pełni w 1974 roku, gdy dominowały jeszcze obawy przed nową epoką lodowcową w niektórych kręgach naukowych, a skala emisji CO₂ dopiero zaczynała niepokoić.

Dzisiejszy kryzys klimatyczny jest więc w pewnym sensie „dodatkowym” zagrożeniem, które nałożyło się na wymienione przez niego wyczerpywanie zasobów i zanieczyszczenie. Tym bardziej ironicznie brzmi dziś jego optymistyczna wiara w konwergencję i globalne planowanie w epoce postprawdy, w której nawet podstawowe fakty naukowe o klimacie są przedmiotem politycznej wojny informacyjnej. Trudno wyobrazić sobie globalny konsensus konieczny do realizacji jego programu

W swoim eseju z października 2025 roku Bill Gates przypomina już, że miernikiem skuteczności polityk klimatycznych nie powinien być tylko „globalny termometr”, lecz realne życie ludzi, zwłaszcza tych, którzy są dziś najbardziej narażeni na zmiany klimatu właśnie.

Aktualne pozostaje też ryzyko wojny termojądrowej. Rozprzestrzenianie broni masowego rażenia obserwujemy na przykładzie programów nuklearnych Iranu i Korei Północnej.

Zegar Zagłady, symboliczne narzędzie Bulletin of the Atomic Scientists, mierzące jak blisko jest ludzkość od globalnej katastrofy nuklearnej lub klimatycznej, w styczniu 2025 roku pokazywał 89 sekund do północy. To najbliżej w historii tej inicjatywy; dla porównania w 1953 roku były to 2 minuty, a w latach 2023-2024 – 90 sekund.

Głód w krajach rozwijających się dotyka 673 mln ludzi (ONZ, 2024). Terroryzm, nacjonalizm i fanatyzm religijny nasiliły się po 11 września 2001 roku, z atakami ISIS i konfliktami etnicznymi w Afryce.

Zanieczyszczenie środowiska truciznami i odpadami osiągnęło skalę globalną; produkcja plastiku wzrosła do ok. 450 mln ton rocznie w 2023 roku (OECD).

Nastawiona na zysk masowa kultura, alkoholizm i narkomania przyczyniają się do kryzysu zdrowia publicznego: uzależnienia behawioralne i substancjonalne dotykają 1 mld ludzi (WHO, 2024).

Kryzys duchowy, opisany przez Sacharowa jako „utrata osobistej odpowiedzialności na rzecz abstrakcyjnego autorytetu”, objawia się we wzroście depresji: wskaźnik samobójstw wśród młodych w krajach OECD wzrósł o co najmniej 10 proc. w latach 2015-2024 (OECD).

Sacharow w pełni przewidział za to rozwój światowego systemu informacji. I tak jak Lem opisał czytniki e-booków na długo przed ich powstaniem, tak Sacharow równie precyzyjnie odmalował internet, jako „jednolity światowy system telefoniczny i wideofoniczny […], stworzenie światowego informacyjnego systemu (VIS), który umożliwi każdemu w każdej chwili dostęp do treści dowolnej książki kiedykolwiek i gdziekolwiek wydanej, dowolnego artykułu, dowolnej informacji”. Ten system realizuje się właśnie w internecie i głównie za pośrednictwem smartfonów, których w 2025 roku używało 6 mld ludzi (Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny).

„Bądźcie realistami – żądajcie niemożliwego!”

Czy potrzebny jest nam dziś Sacharow? Odpowiedzi nie da się udzielić krótkim „tak” albo „nie”.

Sacharow zmarł 14 grudnia 1989 roku, nieco ponad miesiąc po upadku muru berlińskiego, i nie miał możliwości zrewidowania „Świata za pół wieku”. Nie wiemy, jak – pod wpływem gwałtownych zmian geopolitycznych – oceniłby wówczas swoją koncepcję konwergencji.

Dziś, bez żadnych modyfikacji, jawi się ona jako romantyczna iluzja. Ale Sacharowska konwergencja ma dwa oblicza. Sacharow był przekonany, że ZSRR musi dysponować bombą wodorową, by zrównoważyć stan posiadania USA. Ta koncepcja, znana jako MAD (Mutual Assured Destruction – wzajemne gwarantowane zniszczenie), działała jak skuteczny odstraszacz i hamulec wojennych zapędów. Nie ulega wątpliwości, że jako radziecki twórca tej broni oraz po części menadżer całego projektu wodorowego, miał więcej racji, kiedy przekonywał, że konflikt jądrowy nie wybuchnie, bo dwóch największych dysponentów tej broni, USA i ZSRR, obawia się wzajemnego gwarantowanego zniszczenia, czyli właśnie MAD.

I tu przechodzimy do Sacharowskiej konwergencji. Wynikała ona z jego doświadczeń i refleksji nad równowagą sił atomowych. By tak rzec – nuklearny klincz był jej fundamentem.

W „Świecie za pół wieku” konwergencja ewoluowała, by stać się czymś szerszym – antidotum na ślepą uliczkę czystego odstraszania. Ale u jej podstaw legło przekonanie, poparte obserwacjami z doświadczeń przy testach nad bombą wodorową. Prawdziwe bezpieczeństwo musi ostatecznie opierać się na zaufaniu i wspólnych celach, ale żeby do niego doszło – w przypadku dwóch wrogich światów, albo lepiej – korzystając z nomenklatury teorii systemów – niekompatybilnych konstruktów rzeczywistości, konieczna jest równowaga, jak w antycznych rzeźbach, gdzie żaden z zapaśników nie jest w stanie wygrać.

W tym kontekście cała nadbudowa futurologiczna konwergencji okazała się błędna, ale jej twarde podstawy wydają się wciąż aktualne. W XXI w. widzimy to na przykładzie Ukrainy: gdyby nie została pozbawiona postsowieckiego arsenału nuklearnego w 1994 roku, Rosja na pewno musiałaby to uwzględnić w swoich agresywnych planach i prawdopodobnie by nie doszło do aneksji Krymu i ataku na Donbas w 2014 roku. I tu warto pamiętać o tym aspekcie myśli Sacharowa.

Dwa wnioski

Rysują się też dwa ogólne wnioski. Po pierwsze, Sacharowska opowieść o odejściu od państw, budowie ogólnoludzkiej wspólnoty, ochronie większej części globu brzmi nie tylko kusząco, ale i stymuluje do marzeń o lepszym świecie.

I dziś, gdy debatę publiczną zdominowały krótkowzroczne lęki, takiej dalekosiężnej wizji właśnie potrzebujemy.

Drugi wniosek dotyczy sposobu planowania Sacharowa – miał rozmach, moglibyśmy powiedzieć. Współczesne plany nie mają takiej wizyjności i to też warto zapamiętać z Sacharowskiego „Świata za pół wieku”. Z tej perspektywy hasło paryskiego Maja '68 – Soyez réalistes, demandez l’impossible („Bądźcie realistami – żądajcie niemożliwego”) – nabiera całkiem pragmatycznego znaczenia.

Bo jeśli nie będziemy, jak Sacharow, marzyć o lepszym jutrze, to ono nie nadejdzie. I to zdaje się być główną odpowiedzią na pytanie o pożytki ze „Świata za pół wieku” w czasach polikryzysów.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

;
Na zdjęciu Marta Panas-Goworska
Marta Panas-Goworska

Połowa duetu pisarskiego, akronim MAGowie. Ich inspiracją jest Wschód, który jak Średniowiecze Fernanda Braudela wciąż pisze. Publikują m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, „Newsweeku”, współpracują z kwartalnikiem literacko-artystycznym „Akcent”. Autorzy książek m.in. „Naukowcy spod czerwonej gwiazdy", „Grażdanin N.N}. i „Inżynierowie Niepodległej", a także „Naznaczeni przez rewolucję bolszewików" (pod red. Piotra Nehringa). Prywatnie małżeństwo i rodzice czwórki dzieci, mieszkają w Warszawie.

Na zdjęciu Andrzej Goworski
Andrzej Goworski

Połowa duetu pisarskiego, akronim MAGowie. Ich inspiracją jest Wschód, który jak Średniowiecze Fernanda Braudela wciąż pisze. Publikują m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, „Newsweeku”, współpracują z kwartalnikiem literacko-artystycznym „Akcent”. Autorzy książek m.in. „Naukowcy spod czerwonej gwiazdy", „Grażdanin N.N}. i „Inżynierowie Niepodległej", a także „Naznaczeni przez rewolucję bolszewików" (pod red. Piotra Nehringa). Prywatnie małżeństwo i rodzice czwórki dzieci, mieszkają w Warszawie.

Komentarze