„Sopot jest wielokulturowy i otwarty, i chcemy, żeby tak zostało” – mówi OKO.press Aleksandra Gosk, przewodnicząca sopockiej rady miasta. „Postanowiliśmy nie być obojętni i tego samego oczekujemy od państwa”
"W obliczu zbliżającej się kampanii wyborczej Rada Miasta Sopotu apeluje do wszystkich sił politycznych o tonowanie nastrojów społecznych zamiast ich podżegania. Zauważamy z trwogą, że dla doraźnego poklasku i zysku sondażowego niektórzy politycy decydują się na niszczenie relacji polsko-ukraińskich, co jest działaniem krótkowzrocznym i skrajnie szkodliwym dla polskiej racji stanu. Przypominamy słowa Jerzego Giedroycia: „Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy” – napisali radni Sopotu w rezolucji przyjętej pod koniec lipca.
Rozmawiamy o niej z Aleksandrą Gosk, przewodniczącą Rady Miasta Sopotu.
Bartosz Kocejko-Szukalski, OKO.press: Czy było jakieś konkretne zdarzenie, po którym uznała pani, że trzeba przyjąć taką rezolucję?
Aleksandra Gosk, przewodnicząca Rady Miasta Sopotu: Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie 24 lutego 2022 roku w Sopocie mieszkańcy, samorządowcy podobnie jak w całej Polsce, bardzo zaangażowali się w pomoc Ukrainie. Właściwie od pierwszego dnia kryzysu zorganizowaliśmy się w Centrum Wsparcia Ukrainy, gdzie dystrybuowana była pomoc. Od tego wszystko się zaczęło – długa historia przyjaźni między nami a naszymi mieszkańcami z Ukrainy.
Na początku były dramatyczne momenty, bo przez Centrum Wsparcia Ukrainy przewinęło się tysiące uchodźców wojennych znajdujących się w bardzo trudnej sytuacji. Duża część z tych osób, a były to w większości kobiety z dziećmi, została z nami. Po czasie, jak sytuacja w miarę się ustabilizowała i oswoiliśmy się z nową sytuacją, przyzwyczailiśmy się do naszych nowych mieszkańców. Dzisiaj ukraińskie dzieci chodzą do sopockich szkół.
Przez te cztery ostatnie lata Ukraińcy stali się bardzo ważnymi członkami naszej społeczności. Jesteśmy z nimi w przyjaźni, spotykamy się na ulicy, w pracy, na uniwersytetach w sklepach. Jesteśmy małą społecznością, bo Sopot ma 32 tysiące mieszkańców i Ukraińcy są naprawdę ważnym jej elementem. Dlatego wszystkie głosy nagonki na nich, czy epizody obrażania osób ukraińskiego pochodzeniem na ulicach – także u nas w Sopocie, bo i takie epizody się zdarzały – są wstrząsające, bo dotyczą naszych mieszkańców i naszych przyjaciół, osób tak nam bliskich.
Jako samorządowczyni z długim stażem postanowiłam skorzystać z możliwości, że mój głos może być słyszalny i zaangażowałam kolegów radnych do przygotowania rezolucji. Przyjęliśmy ją większością głosów, jedynie lokalni radni PiS nie wzięli udziału w głosowaniu. To jest rezolucja do władz państwowych.
Czego zatem brakuje w zachowaniu władz państwowych? Co państwo powinno zrobić, żeby przeciwstawić się tej nagonce wymierzonej w Ukraińców?
Przede wszystkim brakuje stałości we wspieraniu naszych sąsiadów. Po ostatnich wyborach prezydenckich nastroje społeczne w całej Polsce – także w Sopocie – zaczęły się radykalizować.
Pierwsza nasza rezolucja w bieżącej kadencji dotyczyła brunatnego marszu, który przeszedł ulicami Sopotu i był zainspirowany zmieniającą się władzą – zorganizowano go tuż po wyborach prezydenckich.
Pisaliśmy wtedy: „Nie zgadzamy się na marsze i zgromadzenia propagujące nienawiść o zabarwieniu neonazistowskim i ksenofobicznym. Apelujemy do rządu o podjęcie działań w celu zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim obywatelom, także obcokrajowcom i zdecydowaną reakcję na wszelkie przejawy szerzenia nienawiści wobec imigrantów, uchodźców, mieszkańców naszych miast”.
Nie dostaliśmy odpowiedzi.
Takie marsze w 2025 roku odbyły się w wielu miastach w Polsce. Nasz głos sprzeciwu był bardzo ostry i ten moment, marsze nienawiści wskazałabym jako wyraźny początek bezkarnego inspirowania przez radykalne grupy nastrojów antyukraińskich.
Dodatkowo mamy do czynienia z dezinformacją w mediach społecznościowych, hejt na tle narodowościowym jest bezkarny, a algorytmy podsyłają nam coraz częściej treści, które mówią o konieczności rozliczeń, szczują jednych na drugich itp.
Ta dezinformacja, o której piszemy też w rezolucji, przenosi się na ulice.
O co więc apelujecie?
O bardzo konkretne rzeczy.
O rzetelną kampanię informacyjną opartą na raportach GUS-owskich, które wskazują jednoznacznie, że osoby z Ukrainy przebywające w Polsce swoim zaangażowaniem sprzyjają budowaniu wspólnotowości. Jednocześnie oczekujemy wyraźnego sprzeciwu i zatrzymania dezinformacji – nie stało się to po fali brunatnych marszów w 2025 roku, a wiemy, jak kończy się bierność systemowa i przyzwolenie na hejt – eskaluje przemoc.
Postanowiliśmy nie być obojętni i tego samego oczekujemy od państwa.
Mamy głęboką wiarę, że nasz głos będzie słyszalny i to chyba się zadziało. To jest pierwszy samorządowy głos, który odwraca narrację nienawiści i mówi oficjalnie i wprost, że nie godzimy się na inspirowaną narodowościowo przemoc.
Apelujemy o rzetelną, opartą na prawdzie kampanię informacyjną i o edukację o zaletach budowania otwartego i wielokulturowego społeczeństwa.
Sopot jest wielokulturowy i otwarty, i chcemy, żeby tak zostało.
To chyba pierwsza taka rezolucja samorządowa – polska klasa polityczna, z nielicznymi wyjątkami, jest w tej sprawie bierna.
Zgadzam się.
Wyraziliśmy swój sprzeciw mimo fali hejtu, która jest nieodłącznym elementem mówienia o wielokulturowej Polsce. Na szczęście jest też wiele głosów wdzięczności, wiele podziękowań i planów współpracy ze stowarzyszeniami i politykami, także ukraińskimi.
Wszyscy uczymy się walczyć z dezinformacją, bo ona przecież dotyczy nie tylko Ukrainy. I musimy mieć świadomość, że bywała cynicznie wykorzystywana. Zbliża się kampania do wyborów parlamentarnych – apelujemy o nieuprawianie “polityki kozła ofiarnego”, aby nie szukać wroga we własnym społeczeństwie, nie dzielić.
Liczymy na to, że inne samorządy również zabiorą głos i nie będziemy jedyni.
Wasz apel jest do władz państwowych, ale co władze samorządowe mogą robić w tych przestrzeniach, które od nich zależą, aby przeciwdziałać tym aktom przemocy na tle narodowościowym?
Myślę, że w samorządach pracujemy blisko ludzi. Wobec tego na co dzień dbamy o dobre relacje. W Sopocie są dwa prężne stowarzyszenia ukraińskie, które działają w obszarze kultury i na rzecz Ukraińców. To są stowarzyszenia, które prowadzą warsztaty edukacyjne, wernisaże, wystawy, animują życie kulturalne, wzbogacając je o elementy kultury ukraińskiej.
Mają w Sopocie na to przestrzeń.
Warto wspomnieć o lokalnych stowarzyszeniach, naszych mieszkańcach, Polakach z Sopotu, którzy organizują zbiórki i woluntarystycznie dostarczają pomoc na front. Jednoczymy się wokół jednej wspólnej sprawy, wokół wartości demokratycznych, wokół walki ze wspólnym wrogiem.
W Sopocie wdrożyliśmy też kilka rozwiązań systemowych. Mamy asystentki międzykulturowe. Aż 17 proc. dzieci w sopockich szkołach podstawowych, to dzieci pochodzenia ukraińskiego, więc jest to realna pomoc.
To codzienna praca nad relacjami. Drobne, praktyczne sprawy codzienne. Od 2022 roku stopniowo i nieustannie o nie dbamy. Nie przestaliśmy nigdy.
Dlatego tak rozczarowujące jest to, co dzieje się na ulicach i w przestrzeni publicznej.
Wicenaczelny OKO.press, wcześniej kierował działem społeczno-gospodarczym. Redaktor, czasem pisze: o pracy, podatkach i polityce społecznej. W redakcji od 2017 roku. Pochodzi z Prabut w woj. pomorskim, mieszka w Warszawie na Grochowie i bardzo mu się tam podoba.
Wicenaczelny OKO.press, wcześniej kierował działem społeczno-gospodarczym. Redaktor, czasem pisze: o pracy, podatkach i polityce społecznej. W redakcji od 2017 roku. Pochodzi z Prabut w woj. pomorskim, mieszka w Warszawie na Grochowie i bardzo mu się tam podoba.
Komentarze