0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Rys. Mateusz Mirys / OKO.pressRys. Mateusz Mirys /...

„Bardzo długo się myślało się o na przykład Kazachstanie, jako o miękkim podbrzuszu Rosji. To przeszłość. Rosja nie dość, że nie wygrała wojny w Ukrainie, to traci swoje zaplecze. Zamiast poddanych ma tam partnerów gotowych z ina rozmawiać, ale na swoich warunkach” – mówi OKO.press analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich Daria Zielińska.

Rozmawiamy o zachodzących w regionie zmianach, które są nieprzewidzianą przez Putina konsekwencją najazdu na Ukrainę. Państwa regionu Azji Centralnej integrują się, by wspólnie nie dać się ani Rosji, ani Chinom. Szukają nowych partnerów gospodarczych. Ostentacyjnie nie wspierają Rosji w jej agresji na Ukrainę. A nawet potrafią nazywać to agresją.

Jednocześnie Azja Centralna jest przykładem na skuteczną politykę balansowania, czyli nieokreślania się po żadnej stronie. To współczesna Wielka Gra, czyli odwrócenie tego, co od dwustu lat robiły w regionie Rosja, Wielka Brytania, a potem ZSRR i USA.

Byli poddani nie popierają wojny Putina

Agnieszka Jędrzejczyk, OKO.press: W rosyjskiej propagandzie, którą śledzę, Azja Centralna jest stale obecna. A narracja jest taka, że relacje Moskwy z Kazachstanem, Uzbekistanem, Tadżykistanem, Kirgistanem i Turkmenistanem są wspaniałe. To mi każe podejrzewać, że może jest odwrotnie. Bo w rosyjskiej propagandzie wszystko jest na opak.

Daria Zielińska, analityczka ds. Azji Centralnej w Zespole Turcji, Kaukazu i Azji Centralnej Ośrodka Studiów Wschodnich: Nie ryzykowałabym stwierdzenia, że jest całkiem na opak. Bo nie można powiedzieć, że relacje Moskwy z państwami Azji Centralnej są po prostu złe. One się jednak w czasie wojny z Ukrainą bardzo skomplikowały.

Przez bardzo długi czas, również po rozpadzie Związku Radzieckiego i jeszcze 10-15 lat temu, region ten łączyła z Rosją relacja silnej zależności. Ona ciągle istnieje, ale nie jest już jednostronna. Przecież to ropa z Kazachstanu uratowała Rosję tego lata po ukraińskich atakach na rafinerie. Rosja też przestaje być jedynym i głównym partnerem tych krajów. Choć nadal zobaczymy przywódców Azji Centralnej na spotykaniach z Putinem.

I to na pewno jest ważne, bo zbyt wielu chętnych do spotykania się z Putinem nie ma. Z tym że przedstawiciele państw Azji Centralnej mogą się teraz do Putina zwrócić publicznie w swoich językach narodowych, a nie po rosyjsku, jak kazał imperialny zwyczaj.

Prezydent Kazachstanu, Kasym-Żomart Tokajew, kiedy przyjmował Putina, nagle zamiast po rosyjsku, zaczął mówić po kazachsku. I rosyjscy urzędnicy panice zaczęli szukać słuchawek z tłumaczeniem. Takich symbolicznych gestów jest coraz więcej.

Kazachstan w tym roku zmienił konstytucję. Wcześniej mowa w niej była, że język rosyjski jest w kraju używany na równi z kazachskim. Obecny zapis brzmi, że rosyjski jest używany obok kazachskiego. Niby niewielka, ale ważna zmiana.

Najważniejszy jednak, zwłaszcza z perspektywy polskiego odbiorcy, jest stosunek państw Azji Centralnej do wojny w Ukrainie. Gdyby zależność od Rosji była tak silna, jak dawniej, to państwa te wsparłyby Putina. A tak nie jest.

Nie zajmują otwarcie proukraińskiej postawy, ale np. zapewniają Ukrainie pomoc humanitarną. Co więcej, prezydent Kazachstanu publicznie i to wielokrotnie odmawiał uznania aneksji ukraińskiej Doniecczyzny i Ługańszczyzny przez Rosję. Prosto w twarz Putinowi powiedział, że wojna w Ukrainie to rosyjska agresja. Wezwał do jej zakończenia.

To naprawdę jest coś, co byłoby jeszcze parę lat temu niewyobrażalne.

Przeczytaj także:

Kazachstan oddala się od Rosji

Tokajew ma powody do stanowczych oświadczeń. W pierwszych latach pełnoskalowej wojny w Ukrainie pojawiały się w Rosji opowieści, że Kazachstan będzie następny. Ma dużą rosyjską mniejszość, a północny Kazachstan to „w zasadzie Rosja”. Czy Rosjanie dali już sobie z tym spokój?

O, tak. Rosja już nie jest w stanie zaatakować Kazachstanu, a dobre relacje z nim stają się dla Kremla coraz ważniejsze. Co więcej, sytuacja demograficzna na północy Kazachstanu się zmienia. Tam rzeczywiście było wielu etnicznych Rosjan, ale Kazachowie mają więcej dzieci. Czas robi swoje.

Czas to coś, czego Putin nie wziął pod uwagę. Wojna w Ukrainie trwa tak długo, że musi zmieniać relacje Rosji z całym światem.

I kraje Azji Centralnej w niesamowity sposób wykorzystały tę szansę. Od kiedy uwaga Rosji skupiła się na Ukrainie, szybko i sprawnie zdywersyfikowały swoje relacje gospodarcze. Współpracują ze sobą na niewyobrażalną jeszcze kilka lat temu skalę. Dotyczy to gospodarki, w tym energetyki i gospodarki wodnej, co w tym ubogim w wodę regionie jest bardzo ważne. Mamy spotkania pięciu prezydentów państw regionu, zbliżamy się nawet do instytucjonalizacji tej współpracy.

Rosja nie jest jedynym wyborem

Odwrócenie uwagi rosyjskiej od Azji Centralnej sprawiło też, że te państwa się zwróciły do nowych partnerów. W zeszłym roku mieliśmy pierwszy szczyt prezydencki Azji Centralnej z Donaldem Trumpem.

A Chiny?

Wykorzystują swoją szansę w regionie i wchodzą w luki po Rosji. Interesuje je współpraca w zakresie korytarzy transportowych i nowych technologii.

A jeśli Uzbekistan wystrzeliwuje satelitę z dzięki pomocy Chińczyków, a nie Rosjan, to ma znaczenie?

Ogromne. I to przede wszystkim polityczne. To jest jasny komunikat do Rosji: „Nie jesteście dla nas jedyną opcją”.

Czyli mamy do czynienia z powstaniem „świata wielobiegunowego”, o który chodziło Putinowi, kiedy napadał na Ukrainę. Tylko on zakładał, że będzie ważny w tym świecie, a staje się jakby mniej ważny.

Właśnie coś takiego obserwujemy. Bo w całym regionie wzrosło też znaczenie współpracy z Unią Europejską, ze Stanami, z Turcją, z Azerbejdżanem. Ten ostatni włącza się w spotkania Centralnoazjatyckiej Piątki, C5. Są blisko kulturowo, w podobnej sytuacji, pomiędzy Wschodem a Zachodem.

Szczególnie w Kazachstanie i Uzbekistanie widać inspirację azerską polityką gry między Rosją a Zachodem. Ale oni też patrzą na cały Kaukaz. Zauważyli, co się stało z Gruzją, kiedy wzrosły ta z powrotem rosyjskie wpływy.

Kazachstan by tego nie zrobił

Pojawiły się sygnały, że Kazachstan oferuje Rosji mediację w wojnie z Ukrainą. Zwróciłam na to uwagę, bo dementował to sam rzecznik Putina Pieskow.

To bardziej skomplikowane. Bo dementi wyszło nie tylko z Kremla. Kazachstan oficjalnie oświadczył, że nie widzi się w roli oficjalnego mediatora. Co może oznaczać, że woli działać zakulisowo, ale przede wszystkim – podkreśla swoją neutralną pozycję w konflikcie. I to mimo tego, że działania ukraińskie w Rosji zagrażają też interesom kazachskim.

Ataki na rurociąg i na rosyjski port w Noworosyjsku są dla Kazachstanu dotkliwe?

Bardzo. Rurociągami Kaspijskiego Konsorcjum Rurociągowego wychodzi z Kazachstanu 80% ropy. A na niej trzyma się kazachska gospodarka.

Jednak kiedy teraz Ukraińcy trafili w Rosji w przepompownie na rurociągu Konsorcjum, Kazachstan ich publicznie nie obwiniał, choć robił to jesienią 2025, kiedy Ukraińcy zaatakowali rurociąg pierwszy raz.

Przyjmują zachodnią narrację, że powodem wszystkiego złego jest jednak atak Rosji, a nie to, że Ukraina się broni?

To za dużo. Oni po prostu nie przyjmują żadnej narracji. Komunikują, że mają problemy z rurociągiem, ale wszystko wkrótce naprawią. I tyle.

A jak jest z magazynami rosyjskiej firmy Wildberries. Pojawiły się informacje, że rosyjski gigant, po tym, jak Ukraińcy zniszczyli mu magazyny w Rosji, planuje przenieść towary do Kazachstanu. Po czym to zostało zdementowane.

To były raczej spekulacje. Wildberries próbowało pokazać, że znalazło rozwiązanie w kryzysie.

A Kazachstan mógłby tu Rosji pomóc?

Mógłby. Ale myślę, że by tego nie zrobił.

Magazyny co prawda w Kazachstanie powstają, ale jest to elementem długoterminowego planu, a nie reakcją na ataki.

Uzbekistan stawia na dekolonizację

Rozmawiamy głównie o Kazachstanie, bo ma granicę z Rosją. A pozostałe państwa Azji Centralnej?

Kazachstan ma rzeczywiście bardzo długą granicę z Rosją, ale ma też najwięcej kart w rozgrywce z Rosją. Jest najbogatszy, ma największe znaczenie na arenie międzynarodowej.

Uzbekistan ma z kolei dobrą sytuację, bo nie graniczy ani z Rosją, ani z Chinami. Poza tym jest dość bogaty i ludny. I nawet bardziej niż w Kazachstanie, widać tam narrację dekolonizacyjną. Że Rosja/Związek Radziecki była tu kolonizatorem, a my mamy więcej wspólnego z innymi państwami turkijskimi.

W Uzbekistanie już od paru lat nie można zobaczyć reklam po rosyjsku. W zasadzie wyrugowano rosyjski z przestrzeni publicznej. Uzbekistan uniezależnił się od Rosji w energetyce. Bardzo polega na współpracy regionalnej z takimi partnerami jak Afganistan. Więc relacja z Rosją stała się dla Uzbekistanu jedną z wielu, a nie jedyną.

W pułapce transferów z Rosji

Zdecydowanie większy problem mają Kirgistan i Tadżykistan. To państwa ubogie, gospodarki bardzo małe, w dużym stopniu zależne od przekazów pieniężnych od migrantów pracujących w Rosji.

40 proc. PKB Tadżykistanu zależy od transferów od rodzin w Rosji!

Kazachstan i Uzbekistan mają surowca, ropę, gaz ziemny, uran. W Kirgistanie i w Tadżykistanie są natomiast jakieś złoża surowców krytycznych (co sprawdzają Chiny i interesują się tym USA). Ale one nie utrzymają gospodarki.

W Kirgistanie moi rozmówcy mówili, że kraj jest w sytuacji bez wyjścia. Nowi partnerzy nie podejmą z nimi współpracy z powodu kontaktów Kirgistanu z Rosją i omijania antyrosyjskich sankcji. „Tylko że jak my przestaniemy współpracować z Rosją, to kto da gwarancję, że nam tę lukę wypełni? To błędne koło”.

Jak Putin ostatnio był w stolicy Kirgistanu, Biszkeku, schowano flagę ukraińską.

Zostaje jeszcze Turkmenistan

Jest bardzo specyficznym, zamkniętym państwem. Mówi się o nim jako o dziwniejszej Korei Północnej. Ma bardzo niewielu znaczących międzynarodowych partnerów gospodarczych, choć złoża surowców naturalnych, w tym gazu ma bogate. Gaz sprzedają głównie do Chin. To jest ich naturalny partner.

Jest jakaś współpraca z Rosją, natomiast nie możemy mówić o zależności, bo to jest państwo, które szczyci się swoją permanentną neutralnością.

Z jednym wyjątkiem. Turkmenistan uczestniczy w formacie C5 – czyli piątki państw Azji Środkowej.

Rosja po prośbie i groźbie

Czyli cały region podjął skomplikowaną grę, by nie dać się ani Rosji, ani Chinom.

Bo rzeczywiście widać tam lęk i nie jest to lęk nieuzasadniony, że uniezależnienie od Rosji zmieni ich w wasali Chin.

A Rosja co na to? Właśnie do Azji Centralnej wybrał się premier Miszustin. W środku nowej ofensywy na froncie w Ukrainie i kampanii ostrzeliwania miast ukraińskich, na co idzie cała rosyjska produkcja rakiet balistycznych.

Miszustin, jak sądzę, szukał w Azji Centralnej pomocy i sposobów wyjścia z kryzysowej sytuacji, w której się znalazła Rosja. Co też pokazuje skalę zmiany.

Myślę, że rozmawiał o energetyce. Rosja buduje pierwszą elektrownię atomową w Kazachstanie. Chce w jakiś sposób zdywersyfikować swoje źródło zarobków, bo ktoś musi za jej wojnę płacić. A na tym Rosjanie zdecydowanie zarobią, bo robią to rosyjskie państwowe spółki.

Wielka Gra państw Azji Centralnej

Rosja opowiada nieustająco, że przeciwko niej jest tylko Zachód, a większość ludności świata mieszka w państwach, które są z Rosją. A tu mamy pięć państw sąsiadujących z Rosją i kiedyś należących do jej byłego imperium, które wyraźnie nie dołączają do orszaku Putina.

Ale też – i o to tu chodzi – Azja Centralna jest przykładem skutecznej polityki balansowania, czyli nieokreślania się po żadnej stronie.

Oni też wiedzą, że chociażby ze względu na położenie geograficzne nie mogą się zaliczyć do szeroko pojętego Zachodu. Poza tym dyskusyjny jest stan demokracji w tych państwach.

Łagodnie mówiąc.

Choć są między nimi różnice. Te państwa przede wszystkim prowadzą swoją grę o podmiotowość. Czasami pojawia się nawet pojęcie „Wielkiej Gry”, choć oni tego bardzo nie lubią.

Bo Wielka Gra była w XIX i XX wielu grą o Azję prowadzona w tym regionie przez Rosję i przez Wielką Brytanię, potem Amerykanów i ZSRR. Spotykali się w Afganistanie.

I mieszkańcy Azji Centralnej byli przedmiotem tej gry. Dlatego im się to źle kojarzy.

Ale teraz są jej podmiotem. Oczywiście mają ograniczenia w postaci dwóch hegemonów w sąsiedztwie: Rosji i Chin. Ale wszystkie państwa regionu prowadzą własną rozgrywkę i żaden z podmiotów zewnętrznych nie może im wprost mówić, co mają robić.

A to załatwił im Putin, najeżdżając na Ukrainę.

Azja Centralna dostała szansę, jakiej nigdy nie miała, bo to są nowe państwowości.

Bardzo długo się myślało się o na przykład Kazachstanie, jako o miękkim podbrzuszu Rosji. To przeszłość. Rosja nie dość, że nie wygrała wojny w Ukrainie, to traci swoje zaplecze. Zamiast poddanych ma tam partnerów gotowych z nią rozmawiać, ale na swoich warunkach.

A Rosja po staremu szczuje na migrantów

Imperialnej Rosji myślącej kategoriami XIX wieku bardzo trudno to pojąć. Dlatego zresztą na Kremlu przeszacowali możliwości Trumpa wobec Europy i Ukrainy. Zdumiało Putina, że mniejsze i słabsze od USA kraje sojusznicze prowadzą jednak swoją własną politykę.

Do Rosji rzeczywiście wciąż nie dociera, że także byli imperialni poddani, ludzie wedle rosyjskiej narracji gorsi jako nie-Słowianie, mają inne niż Rosja zdanie i przy nim obstają. Zresztą społeczeństwa Azji Centralnej też zaczynają dostrzegać, czym jest Rosja. Docierają do nich relacje o tym, jak rosną nastroje antyimigranckie w Rosji…

Rosną, bo rosyjska władza je wzmacnia. Musi mieć wewnętrznego wroga, żeby prowadzić wojnę z Ukrainą. Moskiewski przekaz medialny pełen jest opowieści o polowaniu na migrantów, o odbieraniu im praw, przymusowej rusyfikacji, nieustającej groźbie deportacji.

A mieszkańcy Azji Centralnej na to patrzą i wyciągają wnioski. Wieści przez internet rozchodzą się szybko, zmiana przyspiesza.

W efekcie w regionie wyraźnie zachodzi proces dywersyfikacji relacji międzynarodowych. A poza tym trwa regionalna integracja, która jest właśnie alternatywą dla uzależniania się od hegemona. Tego nie było w planie trzydniowej wojny Putina.

Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze