Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Mateusz Mirys / OKO.pressIl. Mateusz Mirys / ...

„Trzymajcie się z dala od mleka owsianego. Za wszelką cenę”, przeczytamy w poście użytkownika @RFKJr_Official na portalu X, dawnym Twitterze.

View post on Twitter

Dlaczego Robert Fitzgerald Kennedy Junior, szef departamentu zdrowia w administracji Donalda Trumpa, miałby ostrzegać przed mlekiem owsianym – do tego w tak enigmatyczny sposób?

Nie minęło wiele czasu, a użytkownicy tego portalu dodali „informacje kontekstowe” – to opcja pozwalająca innym użytkownikom dodawać sprostowania w przypadku szczególnie popularnych postów. Niedawno na portalu włączono też możliwość śledzenia, skąd konto jest prowadzone.

To nie jest, mimo nazwy, oficjalne konto RFK Juniora. Co można wnosić na przykład po tym, że jest prowadzone z Tajwanu. Oficjalne konto szefa Departamentu Zdrowia to @RobertKennedyJr.

Czemu ktoś miałby udawać szefa amerykańskiej administracji zdrowia? Choćby po to, żeby publikować kontrowersyjne treści. Sprawiają, że więcej osób je komentuje i podaje dalej. To tak zwany „engagement farming” (co można przetłumaczyć jako „hodowanie aktywności”). Większa liczba obserwujących przekłada się na wyższe wpływy z reklam.

A dlaczego postanowiłem jednak zająć się tym tweetem? Bo równie dobrze mógłby je napisać szef Departamentu Zdrowia. Robert Francis Kennedy Junior twierdzi bowiem, że szczepionki powodują autyzm, telefony komórkowe raka, a chemikalia w wodzie transseksualizm (o czym pisałem w listopadzie 2024 roku). Kontrowersyjne są też jego poglądy na temat diety (o czym z kolei pisałem w kwietniu 2025 roku).

„Robert F. Kennedy Jr. twierdzi, że Amerykę truje cywilizacja. Donald Trump zrobił z niego ministra zdrowia. Z ich sojuszu narodził się ruch Make America Healthy Again [MAHA] – mieszanka antynaukowego populizmu, wiary, marketingu i gniewu” – w grudniu ubiegłego roku pisał w OKO.press Radosław Korzycki.

Przeczytaj także:

Piramida żywieniowa postawiona na głowie

Amerykańska prawica nie lubi zbóż i produktów zbożowych. Na świecie długo stanowiły podstawę piramidy żywieniowej, czyli zaleceń dotyczących ilości danych produktów spożywczych w diecie. Po debacie trwającej dekadę, bo od 1988 do 1998 roku Amerykański Departament Rolnictwa (USDA) do 2005 roku przedstawił taką piramidę żywieniową:

Piramida żywieniowa USDA, 2005 rok

Ta piramida miała swoje wady (a nawet całkiem sporo). Jak szybko zauważyli specjaliści od zdrowego żywienia, nie wszystkie tłuszcze są złe, nie wszystkie źródła białka jednakowo cenne, nie wszystkie produkty zbożowe zdrowe (są w tej grupie na przykład wypieki cukiernicze), a 6-11 porcji dziennie to zdecydowanie za dużo.

Mleka nie powinno w niej być (na nietolerancję laktozy cierpi ponad jedna trzecia Amerykanów, a wśród osób o pozaeuropejskich korzeniach większość; stąd popularność substytutów mleka). Mięso nie jest w diecie niezbędne (a jego przetwory wręcz szkodliwe). A u podstawy piramidy żywieniowej powinny być warzywa i owoce.

Piramida ta bywała też przedmiotem krytyki z innej strony. Jak można przypuszczać, najsilniej protestowali producenci mięsa i nabiału. Naciski tych lobby są znane, były opisywane w mediach, książkach i publikacjach naukowych. W 2013 roku opisała je na przykład amerykańska biolog molekularna Marion Nestle w „Food Politics: How the Food Industry Influences Nutrition and Health”, dwa lata temu pisał o nich „New York Times”.

Pod naciskiem lobby producentów mięsa i nabiału zachowano kształt piramidy, ale już nie jej wewnętrzną strukturę, która ilustrowała udział danego rodzaju produktów w diecie. W 2005 roku nadano jej taką formę:

MyPyramidFood

W 2011 piramidy zaś całkiem zaniechano i zamieniono ją na talerz nazwany MyPlate:

myplate-sc

Okazał się niewypałem. Jak wynikało z prowadzonych w 2022 roku badań, 3 na 4 Amerykanów nie miało pojęcia, co przedstawia (opisywał serwis „Reason”).

W 2026 roku administracja Trumpa postanowiła przywrócić piramidę. Tyle że postawiła ją na głowie:

piramida żywieniowa

W nowej piramidzie żywieniowej, promowanej w kampanii „Eat Real Food” (czyli „Jedzcie prawdziwe jedzenie”), produkty zbożowe mają stanowić mniejszość diety, zaś mięso i nabiał postawiono na równi z warzywami i owocami.

Nowe amerykańskie zalecenia żywieniowe (Dietary Guidelines for Americans 2025-2030) zostały ogłoszone 7 stycznia 2026 roku i mają zastąpić dotychczasowe (MyPlate) jako główną „obrazkową” ściągę z tego, jak powinien wyglądać codzienny jadłospis.

Zachęcam do lektury tekstu Marcina Powęski, który w styczniu w OKO.press szczegółowo analizował tę zmianę i pokazywał, że intencja – mniejsze spożycie produktów wysoko przetworzonych – może była w sumie słuszna, ale zmiana jest zbyt radykalna. To przysłowiowe wylanie dziecka z kąpielą. Nowe wytyczne zalecają za dużo tłuszczów nasyconych i białka zwierzęcego, za mało zaś białka roślinnego i błonnika pokarmowego.

(Nie należy się temu szczególnie dziwić. Na czele Departamentu Zdrowia stoi człowiek, który uważa, że tłuszcze roślinne są niezdrowe, zdrowszy jest smalec (co dementowałem w OKO.press w kwietniu 2025 roku). Robert Fitzgerald Kennedy Junior twierdzi też, że „Nie należy winić ludzi, którzy lubią burgery z frytkami”).

Ja zajmę się szczególną niechęcią administracji Trumpa do produktów zbożowych. W nowej piramidzie żywieniowej zostały zepchnięte na margines.

Pączki, płatki, pieczywo i pestycydy

Na początek warto wiedzieć, że dieta przeciętnego Amerykanina nigdy nie była szczególnie bogata w pieczywo, makarony czy inne produkty mączne. Według badań prowadzonych w latach 2009-2012, stanowiły zaledwie 15 procent amerykańskiej diety, a ich udział spadał. W Europie stanowią około 24 procent diety, a ich udział rośnie (według „Agora Agriculture”).

Na produkty zbożowe przypadało około 23 proc. kalorii spożywanych w USA, wyliczało w 2017 roku Pew Center. W polskiej diecie na produkty zbożowe przypada ponad 30 procent spożywanych kalorii, szacowali badacze.

Administracja Trumpa nie twierdzi wprost, że produkty zbożowe są złe. Po prostu postanowiła postawić je na dole piramidy żywienia.

Owszem, produkty mączne mogą mieć swoje ciemne strony. Do tej grupy należą przecież wypieki cukiernicze, które są wysokokaloryczne i zawierają często tłuszcze nasycone. I amerykańskie, i polskie pączki należą do produktów zbożowych a do zdrowej żywności im bardzo daleko.

Do tej samej kategorii należą też ulubione przez Amerykanów płatki śniadaniowe. Nie są szczególnie zdrowe. Do tego, jak pisał „New York Times” w ubiegłym roku, amerykańskie płatki zawierają coraz więcej cukru, tłuszczów i sodu, a coraz mniej białka i błonnika. Jada je prawie trzy czwarte mieszkańców USA, aż połowa z nich kilka razy w tygodniu. Na polskim porannym stole króluje natomiast pieczywo – jego spożycie na śniadanie deklaruje aż 89 proc. badanych.

Skoro zaś o chlebie mowa, to jakość amerykańskiego pieczywa pozostawia sporo do życzenia. Jak pisał „The Guardian” sześć lat temu, zawiera wiele chemicznych dodatków, które zostały zabronione w wielu krajach świata (w tym w krajach Unii Europejskiej). Na przykład bromek potasu i azodikarbonamid (ACA) stosowane jako środki spulchniające, a podejrzewane o działanie rakotwórcze.

Amerykańskie pieczywo zawiera też pozostałości pestycydów, czyli środków ochrony roślin. I to stało się wodą na młyn republikańskich polityków i ich wyborców. Ślady pestycydów w chlebie stały się dowodem na to, że przemysł spożywczy truje Amerykanów.

RFK Junior już podczas kampanii wyborczej w 2024 roku wielokrotnie twierdził (co punktowało np. „Environmental Working Group”), że będzie walczył z glifosatem (to środek, który niszczy chwasty, wnikając do ich korzeni, jest m.in. składnikiem Roundupu). O pestycydach wspomina kilkanaście razy wstępny raport kampanii „Make America Healthy Again” z maja 2025 roku.

Od tego czasu jednak administracja Trumpa zrobiła niewiele, żeby stosowanie pestycydów jakkolwiek ograniczyć.

Czy w pieczywie są środki ochrony roślin

Jak donosiło wiele mediów w pierwszych dniach lutego tego roku, na Florydzie w pieczywie odkryto glifosat. Żona republikańskiego gubernatora Florydy, Casey DeSantis, powiedziała, cytuję za „Food Safety Magazine”: „Wyniki badań pieczywa przeprowadzone przez Departament Zdrowia Florydy wskazały niepokojące poziomy glifosatu”.

Otóż zupełnie nie. W tych poziomach nie ma nic niepokojącego. W pieczywie wykryto go od 10 do 190 cząsteczek na miliard innych (parts per billion, ppb), podaje „Food Safety Magazine” i linkuje do tego dokumentu.

Teraz czeka nas odrobina liczenia.

Jeden miligram na kilogram (1 mg/kg) to jedna część na milion (ppm). (Z definicji, bowiem jeden miligram to jedna tysięczna grama, a w kilogramie jest tysiąc gramów, czyli jest w nim milion miligramów).

Jedna część na miliard (ppb) to tysiąc razy mniej. Zatem 1 ppb to jedna tysięczna miligrama na kilogram (0,001 mg/kg).

Pieczywo na Florydzie zawierało między 10 a 190 ppb, czyli między 0,01 mg a 0,19 mg glifosatu w kilogramie.

Jak pisał już Paracelsus, to dawka czyni truciznę. Szkodliwe bywa niemal wszystko (zatruć się można wodą i tlenem).

Dla wielu związków chemicznych podejrzewanych o możliwe szkodliwe działanie na organizm ustalane jest tak zwane dopuszczalne dzienne spożycie. To ilość, która zdaniem specjalistów (którzy oceniają to na podstawie wielu lat badań) jest dla człowieka nieszkodliwa.

Dopuszczalne dzienne spożycie glifosatu określa się najczęściej w miligramach na kilogram masy ciała dziennie (po to przeliczaliśmy ppb na miligramy). Według Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Żywności (European Food Safety Authority, EFSA) wynosi 0,5 mg/kg masy ciała dziennie. Amerykańskie normy są wyższe, agencja ochrony środowiska (Environment Protection Agency) określiła jego limit na poziomie 1,75 mg/kg masy ciała dziennie.

Zatem dla ważącej 50 kg osoby amerykański limit dziennego spożycia glifosatu wynosi 87,5 mg. Żeby przekroczyć dopuszczalną dzienną dawkę, ta osoba musiałaby zjeść 460 kilogramów chleba, w którym odkryto na Florydzie najwięcej glifosatu – i 8750 kilogramów tego, w którym znaleziono go najmniej.

Trzeba dodać, że Environemental Working Group, amerykańska organizacja pozarządowa zajmująca się między innymi bezpieczeństwem żywności, sugeruje, że zawartość glifosatu w żywności nie powinna przekraczać 160 ppb (czyli 0,16 mg/kg). Te bardzo ostre normy przekroczyły trzy z ośmiu marek pieczywa badanego w programie Healthy Florida First, ale i one przekroczyły je niezbyt znacząco.

Natomiast coś ważnego do dodania w kwestii tych badań mają naukowcy, zwłaszcza toksykolodzy.

Otóż stanowy Departament Zdrowia nigdzie nie podał jakimi metodami pobierano próbki, jakimi metodami analitycznymi je badano ani jakie były parametry tych metod, na przykład progi ich czułości.

Zdaniem toksykologa i specjalisty zdrowia publicznego dr Alexa LeBeau, którego cytuje „Food Safety Magazine”, wyniki badań na Florydzie „nie mają znaczenia, które można by w ogóle interpretować” i „tworzą niepotrzebną atmosferę zagrożenia”.

(Atmosfero zagrożenia, cóż bez ciebie uczyniliby konserwatywni politycy…)

Pestycydy w Europie? Też w ilościach śladowych

Najistotniejsze jest natomiast to, że obecność śladów środków ochrony roślin w produktach zbożowych nie jest żadnym nowym odkryciem. Nie jest też problemem jedynie w Stanach Zjednoczonych. To fakt znany od wielu lat.

Na przykład w 2014 roku ślady pestycydów wykryto w prawie dwóch trzecich próbek pieczywa w Wielkiej Brytanii, donosił „The Guardian”.

Unijne przepisy określają maksymalny limit pozostałości (maximum residue limit, MRL) pestycydów w żywności pochodzenia roślinnego. Ten limit jest regularnie aktualizowany na podstawie badań naukowych.

Jak podawała EFSA w raporcie opublikowanym w 2024 roku, ślady pestycydów są wykrywane w niewielkiej części testowanych próbek produktów rolnych. To, ile pestycydów znaleziono w danej kategorii produktów, można zobaczyć na specjalnej stronie z wizualizacją danych z tego raportu. W skali całej Unii 96-98 proc. badanych próbek pozostaje na poziomie poniżej zalecanych limitów. EFSA ocenia, że w przypadku większości produktów prawdopodobieństwo przekroczenia zalecanych wartości zdrowotnych (health-based guidance values, HBGVs) jest bardzo niskie.

(Nie chodzi tu o sam glifosat. Kraje członkowskie muszą raportować dane dotyczące zawartości aż 193 pestycydów w różnych kategoriach produktów rolnych i spożywczych).

EFSA natomiast publikuje zagregowane dane dotyczące jedynie wybranych kategorii produktów rolnych. Jest wśród nich świński tłuszcz, kapusta, pomidory, truskawki czy wino. Ze zbóż natomiast owies i jęczmień – ale nie pszenica ani mąka pszenna.

W 2023 roku organizacja Foodwatch w swoim raporcie (do pobrania na tej stronie) wskazywała, że nie ma żadnych przekrojowych analiz dotyczących zawartości pestycydów w produktach zbożowych. Opierając się na danych EFSA przeanalizowała dane próbek oznaczonych jako pochodzące ze zbóż (pszenicy i żyta). W 37 proc. z nich wykryto ślady przynajmniej jednego pestycydu (w sumie wykryto ślady aż 65 różnych). Najwięcej pozostałości pestycydów zawierało pszenne pieczywo, bo aż 90 proc. chlebów i bułek.

Nie należy przy tym popadać w alarmistyczne tony. Spośród 2234 próbek limity (MRL) zawartości pestycydów przekroczyło zaledwie 14 (czytamy na stronach 29 i następnych raportu Foodwatch), czyli zaledwie 0,62 procent. Aż 99,37 procent produktów zbożowych mieściło się w normach lub pozostałości pestycydów w ogóle w nich nie wykryto.

W Europie możemy jeść pieczywo (oraz ciastka, płatki i owsiankę) bez szczególnych obaw.

Czy węglowodany szkodzą? Patrz – dieta śródziemnomorska

W USA także nie powinno się szczególnie piętnować pieczywa, bo zawartość pestycydów, w szczególności glifosatu, w produktach zbożowych od lat spada i jest to spadek znaczący. Ostatnio w większości owsianych produktów dla dzieci spadła poniżej progu wykrywalności, donosiła Environmental Working Group (co jest zasługą jej kampanii o niestosowanie glifosatu na uprawach owsa przed jego zbiorami).

Dlaczego więc administracja Trumpa podnosi alarm, mówi o „trującej żywności” pełnej chemikaliów. Czemu sugeruje, że Amerykanów trują działania nieuczciwych producentów żywności?

Być może ma to jakiś związek z tym, że administracja Trumpa w listopadzie ubiegłego roku zezwoliła na stosowanie izocykloseramu, pestycydu, który rozkłada się na niezwykle trwałe związki perfluoroalkilowe (PFAS), zaliczane do „wiecznych chemikaliów”. Co szczególnie ciekawe, będzie go można stosować także na uprawach pszenicy.

Organizacje zajmujące się ochroną środowiska pozwały tę decyzję Agencji Ochrony Środowiska, EPA, do sądu. Pozew można zobaczyć tutaj, o sprawie pisały w grudniu „Environmental Working Group”, a w końcu stycznia tego roku „The Guardian”. Nie jest to jedyny nowy pestycyd, jaki administracja planuje dopuścić, w kolejce czekają bowiem cztery kolejne.

„The Guardian” twierdzi, że w administracji Trumpa ściera się obóz MAGA, wspierany przez lobby przemysłowe front zwolenników deregulacji ochrony środowiska, z frontem MAHA (Make America Heathy Again), którego przedstawicielem jest szef departamentu zdrowia, RFK Junior.

Można przypuszczać, że podnoszenie alarmu o chemii w żywności i pestycydach w chlebie z jednej strony, oraz dopuszczanie kolejnych pestycydów, to przejaw owej walki buldogów pod dywanem. Może być to jednak (znana z polskiej polityki) próba wywołania alarmu do przykrycia własnych, kontrowersyjnych działań.

Pestycydów w amerykańskiej żywności jest coraz mniej

My wróćmy do tego, czy należy ograniczać produkty zbożowe, jak zalecają to nowe amerykańskie wytyczne. Jak to często bywa, diabeł tkwi w szczegółach.

Jeśli chodzi o ograniczenie spożycia ciast, ciastek, pszennego pieczywa i płatków śniadaniowych, jest to rozsądna sugestia. Pod warunkiem, że temu ograniczeniu towarzyszy wzrost spożycia innych produktów zbożowych, najlepiej pełnoziarnistych. Ziarna zbóż, zwłaszcza pełne, są nie tylko cennym źródłem węglowodanów (za które najczęściej się je uważa), lecz także witamin i błonnika. Oraz (o czym często się zapomina) są też istotnym źródłem białka w diecie.

Jedną z najzdrowszych diet jest śródziemnomorska. Badania naukowe wskazują na to, że zmniejsza ryzyko zgonu z dowolnej przyczyny, obniża ryzyko chorób serca i przedwczesnej śmierci, pomaga w utrzymaniu prawidłowej masy ciała. Charakteryzuje ją duży udział świeżych warzyw i owoców – oraz właśnie wysoki udział produktów zbożowych, nie tylko pieczywa, lecz także makaronów i ryżu – przy ograniczonym udziale nabiału, mięsa i ryb.

Podobna do niej jest dieta DASH (Dietary Approaches to Stop Hypertension) opracowana z myślą o chorych na nadciśnienie. Od śródziemnomorskiej różni się znacznym ograniczeniem produktów bogatych w nasycone kwasy tłuszczowe: mięsa, pełnotłustego mleka i nabiału. Jest wiele badań, które wskazują na to, że obie te diety, zawierające wiele produktów zbożowych, są najzdrowsze.

A węglowodany być może i przedłużają życie. W 2022 roku naukowcy z Uniwersytetu Południowej Kalifornii przejrzeli setki badań dotyczących wpływu diety na zdrowie i długowieczność. Wyniki badań opublikowali w czasopiśmie „Cell”.

Pierwszym istotnym czynnikiem wpływającym na zdrowie i długowieczność okazało się ograniczenie lub eliminacja spożycia czerwonego mięsa (wołowiny, wieprzowiny i jagnięciny). Drugim natomiast, co zaskakujące, okazało się umiarkowane spożycie białka w ogóle. Korzystniejsze dla zdrowia jest sporo węglowodanów w diecie – znów, rzecz jasna nie cukru i ciastek, a węglowodanów z pełnoziarnistych produktów zbożowych oraz warzyw i owoców.

Doprawdy w owsiance, makaronie i risotto trudno dopatrzeć się zbyt wiele niezdrowego. Także zwykły chleb nie jest szczególnie niezdrowy, a i zawartość pestycydów w pieczywie mieści się w przeważającej większości w normach (nawet na Florydzie).

Nie wierzmy propagandzie MAGA. Ani nawet MAHA, Make America Healthy Again, choć w nazwie ma słowo „healthy”. Jestem przekonany, że po upływie kadencji Donalda Trumpa i jego urzędników będziemy wspominać ich „nową piramidę żywieniową”, odwrót od zbóż i „panikę chlebową” – jako polityczne aberracje.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

;
Na zdjęciu Michał Rolecki
Michał Rolecki

Rocznik 1976. Od dziecka przeglądał encyklopedie i słowniki. Ukończył anglistykę, tłumaczył teksty naukowe i medyczne. O nauce pisał m. in. w "Gazecie Wyborczej", Polityce.pl i portalu sztucznainteligencja.org.pl. Lubi wiedzieć, jak jest naprawdę. Uważa, że pisanie o nauce jest rodzajem szczepionki, która chroni nas przed dezinformacją. W OKO.press najczęściej wyjaśnia, czy coś jest prawdą, czy fałszem. Czasem są to powszechne przekonania na jakiś temat, a czasem wypowiedzi polityków.

Komentarze