0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Alexander KAZAKOV / POOL / AFPFot. Alexander KAZAK...

22 stycznia 2026 prezydent Zełenski rozmawiał z Trumpem i spotkanie (także wedle Trumpa) miało być dobre. Wieczorem i już po północy Putin rozmawiał z wysłannikami Trumpa na Kremlu. Wszyscy zgodzili się, że pokój jest potrzebny, ale to go nie przybliża. Można jednak odtworzyć, o co idzie ta gra. Nie o zatrzymanie wojny, bo Rosja na to nie pójdzie. Ale o wyjaśnienie Amerykanom, że rozmowy z Rosją nie mają sensu. A do zmiany jej stanowiska trzeba znaleźć narzędzie inne niż biznesowe negocjacje.

Punkt wyjścia do rozmów w Abu Zabi mamy taki:

  • „Konflikt musi się zakończyć” – odpowiedział Trump dziennikarzom w Davos pytany o przesłanie do Putina.
  • „Rosja musi być gotowa na kompromisy. Wszyscy muszą być gotowi, nie tylko Ukraina. Zobaczymy, jakie będą wyniki” – powiedział prezydent Zełenski.
  • „Kwestie terytorialne muszą być rozwiązane wedle formatu z Anchorage” – ogłosił z kolei nad ranem 23 stycznia doradca Putina Uszakow. A to znaczy, że do pokoju nie dojdzie, dopóki Ukraińcy nie wycofają się z niezdobytych przez Rosję przez cztery lata, ale anektowanych terenów Ukrainy. A potem się zobaczy.

Rosja zatem nie ustępuje, mimo że Amerykanie wyłożyli jej swój plan ze szczegółami (o planie, a raczej o tym, co o nim wiadomo, będzie niżej).

Przeczytaj także:

Trump z Zełenskim, Witkoff z Putinem

Spotkanie Zełenskiego i Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos trwało 22 stycznia około 50 minut. Doradca prezydenta Ukrainy Dmytro Lytwyn nazwał spotkanie „dobrym”. Na koniec przywódcy „trochę porozmawiali w cztery oczy”. W planie nie było wspólnej konferencji prasowej.

Odnotować należy jednak, że tym razem Trump rozmawiał Zełenskim bez uprzedniej rozmowy z Putinem – jak było w październiku i grudniu. Teraz Putin miał być drugim rozmówcą, i to nie bezpośrednim. Trump wysłał do niego Witkoffa i Kushnera na rozmowy. Trwały na Kremlu ponad trzy godziny i skończyły się po pierwszej w nocy naszego czasu 23 stycznia.

Jedyne, na co zgodzili się Rosjanie, to na rozmowy w Abu Zabi, w których wezmą obok Amerykanów także Ukraińcy. Jest to pewne ustępstwo, bo Moskwa władz Ukrainy nie uznaje, a jeszcze 20 stycznia ogłosiła, że umowy pokojowej nie da się podpisać bez zmiany władz w Ukrainie. Wiadomo jednak, że równolegle Rosjanie będą prowadzić dwustronne rozmowy „w grupie gospodarczej” z Amerykanami (w składzie: Kiryłł Dmitrew z Rosji i Steve Witkoff z USA)

A poza tym „jak podkreślił Władimir Putin, jesteśmy szczerze zainteresowani rozwiązaniem kryzysu ukraińskiego środkami politycznymi i dyplomatycznymi. Ale dopóki to się nie stanie, Rosja będzie konsekwentnie dążyć do realizacji celów wyznaczonych dla specjalnej operacji wojskowej na polu bitwy, gdzie rosyjskie siły zbrojne mają strategiczną inicjatywę” – powiedział Uszakow.

Kto do Abu Zabi

Do Abu Zabi Ukraina wysyła delegację na wysokim szczeblu i są tam osoby zdolne podejmować decyzje. Według Zełenskiego znajdują się w niej:

  • sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Rustem Umerow,
  • szef Administracji Prezydenta Kyryło Budanow,
  • pierwszy zastępca szefa Administracji Prezydenta Serhij Kysłycia,
  • przewodniczący frakcji „Sługa Narodu” Dawid Arachamia
  • oraz szef Sztabu Generalnego Andrij Hnatow.

“Zobaczymy, jaki będzie rezultat” – mówił w Davos prezydent Ukrainy. Podkreślił, że Ukraina dużo pracuje, choć może tego publicznie nie widać.

Putin wysyła delegację na niższym szczeblu kierowaną przez admirała Igora Kostiukowa, szefa Głównego Zarządu Sztabu Generalnego. Delegacja dostała już szczegółowe instrukcje od Putina.

Grenlandia przestaje być tematem, wraca Ukraina

Czego się spodziewać po Abu Zabi?

Zanim ogłoszono spotkanie w Abu Zabi, Ukraina miała wiele oczekiwań od Forum Ekonomicznego w Davos –

  • Ukraińcy mieli rozmawiać z prezydentem Trumpem,
  • prowadzić rozmowy na temat zakończenia wojny w formacie Koalicji Chętnych,
  • podpisać umowę o odbudowie na 800 mld dolarów – „Plan dobrobytu” między Ukrainą a Stanami Zjednoczonymi, mający odbudować w ciągu 10 lat ukraińską gospodarkę.

Ale to było ponad tydzień temu. Ambicje Trumpa wobec Grenlandii i groźby wprowadzenia ceł za jej obronę na osiem państw NATO przyćmiły temat ukraiński. Do tego – jak podały Axios, a także „Financial Times” – USA nie chcą podpisać „planu dobrobytu” dla Ukrainy, dopóki „nie poznają stanowiska Rosji” w sprawie 20-punktowego planu, w tym pomysłu ze „strefą”.

Z całego planu zrealizowała się więc tylko rozmowa z Trumpem. Zorganizowana bardzo pospiesznie – prezydent Zełenski, który zrezygnował z udziału w spotkaniu w Davos, pospiesznie leciał na nie do Szwajcarii.

Stanowisko Rosji co prawda znają (brzmi ono nieodmiennie „nie”), ale najwyraźniej liczą na negocjacje szczegółowe. Bowiem w ciągu dwóch dni najważniejszym punktem z dwudziestu stała się “strefa wolnocłowa w Ukrainie”.

20 punktów

20-punktowy plan zakończenia najazdu Rosji na Ukrainy jest – od kilku tygodni – „prawie gotowy”. To znaczy, jest uzgodniony między Ukrainą, USA i Europą (w tym na spotkaniu Zełenski-Trump na Florydzie 28 grudnia 2025). Zakłada ustępstwa Ukrainy, w tym ustępstwa terytorialne. Ale zapewnia też jej bezpieczeństwo i niezależność od Rosji.

Tyle że od wielu tygodni wiadomo też, że Moskwa tego planu nie akceptuje. Robi to na różne sposoby – mówi, że plan ten jest “planem Zełenskiego” albo “planem zepsutym przez Europejczyków”. Byleby nie urazić Trumpa.

Putin i jego najbliżsi współpracownicy powtarzają, że Moskwę interesuje pełna kontrola nad Ukrainą i wycofanie się NATO ze wschodniej flanki w Europie. A rozmowy o gwarancjach dla Ukrainy należy zastąpić rozmowami o gwarancjach dla Rosji.

Ograniczenia jedynowładcy Putina

Mimo że Putin przedstawia się w tych negocjacjach jako równy Trumpowi i mający prawo ignorować prezydenta Zełenskiego, to jego pozycja negocjacyjna jest dużo gorsza niż Ukrainy, nie mówiąc już o Trumpie.

  • Trump może zmieniać zdanie – i w sprawie Grenlandii, i w sprawie Ukrainy. Robi to od roku, bo jego władza oparta jest na modelu (not)kidding.
  • Zełenski może negocjować ustępstwa wobec Rosji – i zwrócić się potem do Ukraińców z pytaniem, czy to akceptują.
  • Putin natomiast ma ograniczone pole manewru. Nie może zmienić zamiarów wobec Ukrainy. Musi głosić konieczność jej podbicia – bo odbudowa imperium carów jest fundamentem jego autorytarnej władzy.

Dlatego Zełenski może demonstrować gotowość do rozmów. Dlatego też Putin stara się podkreślać splendor kremlowskich rozmów z wysłannikami Trumpa. I opowiadać, jak poważnie traktują go Amerykanie i że omawiają z nim nie sprawy Ukrainy, ale nowy porządek świata. Celem rosyjskiej dyplomacji jest jednak odwlekanie rozstrzygnięć i podbijanie Ukrainy – niezależnie od kosztów dla Rosji.

Moskwa robi jednak wszystko, by jej starania wyglądały na poważne negocjacje.

Ukraina i Europa robią zaś wszystko, by tę grę zdemaskować. Jesienią Ukraina zgodziła się na rozmowy o wyborach, skoro Rosji tak bardzo nie odpowiadają obecne władze Ukrainy. Rosja tę ofertę odrzuciła i zawnioskowała, by wybory w Ukrainy zorganizować wedle prawa i reguł Moskwy.

Teraz rozmowy nie dotyczą już wyborów, ale bliższej administracji Trumpa idei „strefy wolnocłowej” w Ukrainie, na której można by zarobić.

Rozmowy o strefie wolnocłowej

Od 21 stycznia wysłannik Trumpa Steve Witkoff twierdzi, że punktem wymagającym dopracowania jest strefa wolnocłowa w Ukrainie. I że w zasadzie pokój jest bliski. Z tą ofertą Amerykanie pojechali w nocy z 22 na 23 stycznia na Kreml i po to zabrali do Putina Joshuę Grunbauma, szefa Federalnej Służby Zamówień Publicznych – Federal Acquisition Service (na zdjęciu głównym – wita się z Putinem).

Strefa wolnocłowa?

Prawdopodobnie chodzi o wcześniej już omawiany pomysł, by w taką strefę zamienić tereny na linii frontu: Amerykanie zaproponowali, by nie tylko Ukraińcy, ale i Rosjanie wycofali się i by między armiami, na ruinach stworzyć taką strefę. Wzorem miałaby być zrównana z ziemią Strefa Gazy, gdzie Trumpowi udało się doprowadzić do zatrzymania rzezi (zgodnie z wizją prezydenta USA).

W taki sposób Amerykanie chcą rozwiązać kwadraturę koła: żądanie Putina, by Ukraińcy oddali mu tereny, których nie zdołał zdobyć. Biały Dom prawdopodobnie zrozumiał, że Ukraińcy w żaden sposób nie wycofają się z bronionej ziemi. Żadna władza w Ukrainie nie ma takiego mandatu.

“Strefa wolnocłowa” mogłaby być tu jakimś rozwiązaniem (nie mówiąc już o możliwościach robienia dobrych interesów).

Problem w tym, że “strefa wolnocłowa” nie odpowiada imperialnym interesom Putina. Rosja już ogłosiła, że mogłaby rozważyć wycofanie z ukraińskiego Donbasu armii, ale nie RosGwardii – czyli sił policyjnych przeznaczonych do pacyfikowania i terroryzowania mieszkańców. W “strefie” – także po ukraińskiej stronie – panowałyby więc moskiewskie porządki.

Tym się skończył rok 2025.

21 stycznia Witkoff mówił już o niej tak, jakby miała objąć całą Ukrainę. To – zakładając, że amerykański negocjator wyrażał się precyzyjnie (a założyć to trudno, gdyż amerykańscy negocjatorzy nie zaznajomili się z geografią regionu, a jak powiedział dziś prezydent Trump, w Ukrainie „są ulice, są rzeki... miejsca, granice”) – byłoby jakimś pomysłem na połączenie postulatu Ukrainy o gwarancjach bezpieczeństwa z postulatem Rosji, by pozmieniać w Ukrainie prawa na promoskiewskie.

Zamiana Ukrainy w “strefę” wymagałaby przecież zmiany prawa. Które – jak mogą sobie wyobrażać biznesmeni-negocjatorzy – zapewnią Ukrainie zarówno bezpieczeństwo, jak i możliwość zarobku. Co dotyczyłoby też Moskwy, więc rozwiązanie to powinno uchodzić za dobre dla Moskwy.

To oczywiście wróżenie z fusów, bo Moskwa nie ujawnia szczegółów rozmów. Mamy tylko taką wypowiedź Witkoffa:

„Myślę, że poczyniliśmy znaczne postępy. Myślę, że na początku tego procesu panowało pewne zamieszanie. Często podróżowałem do Moskwy, ale myślę, że wyjazd tam był ważny, ponieważ jesteśmy teraz w końcowej fazie” – mówił Witkoff przed wylotem do Moskwy.

„Całą noc [z 21 na 22 stycznia w Davos – red.] rozmawialiśmy o pozytywnej dynamice rozwoju ukraińskiej gospodarki i systemu finansowego. Rynki kapitałowe, miejsca pracy,

prezydent mówił o strefie wolnocłowej dla Ukrainy, co, jak sądzę, będzie punktem zwrotnym.

Zobaczycie, jak przemysł zacznie masowo przenosić się do tego regionu. Wyobraźcie sobie możliwość konkurowania bez płacenia ceł, eksportując towary do USA” – powiedział Witkoff pytany, z czym jedzie do Moskwy.

Strefa, ale nie w Ukrainie

Zełenski widzi pułapkę: mówi więc, że jednym punktem Witkoffa nie jest strefa, ale terytorium Ukrainy. Bo w pomyśle ze „strefą” chodzi przecież o to, by Ukraina zrzekła się części terytoriów i oddała je „rynkom kapitałowym”: „Tak, rozmawiamy o jednej kwestii, która jest najbardziej złożona i nierozwiązana, i myślę, że na spotkaniach trójstronnych przedstawimy sobie nawzajem nasze opcje… Chodzi o terytorium. To problem, który wciąż nie został rozwiązany. Myślę, że właśnie o tym mówił Steve Witkoff” – powiedział Zełenski dziennikarzom w Davos.

Putin też zdaje się widzieć pułapkę. Odrzucenie pomysłu “strefy wolnocłowej” byłoby dla Trumpa jawnym torpedowaniem rozmów. Dlatego już 21 stycznia Putin zaproponował publicznie rozmowy o “strefie”. Tyle że Gazy. Chciałby się dogadać z Trupem, by odmroził część rosyjskich aktywów w USA, by zainwestować je w Gazie, w ramach trumpowskiej “Rady Pokoju”. A następnie użyć resztę “na odbudowę terytoriów zniszczonych przez walki po zawarciu traktatu pokojowego między Rosją a Ukrainą”. I o tym – wedle Uszakowa – rozmawiano też w nocy z 22 na 23 stycznia na Kremlu. Oraz o „określeniu parametrów dalszych działań”.

Negocjacje w tej sprawie mogą się ciągnąć w nieskończoność. Sytuacja jest więc patowa. Tyle że jest to pat na kruchym lodzie.

  • Putin zakłada cały czas, że jego armia, wolno, bo wolno, ale jednak posuwa się do przodu, a Ukraina ugina się pod rosyjskim ostrzałem w środku bardzo ostrej zimy. Więc ukraińskie państwo – w które Putin i tak nie wierzy – po prostu się zapadnie.
  • Ukraina zaś i jej sojusznicy wiedzą jednak, że gospodarcza sytuacja Rosji się pogarsza, przez co jej militarne zdolności słabną. I w końcu, mimo determinacji Putina, by wojnę prowadzić, nie starczy mu na nią sił.

Amerykanie też to wiedzą – choć robią wszystko, by uchodzić za nic nierozumiejących. A “eksport bez ceł do USA” może się też spodobać odbiorcy wewnętrznemu.

Tymczasem

Jak podkreślają ukraińscy politolodzy – na razie żadne przyszłościowe kwestie ekonomiczne nie mają sensu bez rozwiązania nadrzędnej kwestii – wojny. Nie można mówić o inwestycjach, pomijając kontekst wojenny.

Ukraina żyje w trybie nalotów i ataków, Rosja codziennie niszczy jej infrastrukturę krytyczną, system energetyczny mierzy się z ogromnym deficytem, a w kraju są awaryjne przerwy w dostawie prądu, ogrzewania i wody.

(Rosyjskie ostrzały od października 2025 roku uszkodziły 8,5 GW mocy wytwórczej w Ukrainie, w tym elektrownie cieplne i wodne – poinformował minister gospodarki, środowiska i rolnictwa Ołeksij Sobolew w „Ukraińskim Domu” w Davos 20 stycznia podczas Światowego Forum Ekonomicznego).

To jest tryb „przetrwania”. O jakiej prosperity może być mowa, jeśli nadal trwa wojna, której Putin nie zamierza kończyć?

Jak powiedział niedawno jeden z ukraińskich komentatorów politycznych, szkoda paliwa, które jest zużywane podczas lotów na negocjacje.

Tylko że Ukraina nie ma innego wyjścia. A w tych negocjacjach ma jeszcze kilka kart: Zełenski powiedział, że Ukraina będzie mogła rozważyć członkostwo w tworzonej przez prezydenta USA „Radzie Pokoju” dopiero po zakończeniu wojny, ponieważ nie uważa za możliwe zasiadanie przy jednym stole z Rosją i Białorusią. A jeśli chodzi o obronę Grenlandii, to nikt tak jak Ukraina nie wie, jak to robić skutecznie:

„Jeśli rosyjskie okręty wojenne swobodnie pływają wokół Grenlandii, Ukraina może pomóc. Mamy wiedzę i broń, aby zapewnić, że żaden z tych okrętów nie pozostanie. Mogą zatonąć w pobliżu Grenlandii, tak jak to robią w pobliżu Krymu” – mówił Zełenski w wystąpieniu w Davos:

;
Na zdjęciu Krystyna Garbicz
Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.

Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze