0:00
Prawa autorskie: Dawid Zuchowicz / Agencja GazetaDawid Zuchowicz / Ag...
20 września 2020

Ziobro wyleci z rządu czy ukorzy się przed Kaczyńskim? Tak czy inaczej, PiS słabnie

Kaczyński od lat pozwalał Ziobrze zwiększać wpływy w obozie rządzącym. Teraz zrzuci go z wozu? Na giełdzie następców jest m.in. Przemysław Czarnek, który o osobach LGBT mówił, że to nie są normalni ludzie, i Małgorzata Wasserman

Wydrukuj

Decyzja o tym, co dalej z koalicją rządzącą, ma zapaść w poniedziałek 21 września. Wtedy zbiera się kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości. Czy Kaczyński pozbędzie się obu koalicjantów, czy tylko Solidarnej Polski? A może ponownie zjednoczy koalicję, która według weekendowych wypowiedzi polityków PiS, już nie istnieje?

Na razie Kaczyński straszy. Ustami Ryszarda Terleckiego groził przedterminowymi wyborami, a teraz wyrzucaniem z rządu.

Grillowanie Ziobry PiS zaczął już w piątek 18 września, w niedzielę 20 września wieczorem media zdominował przekaz, że szef Solidarnej Polski traci stanowisko ministra sprawiedliwości. W dodatku za deklaracjami poszły pierwsze czyny: marszałek województwa podkarpackiego, wiceminister w pierwszym rządzie PiS, Władysław Ortyl, złożył wniosek o odwołanie z zarządu województwa ludzi związanych z Solidarną Polską i Porozumieniem Gowina.

Czy Kaczyński faktycznie pozbędzie się Ziobry? I czy to dobra wiadomość? A co jeśli Ziobrę zastąpi Przemysław Czarnek?

Dlaczego Kaczyński grozi „przystawkom"?

Wszystko to ma być kara za niesubordynację w głosowaniach i przelicytowanie w negocjacjach nad nową umową koalicyjną i rekonstrukcją rządu.

Przypomnijmy: Solidarna Polska Ziobry i Porozumienie Jarosława Gowina nie poparły ustawy o ochronie zwierząt w głosowaniu w nocy z czwartku na piątek. Wszyscy ziobryści byli przeciw, gowinowcy wstrzymali się od głosu. Jednak Jadwiga Emilewicz, niegdyś bliska współpracowniczka Gowina, zagłosowała tak jak Kaczyński.

To jednak nie koniec sprzeciwów, bo ręki „za” nie podniosło również kilkunastu posłów PiS. W piątek Kaczyński zawiesił 15 rebeliantów w prawach członka swojej partii.

Jednocześnie od kilku tygodni w obozie władzy trwają negocjacje nad nową umową koalicyjną między PiS-em a Solidarną Polską i Porozumieniem oraz nad rekonstrukcją rządu. „Przystawki” chciały od Kaczyńskiego za dużo.

„Ziobro i Gowin zerwali koalicję"

O tym, że rządząca prawica nie jest już zjednoczona, zgodnie mówili w niedzielnych programach publicystycznych politycy PiS. „Na dzisiaj tej koalicji nie ma” - powiedział w niedzielę rano w Polsacie Marek Suski. A wicerzecznik PiS Radosław Fogiel w TVN24: „W tym momencie funkcjonalnie koalicji już nie ma".

Bez ogródek wskazywali też winnych: to Ziobro z Gowinem. Suski: „Nasi koalicjanci zerwali koalicję bez zapowiedzi i mimo umów, że będą popierać pewne ustawy". Padały słowa o „boksowaniu powyżej swojej wagi politycznej” i „prężeniu muskułów” (Fogiel).

„Jeżeli nic nasi koalicjanci nie zrobią, to będą musieli swoje rzeczy spakować i wyprowadzić się z resortów” - groził Suski. Tyle tylko, że nie padają już nazwiska dwóch koalicjantów, a jednego.

Szeryf Ziobro zbudował drużynę

Ziobro był kluczową osobą w procesie przejmowania sądów przez PiS. Kiedy przez Sejm przelatywały ustawy zmieniające porządek prawny, Ziobro dbał o „czynnik ludzki". W deformie sądownictwa to on był „kadrowym”: dyscyplinował sędziów broniących prawa i Konstytucji, a wymiar sprawiedliwości obsadzał swoimi.

Jednocześnie coraz bardziej zwiększał swoje wpływy. Zaczął się mieszać do polityki zagranicznej. To w resorcie Ziobry powstała ustawa, która spowodowała jeden z największych międzynarodowych kryzysów za rządów PiS: ustawa o IPN.

To Ziobro chciał wypowiedzieć konwencję antyprzemocową/stambulską, a jego ludzie byli na pierwszej linii w kampanii przeciwko osobom LGBT. Ziobro jest współautorem ustawy, która ma stworzyć „indeks” organizacji pozarządowych. Ten ruch zdenerwował nawet wicepremiera Piotra Glińskiego, któremu Ziobro wszedł w kompetencje.

Bo Ziobro robił sobie w rządzie wrogów. O ile Jacek Czaputowicz, były minister spraw zagranicznych, był wrogiem niegroźnym, inaczej jest z Mateuszem Morawieckim. Premier bowiem, za przyzwoleniem Kaczyńskiego, zwiększa swoje wpływy.

Za pierwszego PiS-u Ziobro budował pozycję na osobistym wizerunku bezkompromisowego szeryfa. Od tego czasu rozwinął się jako polityk. Zbudował zaplecze: frakcję głównie młodych, radykalnych polityków. Wraz z nimi forsował skrajną linię ideologiczną. Patryk Jaki, Sebastian Kaleta, Jan Kanthak, Janusz Kowalski, Marcin Warchoł, Michał Woś. Sprawni w wywoływaniu medialnych burz, zdobyli sporą rozpoznawalność. Na radykalizm ścigają się z Konfederacją.

To nie wszystko: Ziobro postanowił sięgnąć po ważny pisowski polityczny atut: wsparcie Tadeusza Rydzyka. Jednym z narzędzi ustanawiania wpływów jest dla Ziobry Fundusz Sprawiedliwości.

Czy Kaczyński może pozbyć się Ziobry?

Jak pisaliśmy w OKO.press, w PiS-ie obawiają się, że Ziobro może zacząć używać prokuratury w sprawach dotyczących kogoś z czołówki Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi zwłaszcza o premiera. „Wśród znajomych premiera Mateusza Morawieckiego pojawiają się plotki o tym, że śledczy z Wrocławia analizują drobiazgowo jego interesy.

Mówi się m.in. o przeszłości Morawieckiego na stanowisku prezesa banku oraz o transakcji zakupu ziemi pod Wrocławiem, którą opisywała przed wyborami „Gazeta Wyborcza” (pisało o tym także OKO.press)".

Kiedy Solidarna Polska odmówiła poparcia ustawy o bezkarności, w PiS-ie odczytano to jako sygnał, że parasol ochronny prokuratora generalnego nad politykami PiS-u może się zamknąć.

Arytmetyka sejmowa jest, jaka jest: bez Solidarnej Polski PiS nie ma większości w parlamencie. Rządy PiS-u wiszą na pięciu głosach.

Kaczyński może szukać głosów gdzieś indziej, ale na razie niewiele wskazuje na to, by mu się to udało. Dołączenia do Zjednoczonej Prawicy odmówił PSL. A przyciągnięcie Kukiza nie da PiS-owi większości. Konfederację PiS kusił już przy okazji kwietniowego kryzysu wokół wyborów i nic nie wskórał. Długofalowa strategia Konfederacji nie pozwala wejść teraz do rządu.

Bez Ziobry PiS byłby skazany albo na rząd mniejszościowy, albo na ogłoszenie wyborów. W wyborach Ziobro przepadnie z kretesem, co pokazuje choćby sondaż IBRIS dla „Rzeczpospolitej”: 1,4 proc. Jednak według tego samego sondażu PiS też traci - nie mógłby już rządzić samodzielnie.

W odpowiedzi na spekulacje o wyborach Borys Budka ogłosił mobilizację w Platformie Obywatelskiej. Lewica nie wierzy w przedterminowe wybory, w niedzielę zorganizowała kongres programowy w Opolu. Michał Kobosko z ruchu Szymona Hołowni mówił nam: „Ruch Polska 2050 jest na początku swojej drogi, budujemy struktury. Ale w razie potrzeby potrafimy przyspieszyć ten proces, takie są realia".

A może to wszystko tylko burza w szklance wody, którą miesza Kaczyński?

Kaczyński do rządu?

W tym uspokajającym tonie wypowiadał się w niedzielę prezydencki minister Andrzej Dera w TVN24: „Przesilenia tego typu zdarzały się i będą się zdarzać. Sytuacja moim zdaniem jest prosta - moja intuicja mówi mi, że po burzy przychodzi spokój i cisza".

Być może jednak to gra na osłabienie pozycji negocjacyjnej Ziobry i pokazanie mu miejsca w szeregu.

W rozmowie z OKO.press prof. Rafał Matyja ostrzegał: „Próbując analizować wydarzenia ostatnich tygodni uczestniczymy w gmatwaniu sytuacji przez Jarosława Kaczyńskiego".

I właśnie jako gmatwanie można odczytywać scenariusz, który napisały w niedzielę „Wiadomości": powrót Jarosława Kaczyńskiego jako szefa rządu. „W koalicji rządzącej czas na ustabilizowanie sytuacji” - stwierdziła prowadząca Edyta Lewandowska. A reporter Marcin Tulicki dodał, że Kaczyński kierujący rządem „to jeden ze scenariuszy, które nie są niemożliwe". Nic nie wskazuje na to, żeby tak się miało stać. Nie wiadomo też, jaką wartość dodaną dla PiS-u miałoby mieć dziś premierowanie Kaczyńskiego. Nawet jak na standardy prezesa wydaje się to zbyt fantastyczną opcją.

Bardziej prawdopodobne wydaje się to, o czym mówił OKO.press prof. Matyja: „Pierwsze cztery lata PiS-u to było rządzenie w komfortowych warunkach. Kaczyński może liczyć na powrót do tego stanu idealnego: rządzenie tylko ze swoją partią, dodatkowo oczyszczoną z ludzi, którzy mu się postawili w nocy podczas głosowania nad ustawą o ochronie zwierząt. Może powiedzieć, że woli rządy takie, jak miał, albo żadne.

Dość popularne jest twierdzenie, że Kaczyński raz przegrał przedterminowe wybory i dlatego więcej tego nie zrobi. Ale Kaczyński jest za dobrym graczem, żeby powiedzieć, że skoro raz na czymś przegrał, to już mu to do głowy nie przyjdzie. Przyjdzie. Ale będzie ostrożniejszy".

Gdyby jednak Zbigniew Ziobro nie zrobił kroku w tył i miał się pożegnać z teką ministra sprawiedliwości, kto go zastąpi? Różne media podają różne nazwiska. Najczęściej wymieniany jest poseł Czarnek.

Przemysław Czarnek: „Idiotyzmy o jakichś prawach człowieka”

Poseł PiS i profesor prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego zabłysł na scenie politycznej w trakcie kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy. To wtedy, będąc członkiem jego sztabu, powiedział, a właściwie wykrzyczał w TVP Info: „Brońmy rodziny przed tego rodzaju zepsuciem, deprawacją, absolutnie niemoralnym postępowaniem. Brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy wreszcie z tą dyskusją”.

Dowodził też, że bicie dzieci jest zgodne z Konstytucją.

Inne spekulacje dotyczą Małgorzaty Wasserman i Arkadiusza Mularczyka (to nazwisko podał Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej"). Wasserman była szefową komisji śledczej ds. Amber Gold, bez powodzenia kandydowała na prezydenta Krakowa w 2018 roku.

Mularczyk znany jest z tego, że domaga się od Niemiec reparacji dla Polski. Opisywaliśmy, w jaki sposób powielał antysemickie stereotypy. Na przykład mówiąc: „Może różne zachowania na świecie dotyczące Żydów są reakcją na ich arogancję?”.

„Superexpress" napisał o trzech innych osobach, które miałyby wchodzić w grę: Marek Ast, Bartosz Kownacki lub Waldemar Buda.

W poniedziałek okaże się, czy dojdzie do porozumienia i Ziobro się ukorzy, czy też rozpoczyna się okres osłabienia PiS i poważnych zmian na scenie politycznej.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne