Łączny wynik kandydatów na lewo od Platformy Obywatelskiej z SLD (na listach KE), Wiosny oraz Lewicy Razem w eurowyborach to - wg naszych obliczeń - 13,67 proc. głosów. W sondażach m.in. OKO.press poparcie hipotetycznych lewicowych koalicji sięgało nawet 16 proc. Gdyby tak lewica poszła razem obok konserwatystów? Analizujemy ten scenariusz

Analiza wyników eurowyborów potwierdza, że jest potencjał na blok lewicowy z poparciem rzędu kilkunastu procent. Taka lewicowa lista w wyborach parlamentarnych mogłaby pomóc opozycji przezwyciężyć to, co w wyborach do Parlamentu Europejskiego nie zadziałało – koalicja „od sasa do lasa” nie potrafiła wytworzyć własnej tożsamości i przekonującej opowieści o Polsce. W blokach opozycji ułożonych według wyznawanych idei politycznych o tożsamość i spójne pomysły byłoby łatwiej. Rywalizacja na idee dwóch sił opozycyjnych mogłaby też dodać wigoru kampanii i zmobilizować wyborców, dla których liczy się coś więcej niż tylko to, czy PiS przegra te wybory.

Dwa scenariusze: powiększyć czy podzielić

Koalicja Europejska uzyskała 38,5 procent poparcia i przekonała do siebie 5,24 miliona wyborców. To nie wystarczyło, by pokonać PiS, który dostał ponad 900 tys. głosów więcej. KE uzyskała prawie dwa miliony mniej niż partie dziś ją tworzące uzbierały w wyborach do sejmików samorządowych w 2018 roku. Przyczyny zwycięstwa PiS OKO.press analizuje w wielu powyborczych tekstach (Smolar, Ash, BendykSzczęśniak,  Naszkowska, analizowaliśmy też wyniki i sondaże wyborcze: Sitnicka, Szymczak, Chrzczonowicz, Pacewicz)

Co dalej? W debacie powyborczej pojawiają się dwa scenariusze.

  • Dalsze jednoczenie opozycji, czytaj – dołączenie Wiosny do KE;
  • Osobny start partii opozycyjnych w (co najmniej) dwóch blokach, bardziej spójnych programowo i tożsamościowo niż KE.

Budowę bloków wymusza ordynacja, bezwzględna dla mniejszych partii, które muszą zawsze liczyć się z tym, że mogą nie przekroczyć progu wyborczego. Jeden z takich możliwych bloków to obecna od dawna w debacie politycznej lewicowa koalicja.

W naszym sondażu, przeprowadzonym przez IPSOS w sierpnia 2018 roku, taka hipotetyczna koalicja w pełnym składzie (SLD + Biedroń + Razem + IP + Zieloni + ruchy miejskie i kobiece) uzyskała 16 proc. poparcia.

Dodajmy, że IPSOS w ostatniej przed eurowyborami prognozie dla OKO.press przewidział 5 pkt wygraną PiS).

Czy taka koalicja jest dziś możliwa i czy miała by sens dla poszczególnych sił? Analizujemy sytuację na lewicy.

Na lewo od PO

O jak liczny elektorat walczą lewicowe partie?

Jeśli zdefiniujmy lewicę w Polsce jako „wszystkie partie na lewo od PO”, wówczas łączny wynik lewicy w ostatnich latach wygląda tak:

Liczba głosów na lewo od PO (w mln)

Za lewicę w poszczególnych wyborach uznaliśmy:

  • Wybory samorządowe 2014: SLD – 8,79 proc.
  • Wybory parlamentarne 2015: Zjednoczona Lewica+Razem – 11,17 proc.
  • Wybory samorządowe 2018: SLD+Razem+Zieloni – 8,19 proc.
  • Wybory europejskie 2019: SLD+Wiosna+Razem+Zieloni – 13,67 proc.

Kandydaci SLD zdobyli w eurowyborach 2019 łącznie 5,96 proc. głosów. To prawie tyle samo co Wiosna (6,06 proc.). Prawie 60 proc. wyniku „zrobiły” trzy nazwiska: Cimoszewicz, Miller i Belka. Razem z Biedroniem, który zdobył w Warszawie więcej głosów niż Miller w Poznaniu (w poznańskim okręgu jest więcej uprawnionych do głosowania, ale frekwencja była znacząco wyższa w Warszawie) to 30 proc. głosów wszystkich kilkudziesięciu lewicowych kandydatów.

Trzy siły różnej siły

Wiosna – lewica, która udaje, że nie jest lewicą

Z Wiosną Roberta Biedronia jest znacznie lepiej, ale partia też ma powody do niepokoju. W pierwszej chwili po ogłoszeniu wyników o 21 w niedzielę 26 maja Robert Biedroń wpadł w euforię, ale wobec oczekiwań, jakie rozbudził, wynik jego partii też należy uznać za rozczarowanie. Początkowo sondaże dawały Wiośnie powyżej 10 proc. głosów, Biedroń ogłaszał, że weźmie do swojego rządu Grzegorza Schetynę na wicepremiera. Ostatecznie wylądował z 6-procentowym poparciem.

Ma rację, że jego partia została trzecią siłą polityczną, ale w polskiej polityce ostatniej dekady jest to wyjątkowo niewdzięczna rola. Ruch Palikota już nie istnieje, Kukiz’15 zdobył w niedzielę 3,7 proc. głosów i stoi nad przepaścią, Nowoczesna najpewniej nie podniesie się już jako samodzielna partia – jest właśnie wchłaniana przez PO. Biedronia czeka dużo pracy, aby nie skończyć podobnie.

Robert Biedroń od początku swojej działalności unikał definiowania swojego ruchu jako lewicowy. W sposobie mówienia jego partii o gospodarce nie brakuje retoryki bliższej liberałom niż typowej lewicy – partia jest trochę rozdarta na pół. Podobnie jest z ludźmi Wiosny: obok lewicowych działaczy, takich jak Michał Syska, Adam Traczyk czy Paulina Piechna-Więckiewicz, są tam także zdecydowanie wolnorynkowi spadkobiercy Ruchu Palikota.

W sprawach światopoglądowych Wiosna jest progresywna i – pod tym względem – bardziej wiarygodna niż Platforma Obywatelska.

W Parlamencie Europejskim Wiosna będzie członkiem grupy Socjalistów, podobnie jak SLD. To ważny dla geografii politycznej fakt: w Europie Wiosna jednoznacznie lokuje sama siebie po lewej stronie.

SLD – zyskuje i traci na koalicji z PO

SLD, które współtworzyło Koalicję Europejską, może być ze swojego wyniku wyborczego zadowolone – zachowało 5 eurodeputowanych.

Sojusz nie może być jednak pewny, że podobny sukces w Koalicji Europejskiej uda mu się powtórzyć jesienią. Problemów jest kilka.

Do Brukseli pojadą najbardziej rozpoznawalne nazwiska SLD (Cimoszewicz, Belka, Miller), które dawały sojuszowi pewne mandaty – tak wyraźne zaznaczenie autonomii na listach zjednoczonej opozycji nie będzie już możliwe. Czy Sojusz podejmie ryzyko gry o większą stawkę i czy zadowoli się pewnymi mandatami z list KE? To największa zagadka w tej układance – z punktu widzenia SLD dobre argumenty stoją za obiema strategiami i kluczowa będzie szczegółowa analiza liczby mandatów możliwych do zdobycia w obu wariantach.

Ale poza argumentami są też emocje: decyzję mogą pomóc podjąć Sojuszowi publicyści sympatyzujący z PO, którzy przyczyn porażki Koalicji Europejskiej upatrują w jej rzekomo lewicowym i antyklerykalnym zwrocie.

Startując po raz kolejny razem z silniejszą i zasobniejszą PO, SLD prawdopodobnie zniknie jako osobna siła. Dla Sojuszu te wybory mogą być ostatnią szansą na zachowanie autonomii.

Lewica Razem – skazana na dożywocie w refleksji?

Lewica Razem (Partia Razem, Ruch Sprawiedliwości Społecznej, Unia Pracy) osiągnęła jeszcze słabszy wynik niż w wyborach samorządowych w 2018 roku. Razem, które zaistniało w szerszej świadomości wyborców w debacie przedwyborczej w 2015 roku, nie jest w stanie wbić się do większej polityki. że Adrian Zandberg, jeden z liderów partii, i tym razem wypadł dobrze w debacie wyborczej w TVP.

„Zandberg to chyba już etatowy zwycięzca debat przedwyborczych” – pisał Rafał Kalukin z Polityki. „Być może dlatego, że przeczy wszystkim cechom lidera partyjnego. Skoncentrowany na tym, jak władzę sensownie wykorzystać, a nie jak ją zdobyć. Tytuł męża stanu opozycji pozaparlamentarnej ma więc jak w banku. Niewykluczone, że dożywotnio”.

Dobry występ nie przełożył się na wynik partii. LR zdobyła zaledwie 1,24 proc. głosów.

„Jest jasne, że dostaliśmy w tych wyborach lanie, nie ma się co oszukiwać” – skomentował wynik Zandberg.

„Liberalne media spełniły swoje marzenie – w wyborach europejskich zagoniły niemal wszystkich do anty-PiS-u. Tych, którzy ośmielili się mieć wątpliwości, cięły ostro przy ziemi (przy okazji opowiadając, jak bardzo bronią wolności słowa). Teraz mogą podziwiać owoc swojej pracy. Wojna PiS z anty-PiS-em wyssała tlen z polskiej polityki” – napisał w komentarzu dla „Super Expressu”

Polacy nie są lewicowi…

W majowym sondażu IPSOS dla OKO.press* zapytaliśmy Polaków, jakie mają poglądy. Odpowiedzi są podobne do naszych wcześniejszych sondaży Pomijając 20 proc. niezdecydowanych dostajemy odsetki:

  • 16 proc. zadeklarowało, że ma poglądy lewicowe;
  • 15 proc. centrolewicowe;
  • 14 proc. centrowe;
  • 13 proc. centroprawicowe;
  • 43 proc. prawicowe.

Blok złożony z SLD, Wiosny, Razem i Zielonych miałby charakter centrolewicowy. Z pewnością nie miałby też konkurencji na lewo od siebie. Przekonanie do siebie wszystkich wyborców, którzy deklarują się jako lewicowi i centrolewicowi, jest jednak mało możliwe. Polaryzacja polskiej polityki pomiędzy PO/KE a PiS sprawia, że wielu centrolewicowych i lewicowych wyborców kieruje się przede wszystkim tym, by głosować przeciwko PiS.

Realne wydaje się jednak trafienie do kilkunastu procent wyborców.

13,59 proc. głosów na kandydatów partii na lewo od PO jest zbieżne z wynikami sondaży OKO.press, w których badani „głosowali” na hipotetyczną lewicową koalicję w sierpniu 2018 r. (uzbierało się ich 16 proc.).

Nie oznacza to, że jeżeli lewica się zjednoczy, to automatycznie otrzyma wynik w okolicach 15 proc. Na wynik lewicy z wyborów europejskich składa się:

  • 6,06 proc. Wiosny;
  • 5,96 proc. kandydatów SLD;
  • 1,24 proc. Lewicy Razem (Razem, Ruch Sprawiedliwości Społecznej, Unia Pracy);
  • 0,41 proc. kandydatów Zielonych.

…ale ci lewicowi raczej zostają przy lewicy

Wyborcy Zjednoczonej Lewicy z 2015 roku nie uciekli do innych partii. Według wyborczego badania IPSOS dla TVN24 72,1 proc. wyborców Zjednoczonej Lewicy 26 maja 2019 zagłosowało na Koalicję Europejską. Nie wiemy, na kandydatów której partii zagłosowali, być może część wolała poprzeć osoby z PO lub Zielonych, ale najpewniej duża część została przy SLD – elektorat tej partii jest wierny. 13,4 proc. zagłosowało na Wiosnę, 8,3 proc. – na Lewicę Razem. Reszta partii była przez wyborców ZL wybierana rzadko.

Jedna, wspólna lewicowa lista nie ma potencjału na zwycięstwo w wyborach. Ale wynik od 10 do 15 procent wydaje się realny.

Wiosna od Biedronia do Gduli (a Śmiszek pomiędzy)

Na razie jest jednak daleko do takiego rozwiązania. Przed wyborami europejskimi Robert Biedroń ogłosił, że idzie do wyborów sam i nie jest zainteresowany jakąkolwiek koalicją. To racjonalna decyzja z perspektywy nowego ugrupowania, które nie sprawdziło się w żadnych wyborach. Wynik wyborczy daje mu zupełnie inną pozycję negocjacyjną przy montowaniu ewentualnej koalicji.

Ale 28 maja, dwa dni po wyborach, Biedroń podtrzymał wersję „osobno”:

„Wiosna podjęła decyzję o samodzielnym starcie w jesiennych wyborach parlamentarnych. Nie ma innych scenariuszy na stole”.

Później dodał jeszcze, że nie wyklucza współpracy z politykami spoza Wiosny, ale tylko w formie zaproszenia ich na swoje listy. W rozmowie z OKO.press, Krzysztof Śmiszek z Wiosny łagodzi jednak ton:

„Nasi wyborcy są zdecydowanie przeciwni rozmowom z Platformą Obywatelską. Nie ufają jej. Nie było negatywnych reakcji na pomysły koalicji z innymi ugrupowaniami na lewicy. Jesteśmy otwarci na rozmowy z ludźmi z postępowej strony”.

Maciej Gdula, ekspert Wiosny i „jedynka” na małopolskiej liście mówił na antenie TVN24 jeszcze bardziej wprost: „Trzeba mieć wyraźną wizję Polski po PiS, a tej zabrakło Koalicji Europejskiej.

Dlatego jestem za tym, aby na jesieni opozycja podzieliła się na dwa bloki: na blok liberalno-konserwatywny i blok progresywny”.

O lewicowej koalicji mówił też na antenie TOK FM Adrian Zandberg z Razem: „My wyciągnęliśmy rękę zimą do Wiosny, Zielonych i SLD. Powiedzieliśmy »usiądźmy i porozmawiajmy o tym, co jest możliwe«. Nasza oferta wciąż leży na stole”.

Pojedynczo – bez szans

Wyjściowe warunki do ewentualnego budowania szerokiej listy lewicy są trudne. Z drugiej strony może to być jedyna szansa na progresywny głos w Sejmie i lepsza recepta na odsunięcie PiS od władzy.

Samodzielny start Razem czy Zielonych to pewny przepis na wylądowanie pod progiem wyborczym, a nawet także brak subwencji z budżetu państwowego (od 3 proc. poparcia w skali kraju).

Pomimo euforii Biedronia i jego pewnej siebie deklaracji, że startują samodzielnie, Wiosna też nie może być pewna obecności w sejmie IX kadencji. Wobec politycznej polaryzacji wybory będą mieć plebiscytowy charakter, a to spycha mniejsze partie pod próg.

Przyłączenie się do KE nie jest gwarancją pokonania PiS – Wiosna i KE razem miały 26 maja mniej głosów niż PiS, a w układzie „Biedroń ze Schetyną” zamiast premii za zjednoczenie mogłoby dojść do odpływu konserwatywnych wyborców PSL lub lewicowych wyborców Wiosny. Po wyborach europejskich widać, że Zieloni na listach KE nie uzyskają dobrych miejsc, a na ich kandydatów zagłosowało jeszcze mniej wyborców (0,4 proc.) niż w wyborach samorządowych.

SLD ma przed sobą trzy możliwości: start samodzielny, start w Koalicji Europejskiej, start z innymi partiami lewicowymi. Samodzielnie mogą nie przekroczyć progu wyborczego, wariant chyba zbyt ryzykowny.

W Koalicji Europejskiej próg przekroczą bez problemu, ale ponownie będą musieli schować swoją lewicową identyfikację, bo najwięcej do powiedzenia w KE będą mieli – jak dotychczas – konserwatywni liberałowie z PO (i PSL).

Wspólny start z innymi listami lewicowymi to zmierzenie się z traumą Zjednoczonej Lewicy z 2015 roku – dostała 1 mln 147 tys. głosów i zabrakło jej ledwie 68 tys. aby przekroczyć podwyższony próg wyborczy dla koalicji (8 proc.).

Mało czasu na decyzję

Zestawienie głosów na lewicowe listy od 2014 roku pokazuje, że poparcie dla list na lewo od PO jest w miarę stałe i oznacza sporo więcej niż 8 proc. głosów. Lewicowa lista w wyborach parlamentarnych może pomóc opozycji przezwyciężyć to, co w wyborach do Parlamentu Europejskiego nie zadziałało – koalicja „od sasa do lasa” nie potrafiła wytworzyć własnej tożsamości i przekonującej opowieści o Polsce. W blokach opozycji ułożonych według wyznawanych idei politycznych o tożsamość i spójne pomysły byłoby łatwiej.

Rywalizacja na idee dwóch sił opozycyjnych mogłaby też dodać wigoru kampanii i zmobilizować wyborców, dla których liczy się coś więcej niż tylko to, czy PiS przegra te wybory.

Na cokolwiek ostatecznie zdecydują się lewicowe partie, muszą decydować się szybko – wybory już za cztery miesiące, prawdopodobnie w najszybszym możliwym ustawowo terminie.

*Sondaż IPSOS dla OKO.press, 21-23 maja 2019, metodą CATI (telefonicznie), na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1000 osób

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.

Bartosz Kocejko
Bartosz Kocejko

Redaktor i dziennikarz OKO.press. Tłumacz literatury. Pisze o pracy, podatkach i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym