Czy Europa może się wyzwolic od amerykańskich technologii?
Od usług publicznych po oprogramowanie w pracy i sztuczną inteligencję — na jaką niezależność technologiczną możemy sobie pozwolić? I dlaczego dojście do niej to nie będzie droga łatwa, tylko naszpikowana przeszkodami i baardzo długa?
Pięć redakcji – łotewski TVNET, chorwacki Telegram, niemiecki CORRECTIV, austriacka Die Presse i polskie OKO.press przygotowują wspólny podcast poświęcony temu, co porusza europejską społeczność.
Tym razem to my, OKO.press, zaproponowaliśmy temat. Bo zależność Europy od amerykańskich technologii wykracza daleko poza smartfony i media społecznościowe. Amerykańskie firmy stoją za komunikacją, płatnościami, usługami publicznymi, oprogramowaniem wykorzystywanym w pracy i narzędziami AI. Tworzy to podatności, które często pozostają niewidoczne aż do momentu awarii systemów albo narastania napięć politycznych.
Odcinek prowadzi Wojciech Kość, reporter OKO.press.
- Rozmawia z Mathieu Polletem, reporterem technologicznym POLITICO w Brukseli, który przez 72 godziny próbował żyć bez amerykańskich technologii i przekonał się, jak głęboko codzienne życie jest osadzone w amerykańskim ekosystemie technologicznym.
- Zuzanna Warso, współdyrektorka Open Future, wyjaśnia, jak finansowanie publiczne, zamówienia publiczne i regulacje pomogły ukształtować dzisiejszy rynek technologiczny. Jej zdaniem Europa powinna bardziej strategicznie wykorzystywać zamówienia publiczne do wspierania alternatywnych rozwiązań.
- Bert Hubert, holenderski programista i przedsiębiorca, który doradzał rządowi Holandii, przekonuje, że niezależność technologiczna musi być budowana stopniowo, ponieważ instytucjom często brakuje zarówno kompetencji, jak i infrastruktury niezbędnej do szybkiej zmiany dostawców.
- W tym odcinku występuje także Andrejs Timofejevs z łotewskiej TVNET, który tłumaczy, dlaczego ograniczanie zależności od amerykańskich technologii jest szczególnie skomplikowane w Europie Wschodniej, gdzie relacje ze Stanami Zjednoczonymi w dziedzinie bezpieczeństwa pozostają kluczowe.
Wniosek: większa europejska autonomia technologiczna będzie wymagała długoterminowych inwestycji, politycznej woli i skoordynowanych zmian instytucjonalnych.
Podcast został nagrany w języku angielskim i przeczytany przez polskiego lektora. Transkrypcja poniżej, a oryginał – TUTAJ. Z kolei na Spotify jest do dyspozycji podcast tłumaczony maszynowo.
Posłuchaj także:
Wojciech Kość: Jak dużo udałoby ci się zrobić przez cały dzień bez amerykańskich technologii? Trzeba byłoby znaleźć zamienniki dla WhatsAppa i Google Maps, a w pracy także dla Worda i Teamsów. Masz dość rosyjskich trolli zalewających komentarze pod ważnym komunikatem? Spróbuj zgłosić to YouTube’owi — powodzenia. A może chcesz w piątkowy wieczór obejrzeć film w streamingu? Nawet zapłacenie za zakupy mogłoby stać się problemem, jeśli twoja karta działa w systemie Visa albo Mastercard.
Jesteśmy uzależnieni od amerykańskich dostawców technologii i właściwie prawie tego nie zauważamy.
LensEU — przyglądamy się z bliska temu, co napędza europejską wspólnotę.
Nazywam się Wojciech Kość, jestem reporterem OKO.press, niezależnego polskiego medium zajmującego się między innymi fact-checkingiem. Wspólnie z lokalnymi i niezależnymi dziennikarzami z całej Europy rozmawiamy o naszej wspólnej europejskiej teraźniejszości i przyszłości: o tym, co nas cieszy, co nas niepokoi i jak nasze kraje radzą sobie z problemami, które dotyczą nas wszystkich.
Dzisiaj rozmawiamy o zależności Europy od amerykańskich technologii — od aplikacji w naszych telefonach po systemy obsługujące usługi publiczne i narzędzia sztucznej inteligencji, które coraz częściej trafiają do naszych miejsc pracy.
Amerykańskie technologie są obecne w europejskim życiu od tak dawna i w tak wielu obszarach, że właściwie traktujemy je jako coś oczywistego.
Weźmy media społecznościowe. Korzystamy z nich, żeby utrzymywać kontakt ze znajomymi, śledzić wiadomości i organizować codzienne życie — niemal tak, jakby były usługą publiczną. Tymczasem są to przedsiębiorstwa, które zamieniają naszą uwagę i nasze dane osobowe w przychody z reklam.
Koreańsko-niemiecki filozof Byung-Chul Han twierdzi, że media społecznościowe zmieniają sposób, w jaki się zachowujemy i rozumiemy samych siebie. Logika rynku przenika do naszego życia prywatnego: zaczynamy traktować samych siebie jak marki, zamieniamy własne doświadczenia i relacje w materiał, który można opakować i promować, a własną wartość mierzymy zainteresowaniem i aprobatą innych.
W ten sposób dobrowolnie uczestniczymy we własnym nadzorowaniu. Ujawniamy coraz więcej informacji o sobie, jednocześnie mając poczucie, że korzystamy z własnej wolności. Obietnica swobodnego wyrażania siebie sprawia, że łatwiej nas obserwować i wykorzystywać, ponieważ udział w tym systemie postrzegamy jako własny, dobrowolny wybór.
Według Hana te same platformy, które obiecują nas łączyć, jednocześnie rozbijają społeczeństwo na coraz mniejsze części. Zachęcają nas do działania jak konkurujące ze sobą jednostki, z których każda buduje własną publiczność.
Jesteśmy połączeni jak nigdy wcześniej, ale te połączenia niekoniecznie dają nam solidarność czy poczucie przynależności, które tworzą wspólnotę. Han nazywa to „komunikacją bez wspólnoty”: wymieniamy coraz więcej wiadomości, a jednocześnie tracimy wspólne rozumienie świata i trwałe więzi, które pozwalają nam działać razem.
Jednak wraz ze wzrostem naszej zależności od mediów społecznościowych coraz trudniej ignorować poważne problemy.
W 2022 roku rosyjska operacja wpływu podszywała się pod europejskie serwisy informacyjne, między innymi „Der Spiegel” i „The Guardian”, a następnie wykorzystywała reklamy na Facebooku i fałszywe konta do rozpowszechniania swoich treści. Publikowane materiały atakowały Ukrainę i ukraińskich uchodźców oraz przekonywały, że sankcje wobec Rosji zaszkodzą przede wszystkim państwom, które je nakładają. Meta, właściciel Facebooka, poinformowała o tym, kiedy zlikwidowała tę sieć.
Intencje samego Waszyngtonu również zasługują na uważną analizę. Opublikowana w grudniu 2025 roku amerykańska Strategia Bezpieczeństwa Narodowego mówiła o „wzmacnianiu oporu wobec obecnego kierunku rozwoju Europy wewnątrz państw europejskich”. Mówiąc wprost, oznacza to wspieranie nacjonalistycznych podziałów, które mają rozsadzać Unię Europejską od środka.
Europejczycy mają więc powody, by zastanawiać się, w jakim stopniu można polegać na infrastrukturze kontrolowanej przez amerykańskie firmy w sytuacji politycznego konfliktu.
Ukraina doświadczyła już konkretnego przypadku odcięcia od usługi. W marcu 2025 roku amerykańska firma satelitarna Maxar tymczasowo zablokowała ukraińskie konta w finansowanym przez rząd USA systemie udostępniającym zdjęcia satelitarne. Stało się to po tym, jak Waszyngton zawiesił wymianę informacji wywiadowczych z Kijowem — informował Reuters.
Koncentracja kluczowych usług w rękach kilku dostawców naraża nas także na konsekwencje zwykłych awarii technologicznych. W lipcu 2024 roku wadliwa aktualizacja oprogramowania amerykańskiej firmy cyberbezpieczeństwa CrowdStrike doprowadziła do awarii komputerów z systemem Windows na całym świecie. W Anglii zakłócenia objęły systemy rejestracji wizyt lekarskich i dostęp do dokumentacji pacjentów. Jak informował NHS, część placówek musiała wrócić do papierowej dokumentacji i ręcznie wypisywanych recept.
72 godziny wolności
Jak trudno jest więc funkcjonować bez amerykańskich technologii, nawet przez krótki czas? Posłuchajmy kogoś, kto spróbował. Mathieu Pollet, reporter technologiczny POLITICO w Brukseli, zajmował się europejskimi obawami dotyczącymi utraty dostępu do amerykańskich technologii. W pewnym momencie postanowił sam sprawdzić, czy potrafi żyć bez nich przez 72 godziny. W opublikowanym tego lata, bardzo zabawnym tekście opisał, jak odłożył iPhone’a, zrezygnował z dobrze znanych amerykańskich usług i musiał znaleźć inne sposoby płacenia.
Zapytałem go, czego nauczył się dzięki temu eksperymentowi.
Mathieu Pollet: Pierwsza lekcja była chyba najbardziej zawstydzająca, bo uświadomiłem sobie, jak bardzo jestem uzależniony od amerykańskich technologii — i właściwie od technologii w ogóle. Ten mały eksperyment w praktyce oznaczał niemal całkowitą rezygnację z technologii, bo przez tak wiele lat zamknąłem się w amerykańskim ekosystemie technologicznym.
Wojciech Kość: Ten ekosystem, o którym mówi Pollet, to zestaw systemów potrzebnych do działania danej usługi: system operacyjny urządzenia, aplikacje, z których korzystamy, oraz komputery i serwery znajdujące się gdzie indziej, które utrzymują te usługi online.
Wszystkie te warstwy są od siebie zależne. Zastąpienie jednej może więc oznaczać, że nadal pozostajemy zależni od pozostałych albo musimy dokonać kolejnych zmian.
Pollet znalazł alternatywy, z których mógł korzystać — między innymi Linux na komputerze i Proton jako usługę pocztową. Jednak wybranie europejskiej aplikacji niekoniecznie oznacza usunięcie amerykańskiej technologii z całego systemu. Spotify jest na przykład europejską firmą, ale wielu z nas korzysta z niego za pośrednictwem telefonu działającego na oprogramowaniu Apple’a albo Google’a.
Jak mówi Pollet, firmy te nadal pełnią funkcję strażników dostępu, ponieważ możliwość korzystania przez nas z europejskiej usługi zależy od ich technologii. Żeby zrozumieć, jak naprawdę niezależna jest europejska usługa, trzeba też wiedzieć, od jakich dostawców sama zależy i czy mogłaby nadal działać, gdyby któryś z nich się wycofał.
W każdym przypadku odpowiedź może wyglądać zupełnie inaczej.
Nawet jeśli istnieje odpowiednia alternatywa, przeniesienie rodzinnej grupy dyskusyjnej albo całej redakcji na inny komunikator jest znacznie trudniejsze niż założenie komuś nowego adresu e-mail. Trzeba przekonać wszystkich pozostałych, żeby przenieśli się razem z nami.
Mathieu Pollet: Mogę przejść na alternatywne media społecznościowe, mogę korzystać z alternatywnych komunikatorów, ale jeśli moi przyjaciele, rodzina, współpracownicy czy inni obywatele nie zrobią tego samego, ostatecznie staje się to doświadczeniem dość izolującym.
To chyba druga lekcja: jeżeli chcemy odejść od amerykańskich technologii, musimy jako społeczeństwo zrobić to wspólnie.
Wojciech Kość: Nowy komunikator musi więc przekonać do siebie całą grupę ludzi, z których każdy ma niewielką motywację do zmiany, dopóki pozostali również jej nie dokonają. Pollet określił swój eksperyment jako „przestawienie wyłącznika awaryjnego”. Kiedy zrobił to sam, został odcięty od ludzi, którzy nadal korzystali z dobrze znanych usług.
Pracodawca albo administracja publiczna mogliby natomiast zorganizować taką zmianę wspólnie z użytkownikami swoich systemów, zapewniając czas na szkolenia i pomoc podczas przechodzenia na nowe narzędzia.
Przez lata decyzje zakupowe faworyzowały jednak największych, już obecnych na rynku dostawców. Dawało im to środki na ulepszanie i rozwijanie usług. Im więcej osób zaczynało korzystać z danego systemu, tym bardziej użyteczny stawał się on dla kolejnego klienta. Konkurentom coraz trudniej było nadrobić dystans.
Zuzanna Warso jest współdyrektorką Open Future, organizacji zajmującej się europejską polityką cyfrową i interesem publicznym. Kwestionuje popularną opowieść, według której amerykańskie firmy odniosły sukces dlatego, że państwo zostawiło je w spokoju, podczas gdy europejskie przedsiębiorstwa zostały skrępowane regulacjami. Jej zdaniem po obu stronach Atlantyku państwa aktywnie kształtowały rynek, a amerykańskie firmy bardzo skorzystały z publicznego wsparcia.
Zuzanna Warso: Stany Zjednoczone miały wczesną przewagę w gospodarce cyfrowej. Później efekty sieciowe i korzyści skali sprawiły, że ta przewaga zaczęła się sama wzmacniać.
Często opowiada się też historię, że w USA wszystko opierało się na wolnym rynku, ale rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona. Ogromną rolę w rozwoju tych firm i zdobyciu przez nie obecnej pozycji odegrały amerykańskie środki publiczne, zamówienia publiczne oraz regulacje, które umożliwiały ich rozwój.
Wojciech Kość: Kontrakt na oprogramowanie dla instytucji publicznej daje firmie nie tylko przychód, ale także klienta, na którego może się powoływać, ubiegając się o kolejne zamówienia. Zdobywając następne kontrakty, firma gromadzi doświadczenie, a instytucje kupujące jej produkty organizują wokół nich coraz większą część swojej pracy. Późniejsza zmiana dostawcy staje się coraz trudniejsza.
Osoby instalujące i utrzymujące takie systemy przez lata uczą się ich obsługi.
Zmiana dostawcy może więc oznaczać, że instytucja nagle nie ma wystarczającej liczby pracowników, którzy potrafią utrzymać nowy system.
Bert Hubert, holenderski programista i przedsiębiorca technologiczny, który doradzał holenderskiemu rządowi, widział instytucje dochodzące właśnie do takiego punktu. Decydują, że chcą większej niezależności, ale okazuje się, że nie mają ludzi, którzy wiedzą, jak ją osiągnąć.
Bert Hubert: To oznacza, że nawet kiedy rząd mówi: „Musimy uniezależnić się od Stanów Zjednoczonych i zrobić coś inaczej”, idzie do swoich informatyków, a oni odpowiadają: „Nie mamy pojęcia, jak to zrobić. I właściwie nie uważamy, żeby to był dobry pomysł, bo amerykańskie rozwiązania są naprawdę dobre”.
Dużo rozmawiamy o tym, że nie ma dobrych europejskich alternatyw. Tymczasem one istnieją, tylko trzeba ich poszukać.
Ale nawet gdyby taka alternatywa była idealna, nadal mielibyśmy ogromny ekosystem dostawców obsługujących administrację, którzy mówią: „Tak, ale my znamy tylko Microsoft. Nie wiemy, jak robić cokolwiek innego”.
Wojciech Kość: Dla osoby odpowiedzialnej za utrzymanie działania usług publicznych znany dostawca może wydawać się najbezpieczniejszym wyborem. Wiadomo, jak działa jego system i do kogo zadzwonić, kiedy coś się zepsuje. Ryzyko związane ze zmianą dostawcy jest natychmiast widoczne. Koszty długoterminowego uzależnienia znacznie trudniej dostrzec.
Płatności i polityczna presja
Wojciech Kość: Istnieje obawa, że ktoś w Waszyngtonie mógłby nacisnąć jeden przycisk i zatrzymać Europę. Pollet sceptycznie podchodzi jednak do scenariusza całkowitego wyłączenia technologii na całym kontynencie. Za bardziej prawdopodobne uważa ograniczenia wymierzone w konkretne osoby albo usługi.
Mathieu Pollet: Nie wierzę, że istnieje jakiś technologiczny wyłącznik, który można uruchomić dla całego kontynentu. To nie miałoby sensu. Ale widzieliśmy już pewne przykłady takich działań na mniejszą, selektywną skalę.
Wojciech Kość: W kwietniu członek zarządu Europejskiego Banku Centralnego Piero Cipollone powiedział, że dwie trzecie transakcji kartowych w strefie euro odbywa się według zasad biznesowych ustalanych przez firmy spoza Europy. Wskazał także na sędziów Międzynarodowego Trybunału Karnego, którzy w wyniku amerykańskich sankcji napotkali ograniczenia w dokonywaniu zwykłych, codziennych płatności.
Trybunał nie jest instytucją Unii Europejskiej, ale te przypadki pokazują, że decyzje podejmowane w Waszyngtonie mogą wpływać zarówno na codzienne życie ludzi w Europie, jak i na funkcjonowanie europejskich instytucji.
Ta zależność jest jednym z argumentów Europejskiego Banku Centralnego za stworzeniem cyfrowego euro. Istnieją już krajowe systemy płatnicze oraz europejskie inicjatywy oferujące alternatywy. Nadal trudno jednak sprawić, żeby działały ponad granicami i korzystała z nich wystarczająco duża liczba firm i klientów. Rządom może być również trudniej negocjować z dostawcą, którego bardzo trudno byłoby zastąpić.
Bert Hubert uważa, że sama możliwość wystąpienia zakłóceń może wpływać na decyzje polityczne długo przed tym, zanim jakakolwiek usługa rzeczywiście zostanie odcięta.
Bert Hubert: Nie trzeba mieć wielkiego czerwonego przycisku, żeby już zacząć się martwić. Wystarczy powiedzieć: „Całkowicie uzależniliśmy się od Stanów Zjednoczonych i pewnego dnia mogą coś z tym zrobić”. Już sama świadomość tego faktu zmienia nasze zachowanie. I to jest problem.
Wojciech Kość: Instytucje publiczne i dziennikarze także polegają na amerykańskich platformach, żeby docierać do odbiorców. Widoczność ich komunikatów częściowo zależy więc od tych firm. Sposób, w jaki platforma rekomenduje i moderuje treści, może nawet osłabiać wymowę oficjalnych komunikatów — szczególnie gdy sekcje komentarzy zalewają trolle i boty.
Dla rządów próbujących komunikować się ze społeczeństwem staje się to problemem politycznym, a nawet kwestią bezpieczeństwa — mówi Hubert.
Bert Hubert: Europejskie rządy transmitują swoje konferencje prasowe na YouTubie. I co się dzieje? Organizujesz konferencję prasową na ważny temat — powiedzmy dotyczący Ukrainy czy obronności — a natychmiast po niej na YouTubie pojawiają się wszystkie możliwe rosyjskie teorie spiskowe, które mówią ludziom, że wszystko, co przed chwilą zobaczyli, jest nieprawdą. To oznacza, że rządom bardzo trudno się dzisiaj komunikować, ponieważ muszą przekazywać swój komunikat na platformie, która natychmiast go podważa. Moim zdaniem to jest niepokojące.
To samo dotyczy Instagrama. Rząd próbuje coś powiedzieć, a algorytm Instagrama stwierdza: „Nie podoba nam się ten komunikat”, więc praktycznie nikt go nie widzi. To bardzo konkretny problem.
Drugi problem jest taki, że wiemy, iż jeśli za bardzo zirytujemy Amerykanów, nasze rządy mogą przestać działać.
Pewnego dnia możesz pójść do urzędu i odkryć, że nie da się zalogować do systemu.
Wojciech Kość: Niedawno byłem na konferencji dotyczącej kryzysu klimatycznego w polskim Sejmie.Najważniejsi polscy naukowcy wskazywali tam powszechną dezinformację i fałszywe informacje dotyczące przyczyn i skutków zmiany klimatu jako jedne z poważnych przeszkód we wdrażaniu planów adaptacyjnych. Czyli dokładnie to, o czym przed chwilą mówił Hubert.
W OKO.press regularnie musimy interweniować w sekcjach komentarzy, żeby reagować na denialistyczne twierdzenia pojawiające się pod tekstami o kolejnych rekordach temperatur, niedoborach wody dla rolnictwa i energetyki i podobnych problemach. A zgłaszanie takich treści platformom? Możecie zgadnąć. Najczęściej nie działa.
Unijny Akt o usługach cyfrowych, czyli DSA, wymaga od platform internetowych stworzenia mechanizmów zgłaszania nielegalnych treści i zapewnienia większej przejrzystości. Największe platformy mają dodatkowo obowiązek oceniać i ograniczać ryzyka związane ze swoim funkcjonowaniem.
Zuzanna Warso uważa, że amerykańska reakcja na egzekwowanie tych przepisów pokazuje skalę politycznego napięcia, z którym Europa już dziś ma do czynienia.
Zuzanna Warso: W momencie, kiedy Unia Europejska zaczęła rzeczywiście wdrażać ten akt, co nieuchronnie musiało objąć również część amerykańskich firm, Stany Zjednoczone zaczęły oskarżać Komisję Europejską i europejskie instytucje o cenzurę. My już przekroczyliśmy tę granicę.
Wojciech Kość: W Europie Wschodniej debatę komplikuje zależność od Stanów Zjednoczonych w dziedzinie bezpieczeństwa. Wschodnioeuropejscy członkowie NATO nadal uznają relację z USA za fundament swojej polityki obronnej, niezależnie od tego, jak nietypowe wypowiedzi pojawiają się ze strony administracji Trumpa.
Andrejs Timofejevs z łotewskiej TVNET mówi, że łotewski rząd nie widzi większego sensu w próbach rezygnacji z amerykańskich technologii w sytuacji, gdy jednocześnie zależy od tego samego państwa w kwestiach bezpieczeństwa.
Andrejs Timofejevs: Minister gospodarki Viktors Valainis zajął dość zdecydowane stanowisko. Jego zdaniem rezygnacja z amerykańskich technologii byłaby dla Łotwy formą „autosabotażu”. Tłumaczył, że w Unii Europejskiej istnieje zaledwie kilka firm, które są w stanie konkurować z amerykańskimi przedsiębiorstwami technologicznymi na porównywalnym poziomie.
Szczególnie istotny jest jednak argument dotyczący bezpieczeństwa. Valainis bezpośrednio powiązał amerykańskie technologie ze zdolnością Łotwy do obrony przed rosyjskimi zagrożeniami hybrydowymi. Według niego głównymi zagrożeniami dla Łotwy są Rosja i Białoruś, natomiast Stany Zjednoczone pozostają jej najważniejszym partnerem w dziedzinie bezpieczeństwa.
Wojciech Kość: Po spotkaniu z nowym ambasadorem USA na początku 2026 roku łotewska ministra spraw zagranicznych Baiba Braže powiedziała, że jej kraj zamierza pogłębiać współpracę z Waszyngtonem w dziedzinie nowych technologii, a także obronności i energetyki.
Polska stanęła przed podobnym dylematem w związku z planami opodatkowania firm technologicznych. Propozycja, która w praktyce uderzyłaby przede wszystkim w amerykański Big Tech, spotkała się z bardzo ostrym sprzeciwem Waszyngtonu i ma niewielkie szanse na wejście w życie. Prezydent Polski, który chwali się bliskimi relacjami z Donaldem Trumpem, niemal na pewno by ją zawetował.
„Niech Google spróbuje te usługi wyłączyć. Mamy do czynienia z korporacyjnym szantażem. Czy państwo ma mu ulec?” — powiedział w zeszłym roku w wywiadzie wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, zapytany o hipotetyczne wycofanie się Google’a z Polski w odpowiedzi na podatek.
Proponowany 3-procentowy podatek od kwalifikowanych przychodów cyfrowych miałby w pierwszym roku przynieść 1,7 miliarda złotych, czyli około 400 milionów euro. Projekt opublikowany w lipcu 2026 roku zakłada wejście przepisów w życie 1 stycznia 2027 roku, oczywiście pod warunkiem ich uchwalenia.
Jak już jednak mówiłem, szanse na to są niewielkie ze względu na prezydenta Karola Nawrockiego, który sam przedstawia się jako bliski przyjaciel Donalda Trumpa.
Sztuczna inteligencja i kolejne decyzje zakupowe
Wojciech Kość: Sztuczna inteligencja daje organizacjom kolejny powód, żeby wybierać dostawców, z których usług już korzystają. Microsoft oferuje asystenta Copilot bezpośrednio w dobrze znanych aplikacjach, takich jak Word czy Teams. Dla obecnych klientów wdrożenie narzędzi AI może więc być po prostu kolejnym etapem korzystania z usług, które już mają.
Konkurent musi natomiast przekonać tych klientów do wypróbowania zupełnie innego produktu, a następnie ustalić, w jaki sposób można go zintegrować z istniejącymi systemami.
Kiedy zapytałem Huberta o sztuczną inteligencję, nie krył frustracji tym, jak łatwo europejskie organizacje wracają do dobrze znanych amerykańskich dostawców.
Bert Hubert: Mamy problem kulturowy. Kiedy stajemy przed wyborem między technologią amerykańską a europejską, po prostu z góry zakładamy, że amerykańska jest lepsza.
Wojciech Kość: Od początku 2026 roku łotewski rząd zabiegał o zniesienie amerykańskich ograniczeń dotyczących eksportu do tego kraju wysokowydajnych chipów wykorzystywanych w sztucznej inteligencji. Kiedy ograniczenia zostały zniesione, łotewskie firmy i naukowcy uzyskali szerszy dostęp do amerykańskich technologii.
Andrejs Timofejevs: Innymi słowy, tuż przed rozpoczęciem obecnej debaty o zależności technologicznej łotewski rząd starał się nie ograniczać dostępu Łotwy do amerykańskich technologii AI, lecz przeciwnie — rozszerzyć go.
Wojciech Kość: Europejscy dostawcy nadal muszą przekonać potencjalnych klientów, że ich produkty rzeczywiście spełnią swoje zadanie.
Ministerstwo wybierające usługę opartą na sztucznej inteligencji musi mieć pewność, że jest ona wystarczająco dokładna do danego zastosowania, odpowiednio chroni wrażliwe informacje i zapewnia niezawodne wsparcie w razie problemów. Sam fakt, że dostawca ma siedzibę w Europie, nie zwalnia z konieczności przeprowadzenia takich ocen.
Przechodząc na nowy system, administracja musi jednocześnie zapewnić ciągłość działania usług, podczas gdy pracownicy uczą się obsługi nowych narzędzi — często pod presją czasu. Jeżeli zmiana utrudnia wykonywanie codziennych zadań, ludzie raczej jej nie zaakceptują.
Dlatego Hubert radzi, żeby zacząć od czegoś, co da się opanować.
Bert Hubert: Rząd nie powinien po prostu napisać dokumentu i ogłosić: „Dobrze, w przyszłym roku zmieniamy wszystko”, bo to się nie uda. Nie macie ludzi, którzy potrafiliby to zrobić. Poza tym ludzie odzwyczaili się od wdrażania nowych rozwiązań. Moja obecna rada jest więc taka: wybierzcie obszar ważny dla funkcjonowania państwa, ale na tyle prosty, by dało się go skutecznie uniezależnić — i zacznijcie właśnie od niego.
Wojciech Kość: Hubert sugeruje, żeby zacząć na przykład od systemu logowania do usługi publicznej, choćby konta podatkowego. Technologia działająca w tle mogłaby się zmienić bez zmiany strony, którą widzi użytkownik. Państwo uzyskałoby większą kontrolę nad tym elementem usługi, a obywatele nadal korzystaliby z niej w znany sobie sposób. Zakończenie takiego projektu dałoby też zespołowi doświadczenie, które można później wykorzystać przy bardziej ambitnych przedsięwzięciach.
Hubert porównuje próbę natychmiastowej wymiany całego pakietu oprogramowania biurowego do wstania z kanapy i podjęcia próby przebiegnięcia maratonu.
Warso uważa, że takie praktyczne zmiany wymagają konsekwentnego wsparcia ze strony państwa — w tym inwestycji oraz klientów dla firm oferujących alternatywne rozwiązania. Odrzuca przekonanie, że Europa mogłaby przezwyciężyć swoją zależność wyłącznie poprzez poluzowanie regulacji dla firm technologicznych.
Zuzanna Warso: Europa powinna trzymać się reguł, które sama przyjęła, i wreszcie zacząć je skutecznie egzekwować — zwłaszcza te, które mają przeciwdziałać koncentracji rynku. Jednocześnie musi jednak zająć się pozostałymi przyczynami obecnych zależności. W dużej mierze dotyczą one inwestycji i tego, w jaki sposób zarówno inwestycje publiczne, jak i prywatne kształtują ten rynek.
Wojciech Kość: Instytucje publiczne mają większą kontrolę nad własnymi wydatkami niż nad decyzjami inwestycyjnymi globalnych firm technologicznych. Warso uważa, że powinny korzystać z tej możliwości znacznie bardziej świadomie i ustalać warunki zamówień tak, żeby w przyszłości zachować większą swobodę wyboru dostawców.
Zuzanna Warso: Moim zdaniem powinny zacząć od zamówień publicznych. Trzeba doprowadzić do tego, żeby zamówienia publiczne stały się narzędziem kształtowania rynku, zamiast sprowadzać się wyłącznie do wyboru najniższej ceny i najmniejszego ryzyka.
Wojciech Kość: Koszt zmiany obejmuje nie tylko zakup nowej usługi, ale także szkolenie pracowników i późniejsze utrzymanie systemu. Cena początkowa pokazuje więc tylko część rzeczywistych kosztów. Kontrakt, który dzisiaj wygląda na tani, może w przyszłości okazać się bardzo drogi, jeśli odejście od niego wymaga przebudowania sposobu funkcjonowania całej instytucji.
Z punktu widzenia obywatela efektem powinna być niezawodna i łatwa w użyciu usługa.
Instytucja powinna natomiast móc zmienić dostawcę bez zakłócania działania tej usługi. Dopiero wtedy większa niezależność staje się czymś realnym, a nie tylko deklaracją.
Europa przed alternatywą
Wojciech Kość: Rezygnacja z amerykańskich technologii na kilka dni, tak jak zrobił to Pollet, może uświadomić nam, jak bardzo jesteśmy od nich zależni.
Ograniczenie zależności, którą Europa budowała przez dziesięciolecia, zajmie jednak znacznie więcej czasu i będzie wymagało zmian obejmujących całe instytucje. Europejskie alternatywy będą potrzebowały klientów gotowych na zmianę oraz ludzi posiadających kompetencje niezbędne do utrzymania tych usług.
W miarę jak Stany Zjednoczone i Europa coraz bardziej różnią się w kolejnych sprawach, pozycja amerykańskich firm technologicznych w Europie może okazać się mniej pewna, niż jeszcze niedawno się wydawało.
Dziękuję Mathieu Polletowi, Bertowi Hubertowi, Zuzannie Warso i Andrejsowi Timofejevsowi.
Nazywam się Wojciech Kość, jestem z OKO.press, a słuchaliście podcastu LensEU. Dziękuję, że byliście z nami.
A jeśli wolisz czytać, zasubskrybuj nasz newsletter LensEU. Znajdziesz w nim informacje na tematy europejskie z pięciu krajów biorących udział w projekcie.

Komentarze