Prawa autorskie: Agata Kubis/OKO.pressAgata Kubis/OKO.pres...
12 grudnia 2021

Dezinformacja i straszenie. 11 działań służb granicznych wobec aktywistów [KATALOG BEZPRAWIA]

">>Zarządzę kontrolę waszego samochodu, co zajmie godzinę<<. Nie mieli tej godziny – uchodźcy głodni czekali na nich w lesie". Publikujemy pierwszy na taką skalę katalog naruszania przez polskie służby graniczne podstawowych praw człowieka. Opisujemy 11 działań wobec osób pomagających na granicy, mieszkańców, dziennikarzy, urzędników

Akcja „Murem za polskim mundurem” to odpowiedz rządzących na powszechną krytykę służb. Tymczasem fatalne opinie o działaniu wojska, pogranicznikach i policji przy granicy nie biorą się znikąd. „Na tej granicy odbywają się jakieś igrzyska śmierci. To jeden wielki obóz koncentracyjny” - uważa aktywista z Grupy Granica.

W pierwszej części raportu przedstawiliśmy 13 drastycznych sposobów łamania praw człowieka, jakie spotykają ludzi, którzy próbują dostać się do Polski i do Europy. Z rąk ludzi w polskich mundurach.

Teraz pora na wykaz tego to, co z ich strony spotyka obywateli Polski i Europy - niosących pomoc i zbierających informacje o tym, co się dzieje na granicy aktywistom, lekarzom, dziennikarzom, urzędnikom. A jest to:

Autor tego raportu, podczas w sumie ok. 18 dni przy strefie sam był świadkiem wielu działań mundurowych i uzyskiwał informacje bezpośrednio od migrantów i wolontariuszy. W oparciu o to stworzyliśmy to smutne zestawienie nieludzkich działań Straży Granicznej (SG) i innych służb mundurowych przy granicy z Białorusią. Ofiarami są uchodźcy, czasem aktywiści, czy dziennikarze. To nie setki, a tysiące sytuacji, które nie powinny mieć miejsca w praworządnym kraju, który przestrzega międzynarodowych praw człowieka. Co gorsza – ten raport nie wyczerpuje tematu.

Tak, wiemy – są też pogranicznicy, żołnierze, policjanci, którzy zachowują się przyzwoicie. Zabierają na służbę pod granicą batony, słodycze, wodę w butelkach i dają je wypychanym na Białoruś migrantom. Czasem robią to otwarcie, czasem się z tym ukrywają. Pomagają lub pozwalają innym pomagać. „Niektórzy z nich przed zmuszeniem do przekroczenia granicy z Białorusią oferują jedzenie, picie i ciepłe ubrania” - pisze o tym Grupa Granica w swoim raporcie (str. 15).

Są też pogranicznicy, którzy nie mogą patrzeć na barbarzyństwo na granicy – w październiku z wielu źródeł dochodziły do nas informacje, że biorą L4, by nie brać udziału w push-backach. Jednak te działania nie równoważą tak masowego i systemowego łamania prawa i norm. Polskich i międzynarodowych.

Napisaliśmy o tym w pierwszej części raportu i powtarzamy teraz. Ale pora przejść do tego, co robią pozostali mundurowi:

1. Agresja wobec aktywistów niosących pomoc

Zanim wprowadzono stan wyjątkowy przy granicy, pogranicznicy czasem wyrzucali aktywistów z jakiegoś miejsca. Bez powodu.

„Pytaliśmy, na jakiej podstawie, a oni, że jest niebezpieczne i mamy opuścić. Tak nam zrobili np. we wsi Stare Leśne Bohatery” - opisuje Marysia Złonkiewicz. Jeśli mundurowi zauważyli w samochodzie pakiety z pomocą dla uchodźców – termosy, śpiwory, itd. - to blokowali przejazd.

2 września wprowadzono stan wyjątkowy.

„2 km przed strefą ich zatrzymano. Aktywiści powiedzieli, że jadą z jedzeniem dla uchodźców. Strażnik ich nie przepuścił. Gdy wolontariusze upierali się, że mogą przejechać, to powiedział im: „jeśli tak, to zarządzę kontrolę waszego samochodu, co zajmie godzinę”. Nie mieli tej godziny – uchodźcy głodni czekali na nich w lesie. Musieli nadłożyć 20 km” - opisuje Iwo Łoś z GG.

W listopadzie aktywiści byli już sami ofiarami ataków ze strony mundurowych. 2 listopada w okolicach Narewki sześciu wolontariuszy zostało zaatakowanych przez anonimowy oddział z bronią i noktowizorami. Niektórzy mieli szczękę kościotrupa wymalowaną na maskach.

Tydzień później, w ambulansie Medyków na Granicy spuszczono powietrze z kół. Z miejsca uciekli żołnierze. MON twierdził, że to „fake news”.

Kolejne 2 tygodnie później tłumacz arabskiego w GG był siłą wyciągany z samochodu przez żołnierzy WOT.

2. Okłamywanie, że przyjdzie pomoc

Chlebem powszednim są obietnice strażników, że migranci zostaną objęci procedurą azylową, że trafią do placówki SG, a potem są wypychani za granicę. Że pełnomocnik zostanie dopuszczony do procedur, a tak się nie dzieje. Takimi kłamstwami są notorycznie karmieni aktywiści. „Nie mamy już żadnego zaufania do pograniczników” - mówi nam K. z Grupy Granica.

11 października Fundacja Ocalenie próbowała od rana uzyskać od SG w Narewce informacje o miejscu pobytu grupy 13 Kurdów, z 4 dzieci, których zostali poprzedniej nocy pełnomocnikami. „Kiedy SG przez telefon utrzymywała, że osoby nadal przebywają w placówce w Narewce, my dostawaliśmy od nich informacje, że są z powrotem prowadzone w las” - na dowód przychodziła pinezka z lokalizacją, potem zdjęcia.

Dziś po północy koło Narewki grupa Kurdów (w tym 4 dzieci) w obecności strażników granicznych oświadczyła chęć złożenia...

Autor raportu był świadkiem, gdy Straż Graniczna i policja zatrzymały grupę dziewięciorga Kurdów. Mundurowi do kamery deklarowali, że migranci chcą azylu więc trafią do ośrodka. Od ponad miesiąca SG nie potrafi nam jakoś wskazać, gdzie trafili.

Hajnówka wczoraj Policja zatrzymała 9 Kurdow - rodziny z dziećmi Policjanci notorycznie uniemożliwiają mi rejestrowanie tego Ten chce bym odszedł o 10 m bo on "nie czuje się przy mnie bezpiecznie" Boi się że go zaatakuje Blokowali nam nawet rozmowę przez tłumacza z Kurdami pic.twitter.com/rIx2TaUwJm

— Krzysztof Boczek (@Bacon227) October 31, 2021

Rodzinę syryjską z dwójką dzieci, z których 5-letnie miało porażenie mózgowe, Polacy cały dzień okłamywali obiecując, że trafią do obozu dla uchodźców. Wieczorem przepchnięto ich na Białoruś.

3. Ukrywanie twarzy, czyli zgoda na bezprawie

By nie ponosić jakichkolwiek konsekwencji swoich działań służby przy granicy noszą kominiarki zasłaniające im twarze, nie mają zazwyczaj dystynkcji, ani często nawet informacji o formacji, której są członkiem.

Nawet numery rejestracyjne samochodów bywają zakrywane.

Dzięki temu nie sposób dociec, kto jest odpowiedzialny za bezprawne działania.

„Nagminne też nie podają swoich danych podczas interwencji, a muszą” dodaje aktywista K. To bez wątpienia odgórne decyzje, które są jasnym przyzwoleniem na bezprawie.

Autor raportu prosił o ustalenie w podlaskiej policji danych funkcjonariusza, który łamał art. 44 Prawa Prasowego. Zero odpowiedzi.

Efekty tej systemowej anonimowość? Pod koniec października zapytaliśmy SG na Podlasiu, czy od czasu kryzysu humanitarnego tj. połowy sierpnia 2021 ukarała za brutalność czy inne działania niezgodne z prawem lub etyką któregoś z pograniczników.

Kpt. Krystyna Jakimik-Jarosz nie przypominała sobie żadnej skargi na kolegów (sic!), nie wspominając o jakichkolwiek karach.

4. Blokowanie pomocy prawnej

Pogranicznicy nie tylko przemilczają oświadczenia migrantów, że chcą być objęci ochroną międzynarodową, nie tylko nie biorą pod uwagę pełnomocnictw, które pozwala polskiemu przedstawicielowi reprezentować uchodźców w procedurze azylowej, ale nawet blokują dostarczenie takich wniosków migrantom.

14 października na obrzeżach Hajnówki Maciej i Maja nie mogli dotrzeć z pełnomocnictwami do podpisu w pobliże zatrzymanej grupy 15 Irakijczyków. Policjanci ich blokowali. „Jeden był agresywny łapał Maję w pas kiedy próbowała go minąć, popychał krzycząc: "ostrzegam Cię kobieto!" - opisuje Maciek. Zdarzało się, że pogranicznicy wyrywali, lub darli pełnomocnictwa.

Reprezentant prawny nie może wjechać na czynności do strefy przy granicy, gdzie często pogranicznicy zabierają migrantów. Blokowani są nawet adwokaci uchodźców.

SG stosuje też tricki, by utrudnić procedury prawne, np. domaga się od pełnomocników, aby wnieśli opłatę skarbową, a takiego obowiązku nie ma.

„W strażnicach, ośrodkach SG migranci poddawani są manipulacjom. Nie spotkałem się by kiedykolwiek strażnicy informowali osoby, o tym jakie mają prawa”, opowiada aktywista K. Polacy mówią do uchodźców bez tłumacza, po angielsku – język którego niewielu migrantów zna – i podsuwają im papiery do podpisu. Po polsku. „Twierdzą, że to zgoda na procedurę azylową, a to zgoda na natychmiastową deportację”, K. podaje inny przykład. Nawet jeśli już dopuszczą pełnomocnika i prawnika, to w trakcie czynności czasem próbują oszukać migrantów. „Tłumacz nie chciał przetłumaczyć Irakijczykowi, że jeśli będą mówili, iż chcą zostać w Niemczech, to automatycznie zostaną deportowani na granicę. Wcześniej tłumacz długo rozmawiał ze strażnikami SG”, K. opisuje jedną z sytuacji.

By zmęczyć aktywistów odsyłają ich od Annasza do Kajfasza – między ośrodkami – twierdząc, że tam są teraz ich podopieczni.

5. Zatrzymywanie samochodów i drobioazgowe kontrole

W sierpniu i wrześniu, gdy liczba aktywistów pomagających uchodźcom była relatywnie niska, Straż Graniczna (SG) i głównie policja, blokowały samochody wolontariuszy. Jak tylko aktywiści ruszali za pojazdem wywożącym uchodźców na granicę, by dokumentować nielegalne push-backi, zatrzymywano ich auta i przeprowadzano drobiazgowe kontrole. Zdarzało się, że drogówka pędziła na sygnale, by dojechać do aut aktywistów i dokonać „rutynowej” kontroli. „Bez żadnego trybu”. Albo np. auta SG jechały wolno tarasując drogę, aby ich wóz z uchodźcami mógł bez świadków wyrzucić osoby na Białoruś.

View post on Facebook

Od czasu, gdy liczbę wolontariuszy przy granicy można liczyć już w setkach, mundurowi rzadziej stosują tę szykanę. Ale nadal to robią. Zwłaszcza wobec aktywistów działających w strefie objętej zakazem wjazdu – to lokalni mieszkańcy, mają prawo tam przebywać. „Ponad dwie godziny ewidentnie złośliwego trzepania. Co tu robimy? Po co jedziemy w nocy?...” - pisał Mirosław Miniszewski, aktywistka pomagający uchodźcom przy samej granicy.

Sanitarka Medyków na Granicy była wielokrotnie kontrolowana np. 25 października ambulans sprawdzano aż 4 razy. „W tym odbyła się kontrola przedziału medycznego naszego ambulansu”.

6. Zagłuszanie komunikatów o pomocy klaksonami i syrenami

Jeszcze gdy aktywiści komunikowali się przez megafony z uchodźcami w Usnarzu Górnym odciętymi o 200 m od obozu, służby włączały syreny i klaksony, by zagłuszyć przekazywanie informacji.

Tłumaczka języka dari próbuje porozumieć się z koczującymi poprzez pas "zakazanego" terytorium Polski. Z drugiej strony słychać dramatyczne krzyki kierowane w naszą stronę. Nie słychać treści, bo wojsko zagłusza krzyki, włączając silniki wozów i dodając gazu. pic.twitter.com/kb9R8FUPXF

— Grzegorz Janoszka (@gjanoszka) August 21, 2021

To samo działo się pod siedzibami SG np. w Michałowie, gdy dziennikarze i aktywiści próbowali rozmawiać z uchodźcami. Ten modus operandi SG powtarzała.

7. Szerzenie wśród mieszkańców propagandy rządowej

Pogranicznicy na początku stanu wyjątkowego chodzili po domach w strefie i mówili ludziom, by nie wychodzić, jeśli nie trzeba, bo jest niebezpiecznie.

Auta ze szczekaczką, jak w stanie wojennym, nadawały podobne komunikaty.

Straż w taki sposób też nakłania ludzi do zgłaszania uchodźców, jak tylko ich zobaczą. Propaganda SG i służb mundurowych jest zbieżna z tym, co mówił rząd np. na słynnej konferencji min. Kamińskiego – że to zoofile, pedofile i terroryści. „Wiecie, że oni są już niebezpieczni? Że napadają na ludzi?” - wmawiali pogranicznicy Mirosławowi Miniszewskiemu – aktywiście, który pomaga migrantom. Robili to, gdy akurat wracał z kolejnej akcji pomocowej.

8. Kłamstwa i dezinformacja o sytuacji na granicy

Zaczęło się już w Usnarzu Górnym. SG twierdziła, że obóz migrantów jest po białoruskiej stronie. Tymczasem tak było tylko z częścią obozu, a i to dlatego, że nocą 18 sierpnia pogranicznicy kazali migrantom się przenieść. Do tego czasu migranci byli w Polsce - dowiodło tego śledztwo Amnesty International.

SG została przyłapana na wielu kłamstwach. „ Rząd prowadzi totalną DEZINFORMACJĘ (..) Wmawia, że nie ma tu Afgańczyków, a są sami Afgańczycy. Twierdzi, że nie ma kobiet, a są kobiety (co widać na zdjęciach- red.) Wmawia, że grupa rotuje, a to nieprawda — to te same 32 osoby” – na temat grupy w Usnarzu Grn. wyliczał nam w sierpniu Piotr Bystrianin z Fundacji Ocalenie.

Rodziny z dziećmi z Michałowa, miały być wywiezione na granicę, bo - wg SG - nie chciały ochrony międzynarodowej w Polsce. Tymczasem na nagraniach wyraźnie słychać jak migrant w imieniu grupy, dziennikarzom deklaruje, że chcą zostać w Polsce. Paleta kłamstw jest dłuższa.

Ostatnio Janina Ochojska udowodniła, że SG ponownie mija się z prawdą w tłumaczeniach nt. 3 Syryjczyków.

Straż Graniczna wciąż nie sprostowała swojej narracji. Dlatego tak ważny jest dostęp do sprawdzonych informacji z granicy. Chcemy wiedzieć, co się dzieje w ??.

Jeśli powielane są kłamstwa w tak prostym do udowodnienia temacie, to co jeszcze może być ukrywane lub przeinaczane? pic.twitter.com/SnDrMLfZ1O

— Janina Ochojska (@JaninaOchojska) December 2, 2021

Wiarygodność SG spadła dramatycznie. Wśród dziennikarzy jest raczej tematem żartów.

9. Straszenie aktywistów

Mimo że Straż Granicza wie, że pomoc uchodźcom jest legalna, straszy aktywistów. Padają zarzuty o pomocnictwie w nielegalnym przekroczeniu granicy, albo o przemyt ludzi.

„Wielokrotnie” - twierdzi aktywista K. Nawet gdy mundurowi przyjeżdżają do migrantów, na wezwanie wolontariuszy, to budują atmosferę strachu. Samochody aktywistów są przeszukiwane, a obecność zestawów pomocowych dla ludzi ukrywających się w lesie, zwłaszcza wzory pełnomocnictw, mogą wyzwolić w strażnikach wściekłość.

Złonkiewicz: „Parę razy sugerowali, że my ich z Białorusi musieliśmy przewieźć albo, że jesteśmy częścią siatki przemytniczej”.

„Każde pytanie zmierza do tego, żeby wykazać, że jesteśmy członkiniami gangu przemytników. Oskarżają nas o to, że za dobrze poruszamy się po lesie (bo w ogóle tam doszłyśmy), że za dobrze znamy kierunki (pokazałyśmy, gdzie stoi nasz samochód), że za dobrze znamy prawo (bo wiemy, że przemyt ludzi jest nielegalny). Grożą nam kilkoma latami więzienia” opisuje Marianna, jedna z tych które ratują zdrowie i życie migrantów w strefie.

Aktywiści przyłapani na spacerach po lasach, z plecakami pełnymi pomocy dla uchodźców (ciepłe picie, jedzenie, batony energetyczne, ciuchy, śpiwory) są spisywani, bo – jak twierdzą strażnicy - „zachodzi podejrzenie udziału w nielegalnym przekroczeniu granicy”.

Natalia z GG: „Stukają palcami na spuście byśmy nie zapomnieli, że oni mogą strzelać. To nie jest normalne traktowanie, to presja psychiczna, która jest obliczona na zastraszenie”.

10. Szykanowanie dziennikarzy

Zatrzymanie na 24 h zagranicznych dziennikarzy ekipy Arte TV, którzy przypadkowo na chwilę wjechali w strefę W, było działaniem na pokaz, które miało odstraszyć.

Stało się odwrotnie – przykuło uwagę zagranicznych mediów do tego co się dzieje na granicy. Dziennikarzy, zwłaszcza zagranicznych, najczęściej szykanują policjanci. Skanowanie numerów IMEI w telefonach („mogą być kradzione”, IMEI pozwala je śledzić), straszenie interwencją SKW, mandatami, aresztem za rzekomy wjazd w strefę, zakaz wychodzenia z auta, zakrzykiwanie podczas filmowania zatrzymywania uchodźców... Paleta jest szeroka.

Głośne było zatrzymanie dziennikarki "Faktu", która ruszyła za wywożonymi na granicę uchodźcami w autobusie.

Największą uwagę przykuł brutalny atak żołnierzy na trzech fotoreporerów, skucie ich i bezprawne trzymanie jak przestępców, oraz przeglądanie zawartości ich aparatów – to złamanie tajemnicy dziennikarskiej.

11. Blokowanie wjazdu do strefy wysokim urzędnikom

Policja i Straż Graniczna nie pozwalają zobaczyć co dzieje się w strefie nie tylko posłom polskim, europejskim (np. Janinie Ochojskiej b. szefowej PAH), czy posłankom opozycji, które mają tam swoje biuro poselskie.

Policja odmówiła wjazdu do pseudostrefy, a mamy umowę najmu, zarejestrowane biuro i legitymacje poselskie. Jedziemy teraz na policję zgłosić zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy na służbie. Od 6 lat trwa bezprawie i nie ma to naszej zgody! pic.twitter.com/ZisBcAxSlM

— Klaudia Jachira (@JachiraKlaudia) December 3, 2021

Nie wpuszczono także komisarki ds praw człowieka Rady Europy, Dunji Mijatović. To najwyższa w Europie urzędniczka zajmujący się tą kwestią.

Dr Machińska zapytała policjanta na jakiej podstawie ich zatrzymuje. „Bez podstawy” odpowiedział.

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne